Zdjęcie w tle

onpanopticon

Fanatyk
  • 492wpisów
  • 7175komentarzy

strange but not a stranger

Jakiś czas temu w pewnej dyskusji z @bartek555 zobowiązałem się do opisania pokrótce problematyki dopingu w szachach. Oto i jestem.


Mamy dzisiaj także gościa specjalnego, w postaci top3 polskich szachów, wybitnego Arcymistrza, czterokrotnego Mistrza Polski, który specjalnie dla was podzielił się swoją opinią. 


Tak więc zaczynamy.


Na początek musimy się rozprawić trochę z kwestią dopingu farmakologicznego, bo to o rozprawienie się z tym mitem poszło. Szachy będąc porównywane do innego rodzaju podobnych sportów umysłowych - dostają rykoszetem jeśli tylko tam pojawi się afera, choćby esporcie.


Jak się okaże dalej, zupełnie niesłusznie. W królewskiej grze w wydaniu klasycznym, spektrum wykorzystywanych umiejętności jest bardzo szerokie i próby wspomagania się na jednym polu, mogą szkodzić na innym. W klasycznych szachach na poziomie zawodowym sama partia szachów to tylko jeden z elementów ciężkiej codziennej pracy.


Żaden zawodowy szachista nie idzie na partię bez tzw przygotowania. Jeśli odpowiednio wcześnie zna skojarzenia, a na poważnych turniejach zna, to dzień wcześniej następuje solidne studiowanie przeciwnika. Przede wszystkim jego otwarć, nitek jakie ma opanowane, w jakich strukturach prezentuje się najlepiej. Przy pomocy głównego trenera obecnych czasów - komputera - szuka się wszystkich możliwych odgałęzień i ścieżek, których nie znajduje baza partii przeciwnika. Upraszczając, chcemy w fazie debiutowej osiągnąć przewagę wchodząc na rejony których przeciwnik nie zna/nie sprawdził/może znać nie do końca - i my dzięki głębszej analizie z silnikiem szachowym, możemy dostać "dobrą pozycję" na grę środkową. 


Poza tym koniec końców najistotniejsza jest struktura wszelkich rozgrywek i pojęcie "siły gry" szachisty. Różnica 200 oczek w rankingu FIDE to nie różnica, to kosmiczna przepaść. Już 100 punktów to bardzo, bardzo dużo. Zdarzają się oczywiście niespodzianki, szybkie remisy, ale ekstrapolując ich mecze na 100 partii, przewaga jednego nad drugim będzie wysoka. Stąd całe gro zawodników nic nie zyska nawet najzmyślniejszym dopingiem farmakologicznym, bo zmęczony wyżej notowany i tak wygra względnie tak samo i tyle samo partii.


W przypadku zawodników na tym samym poziomie dużo większe znaczenie będzie miało właśnie przygotowanie i ogólna dyspozycja dnia. Pojawiają się w przestrzeni medialnej różnego rodzaju metylofenidaty, Modafinil, beta-blokery i inne, ale koniec końców nie mają większego znaczenia. Partia jest naprawdę długa, czasu na namysł również. Zawodnicy lubią sobie wychodzić na fajkę, na kawkę, do toalety, niektórzy oglądają inne partie. Sposobów jest tyle ilu szachistów. Jednak próba grania na skupienie nie zda rezultatu, bo paradoksalnie nieraz lepiej jest złapać świeżość, złapać oddech. Nadmierne skupienie potrafi prowadzić zarówno do problemów z zegarkiem, jak i do trudności z podjęciem decyzji. Bardzo często tworzy też tak zwaną "ślepotę szachową", w której zawodnik liczy absolutnie wszystkie warianty przez długi czas, nie widząc że tak naprawdę ma tylko jeden nieprzegrywający ruch. To droga do tzw blundera.


Poza tym turnieje są długie. Gra się tydzień, nieraz dwa tygodnie i dłużej. Jedną partią ani się go nie wygra, ani nie przegra. Siły należy zachować na kolejne popartiowe przygotowania na następnego rywala. Nie warto się ani wypruć, ani "skacować" żadnymi stymulantami na te kilka godzin. Podobnie jak na kolejne turnieje. W tym sporcie nie ma tak wielkich pieniędzy, aby względnie ustawić się jednym kasowym turniejem w którym poszło się ponad stan. Stan konta szachisty buduje się przez ciągłą grę i ciągłe podróże, na kolejne i kolejne turnieje.


