10km - zawody Delfin Cross -Run. Tym razem nie spóźniłem się. Jak zwykle - 4 piaszczyste podbiegi ok. 10% I 100m I zbiegi w podobnym terenie. Pierwsze 5km trochę zbyt szybko - miałem sobie złapać oddech po podbiegach, a cisnąłem dalej. Ostatecznie 42.20 na liczniku i wygrana w kategorii wiekowej. Najlepszy czas na tej pętli. Pierwszy i ostatni kilometr w 3.53 załączam porównanie tempa i tempa wysilkowego
Wyglądało na to, żę tuż przed Wingsem złapałem jakąś jelitówkę, bo nie dość że na biegu mnie goniło, to przez kolejne dwa dni też 🚽
Na nogach bieg nie zrobił większego wrażenia, co w sumie cieszy.
Wczoraj pobiegane - 4km rozbiegania, podbiegi 10x200m, ale bez spiny, noga wysoko i byle by kręciła no i do domku
Dzisiaj - 3km rozbiegania i zabawa biegowa w formie 16x1'/1'. Szybszy odcinek w granicach progu/lekko powyżej. Planowałem zrobić 15, ale jakoś tak wyszło tym razem więcej. Jest w porządku.
Generalnie, pierwszy raz w tym roku zaczynam widzieć na wadze 8 z przodu. Na ten moment 89.5kg i powoli pracuje na dobicie znowu do czegoś, gdzie będę się swobodnie kręcić, czyli jakieś 86kg.
Może do końca czerwca? :D
Dziele się jak powoli obciążenie treningowe wzrasta na przestrzeni ostatniego czasu - zrobiłem jak widać lekkie wyhamowanie na długie bieganie a teraz znowu idziemy w górę
Nie jest źle. Nie jest też dobrze. Można powiedzieć że jest tak średnio
Wings for life za mną - Jezu, jaka cudowna atmosfera i emocje. Niesamowite przeżycie. Niesamowite przeżycie zbijać piony z zawodnikami na wózku i tymi, którzy podjęli próbę startu pomimo tego że ledwo chodzą. I jeszcze niesamowici kibice na trasie. Fantastycznie, cieszę się że dołożyłem cegiełkę w pomoc!
A jeśli chodzi o sam bieg - był prawie pod egidą "nie daj się w zesraj się". Na 9km, zanim jeszcze żel miałem konsumować miałem taki przykurcz jelit że masakra. Ale stwierdziłem że przejdzie i najwyżej do toalety skoczę na następnym przystanku. Nie przeszło. To było najgorsze 4.5km jakie przeżyłem podczas biegu - gęsią skórka cały czas i aż mnie przeginało. Na 14km była toaleta która od razu zaliczyłem. I następna też. A do kolejnej już nie dobiegłem albo jakims cudem ja ominąłem. W każdym razie, po 21km musiałem co jakiś czas przystawać, żeby trzymać honor 🫠
Biorąc pod uwagę że w toaletach spędziłem ok. 5min łącznie, jestem zadowolony z wyniku. Z Małyszem ścigalem się przez 300m i ludzi zygzakiem omijałem. Wyszło, że radar mnie złapał 100m wcześniej, ale spoko przebiezka była. W zasadzie, to chciałem się zatrzymać na 25km jak było powiedziane, że za 6min będzie tu auto pościgowe. To samo chciałem zrobić na 26km. A potem stwierdziłem że jestem pedał jak nie dobiegnie do 27km. No i wyszło że nie jestem 😁
Miało być pięknie, a życie się potoczyło po swojemu i sporo stresu i mało czasu finalnie wyszło przez ostatnie 2 tygodnie. Więc troche też odbiło się na treningach.
Nie będę się za bardzo rozpisywał, bo treningi są dość podobne, aczkolwiek kończymy sezon dużej ilości podbiegów i wykroków względem biegania krótszych odcinków i zabaw biegowych.
W niedzielę dorzuciłem sobie jeszcze potężny sprawdzian, ale kompletnie go nie dowiozłem
Miało być 4km na maxa, 1km przerwy, 1km na maxa/1km przerwy, 800m już całkiem w trupa i schłodzenie.
No i 4km zostało rozbite na 2x2km po 3.50. sprawdzian na 1km niedowieziony, 550m w tempie 3.30 i po chłopie. To samo z 800m - tam 520m w tempie 3.35 i zezłomowało mnie konkretnie. Chyba dyspozycja dnia i przemęczenie, a już na pewno głowa, która się w pewnym momencie poddała.
Dziś zrobiłem sobie za to 5km spokojnego biegu, kilka minut rozciągania a potem 10x1'/1'. Dziś z kolei szło za dobrze, noga się kręciła i probowałem przystopować - tempo miało wyjść planowane na 10km (3.50-3.55). Ale wszystkie odcinki szły w tempie 3.40-3.48. Także nie wiadomo o co tu chodzi.
Mam nadzieje, ze Wasze biegi i treningi idą za⁎⁎⁎⁎ście i zaraz roześle pioruny!
Wtorek - wykroki ah wykroki. Zrobiłem je dynamiczniej niż zazwyczaj. 4 serie po 2 minuty z przerwą pół na pół w marszu
Środa - easy run 15km. Co by te wykroki rozruszać
Sobota - bo siły wciąż za mało. Podbiegi 10x200m. Bez spiny co prawda. Tempa 3.50-4.25
Niedziela - dzisiaj miało być oranko i wielki powrót. No jeszcze nie teraz :P 7x1km w tempie trochę szybszym niż 10km. No i odcinki wyszły 3.54, 3.52, 3.56, 3.59, 3.57, 4.00 oraz 🪦. Ostatniego nie dowiozlem już, rzezbilem 6 odcinek a 7 juz nie byłem w stanie nic zrobić. Trudno, bywa i tak 🙅 to trochę życzeniowe z mojej strony, że już zaraz mam formę z jesieni. Trzeba popracować swoje. Na ten moment widzę, że 2 odcinek przegrzany.
Jak ktoś leci dzisiaj - to powodzenia, trzymam kciuki za Was! 🤞
Zaczynam tydzień od wykrokow 4x2' a potem 10x150m rytmu co by troszkę to rozbiegać.
Potem się zajebałem, bo w środę zrobiłem wolne ( a nie miałem) a w czwartek miałem trzepnac sprawdzian na 1km (ale nie zrobiłem, bo się kiepsko dzień ułożył) i stwierdziłem że nie ma co na pałę tylko lepiej się wyspać.
W piątek lekki rozruch - 4km spokojnego truchtania i potem 6 rytmów 150m blisko maxa. Nóżka się zaczyna kręcić na nowo i tempami wchodziłem na prędkości 2.40.
Sobota - rozgrzewka i zawody. Kurła, było wszystko. Od wietrznej pogody, śnieg i grad na trasie po wygrzewające cudnie słoneczko, a na drodze prawie każda nawierzchnia - asfalt, gęsty piach, żwir, leśne ścieżki jeszcze obłożone lisciami, nawet zrąb po drodze. No i 50m przewyższenia na 5km pętli. Pierwsza pętla w 20.37 druga w 21.19. Głowa się odbudowuje, nogi jeszcze ciężkie, bo jeszcze cielsko duże mam. Ale już 3km wpadły poniżej 4:00, więc idzie dobrze. W maju powinienem być gotowy na coś poniżej 40min. Ostatecznie, ukończyłem bieg 2 w swojej kategorii wiekowej, więc wpadła ładna statuetka 🎉
Niedziela - ok. 1h spokojnego rozbiegania. Średnie hr 139, tempo 5.36. powoli spada tętno, lekko urosła prędkość wybiegań. Jeszcze trochę i pewnie się ustabilizuje.
Znowu z ciekawszych rzeczy na trasie:
jakieś zwierzątka krótko przed moim bieganiem sobie bitwę zrobiły, bo trochę świeżej krwi na trasie znalazłem, bawiąc się w Dextera, namierzyłem ślady prowadzące głębiej w las :D
ludzie czasem się stukają w głowę jak biegam o 5 xD
Mam nadzieję że wszystkim startującym dziś w maratonach się powiodło, a wiatr tylko w plecy ❤️
Rzutem na taśmę - reszta z marca. W sumie parkrun i luźne godzinne rozbieganie. A teraz w spanko bo rano na trening a potem do roboty, i tak się dzieje życia cud
Nie zaglądałem tu kupę czasu, ale w sumie to tak krótko podsumowując - posypałem się trochę zdrowotnie (a chłop ledwo 30 skończył hehe)
Nie mialem absolutnie żadnej aktywności pomiędzy 12 lutego a 8 marca. Totalnie nic, zero.
Wyszedłem na pierwsze bieganie po przerwie i miałem zadyszkę po 5km, a na trzecim treningu easy 10km musiałem zrobić przerwę w marszu
Wróciłem z długiej podróży, trochę kilogramów mi przybyło więc i bieganie dużo ciężej przychodziło. Ale czy to przeszkodziło mi zapisać się na zawody? No nie xD po 2 tygodniach już latałem w nocy po lesie i wpadłem na metę z 43 minutami z hakiem. I jak zdrowie już dopisze, to się będę kulać szybciej. Na razie zrzuciłem 1 z 4 dodatkowych kilogramów
Z takich śmiesznych rzeczy, które mi się wydarzyły:
bieganie po lesie grze nie byłem z nawigacją corosa = wpierdolisz się znowu w krzaki (tak, na wprost to właśnie ten skręt gdzie jest podobno droga)
wspominałem, że na zawodach i tak udało się zgarnąć pudło w nowej kategorii? Szok i niedowierzanie
jak robiłem jednego razu podbiegi na wiosce, to mnie obserwował jakiś piesek. Na 8 odcinku chyba stwierdził że czas do domu i po prostu z impetem wpierdolił mi się w nogi xD wypadł mi tylko telefon z plecaka ale obyło się bez fikołka
podczas jednego z biegów po okolicy natrafiłem na... 3 paczki nie otwartych pampersów dla dorosłych, kto miał taki pomysł na się pytam?
Nie przeglądałem jeszcze tagu i pewnie nie zrobię tego od razu, ale mam nadzieję że jesteście zdrowi i i spełniacie swoje założone cele
W zasadzie, w styczniu i lutym zrobiłem niecałe 130km. W marcu już mam prawie tyle samo
W sylwestra zrobilem chyba za szybką zabawę biegową, a że mocne odcinki wypadały mi też na stromych zbiegach, no to noga dostała. Jak zrobiłem później 15km to się super biegło, ale gdy usiadłem to wstać nie mogłem i 2 dni miałem problemy z chodzeniem xD
Więc, jak typowy biegacz, 3 dnia ból przeszedł rano, to poszedłem biegać wiezorem i lekko ćmił ból. Ale kolejny bieg, to zawróciłem w zasadzie dość szybko i przemaszerowałem do domu.
Spięte pasmo biodrowo-piszczelowe to moja taka autodiagnoza, bo miałem to już ze 3 lata temu. Teraz wiem, żeby się rolować i to uskuteczniam. Ewentualnie wizyta u fizjo powinna załatwić sprawę.
Także dziś jeszcze odpoczywam, a weekend może uda się pracowicie odrobić.
@enron wiem, ostatnim razem na jednej wizycie mnie wyklepal (co prawda, zeby prawie wbilem w kozetke, ale bylo warto) Od kiedy na wsi mieszkam i musze autem do niego drałować, to niestety nie chce mi sie
Ostatnie wypady w tym roku. Zaczynam przygotowania do następnego sezonu!
Zwloklem swoje zwłoki po świętach, sernik wciąż w żyłach zamiast krwi płynie. Stąd wszystkie biegi ociężale + ponad 2 tygodnie przerwy od biegania zrobiło swoje.
No ale żeby sprawdzić w jakim punkcie jestem, wybrałem się na 5km na sprawdzian parkrunowy. Nie miałem ochoty cisnąć na 100%, ale raczej sprawdzić czy te przyzwoite 20 minut do połamania jest. Spotkałem kolegę który ma dłuższą przerwę niż ja i mówi że on to na 21 minut chce pobiec. No to pomyślałem, że pociągnę trochę kolegę. Pierwsze 2 km oba po 3.58 a kumpel sapie jakby pięć miało rozsadzić "leć, nie dam rady" krzyczy. Więc jako dobry kolega tylko mu powiedziałem "dawaj, nie pie***l". ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dolecielismy w 20.14 więc spoko. Nogi miałem ciężkie, bo w zasadzie to 2 bieganie po przerwie było.
I tak krótko podsumowując rok - pyklo co miało pyknac. Nie wyszedł mi półmaraton, bo krwotok z nosa i musiałem przedreptac.
Ale miało być sub 19 na 5km - i weszło.
Miało być sub 40 na 10km - i weszło też
Kilka statuetek też się udało zabrać do domu.
Zresztą, coros mi też podesłał podsumowanie i wygląda to dobrze
Poprzeczka idzie wyżej na kolejny rok, ale realistycznie:
-zblizyc się do sub 18,
-sub 38 na 10km
-Wings na 30km+
I chyba więcej celów to już nie mam - wszystko co wpadnie ponadto, to będzie po prostu plus.
#sztafeta trzymam kciuki za cały nadchodzący rok i gratuluję Wam wszystkim tego co osiągnęliście w tym roku.
A jeśli ktoś z poza tagu dotrze do tego postu - nowy rok to też dobry czas na rozpoczęcie przygody z bieganiem. Nie ciśniemy że trzeba zapierdzielac (aczkolwiek można), więc każdy jest tu mile widziany!
Ten post się tworzył tyle że ja nawet nie wiem. Zarówno trochę braku motywacji, trochę z braku czasu. No i jeszcze zrobiłem sobie przerwę od biegania żeby zająć się też innymi rzeczami.
No ale po drodze były zawody, o których gdzieś tam na pewno wspomniałem. Rozczarowany jestem nieco poziomem tych zawodów. Bieg był organizowany na 2 pętlach po 5km więc biegłem wspólnie z zawodnikami na tym dystansie i nie miałem pojęcia kogo wyprzedzam albo kto mnie wyprzedza. No i się okazało, że po 5 km jestem drugi xD drugi też dobiegłem i różnice w czasie były bardzo podobne co po pierwszym okrążeniu.
To już tradycja, że na biegu karpia byłem chory, więc nie biegłem znowu na absolutnego maksa, ale nie była to też luźna przebieżka. Zegarek mi pokazywał, że biegne na jakieś 40.25, zegar na mecie pokazywał 39.40. Oficjalny czas to 40.00 więc uczciwy kompromis xD
Piszę, że jestem rozczarowany, bo w poprzednich latach 40.00 to by mnie do top 10 łapało. W tym roku większość wymiataczy wybrała 5km i stąd taka sytuacja.
Bieg karpia był też ostatnim w ramach amatorskiej ligi biegowej a tam zająłem ostatecznie 3 miejsce OPEN
Nieźle pobalowałem, że spóźniłem się na podsumowanie miesiąca :) Przez to wypadło mi prawie 40km z rankingu (10.5, 15.01, 14.13). No trudno się mówi, moja wina.
Na bieganie zbyt dużo czasu nie mam ostatnio, więc te 6 aktywności to wszystko co zrobiłem przez blisko 3 tygodnie, z czego ostatnie 3 biegi w ostatnie 4 dni xD
Zakończenie sezonu już tuż tuż, więc ostatnie podrygi żeby nie zdechnąć w trakcie biegu.
Z drugiej strony, mały kilometraż, a tempo wciąż na dobrym poziomie, więc jest gituwa.
Ten tydzien (niedziela) to 6km rozgrzewski, 10x400 na 3' przerwy tak na 90-95% mozliwosci, a potem jeszcze 2x300m już w trupa mna 2' przerwy. Wtorek - 2.5 km rozgrzewki, 3x1km w tempie startowym na 3' przerwy i 2x200m w trupa na 2; przerwy ponownie. I dzis luzna dycha.
Lekki trening dziś - 5km, rozciąganie i 8 rytmów z przerwa w marszu. Rytmy na totalnym luzie i rozstał duży wyszedł z tego - tempa między 2.58 a 3.40 :D
Coros dostał cudowna aktualizacje - zaraz po treningu może śledzić dystans butów ❤️ w stravie nigdy o tym nie pamiętałem.
No siema. Na d⁎⁎ie jeszcze nie osiadłem całkiem, a bieganie wciąż gości w moim życiu.
Gratulacje dla każdego kto zaliczył jakiś bieg niepodległości albo biegł sam dla siebie! Ja tym razem wybrałem drugą opcję i wybrałem się samotnie na trasę parkrun w ramach sprawdzianu. Tragedii nie ma - 19.23 to nie najgorszy wynik. Sezon z drugiej strony się kończy i raczej przechodzimy do podsumowania, a nie ostatnich szlifów.
Jeden z biegów mógłbym tylko podsumować słowami "o kur*a" - biegnę sobie leśna ścieżka i coś sploszylem w zaroślach - pewnie sarna, więc zarośla obieglem i wyciągam telefon do robienia zdjęcia - a to była klempa większą niż ja hehe
A tak z tego co udaje mi się podbiegać - albo wykroki, albo jakieś tempo. Dzisiaj zrobiłem sobie zabawę biegowa 1/1 w tempach 3.40/5.15.
A że coś nie mogę wrócić do obciążenia treningowego - niech powie wykres - no ciężko się wbić znowu na wyższy poziom
@pluszowy_zergling No poziom urosl w tym roku, ale jest jakiś niedosyt obecna dyspozycja. Jeszcze jeden wyścig w tym roku na 10km i tam jedyny cel to znowu sub 40. Przyszły rok już ambitniej ( ͡° ͜ʖ ͡°)
W piątek patrol po okolicy i w sumie to co na zdjęciu. Humor ostatnio też w takim stanie trochę, ale taka proza życia, co poradzić. 16.62 przez czasem długie podbiegi.
A dziś z rana trochę w palnik dałem. 2km rozgrzewki, 2 rytmy po 100m i 5x1km w planowanym tempie startowym na 5km. Cóż, życzeniowe trochę tempo 3.40-3.45, ale 3/5 odwiozłem jakby nie patrzeć. Z jednej strony widzę że brak regularności się odbił na dyspozycji. Z drugiej strony - pół roku temu tego treningu bym pewnie nie zrobił.