Zdjęcie w tle

Statyczny_Stefek

Fanatyk
  • 1446wpisów
  • 2910komentarzy
Statyczny_Stefek userbar

O, dzień dobry.

206 123 + 81 + 73 + 106 = 206 383


Wykorzystawszy to, że Tour de Balon w zeszły weekend gościł pod Tatrami i postanowiłem odwiedzić na #rower dawno nie jechane podjazdy. Rozplanowałem wszystko według najlepszej wiedzy i - pomijając powrót w niedzielę - nawet nie stałem w korkach.


Zawodowców widziałem dwa razy: na mecie w Zakopanem i dwukrotnie (pierwszą rundę odpuściłem) w Gliczarowie. Wspaniale jest widzieć jak pierwsza grupa wciąga te 20+% jak wiadukt nad torami.

Odwiedziłem sporo podjazdów, których nie jechałem od lat, bo bardzo rzadko bywam pod Tatrami w lecie. Łapszanka (przeciwnie do trasy wyścigu), Gubałówka (zgodnie z trasą, tu mnie nie było), Ząb na dwa różne sposoby, Głodówka od Łysej Polany i Gliczarów od Białego Dunajca i od Gliczarowa Dolnego. Część tych podjazdów jechałem dawno temu na zmęczeniu, w trakcie ultra, tak że teraz wyglądały zupełnie inaczej. W szczególności podjazdy do Gliczarowa - były ciężkie, tak je zapamiętałem, ale jak się człowiek rozpuścił jak dziadowski bicz i zaczął jeździć za granicą to Gliczarów w porównaniu z takim Monte Zoncolan (że tak użyję bardziej znanego przykładu), to jedynie taki dłuższy krawężnik. Ale... jednak ujeździłem się, naoglądałem górek, zaliczyłem #kwadraty 70+, przejechałem się terenami, na których nigdy nie byłem i... kurczę, chyba muszę tam jeszcze przyjechać na rower, za dużo fajnych miejsc i widoków pozostaje do sprawdzenia. Tylko może następnym razem, za przeproszeniem, też gravel, bo jest trochę dróżek szutrowych, po których szosą nie pojadę.


Sam TdP - bo nie odpuszczę sobie opinii o #kolarstwo - to zagadka: nie wiem jakim cudem ten wyścig jest nadal w serii World Tour. Puszczanie kolarzy po ujowych asfaltach (choćby zjazd od Bukowiny przez Wierch Rusiński, gdzie lecą po 80+ km/h po ujebach, a to nie jest jedyny przykład), zabezpieczenie trasy - powinno być ukarane, a nie nagrodzone. To, że Lang jechał przed peletonem wystawiony przez szyberdach i na Gliczarowie pozdrawiał kibiców (prawie jak papież xD) było dodatkowo żenujące. Jeśli do tego dodamy pierdyliard reklam, z d⁎⁎y wzięte premie specjalne, żeby kolejny sponsor mógł się popisać i oficjalny sklepik celowany wyłącznie... zwykłych turystów (yup, można kupić zwykły kapelusz, maskotkę i koszulki - ale nic, co można by było kupić sobie pod trekking czy rower), to mamy coś w rodzaniu Tour de Władysławowo, gdzie gra muzyczka, można wygrać bon lub talon (na balon, hehe); brakowało jeszcze tylko oficjalnych hotdogów z logo na parówkach. Rozumiem, że to ma się sprzedać, rozumiem, że ma zarobić, rozumiem, że może w Bolzdze nie da się inaczej i musimy mieć nawet "Metalkas Ekstraligę", "SKS Ultrakryptex Orzechówko" i wszędzie wepchnąć nazwę sponsora, ale z zewnątrz wygląda to przaśnie, jarmarcznie i budzi pytanie o to, czy, idąc za przykładem MMA, nie będziemy kolarzom dorzucać tymczasowych tatuaży z logo sponsorów na łydkach, szczególnie sprinterzy mają dużo mięska, zmieści się nawet kod QR. I nie jest promocją kolarstwa.

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu


#rowerowyrownik

c403e1c9-254e-493c-afac-66e0d4e4b8da
dc349231-20ae-4bc9-8834-1f37bae315ed
Statyczny_Stefek userbar

Ciekawy wpis, a co do TdP, to co roku krytyka jest za to samo (głównie jakość dróg), lecz nic się nie zmienia.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

LXXI i LXXII (XCVI XCVII) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto


Znowu z kilkudniową obsuwą, w końcu pozapominam i to skrzętne liczenie (w którym na pewno pomyliłem się już kilka razy) trafi szlag. Albo szlak, skoro mówimy o wspinaniu.


