@madnesh tak to jest, swoją drogą 2023 to dla mnie dwudziestolecie posiadania stałego łącza w domu :). Pamiętam jeszcze jak nie było Neostrady tylko SDI i kumpela miała w domu i to było mega, normalnie jak kafejka tylko za darmo a inny kumpel miał sieć osiedlową z dostępem do udziału sieciowego serwera, na którym typ trzymał chore ilości filmów, muzyki i gier, jak się lata później okazało był jednym z największych dostawców piratów na krakowskiej giełdzie i koniec końców go zatrzymali, i się się skończyła :D. Dowiedziałem się o tym po latach. Jak już miałem neta to trochę szydziłem z Neostrady, bo miała limity danych - bodajże 1GB, a potem chyba 5GB, koniec końców znieśli te limity. Po limicie prędkość spadała na tyle, że chodziło samo Gadu-Gadu, ale w sumie to było najważniejsze. No i Neostrada potrafiła mieć nawet 1Mbps, a ja siedziałem na radiówce 512Kbps, i tak chyba do 2009 albo 10r. xD ustawiałem kumplom firewalle tak, żeby grać sobie Wormsy.
Co do wypowiedzi naszego pokolenia, to lata 90-te czy wczesne dwutysięczne to dla mnie przede wszystkim abstrakcyjny, szyderczy humor a'la Pratchett czy Monty Python, i było to dobre jak się poczyta teksty z tamtych lat, nawet takie z czasopism, to jest to trochę cringe'owe, ale na pewno sympatyczniejsze niż dzisiejsze clickbaity, i zdecydowanie mieliśmy wtedy więcej luzu. Każdy niby interesował się polityką, ale jakoś nie odnosiłem wrażenia że większość zainteresowanych czuje się w obowiązku wpychać ją do każdego tematu. Na pewno byliśmy mniej podzieleni. Patrząc na codzienny schemat przeglądania treści widzę jak to się zmieniło, na przykład nie było YT (a nawet jak był na początku, to mój komputer nie wyrabiał), za to miałem całą zakładkę z webkomiksami i namiętnie je śledziłem, z resztą dzięki części z nich rozwinąłem mój angielski do poziomu, gdzie mniej-więcej rozumiałem to, co czytałem na anglojęzycznych stronkach. A też początek takiego powszechnego internetu, to dalej był czas kiedy nie było to główną funkcją komputera, tylko jedną z funkcji, równie ważną co gry, odtwarzanie muzyki, czy filmów. Inaczej się traktowało komputer, już w ogóle nie wspominając o tym że dzisiaj każdy ma smartfon w kieszeni.
No i jeszcze wracając do tego co napisałem, że GG było najważniejsze, to tak w istocie było. Internet dla większości to było rozszerzenie kanałów komunikacji. Gdy na informatyce włączali internet, to wszyscy dławili go wchodząc na czaty. Sam z resztą pierwszą noc, jak miałem neta w domu, spędziłem na czat.wp.pl. Miałem Outlooka do obsługi maila i często tak się poza GG z kumplami komunikowałem, wysyłając sobie jakieś większe pliki, kiedy słuchałem radia bis, to ludzie wysyłali SMSy, gdzie dopiero zaczynały się jakieś pierwsze pakiety, no i wysyłali właśnie maile które dla większości były nowością, a spikerzy czytali 99% z nich i tak się ludzie socjalizowali. Może właśnie przez ten brak internetu i social mediów w obecnej formie ludzie bardziej ciągnęli do siebie, chcieli się jakoś porozumiewać, poznawać. Długo by rozkminiać.
Pełna racja z tą młodzieżą, przy czym nawet w okresie buntu, byliśmy chyba jakby bardziej pruderyjni. To jest oczywiście temat rzeka, można rozważać czy to że czytaliśmy książki i pisma a nie scrollowaliśmy facebookowy feed sprawiało że wypowiadaliśmy się lepiej, kulturalniej, czy popularyzacja, głównie przez rap i przyznaję to samemu w tym uczestnicząc, grypsery w mainstreamie, sprawiło że jesteśmy bardziej wulgarni, czy może to ogół popkultury się zmienił... Ale nie to jest clue tego komentarza. Clue jest że ludzie traktowali swój wkład bardziej jak pisanie wiadomości, listów, widzieli w internecie szansę na poznawanie ludzi z którymi później spotkają się w realu, a nie ograniczając się do relacji w necie, czuli się częścią internetowej społeczności, nie dzieląc się na bycie użytkownikami jednego czy drugiego portalu. Pomijając jakieś wojenki oczywiście z resztą od grup dyskusyjnych, będących nitkami maili, się zaczęło.
Cóż, czasy się zmieniają i nie ma w tym nic złego z zasady, my do końca nigdy nie zrozumiemy kolejnych pokoleń patrząc przez pryzmat własnych doświadczeń, i tak to się kręci, niemniej bardzo miło wspominam ten prostszy internet, gdzie nie było social mediów które równocześnie pełniły rolę bańki informacyjnej, gdzie nie walczyło się o każdą sekundę obecności na stronie tworząc clickbaity, a tworzenie filmików do internetu nie wiązało się z planem biznesowym, liczeniem subskrypcji, i koniecznością uważania na to co się mówi. Gdzie reklamy na stronach ograniczały się do paru gifów 20Kb max, a strona była napisana w HTML4 a nie miała zaszytych "pod maską" megabajtów javascriptu. Miało to swój urok, tożsamy z wyglądem Windowsa XP :D. To nie wróci, więc pozostaje nam produkowanie fajnych treści wewnątrz swoich baniek. Chociaż też nie oszukujmy się, powoli dziadziejemy, jak bardzo byśmy tego nie chcieli xD ale to nie znaczy że trzeba od razu być zgorzkniałym chujem