Zdjęcie w tle

WatluszPierwszy

Gruba ryba
  • 266wpisy
  • 3206komentarzy

"Kiedy ci walka na pięści zbrzydła, Poezji rozwiń skrzydła"

#zimowypierdalaj #zima #gownowpis #zalesie

Przyszedł pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy i uśmiechów dzieci.

Oświadczam, że mam już dość zimy. Śnieg, spoko. Fajnie jest, ale... już niech się to skończy. Ciemno rano, ciemno o 16.00. To ja już podziękuję. Jestem tym zmęczony.

Czekam na wiosnę.

86c996ca-0188-4e51-993b-9855d289057b

@WatluszPierwszy zimą mam mniej obowiazkow wokol domu, nie leje sie zar z nieba, mniej ludzi kreci sie po ulicach bez celu, jedyne co jest ch⁎⁎⁎we to odmrazanie auta i ewentualnie odsniezanie. A tak to kurła jest w pyte

Zaloguj się aby komentować

#muzyka trochę #punk bo na tej scenie mają chyba największą popularność.


Spiritual Cramp "Rude"


Pisałem już na hejto, że to moja płyta roku. Mam na winylu. Włączam często. Nawet bardzo często. Dlaczego? Można by powiedzieć, że dlatego, że to kawał dobrego grania. Jednak nie jest to prawda. Jest taki mem z profesorem Miodkiem "niby tak, ale nie do końca". Włączam często i lubię słuchać tej płyty, bo jest złożona z inspiracji i kalek. Karmi moją nostalgię, karmi to, że lubię zamykać oczy i odpływać do miejsc i czasów kiedy "było jakoś fajniej". Do czasów gdy pierwszy raz usłyszałem The Clash, Ramones, The Specials, gdy pierwszy raz zagłębiałem się w dubowe odloty Lee Perry'ego i Kinga Tuby'ego. Z drugiej strony brzmi to wszystko na tyle nowocześnie, że nie mam poczucia obcowania z zespołem, który tylko na nowo odgrywa stare patenty. Dziki tej płycie jestem znowu dzieciakiem... czasami można sobie na to pozwolić.

bebf99c8-5470-4f3e-a588-26c7a8100280

Zaloguj się aby komentować

#lata90 to chyba nie jest #nostalgia ale #hejto40plus na pewno pamiętają #alkoholizm

Wczoraj były papierochy https://www.hejto.pl/wpis/lata90-nostalgia-hejto40plus-gownowpis-lata-prl-i-lata-90-to-czas-kiedy-fajki-by

dziś musi być wódeczka i piwko. Wszak kto nie pije, ten kapuje no i ze mną się nie napijesz? Wódeczka, piwko były wszędzie w PRL-u a i lata 90. nie przyniosły odmiany. Alkohol na chrzcinach, weselach, pogrzebach, urodzinach, Dniu Kobiet, Dniu Matki... no i oczywiście brak okazji też był okazją. Chlało się w zakładach pracy, na wyjazdach firmowych, wczasach, w parkach i na skwerach. Sam pamiętam, gdy w latach 90. w moim rodzinnym mieście tzw. duży park był de facto miejscem weekendowych libacji młodzieży. Sam wypiłem piwko pierwszy raz na wycieczce w 6. klasie podstawówki a już całe liceum, to był festiwal weekendowego spożywania alkoholu. Piła młodzież, bo pili dorośli. Widok zataczającego się faceta wracającego z roboty był w zasadzie codziennością. Biorę po 500 zł z konta każdej drużyny i słucham państwa refleksji związanych z tematem.

67f8f8dd-a8b3-45fe-b45c-568d221d2fd3

To była spiścizna po półwiecznej wizycie armii czerwonej. Pamiętam jak dwadzieścia lat temu wyglądało otoczenie sklepu przed bramą główną kombinatu w Nowej Hucie. Od rana do wieczora całe zastępy roboli z piwem, flachą i szlugiem w ręku. I ten specyficzny smród przepoconych alkoholików. Aż mnie skręca jak to wspominam.


Tak wyglądały te "lepsze czasy".

Ha tfu.

