Zacznę może od tego, że serial jest bardzo wiarygodny i pierwsze 3 sezony bardzo mi się podobały. Niestety im dalej, tym gorzej. 5 sezon to według mnie przeciąganie na siłę. O ile widać ogromne dopracowanie scen, tak końcówka po prostu jest za bardzo losowa. Reżyseria na bardzo wysokim poziomie, w wielu miejscach budowanie napięcia duży plus, audio świetnie dopasowane. Znajdziemy tam co chwilę również kontrowersyjne sceny po których nie wstyd mieć koszmary, chociaż według mnie śmiało twórcy mogli by jeszcze podkręcić brutalny klimat produkcji.
Jest to dobry serial, ale drugi raz bym go nie oglądał. Niektóre wątki mnie nie interesowały + irytowała mnie częsta zmienność relacji między ludźmi w stylu "albo cię kocham albo nienawidzę".
Pracowałem kiedyś z Włochem, który z Neapolu przeprowadził się do Krakowa. Na pytanie, czy oglądał serial, odpowiedział, że nie zamierza, bo wystarczy mu to, co widział na własne oczy.
Razem z różową zaczęliśmy trochę pomagać sąsiadce z jej nowym pieskiem którego ostatnio adoptowała ze schroniska (złota kobieta, bo takie starsze typowe "burki" nie mają brania). Ogólnie pies jest w okolicy znany, błąkał się, a wcześniej musiał być bity.. Tak więc błąkając się od ludzi uciekał, a na tych bardziej agresywnych się rzucał. Od roku był w schronisku i kompletnie się zmienił. Teraz jeżeli chodzi o spacery to jest bardzo poukładany, tylko nadal mocno wystraszony zmianą. Najgorsze jest to, że boi się wchodzić i schodzić po schodach (12kg), więc stopniowo go do siebie przekonujemy, jak i do całej klatki schodowej.
Mam nadzieję, że szybko się zaaklimatyzuje i zobaczy, że już nic złego mu się nie stanie. Niektóre nawyki na pewno zostaną do końca (np. strach przed szybkim podnoszeniem ręki człowieka), ale ma szanse na całkiem dobre drugie życie.
Może oceniłbym ten film na więcej, ale jak dla mnie to była parodia a nie thriller/dramat. Początek jest krótko mówiąc, nudny i sztuczny. Ten efekt sztuczności i w wielu momentach absurdu niestety strasznie mnie zmęczył. Sam pomysł na film może nie jest najgorszy, ale w tym przypadku jest zmarnowany potencjał i znane nazwiska nie pomogły.
W Polsce może nie jest to tak bardzo widoczne, ale przez ostatnie "zmiany" na świecie coraz więcej osób zaczyna unikać produktów/usług powiązanych z USA. Z tego tytułu powstaje ankieta zobaczmy, czy na hejto też wybór zakupów trochę się zmienił.
Jeżeli w apce nadal ankiety się nie pokazują poprawnie to tu jej treść:
Czy w ostatnim czasie zmieniłeś/aś swoje podejście do kupowania produktów lub usług powiązanych z USA?
Tak, staram się unikać amerykańskich produktów/usług.
Nie zwracam na to uwagi, kupuję jak wcześniej.
Wręcz przeciwnie, teraz chętniej wybieram produkty z USA.
Nie mam zdania na ten temat.
#ankieta #polityka #usa #europa #zakupy
Czy w ostatnim czasie zmieniłeś/aś swoje podejście do kupowania produktów lub usług powiązanych z USA?
-do wyszukiwania używam Qwanta; jeśli rezultaty są niezadowalające, wtedy dopiero google (wystarczy że w prompcie dam "g " na początku i używa google'a); w większości przypadków mam satysfakcjonujące wyniki w Qwancie,
-używam DeepL zamiast Google Translate, HERE WeGo zamiast Google Maps (chyba że potrzebuję znaleźć knajpę i sprawdzić oceny, wtedy faktycznie Google Maps),
-Vivaldi i Mullvad jako przeglądarki internetowe,
-Tutanota jako poczta zamiast gmail, ostatnio dodali quantum-safe encryption protocol jako pierwsi,
-nie używam więcej amerykańskich serwisów streamingowych,
-Le Mistral Chat albo BielikAI zmiast ChatGPT (chyba że się nie sprawdzi, wtedy sprawdzam w ChatGTP, większość rzeczy jednak mi jest w stanie ogarnąć francuski odpowiednik),
-ciuchy kupuję od europejskich producentów;
-dane w chmurze można trzymać np. w niemieckim Koofr - do 10gb za darmo;
Do zrobienia:
-następny telefon będzie europejski, jak obecny się zużyje,
-następny smartwatch (do śledzenia aktywności sportowych) to będzie Suunto (mam już ich taktyczny zegarek na co dzień i jest super).
