Zdjęcie w tle

Wrzoo

Lider
  • 1089wpisy
  • 9777komentarzy
Wrzoo userbar

Czytam na #bookmeter, piszę w kawiarence #zafirewallem, o wodzie przypominam w #codziennepiciu

Na hipochondryka


Biaława zawiesina pokryła szklanki spód

Tu Gripex, tu Fervex, syropek z dziewanną

Płukanie zatok, by wygnać precz z nich glut

Na powrót być piękną, zdrową, modelową panną


Nie pomógł paracet? No to penicylina!

Rozstroi ci organizm, ale co nie ma wad?

Jeszcze do tego każda możliwa witamina

Przecież nie przedawkujesz, nie patrz na skład


Co chwilę krople aplikuj, gdy kręci cię w nosie

Ssij gorliwie tabletkę, gdy chrypkę słychać w głosie

Nitrofurany szufluj, gdy jad leci z zadu


A to? Nie przejmuj się, płaty wątroby rozpadłe

I schorzenia gorsze, przewlekłe, zajadłe

Robią twemu ciału oblężenie Stalingradu


#zafirewallem #nasonety #diriposta #tworczoscwlasna


***


Wiersz sponsoruje różnica między Ferveksem a Gripeksem, o której człowiek pół życia pojęcia nie ma

Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

#naopowiesci


Różyczka


– No bez jaj.

Tania patrzyła to na mnie, to na moje ręce. Jej uniesiona brew, której to unoszenie ćwiczyła namiętnie przed zwierciadłem swojej toaletki każdego ranka podczas czesania jej pięknych kasztanowych włosów. Była z nas wszystkich najpiękniejsza, a wystudiowany ruch brwią dodawał jej mnóstwo powabu, którego skali nie była nawet chyba świadoma. Nie widziała, jak na ten drobiazg reagował Andriej ze straży przybocznej naszego Papy.

– Mówię poważnie. Nigdzie jej nie ma. - powiedziałam, starając się z całych sił pokazać Tani, że tym razem to nie żart. - Nastia też nie wie. Cały dzień spędziła z Aleksiejem, więc obydwoje są poza kręgiem podejrzanych.

Zamknęłam jajo i schowałam je do mojej ulubionej atłasowej torebeczki. Olga podarowała mi ją na Nowy Rok - musiała się naprawdę mocno naszukać, by odnaleźć to cacuszko w moim ukochanym miodowym odcieniu. Rzadko kiedy ten materiał trafia się w takim rozkosznym kolorze.

Zamknęłam napę torebeczki z uśmiechem, po czym przypomniałam sobie powagę sprawy.  

– Czy ktoś jeszcze wchodził do komnat Maman oprócz niej samej? - spytała Tania, nie przerywając robótki.

Hmm… Czy widziałam kogoś na korytarzu? Byli tam na pewno dwaj gwardziści naszej matki, w tym Sierioża, któremu raz na widok Tani w wieczorowej sukni wypadła z rąk szabla. O ile każdy członek naszej rodziny mógł wejść do ulubionego fiołkowego buduaru, to prawie nikt jednak nie wchodził do jej komnat. Chyba, że…

– Grigorij Jefimowicz? - zapytałam z powątpiewaniem. - Chyba tylko on mógł się tam znaleźć poza Maman…

– Tylko na co by mu była ta różyczka? - Tania westchnęła i odłożyła robótkę na blat stolika. Nie była najlepszą dziewiarką, toteż nie byłam w stanie stwierdzić, czy wyrób z włóczki będzie skarpetką, czy może szalem. 


Bladożółta różyczka była sekretem skrywanym w pierwszym jajku, podarowanym Maman przez Papę z okazji Wielkanocy. Darzyła ona to jajko ogromnym sentymentem. Kwiat ten miał przypominać jej o jej ukochanych żółtych różach, kwitnących w ogrodach jej rodzinnego domu w Niemczech.

A jednak jajko, które trzymałam teraz w swojej torebeczce, było puste w środku. Po pączku róży nie było śladu. 

Nie mogłam tego tak pozostawić. Jednocześnie nie chciałam niepokoić matki i ojca, gdyż na pewno spotkałoby się to z reprymendą. Już słyszę to “Przecież jajka nie służą do zabawy!”, “Z pewnością sama je gdzieś zapodziałaś, bawiąc się nimi… a one nie służą do zabawy!” i “Nie powinnaś być teraz na lekcji z madame Saint Pierre? A poza tym jajka nie służą do zabawy!”. Nie, dziękuję - oszczędzę sobie tego. 

Tym niemniej, jako osoba, która od wczoraj jako ostatnia widziała różyczkę w środku jajka, czułam się poniekąd odpowiedzialna za jej odnalezienie. 

– No nic. Dzięki, Taniu. - przytuliłam ją lekko i pognałam porozmawiać z Sieriożą.


