No cóż, klasyka. Po co mają dbać o sojusznika, który niezależnie od okoliczności "bierze aż po kule" i jeszcze się z tego cieszy?
W tej nowej sytuacji geopolitycznej powinniśmy budować silny sojusz razem z europejskimi sąsiadami (tak, także z Niemcami), bo ze strony Ameryki możemy liczyć co najwyżej na bycie w sferze "friendzone / betabankomat".
I tu nie chodzi, żeby się na Amerykę "obrażać" (chociaż chciałoby się im utrzeć nosa): Silny europejski sojusz zmusi USA do traktowania nas poważnie. A wzajemny szacunek stron to podstawa zdrowych układów. Póki co o żadnym szacunku USA względem nas nie ma mowy, jesteśmy tanim frajerem do wydojenia. Trochę na własne życzenie.