@WatluszPierwszy jak tak sobie patrzę z perspektywy czasu to mam wrażenie, ze moja rodzina była jakaś wyjątkowa pod tym względem. Tata pracował na kopalni ale jako jeden z nielicznych nie szedł z kolegami na piwo po szychcie (pod bramą każdej kopalni jest piwiarnia). Z resztą do dzisiaj prawie nie pije. Na zjazdach rodzinnych (górale) jedyną osobą napierdoloną jak szpadel był tylko dziadek. Ale i on chocby sie ledwo na nogach trzymał to zawsze nas przytulił, pogłaskał, powiedział coś miłego, pobawił sie z nami ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯ wujkowie może i sobie coś tam czasem dziabneli ale bez wiekszego wpływu na atmosferę. Ja to sie dowiedziałem jak picie w polskich domach wygląda dopiero jak sie wyprowadziłem. teraz jak nasze pokolenie ma własne rodziny to też nie pijemy jak sie spotkamy. jedynie szwagier miał ciężko się przestawić ale chyba tez sie z tym pogodził

@WatluszPierwszy mój ojciec był okrutnym przeciwnikiem KK, a jednocześnie alkusem wysokofunkcjonującym. Pamiętam jak mnie wziął jakoś z pół roku przed komunią świętą i powiedział że on uważa że nie należy nikogo zmuszać do obrzędów religijnych i spytał mnie czy chcę mieć I komunię świętą. Wiedział że mi turbo na tym zależy, bo dla dzieciaka w latach 90 to była jedyna okazja w życiu żeby dostać coś takiego wow. A że wiedziałem że on to traktuje jako okazję do napierdolki, to powiedziałem że tak, ale nie chce wódki na stole. Inba jaką zrobił była niewyobrażalna i nawet moja matka zaczęła jojczeć że nie będzie całej rodziny zapraszała i o suchym pysku ich trzymała.

Absolutnie każda okazja rodzinna bez wódki nie mogła się odbyć. Z resztą mój teściu do dziś mnie pyta czy chory jestem jak mu mówię żeby mi nic nie polewał, mimo że dobrze wie od 15 lat że wino to najmocniejsze co piję i to rzadko. No rozpite pokolenie, ale nie winię ich za to, tak byli uwarunkowani i dla nich wódka była tak powszechna, że do dziś wielu 30-40 latków do chlania do odcinki nie widzi nic złego i uważa to za zabawę.

Zaloguj się aby komentować

#sport #hokej

@FriendGatherArena tak mnie tym hokejem zaraża, że aż sprawdziłem wyniki. No i elegancko. Chociaż czytałem w relacji z meczu, że łatwo nie było.

d4b47a8a-0a3a-4db1-ae7b-c57ea118015d

Zaloguj się aby komentować

#lata90 #nostalgia #hejto40plus #gownowpis

Lata PRL i lata 90. to czas kiedy fajki były wszędzie. Jarano w pracy, szkole, w domu, na działce, na meczach i koncertach. Wszędzie szary, ciężki papierosowy dym. Palono w towarzystwie dzieci, bo świadomość szkodliwości biernego palenia była zerowa a o czymś takim jak "wzorce zachowań" mało kto słyszał a co dopiero o tym myśleć, po prostu "panie a idź pan". Sam pamiętam, jak przychodziłem do mamy do pracy, gdzie w tzw. dziale gromadzenia zbiorów (bo była to biblioteka) siedziały panie i z Caro w ręku wypisywały karty książek albo plotkowały podczas przerwy. W szkole fajki były wszędzie. Palili nauczyciele i palili uczniowie. Ci drudzy oczywiście kryjąc się w krzakach albo za śmietnikiem. Małoletni mogli kupić papierosy w każdym kiosku. Pamiętam, że gdy kupowałem fajki jako małolat, nigdy nie spytano mnie o wiek. Co ciekawe w całej tej atmosferze nigdy nie zacząłem palić nałogowo. Zapaliłem pierwszy raz w szkole podstawowej i czułem si idiotycznie siedząc w kucki za krzakami i kaszląc. Później w liceum popalałem papierosy z obrazka czyli Sobieskie zwane u nas Sobieszczakami. Jednak wygrał pragmatyzm i policzyłem, że finansowo źle na tym wychodzę. Chyba w okolicach trzeciej klasy liceum pożegnałem się z papierochami i do dziś nie palę. Jednak często myślę o tym, w jakim środowisku pełnym nikotyny i alkoholu, które były wtedy wszechobecne wychowało się pokolenie dzisiejszych 30 i 40-latków. A podobno kiedyś "to panie byli lepsze czasy".

354443be-423b-4426-baf0-6befef9ec97e

Na którejś wywiadówce ojciec znudzony narzekaniem wychowawczyni powiedział że on pali, matka pali, wychowawczyni pali, wie że ja palę i ciężko będzie mi wytłumaczyć że to szkodzi więc żeby mu już nie zgłaszała. Ależ miałem szacun u kolegów. Szkoda że o wódce nie wspomniał ale trudno nie można mieć wszystkiego. I tak wszyscy chlaliśmy. Rock n Roll i do przodu.

Rzuciłem przed 30 bo 3 paczki klubowych dziennie to już było grubo. (Pracę miałem nudną, za 8 godzin paczka fajek, 5 herbat i rybki akwariowe w szatni 3x karmione).

Długo mi brakowało czegoś w ręce, zwłaszcza w sytuacjach towarzyskich.

Moja mama nigdy nie paliła, a ja się urodziłam z niedowagą i po łożysku podobno wyglądało, jakby była nałogową palaczką - cóż, w wielopokoleniowym domu mieszkało wtedy 5 dorosłych palaczy i było czarno od dymu. A Sobieskie czerwone mój stary palił, też jakoś jak byłam w liceum :p

Dziadek mnie wysłał do sklepu po fajki i wino, jak miałam jakieś 5 lat - fajki pani sprzedała bez problemu, ale wina nie chciała, pewnie bała się że stłukę :D

Zaloguj się aby komentować

#zima #gownowpis #nostalgia #lata90

Wiem, że to się może wydawać dziwne, ale w czasach szkolnych lubiłem chorować Nie mówię o jakieś poważnej chorobie oczywiście. Ot przeziębienie, jakaś grypa, zapalenie krtani były czymś na co w pewnym sensie czekałem zimą. Zasadniczym plusem chorowania było oczywiście to, że nie szedłem do szkoły. Jednak największym profitem było siedzenie samemu w domu. Gdy skończyłem jakieś 11-12 lat rodzice uznali, że mogę być sam w domu chorując. Mama zostawiała mi lekarstwa, termometr. Byłem na tyle odpowiedzialny, że pamiętałem o wzięciu tabletek, wypiciu syropu czy zmierzeniu temperatury. Około 7.30 rodzice wychodzili do pracy. Zamykały się drzwi i miałem cudowną perspektywę bycia w ciszy przez następne 8-9 godzin. Najczęściej czytałem książki albo gazety i słuchałem muzyki. Często w tle miałem włączone radio. Uwielbiałem też przez okno obserwować spokojne, pokryte śniegiem osiedlowe uliczki. Było po prostu świetnie. Do tego ciepła herbata i tak było przez tydzień lub dwa a koledzy i koleżanki siedzieli w szkole np. na matematyce.

01aea41c-6a3f-42f3-b1f3-eef7796b0eef

Z podobnych historii…

Za młodu dostałem śnieżką w spocony buziak i skończyło się porażeniem mięśnia twarzowego. Nic fajnego — leczenie zastrzykami, średnia przyjemność. Ale był też jeden plus: cały dzień leżałem na kanapie, buziak na ciepłej elektrycznej poduszce i oglądanie TV bez limitu 😄

Cała ramówka Polonia 1: Daimos, Tsubasa, do tego Cartoon Network. Taki „pakiet rehabilitacyjny”.

Tego nie zapomnę nigdy.

@WatluszPierwszy Mam tak do dzisiaj - ważne tylko żeby choroba nie była zbyt poważna. Zamiast siedzieć przed kompem i klepać gówno taski - cyk L4, kocyk, herbatka, książka i spokój od rana do wieczora. Czasami jak coś mnie łapie to nawet się trochę cieszę xD

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#ksiazki #muzyka #thebeatles

John & Paul. The Beatles i muzyczne love story


Nowość na naszym rynku dla muzycznych maniaków. Jak pisze wydawca "to porywająca opowieść o niezwykłej więzi Lennona i McCartneya – przyjaciół, rywali i artystycznych bratnich dusz". Ja powiem, że trochę tak, ale nie do końca. Owszem dostajemy opis relacji dwóch artystów i zetknięcie się dwóch różnych a jednocześnie zakochanych w muzyce osobowości. Najlepiej wypadają chyba pierwsze rozdziały w których autor zagłębia się w rodzącą się relację McCartneya i Lennona. Każdy rozdział jest w zasadzie osobną historią powstawania danego utworu muzycznego, którego warstwa tekstowa oraz nazwijmy to sobie muzyczne technikalia są pretekstem do opowiedzenia o relacji Johna i Paula. Niestety w połowie książki staje się to... nieco męczące, nawet dla mnie, a jestem fanem Beatlesów od wielu, wielu lat. Początek książki mnie porwał, później po prostu czytałem, bo kocham The Beatles. Moja żona powiedziała, że jeśli ktoś napisze kiedyś książkę "The Beatles i ich ulubione przekąski" to też ją przeczytam

Generalnie pozycja dla fanów, jako tzw. lektura uzupełniająca.

1915a87e-ca92-4947-bcb6-1ff0d7ff642b

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#muzyka #sluchawki


Taki ze mnie audiofil, jak z osła koń wyścigowy, ale kupiłem sobie słuchawki, więc podzielę się opinią.


Audio-Technica ATH-M20xBT


Zdecydowałem się na zakup, bo moje poprzednie słuchawki House of Marley Positive Vibration 2 powiedziały "dobranoc". Konkretnie, to po prostu pękł mały element przy nauszniku i się rozpadły. Dlaczego Audio-Technica? Chyba głównie dlatego, że mam gramofon tej marki i będą mi pasowały do niego wyglądem. No właśnie, wygląd. Trochę jak z memów "Ja na Instagramie. Ja w rzeczywistości". Plusem jest to, że są... czarne Poza tym niestety po wyjęciu z pudełka w porównaniu z Marleyami czy nawet moimi poprzednimi Panasonicami, które oddałem synowi, wyglądają biednie. Plastik wydaje się solidny, ale całość jest tak zaprojektowana, że nie prezentują się jakoś wyjściowo. Zasadniczo nie mają jednak wyglądać, tylko mają grać. A to... o cholerka, to one potrafią. Jak za taką cenę (260 zł w outlecie RTV Euro), to jest na prawdę rewelacja. Testowałem zarówno z klasyką rocka, punkiem, reggae ale też elektroniką i wypada to zadziwiająco dobrze. Muzyka nie zlewa się w jedno. Jest selektywność brzmienia. Wysokie tony grają fajnie i czysto. Niskie nie "dudnią" jak basy na imprezie, na której gospodarz chce pokazać, że jego sprzęt potrafi dać do pieca. Ogólnie rzecz biorąc polecam. Aha nie bez znaczenia jest wygoda. Poduszki nauszników są miękkie. Pałąk nad głową też z przyjemnego materiału. Nie ma na co narzekać.

2131641f-91ef-4f35-ae7e-408fc13bc9d5
7a125469-436e-4fc1-9a0a-91e14d4fccfa

Zaloguj się aby komentować

#muzyka #winyle #punk

Chyba od czasu "Sing Loud Sing Proud" żadnej ich płyty nie słuchało mi się tak dobrze. Miałem wręcz wieloletni rozbrat z Dropkickami a tu proszę. Zaskoczenie. Świetna płyta.

0b730157-fba4-46f0-ac64-65d388b3982d

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#alkoholizm #abstynencja #gownowpis #psychologia

Miniony Sylwester był kolejnym, którego spędziłem bezalkoholowo. Siedzieliśmy z żoną i znajoymi i nikt nie pił. Fajnie. Żona wyliczyła, że minęło jej trzy lata bez alko. Ja... nie wiem. Nie liczę tego, ale to już kilka lat. Czy nie picie ma jakieś plusy? Pewnie mógłbym wyliczać. Jednak naszła mnie pewne refleksja. Kolega z którym siedzieliśmy sobie przy sylwestrowym stole zadał mi ciekawe pytanie "czy tęsknisz za czymś, co było związane z piciem?". No i tak... tęsknię. Chlanie dawało mi pewność siebie. Oczywiście, jako osobie chorej na depresję alko mocno odpalało mi objawy, ale nauczyłem się łapać moment w którym stawałem się królem świata. To była krótka chwila. Piłem głównie piwo i granica trzech czy czterech piw była magiczna. Nagle, do chwili większego upicia się, stawałem się pewnym siebie gościem. Rozmawiałem z facetami, zagadywałem do kobiet i o dziwo budziłem zainteresowanie tych osób i wchodziłem w relacje jak nóż w ciepłe masło. Jak tak patrzę wstecz, to widzę, że większość długoterminowych i ważnych dla mnie relacji zawarłem przy alkoholu. Nie poznałbym mojej żony bez alko. Jestem introwertykiem i zawsze miałem niskie poczucie własnej wartości ale kilka piw i magicznie podszedłem do nieznanych mi dziewczyn i zagadałem do tej, która mi się najbardziej podobała. w liceum pierwszą poważną dziewczynę poznałem w pubie i oczywiście w stanie lekkiego upojenia. Mój najlepszy kumpel, to gość z poprzedniej pracy z którym w relację wszedłem na "piwku po pracy". W zasadzie wszyscy kumple których mam, to ludzie z którymi połączyła mnie impreza i picie. Swoją drogą wszyscy poza jednym już nie piją.

To taka poranna refleksja z d⁎⁎y. Jakoś dużo o tym myślałem i postanowiłem się uzewnętrznić.

2c386abe-c288-400e-8c92-3129922e10d8

Czy ja wiem. Ja nie myślę o alko jako coś co muszę. Czasami to nawet po prostu mi się nie chce a czasami jestem samochodem. Ot jest okazja to pije ale nie lubię się też źle czuć więc pije nie dużo raczej ograniczam się o 0,25 wypite to sobie może już daruj. Lubię też smak piwka choć postanowiłem że bardziej może poszukam zerówek. Nawet niektóre mi posmakowaly.

w ogóle w naszym społeczeństwie po⁎⁎⁎⁎ne jest to ze piwo po pracy to coś normalnego a zaproponuj komuś luźną dyszkę tempem 6:00 to cię wyśmieją albo powiedzą żeś po⁎⁎⁎⁎ny ... dlatego łatwiej nawiązać relację przy alkoholu

@WatluszPierwszy Ja tesknie za stanem rozluźnienia. Ciągle jestem spięty, ciągle się martwię pracą, przyszłością, kredytem itd itp. Wieczorami 1000 myśli na sekunde mi wierci czerep. Jak tylko coś mnie przebudzi w nocy to od nowa CPU na 120%. Jak tylko się obudzę, siadam do pracy i mózg na wiecznym cugu aż do uśnięcia.
Jedyny moment gdzie 'nie myślę' to jak biegam/pływam - no ale nie jestem forest gump, nie mogę biec przez całe stany.


Piwko jedno lub dwa pozwalało mi się wyczillować, na chwile rozluźnić i spowolnić umysł

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#muzyka #ksiazki #podsumowanieroku

Chyba można już powoli podsumowywać muzycznie 2025. Cóż... płyt kupiłem zdecydowanie zbyt mało i raczej uzupełniałem kolekcję niż inwestowałem w nowości wydawnicze.


Za album roku uznaję Spiritual Cramp "Rude". Dawno mnie żadna płyta tak nie bujała i dawno nie zdarzyło się bym skakał po pokoju słuchając muzyki, niemal jak w czasach gdy dziecięciem będąc włączałem na full Beatlesów i udawałem, że gram na gitarze albo perkusji. Do czołówki załapali się jeszcze Dropkick Murphys z nową płytą (spod choinki wyciągnąłem elegancką wersję na 2 LP) i Francuzi z Distance (polecam sprawdzić chociażby na Spotify).


Koncert roku to widoczny na załączonym obrazku występ The Streets w warszawskiej Progresji. Kocham muzykę Mike'a Skinnera w zasadzie od czasów debiutu i bawiłem się na jego koncercie rewelacyjnie. Jak śpiewa klasyk "dostałem to, com chciał".


Muzyczna książka roku, to chyba "Fala" Rafała Księżyka. Jednak o palmę pierwszeństwa stoczyła bój z "Nienormalnym miastem" Szymona Szwajgra. Niemniej Księżyk tak umie pisać, że zawsze wygra.


Jak zawsze fajnie było się poobijać o ludzi w klubach, poprzewracać płyty na kilku giełdach, odwiedzić znajomego w sklepie muzycznym i wyciągać paczki z paczkomatów.

65030968-592c-4dc3-8232-c7ce3c94fa00

Zaloguj się aby komentować