Pierwsze z wyjść to lina. Objętość. Wspaniałe, przemiłe wspinanie na drogach poniżej 6b, po trzy jedna po drugiej, z naciskiem na pilnowanie poprawnej techniki szczególnie wtedy, gdy przewieszenie sugeruje, żeby tonący brzydko się chwycił. Ale tonięcia nie było, każdą z dróg zrobiłem z zapasem i co najwyżej musiałem mocniej pooddychać. Wspaniałe to było wyjście, chcę więcej.


Drugie to bulderownia, znowu zabawa na objętość, trudności 6 i w dół, chociaż, dobrze, przyznaje, siódemkę zrobiłem. Ale taką "łatwą", mniej siłową, bardziej techniczną.


#czujedobrzeczlowiek teraz czas na sprawdzenie wydolności na rowerze, kolejne wspinanko za tydzień.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Akurat w temacie ostatniego naszego lingwistycznego niezrozumienia z @boogie


https://wspinanie.pl/2025/08/ojczyzna-polszczyzna-felieton-mechaniora/


#wspinaczka ale i #jezykpolski


Moja opinia, gdyby kogoś interesowała: wizja przedstawiona przez autora jest jak dla mnie zbyt pięknoduchowska i nieco przesadzona, tonem starszego pana, który chce coś skrytykować, ale jednocześnie pokazać, że wciąż łapie trendy.


Mnie też bolą takie makaronizmy, ale wynika to z faktu, że mój słowozbiór kształtował się w innych czasach, a do współczesnego słownika co najwyżej trafiam przez przypadek, a nie korzystam z niego jako formy bazowej. W szczególności w mocno zanglicyzowanym świecie internetu, gdzie zalewa nas morze filmów nagrywanych tylko w tym języku, komunikacja sprowadzona do pojęć używanych w tychże filmach wygląda na bardziej naturalną, niż przechodzenie przez język polski w rozmowie z osobą, która jest nauczona tej samej terminologii.


Czy nie rozumiem? Czasem tak i muszę się wtedy skupić.

Czy to źle? Nie wiem, zobaczymy jakie będziemy mieli zmartwienia lingwistyczne za 20 lat.

Statyczny_Stefek userbar

Mam nieco inną teorię, ale nie wiem czy chce mi się o tym pisać :) Autor faktycznie nieco odleciał :) Deklinacja nie zaniknie przez tagi :)

Zaloguj się aby komentować

tl;dr

Schudłem sobie, ale w moim przypadku to bardziej fanaberia, a nie konieczność - nie trzeba gratulować, w ogóle nie trzeba czytać. Nie wiem dokąd mnie ten wpis zaniesie i czy komukolwiek do czegoś się przyda.

Jeśli szukasz czegoś na pewno pożytecznego - sprawdź jedzonkowy kontent od @GazelkaFarelka


Odchudzanie jest proste, robiłem to wiele razy


W moim przypadku powyższe zdanie jest prawdą. Najczęściej był to pewien cykl typu "zrzucam masę bo wiosna i rower -> lato -> zaczynam jeść ciastka i pitce -> jesień -> no i o". Dlaczego tak? Bo, proszę państwa: ciastka są dobre, pitca jest dobra, w ogóle jedzonko jest dobre, a jak będzie trzeba, to sobie zrzucę nadmiar, nie musiałem się tym stresować. Dodatkowo nic na mnie nie wymuszało zmiany: dla roweru zrzucałem tyle, żeby nie wystawał mi brzuszek jak niektórym kolegom i by na urlopach było mi trochę lżej jadąc pod górkę. Bądźmy uczciwi: w przypadku amatorskiego kolarstwa kilogram albo nawet dwa nie mają znaczenia: ani nie brałem udziału w zawodach, ani to, że grupa mnie zerwie pod górkę to nie jest powód do cieniowania - gdybym chciał oszczędzać wagę, to zacząłbym od zabierania jednego (i mniejszego) bidonu lub zabierał łatki zamiast dętki i lżejszą torebkę podsiodłową. Dodatkowo... dla ustalenia uwagi: przy BMI 23 w wersji "po zimie" nie mam raczej konieczności pilnowania niczego. 