Oczywiście w teorii szachy są pod nadzorem antydopingowym, ale kontrole są rzadkie. Niektóre turnieje tego wymagają i szachiści bez problemu je przechodzą. Pojedyncze przypadki odmówienia poddania się kontroli moczu są spowodowane głównie tym, że wśród substancji zakazanych znajdują się też narkotyki, które część z szachistów mogło po prostu przyjmować w wolnym czasie i nie chcieli dla jednego turnieju narażać swojej reputacji. To przykład sprawy chociażby Vassily Ivanchuka. Wiedząc, że odmowa nie równa się dyskwalifikacji, woleli odmówić. Wszelkie pojedyncze przypadki "złapania" również są tym samym. Albo zawodnicy brali w celu poprawy wyników w innym hobbystycznym sporcie fizycznym, albo brali jakieś substancje rozrywkowo.


Tak więc czy problem dopingu farmakologicznego istnieje? 


Tutaj oddam głos, przed wami Arcymistrz, Mateusz Bartel, wypowiedź specjalnie dla Was:


W szachach doping farmakologiczny nie wzbudza większego zainteresowania. Owszem, nie można wykluczyć, że ma on miejsce, ale po co? Skoro ideą dopingu jest to, żeby wygrać "na skróty", to dużo łatwiej zrobić to za pomocą dopingu elektronicznego.


To jest realny problem szachów, to jest wyzwanie, które spędza szachom sen z powiek.


I o ile jestem zwolennikiem kontrolowania szachistów pod kątem ukrywania elektroniki (włącznie z badaniami laryngologicznymi, okulistycznymi czy wręcz - trochę żartując - proktologicznymi), to nie widzę sensu badań w kierunku dopingu farmakologicznego. 


Oczywiście, nie jest wykluczone, że ktoś mógłby w ten sposób wykorzystać "niszę" dopingową. Tylko wówczas musiałby już być bardzo silnym graczem, który tylko wzmacnia swoją koncentrację (?) i zdolność zapamiętywania (?), ewentualnie wzmacnie wytrzymałość (?). To przydatne rzeczy, ale jak ktoś chce oszukiwać, to ma potężniejsze narzędzia.


Reasumując: nie wykluczam, ale nie słyszałem, żeby ktoś w takim kierunku działał.


A czy słyszał Pan o dopingu insuliną?


Przyznam, że nigdy o tym nie słyszałem. Insulina, owszem, u osób chorych na cukrzycę. Poza tym - nie słyszałem.


------------------------


Wracamy zatem do prawdziwego problemu, który może tak naprawdę zabić grę w szachy. Wraz z rozwojem nauki i potencjalnym używaniem chipów i innych rzeczy "w ciele", może stać się nierealne odróżnienie uczciwego od oszusta.


Silniki szachowe od dawna są poziomem tam gdzie Sławosz Uznański, w kosmosie. Są na poziomie absolutnie niemożliwym do osiągnięcia dla żadnego ludzkiego umysłu, ani nawet dla wszystkich szachistów razem wziętych, myślących tydzień nad ruchem. W najlepszym przypadku od czasu do czasu udałoby się partię zremisować i tylko białymi. Choć i tutaj można mieć wątpliwości.


Stąd największą pokusą jest skorzystanie z silnika i można wygrać z każdym.


Czy takie oszustwa się zdarzają? Oczywiście, są wręcz plagą. Pominę tutaj już nawet grę w sieci, gdzie mnóstwo zawodników w tym nawet arcymistrzów potrafi oszukiwać. To sztuczna inteligencja wyszukuje "nazbyt dokładne" partie i "czyste silnikowe granie", stąd niektórych da się złapać. Niemniej na pewno nie wszystkich.


W świecie klasycznych szachów również tak jest. Mimo, że na najważniejszych turniejach zawodnicy są przeszukiwani wykrywaczem metali i zdają wszelkie elektroniczne urządzenia, to oszustwa nadal istnieją. Najczęściej jest to "wychodzenie do toalety", w której w jakiś sposób został przemycony po prostu telefon z silnikiem.


Ilu oszustów tyle pomysłów. Mamy do czynienia z sygnałami wibracyjnymi, okularami z wyświetlaczem, zegarkami etc. Były i przypadki w których to ktoś z widowni/trenerów posiadając dostęp do telefonu wykonywał ustalone znaki/gesty zrozumiałe tylko dla jego zawodnika i tak wskazywał najlepszy ruch. Żeby nie wzbudzać podejrzeń bywało, że takim znakiem nie były gesty, ale sam sposób poruszania się po sali gry.


Ostatnie przykłady:


Igors Rausis (2019) – łotewsko-czeski arcymistrz został przyłapany w toalecie z telefonem komórkowym podczas turnieju open we Francji. Zdjęcia z monitoringu doprowadziły do jego przyznania się do winy. Rausis stracił tytuł arcymistrza, a jego ranking został wyzerowany.


W 2015 roku bułgarski arcymistrz Borislav Ivanov wzbudził podejrzenia, gdy zaczął wygrywać z dużo silniejszymi zawodnikami. Mimo braku dowodów fizycznych, jego styl gry niemal identyczny z rekomendacjami silnika komputerowego wzbudził obawy o oszustwo. Ostatecznie został wykluczony z wielu turniejów, a w 2013 r. został poproszony o zdjęcie butów przed rundą – odmówił i wycofał się z zawodów.


Głośniejszy medialny - Hans Niemann vs. Magnus Carlsen (2022) – choć bez twardych dowodów, sprawa wywołała burzę medialną. Carlsen oskarżył młodego Amerykanina o oszustwa, po czym FIDE wszczęło śledztwo. Chess.com ujawnił, że Niemann miał historię oszustw online. Choć nie udowodniono mu oszustwa w turnieju na żywo, sprawa unaoczniła skalę problemu.


I tutaj wracamy do Pana Bartla i do moich słów. Jeśli ktoś chce oszukiwać, to nie ma najmniejszego sensu aby próbował to robić farmakologicznie. Zyski są praktycznie żadne, w wielu przypadkach mogą ostatecznie wyrządzić więcej szkód niż pożytku, bo szachy to specyficzna gra. Jeśli ktoś chce oszukiwać, to najlepszą i najskuteczniejszą drogą jest właśnie droga elektroniczna. To tutaj należy szukać rozwiązań.


W świecie szachowym panuje również konsensus, że jeśli ktoś chce się wspomagać medycznie, to niech się wspomaga. Nikomu to nie przeszkadza, bo efekty nie są wymierne i nikt nie dostrzegł realnego nagłego wzrostu poziomu czyjejś gry na tej podstawie. Dlatego tych kontroli krwi/moczu prawie nie ma i mało kto ich w ogóle chce. Natomiast wszystkie ręce na pokład w kwestiach dopingu elektronicznego.


Jeszcze ciekawostka na koniec. Kiedyś został złapany szachista na oszukiwaniu podczas turnieju... kobiet. Wiedząc, że są tam nagrody, wiedząc że ma wyższy poziom gry od nich, postanowił założyć burkę i udawać muzułmankę No niestety nie udało się. 


Nie mam czasu na więcej, ale wyjdzie seria wpisów. Należy bowiem jeszcze poruszyć temat szachów błyskawicznych w wydaniu zarówno na żywo, jak i w internecie. A to jeszcze w kontekście zarobków szachistów i zagrożeń. Bo temat nie jest zamknięty


Jeśli ktoś przeczytał to do końca, to miło będzie o jakąś zwrotkę, bo nie wiem czy kogokolwiek realnie to interesuje i czy kolejne wpisy są warte klepania


#tworczoscwlasna #szachy #ciekawostki

20d53da1-8326-43f7-a5ba-769fe1c2c301

Poza tym koniec końców najistotniejsza jest struktura wszelkich rozgrywek i pojęcie "siły gry" szachisty. Różnica 200 oczek w rankingu FIDE to nie różnica, to kosmiczna przepaść. Już 100 punktów to bardzo, bardzo dużo.



Sorry, ale nie. Podstawą skalowania elo jest 400 i może różnica 400 elo to przepaść, bo wtedy szanse na wygranie są jak 10 do 1, ale nie jakaś kosmiczna. Dla niższych elo tak to faktycznie wygląda, bo taki 1000 może grać i jak 500 i jak 1500, w zależności od tego, jak mu siądzie.


Ok, no ale w kontekście topki wygląda to już bardziej jak OP napisał, bo 2000+ są już bardzo stabilni i wyniki są dużo bardziej przewidywalne niż założenia matematyczne, szczególnie jak mają te 1.5h czasu, ale nadal 100 elo tam to definicja "liga niżej/wyżej", albo tytuł niżej/wyżej, a nie jakaś forma prawdziwej deklasacji.

Zaloguj się aby komentować

186 345 + 87 + 55 = 186 487


Wczoraj krócej i dzisiaj #mtb


Wczorajsza duchota i potężne burze pozwoliły dać sobie chilloutowe kręcenie po znanych ścieżkach. Dzisiaj już troszkę dalej, bardzo przyjemnie i chciałoby się mieć dobę z gumy, bo kręciłbym sobie dłużej i dłużej ;)


Właśnie przechodzę ten okres, gdy niesamowitą satysfakcję daje odczucie dużego progresu w tak krótkim czasie. Tam gdzie jeszcze niedawno się ledwo wtaczałem, dziś nieraz nie zmieniam nawet przełożenia. W końcu to nie ja pcham nogę głową, tylko zaczynają kręcić same. Super uczucie. Ten początkowy progres jak wszędzie jest spory i zaraz spowolni, ale na pewno nie sądziłem te niecałe 2 miesiące temu, że tak sprawnie dojdę do obecnego uczucia z jazdy. Tego że już nie pcham roweru nogami, tylko faktycznie sobie jadę.


Czerwiec - 1774 km


<br />

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#rowerowyrownik

66ec55aa-9f1c-4e07-9ab7-ae2ce895bfa6

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zawsze mnie to rozwala xd


Znany pewnie większości utwór Gorillaz - Clint Eastwood powstał na bazie wgranych standardowo sampli w Suzuki Omnichord, takiej fajnej zabawce z lat 80


poniżej sam Damon Albarn prezentuje


#muzyka #ciekawostki #gorillaz

Zaloguj się aby komentować

Taka sytuacja w #biedronka (╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻


Pracownicy strasznie się przejęli. Kazali mi szukać "kierowniczki", bo ich to wuj obchodzi, a kierowniczka na pokazane zdjęcie stwierdziła "ooo, znowu wróciła", wzięła jakąś inną kobietę i poszły łapać ją do kartonu.


Pączki zniknęły, ale tylko z tej półki. Mysz harcowała sobie po wszystkich dookoła.


Nie wiem, mnie jakoś takie widoki średnio zachęcają. #niewiemjakotagowac #zalesie

7af76c61-c7d6-44f6-81a7-af16e39c5a7f

Jak ktoś chodzi do biedronki to nie powinien narzekać na myszy. Tam jakby ktoś się zesrał między paletami to po tygodniu by posprzątali.


Kto w biedrze kupuje

Tego ja nie szanuje

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

185 848 + 76 = 185 924


Dzisiejsza jazda #mtb bez przygód. Trasa po #kwadraty była bez udziwnień, wyszło dużo asfaltu, lasy względnie dobrymi ścieżkami to i średnia prędkość wzrosła, ale 21km/h jak na ten rower i tak mnie nieco zaskoczyła. A jechałem względnie spokojnie.


Lubię te spokojne wieczory po upalnym dniu. Przyjemna temperatura, wiatru brak. Po prostu się tak płynie. Taką pogodę bym sobie życzył na jakieś dłuższe dystanse (tą wieczorną, nie w południe xd)


Jak co tydzień, zamykam... tydzień z 534km na liczniku..


Czerwiec - 1632km


Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#rowerowyrownik

8d0c2849-66d9-4c5b-9361-65bffd15a762

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Wojenna inwencja twórcza ludzi pod presją czasu, bywa naprawdę interesująca


Brytyjski Bedford RL „Bobbin” rozkłada matę, aby zapobiec ugrzęźnięciu pojazdów kołowych w miękkim piasku podczas lądowania desantowego #historia #ciekawostki

Zaloguj się aby komentować

185 371 + 102 + 74 = 185 547


Wczoraj i dzisiejsza stówka #mtb


Dzisiaj los oddał. Najgorsze fragmenty trasy posklejanej pod #kwadraty weszły akurat na strome górki i zjazdy. Czyli zapiąłem ciaśniej rękawiczki i urządziłem sobie typową zabawę mtb :D Umęczyłem się, ale miałem ogólnie dobry humor, więc wycisnąłem każdą endorfinę z tego etapu. Dawno nie miałem takiej frajdy i dawno nie zrobiłem tylu kilometrów na stojanowa i z d⁎⁎ą za siodłem (nawiasem d⁎⁎a ze stali, dzisiaj bez wkładki na twardym i nawet nie wiem że jeździłem).


Hmm, chciałem postawić na regularność w tym swoim powrocie do pedałowania. A wychodzi że dzisiaj był 46 dzien #codziennajazda


Fajnie fajnie, kręcimy dalej. Może za rok będzie jakaś forma, żeby przejechać ultra na sensownym dystansie.


Czerwiec - 1556km


<br />

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#rowerowyrownik

56536f01-b047-41bc-b45d-547248408340

@onpanopticon j⁎⁎⁎ny, chyba spokojnie przebijesz mój zeszłoroczny czerwiec 1850 km ale ja miałem rywalizację w pracy, która mnie motywowała, sam z siebie bym tyle nie miał samozaparcia

Zrobiłeś w 2/3 miesiąca więcej niż ja kiedykolwiek w pełnym xD Przy czym ja nie jeżdżę codziennie i póki co się na to nie zapowiada. 100 na mtb, to jak 200 na szosie, klasa wynik.

Zaloguj się aby komentować

yhym, auto mi klękło na dobre rozpoczęcie weekendu. A w ogóle go nie potrzebuję, w ogóle, absolutnie, ani trochę. Będzie na poniedziałek.


Dzień jak co dzień, dzień po dniu Wciąż się dzieje życia cud ( ͡° ͜ʖ ͡°) #dziendobry

e5dfe588-6fbf-4533-a606-35c697934fea

Zaloguj się aby komentować

Proszę mi wybaczyć. Jak się okazuje nie umiem pisać sonetów Niby człowiek wiedzioł, a jednak się trochę łudził.


Można się śmiać, bo wyszła mi bardziej praca domowa lat wczesnoszkolnych. Niemniej próbowałem. Zadeklarowałem się, że napiszę, więc po dużych męczarniach oto i moje wypociny. Za które siebie i Państwa przepraszam. Tematem oczywiście #rower bo ostatnio to mój główny sposób na złapanie wytchnienia i oddechu. Niemniej nie porzucam idei, w wielu rzeczach byłem beznadziejny i po wielu latach wytężonej pracy stałem się niezbyt dobry. A to już awans.


Jowej


Samotna droga, odarta z nędznych arbitraży,

Koła wścibsko przecinają gościńca grudki,

Sójka szczebiocze niby w rytm przerzutki,

kierując na manowce, chciwych dębu cykliniarzy.


Niezłomna natura z myślami mnie parzy,

Meandrycznym skinieniem dolewa odtrutki.

W milczeniu odrywa sędziwości skutki,

Na stół wykłada idee, mistrz kabalarzy.


Nie jadę naprzód – ja wracam - do zarania,

Do pierwszych pytań, do każdego wahania,

Do swoich starań, skutków owoce skromne.


Umysł mój błądzi, lecz ja go nie napomnę,

I tylko ślady kół w ziemi niezłomne,

Ulotnym świadectwem mego z sobą spotkania.


#zafirewallem #nasonety #tworczoscwlasna #diriposta

@onpanopticon Ja nie wiem skąd ta samokrytyka. Jest na prawdę super! Zwłaszcza, że napisałeś "Rower" więc podniecony dalej nie czytałem. Żartuję oczywiście! No i same smaczki: "chciwi dębu cykliniarze", "myślami mnie parzy", "meandryczne skinienie" - no piękne!

@onpanopticon aa tylko taguj #diriposta bo później łatwiej do podsumowania znaleźć. Gdybym nie wiedział, że na ten sonet czekam, to o mały włos by mi umknął :P.

Zaloguj się aby komentować

184 954 + 71 + 80 = 185 105


Wczoraj i dzisiaj #mtb . Na zdjęciu droga do kwadrata przy lotnisku, całkiem klimatycznie z samolotami nad głową


Dzisiejsza jazda to patologia z mojej strony. Zaplanowałem sobie trasę typowo #kwadraty ale wydawało mi się, że fajne drogi. Wyszło aż 90% lasy/szutry i 10% asfaltu. W większości było jak w planie, ale reszta?


Niestety okazało się, że ni uja. Bo przez godzinę się tak masakrycznie styrałem, że głowa mała. Najpierw ujeby z tarką, a potem wpieprzyłem się w trawska wyższe ode mnie. Gdzie jest "droga" nawigowałem tylko gpsem, bo nic nie widać. Jechałem licząc, że zaraz to przelecę, bo w oddali na górce było widać jakąś wiochę. Nie chciałem też nawracać, bo musiałbym jechać taką samą drogą powrotną i wracałbym późną nocą, a byłem w koszulce.


No i wuj bombki strzelił, po wywaleniu się z tych trawsk trafiłem na czyjeś zwykłe pole i nie dało się jechać. Pół godziny ledwo pchałem rower i dolazłem do linii płotów. Przecież gdyby nikogo tam nie było, to ja bym się nie wydostał i musiał wracać tak jak przylazłem. Na szczęście jakaś starsza Pani mnie zobaczyła i przeszedłem przez jej plac xDD


A to tylko moje durne uparcie, żeby na siłę tam jeszcze zahaczyć. Mogłem już na tych ujebach zmienić trasę, to nie. Przejadę, bo przecież "przygoda".


W tych trawskach przywaliłem jeszcze w jakąś gałąź nogą i wszystkie następne siejki z roślin zbierałem na krew xD


Zabijcie mnie i nie pozwólcie się rozmnożyć.


Czerwiec - 1380km


Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#rowerowyrownik

686e0146-3c5c-4e64-bc44-e2a33f72892a
d8ac12c8-de3d-410f-bf57-46937eb5674c

Zabijcie mnie i nie pozwólcie się rozmnożyć.


@onpanopticon NIGDY!! A kto moje obiecane okoliczne górki wypodjeżdża, HMMMMM?!?


Proszę dalej jeździć, obserwować i kwadraty polować, o! xD

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Valerie Banks była jedyną uczennicą, która pojawiła się na lekcji geografii w liceum South Boston w 1974 roku w pierwszym dniu w którym czarnoskórzy uzyskali dostęp do szkół dla białych. Czyli rzecz o tym, że segregacja rasowa to nadal problem.


Chociaż Boston leży na północy Stanów Zjednoczonych – regionie tradycyjnie postrzeganym jako bardziej postępowy w kwestii ras – to przez dekady borykał się z głęboko zakorzenioną segregacją rasową, zwłaszcza w systemie edukacyjnym. W drugiej połowie XX wieku bostońskie szkoły były de facto segregowane – mimo że de jure (prawnie) została uznana za niekonstytucyjną przez Sąd Najwyższy. Biała ludność miasta broniła „dzielnicowych szkół”, co w praktyce utrzymywało nierówności i brak integracji.


W 1974 roku sąd federalny nakazał zastosowanie tak zwanego „busingu” – przewożenia uczniów z różnych dzielnic do szkół w innych częściach miasta w celu wyrównania szans edukacyjnych i zintegrowania uczniów. 


Wprowadzenie busingu spotkało się z ogromnym oporem, zwłaszcza wśród białych mieszkańców dzielnic takich jak South Boston. Doszło do zamieszek, protestów i przemocy. Dzieci afroamerykańskie były często zastraszane lub atakowane podczas dojazdu do „białych” szkół.


------------------


Valerie Banks była jedną z czarnoskórych uczennic, które jako pierwsze zostały przewiezione autobusem do jednej z białych szkół w ramach integracyjnego programu busingu w Bostonie. Miała zaledwie kilkanaście lat, kiedy stała się symboliczną postacią tego burzliwego okresu.


Każdego dnia, jadąc autobusem do szkoły, Valerie musiała mierzyć się z wrogością – nie tylko ze strony dorosłych mieszkańców, którzy stali na trasie autobusu i obrzucali dzieci wyzwiskami czy przedmiotami, ale także ze strony białych uczniów w samej szkole. Mimo strachu i traumy, Valerie nie zrezygnowała z nauki – wykazała się niezwykłą determinacją i siłą, walcząc o swoje prawo do równej edukacji.


Jej historia została nagłośniona przez media i dokumentalistów, a Valerie Banks stała się jednym z symboli młodego pokolenia Afroamerykanów, które w latach 70. walczyło z codziennym rasizmem i systemową niesprawiedliwością – nie poprzez protesty uliczne, ale poprzez codzienne, ciche akty odwagi.


--------------------


Debata o „busingu” była często maskaradą – narzędziem do wyrażenia oporu wobec integracji bez wprost deklarowania rasizmu. W rzeczywistości busing był skuteczną strategią sądową na rzecz równych szans edukacyjnych. Jednak społeczno‑polityczny nacisk na ochronę tzw. „szkół dzielnicowych” doprowadził do wycofania się z tych działań, co przyczyniło się do ponownej segregacji w szkołach.


Czy ostatecznie coś się zmieniło? Otóż niestety nie.


Segregacja szkolna nadal występuje w Bostonie, choć nie w formie prawnie usankcjonowanej. Obecnie ma ona charakter wynikający z warunków społecznych, ekonomicznych i mieszkaniowych, a nie z oficjalnych przepisów.


Tylko ok. 13% uczniów szkół publicznych w Bostonie to uczniowie biali, mimo że biali stanowią w tym mieście aż 80% populacji.


Podsumowując, jedyne co się zmieniło to to, że czarnoskórzy w ogóle są dopuszczani do szkół "typowo białych", ale w stopniu skrajnie niewielkim, dopuszczając tylko wybrane jednostki. Udział w białych uczelniach wynosi zazwyczaj 5–10%.


Co ciekawe, segregacja nie odnosi się do Latynosów i Azjatów. Ci mają swobodny dostęp i w najbardziej prestiżowych szkołach. Przykład topowej Eliot K–8 School z ok. 60 % białych uczniów – reszta to głównie latynosi i Azjaci, ale udział czarnych jest symboliczny, na poziomie 2-5%.


#fotohistoria - tago do obserwowania/blokowania

#historia

#ciekawostki

ff0a22cb-6ab6-45c0-8611-7f047a0fbb71

Busing był powodem powstania słynnych żółtych autobusów. Warto przytoczyć wieloletnie efekty tych działań - spadek jakości publicznej edukacji, wyludnianie się niegdyś białych dzielnic, przenoszenie uczniów do szkoł prywatnych przez zamożniejszych rodziców.

Zaloguj się aby komentować

Dzisiaj zdjęcie z Groznego, z I Wojny Czeczeńskiej, autorstwa Erica Bouveta.


Najpierw oddam głos samemu autorowi:


Podczas pierwszego konfliktu czeczeńskiego (1995-1996) odbyłem pięć podróży do Groznego, ale tym razem Plac Minutka, strategiczny punkt dostępu do stolicy był nie do poznania. Wszystko zostało zrównane z ziemią. Dopiero przybyłem, a to było pierwsze zdjęcie, jakie wykonałem. Kobieta została zmuszona do ucieczki, gdy Rosjanie wysadzili wszystkie budynki w okolicy, aby czeczeńscy bojownicy nie mogli wrócić i się tam ukryć. Jej mąż i dwaj synowie nie żyli. Wszystko, co miała, to zdjęcie męża i dwa dywany.


Są miejsca, których Rosja po upadku Związku Radzieckiego nie chciała odpuścić. Jednym z nich była Czeczenia. 


Czeczeni dążyli do swojej niepodległości w zdecydowanie trudniejszych warunkach. Licząc na przychylność Jelcyna, wspomogli i poparli zamach stanu, który wyniósł go do władzy. To jednak właśnie Jelcyn okazał się tym, który za wszelką cenę nie chciał pozwolić, aby Czeczenia oderwała się od Rosji.


Po ogłoszeniu niepodległości trwający 3 lata stan wyjątkowy zakończył się 11 grudnia 1994 roku wkroczeniem ruskich wojsk.


Ponad 100 000 ofiar śmiertelnych. 500 000 ludzi w czasie wojny musiało opuścić swoje domy. Na domiar złego sytuacja polityczna i gospodarcza tego quasi-niepodległego państwa była nie do pozazdroszczenia. Gigantyczne problemy ekonomiczne. Brak wsparcia z zewnątrz. Asłan Maschadow, od 1997 roku formalnie prezydent, dysponował jedynie iluzoryczną władzą nad terenami innymi niż stolica. Na pozostałych obszarach rządzili się watażkowie, którzy znaleźli sobie kontrowersyjne źródło dochodu: porwania dla okupu.


A po pierwszej wojnie, przyszła druga, lecz nie będę tutaj opisywał całej historii Czeczenii, jedynie moment wykonania fotografii.


Liczba udowodnionych zbrodni wojennych jest wręcz porażająca. Ruskie okrucieństwo tylko potęgował fakt, że Czeczeni nie mogąc walczyć jak równy z równym, uciekali się do ataków terrorystycznych. Przez to niestety orkom puściły całkowicie jakiekolwiek hamulce.


Ot po prostu dorzucę jeszcze jeden cytat, masakra w Samaszkach:


Sytuacja mieszkańców wsi stała się dramatyczna, bowiem w rzeczywistości nie przetrzymywali oni broni ani nie ukrywali bojowników. Te fakty nie przekonały Rosjan, którzy w liczbie 350 żołnierzy o godzinie 15:45 przystąpili do ataku opanowując wieś do godziny 19:00. Po rozprawieniu się z dziesięcioosobowym oddziałem samoobrony mieszkańców żołnierze przeszli do metodycznego „oczyszczania” wsi. Kulminacją rajdu na Samaszki były wydarzenia z 8 kwietnia 1995. Żołnierze rosyjskiego MSW (MWD) rozpoczęli wówczas przeszukania domostw mieszkańców wsi, dokonując licznych egzekucji i podpaleń. Amnesty International podaje, że zginęło wówczas 250 cywili, w tym wiele kobiet i dzieci. Winę Rosjan potęguje ponadto fakt, że aż do 10 kwietnia 1995 nie wpuszczali oni do Samaszek lekarzy i przedstawicieli Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, w rezultacie czego wielu rannych zmarło. Ofiary znalezione w masowych grobach posiadały liczne ślady okrutnych tortur.


Zapraszam oczywiście do dyskusji.


W następnym wpisie wylądujemy tymczasowo w mniej krwawym miejscu, bo historia to nie tylko tragedie, ale również i wielkie pozytywne wydarzenia.


#fotohistoria - tag do obserwowania/blokowania

#historia

88cb21c2-4e3c-48fa-9091-b11dc9a46ad9

@ataxbras W sumie tak. Jakim trzeba być podłym narodem, że reszta świata się w zasadzie przyzwyczaiła, że tak robią. "Ruscy, ano tak hehe, zbrodnie wojenne, gwałty, tortury, a to zgrywusy". Przydałoby się w końcu wrzucić gdzieś pierścień, żeby padł ten Mordor.

@onpanopticon Padnie. Ale to jest właśnie problem, bo jak już padnie to będzie niezła rozpierdziucha. No ale cóż, no risk, no fun.

Zaloguj się aby komentować

184 143 + 73 + 27 + 31 = 184 274

Wczorajsze dwa, bo oczywiście musiała przejść ulewa i zagonić do chaty, więc przed i po, oraz dzisiaj 73.


Dzisiaj miało być wolniutkie i spokojne kręcenie #mtb po kilka #kwadraty i tak by było, gdyby nie to, że pojechałem w tereny gdzie nie lubię jeździć, bo nic tam nie ma. Okazało się, że dróg też, nawet dla mtb. Trzy razy musiałem nawracać. Raz, bo nie było... mostu xD Normalnie zerwany i nikogo widocznie to nie obchodzi. A pozostałe, bo droga mi "powolutku znikała" i już walcząc w jakichś trawskach orientowałem się, że jestem w zasranym szczerym polu i nawet nie wiem w którym kierunku miałbym niby jechać. Co z tego, że 80% trasy kręciłem sobie delikatnie, żeby trochę dać nogom spokoju i tlenu, jak się upierdzieliłem w tych ujebach tak, że zapiekałem nogi próbując jak najszybciej się oswobodzić z tego syfu.



Tereny tak cholernie nudne, że nie było czemu zdjęcia zrobić. Ludzie też jacyś wystraszeni obecnością pedalarza, widocznie to ja byłem największą atrakcją w tej okolicy. Dlatego tylko zdjęcie losowego ciaponga na powrocie, bo tak biedny sobie sam stał losowo w środku lasu, to go cyknąłem. Aaa nie, była jeszcze jedna atrakcja. Wysypisko śmieci. Waliło gównem przepotężnie przez dobre 10 kilometrów.


Czerwiec - 1229 km

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#rowerowyrownik

184b53f0-ec57-4700-92b1-d25b0f75db82

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować