U mnie w zasadzie od szkoły podstawowej z gadatliwego dziecka stałem się samotnikiem. przez lata czułem się źle i nie wiedziałem dlaczego.
Raz przy wyraźnych objawach typu zaniki pamięci poszedłem zaniepokojony do psychiatry. Dostałem sertralinę, czyli SSRI i nara. Mnóstwo objawów ubocznych, ale jakoś psychika sobie radziła, więc wymęczyłem te pół roku i do widzenia.
Przy kończeniu ostatniego związku postanowiłem, że pójdę na terapię. Mimo niechęci do leków terapeutka mnie zachęciła i inny psychiatra po dokładnym wywiadzie przepisał moklobemid (inhibitor MAO, w skrócie nie znikają tak szybko z organizmu "hormony szczęścia"). Zero efektów ubocznych, wróciłem zachowaniem do tego beztroskiego gadatliwego dziecka.
W połączeniu z terapią i zdrowszym środowiskiem udało się wyleczyć chorobę, która mnie trapiła od lat. Da się, ważne by się nie poddawać i jeśli lekarz/terapeuta nie pomaga to szukać kolejnego.
Z moich niepotwierdzonych naukowo obserwacji SSRI są bardzo często przepisywane, a długofalowo mało komu pomagają w leczeniu. Dodatkowo, z SSRI zawsze istnieje ryzyko bezpowrotnej utraty libido, czego lekarze często nie mówią.