Kurde moje oczy krwawią i moje mikolskie wnętrze az sie gotuje. Mianowicie wszedłem sobie na grupki na facebooku na temat budowy makiet kolejowych. Ok widać postaranko bo faktycznie fajnie są niektóre zrobione ale 80% z nich maja układy torowe robione nogami.
Z perspektywy ruchowej są one koszmarem, np wyjazd z toru bocznego od lokotmowywowni prosto na szlak, jeb dał ktoś semafor kształtowy i to jendoramienny, tarcza manewrowa zaraz za semaforem wjazdowym mimo że rozjazdu nie ma. A to ze wszędzie tylko komora czerwona i zielona to juz nie skomentuje xD
Czuje się jak dziad z elektrody i mnie kusi pokazać im Ie4 żeby się nauczyli projektowania srk xD coraz więcej amatorów się pcha do zabawy
Jak już masz ich wyjaśniać to najlepiej jakbyś zrobił to lepiej - zrób własną makietę i opisz na jej przykładzie jak powinny wyglądać pewne kwestie, a jak widzisz, że inni robią. To jedyna szansa żeby nie wyjść na gbura elektrodowego xd
@starebabyjebacpradem ja się tak własnie zniechecilem do modelarstwa. Zrobilem kiedys diorame trafionego t34, wlozylem w to sporo serducha, a potem pochwalilem sie na grupce i mialem komentarze w stylu "ale ten dym to skad leci, jak tam nie ma sie co palic?", "jakby on tu dostal, to by mu tak gasienica nie pekla", "smugi po wydechu ida w zlym kierunku".
@starebabyjebacpradem No makiety mają swoje duże ograniczenia, ale to już taka specyfika. Plus dostępność rozwiązań w skali, jak np. gotowych semaforów.
Ale sporo porąbanych rozwiązań naprawdę było stosowanych, np. wyjazd z szopy bezpośrednio przez dwa tory główne zasadnicze po anglikach xD
Mnie bardziej bolą przeskalowane rozwiązania typu szopa na 9 stanowisk z zasiekami węglowymi jak w Gnieźnie
@starebabyjebacpradem j⁎⁎ać EN57, niech zostanie kilka jako muzealne, a reszta niech ginie! Jak ja nie lubiłem tego gówna. Głośne jak samolot przy starcie, zawodny jak obietnice polityków, szybki jak myśl Sasina, w lato gorąco jak w piekarniku, w zimę gorąco w d⁎⁎ę i zimno w głowę.
Telepiące, terkoczące gówno. Kibel to tylko jako zestaw PIKO czy podobne!
@cebulaZrosolu znaczy co, pokazali wagon na targach, ludzie się poskarżyli i będą wprowadzać zmiany? Jak normalna, cywilizowana firma? Nie idą w zaparte, że wagon super tylko ludzie się nie znają?
Ale co, że cegielski dlepie takie same gowno od lat 80? Że zrobili wszystkich w h⁎⁎a dajac dwa lata temu wizualizacje przepychu a teraz postawili dwójke ktora nadaje sie idealnie do TLK? XD
Tytuł: Egipskie impresje wspomnienia z pracy w Egipcie
Autor: Jerzy Mielnik
Kategoria: Biografia
Wydawnictwo: Jerzy Mielnik
Format: e-book
ISBN: ISBN 978-83-937686-0-8
Liczba stron: 208
Ocena: 8/10
Na wzmiankę o tej książce trafilem przypadkiem przeglądając jedną z grup o tematyce kolejowej. Znalazłem pdf z nią w internecie i tak w wolnych chwilach czytalem po rozdziale. Książka lekko napisana z bogatym opisem fauny i flory Egiptu a także ich życia codziennego i kultury z perspektywy pracownika będącego na kontrakcie przy remontach egipskiej sieci kolejowej.
W kraju, w którym na dziesięciu mieszkańców powyżej 15. roku życia sześciu nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki, napisanie i wydanie własnym sumptem pozycji liczącej 200 stron zakrawa na cud. Zwłaszcza w naszym środowisku zawodowym wyjątkowo ubogim w talenty pisarskie. Jerzy Mielnik, inżynier geodeta po krakowskiej AGH, następnie długoletni pracownik OPGK Kielce i urzędnik (obecnie zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Nieruchomościami i Geodezji w Urzędzie Miasta w Kielcach) jest wyjątkiem od tej niechlubnej reguły. Nie dość, że czyta, to jeszcze pisze. W książce „Egipskie impresje” żywym, barwnym językiem przedstawił swój pobyt w Egipcie w latach 1986-92, gdzie pracował, jak wtedy wielu Polaków, na kontrakcie zagranicznym. Jedni budowali drogi, fabryki i miasta, inni, jak Mielnik w Egipcie, remontowali linie kolejowe.
Nieznającym realiów Polski Ludowej przypomnijmy, że wyjazdy te były szansą na zarobienie pieniędzy kilkadziesiąt razy większych niż równowartość 20 dolarów (tyle miesięcznie płacono w PRL-u), a także poznanie innego świata. I o tym innym świecie pisze przede wszystkim w swej książce Jerzy Mielnik. Sprawy geodezji, pracy, kontraktowego życia są w książce gdzieś w tle albo ukryte między wierszami. Autor pokazuje nam natomiast Egipt z jego bogatą historią i kulturą oraz wspaniałymi zabytkami. Obrazy te przeplata scenami z życia ulicy, zdarzeniami zabawnymi i niebezpiecznymi, wizytami u swych egipskich znajomych, opisami przyrody czy też... kulinarnymi recepturami.
Trafne są jego obserwacje zarówno życia mieszkańców tego arabskiego kraju, jak i ich zachowań oraz relacji z przybyszami z Europy, co mogę potwierdzić na postawie własnych doświadczeń z kontraktów bliskowschodnich.
Niektórych może dziwić, że autor zjeździł Egipt wszerz i wzdłuż, ale wycieczki poza camp były ucieczką przed kontraktową nudą, oglądaniem na okrągło tych samych twarzy, wreszcie przed popadnięciem w alkoholizm (nie ma co tego ukrywać). Na szczęście na wielu kontraktach geodeci z racji specyfiki swojej pracy dysponowali samochodami, dobrem niezbędnym, by w wolnej chwili wyrwać się poza baraki. Mielnik z tego korzystał i poznał Egipt od podszewki. O takiej przygodzie bywalcy turnusów w Hurgadzie czy Szarm el-Szejk mogą tylko pomarzyć.
Cieszmy się ich widokiem bo coraz mniej ich jest na polskich torach i po cichu odjeżdżają po skończonej służbie na tory odstawcze gdy sie kończą dopuszczenia do eksploatacji.
Możecie mnie sprostować bo z taboru to ja raczej noga jestem.
Jak już z daleka rozpoznać, że jadą do Ciebie cysterny z Niemiec?
Chyba każda niemiecka cysterna która do nas przyjeżdża jest pomazana sprajem.
Ale one mają chociaż taki plus, że Szwaby dbają o zawory żeby się dało śruby odkręcić, jak są polskie cysterny np z Brzegu Dolnego to czasem mają tak zardzewiały śruby że prędzej ja upierdolisz albo Ci coś w ręce strzeli niż to odkrecisz...
W #finlandia dalej to działa, wsiadasz do pociągu w Helsinkach o 18, śpisz i jak rano wstajesz to ty i twój samochód jesteście w Laponii o poranku. Nie trzeba samemu jechać i się męczyć.
Słucham sobie radiowęzła w robocie i jest przetarg dla Mikoli. Możecie sobie kupić cysternę kolejową, sporo sztuk do wyboru, jak ktoś ma daleko do Puław to może sobie kupić też w Chorzowie.
Uważajcie na siebie jak zbliżacie się do przejazdów kolejowych, nawet tych z rogatkami. Dróżnik się może pomylić a urządzenia mogą mieć nieoczekiwaną awarie. Tu kobieta zignorowała znak stop na przejeździe kategorii D i wjechała pod pociąg Relacji Lublin - Rawa Ruska. Niestety zginęła na miejscu.
Kurde, nie czaję, jak można się nie rozejrzeć przed wjazdem na przejazd. Przecież to nie jest tak, że pociąg może wyskoczyć zza dowolnych krzaków, tylko w określonym, za⁎⁎⁎⁎ście oznaczonym miejscu. Kierowcy często się srają, że piesi wchodzą na jezdnię bez rozglądania się, mając pierwszeństwo, a sami wpieprzają na przejazd bez patrzenia, nie mając pierwszeństwa 🤦