Problem z matematyką, a także przedmiotami jej używającymi jest taki, że jej nauka jest bardzo inkrementacyjna.
Wystarczy kiepski nauczyciel na początku ścieżki edukacyjnej i człowiek z zaległościami dalej niczego się nauczy. Dawałem korepetycje z matmy do matury wielu osobom, czy to (generalizując) humanistycznym, czy artystycznym, czy nawet typowo ścisłym. Mieli problem z poziomem matury podstawowej z matematyki, ponieważ brakowało zrozumienia podstaw ze szkoły podstawowej. Wszyscy ledwo zdali, a nie powiedziałbym, że są mało inteligentni ani nielogiczni.
Jestem po studiach inżynierskich, miałem przyzwoity wynik z matmy rozszerzonej. Mimo to zupełnie brakuje u mnie zrozumienia np. kombinatoryki, prawdopodobieństwa oraz, o dziwo, zaawansowanej logiki. Mogę robić algebrę, całki itd., ale na maturze podstawowej z matmy i innych próbnych miałem 0 punktów z prawdopodobieństwa. Po drodze miałem 2 okropnych nauczycieli matematyki (oceny od 2 do 4 u nich, gdzie u reszty bez problemu same 6), nie rozumiałem zupełnie nic, co próbowali tłumaczyć. Gdyby nie samodzielna nauka oraz zmiana każdego z nauczycieli po roku to prawdopodobnie miałbym problem z maturą z matmy.
Obecny system edukacji oraz matury są do zaorania, do czego np. matma studentowi europeistyki lub polski studentowi oceanografii? Nawet próbując zaliczyć na te 30% taki człowiek i tak długofalowo się niczego nie nauczy i zapomni zaraz po maturze. Udawana szopka i elitaryzm w postaci "każdy wykształcony człowiek powinien umieć chociaż x".
Przy czym dla każdego to x jest zupełnie inne i zależy czy zapytasz chemika, historyka czy WF-istę.
Obecny system pogłębia rozwarstwienie społeczne, osoba inteligentna, lecz biedna lub po prostu z patologicznej rodziny, gdy trafi na kiepskich nauczycieli to nie wspomoże się korepetycjami i mimo bezpłatnej edukacji zmarnowała kilkanaście lat życia i bez silnej psychiki czy pomocy z zewnątrz nie wyciągnie się z tego dołka, bo jak za minimalną krajową się utrzymać i odłożyć na edukację, aby zdać maturę i iść na studia? Oczywiście nie każdy musi je mieć, ale też nie każdy nadaje się na hydraulika czy krawca, nie można wrzucać do jednego wora. Bogaci będą się bogacić i stawiać ograniczenia w dostępie do edukacji dla biednych, tak jak to robią np. lekarze.
Temat rzeka, ale podsumowując, generalizacja i utożsamianie matury z inteligencją i logiką pokazuje co najwyżej brak inteligencji i logiki osób wydających takie osądy.