***


Sierioża pracował w pałacu od zaledwie pół roku, ale zdążyliśmy się z nim zaprzyjaźnić. Nastia wręcz za nim przepadała; uwielbiała, gdy nazywał ją “Princessą Anastazją” (choć w sumie używał określenia “princessa” do każdej z nas). Czuła się wówczas jak bohaterka brytyjskich romansów, które pochłaniała w lekko zatrważających ilościach. Raz, gdy pojechał w swoje rodzinne strony na Krym, przywiózł Aleksiejowi muszelki zebrane z plaży. Aleksiej wprost przepadał za muszelkami, był więc w siódmym niebie. To on też wpuszczał mnie do komnat, bym mogła podziwiać jajka sprezentowane Maman. Wpuścił mnie do nich zarówno wczoraj, jak i dziś, gdy odkryłam brak różyczki.


Siergiej zajął dziś stanowisko po lewej stronie drzwi do komnat. Dla zachowania pozorów podeszłam do niego podskakując i niewinnie zagaiłam:

– Witaj ponownie, Sieriożka! Jak ci mija dzień?

– Najjaśniejsza wysokość! Mija mi wyjątkowo udanie, właśnie wybił mi półmetek dzisiejszej służby. A jak się miewa princessa?

– Bardzo dobrze, dziękuję! - ukłoniłam się w pas, czym wywołałam uśmiech na twarzy Siergieja. Nie miałam jednak czasu do stracenia. - Sierioża, czy od dzisiejszego poranka widziałeś, żeby ktokolwiek wchodził do komnat Maman poza mną? - zapytałam, starając się zrobić to jakby od niechcenia.

Sierioża lekko się zmieszał.

– Hmmm… Nie wiem, czy mogę udzielić takich informacji waszej wysokości…

– Oj, Sierioża. Przecież wiesz, że nie użyję tej wiedzy do żadnych niecnych planów! - roześmiałam się, choć trochę mnie to zaniepokoiło.

- No dobrze… Niech się zastanowię. - Siegiej potarł swoją brodę w zamyśleniu. - Od rana byli tu jej imperatorska mość, jego imperatorska mość, Grigorij Jefimowicz Rasputin, i… jej najjaśniejsza wysokość, księżniczka Olga Nikołajewna. 

Olga? Co Olga mogła robić w komnatach Maman?

– Czy wiesz może, co moja siostra mogła chcieć od mojej Maman?

Sierioża wyraźnie poczerwieniał na twarzy i wbił wzrok w podłogę.

– Jjja… Ja naprawdę nie powinienem…

– Sierioża, komu miałabym powiedzieć, a? Przecież mnie znasz, nigdy bym nie zdradziła żadnego sekretu, mais non? - przybrałam najbardziej niewinną z min i zatrzepotałam rzęsami.

– Wiem tylko tyle, że… Ojej, naprawdę nie powinienem tego mówić… Pokłóciły się chyba. W każdym razie bardzo głośno krzyczały na siebie. A potem princessa Olga wypadła przez drzwi we łzach i…

– I co, i co? - no niechże ten Sierioża to z siebie wydusi! To było o wiele bardziej ciekawe od zaginionej różyczki!

– No… mówiła, że bez Pawła nie chce żyć. Ale nie wiem, jakiego Pawła.

Ja jednak wiedziałam. Olga od jakiegoś czasu wzdychała do Pawła Woronowa, oficera marynarki. Mieli się ku sobie, jednak… był tylko oficerem, a ona najstarszą córką cara.

Olga nie mogła być żadnym sensownym tropem. Ale Grigorij Jefimowicz… Czy to możliwe…?

– Czy ktokolwiek wchodził do komnat Maman samodzielnie? 

– Hmm… Nie wydaje mi się. Jej imperatorska mość za każdym razem była w środku, gdy ktoś odwiedzał jej komnaty. Z kolei wieczorem i nocą nie trzymałem warty. O tę porę musiałaby princessa zapytać Fomy, on był tu przez noc. Chociaż gdyby działo się coś niespodziewanego, na pewno by mi o tym powiedział, gdy się zmienialiśmy. Ale… z czego wynikają te wszystkie pytania?


– Absolutnie z niczego, dziękuję! - powiedziałam szybko i pobiegłam w dół korytarza.

– Miłego dnia, wasza wysokość! - krzyknął jeszcze Siergiej, wciąż ze sporym zdziwieniem w głosie.


***


– Grigoriju Jefimowiczu, czy mogę wejść? - zapytałam, pukając w drzwi do pokoiku naszego przyjaciela. Co prawda nie mieszkał w tym ascetycznym pomieszczeniu na stałe, ale zajmował ten pokój wtedy, gdy nasza Maman najbardziej potrzebowała jego obecności.

Poprosiłam pokojówkę, którą musiałam na rzecz tych odwiedzin zrekrutować w charakterze opiekunki dobrych obyczajów, aby stanęła na korytarzu na czatach. Nie była z tego tytułu zbyt zadowolona, ale posłuchała mnie bez zająknięcia.

Drzwi były otwarte na oścież, jednak zasady dobrego wychowania sugerowały, by mimo wszystko zapytać. W zasadzie mogłam jako córka cara wejść i nieproszona, ale byłam już prawie dorosła i powinnam unikać zarówno dziecinnej beztroski oraz wszelkich przejawów buty. 

– Naturalnie, proszę, proszę! - charakterystyczny, charczący głos Grigorija Jefimowicza dochodził z prawej strony pokoju. Gdy weszłam, zobaczyłam, że siedzi przy biurku i pisze list. Na mój widok oderwał się od niego, wstał i złożył ręce na podołku. - Jak mogę służyć, Maszeńko?

Grigorij Jefimowicz był dla nas niezwykle ważny, gdyż opiekował się Aleksiejem. Mogliśmy liczyć na niego w najgorszych chwilach.

Przygryzłam wargę, nie wiedząc, co robić. Mój czas się kurczył. Wkrótce Maman wróci do swoich komnat i zauważy nieobecność jajka, wciąż znajdującego się w mojej torebeczce, jak i różyczki, która powinna znajdować się w środku. Musiałam działać więc szybko.

– Grigoriju Jefimowiczu, czy nie widziałeś gdzieś zapodzianej różyczki z jaja Fabergé naszej Maman?

– Różyczki?

– Tak jest. Żółtego pączka, tak gwoli precyzji. Z o, tego jajka. - wyciągnęłam jajo z torebeczki.

– Ach, tej różyczki! Oczywiście!

– Och, to oznacza z pewnością, że wiesz, gdzie jest?

– Ależ, nie! Niestety, nie mam pojęcia, gdzie rzeczona różyczka się znajduje. - powiedział Grigorij Jefimowicz, zwieszając lekko głowę. 

Zwiesiłam ramiona. Moje pomysły się skończyły, i już wkrótce będę musiała przyznać się do porażki, zwracając Maman puste jajo. Och, jak bardzo nie chciałam sprawić jej przykrości! Już i tak miała ich dość w tym miesiącu z uwagi na chorobę Aleksieja… 

Nasz przyjaciel zauważył chyba jednak moją melancholię, gdyż po chwili dodał:

– Ale powinnaś, Maszeńko, zapytać o to swojego ojca.

– Och, nie! Jeśli Papa się dowie, to będzie to całkowita katastrofa!

Grigorij Jefimowicz uśmiechnął się jednak i zapewnił mnie, że nie mam się czego obawiać. Powiedział to przy tym z taką pewnością, że mu uwierzyłam. Papa już nie raz ratował mnie z opresji i krył moje występki przed Maman… Być może on mi coś doradzi?


***


Papa, jak zwykle, siedział przy dużym okrągłym stole w swoim gabinecie. Blat był jak zwykle zawalony księgami i listami, jednak Papa nic sobie z tego nie robił. Zawsze wiedział, co znajduje się w każdej kupce papierów i był w stanie natychmiast odnaleźć poszukiwane pismo. 

– Podejdź, dziecko, już kończę.

Wykonałam kilka niepewnych kroków od progu, trzymając kurczowo brzegu swojej sukni. Mimo że miałam już 13 lat, a lada moment miałam skończyć 14, przy Papie wciąż czułam się jak mała dziewczynka. Nie było w tym niczego wstydliwego: po prostu wiedziałam, że jestem jego ulubioną córką i mogę jeszcze przy nim zachowywać się jak dziecko. Oczywiście, o ile nie pełniliśmy akurat obowiązków publicznych.

Teraz jednak wiedziałam, że wstyd, który czuję, jest wstydem dorosłej panny. Zawiodłam jego i Maman - nie tym, że nie rozwiązałam zagadki zaginięcia różyczki, ale raczej tym, że najprawdopodobniej to jednak ja doprowadziłam do jej zaginięcia.

Odsuwałam od siebie tę myśl tak długo, jak to możliwe, ale chyba przyszła pora to przyznać. To niemal pewne, że to ja ostatnia ją widziałam. To ja bawiłam się jajami, choć rodzice wielokrotnie prosili mnie, bym tego nie robiła. Choć nie wiem, jak mogłabym się przed tym powstrzymać: były przepiękne i wciąż wprawiały mnie w zachwyt. 

Stanęłam przy stole, a Papa wskazał mi miejsce na krześle obok. Usiadłam, złożyłam przedramiona na blacie stołu i oparłam o nie twarz, czując rosnącą w sobie porażkę. Papa zaśmiał się pod nosem i pogłaskał mnie po głowie.

– Ciężki dzień?

– Ciężki dzień. - wymamrotałam.

– Chcesz mi o nim opowiedzieć?

Wzdechnęłam i obróciłam swoją twarz w dół, w stronę blatu. 

– Bybazbubbibambubbykę.

– Chyba nie zrozumiałem. Powtórzysz? - zapytał z rozbawieniem Papa.

– Chyba… zgubiłam różyczkę.

– Jaką różyczkę?

– Tę z jaja, które podarowałeś Maman na waszą pierwszą Wielkanoc. Żółty pączek róży, wiesz.

Kątem oka zobaczyłam, że Papa spoważniał.

– Skąd o tym wiesz? I czy mama wie?

– Nie mówiłam jej. Ja… wczoraj przeglądałam jajka pod nieobecność Maman, i dzisiaj również mi się to zdarzyło, nie, że się nimi bawiłam, po prostu… Ekhm… W każdym razie, wczoraj różyczka jeszcze była, a dziś już jej nie ma. Spójrz. 

I położyłam przed sobą jajo pozbawione wnętrza. Otworzyłam je i smutno zaprezentowałam pustkę wewnątrz niego.

– Nie ma jej. Nie wiem, co się stało. Byłam pewna, że to nie moja wina. Myślałam, że może to Olga, albo Grigorij Jefimowicz, ale mają alibi… Więc chyba to ja ją zgubiłam…

– O tę różyczkę?

Papa sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki i wyciągnął z niej żółtozielony drobiażdżek. Gdy położył go na otwartej dłoni, stało się jasne, że jest to zaginiona różyczka.

– Ale… ale jak? Co? Skąd? I dlaczego?

– A dlatego.

Papa nacisnął przycisk, znajdujący się z boku różyczki, który otwierał jej wnętrze. Był to sekret w sekrecie: różyczkę można było otworzyć, i skrywała ona w swoim wnętrzu miniaturową koronę wysadzaną kamieniami oraz rubinowy wisiorek.

Teraz jednak po koronie i wisiorku nie było śladu; zamiast nich, w środku tkwił maleńki złoty sekretnik w kształcie serca.

– Zbliża się nasza rocznica ślubu. Nie chciałem jednak tak po prostu dawać twojej matce prezentu. Pomyślałem, że zabawniej będzie, gdy odnajdzie go sama. Miałem powiedzieć jej, że służba doniosła mi o zaginięciu korony oraz wisiorka. Ale teraz widzę, że nie ująłem w swojej planie jednej małej rzeczy… Ciebie, moja panno! - roześmiał się Papa, a wraz z nim i ja. 

– Co jest w środku sekretnika? - zapytałam, sięgając do wnętrza różyczki. Papa jednak zamknął ją tuż przed tym, gdy moje palce dotknęły zawieszki. 

– Ten sekret pozostanie znany tylko mnie i twojej mamie. Co ty na to?

Prychnęłam ze zniecierpliwienia i udałam, że się obraziłam, czym jeszcze bardziej rozbawiłam Papę. Ucałował mnie w czoło, więc nie byłam w stanie dłużej zachować grymasu na twarzy i rozpromieniłam się.

– Będę jednak potrzebował twojej pomocy.

– Och, z przyjemnością! Co mam zrobić?

– Umieścisz jajo z powrotem w komnacie swojej mamy? Podwędzenie go było już dość skomplikowane, a i tak nie jestem pewny, czy nie zauważyła…

Wyszczerzyłam się i pokiwałam głową z entuzjazmem.

– Jak najbardziej! To dla mnie drobnostka.

– Tylko bez podglądania sekretnika!

– Ooooj, Papoooo!


#zafirewallem #tworczoscwlasna

1963 słowa

27c488d0-ce14-4461-8ce8-bb3cfb953a43
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Diss na Pachę


Czy ta #diriposta z innymi może się nie rymować?

Czy trzeba nam w ten sposób Pachę szkalować?

Jak najbardziej, w końcu czekamy

Już dwa dni, i w marazm popadamy


Umyta nic sobie z cierpienia nie robi

I burdel powoduje taki, jaki jest w Obi

Nie widzi, że kawiarnia bez sonetów się rozpada

Niedługo zabraknie tu nawet znad Wisły dziada


Pora wytoczyć najcięższe działa

Pora, by Pachę zaraza złapała

Moc wirusów ślę w Twą stronę, Niemyta!


Kicham na takie opóźnienie, a mam covida

Szczep zjadliwy, a mimo tego

Siłę, by coś wrzucić. A Ty, lebiego?


#zafirewallem #nasonety #niemytapacha

#znowuzlaspolecznosc #owcaratuj

Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

822 + 1 = 823


Tytuł: Cześć pracy. O kulturze zap***dolu

Autor: Zofia Smełka-Leszczyńska

Kategoria: nauki społeczne (psychologia, socjologia itd.)

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Liczba stron: 320

Ocena: 5/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5124728/czesc-pracy-o-kulturze-zap-dolu


Kurczę, zapowiadało się dobrze. Ciekawa okładka, stosunkowo renomowane wydawnictwo, temat bezpieczny... No ale, właśnie.


Książka napisana jest, niestety, bardzo tendencyjnie i po to, by udowodnić tezę autorki. Tezę, że rynek pracy to sama patologia, pasja do niej to wymysł HRowców, a chęć rozwoju została nam sprzedana po to, żebyśmy jeszcze ciężej pracowali i znosili wszelkie niedogodności zatrudnienia. #antiwork na całego.


I o ile początkowo autorka starała się zachować jakiś względny poziom researchu, to później leciała już kompletnie bez weryfikacji i bez zagłębiania się w temat.


Ciekawym bonusem jest to, że w jednym z rozdziałów pada nazwisko mojego szefa.


A tak, to nie warto. Są lepsze reportaże o pracy w Polsce, poważnie.

Dobrze podsumowuje ją jedna, prosta linijka z recenzji na LubimyCzytać: "Wartość książki jest żadna."


Prywatny licznik (od początku roku): 49/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

a6110ab4-2245-472a-ab28-5a8f549b4d39
Wrzoo userbar

@Wrzoo To brzmi jak jakiś neomarksistowski wytwór bakterii.


Sam Gates zawsze mówił, że zatrudnia tylko "leniwych" inżynierów, bo są "lepsi". Na myśli miał to, że leniwi go nie wygryza że stołka, potem ta ideologia się rozwinęła. Że niby leniuch to bardziej myśli, ma więcej wyobraźni i masę pomysłów, tylko jest "zdolny ale leniwy".


To mi przypomina też ten tekst z jednej z książek ludzi z instytutu w którym powstała teoria krytyczna. Że ludzie są "pozytywnie wolni". Taka karykatura intelektualna, bardzo niebezpieczna i demoralizująca młodzież, starszych zresztą też.

@Wrzoo napisana tendencyjnie bo z zalozenia trafic ma do takiego a nie innego typu odbiorcow. Tu na hejto mamy przyklad, ze wiekszosc uwaza sam fakt, ze w ogole wstala z lozka za wystarczajacy powod, aby zarabiac powyzej sredniej krajowej, a jesli jakis pan maruda niszczyciel dobrej zabawy i usmiechow dzieci (czesto jestem to ja) wytknie im podstawowe bledy logiczne to zostaje zwyzywany od januszy

Zaloguj się aby komentować

815 + 1 = 816


Tytuł: Klinika

Autor: Pavol Rankov

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Książkowe Klimaty

Liczba stron: 196

Ocena: 8/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5132008/klinika


Jakie książki czyta się najlepiej w chorobie? Absurdalne, kafkowsko-gogolowskie. I Pavol Rankov, słowacki pisarz, dostarcza właśnie to.


W "Klinice" poznajemy pacjenta, który usilnie pragnie dostać się do profesora psychiatrii. Nie jest to jednak tak proste - począwszy od problemów z wejściem do budynku, przez uzyskanie informacji o obecności profesora, godzinach jego pracy po numer pokoju, w którym przyjmuje, wszystkie dane są niejasne, a każda z napotkanych osób podaje inną wersję.


Absurd goni absurd: recepcjonistka, z którą rozmawiał dwa dni wcześniej nie poznaje go, palacz opisuje się jako najlepszego przyjaciela profesora, a pacjentka skarży się, że została odesłana do innej lekarki, która to według asystenta profesora została już wiele miesięcy temu odesłana na rentę.


Pacjent próbuje dotrzeć do profesora, trzymając się kurczowo nadziei, że ten go naprawi; jednocześnie w czasie swojej kilkudniowej przygody w klinice zbiera informacje, jak powinien przygotować się do wywiadu z profesorem. Poznajemy historię jego życia, jego stosunki rodzinne i co popchnęło go do kliniki.


Krótka, ale świetna absurdalna powieść.


Prywatny licznik (od początku roku): 48/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #literaturapiekna

a77e4cdf-d951-4c4b-bb85-106be4722c2f
Wrzoo userbar

Bardzo zachęcające jest to wszystko co tam popisałaś powyżej, oprócz jednego słowa: "kafkowskie".

No i teraz nie wiem co mam z tym fantem zrobić.

Zaloguj się aby komentować

812 + 1 = 813


Tytuł: Płacząc w H Mart

Autor: Michelle Zauner

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik

Wydawnictwo: Filia

Liczba stron: 360

Ocena: 7/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5081236/placzac-w-h-mart


"Płacząc w H Mart" zaskoczyło mnie tym, że jest w zasadzie pamiętnikiem autorki. Sięgając po tę książkę, skądinąd bardzo polecaną i wychwalaną w Stanach, spodziewałam się po prostu prozatorskiej fikcji. O tym, że jest to powieść przedstawiająca faktyczne przeżycia autorki, dowiedziałam się w zasadzie pod koniec lektury.


Książka ta opowiada głównie o relacji autorki z matką, walce z jej chorobą i ostatecznie o jej śmierci. Pisarka wykorzystuje też to miejsce do rozważań na temat tego, czy jako dziecko Koreanki i Amerykanina, które nie umie rozmawiać po koreańsku i zostało wychowane w realiach amerykańskich, może i tak nazywać siebie Koreanką i przyjąć tę tożsamość. Jednocześnie zauważa koreańskość zachowania swojej matki i bliskich, ale widzi też odmienność między sobą a amerykańskimi znajomymi, partnerem i jego rodziną.


Przemyślenia Michelle czyta się jak wypowiedź przyjaciółki, która obnaża przed nami swoje serce; nie ma tu pretensjonalności, buty i stawiania się na piedestale. Zamiast tego otrzymujemy intymny wgląd w jej myśli i uczucia, które towarzyszyły jej przez dzieciństwo, młodość, a następnie dorosłość i opiekę nad umierającym rodzicem.


Swoją drogą, autorka jest piosenkarką i śpiewa w znanym zespole Japanese Breakfast:

https://www.youtube.com/watch?v=yNUO6MFaUnM&list=RDEMbw5ero_y_lYb1OB07pCb6w&start_radio=1


Prywatny licznik (od początku roku): 47/52


PS. Ładnie mi w tym roku idzie dobijanie do ustalonego celu książek. W 2023 o tej porze roku miałam ich ledwo 40 na liczniku.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

c8ce34f0-eb1c-4800-8b96-ca553b92ef00
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Dziękuję za docenienie moich starań, przychodzę do Was z chorobowymi rymami:


Temat: czy to śmierć nadchodzi?

Rymy: nos - głos - dał - stał


Zasady, które każdemu się po nocach śnią:


  • Piszesz wiersz, każdy wers MUSI kończyć się podanym słowem (pogrubienia)

  • Luźno nawiązujesz do tematu dnia

  • Osoba z największą liczbą piorunów otwiera jutrzejszą edycję


#naczteryrymy #tworczoscwlasna #zafirewallem

Wrzoo userbar

Najpierw kapiący wycieram nos.

Chcę coś powiedzieć, łamie się głos.

Obietnicę sonetu jesiennego ktoś dał.

Poczekam. Najwyżej do śmierci będę tu stał.

@Wrzoo

Mości Jenerał stał dumnie jak kos

Do regimentu swego ochoczo dał głos

Lecz, że miał katar to gadał przez nos

Rozkaz dał by wsie zapłonęły jak stos

Zaloguj się aby komentować

Temu siedzącemu biurko obok


Uśmiecham się, gdy cicho śpiewasz

myśląc, że nie słyszę; i gdy z siat

pełnych zakupów wyciągasz wraz

zerwany po drodze groszkowy kwiat


Ty wiesz, że nie lubię zasłaniać żaluzji

Że śmieszy mnie litewski "jogurtas"

A pies doprowadza mnie do wzruszenia

i zasłaniam uszy, gdy wokół hałas


Czy kiedyś też będziesz na mój widok rad?

Czy będzie nas cieszył na czereśni szpak

I pączkujący w mieście czerwony mak?


I wiem, że Ty wiesz, że ja wiem, że wiesz

Że wodę podajemy sobie z miłością

Bez słów przecież wszystko rozumiesz


#nasonety #diriposta #zafirewallem

Wrzoo userbar

I wiem, że Ty wiesz, że ja wiem, że wiesz

To kto jest matką kogo? A tak serio to fajny sonet a ten wers w szczególności przypadł mi do gustu

Zaloguj się aby komentować

Czy to tak zawsze jest, że wróciwszy z urlopu dowiadujesz się, że w firmie zaszły jakieś spore, niespodziewane zmiany?


Zarówno u mnie w firmie, jak i u męża są realizowane pomysły, o których wcześniej nie było mowy, i teraz nagle firmy wywracają wszystko do góry nogami. Bum, zmiana nazwy produktu. Bum, nowy dział w firmie. Bum, przenosiny z działu do działu.


Mam wrażenie, że dzieje się tak co roku, jak tylko jadę na urlop. (╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻ Jak to się dzieje? Jakieś prawo Murphy'ego?


#praca #kolchoz #wakacje #kiciochpyta

cebbfc92-480e-4b09-bd9b-587a39640c72
Wrzoo userbar

@Wrzoo na poprzednim stanowisku też tak miałem, za każdym razem gdy wróciłem z dłuższego urlopu czekało na mnie jakieś "bojowe zadanie". W tym roku zmieniłem stanowisko, wróciłem po urlopie, w 1 dzień nadrobiłem maile w których nie było nic pilnego. Polecam ten stan

Zaloguj się aby komentować

Pytanie a propos #powodz w kontekście #wroclaw


Dla osób, które znają się na temacie lepiej lub dotarli do takich analiz: jak obecna sytuacja rokuje dla Wrocławia? Czytałam już informacje, że na poszczególnych tamach sytuacja wygląda tak, jak w '97, ale jednocześnie sumy opadów są wyższe. Czy to oznacza, że Wrocław teoretycznie na pewno zostanie zalany, czy wdrożone przez te prawie 30 lat działania prewencyjne raczej "rozładują" wodę po drodze? Kiedy można się spodziewać jakiejś kulminacji?

Wrzoo userbar

Zajrzyj na mapkę stanów wody IMGW i zobacz prognozy dla Widawy - w 97 Widawa to był duży problem, teraz prognoza nawet nie zapala jej na czerwono.


Z drugiej strony w Kłodzku się dzieje ostro...

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Człowiek taki nieogarnięty i niewypoczęty jest, że nawet się nie zorientował, że minęła doba. No dobra.

Jako że zajadam właśnie kimchi, to rymy będą koreańskie:


Temat: jedz, módl się, kochaj

Rymy: kimchi - cimcirimci - Azjatki - matki


Zasady:


  • Masz podany temat i rymy

  • Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z podanymi rymami.

  • Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

  • Szerzysz radość z tworzenia

  • Et voilà


#naczteryrymy #zafirewallem #poezja

Wrzoo userbar

Filmu tego nigdy nie oglądałem i nie próbowałem też kimchi

Za to od dłuższego czasu mam ochotę na cimcirimci

Mogą być nawet Azjatki, kręcą mnie też rozwiedzione matki, które podobnie jak pani w filmie poszukują po rozwodzie wrażeń.

Dzieło to trochę sprośne, ale to o spełnianiu moich marzeń a że nie miałem innych skojarzeń to dałem se na to pozwolenie

Inaczej pozostałoby mi gruchy zwalenie

A wtedy bym złamał postanowienie, więc proszę o zrozumienie

Jeszcze jedno w ramach wyjaśnienia,

Nie jestem jakimś zboczeńcem bez sumienia

Po prostu tego typu dostałem natchnienia

Pora wracać do stanu uśpienia

Jedz, módl się, kochaj i płać


W domu uciechy wybrałem Kim-chi

jeszcze opłata i będzie cimcirimci

zawsze chciałem spróbować azjatki

nie wiedziałem tylko, że będzie w wieku mojej matki

Zaloguj się aby komentować

Zdążyłam jeszcze?


Co oznacza prosto z pani wyjęty


Uważaj na niego, dziewczyny kolego,

Bo po kobietach skacze jak zając

I po cichu gdzieś pod ścianą wystając

Zgrywa przed nimi świętego


Pierwszy drink, drugi, już trzeci wypili

Skradł jej serce na parkiet spraszając

A coraz bardziej ku sobie się mając

Zdążyli i czwarty wychylić


Na szyi czuć staccato tętna

Alkohol uderza do głowy

Wódka i likier kawowy


Obudzi się gdzieś koło Wschowy

W wannie z lodem. Nerka wycięta.


#nasonety #zafirewallem #poezja #diriposta #tworczoscwlasna

Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Infomapy o tym, gdzie można lub nie powinno się pić kranówki.


W większości mapy tego typu są ze sobą zgodne, jednak pojawiają się pewne nieścisłości (np. Litwa, Łotwa). Wynikają one z różnych źródeł danych i rekomendacji. Mapki są więc orientacyjne - przed wyjazdem do danego kraju warto upewnić się w sprawdzonych źródłach, czy picie wody z kranu jest bezpieczne.


#codziennepiciu #woda #mapy #mapporn

b24af961-1f89-4175-a2cd-29ff2152cdfd
a5768eff-0126-42f9-9441-72f264b86a61
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

#podroze i #podrozowanie


Mam pytanie. Wyprawiając się na wakacje przygotowałam sobie plan wycieczki w apce Wanderlog. Z grubsza byłam z niej zadowolona, jednak zabrakło mi paru funkcji/usprawnień, które były dla mnie oczywiste - m.in. możliwości odhaczania zobaczonych miejsc w planie wycieczki. UX czasami pozostawiał wiele do życzenia, chociażby z uwagi na brak przewijania do konkretnego, bieżącego dnia w trakcie wycieczki po otwarciu tego planu (mam wrażenie, że co chwilę musiałam wchodząc do apki szukać na nowo danego dnia) czy pokazywanie na mapie pinezek ze wszystkich dni po tym, jak się weszło w konkretny dzień.


Czy znacie może jakieś alternatywy dla Wanderloga, które jak i on podpowiadają fajne miejsca do odwiedzenia w trakcie wycieczki, mają opcję wizualizacji na mapie i zebrania wszystkich podróżnych rzeczy w jednym miejscu (jak info o biletach, hotelach itp.)?

Nie chodzi mi tu o Google Maps, tylko faktycznie wygodne narzędzie do zaplanowania podróży.

Wrzoo userbar

podpowiadają fajne miejsca do odwiedzenia w trakcie wycieczki, mają opcję wizualizacji na mapie i zebrania wszystkich podróżnych rzeczy w jednym miejscu

@Wrzoo moja była to kazała mi to kuć na pamięć i potem pilnować xD

Zaloguj się aby komentować

790 + 1 = 791


Tytuł: Grecja. Inspirator podróżniczy

Autor: Marcin Pietrzyk

Kategoria: turystyka, mapy, atlasy

Wydawnictwo: Pascal

Liczba stron: 288

Ocena: 7/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5072910/grecja-inspirator-podrozniczy


Przewodnik po Grecji, no, bo wiecie.


Opisy poszczególnych miejsc nie są bardzo rozwlekłe, więc nie jest to źródło obszernej wiedzy, ale stanowi dobre tło do vibe'owego podróżowania po tym kraju. Oprócz opisów ważnych miast, wsi, atrakcji turystycznych mamy też przydatne mapki z zaznaczeniem poszczególnych obszarów, ceny biletów oraz godziny otwarć ważniejszych atrakcji, a także wskazówki dotyczące tawern i restauracji, w których warto się stołować.


Przewodnik zawiera też papierową mapę, którą można oderwać i posługiwać się w podróży. Nie jest to mapa wysokiej skali, nie nawigowałabym według niej, ale parę razy okazała się przydatna do poszukania kolejnych ciekawych miejsc w okolicy.


Wydaje mi się, że ta seria Pascala jest tym, czego potrzebuję w przewodnikach w podróży: coś, czym można się posiłkować i przeczytać dwa-trzy akapity w drodze, by poznać kontekst miejsca, do którego się jedzie.


Prywatny licznik (od początku roku): 46/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #przewodnik #czytajzhejto

0329afd8-3470-4753-a62c-de536a372739
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

789 + 1 = 790


Tytuł: Inna panna Bridgerton, czyli rejs ku miłości

Autor: Julia Quinn

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 392

Ocena: 5/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5117161/inna-panna-bridgerton-czyli-rejs-ku-milosci


No lubię ten świat Bridgertonów, no. Głupiutkie to takie, naiwne, ale czyta się znośnie.

Okazało się przy okazji, że nieopatrznie przeskoczyłam jeden tom tej sagi o rodzie Rokesbych, więc czeka mnie jeszcze jedno cringe'owanie w najbliższej przyszłości.


O co w tej książce chodzi? A jest sobie panna Poppy Bridgerton, która jest kuzynką "tych" Bridgertonów, trochę biedniejszą, trochę mniej popularną. Ale ma w sobie tę bridgertonową ikrę i ciekawość świata.

Poppy podczas spaceru po plaży wchodzi do jaskini, w której znajduje się skarb piratów. I ci piraci nakrywają ją w danej jaskini. Zabierają ją więc do swojego kapitana, a ten decyduje, że musi pozostać na statku i popłynąć z nimi do Portugalii, bo nie mogą jej tak po prostu wypuścić (wiedząc, że kryjówka została spalona i mają za mało czasu, by ją opróżnić).


Kapitan jest, oczywiście, zabójczo przystojny. Nic więcej takiej historii nie trzeba. I nie trzeba za wiele myśleć, czytając taką książkę. W sam raz na urlop.


Prywatny licznik (od początku roku): 45/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

bbba479c-2678-4e04-9a2c-a5b9d13430c9
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

788 + 1 = 789


Tytuł: Grecja. Gorzkie pomarańcze

Autor: Dionisios Sturis

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Liczba stron: 316

Ocena: 7/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4880899/grecja-gorzkie-pomarancze


Jeden z niewielu reportaży o Grecji, który znalazłam przy okazji szukania lektur na urlop.

Książka ta jest miksem przemyśleń o Grecji i Grekach oraz rozważań o losach rodziny autora, syna Polki i Greka, który jako młody dorosły próbuje odnaleźć swoją tożsamość.


Pierwsze wydanie miało miejsce w 2013, dlatego pozycja ta skupia się reportażowo głównie na Grecji w kontekście kryzysu gospodarczego.

Bardzo ciekawą część stanowią rozdziały dotyczące imigrantów, którzy przechodzą do Grecji przez granicę z Turcją.


Stanowi lekki kontekst do wyprawy do tego kraju, choć nie wyczerpała mojej ciekawości i nie przygotowała na zderzenie się z grecką rzeczywistością.


Swoją drogą, chętnie przyjmę polecajki reportaży o Grecji. Może coś wartościowego mi umknęło.


Prywatny licznik (od początku roku): 44/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #reportaz #czytajzhejto

2eb5ddea-0ea7-452c-a8c3-5736c52ec146
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować