@zzzquil niestety, to chyba jest konsekwencja naszego systemu prawnego. Żeby się skutecznie obronić musisz mieć adwokata, który wynajdzie jak najwięcej kruczków prawnych na twoją korzyść. Jeśli pominie coś istotnego, jest to podstawą do zmiany obrońcy i ustalenia nowej linii. Ale to wszystko prowadzi do istnego kuriozum - sąd zamiast odkrywać jak było naprawdę, rozstrzyga czyj papuga ma lepsze gadane.
Jeszcze pół biedy, gdyby to był proces poszlakowy, bo w zdarzeniu mogły brać udział nieznane osoby trzecie, ale tutaj wg mnie sprawa jest prosta, a każdy "dowód" obrony jest tylko graniem na zwłokę.
@FriendGatherArena nie zgodzę się. Najczęstsze przyczyny wypadków drogowych są bardzo prozaiczne i wynikają praktycznie wyłącznie z winy któregoś kierowcy. To nie lotnictwo, że musi nałożyć się wiele niesprzyjających okoliczności.
W tej sprawie, podniesienie jako dowodu rzekomej zawartości alkoholu, czy też jazdy na dojazdówce nie świadczy o niczym, bo nie wynika z tego wprost jakiś ciąg zdarzeń, który można uznać za jedyny prawdziwy. Nie wynika z tego jakaś jedna, spójna wersja wydarzeń, którą obrona może udowodnić. Zresztą, sama jazda na dojazdówce, czy też po spożyciu alkoholu nie staje się z automatu przyczyną wypadku. Nawet gdyby oba te "dowody" łącznie były prawdziwe, nie zmienia to faktu, że wg nagrań i zapisów rejestratorów faktyczny przebieg zdarzenia jest bliższy temu, co stoi w oskarżeniu.
To trochę tak jak ze Smoleńskiem - była sztuczna mgła, spisek kontrolerów, wybuchy, zagłuszanie i diabeł wie, co jeszcze. Wszystkie te rzeczy podnoszono jako argumenty za tym, że doszło do zamachu, ale gdy się tak robi, to należy udowodnić, że to WSZYSTKO miało miejsce, a nie liczyć, że może któreś z nich się trafi na ślepo. No i jeszcze udowodnić, że piloci nie zignorowali ostrzeżeń TAWS, nie przestawili wysokościomierza, no i w ogóle nie próbowali lądować poniżej minimów.