Więc w ogóle po co mi to? Zmieniłem sport na wspinanko i nagle masa stała się istotna, bo nie ma ze mną ani roweru, ani bagażu, za to jestem sam ja. A jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć co dla wspinacza może znaczyć waga - proszę sobie podnieść na jednym palcu pusty plecak, a potem włożyć doń butelkę wody i sprawdzić ponownie. I wyobrazić sobie, że takie obciążenie bywa robione dynamicznie i w różnych kierunkach. Stąd też silna motywacja nie tylko po to, żeby zrzucić masę, ale by pozostać w tym miejscu na dłużej: nie mam problemu z silną wolą, tylko muszę mieć jakiś cel, żeby ją utrzymywać. Ale masa to nie wszystko, ważne są i mięśnie: to, że po odchudzaniu stracę trochę siły i będę miał może trochę gorszy czas na segmencie na Stravie... - to nie jest coś motywującego. Ale już wspinanie daje bardziej realne wyzwania, a postępy (lub ich brak) można zobaczyć bez zapierdzielania jak pies z jęzorem na wierzchu przez kilkanaście minut.


Teraz trochę bliżej konkretów, czyli coś, co może komuś jakimś cudem się przyda (albo przynajmniej da pożywkę do pojechania po mnie): co zrobiłem, czego nie zrobiłem i w ogóle jaki był w tym plan.


Zaczniemy od dietetyka. Mój pierwszy kontakt z tym zawodem miał miejsce kilkanaście lat temu, gdy uznałem, że już wystarczająco naoddychałem się samodzielnością i tym, że mogę jeść co mi się podoba, bo sam za siebie płacę - i że warto sprawdzić, co zrobić lepiej. Pani dietetyk jeszcze zanim zdążyłem powiedzieć z czym przychodzę, wykrzyknęła: no chyba pan nie chce się odchudzać, pan tak dobrze wygląda! Miałem wtedy kilka ładnych kilogramów wyraźnej nadwagi, więc już po tym wstępie wiedziałem, że usłyszę dobre rady tonem cioci, u której każdy musi wyjść najedzony: nie zawiodłem się. Dostałem kilka zdań, kilka kartek gotowych przepisów z cyklu "gotowanie dla ambitnych" i polecenie pojawienia się na "kontrolę" za trzy miesiące. Podobnych historii o "dietetykach", którzy traktują pacjenta jak cielątko u weterynarza, dając po prostu losowe przepisy ze swojego excela, kilka uniwersalnych rad i do widzenia, pora na CS-a - słyszałem na tyle wiele, żeby wiedzieć, że ciężko trafić na kogoś dobrego. Trafić mi się udało. Na wizytę czekałem ze dwa miesiące, ale dostałem naprawdę dobry wykład o tym jak wygląda proces zrzucania masy, co będzie się działo po kolei, dostałem dzienniczek przepisów w formie "na miesiąc" z możliwością dowolnego mieszania posiłków między dniami i dopasowany do moich preferencji (potrafię gotować, ale skrajnie nie znoszę marnowania na nie czasu - cenię sobie proste posiłki. Bardzo proste.). Efekt był wtedy wyraźny: lepsze samopoczucie, szybka utrata masy, minusów nie stwierdzono.


Później nastąpił kilkuletni cykl jak we wstępie: dopóki pilnowałem chudnięcia, było ok, ale nie miałem ustalonej rutyny na "jedzenie na zero", więc tutaj wszystko się rozjeżdżało. Ale bez bólu, bez stresu, wkrótce wiosna, się zrzuci xD


No dobrze, to co teraz zrobiłem inaczej?

1. Zadałem sobie trud zrozumienia procesu. Przy wykorzystaniu GPT (oczywiście weryfikując jego opowieści - ale przynajmniej podrzucał mi słowa kluczowe) zrozumiałem jak wygląda cały proces zrzucania masy: jak organizm przechodzi w tryb spalania tłuszczu, z czym to się wiąże, jak wygląda powrót, jak wygląda wejście na zero itd.

2. Kalorie w apce. Zawsze uważałem to za bezsens i nie do końca miałem rację. Gdybym miał to liczyć w zeszycie lub excelu, to na pewno bym nie robił, ale pobrałem jedną z apek, które to liczą: jeśli mogę kopiować niektóre pozycje, skanować kody kreskowe (to jest gamechanger!) albo wpisywać ilości typu "łyżka [czegoś]" - to wypełnienie i sprawdzenie makroskładników za dzień jest banalne.

