A miałam na razie nie robić żadnych zakupów książek...
Więc to by było na tyle, jeśli chodzi o postanowienia xD
#ksiazki


A miałam na razie nie robić żadnych zakupów książek...
Więc to by było na tyle, jeśli chodzi o postanowienia xD
#ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– Ma chyba oczy, prawda?
– Tak, ale one nie działają tak jak u innych ludzi. Możesz mi wierzyć. To znaczy... Pamiętasz tę jurtę Ludzi Koni, gdzie spędziliśmy noc?
– Tak.
– Przyznasz chyba, że była trochę ciemna, brudna i cuchnęła jak bardzo chory koń?
– Moim żdaniem to nieżwykle preczyżyjny opisz.
– On by się z tobą nie zgodził. Powiedziałby, że to wspaniały barbarzyński namiot, obwieszony skórami bestii upolowanych przez skośnookich wojowników żyjących na pograniczach cywilizacji. Że pachnie rzadkimi, cennymi żywicami zrabowanymi karawanom na bezdrożach... i tak dalej. Nie żartuję – dodał szybko.
Terry Pratchett, Blask fantastyczny
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Pytanie do ludzi, którzy zgłaszali uporczywe szczekanie - to jest "na słowo" czy lepiej nagrać burka jak ujada już trzecią godzinę i dopiero robić dym?
Z sąsiadami nie da się dojść do porozumienia, bo jak oni są to pies nie szczeka xD
#psy
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
Rincewind niejasno uświadamiał sobie, że zachodzą jakieś niezwykłe zmiany. Na przykład Cohen spróbował uczesać brodę.
– Mam wrażenie, że wpadłeś jej w oko – zauważył mag.
– Ach, gdybym był o dwadzieścia lat młodszy – westchnął Cohen z żalem.
– Tak?
– Miałbym wtedy sześćdziesiąt siedem.
– A co to ma do rzeczy?
– No... jak to wytłumaczyć... Kiedy byłem młodym człowiekiem i wykuwałem szwe imię w szkale hisztorii świata, wtedy lubiłem, żeby moje kobiety były rude i ogniszte.
– Aha.
– A potem byłem trochę sztarszy i rożglądałem się ża kobietami o jasznych włoszach i ż błyszkiem doświadczenia w oku.
– Naprawdę?
– A potem żnów lat mi przybyło i żacząłem doczeniać kobiety szmagłe i gwałtowne ż natury.
Umilkł. Rincewind czekał.
– I co? – zapytał. – Co potem? Czego teraz szukasz u kobiety?
Cohen zerknął na niego zaropiałym okiem.
– Cierpliwości – odparł.
Terry Pratchett, Blask fantastyczny
#uuk
Zaloguj się aby komentować
A to i ja dorzucę coś od siebie w #nasonety skoro nam się mały wysyp tekstów robi
O babci ciężkiej doli
Siedzi za stołem znów przepocony,
I brudny i jakiś znów ubłocony.
Na nogach jego Martensów podróba,
Pod okiem śliwa i szrama gruba.
I wyraz twarzy ma obrażony,
Dziś choć odpuścił swe farmazony.
Może dlatego, że z ucha jucha
leci strumyczkiem - rozmazał, flejucha!
Może zjesz, wnusiu, dziś jajecznicę?
Albo rozgrzewać mam gofrownice?
I tak, w milczeniu, babina czeka,
A młody punk milczy i zwleka,
Babcia nie piśnie, nawet nie kwęka.
A zegar tyka, głośno, w odstępach.
Lecz się obyło bez żadnych szykan,
Wziął i spadł z krzesła. Zachwianie błędnika.
#zafirewallem #diriposta
Zaloguj się aby komentować
Drogie Panie i Panowie,
miło mi ogłosić trzecią edycję wzbudzającej tyle emocji zabawy #naopowiesci
Zapraszam do pisania:
Temat: przygoda (wakacyjna lub też nie - dowolna)
Kategoria: dowolna
Liczba słów: 900 - 2000
Termin: 07.07.24 (14 dni)
Punktację i zasady pozwolę sobie zapożyczyć za poprzednikami:
Zadający konkurs może ogłosić wygranego według własnego widzimisię oraz zmienić kryterium oceniania w dowolnym momencie.
Zwycięzcą zostanie osoba, której opowiadanie zdobędzie największą ilość piorunów i w nagrodę będzie miała zaszczyt ogłoszenia następnego zadania.
Za każde 100 słów poniżej lub powyżej zadanego limitu - 1 punkt.
Za znaczne rozminięcie się z tematem - 5 punktów.
Bawcie się dobrze!
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
534 + 1 = 535
Tytuł: Faceci w gumofilcach
Autor: Andrzej Pilipiuk
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Fabryka Słów
ISBN: 9788379648467
Liczba stron: 416
Ocena: 7/10
Prywatny licznik 24/36 (coś za dobrze mi w tym roku idzie)
I oto stało się! Dokonało i spełniło! Ostatni tom cyklu Oblicza Wędrowycza za mną. Zapytacie, jak żyć? Nie mam jeszcze pojęcia i muszę ochłonąć.
Dziesiąty tom opowiadań o przygodach Jakuba był niezły, praktycznie ostatnie 1-2 opowiadania mogę uznać za lekko wymęczone ze strony autora, ale nie wpłynęło to znacząco na odbiór całości. Dużo samogonu, mało edukacji, choć nie wartości edukacyjnej, nieprawdopodobne przygody, przypadki i krowy. Uważajcie na krowy!
Dziękuję Panie Pilipiuk za kawał dobrej rozrywki!
W tym miejscu, chciałabym również zrobić prywatne i mocno subkietywne podsumowanie całej serii. Jest dobra, ciekawa, oryginalna i swojska. Zarazem jest nierówna, momentami bywa sztampowa i im dalej w cykl, tym momentami więcej w tym rozpędu i przyzwyczajenia niż faktycznej fascynacji, ale biorąc pod uwagę liczbę tomów, ilość przygód (w końcu każde opowiadanko to coś innego, a każdy tom zawiera ich kilka) - seria jest warta tego, by się z nią zapoznać.
Poniżej zestawienie wszystkich tomów:
Kroniki Jakuba Wędrowycza (tom 1.) - 6/10 - dobry
Czarownik Iwanow (tom 2.) - 6/10 - dobry
Weźmisz czarno kure... (tom 3.) - 7/10 - jeden z najlepszych w serii
Zagadka Kuby Rozpruwacza (tom 4.) - 7/10 - jeden z najlepszych w serii
Wieszać każdy może (tom 5.) - 6/10 - dobry, ale w kierunku "taki sobie"
Homo bimbrownikus (tom 6.) - 5/10 - taki sobie
Trucizna (tom 7.) - 5/10 - taki sobie
Konan Destylator (tom 8.) - 7/10 - dobry
Karpie bijem (tom 9.) - 7/10 - dobry
Faceci w gumofilcach (tom 10.) - 7/10 - dobry
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #dwanascieksiazek #czytajzhejto #hejtoczyta
@moll Niestety nie daję rady z Pilipiukiem. Przeczytałem z dwie pierwsze książki o Wędrowyczu, potem chyba doszedłem nawet do trzeciego tomu oka Jelenia, ale jakieś to takie nie wiem. Za każdym razem jak jakiś wątek mi się spodoba to potem są ze trzy gdzie przewracam oczami z infantylności historii.
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
Bagaż nie odpowiedział. Przez chwilę milczeli obaj, niby dwaj wojownicy, którzy umknęli z rzezi i przystanęli, by nabrać tchu i rozsądku.
Terry Pratchett, Blask fantastyczny
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– Ty widzisz, co widzisz, a ja maluję, co ja widzę – odparł chochlik, wychylając się na zewnątrz. – To, co ja widzę, jest rzeczywiste. Tak zostałem wyhodowany. Widzę tylko to, co istnieje naprawdę.
Terry Pratchett, Blask fantastyczny
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– Chwileczkę – mruknął. – Chcecie, żebym ciągle uciekał i nie pozwolił magom na zebranie wszystkich zaklęć?
– Właśnie.
– Dlatego jedno z was wskoczyło mi do głowy?
– Otóż to.