Zacząłem zwracać uwagę na produkty i usługi by były europejskie, nawet do płatności zbliżeniowych odpiąłem kartę VISA i rozpocząłem korzystanie z BLIK zbliżeniowy.
Nie jestem wielkim fanem horrorów czy szeroko pojętej "grozy", jednak książkę napisał znajomy, więc z ciekawości przeczytałem.
Niektóre wątki średnio mi odpowiadały, ale nie było momentu w którym mogłem się nudził. Całość jest napisana w nowoczesnym stylu i znajdziemy tu różne scenariusze: intryga, kryminał, zdrady, tortury, romans i kilka innych. Końcówka mnie zaskoczyła, myślałem, że będzie bardziej szablonowo.
Widać też ogromne napracowanie przy ilustracjach (jest ich z 10) jak i samej okładce (na żywo robi większe wrażenie) i miły dodatek, czyli zakładka w stylu książki.
Opis:
"Troje młodych ludzi z Lublińca wybiera się na krakowski festiwal miłośników grozy. Gdy nie wracają na noc do domów, zaniepokojeni rodzice zgłaszają zaginięcie. Policja jest jednak bezsilna, w sprawę zaangażowany zostaje więc prywatny detektyw Michał Majer. Jego śledztwo także nie przynosi rezultatów, aż do momentu, gdy odzywa się do niego francuska policjantka Christine Benoit. Okazuje się, że w Paryżu doszło do zaginięcia młodego człowieka w bardzo podobnych okolicznościach. Majer wyrusza do Francji i razem z Benoit starają się rozwikłać zagadkę porwań. Rozpoczyna się wyścig z czasem, a para detektywów stanie w obliczu zagrożenia rodem z najgorszych koszmarów."
Nowy rok, nowe problemy z samochodem. Czemu nowe? Bo auto miało w czerwcu 2024 remont silnika.
W weekend wracając ze sklepu zamyśliłem się i przegapiłem wjazd na miejsca parkingowe pod mieszkaniem.
No dobra, zrobię krótkie kółko wokół domu, nic się nie stało.
Warto jeszcze dodać, że był to dzień kiedy się rozpadał śnieg a wcześniej asfalt obficie okryła sól drogowa.
Wracając do okolic pierwotnego miejsca parkingu, zobaczyłem, że na asfalcie są tęczowe ślady (placki)..
Na ulicy XY jeździła już garstka osób, więc w głowie pojawiła mi się scena z filmu chłopaki nie płaczą:
"cicho. cicho, cicho, cicho. k⁎⁎wa, to chyba mój"
Sobota wieczór, humor popsuty. Za temat zabrałem się w poniedziałek z rana, kiedy nie padał już śnieg i warsztaty były otwarte.
A więc:
Sprawdziłem na tylnej kamerce samochodowej, czy to na pewno moje plamy. Potwierdziło się, że 11.01 była lipa, bardzo dobrze widoczna na mokrym, osolonym asfalcie. Co ciekawe 10.01 problemu na kamerce jeszcze nie było widać.
Podstawiłem duży karton pod samochód.
Odpaliłem i sprawdziłem, czy coś kapie. KAPAŁO ciemne gunwo (pikachuface.jpg)
Sprawdziłem stan oleju, nadal bliżej MAX
Odpaliłem ponownie samochód i zobaczyłem, czy od góry da się sprawdzić w czym jest problem. Olej lał się przez przewód od pompy vacum.
Wizyta pieszo u lokalnego mechanika, pokazałem zdjęcia i nagranie. Potwierdził, że na 99% jest to wina przewodu.
30 minut później samochód stał na lawecie i dał się podwieźć do warsztatu całe 2 minuty.
W warsztacie wadliwy pęknięty przewód usunęli, wymienili na nowy + uszczelki, wyczyścili zaplamione miejsca. Testowali czy na pewno już nie cieknie i z 320km zasięgu paliwa po testach zrobiło się 190km.
Dzisiaj odebrałem samochód, chwilę pojeździłem po mieście i za miastem. Wcześniej jeszcze podjechałem na chwilę do warsztatu, bo poziom płynu chłodniczego był bliżej stanu MIN niż MAX. Szef warsztatu pokazał mi, że wszystko jest ok i jak dokładniej można sprawdzić ten poziom (na zimnym silniku). W każdym razie dolał płynu do obu zbiorników i nie chciał za to już kasy.
Minusy:
o 1000zł chudszy portfel
kolejny wkurw
Plusy:
akcja działa się w mieście a nie daleko od domu
udało się szybko zorientować, że jest wyciek (pogoda bardzo w tym pomogła)
szef lokalnego warsztatu był bardzo uprzejmy i pomocny, dobry kontakt na przyszłość
Dzisiaj jest losowanie nagród Inpost. Chętnie bym przygarnął te Renault Megane E-Tech
Tytuł: Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii
Autor: Jeffrey Alan Lieberman
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Format: książka papierowa
ISBN: 9788366517400
Liczba stron: 344
Ocena: 7/10
"To samo co może nas uczyć, może też nas zranić"
Książka pokazuje jak psychiatria się rozwijała i nadal rozwija. Niestety ta specjalizacja kiedyś była na tyle niewdzięczna, że bardzo często były podejmowane całkowicie złe diagnozy i próby "leczenia" chorych. Tak naprawdę dawniej uprawiano wolną Amerykę a chorych psychicznie po prostu zamykano i sprawiano, żeby byli mniej problematyczni.
Z takich ciekawostek to nie wiedziałem, że homoseksualizm był zaliczany do chorób biblii psychiatrycznej czyli DSM.
"Jeśli jedynym narzędziem, jakim dysponujesz, jest młotek, to cały świat zaczyna wyglądać jak gwóźdź."
Z czasem świat psychiatrii stał się bardziej świadomy, że nie można się przez cały czas ograniczać do jednej formy terapii (jak początkowo np. samą psychoanalizą) i potrzebny jest pluralizm, czyli łączenie różnych form i jej aspektów. Dodatkowo każdy szanujący się psychiatra w dzisiejszym świecie nie stoi w miejscu i powinien się stale dokształcać.
Te zdanie mi się bardzo spodobało i może to być w pewnym sensie definicja tematu:
Mózg jest jedynym narzędziem, który może cierpieć na to, co można by nazwać "chorobą egzystencjalną" - gdy jego działanie zaburzone jest nie przez fizyczne uszkodzenie, ale przez niedostrzegalne doświadczenie.
W książce często odnosiłem wrażenie, że autor chciał ją napisać bardzo fachowym językiem. Późniejsze poprawki na pewno stały się bardziej dostępne dla przeciętnego czytelnika, ale niektóre rozdziały i zdania nadal wydały mi się męczące i w pewnym sensie nudne.
Jeszcze taka rozkmina: Autor pod koniec pisał, że kiedyś nie oczekiwało się, że przy ciężkich chorobach psychicznych osoba XY będzie jeszcze mogła normalnie funkcjonować. Tak było kiedyś. Teraz (w teorii) jest odwrotnie, bo wychodzi się z założenia, że chorego w większości przypadków można wyleczyć. W książce co chwilę podaje wiele szczęśliwych historii osób które odniosły wielkie sukcesy zmagając się z najróżniejszymi chorobami. Zawsze jednak przy tych historiach jest pewien wzór: Są to osoby ze wspierającą oraz majętną rodziną. Samotne osoby nawet jeżeli trafią na super hiper psychiatrę i optymalnie dobrane leki będą nadal mieć ciężki orzech do zgryzienia.
Nie jest to jakaś krytyka, tylko takie są fakty. W każdym razie książka jest bardzo dobra (stąd 7), ale nie rewelacyjna. Pod koniec autor wspomina też, że na szczęście żyjemy w czasach kiedy kończy się stygmatyzacja osób psychicznie chorych i to chyba każdy obserwuje również w Polsce.
@nobodys W LA jest całe "muzeum" "antypsychiatryczne" które opowiada właśnie o tych rzeczach + o tym że psychiatria ich zdaniem to gówno, a zamiast lekami powinno się leczyć po prostu opiekując się ludźmi.
Zadowolony: architekt wnętrz, bo świetnie wykorzystał przestrzeń i zaprojektował bajeczne oświetlenie, duża kuchnia, spiżarnia, ogrzewany garaż, rekuperacja, bo chłodzi, grzeje i oczyszcza powietrze, podłoga ceramiczna wyglądająca jak drewno, szerokie schody z niskimi stopniami, zlew techniczny w kotłowni, oddzielny budynek gospodarczy, automatyczne nawadnianie ogrodu, wysokie poddasze mieszkalne dzięki pianie pur, młynek do odpadów to pierwsze co mi przychodzi. Niezadowolony: kiepska jakość kostki brukowej i płyt tarasowych, bo się brudzą, balkon, bo nieużywany, a ciągle problemy, jasna elewacja.
błyszczące czarne płytki na podłogę i przy prysznicu - teraz ciągle widać smugi kamienia (w mojej okolicy dużo kamienia w wodzie), płytki szybko łapią rysy i się matują. Teraz bym za wanną dał coś ala drewno bo na tym nie widać kamienia.
dałbym gniazdka gdzieś w szafkach przy odpływach umywalkowych - jestem fanem bajerków i innych pierdołek i kusi mnie np automatyczny kran w WC
mogłem gdzieś zrobić kranik przy WC do nalewania wiadra itp. sięganie do kranu wanny za szklaną półkę by napełnić wiaderko jest niewygodne
Więcej gniazdek, potem zawsze się okazuje, że i tak jest za mało.
Jeśli masz mieć w kuchni czarny blat, to przy zlewie nie polecam płyty meblowej, nie idzie doczyścić smug z kamienia. Sam czarny zlew z konglomeratu spoko, tylko trzeba olejować co jakiś czas
Płytki imitujące drewno w łazienkach okazały się sztosem, prawie nic na nich nie widać
armatura z Ferro obecnie g***, bo trzech latach prysznic z deszczownicą był do wymiany, bo się termostat zepsuł. O dziwo marketowa Invena daje radę (połączenie matowej czerni i błyszczącej stali), żadnych odprysków i pięknie się czyści
meble na wymiar zawsze będą najlepsze, mimo że mamy kilka mebli z Ikei (w tym łóżko) i bardzo lubię antyki (ale mam blisko do Czacza na swoje usprawiedliwienie xD)
bez spiżarni rzeczywiście nie da się żyć, zwłaszcza gdy masz kuchnię połączoną z salonem
Przy ostatnim filmie narzekałem na wersję rozszerzoną, ale w przypadku Władcy jest wskazana
Produkcja w moich oczach się nie zestarzała. W sensie: Po niektórych efektach widać, że technologicznie nie jest to już najwyższa liga dzisiejszych czasów, ale całościowo bije na głowę nowe premiery swojego gatunku. Nie będę się nawet wypowiadał o serialu LOTR, bo szkoda na to słów (chociaż opinie pewnie są podzielone).
Tak jak wiele lat temu tak i teraz przy ostatniej scenie miałem uczucie "DAWAĆ WINCYJ!"
Ah, no i soundtrack według mnie idealnie dopasowany do wszystkich scen i krajobrazów.
1111 Musieli upchnąć Eowinę jako silną postać kobiecą ! I ten wątek z Arveną która buntuje się przeciwko patriarchatowi uosobionemu w postaci Elronda. Do tego para gejów musiała być (Merry i Pipin) i mniejszości rasowe mużyni w armiach Mordoru.
A tak serio, bardzo przyjemnie się ogląda taki czysty film, bez upchniętych na siłę wątków, seksualizacji i innych wymysłów Hollywood.
@nobodys filmy są dalej super, ale jednak pomimo 12 godzin słabo w nich czuć długość, epickość i trudność tej całej wyprawy, jakoś wszystko się szybko dzieje w porównaniu do książki
Tym razem chyba zrobiłem błąd, pokusiłem się o wersję rozszerzoną.
Film pod wieloma względami jest bardzo dobry (nie dostał dwóch Oscarów za nic). Gra aktorska na wysokim poziomie, ogromne napracowanie przy scenach, temat bardziej mrocznego wątku wojny też ciekawy.
Wersję oryginalną zgaduję, że ogląda się dużo lepiej, bo jest pewnie więcej "mięsa" i spójności. W "Redux" miałem wrażenie, że niektóre sceny i ich wydłużanie jest na siłę.
Gdyby ktoś miał zamiar nadrobić jeden z dawniej bardziej popularnych filmów (i nadal bardzo wysoko oceniany) to polecam, jednak wersję krótszą niż dłuższą
Podrzucam pomysł wykorzystania którejś z usług "cold storage" jako nośnik off-site dla backupów typu disaster recovery.
Np. Amazon S3 Glacier Deep Archive to koszt ~$1/miesiąc/TB, a więc mega tanio w porównaniu do kupowania dedykowanych nośników fizycznych.
Zadbajcie tylko o odpowiedni backup danych dostępowych do AWS (hasło + dostęp do authenticatora) w sytuacji po prawdziwym disaster typu "wszystkie moje urządzenia spaliły się razem z domem".