3. Białko. Nie korzystam od dawna z przepisów pani dietetyk, zmodyfikowałem je nieco - i wychodzi na to, że zrobiłem to nieco do d⁎⁎y. Wspomniałem już o priorytecie niespartolenia mięśni? Więc tak, mamy teraz akcję "mój stary to fanatyk skyra, pól lodówki nim zajebane". 

4. Białko, ale inaczej: gdy zwiększyłem jego ilość (pewnie do tej poprawnej), to zmniejszyło mi się uczucie głodu po posiłku. Gdy zjem (już) dobrze zbilansowany posiłek, to mogę po nim te 2-3 godziny przetrwać nawet nie myśląc o jedzeniu, wręcz przeciwnie, muszę się sam przypilnować żeby pamiętać.

5. GPT z innej strony: niektóre rzeczy w apce mają predefiniowaną wagę, ale nie wszystkie - żeby oszczędzić sobie ważenia, zadaję pytania typu "ile waży jajecznica z X jajek" czy "ile waży łyżka pestek z dyni". Może i gdzieś się tam chłopina pierdzielnie o kilka gramów, ale to nie apteka.

6. Rutyna wyjścia na zero kaloryczne. Zanim to nastąpiło, miałem przygotowany plan kaloryczny na okres przejściowy (ładowanie z powrotem glikogenu) i okres docelowy, z uwzględnieniem dni treningowych i rodzajów aktywności. 


Pierwszym sprawdzeniem moich planów i wytrwałości był wyjazd na Słowenię sprzed półtora miesiąca: przypilnowałem się bardzo, w szczególności zwracając uwagę na porządne śniadanie i rozplanowane posiłki podczas aktywności. Plus: obiadokolacja... no, kolacja, nie udawajmy że wracałem przed zmrokiem: na zmęczeniu, ale pilnowałem przygotowania i bilansu. Efekt: bez straty radości z jazdy, chodzenia głodnym, wieczorów w stylu zombie "coś jeszcze bym zjadł" udało mi się utrzymać dobrą wydajność i mimo to utrzymać utratę wagi.


Drugie sprawdzenie tychże planów właśnie trwa. Po wejściu na zero wróciłem w górę zakładany kilogram i od dwóch tygodni trzymam się w miejscu. Fun fact: to, co pani dietetyk (ta lepsza) przegapiła, to wyjaśnienie mi, że "utrata wody" na początku to glikogen, a wychodzenie na zero polega na tym, że on sobie powróci. Oszczędziłoby mi to swego czasu solidnej frustracji. ;D


Z rzeczy których żałuję: szkoda że jakoś miesiąc po czytaniu, edukowaniu się i szukaniu w necie odkryłem wspomniane na wstępie wpisy @GazelkaFarelka Pewnie oszczędziłoby mi to szukania, skoro pożyteczna wiedza jest pod ręką.


A, na koniec cyferki: czas zrzucania - ok 2 miesiące, masa zrzucona 6-7 kg.


#odchudzanie #chudnijzhejto #dieta #zlenawyki #dobrenawyki

74105479-f128-4e00-9c3b-f21941e5b421
Statyczny_Stefek userbar

@Fly_agaric Uświadomiłeś mi że zamiast podrzucić coś pożytecznego, zrobiłem z tego test "kto uważnie czyta, ten zauważy". Przeniosłem więc info wyżej, żeby każdy zdążył zobaczyć zanim przeskroluje dalej.

@Statyczny_Stefek a było pod razu wejść na twaróg.

#dobrenawyki to podstawa. Pizza? Sorry, nie jem takich rzeczy a jak już to sporadycznie. Po prostu normalne jedzenie, mało przetworzone po tym roku czy tam więcej, smakuje mi lepiej niż pizze, słodycze i inne fanaberie.

@AdelbertVonBimberstein twaróg się kruszy, daj pan spokój, jedzenie musi być szybko zrobione i szybko sprzątnięte.


Nie smakują Ci słodycze? To ja nie wiem po co tak żyć.

@Statyczny_Stefek taki plus, że nie smakują mi w Polsce. Są lujowe. Czekolady to nieśmieszny żart.

Oddając jednak polskim produktom sprawiedliwość wafelki są top: teatralny, familijne, Prince polo itd. Nigdzie na zachodzie nie potrafią zrobić takich wafelków.

@Statyczny_Stefek Miło mi, że komuś się jakiś wpis przydał. Zrozumienie, jak to działa to klucz do sukcesu, to jak zrozumienie mechaniki gry RPG, żeby wiedzieć jak w niej maksować staty.

Zaloguj się aby komentować

#chwalesie Przyszedł nowy przewodnik!


Ciekawe czy będzie tylko wyrzutem sumienia leżącym na półce, czy jednak motywacją do ruszenia tyłka na #wspinaczka w #tatry Póki co wszystkie kupione przewodniki zdarzyło mi się wykorzystać, więc trzymam kciuki za siebie i swoją motywację.


Nie ma przypadków, są tylko znaki: akurat kilkanaście minut po odebraniu książki z paczkomatu dostałem powiadomienie ze Zdjęć Google "pt. 13 lat temu" - i zestaw fotek z kursu taternickiego.

d10d63e8-e47a-4eb5-b609-a4d7b3b0dc3c
0c2a681b-6e9f-4d8c-9609-d8a45239236f
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

@koszotorobur I nawet tworząc taki skrypcik jak ten, który linkowałeś w tagu #hejtoapi ze trzy wpisy wcześniej, musisz się zautoryzować i być tam zarejestrowany?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

LXX (XCV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto


Ostatnio sobie wpisałem dwa dni na jedno wyjście, więc teraz poprawiam numerację.


Miałem inne plany, ale na bulderowni nakręcili jakieś nowe problemy pod jakiś event czy tam zawody i można było się powstawiać. To był dzień naprawdę dobrego wspinania. Nic wyjątkowo trudnego, sporo problemów jeden po drugim, dużo technicznych, mało siłowych. 2,5 h minęło nie wiadomo kiedy, skończyłem w sumie dlatego, że skończyły mi się znane problemy (i musiałbym tłuc w kółko te same) i (głównie) też dlatego, że odrobinę naciągnąłem sobie palec i chciałem się upewnić, że nic mu się nie stanie.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

24 874 700,0 - 25,0 = 24 874 675,0

Wpadłem na pomysł testu siły poprzez podciągnięcia. Straciłem w międzyczasie trochę masy (może w końcu napiszę o tym wpis jutro, bo już mnie męczy), więc porównanie samej ilości podciągnięć jest bez sensu. No to co: plecak, dociążamy do "wyjściowej" masy, krótka rozgrzewka i jedziemy.


Wygląda na to, że mamy postęp. Nie dość, że chyba z dociążeniem przedobrzyłem i dałem go sobie więcej, to zrobiłem o jedno podciągnięcie więcej (11) niż taki max z zaskoczenia sprzed kilku miesięcy i zrobiłem to w lepszym stylu (opuszczając się niżej, prawie do wyprostu, z większą kontrolą podciągnięcia i pracą całej "ramy").


Do tego o ile ostatnie podciągnięcia to była walka ("tonący brzydko się chwyta", jak mówi znane wspinaczkowe powiedzenie), o tyle pierwsze były ładne, z kontrolą i w ogóle satysfakcjonujące. I szybkie. I ładne. I jest nieźle ogólnie, można gratulować czy coś.

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#pompujwpoprzekziemi

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

LXIX i LXX (XCIV i XCV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto


Nareszcie (wczoraj) nadeszła chwila na trening wytrzymałości, co w kontekście wspinania (przynajmniej mojego) znaczy: bawmy się! Żadnego parcia do zmęczenia, żadnego stopera (nareszcie!), wspinać się dla zabawy i radości, o!


Akurat padło na bulderownię, więc tam - z sukcesem wstawiłem się w siódemkę i jedną prawie-zatopowałem, zrobiłem kilka szóstek, pobawiłem się na piątkach. Generalnie zabawa z techniką i przewieszeniami. Zdziwiło mnie to, że szóstki teraz wliczyłem sobie w to wszystko jako "lekkie wspinanie", gdy jeszcze chwilę temu były górną granicą.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

Wyjątkowy był to Tour, nie róbmy takich za często


Spodziewałem się, że nie dane będzie mi już doświadczyć "piękna" wyścigów z czasów Sky: kalkulacji, pilnowania, jazdy pod zegarek, kolarstwa pięknego jak cięcie drzewa piłą trzymaną do góry nogami. Tymczasem okazało się, że... może być gorzej. Zatem po kolei, pozwolę sobie podrzucić koleżeństwu zwięzłe podsumowanie zakończczonego wczoraj Tour de France. Zwięzłe, ale subiektywne i podlane odrobiną rozgoryczenia, tak że zapraszam do dyskusji. 


Zaczęło się od bardzo fajnie przygotowanej zapowiedzi. Oto będzie przed nami starcie gigantów: legendarni przeciwnicy ponownie na tej samej trasie. Tego, że Jonas jest przygotowywany praktycznie wyłącznie pod TdF nie wspomnieli. Ale to wie każdy.


Pierwszy tydzień to nieustanne żonglowanie koszulką. Phillipsen zaczyna, a potem van der Poel, Pogacar wymieniają się regularnie, pagórkowate etapy sprzyjają atakom, jest ciekawie, jest akcja! Czasówka układa nam klasyfikację, wydawałoby się na dobre (Pogacar ma 42 sekundy przewagi nad drugim Remco), ale dzień później van der Poel dojeżdża z ucieczką i koszulkę zabiera. Nadchodzi Mûr-de-Bretagne i Pogacar znowu bierze jak swoją, robiąc cięższemu Matthieu z płuc worki do odkurzacza. Pozamiatane? Ano nie, w to wchodzi Ben Healy i na pierwszy dzień odpoczynku ucieka ubrany na żółto. Pięknie, wspaniale, emocjonująco. Pojawiają się pytania o to co to UAE, czemu nie goniło, czemu odpuszcza, ale poczekajcie, poczekajcie, zaraz będą góry, zaraz będzie się działo, zobaczycie. Jedna stała zostaje ustalona: jeśli Tadej jedzie - na kole ma Jonasa. Jeśli zwalnia - na kole ma Jonasa. Nie wiem co się działo, gdy szedł się wysikać, ale mam pewne podejrzenia.


Drugi tydzień! Rozgrzewkowy, płaski etap, a potem Healy żegna się z kolorem i wraca do różu, bo nadchodzi Hautacam, pierwsza premia Hors Catégorie, a tam Tadej robi Pogacara i przejmuje prowadzenie, które dzień później powiększa, jadąc przepięknie czasówkę (jako jedyny z czołówki na nieczasowym rowerze!). Tydzień kończy się solidną przewagą, ale wszyscy wiedzą, że w końcu zaczną się Alpy, a to teren pod Jonasa, tam dopiero będzie mógł pokazać pod co się przygotowywał. Chociaż biorąc pod uwagę, że Visma uciekała swojemu liderowi (co oceniam jako co najmniej dziwne, niezależnie od głumaczeń), to wiele mogło się wydarzyć na ich niekorzyć.


No i dobrze, mamy tydzień trzeci. Jonas zawsze trafiał perfekcyjnie z formą, to właśnie w trzecim tygodniu spowodował słynne I'm gone, I'm dead , więc na pewno teraz, w swoim terenie pokaże wszystko, prawda? Prawda? Iiii... teraz rozlega się fałszywa muzyczka na flecie, znana z filmików z internetu. Tadej jedzie, Jonas za nim. "Ataki" mają po kilkaset metrów, najczęściej tuż przed finiszem, żeby urwać kilka sekund. Na każdym etapie czekałem na tę walkę o generalkę, bo przecież muszą zaatakować, musi się coś dziać. I tak, wiem, że Tadej mógł być nie do przegonienia, ale ważna jest walka, tymczasem Visma jechała jak polska reprezentacja w piłce turlanej, prosto po zwycięski remis. Może taki mieli plan, może wiedzieli, że nie da się bardziej, może wiedzieli, że nie mogą bardziej naciągnąć liny, bo pęknie: tego się nie dowiemy do czasu publikacji czyichś wspomnień za kilkanaście lat - na razie widzieliśmy tylko to, co za czasów Sky określano jako "zarzynanie kolarstwa". Nic. Się. Nie. Działo. Tadej zrywa, Jonas jedzie na kole. Tadej jedzie wolniej - Jonas jedzie na kole, albo daje krótką zmianę. Podsumowaniem tego tygodnia niech będzie etap 19, do la Plagne, gdzie Tadej chyba odpuścił walkę o etap i dojechał 2 sekundy za zwycięskim Arensmanem, mając go dosłownie w zasięgu - ale wyglądało to jakby uznał, że skoro Visma nie ma ochoty na walkę, to on też nie będzie nikomu tej walki ułatwiał. Czy Arensman teraz się cieszy ze zwycięstwa wiedząc, że panowie za nim po prostu przez chwilę puścili korby? Nie wiem, ale nie brzmi to dobrze.


Odrobiną osłody był etap paryski, gdzie - po raz pierwszy od kiedy pamiętam - mieliśmy w końcu emocje, a nie sprinterskie ganianie się i krótkie próby ucieczek. Montmartre zrobiło różnicę, krótki, ale stromy podjazd, po trzech tygodniach najpierw pozwolił Pogacarowi zrobić selekcję, potem zrobić jeszcze jedną, a przy trzeciej - no cóż, musiał uznać wyższość Wouta van Aerta. Nie kibicowałem mu, ale wygrana była zasłużona, ucieczka piękna - brawo!


Tenże etap nie przesłania tego, co było wcześniej. Tadej mówił, że jest i był zmęczony , ale wcześniej pojawiały się jakieś pogłoski o "arogancji" UAE i "zabijaniu wyścigów" (o tym tylko słyszałem z drugiej ręki, oryginalnego artykułu nie znalazłem, co najwyżej pojedyncze ślady i to dotyczące nie Tadeja, a Politta). Czy faktycznie Tadej miał dość tych ataków na siebie i postanowił ograniczyć widzom emocje, czy się "zużył" na poprzednich etapach, czy był chory (bo też były takie pogłoski) - to pozostaje jego tajemnicą. Faktem jest, że Visma nie zrobiła niczego, żeby zaatakować, nie wymyśliła, nie spróbowała - po prostu jechała po remis, mając zapewnione z dużą przewagą drugie miejsce.


I tak, wiem, że panowie są w pracy. Bronią się wyniki, a nie emocje, tego chcą sponsorzy: chcą widzieć swoje koszulki w telewizji, chcą żeby ich zawodnik gdzieś udzielił wywiadu, całe kolarstwo to maszyna mieląca pieniądze, a kolarze są tylko pracownikami. Niemniej jednak ich praca to sport i jako widz i kibic bardzo bym sobie życzył, żeby kolejne toury były ciekawe, zamiast być partią szachów z widokiem na góry. Nawet jeśli miałby to być wyścig bez obu: Tadeja i Jonasa, to wolałbym go takim oglądać, niż ryzykować, że Visma po raz kolejny pojedzie z planem na jazdę na kole.


#kolarstwo #tourdefrance

5f27ffe2-6a54-4855-93c2-c60da610987d
Statyczny_Stefek userbar

@Statyczny_Stefek bardzo długi post. Ja napiszę kócej. Dla mnie to był jeden z lepszych TdF ostatnich lat. Były emocje, była walka. Tadek zaskoczył wszystkich i niemal całą przewagę zrobił w drugim tygodniu, a w trzecim tylko jej bronił wiedząc na co może być stać Duńczyka. Słoweniec musiał bronić się sam i podołał. Jonas robił co mógł ale nie złamał lidera. No i jeszcze ten ostatni etap gdzie Pogacar postanowił zrobić show. Miodzio.


Przed TdF, patrząc na etapy i ich rozkład wydawało się, że będzie nudno, a było wręcz odwrotnie. Pikanterii dodało odpadnięcie z wyścigu Almeidy, ale nawet to nie przeszkodziło Tadkowi. Oby więcej takich ciekawych i emocjonujących tourów.

@dzangyl zgodzę się z tym, że trasa obiecywała, że będzie nuuuuda, a potem góry i tam wszystko się okaże.


Tadej zrobił co chciał, miał przewagę, mógł jej bronić. Ale nie uwierzę (nie chcę wierzyć lub nie mogę ), że wszystko co mógł zrobić drugi tourowy kolarz świata, specjalnie trenowany pod ten jeden, jedyny tour, to jedna dłuższa próba i kilka zrywów.

@Statyczny_Stefek Tadej nie zrobił co chciał i nie miał przewagi ot tak. Tadej wywalczył sobie tę przewagę świetną czasówką, wyśmienitym atakiem na Hautacam, który chyba przejdzie do legendy i drugą czasówką. On tej przewagi nie dostał. Jonas i Visma zrobili co mogli, atakowali, szarpali, kombinowali, gubili pomocników i izolowali Tadka, ale na nic to się nie zdało. Nie musisz wierzyć, bo nie o wiarę tu chodzi, wystarczy spojrzeć na fakty. Niestety ale Jonas za dużo stracił w 2 tygodniu, w którym Pogacar zaatakował pełna mocą czego najwyraźniej się nie spodziewano. Zaszachował ich tą taktyką, bo spodziewano się że odpali wrotki w 3 tygodniu na największych górach, a on w 3 tygodniu już tylko bronił przewagi, bo dlaczego miałby robić coś innego? No i oczywiście robił to niemal bez pomocników, Visma wszystkich gubiła, robiła co mogła, tak samo jak Jonas.

Jonas jak zobaczył w jakiej formie jest Tadej to po prostu obsrał zbroje i walczył o drugie miejsce. Taktyka Vismy na niektórych etapach to takie xD było że dyrektor tam do wyjebania. Ciekawa walka o białą koszulkę, Lipowitz pokazał pazura i parę razy o mało co nie przegrał.

Dla mnie piękny Tour nie zapomnę go nigdy

@starszy_mechanik A tak, "poboczne" historie były wspaniałe - pierwsze zwyciestwo Arensmana, walka Masa na Mt. Ventoux, walka Martineza o jechanie w swoich, a nie "pożyczonych" groszkach. Tego nie umniejszam.


Zresztą: niczego nie umniejszam, bo najsłabszy kolarz z tego touru to nadal ścisła światowa topka, nie odważyłbym się bagatelizować czegokolwiek.

Wszystko mogło się potoczyć zupełnie inaczej w górach, gdyby Pogacar po prostu nie wsadził Jonasowi tyle na czasówkach. To był jakiś kosmos, po którym wystarczyło na każdym końcowym podjeździe przytrzymać koło Vinegora(?)

Fakt, walka o GC w pewnym momencie nie dostarczała już tylu emocji, ale jak zwykle fajnie kibicowało się Dzielnym Francuzom, którzy zgarnęli całkiem sporo najtrudniejszych etapów.

Końcówka po bruku między sklepikami to było najlepsze co wymyślili od lat, rewelacyjna walka. Pokazała, że Tadej nie jest nieśmiertelny, ale w tym roku jeden kolarz to było za mało, żeby go zamęczyć.

No i na koniec warto docenić piękne skróty na kanale TdF na Youtube. Doskonały montaż niedługo po zakończeniu każdego etapu.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Chłopcy i dziewczęta, jedzcie ze mną karpatkę, bo wczoraj zakończyłem zbieranie szczytów w ramach Korony Gór Polski!


Przyznaję, nie jest to największe osiągnięcie mojego życia ale niezależnie od tego jest satysfakcjonujące, choćby dlatego, że wybrałem się na spacer w miejsca, w które raczej sam z siebie bym nie poszedł. I nie żałuję żadnego z nich.


No dobrze, sportowo nie jest to wyzwanie, powiedzmy to jasno. Pomijając najwyższe szczyty takie jak np. Rysy, Tarnica, Babia czy Śnieżka, to większość jest do zdobycia krótkim trekkingiem, a niektóre miały charakter nibyparkowy, gdzie zdarzyło się mijać rodziców z wózkami albo rodziny ubrane niedzielnie, idące na rodzinny spacer "po kościele". W szczególności cztery z nich (Skopiec-Skalnik-Chełmiec-Waligóra) zostały zaliczone jednego dnia, w ramach czterech odzielnych spacerów (podejście z parkingu na Skopiec to jakieś 10-15 minut ). Cała zabawa wymaga jednak planowania, trzeba trochę pojeździć, poszukać, a jako że niektóre z wycieczek można zrobić bardzo krótkimi, to albo zrobić odpowiednią trasę, albo poszukać w okolicy sp. Zapewne 30-40 lat temu, gdy człowiek miał do dyspozycji tylko PKP, PKS i ewentualnie łapanie stopa. to skompletowanie całości było większym wyzwaniem #kiedystobylo Z samochodem to jednak trzeba tylko umiejętnie zaplanować weekendy i ogarniać mapę.


Polecam szanownemu koleżeństwu zmierzenie się z tym wyzwaniem. Chwilę zajmie, ale - w przeważnie płaskiej Polsce - oglądanie świata z góry to coś, co należy sobie serwować regularnie, bez wymówek.


#gory #wycieczki #koronagorpolski #pomyslnaweekend

a2106803-fdee-49bd-bee6-766911d5f2f2
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować