Chłop na starość oszalał. Nie wiem kiedy to wszystko przeczytam.
Jeśli zacznę zbierać figurki, to dzwońcie po karetkę, niech wiozą do Choroszczy.
#ksiazki #warhammer40k #chwalesie


Wj 30,34-38
Chłop na starość oszalał. Nie wiem kiedy to wszystko przeczytam.
Jeśli zacznę zbierać figurki, to dzwońcie po karetkę, niech wiozą do Choroszczy.
#ksiazki #warhammer40k #chwalesie

Zaloguj się aby komentować
Dawno niczym się tak nie podjarałem: Pro-Pain wydaje nowy album zatytułowany "Stone Cold Anger"! Premiera odbędzie się 15 maja. 60-letni (sic!) Gary Meskil nadal się nie poddaje. Ponadto do składu wrócił Eric Klinger, z którym zespół nagrał m.in. Act of God, Shreds of Dignity i Fistful of Hate
Dwa single nie zapowiadają rewolucji, ale trzymają poziom. Pro-Pain nadal konsekwentnie łączy #metal i #hardcore
@ostrynacienkim to i to Nowy Jork, lata 90, więc jakieś podobieństwa się znajdą.
A najlepsze jest to, że jak wrzucisz coś, co nagrali w 1992 roku, to będzie dokładnie to samo, tylko z nieco bardziej garażowym brzmieniem
https://www.youtube.com/watch?v=1IUCx3RYnWk&list=RD1IUCx3RYnWk&start_radio=1
Zaloguj się aby komentować
615 + 1 = 616
Tytuł: Z dziejów herezji
Autor: Dan Abnett, Mike Lee, Anthony Reynolds, James Swallow, Gav Thorpe, Graham McNeill, Matthew Farrer
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Copernicus Corporation
Format: książka papierowa
Liczba stron: 366
Ocena: 7/10
“Życie, o które nie warto walczyć, nie jest prawdziwym życiem” Bulveye
Antologia opowiadań stanowiąca X część cyklu Herezja Horusa.
Zarówno poziom jak i forma opowiadań okazała się zróżnicowana. W zbiorze znalazło się miejsce zarówno na typową dla serii militarną akcję jak i na wywiadowcze rozgrywki, horror, czy filozoficzną dyskusję o wierze. Wartościowa pozycja, wnosząca do całokształtu Herezji istotne elementy lub przynajmniej ciekawe smaczki.
Zbiór zawiera następujące opowiadania:
Dan Abnett - Krwawe gry - 6/10
Mike Lee - Wilk u bram - 8/10
Anthony Reynolds - Dzieci Burzy - 6/10
James Swallow - Głos - 7/10
Gav Thorpe - Zew Lwa - 6/10
Graham McNeill - Ostatni kościół - 9/10
Matthew Farrer - Po Desh’ea - 7/10
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #warhammer40k

Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry. Czy mogę Was prosić o legitcheck? Będę zobowiązany
#perfumy #heheszki


Zaloguj się aby komentować
Mam chwilowy okres zmian i testów, więc przetestowałem dziś ciekawy zamiennik dla znienawidzonych "bułgarów". Polecam wszystkim masochistom, którzy chcą porządnie przepracować mięsień obszerny przyśrodkowy, który w tradycyjnych przysiadach, hack czy leg pressie dostaje znacznie mniej pracy niż obszerny boczny. Przy okazji w palnik dostaje pośladkowy wielki w rozciągnięciu i trochę pośladkowy pośredni oraz przywodziciele jako stabilizatory bioder.
Zwie się to Zercher Front-Foot Elevated Split Squat i wykonanie pokazuje filmik.
Kluczowe jest:
pod nogę schodek albo gruby talerz typu bumper dla zwiększenia zakresu ruchu
skupiamy się na nodze wykrocznej i maksymalnym zgięciu w kolanie zależnie od mobilności
kolanem nogi zakrocznej delikatnie dotykamy podłogi
lepiej robić jak przysiad, tzn. wewnątrz podpór zabezpieczających, w razie czego łatwo można zrzucić sztangę do przodu na podpory
Zalety względem bułgarów:
lepsza stabilność i komfort, bo noga zakroczna jest na ziemi
chwyt Zerchera automatycznie wymusza spięcie brzucha i pleców - nie da się tego zrobić beznadziejnie źle
wbrew pozorom łatwiejsze ustawienie, bo odległość nogi zakrocznej ustawia się sama intuicyjnie
odpada głupia zabawa z hantelkami i kombinowaniem jak je trzymać - każdy, kto robił nieco ciężej wie jakie to jest upierdliwe
sztanga = łatwa progresja ciężaru
Minusy względem bułgarów:
mniejsze zaangażowanie mięśnia prostego uda nogi zakrocznej
wymaga relatywnie świeżego core, więc raczej nie polecam upychać na koniec treningu
#hejtokoksy #dziennog #silownia
Zaloguj się aby komentować
@saradonin_redux wczoraj zrobione. Dzisiaj będzie jeszcze raz
Zaloguj się aby komentować
602 + 1 = 603
Tytuł: Filary Ziemi
Autor: Ken Follet
Kategoria: powieść historyczna
Wydawnictwo: Albatros
Format: książka papierowa
Liczba stron: 832
Ocena: 5/10
“– Co tak śmierdzi? – zapytała Martha.
– To zapach ludzi – uśmiechnął się Tom”
Akcja powieści osadzona została w średniowiecznej Anglii i rozciąga się na przestrzeni lat pomiędzy 1135 a 1174 rokiem. A skoro średniowiecze, to wiadomo, że nie może być kolorowo: bieda, głód, przemoc i zabobon. Fabuła skupia się głównie wokół klasztoru w małej miejscowości Kingsbridge i wielopokoleniowego, pełnego przeciwności przedsięwzięcia budowy nowej katedry oraz związanych z nim ludzi. W tle rozgrywa się wojna domowa.
Muszę przyznać, że fabuła została misternie zaplanowana. Poszczególne, liczne wątki rozwijają się powoli i splatają wzajemnie w nie zawsze oczywisty sposób. Cześć z nich urywa się, pozornie nieistotna, by powrócić po wielu latach w nieoczekiwanym momencie. Nie wszystkie są równie interesujące, ale nawet drobne wydarzenia rzutują w jakiś sposób na przyszłość. Mamy tu wszystko: miłość i nienawiść, zdradę i zemstę, szczęście i cierpienie.
Kreacja postaci pozostawia natomiast wiele do życzenia. Głównym bohaterem większej części powieści jest Tom Budowniczy - murarz, który za cel życia postawił sobie wybudowanie katedry. Trudno chłopa polubić, gdyż przeważnie jest irytujący i głupi jak but, np. ślini się do cycków innej baby, podczas gdy jego córka leży ranna. Jeszcze trudniej lubić jego kochankę Ellen - agresywną borderline wariatkę, taką w typie współczesnych ”feministek” uznających arogancję za przejaw siły. Może to miała być historyczna wierność, średniowiecze pełne brudnych i głupich ludzi podejmujących jeszcze głupsze decyzje. Główny antagonista - William został przerysowany wręcz absurdalnie - nie dość, że rozpuszczony panicz, sadysta i gwałciciel, to na dodatek znęca się nad kotkami xd Znacznie ciekawszymi, choć równie szablonowymi postaciami okazali się mnich Philip usiłujący zreformować lokalny klasztor i chcąc nie chcąc wplątujący się w polityczne zawiłości oraz biskup Waleran będący uosobieniem zakłamania władz kościelnych, czyli wiecznie aktualnego motywu pokazującego jak daleko władze kościoła odbiegają od autentycznej wiary.
Książka ma 832 strony, przy czym wydawca nie lada natrudził się by nie było ich 1000: 44 ciasno upakowane wiersze na stronę i wąskie marginesy. Potężna objętość wypełniona jednak nie zawsze równie jakościową treścią, gdyż zdarzają się całe ściany tekstu o niczym i gdyby pominąć wszystkie wzmianki o jedzeniu chleba, o słabym piwie, wszystkie melodramatyczne westchnienia za ukochaną niczym Alvaro za Manuelą w brazylijskiej telenoweli i podobne bzdety, to by tych stron wyszło z 500 i opowieść nie straciłaby na wartości.
W gruncie rzeczy nie jest to zła książka. Dobra też nie jest. Po kilkudziesięciu stronach miałem ochotę rzucić ją wpis.., ale napędzany uporem jakoś zdołałem dotrzeć do końca. Miałkie obyczajowe czytadło, średniowieczna “Moda na sukces”, idealne dla zabicia czasu podczas poobiedniej sjesty w domu pomocy społecznej.
#czytelniczebingo - powieść historyczna …i tak oto udało się wypełnić całą planszę
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
Ten załzawiony to z którego legionu?
Fajne te filtry
#heheszki #warhammer40k

Zaloguj się aby komentować
585 + 1 = 586
Tytuł: Odwagi, Pinku! Książka o odporności psychicznej dla dzieci i rodziców trochę też
Autor: Urszula Młodnicka, Agnieszka Waligóra
Kategoria: literatura dziecięca
Wydawnictwo: Sensus
Format: książka papierowa
Liczba stron: 176
Ocena: 9/10
Synek trochę podrósł, więc stwierdziłem, że można już kontynuować serię o Pinku. Nie będę opisywał każdej książeczki po kolei, bo nie o to mi chodzi by nabijać licznik, tylko aby przedstawić Wam moim zdaniem jedną z najlepszych serii dla dzieci w wieku powiedzmy od 5 lat wzwyż. I nie tylko, bo wielu dorosłym też by ta lektura nie zaszkodziła.
Książki w formie krótkich opowiadań o sympatycznym niebieskim stworku opisujących trudne sytuacje, z którymi spotyka się on w codziennym życiu. W wyniku dialogu padają gotowe propozycje rozwiązań problemów. Nie wszystkie są idealne, ale mogą stanowić punkt wyjścia w poszukiwaniach własnej drogi. Całość napisana została językiem przystępnym i naturalnym w mowie potocznej, a także opatrzona atrakcyjnymi ilustracjami i zestawami ćwiczeń.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajdzieciom #ksiazkidladzieci



Zaloguj się aby komentować
567 + 1 = 568
Tytuł: Paradyzja
Autor: Janusz A. Zajdel
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Aleksandria
Format: audiobook
Ocena: 9/10
Czas trwania: 5h 18m
Czytali: Mirosław Neinert, Jędrzej Hycnar, Przemysław Bawół, Paulina Holtz, Filip Kosior, Janusz Zadura, Jarosław Łukomski
“Nowy, równie wspaniały, ale o ileż tańszy świat”
Literat z Ziemi przybywa z wizytą na planetę Paradyzja - jedyną w swoim rodzaju sztuczną planetoidę orbitującą wokół większej planety Tartar - obfitującej w zasoby naturalne lecz niegościnnej jak na czeluści Hadesu przystało. Rajska, a jakżeby inaczej, Paradyzja, jest idealnym miejscem do życia, zarządzanym w 100% obiektywnie przez centralny system bezpieczeństwa. Nikt nie ma nic do ukrycia, własność prywatna nie istnieje, a o wszystkie potrzeby dba system.
Nie wiem jak ta książka przeszła cenzurę władz PRL, gdyż Zajdel ewidentnie drwi z socjalistycznych ideałów, inwigilacji i propagandy.
Znakomite dystopijne sci-fi dla ceniących wizje Orwella czy Huxleya, do których autor wyraźnie puszcza oko (Huxwell). Co szczególnie istotne, Paradyzja nie jest jedynie manifestem, ale jest również ciekawie opowiedzianą historią, może niezbyt zaskakującą, ale sprawnie utrzymującą napięcie i sprytnie wykorzystującą elementy poezji czy fizyki.
Na uwagę zasługuje również atrakcyjnie przygotowane słuchowisko ze świetnym narratorem uzupełnione subtelnymi efektami dźwiękowymi.
#bookmeter #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Colton Engelbrecht dźwignął w martwym ciągu 520kg
Niestety nie jest to wynik oficjalny, bo powerlifting nie dopuszcza pasków, a formuła strongman nie dopuszcza sumo
https://youtu.be/tCeWkyN-pkQ?si=gwj4WtXbYjGE42yo
#powerlifting #trojboj #hejtokoksy
Zaloguj się aby komentować
548 + 1 = 549
Tytuł: Narodziny Bohatera
Autor: Jin Yong
Kategoria: wuxia
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: książka papierowa
Liczba stron: 542
Ocena: 9/10
“Jeśli tylko w grę wchodziła sprawiedliwość, to czymże było poświęcenie własnego życia?”
Kilka(naście?) lat temu przeżywałem fascynację kinem dalekowschodnim, głównie koreańskim i hongkońskim. Wówczas zetknąłem się z wuxia - popularnym nurtem zarówno literackim jak i filmowym w Chinach i Hong Kongu. Są to historie opowiadające o losach mistrzów sztuk walki często obdarzonych nadzwyczajnymi zdolnościami, ignorujących prawa fizyki. Ojcem tego gatunku w kinematografii jest Tsui Hark - reżyser, scenarzysta i producent znany m.in. z takich klasyków jak “Dao” z 1995 roku, czy serii “Dawno temu w Chinach” z Jetem Li. Mniej popularną, przynajmniej w Polsce, jest trylogia o “Swordsman” o Dongfang Bubai, dla której inspiracją była powieść “The Smiling, Proud Wanderer” autorstwa niejakiego Louisa Cha Leung-yung. Natomiast jedynym tytułem tego autora dostępnym w języku polskim były właśnie “Narodziny Bohatera” opublikowane pod pseudonimem Jin Yong.
Ale do rzeczy.
Niech nikogo nie zmyli reklama na okładce, to nie jest żaden chiński “Władca pierścieni”, tylko wuxia pełną gębą. Książka trzyma się konwencji wręcz perfekcyjnie. Fikcyjne wydarzenia wplecione zostały w tło historyczne średniowiecznych Chin i Mongolii, a dokładniej w czasy panowania dynastii Jin na północy (1115–1234) oraz Song na południu (960–1279). Na szczęście w przypisach zawarto objaśnienia dotyczące licznych wydarzeń i postaci historycznych oraz niektórych elementów kulturowych.
Narracja może wydać się zbyt gwałtowna i chaotyczna dla europejskiego czytelnika, ale to też jest specyfika gatunku wynikająca z różnic kulturowych i odmiennego systemu wartości. Narodziny Bohatera są opowieścią o zdradzie, zemście i honorze, jednak nacisk położony jest na zupełnie inne elementy. Czas często staje w miejscu aby wspomnieć wydarzenia z przeszłości, chwalebne bitwy, dawnych mistrzów czy szkoły walki. Honor jest wszystkim, a raz dane słowo napędza całą fabułę opowieści. Dobro vs zło zastąpione zostaje przez lojalność vs zdrada. Magią nie są kule ognia, tylko nadprzyrodzone umiejętności wypracowane przez lata treningu tajemnych technik. Nie mogło oczywiście zabraknąć dramatycznych pojedynków barwnych postaci o niezwykłych umiejętnościach i testów “wewnętrznej siły”. W tym świecie walki nie są jednak realistyczne, gdyż nie stanowią wyłącznie narzędzia przemocy, a stają się formą sztuki, co podkreślają malownicze nazwy stosowanych technik np. “cios jadowitego smoka wylatującego z jaskini”, “biała rosa przekraczającą rzekę”, “jesienny wiatr zamiatający liście”, czy “dym z kadzidła unoszący się w niebo”. Hołdując formie gdzieniegdzie wplecione zostały również elementy poezji i humoru.
Dawno nie wciągnąłem żadnej powieści z taką lekkością (to zapewne zasługa “techniki lekkiego ciała” hehe) bawiąc się przy tym wybornie. Jeśli komuś podobały się dwie pierwsze części “Swordsmana” lub “Dao” Tsui Harka, poetycki “Hero” z Jetem Li (do dziś chyba najpiękniejszy wizualnie film jaki miałem przyjemność oglądać) albo nawet skrojony pod zachodniego widza “Przyczajony tygrys, ukryty smok” to również i tą ksiązkę serdecznie polecam.
#czytelniczebingo - książka autora z Dalekiego Wschodu - spośród kilku posiadanych pozycji pasujących do tej kategorii chciałem wybrać coś baaardzo azjatyckiego i chyba bardziej się nie dało
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #wuxia


Pod kątem literackim polecam też gatunki bardziej fantastyczne, ale wywodzące się z Wuxii - czyli Xianxia (仙侠) i Xuanhuan (玄幻).
Pierwszy rozszerza "fantastyczność" świata z mistrzów sztuki walk na "magiczne" ścieżki poszukiwania nieśmiertelności wywodzące się z taoizmu i buddyzmu - dla chętnych spróbowania polecam Er Gena i jego "I Shall Seal the Heavens" (jak lubisz pozytywnych bohaterów) oraz "Renegade Immortal" (jak lubisz bohaterów którzy mają swoje zasady i się w tańcu nie pi⁎⁎⁎⁎lą).
Drugi, robi to samo - tylko zrywając z tradycją i traktując tradycję jako sugestię to wymyślenia własnych założeń, luźno inspirowanych chińską mitologią (albo i nie, bo sporo też czerpie pomysły z "zachodniego" fantasy, krzyżując je z typowymi dla Chin formami). Tutaj ciężko wymienić jakieś "wejściówki" bo tematyka jest duuużo szersza, ale od siebie mogę polecić "Coiling Dragon" Wo Chi Xi Hong Shiego (dosłownie "I eat tomatoes", pseudonimy literackie niektórych autorów to jazda bez trzymanki), "Lord of Mysteries" Ai Qian Shui De Wu Zei (Cuttlefish That Loves Diving, mówiłem że jazda bez trzymanki), "Warlock of the Magus World" Wen Chao Gonga (ale tylko jak nie przeszkadza Ci książka z perspektywy złola w której dobro nie wygrywa) czy "Douluo Dalu"/"Soul Land" Tang Jia San Shaoego.
Tylko muszę nadmienić że większość z nich jest dostępna w formie WebNoveli które są popularną formą w państwie środka - przez co czytanie na papierze raczej nie wchodzi w grę. I to będzie czytanie po angielsku bo z ograniczonymi wydaniami papierowymi, nie ma też zbytnio tłumaczeń na inne języki. Także byłaby to raczej lektura na tablecie/telefonie/czytniku. Swoją drogą większość Wuxii też jest w takiej formie, a nie na papierze - bo cenzorzy luźniej traktują mniej tradycyjne twory niż drukowane książki.
A i nawiązując do Twojego wrzutu z trailerem obrazującym jak wygląda Wuxia skierowana do Chińskiego widza, to Xianxia skierowana na własny rynek wygląda tak:
https://www.youtube.com/watch?v=_a8j3NUJiQ0
Zaloguj się aby komentować
O godzinie 5 ptaszki już ćwierkają, pull zrobiony w 50 minut, czajnik 28 kg w podciąganiu sprawdzony, w 3 dni wróciło ponad 1,5 kg wody. Można zaczynać dzień.
#hejtokoksy #silownia


Zaloguj się aby komentować
529 + 1 = 530
Tytuł: Biała Róża
Autor: Glen Cook
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Parlando
Format: audiobook
Ocena: 6/10
Czas trwania: 11h 57m
Czytał: Robert Jarociński
Trzecia część cyklu Czarna Kompania utrzymuje zbliżony toporny styl co poprzednie. Surowa w formie opowieść o grupie najemników, czarownikach i okrutnym imperium Pani.
Jak zwykle główny wątek należy do Konowała - lekarza i kronikarza Czarnej Kompani, który przedstawia perspektywę niedobitków Kompanii skrywających się wśród gadających menhirów i wędrujących drzew na Równinach Strachu, gdzie spotykają Psa Zabójcę Ropuch. Drugi wątek stanowi opowieść Bomanza - starego czarodzieja parającego się handlem antykami z epoki Dominacji wykopanymi na obrzeżach Krainy Kurhanów. Trzeci dotyczy niejakiego Gawrona i jest związany z dokonaniami Bomanza. Żaden niestety nie dorównuje historii Marona Szopy, a zwroty akcji są dość przewidywalne.
Zaczyna się niemrawo, ale później rozkręca się i przy okazji wyjaśnia kilka elementów z przeszłości uniwersum. Bez zachwytów, ale mimo to uważam, że to solidny kawał ponurego fantasy i dobre podsumowanie trylogii początkowej.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
528 + 1 = 529
Tytuł: Upadek Hyperiona
Autor: Dan Simmons
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: MAG
Format: książka papierowa
Liczba stron: 612
Ocena: 10/10
“Czasami tylko sny odróżniają nas od maszyn.”
Sprawy się komplikują. Jeśli ktoś liczył, że druga część od razu rozjaśni chociaż część wątków, to by się przeliczył, bo komplikuje je jeszcze bardziej, przynajmniej na początku. Książka wymaga nie lada skupienia aby za wszystkim nadążyć i nie pogubić się w gąszczu cienkich linii łączących małe kropki.
Upadek Hyperiona podejmuje historię pielgrzymów bezpośrednio po wydarzeniach kończących Hyperiona. Nie jest ona natomiast wyłącznym tematem. Drugą nić narracji stanowi wątek wojenno-polityczny, skoncentrowany wokół konfliktu z Wygnańcami, ale żeby nie było zbyt prosto, to przedstawiony został z punktu widzenia persony artysty stworzonej przez sztuczną inteligencję. Oczywiście oba wątki są ze sobą splecione, a powiązania przyczynowo-skutkowe wcale nieoczywiste. Jakby tego było mało, to chronologia czasowa bywa zaburzona i splątana z prawdopodobnymi wersjami przyszłości. Obrazu dopełniają zawiłe rozważania filozoficzne dotyczące ewolucji, sztucznej inteligencji oraz relacji człowieka z innymi formami życia, a także rozprawy teologiczne o istocie boskości. Nad tym wszystkim zaś wisi przerażająca wizja zagłady ludzkości. Ma skubany rozmach. Polecam.
#czytelniczebingo - twój wybór
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto



Zaloguj się aby komentować
Śniło mi się, że miałem robić martwe ciągi, ale nie mogłem znaleźć normalnej sztangi i zostały tylko te krótkie 15 kg
#hejtokoksy #gownowpis #sen
@tomasz-frankowski

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
493 + 1 = 494
Tytuł: Cień w ukryciu
Autor: Glen Cook
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Parlando
Format: audiobook
Ocena: 8/10
Czas trwania: 11h 27m
Czytał: Robert Jarociński
"Wierzę, że istnieją dwie strony: nasza i ich, a o tym kto jest dobry, a kto zły decydują po fakcie ci, którzy przeżyją."
Część druga cyklu Czarna Kompania wciągnęła mnie od buta. @Cerber108 dobrze gadał, że będzie lepiej. Wydaje mi się, że przede wszystkim warsztat Cooka ewoluował. Stylistyka pozostała wciąż surowa, ale wejście w drugą część opowieści było łatwiejsze, gdyż fabuła była mniej chaotyczna i niedopowiedziana, a rozdziały krótsze i podzielone pomiędzy dwiema różnymi perspektywami. W efekcie lektura okazała się znacznie bardziej angażująca. Ponadto autor zaczął za pośrednictwem komentarzy kronikarza wyjaśniać pewne wydarzenia historyczne i ponownie doprawił całość czarnym humorem.
Pierwszy wątek, napisany w pierwszej osobie, podobnie jak w poprzedniej części, przedstawiał punkt widzenia Konowała i opisywał losy Czarnej Kompanii. Wyraźniej zostały naszkicowane więzi pomiędzy poszczególnymi członkami zawiązane przez lata wspólnych wojen i trudności. Lepiej dało się wyczuć panujące wśród nich nastroje: zmęczenie, upadek morale i wątpliwości dotyczące ich udziału w całym przedsięwzięciu.
Drugi wątek, przedstawiony z perspektywy trzecioosobowej, dotyczył dalszych losów Kruka i przede wszystkim oberżysty-przegrywa - Marona Szopy. Historia tego drugiego okazała się najmocniejszym elementem książki i w wielu aspektach przypominała tragiczne, mroczne i moralnie szare motywy typowe dla Wiedźmina.
Wracając zaś do Kruka i mojego skojarzenia z postacią z Gothica o tym samym imieniu, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie tylko ta postać, ale ogólna bezwzględność uniwersum Czarnej Kompanii mogła być inspiracją dla świata gry.
"Ktoś przynajmniej umarł tak jak chciał."
#bookmeter #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
479 + 1 = 480
Tytuł: Czarna Kompania
Autor: Glen Cook
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Parlando
Format: audiobook
Ocena: 7/10
Czas trwania: 11h 20m
Czytał: Robert Jarociński
“Wojna to okrutne zajęcie wykonywane przez okrutnych ludzi. Bogowie wiedzą, że Czarna Kompania nie składa się z cherubinów [...]”
Część pierwsza cyklu Czarna Kompania
Czarna Kompania jest antytezą epickiego fantasy. Jest to opowieść o grupie najemników, w której na próżno szukać szlachetnych bohaterów, czy epickich misji ratowania świata, a moralność jest mało istotna, w końcu “to historycy zwycięzców decydują o tym, gdzie leży dobro, a gdzie zło”. Liczy się przetrwanie, zadanie do wykonania i zapłata. Krew, błoto i zmęczenie, od czasu do czasu urozmaicone złośliwymi kawałami dwóch rywalizujących ze sobą czarodziejów (tak, są czarodzieje, ale nie są wszechmocni).
Narracja jest toporna, prowadzona z punktu widzenia medyka i kronikarza Kompanii. Język jest więc oszczędny, opisy krótkie i sporadyczne, ponieważ spisuje ją kronikarz, nie poeta - wszakże banda żołnierzy, morderców i łotrzyków nie zajmuje się podziwianiem piękna krajobrazu, tylko namierza pozycje wroga.
Trochę ubolewam nad tym, że styl powieści oraz jedna z głównych zasad Czarnej Kompanii by nie pytać przeszłość (zakładając, że pozostaje ona przeszłością), nie pozwalają na nakreślenie głębszych portretów psychologicznych. Szkoda, bo poznanie motywów poszczególnych członków dodałoby im głębi i wiarygodności. Ponadto z powodu perspektywy ograniczonej do pojedynczego członka większej grupy czytelnik poznaje niekompletny obraz wydarzeń, co momentami utrudnia zrozumienie szerszej perspektywy fabuły.
Kiedy jednak potraktujemy to wszystko nie jako mankamenty, a jako cechy gatunkowe i uda się wczuć w tą surową atmosferę, to wówczas dostajemy kawał solidnego cynicznego fantasy okraszonego mrocznym humorem.
Spiski, morderstwa, walka o władzę i mimo wszystko ludzie.
“Wojna to okrutne zajęcie wykonywane przez okrutnych ludzi. Bogowie wiedzą, że Czarna Kompania nie składa się z cherubinów, ale są pewne granice.”
Anegdota na koniec: za każdym razem, gdy pojawiał się zbój o pseudonimie Kruk, to przed oczami wyobraźni miałem dżentelmena z drugiego obrazka XD
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
Kompozytor: Edward Elgar
Tytuł: Cello Concerto in E minor, Op. 85
Wykonanie: Jacqueline du Pré, Sir John Barbirolli, Londyńska Orkiestra Symfoniczna
Odsłuch:
Youtube https://www.youtube.com/watch?v=B5ZufViB8j4
Spotify https://open.spotify.com/album/4cIcY14P7NSdOvpW1wJMev
Mój najczęściej słuchany album w 2024 roku. Piękny koncert, bardziej kontemplacyjny niż dramatyczny. Do tego genialne wykonany, szczególnie polecam wersję zremasterowaną.
#kacikmelomana #muzykaklasyczna
@saradonin_redux hmm brzmi znajomo, chwilę pogłówkowałem i już pamiętam skąd: https://www.youtube.com/watch?v=_fX4qoruQik&t=176s
Zaloguj się aby komentować