– Zrujnowałyście mi życie, wiecie? – oburzył się Rincewind. – Naprawdę zostałbym magiem, gdybyście nie postanowiły mnie wykorzystać jako czegoś w rodzaju przenośnej księgi czarów. Nie mogę zapamiętać żadnych zaklęć, są zbyt przerażone, żeby siedzieć z wami w tym samym umyśle!
Terry Pratchett, Blask fantastyczny
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Gigantyczny drób zwiedza naszą piękną stolicę!
#digitalart #ai


Zaloguj się aby komentować
Nadszedł ten moment i sprawiłam sobie nowe szkła na oczy. Przy okazji badania wyszło, że powinnam mieć cylindry zrobione. Okulary odebrane, noszę od kilku dni i powiem Wam tyle - kurła, jakie krzywe i nierówne chodniki są teraz. Od lat po takich nie chodziłam
#gownowpis #przemysleniazdupy
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
Rincewinda nawiedziła ulotna wizja Dwukwiata, który pokazuje wszystkim swoje obrazki i opowiada coś w stylu: „To ja torturowany przez milion demonów” i „To ja z tą zabawną parą, którą poznaliśmy na zamarzniętych zboczach Świata Zmarłych”. Rincewind nie był pewien, co spotyka człowieka, który naprawdę umarł. Autorytety wyrażały się w tej sprawie nieco mętnie. Smagły żeglarz z krawędziowych krain był przekonany, że pójdzie do raju, gdzie czekają sorbet i hurysy. Rincewind nie wiedział, co to są hurysy, jednak po głębszym namyśle doszedł do wniosku, że to małe lukrecjowe rurki do ssania sorbetu. Zresztą od sorbetu i tak dostawał kataru.
Terry Pratchett, Blask fantastyczny
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– Niezupełnie, ale za... Co to jest?!
Rincewind zerknął w dół. Z ciemności wynurzył się Bagaż. Pod wiekiem tkwił długi odłamek z ostrza kosy.
– To tylko Bagaż – wyjaśnił.
– Ale nie przywoływałyśmy go tutaj!
– Nikt go nigdzie nie przywołuje. On po prostu się zjawia. Nie zwracajcie na niego uwagi.
Terry Pratchett, Blask fantastyczny
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Opowiadanie luźno inspirowane tematem, ale może jury - @KatieWee - się nie obrazi taki obrotem fabuły
Zapraszam do lektury!
--------
Kilkuletnia dziewczynka przywiązała, z pomocą starszej siostry, kolorową kopertę do żółtego balonika napełnionego helem i wypuściła go ze swoich maleńkich rączek.
-Madzia, jesteś pewna, że mój list doleci do mamy i ona go przeczyta? - zapytała mała, jakby nie do końca przekonana do szalonej idei balonowej poczty do Nieba.
-Pewnie! Zobacz jak wysoko leci! - nastolatka z czułością potargała siostrzyczce płową czuprynę.
Obie przez chwilę poobserwowały oddalającą się żółtą plamkę, po czym ruszyły ścieżką przed siebie.
***
Parę dni wcześniej
-Madzia! Ja chcę do mamy! Do maaamyyyy! - zapłakała Ola.
Był to kolejny wieczór, kiedy siedmiolatka nie mogła zasnąć. Magda jeszcze niedawno miała nadzieję, że etap wieczornych płaczów i nocnych koszmarów obie mają za sobą. Jednak im bardziej zbliżał się dzień rocznicy wypadku ich mamy, tym było gorzej.
- Oluś, przecież wiesz kochanie. Mama jest w niebie, z aniołkami… - sama nie wierzyła w niebo i aniołki, ale jak miała to inaczej wyjaśnić kilkulatce? - No już, kładź się, jutro musimy wcześnie wstać. Przykryję cię kocem mamy, dobrze? To tak, jakby mama tu była i sama cię przytulała. - udało jej się opatulić kocem i przyciągnąć do siebie wciąż pociągającą noskiem dziewczynkę.
Zasnęła. Nareszcie. Teraz Magda miała chwilę dla siebie… Nie tyle dla siebie, co na naukę. Ostatnia klasa technikum. Tak bardzo nie chciała tego zawalić. Dla mamy. I dla taty w sumie też, ale z nim było trudniej. Po śmierci żony nie mógł patrzeć na dwie jej kopie w domu i oddalił się od córek. Teraz to Magda zajmowała się domem i Olą. Na początku współczucie rodziny przyganiało kogoś na pięć minut, potem, z upływem czasu zapał ostygł, więc nie mogąc za bardzo liczyć na wsparcie, sama musiała się wszystkim zająć.
Magda nie mogła się skupić na notatkach, wyciągnęła zdjęcie mamy i gruby zeszyt w twardej oprawie. Na czystej stronie zapisała bieżącą datę i zaczęła pisać:
Mamusiu!
Rzadko tak mówiłam do Ciebie za życia… Wydawało mi się, że z tego już wyrosłam. I że to dobre co najwyżej dla dzieciuchów, takich jak Olka. A ona tak strasznie potrzebuje mamusi. Potrzebuje Ciebie. Nie jestem w stanie jej tego zastąpić.
Powiedz mi, co mam zrobić?Magia kocyka coraz mniej pomaga. Ostatnio zrobiłam racuchy. Wychodzą mi już takie jak Twoje, ale racuch nie zastąpi Oli Ciebie. I ja też Cię potrzebuję, nie racuchów…
Tata wychodzi wcześnie, wraca późno. Nadal stara się nie bywać w domu. Czy to się kiedykolwiek zmieni?
Westchnęła i odłożyła długopis. Nie mogła zrozumieć, po co to pisze. Mama jej nie odpowie. Nie wyśle jej listu z nieba…
-List! To jest pomysł! - powiedziała sama do siebie. I zadowolona z siebie, w końcu sama położyła się spać.
-Olka! Wstawaj! Jak nie wstaniesz w ciągu 5 minut to się spóźnimy! - krzyk Magdy, szykującej w kuchni kanapki, rozbrzmiewał w całym mieszkaniu - Zbieraj się, śpiochu!
Krzykom odpowiedział niewyraźne mamrotanie i inne niepokojące odgłosy, zwiastujące nadejście małego rozczochrańca do kuchni.
Zaspana Ola usiadła przy stole, dosunęła sobie talerz z parówkami (jedyną formą mięsa, jaką jadła od dobrych kilku miesięcy) i półprzytomna zaczęła powoli jeść śniadanie.
Potem powoli poszła się umyć… i ubrać.. i przynieść plecak (którego zawartość Magda porównała z planem lekcji wiszącym na lodówce)... i założyć buciki do wyjścia.
Droga do szkoły mijała im w milczeniu. Olce zwykle buzia się nie zamykała, ale dzisiaj dziewczynka wyglądała na bardzo zamyśloną.
-O czym myślisz? - zagadnęła ją Magda.
-O mamie. Jest ładnie!. Po szkole poszłybyśmy na lody i spacer - westchnęła siedmiolatka.
-Możemy pójść, jeśli chcesz - zaproponowała starsza siostra.
-Nie, nie dzisiaj. Pójdziemy kiedy indziej - iskierka, która zapaliła się na moment w jej oczach zgasła równie szybko, jak się pojawiła. Mała westchnęła i milczała, aż rozstały się pod budynkiem szkoły.
Kolejne godziny Magdzie mijały szybko, niesiona odgłosem dzwonka i szumem stron w zeszycie, ze zdziwieniem zauważyła koniec lekcji. Olka cały dzień przewierciła się na swoim krzesełku, niewiele na to pomagały uwagi pani, więc moment, w którym zobaczyła czekającą na nią przy schodach Magdę, powitała z ulgą:
-Madzia! - biegiem ruszyła w kierunku siostry, wpadła na nią z całym impetem, uwieszając się na zaskoczonej nastolatce.
-Komuś się tu poprawił humor…
- Żebyś wiedziała! Ten dzień był straszny. Szkoła to więzienie! - konstatacji towarzyszyła naburmuszona minka - Dlaczego muszę chodzić do szkoły?
-Wszyscy muszą.
-Nieprawda! Tatuś nie musi! - mała nie odpuszczała.
-Bo tata dawno temu skończył szkołę, a teraz chodzi do pracy…
-To ja też chcę do pracy! - zaperzyła się Ola.
-Jak tylko skończysz szkołę. A teraz chodź. Zjemy obiad, odrobimy lekcje i coś porobimy. - Magdzie udało się szybko zakończyć dyskusję.
Ola machała pod stołem nogami, dłubiąc w talerzu. Zapiekanka makaronowa to nie szczyt marzeń, ale Magda dopiero uczyła się gotowania czegoś więcej niż gotowiec z mrożonek. I wychodziło jej to całkiem nieźle. Obie polubiły jej zapiekanki.
-Mam pewien pomysł - przerwała ciszę panującą od kilku minut Magda.
-Taaaak? - Ola liczyła, że tym pomysłem będzie plac zabaw i lody, chociaż patrząc na rozgrzebany makaron z serem na własnym talerzu, nie robiła sobie wielkich nadziei.
-Napiszemy i wyślemy list do mamy.
-Magda, listonosz nie zanosi listów do nieba - mała spojrzała na starszą siostrę jak na wariatkę.
-Listonosz nie, ale balonik?
-Balonik doleci do mamy? - kilkulatka nie wydawała się przekonana do tego planu.
-Pewnie! Napełniony helem! Pamiętasz, jak taki wypuściłaś w zeszłym roku z rączek i jak wysoko poleciał? A ty napiszesz krótki liścik. Będzie mało ważył i na pewno doleci do mamy.
Ola zeskoczyła z krzesła i pobiegła do swojego pokoju. Przyniosła kartkę z bloku, którą Magda pomogła jej przeciąć na pół i wszystkie kredki i pisaki, jakie była w stanie unieść w małych rączkach. Z bardzo skupioną i poważną miną zasiadła do pisania.
-Madzia, co mam napisać? - mała po dłuższej chwili wpatrywania się w papier i przekładania kredek w rękach zapytała zrezygnowana siostrę.
-To co chcesz i czujesz… Że tęsknisz za mamą, że ją kochasz mocno. Może jej opowiedzieć wszystko!
-Aha… - zamyślona Ola wybrała czerwoną kredkę i przystąpiła do dzieła:
Mamusiu!
Madzia muwi, że moge ci napisać wszystko. Tęsknie i koham cie. Wszyscy tensknimy. Madzia i tata terz. Madziaj jóż na mnie nie krzyczy tyle, wiesz? Jest dla mnie prawie taka dobra jak ty. Za to tata dórzo pracuje i za nim tesz tensknie. Madzia mówi, rze wszystko widzisz z nieba.
Twoja Olka
Stronę z listem ozdabiały czerwone serduszka i pstrokate kwiatki. Gotową kartkę Ola złożyła na cztery i wspólnie z Magdą zakleiła niewielką kopertkę, której róg przedziurawiły dziurkaczem. Ponieważ pisanie listu szło żmudnie, Magda po zakończonej pracy nad nim, zawyrokowała:
- Robi się późno. Dzisiaj już nie damy rady pójść po balonik i do parku. Wyślemy go jutro po szkole, dobrze?
Zmęczona dziewczynka kiwnęła głową i pobiegła do swojego pokoju. Trzymała w rączkach list, jak największy skarb. Aby się nie zgubił, noc spędził pod poduszką, a rano zajął honorowe miejsce w piórniku, obok innych rezydujących tam skarbów - gumki-świnki, zielonego piórka i kilku brokatowych naklejek. Ten dzień obu siostrom zleciał bardzo szybko.
Równie szybko minęła im droga do parku. Gdy się zatrzymały, Magda wyciągnęła z plecaka dziwną tubę, motek wstążki, nożyczki i opakowanie balonów.
-Wybierz kolor - z uśmiechem podsunęła Olce opakowanie z kolorowymi balonami.
-Żółty! - bardziej zakomenderowała niż wybrała młodsza siostra.
Magda tylko kiwnęła głową, po czym wyjęła żółty balon i sprawnie napełniła go helem z tuby. Związała go wstążką, odwijając jej spory kawałek, by po drugiej stronie przywiązać kopertę z listem.
-Podaj kopertę - poleciła Oli.
Nastąpiło nerwowe przeszukiwaniu piórnika:
-Madzia, nie ma go! Zgubił się! - zrozpaczona Ola zaczęła przetrząsać zawartość całego plecaka. - Jest! - krzyknęła z ulgą, wyciągając list z zeszytu ćwiczeń.
Magda pokręciła tylko głową i przywiązała wspólnie z Olą kopertę do balonika.
-To co, puszczamy?
Ola pokiwała głową.
-To licz ze mną! Na trzy puszczamy - poinstruowała siostrzyczkę.
- Raz… Dwa… Trzy… - balonik wzniósł się w powietrze, niesiony wiatrem.
***
Następnego dnia
Magda urwała się wcześniej ze szkoły. Jeszcze rok temu oznaczałoby to wagary z Dagą i Sarą, ale tamte czasy minęły. Teraz jest odpowiedzialna. Za siebie i za Olę. Głównie za Olę. Ale dzisiaj musiała wyjść wcześniej. Nie chciała zabierać małej ze sobą na cmentarz.
Przed bramą nekropolii kupiła wiązankę lilii. Żółtych. W końcu był to ulubiony kolor mamy.
Drogę do kwatery znała na pamięć. Od czasu do czasu się tutaj wymykała. Porozmawiać, posiedzieć, posprzątać. Dzisiaj minął rok od jej śmierci. Musiała tutaj być, chociaż na chwilkę.
Ze smutkiem spojrzała na litery wygrawerowane na marmurowej tablicy. Zgarnęła kilka suchych liści, zabrała wypalone znicze. Nalała wody do wazonu i wstawiła kwiaty.
-Tęsknię, mamo… Bez ciebie jest nam tak trudno. - samotna łza spłynęła po policzku dziewczyny. - Tak bardzo cię potrzebujemy, ale to wiesz, prawda?
Wiedziała, że mama jej nie odpowie, że nikt nie odpowie na jej cichy szept.
Coś zaszeleściło w cisie obok. Stadko wróbli, czymś spłoszone, poderwało się nagle do lotu. Za to spomiędzy gałązek prześwitywały strzępki żółtego balonika, zwisała splątana wstążeczka, wystawał rąbek listu.
---------
Edit: Ilustracja autorstwa @CzosnkowySmok - dziękuję!
#naopowiesci #zafirewallem #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– Zastanawiasz się pewnie, dlaczego znowu cię tu sprowadziliśmy? – zapytał głos przy jego uchu.
– Nie.
– Nie?
– Co on powiedział? – dopytywał się inny bezcielesny głos.
– Powiedział: nie.
– Naprawdę powiedział: nie?
– Tak.
– Nie!
– Dlaczego?
– Bez przerwy spotyka mnie coś takiego – wyjaśnił Rincewind. – W jednej chwili spadam ze świata, w następnej jestem w książce, a jeszcze w następnej lecę na skale, potem obserwuję, jak Śmierć uczy się grać w groblę czy tamę, czy coś tam innego. Dlaczego mam się czemukolwiek dziwić?
Terry Pratchett, Blask fantastyczny
#uuk
Zaloguj się aby komentować
515 + 1 = 516
Tytuł: Minerva 2049
Autor: Bartłomiej Sztobryn
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Wydawnictwo K2A
ISBN: 9788396236333
Liczba stron: 344
Ocena: 8/10
Prywatny licznik 23/24
Dla odmiany coś współczesnego i z rodzimego podwórka. I budzącego u mnie duży sentyment - autora i książkę znam jeszcze z Wattapda, gdy publikacja Minervy odbywała się po rozdziale. Kiedy publicznie padło, że powstaje ambitny plan wydania jej, gorąco trzymałam kciuki za powodzenie tego projektu!
I oto ona - futurystyczna wizja (nieodległego) świata pełna genetycznych i technologicznych modyfikacji, coraz słabiej maskowanej korporokracji. A w deep webie szury wałkują temat Minervy...
Przyjemny styl, ciekawa i wartka akcja. Trochę w tym gdybania o przyszłości ludzkości, technologii, AI, a także o istnieniu, świadomości, człowieczeństwie.
Wciągająca i warta polecenia pozycja.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta #dwanascieksiazek
Zaloguj się aby komentować