24 861 590 - 69 = 24 861 521
#pompujwpoprzekziemi

24 861 590 - 69 = 24 861 521
#pompujwpoprzekziemi
Zaloguj się aby komentować
W sumie to się nie zdążyłem pochwalić, bo życie rzuciło mi ostatnio trochę stresów i problemów pod nogi, ale zapraszam Tomki i Kasie do picia ze mną kompotu, bo w końcu dorobiłem się (kolejnego) awansu w pracy.
Choć dalej będę związany z ogólnie pojętą sprawozdawczoscią finansową, to jest to zupełnie nowa odnoga tejże, która dopiero jest wdrażana w największych przedsiębiorstwach I będzie wymagana od coraz większej ilości firm. Jeżeli się "wyexpię" w temacie, to być może uda mi się popchnąć karierę jeszcze dalej. Kto wie, może nawet przejść na consulting i kosić pieniądze ze szkoleń na własny rachunek?
Na razie nie miałem czasu czegokolwiek tknąć w temacie, bo stare obowiązki mnie mocno trzymają, to liczę, że będzie to ciekawa zmiana.
Ale nie będę ściemniał - najbardziej mnie w tym wszystkim i tak cieszą pieniądze
Bardzo lubię pieniądze.
Smacznej kawusi życzę!
#chwalesie #pracbaza
Zaloguj się aby komentować
24 886 250 - 55 = 24 886 195
#dieta #ogarniamsie
Wracam do dbania o siebie po krótkiej przerwie. Bardzo proszę o piorun na zachętę, bo w życiu mi się troszkę posypało i każda motywacja się przyda aby wygrywać w mniejszych walkach, coby mieć siłę na te większe.
Od marca niestety sobie troszkę pofolgowałem i z osiągnięty wynik 87kg skoczył do 92kg (start z poziomu 101kg)
Wraca więc dieta, pilnowanie się, znaczące ograniczenie hehe piwka, cziperków, słodyczy i innego gówna, a do tego dwie nowe rzeczy:
Tym samym dorzucam moją skromną liczbę 55 sztuk z ostatnich 5 dni do wyzwania
#pompujwpoprzekziemi
Pozdrawiam serdecznie i smacznej kawusi
Zaloguj się aby komentować
Lubię dobrą kawę. Nie do tego stopnia, żebym kupował młynek za kilka tysięcy, czy był w stanie wskazać które ziarna zostały zebrane lewą ręką w świetle księżyca ze zboczy wzgórz Sralizdupy Kambodży, a które z rownin Jebaupies Etiopii w porze monsunowej.
Dość powiedzieć, że częściej piję kawę z mlekiem, niż czarną, co zapewne wśród kawowych neofitów stawia mnie na równi z plebsem, pijącym kawę Fort pod szluga.
No ale do rzeczy.
Na wakacjach i wyjazdach będąc staram się wybierać noclegi (w 95% prywatne mieszkania/domy, a nie hotele) gdzie jest dostępny jakikolwiek ekspres do kawy, aby rano nie musieć jechać na dobre kawsko.
Tak oto trafiłem tym razem w ręce ekspresu na Kapsułki. Wygodne urządzenie, które w sumie sprawdza się dla landlorda, bo niewielki koszt, a dużo ludzi widząc takie urządzenie, ma przed oczami Żorża Kluneja, który w reklamie się zachwyca, jakie to kawsko pyszne se pije w swojej willi z tego ekspresu. Normalnie high life, Ty też tak możesz jak on. A że przy okazji produkujesz plastik i przepłacasz za kiepską kawę, to niedobrze o tym wspomnieć.
Kupiłem więc oryginalne Kapsułki w sklepie, "smak" cappuccino. Robię kawkę, rozkoszując się prostotą i wygodą rozwiązania, biorę pierwszy łyk (gorące, mleko pewnie przegrzane, dobrze że z proszku hehe) i... WTF? Nie umyłem kubka po soku, czy co? Czemu to takie słodkie? Patrzę na opis, a tam "kawa i pełne mleko w proszku Z CUKREM".
DLACZEGO!? (╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻
Oczywiście zwykłego, chamskiego ekspreso, albo kawska bez cukru w sklepie nie było, specjalnie pojechałem tego samego poranka do dwóch sklepów...
Jeszcze idąc tym tropem się pożale, że po drodze, z konieczności zatrzymawszy się w mcsyfie, wziąłem sobie zwykle ice latte. Specjalnie nie brałem żadnych smakowych gówien, żeby mieć normalną, gorzką i zimną kawę, ale nieeee, nie może być, żeby w tym przybytku diabła wypić coś, co nie jest naszpikowane cukrem. Kawa moja i żony wylądowała w śmietniku.
#zalesie #gownowpis


Zaloguj się aby komentować
Bardzo lubię na takie drobnostki odpisywać w dziwny sposób.
Swego czasu wysyłałem też maile z pytaniami m. in. o sens życia na adresy infolinii konsumenckich zawarte na opakowaniach produktów spożywczych.
Lubie myśleć że umiliłem komuś poranek w pracy swoimi głupotkami.
#gownowpis

Zaloguj się aby komentować
Ta pogoda jest tak zjebana, że poczułem się jakby był listopad, a nie prawie czerwiec.
Dzieci i ja przeziębieni, szaruga taka, że tylko się powiesić. Tyle dobrze ze chociaż zielono na drzewach za oknem.
#gownowpis
Zaloguj się aby komentować
Białas, można się rozejść, końca świata nie będzie.
PS. Bardziej rzułtą zrobiłem buzie, żeby się cieplej przyjął
#2137
#konklawe #heheszki

Zaloguj się aby komentować
Trochę to będzie #gownowpis trochę #przemyslenia trochę zaś #literatura #ksiazki I #Wielkanoc
Na pewno będzie długo, bo nie lubię pisać krótko
Był sobie film, nazywał się Znachor. I ten film znają chyba wszyscy; dość powiedzieć, że stał się memem przy okazji wielkanocnej ramówki TVP.
I o ile znałem zarys fabuły, czy parę scen, w tym finałową z Piotrem Fronczewskim, mówiącym kto zacz, o tyle nigdy nie dane mi było obejrzeć całości, czy choćby dłuższego niż parę minut fragmentu. Przymierzałem się do obejrzenia tegoż dzieła w całości na święta wielkanocne już od kilku lat, ale jakoś nigdy nie było ku temu sposobności. Gdy zaś na świecie pojawiły się moje własne dzieci, to tym bardziej znalezienie dwóch godzin w ciągu dnia, by obejrzeć telewizję stały się abstrakcją - zarówno ze względu na brak czasu wolnego dla siebie, jak i faktu, że tej słynnej telewizji w telewizorze po prostu nie mam
Tak więc się złożyło, że filmu i dokładnego rysu fabularnego po prostu nie znałem.
Nie dalej jak dwa tygodnie temu, gdy skończyłem po raz wtóry kolejnego prachetta (#uuk), lza mi było wybrać kolejną lekturę. Borykając się wieczorami z niewielką ilością czasu i światła przy usypianiu dzieci, na lekturę fizyczną spojrzałem z niejakim bólem serca, zwłaszcza przez pryzmat niemałej kupki wstydu na regałach. Sięgnąłem więc po raz kolejny w moim życiu po wolne lektury (jakby ktoś nie znal: https://wolnelektury.pl/ ) polecam!), aby uprzyjemnić sobie codzienne czynności czy zasypianie audiobookiem. Różne tam można pozycje trafić, lecz jakość samego słuchowiska w dużej mierze zależy od kunsztu i warsztatu aktorskiego lektora(/-ów). W ten sposób dane mi było zarówno odbić się od kilku pozycji oczywistych, jak i przylgnąć do tych mniej udanych, które dzięki umiejętnościom aktorski przykuły ucho.
Przeglądając niemałą bibliotekę trafiłem na pozycję "znachor". Zdziwiłem się delikatnie, gdyż znając jedynie fakt istnienia filmu, nie widziałem, że ma on źródło w literaturze. Po krótkim researchu odkryłem coś, co dla Was może być oczywiste, lecz dla mnie było nowością. Mianowicie rzeczone dzieło kinematografii bazuje na książce, która to z kolei była pierwotnie napisana z myślą o scenariuszu filmowym, odrzuconym, i przerobionym finalnie na prozę.
Konsyderując tę okoliczność do społu z wcześniej wspomnianą chęcią obejrzenia filmu, uruchomiłem audiobooka celem uprzyjemnienia sobie zasypiania. Na ogół do osiągnięcia tego celu wystarczy mi w zupełności timer na 15 minut, gdzie już po 5 odpływam w objęcia morfeusza.
Jednakże tutaj przesłuchałem pierwszego dnia półtorej godziny historii, pomimo skrajnego zmęczenia i chęci pójścia spać. Wciągnęła mnie zarówno sama opowieść, świat, a więc polska z dwudziestolecia międzywojennego, jak i świetna praca lektora, który swym kunsztem uprzyjemniał pięknie napisaną powieść.
I sytuacja ta powtórzyła się kilkukrotnie, nierzadko wyłączałem słuchowisko grubo po 2 w nocy, gdzie zwykle około północy już dawno spałem jak kamień. I nie wynikało to bynajmniej z jakiejś zmiany w moim życiu, czy możliwości spania do późna, oj nie. Byłem skłonny poświęcić bezcenny po trzydziestce czas snu, aby poznać jak najszybciej dalszą część historii. A historia to nie byle jaka, zapewne większości z Was znana, dla mnie jednak w ogromnej mierze była zupelną nowością. Nie brakło wzruszeń, zaskoczeń, zwykłej prozy życia, jak i zwrotów akcji, godnych w rzeczy samej, uwiecznienia na srebrnym ekranie. Książka wciągnęła mnie bez reszty, zdarzyło mi się nawet uronić kilka łez nad losem tytułowego bohatera i opisanej ponadczasowości relacji międzyludzkich.
I tak oto wielcem rad, że jako dziecko, nastolatek, czy nawet młody dorosły, nie dane mi było poznać fabuły filmu Znachor. Bezwzględnie zabrałoby mi to cześć przyjemności ze słuchowiska, a być może sprawiło, że nie sięgnąłbym po tę pozycję. Teraz, przy okazji zbliżających się świąt wielkanocnych, z ogromną przyjemnością zasiądę do obejrzenia tego filmu i zapewne, jak to zwykle bywa, dojdę do wniosku, że nie dorasta on do pięt książce. Ale zrobię to świadomie, tym samym raz jeszcze mogąc przeżywać tę piękną historię.
Zaloguj się aby komentować
Po raz pierwszy od blisko 10 lat zaaplikowałem do innej firmy. Odzew w zasadzie natychmiastowy, tylko terminy na rozmowę kiepskie, pierwszy odpowiadający mi termin dopiero za 2 tygodnie. Będzie czas na poczytanie sprawozdań finansowych firmy i innych pierdół.
W sumie nie chce się zwalniać, ale trochę mnie zdenerwowała sytuacja w firmie i niespełniona obietnica dyrektora względem mojej pozycji.
Zwalniać się nie muszę, ale z chęcią rzuciłbym wypowiedzeniem, jako taki ostateczny argument w walce o swoje. Ale w ciemno nie będę takich rzeczy robić, bo pod tyłkiem mi się nie pali, zarabiam dobrze, mam ugruntowaną "markę", fajny zespół. Ale czasem trzeba potrząsnąć tym i owym, żeby ugrać więcej.
Trzymajcie kciuki, jako i ja trzymam za Wasze sukcesy i walki!
#praca #pracbaza
Jak Ci tam dobrze, a Ciebie cenią to czasami warto zaryzykować. W swojej robocie dostalem swego czasu śmieszną podwyżkę. Zacząłem się rozglądać za inną firmą, w krótkim czasie dostalem propozycje, nawet przedstawiałem się nowej ekipie mimo, że formalnie nie miałem papierka i pracowałem w starej. Ogłosiłem szefowi i jego szefowej, że nie chce ale muszę. Po dwóch dniach dostalem kontrpropozycję o wiele lepszą niż ta marna podwyżkę i zostałem.
Zaloguj się aby komentować
Miałem nie jeść dziś pączków, bo dieta itd, ale przegrałem walkę.
Nie żałuję.
#paczki #pączki #tlustyczwartek

Zaloguj się aby komentować
Dzień bobry,
Pijcie ze mno kompot Tomki I Kasie - chciałem się pochwalić, że wczoraj udało mi się spełnić swoje motoryzacyjne marzenie - po raz pierwszy w życiu odebrałem nowe auto z salonu.
Niezmiernie mnie to cieszy, bo w sytuacji życiowo-finansowej, w jakiej byłem jeszcze kilka lat temu, wydawało się to wręcz abstrakcyjne. A względem warunków, w jakich się wychowywałem i dorastałem - po prostu nierealne. Auta, w szczególności nowe, były czymś, co zdarzało się innym rodzinom.
Tl;dr: Volvo XC90 B5 w wersji Ultra z paroma dodatkami, m.in. Bowers&Wilkins.
A teraz ściana tekstu, dla chętnych i zainteresowanych spostrzeżeniami motoryzacyjnymi randoma z internetu
W zeszłym roku testowałem większość 7 osobowych samochodów poniżej (absurdalnej) ceny 450 tysięcy, celując najchętniej coś w okolicy 250-300k, z poniższymi wymaganiami:
- dobra elastyczność silnika, bezwzględnie co najmniej 200km,
- benzyna, miękka/zwykła hybryda, ale nie diesel, elektryk ani phev,
- skóry, szyberdach, HUD
- trzeci rząd siedzeń, w którym dorosła osoba mogłaby jechać dłuższą trasę (raczej nie ja, tylko żona, teściowa, obie ok 1,60m, ale dorośli, a nie dzieci)
- można wygodnje siedzieć w drugim rzędzie między dwoma fotelikami dziecięcymi ustawionym tyłem
- żadnych abonamentów na ficzery, które są już zainstalowane w aucie (jak np. nagłośnienie w Audi, czy komfortowe funkcje w BMW/Mercedes),
- dobrze grające audio,
- jakikolwiek bagażnik przy 7 osobach.
- grzane i wentylowane siedzenia
- mile widziane sztywne zawieszenie,
- ma być ładne (dzieciowozy minivany odpadają)
Testowałem: Skoda Kodiaq, Toyota Highlander, Kia Sorento, nowe Hyundai Santa Fe.
Obczajałem też Nissana x-trail, Seata Terraco, Peugeot 5008, Mercedes GLB I GLS, Audi Q7, bmw x7, vw tiguan allspace.
Oczywiście każdy z testowanych samochodów miał swoje zalety, których nie miały pozostałe, ale też w drugą stronę - każdy miał coś, co mi mocno nie odpowiadało.
I tak Kodiaq miał piękne wnętrze (co prawda dopiero w wersji za 275k), wygodną pozycję za kierownicą, ale 3 rząd siedzeń był skandalicznie mały, zaś w drugim nie zmieściliśmy się ani żona ani ja między fotelikami dziecięcymi. Do tego interwał serwisowy co 2 lata/30kkm nie wróżył dobrze względem trwałości. Czuć było nastawienie na floty i utylizację po 3-5 latach. Nie podoba mi się takie podejście.
Highlander - typowo amerykańskie auto, ogromna krowa, na widok której piesi bali się wchodzić na przejście, dopóki auto się nie zatrzymało. Fajnie się tym jeździło, zbierało się to nawet w miarę, ale jakość wykończenia wnętrza wolała o pomstę do nieba. Poza tym hybryda i ecvt sprawdza się do jazdy po mieście, ale ten napęd sprzężony z niewielkim silnikiem sprawiał, że przy każdym dynamicznym manewrze silnik spalinowy wył i błagał o dobicie. Do tego w zakrętach powyżej 90 bujało jak w łajbie - czuć, że auto tworzone z myślą o USA. Bagażnik zaś w moim odczuciu mniejszy, niż w skodzie przy 7 osobach, pomimo rozmiarów auta.
Sorento - największe zaskoczenie na plus. Rewelacyjne skóry (choć czarne tylko), hybryda spięta z 1.6t o dziwo dawała radę, kapitalny ficzer z wyświetlaczem martwego pola na desce rozdzielczej po włączeniu kierunkowskazu. Niestety wnętrze dostępne tylko czarne jak noc, przedlifty w wybranym przeze mnie kolorze z szyberdachem nie były już dostępne, zaś na poliftową sztukę czas oczekiwania wynosił 10 miesięcy. Gdyby nie to, możliwe, że wybralibyśmy Kię.
Santa Fe - chyba największy zawód. Miałem wysokie wymagania względem tego samochodu, pierwsze testy auto bardzo chwaliły. Choć pod spodem to z grubsza to samo, co Kia, wyglądało na to, że miejsca będzie więcej. Niestety, na polski rynek wersja 7 osobowa dostępna jest tylko z eko-skórą, która w dotyku jest absolutnie paskudna. Jestem pewny, że po 5 latach będzie wyglądać tragicznie, w skromnych 20 stopniach na zewnątrz tyłek i plecy się mi pociły, a po włączeniu wentylacji foteli było za zimno. Po prostu paskudny i śliski materiał w moim odczuciu. A szkoda, bo z zewnątrz samochód przyciągał spojrzenia jak żaden inny i mi się po prostu podobał. Ale niestety wnętrze przesądziło. Wersja 6 osobowa ma w opcji skóry nappa, ale 6 miejsc mnie nie urządza. Po rabatach 280k, ciut taniej niż Kia po lifcie.
Inne marki i modele odpadały w przedbiegach z różnych powodów - x-trail malutki, seata nie można już zamówić w topowej wersji, peugeot za słaby i bez napędu awd, glb niedostępny na testy w wersji 7 osobowej, zaś obsługa w salonie bucowata, GLS, x7 I Q7 za drogie i miały abonamenty na funkcje, co jest skandalem I pluciem klientowi w twarz. Nie mówiąc o tym, że aby dobrać to, co chciałem mieć, to cena była kosmiczna, nawet po rabatach. Tiguan to w sumie to samo co skoda, tylko mniejsze i droższe.
Z głupa, trochę po znajomości, poszliśmy do Volvo. Choć cennik zniechęcał, bo to, co chciałem kosztowało blisko 450k, ale wzięliśmy na jazdę próbną na weekend xc90. I pod każdym względem czuć było w tym samochodzie jakość premium. Prawdziwe drewno, wysokiej jakości skóra, arcywybitne fotele, gdzie człowiek nie położył ręki, tam czuć było po prostu świetną jakość. Prawie wszystkie auta miały dobre wnętrza, ale volvo jako jedyne nie leciało w kulki. Taki Mercedes potrafił mieć chamskie plastiki, Audi trącić wsią. Nie mówiąc o tym, że podstawowe wyposażenie Audi, bmw czy merca to śmiech na sali i jak chcemy dołożyć pare rzeczy, to trza niemało dopłacić. W volvo zaś prawdziwe drewno, wysokiej jakości skóry, dobrej jakości plastiki, wszystko przyjemne i "ciężkie" w dotyku. Był to przedlift I niestety, miał minusy. System infotainment był już mocno przestarzały, ekran 9 cali na tle konkurencji wyglądał po prostu biednie. Środkowy zestaw audio (harman kardon, tej samej marki co w skodzie, gdzie brzmiał dość dobrze) był poprawny, choć nie wybitny. Ale cała reszta przebijała konkurencję. Komfort podróży na zupełnie innym poziomie. Niemniej, cena i te parę minusów przeważyło, uznałem że nie warto dopłacać. Oddałem więc auto i co się okazało na miejscu - w ciągu dwóch tygodni miał być prezentowany lifting. Lifting ten miał dać większy ekran, nowy system inforozrywki, parę innych usprawnień. Idąc dalej, cena. Na auto w mojej konfiguracji dostanę rabat, który sprawia, że różnica względem sorento to nie 150 tysięcy, a jakieś 40. I w tej cenie dostanę już polifta, niezależnie od tego, o ile podniesie się jego cena. Warunek - wpłata zadatku, który zostanie mi zwrócony, jeśli zmienię zdanie.
Jako że nic nie miałem do stracenia, postanowiłem zamówić i wpłacić zadatek. Najwyżej zrezygnuję i wezmę sorento. Przyszła premiera polifta xc90, część problemów które mnie denerwowały znikła, samo auto wybitnie mi się podobało. Potem mnie targetowały filmiki z crash testów volvo, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że szwedzka stal robi robotę w rodzinnym aucie. W międzyczasie jeszcze miałem możliwość przetestowania systemu audio bowers&wilkins w tym aucie i zrozumiałem, czemu ludzie w testach mówią, zeby pomimo wysokiej ceny go dokupić. Po prostu rewelacja, jakość dźwięku nie do opisania.
I tak mijały miesiące, pojawiały się testy polifta, wszyscy w sumie zadowoleni. Nic lepszego się nie pojawiło na horyzoncie 7 osobowych aut, pomimo agresywnej ekspansji chińczyków, a ja odliczałem dni do odbioru samochodu.
I w końcu - stało się. Jestem bardzo szczęśliwy i głęboko wierzę, że podjąłem dobrą decyzję. 5 lat gwarancji daje mi spokój i pewność, jakość wykonania i użyte materiały obiecują trwałość, a poziom bezpieczeństwa uspokaja rodzicielskie sumienie.
#motoryzacja #volvo #chwalesie

Zaloguj się aby komentować
Praca nad sobą.
Start 101.3 kg (15/07/24)
Obecnie 88.2 kg
Cel: 83 kg.
Zbliża się siódmy miesiąc diety. Dbanie o siebie zatoczyło szersze kręgi. Od września nie palę, od 6 stycznia też zero alkoholu. Obecnie bardzo dużo pracy, wyzwań i rzeczy do ogarnięcia.
W międzyczasie, jeszcze przed świętami robiłem badania. Absolutnie wszystkie wyniki krwi w normie, lekkie stłuszczenie wątroby które miałem, znika wraz z ubywajacymi kilogramami; palenie nie zostawiło po sobie żadnych przykrych niespodzianek w płucach.
Ciśnienie krwi z 140/98 spadło do 125/83. Poranki są dużo łatwiejsze, lepsza jakość snu, ale i tak dzieciaki dają popalić i wyspać się na ogół nie da, do tego plecy czasem bolą. Kiedyś przyjdzie czas na basen i więcej ruchu.
#pracanadsoba
#dieta #odchudzanie #chudnijzhejto
Zaloguj się aby komentować
Po kilku dniach słońca już człowiek zaczął myśleć o wiośnie, a dziś z rana znów szaruga i na ziemi lodo-śnieg
Zimo wypierdalaj!
#zimowypierdalaj
Zaloguj się aby komentować
Tomki i Kasie,
Niebawem odbieram nowy samochód i mam opcję na zabezpieczenie lakieru w (powiedzmy) preferencyjnych cenach.
Podobno w dzisiejszych czasach lakiery rysują się od samego patrzenia, co kontrastuje mi trochę z lakierem na obecnym samochodzie, który pomimo bycia 15 letnią klasą premium (xD) dalej prezentuje się naprawdę dobrze.
No i tu się zastanawiam nad wyborem powłoki ceramicznej lub folii, bądź niczego.
Pierwsza opcja wraz z impregnacją wnętrza (prawdziwe skóry) to koszt 2,500 zł w salonie.
Opcja numero drugo to folia + jakaś cudowna ceramika w studiu detalingowym za ok 9,000 zł.
Jest jeszcze opcja samej folii, ale tu musiałbym szukać na własną rękę.
O ile poczytałem w internecie czym się te opcje różnią, jestem ciekaw opinii samych użytkowników, którzy zdecydowali się na któryś (lub żaden) z takich zabiegów. Rzetelne opinie ciężko znaleźć w dobie sponsorowanych czy generowanych przez AI artykułów i ocen, stąd też liczę na Wasze zdanie.
Niby przy cenie zakupu auta takie powłoki to niewielki koszt, ale jednak nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto, albo płacić za niepotrzebne rzeczy, bo taka jest moda (napisał kupując nowy samochód xD)
#motoryzacja #samochody #ankieta
Wydaje mi się, że ważniejsze jest zabezpieczenie podwozia. Właśnie z powodu tego, że podwozia nie widać jest ono pozbawiane zabezpieczeń przez producentów. A podwozie obrywa zdecydowanie bardziej niż karoseria. Oczywiście rady typu "opierdol .... "tu wpisz dowolne słowo, nie są czymś mądrym. W tym zakresie mogę fachowo doradzić jeśli będziesz zainteresowany, natomiast lepiej wówczas porozmawiać o tym przez priv.
Zaloguj się aby komentować
Eh, złotówka względem euro notuje historyczne rekordy, a ja musze wymienić w najbliższym czasie 5k EUR na PLN.
Jako że wakacje spędzam na ogół w południowej europie, to uznałem, że i tak to prędzej czy później wydam, ulokowalem wiec trochę wolnej gotówki po kursie w okolicy 4.35.
W myśl chłopskiego rozumu, który powiedział, że u nas inflacja jest wyższa niż w strefie euro, to złoty będzie tracił na wartości względem euro, wydawało mi się to bezpieczną przystanią ( ͡° ͜ʖ ͡°)
I tak se czekam już od miesiąca żeby chociaż odbiło na 4.30, a dziś rano kurs przebił 4.19 xD
I tak przychód z 5k PLN, ktore z głupa wrzuciłem w zeszłym roku na ETF nasladujacy sp500 zostanie zjedzony przez stratę na walutach. Ma się ten łeb do interesów.
#zalesie #gielda #oszczedzanie
@Rafau ten ETF kupiony za euro? Bo to nie ma znaczenia: https://inwestomat.eu/waluta-notowan-funduszu-etf-nie-ma-zadnego-znaczenia/
Zaloguj się aby komentować
Obejrzałem ostatni odcinek Grand Tour i powiem Wam, że mimo wszystko się cieszę, że to już koniec. Kiedy zwolnili Clarksona z BBC wiedziałem, że wrócą. Teraz jednak wiem, że to koniec i to rozumiem. Starzy są, nie mają tyle siły, co kiedyś, nie mówiąc o tym, że trochę poszli w innych kierunkach i robią swoje rzeczy. Odniosłem wrażenie już parę speciali temu, że mają powoli dosyć tych niewygód związanych z podróżą, że momentami bardzo ich to męczy. Mimo to oczywiście zawsze dowozili kawał świetnego show, tu nie ma wątpliwości. Ale robić coś na siłę, to nie to samo, co robić coś, co dyktuje serce.
Tym samym wiem, że do końca życia będę sobie co jakiś czas oglądał stare odcinki Top Geara, czy Grand Tour, burcząc pod siwym wąsem, że kiedyś to było, ale mimo to nie chciałbym, żeby narobili odcinków więcej, na siłę, do porzygu. Fajnie się ogląda farmę klarksona, fajnie zobaczyć Maya na jutubie roastującego auta ekipy Donut i po prostu cieszy mnie, że zeszli ze sceny niepokonani.
Kanały na jutubie wypełniły fajnie lukę, dużo zawartości jest mocno inspirowana TG, gdyż to właśnie oni pokazali ze da się zrobić program o autach, który będzie ciekawy także dla osób średnio tematem zainteresowanych; pokazali jak robić porywające ujęcia z jazdy nawet przeciętnym samochodem; jak przelać na ekran nieuchwytną duszę pojazdu, jeżeli taką posiada; w końcu udowodnili, że charyzma i poczucie humoru przyciągną do ekranu, niezależnie od tego, co na nim jest.
I oczywiście żaden kanał na YT nigdy nie będzie tak dobry jak stary top gear, ale... mają do czego aspirować. Ta myśl mnie uspokaja i daje nadzieję. Ta, oraz druga - że nie będzie gadania, hurr durr, na starość to May, Hammond I Clarkson to już na siłę wszystko robili, już się dawno skończyli.
Legenda będzie trwać, na długo po tym, jak już ich z nami nie będzie.
#topgear #thegrandtour #motoryzacja

Elegancko to zakończyli. Ten odcinek to było "greatest hits" - przeróbka na pociąg, pływanie na barkach, afrykański tuning, coś tam jeszcze wymieniłem po obejrzeniu
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
Kolejne tygodnie diety mijają, a kilogramów wciąż ubywa.
Start 101.3kg
Obecnie 93.0kg
Jeszcze 10kg do zrzucenia do wagi idealnej dla mojego wzrostu 183cm, a więc 83kg.
Wynik ten zawdzięczam przede wszystkim diecie pudełkowej. Dzięki temu liczenie kalorii każdego dnia jest stosunkowo proste. Plus do tego jakieś spacery, zabawy ze starszą córką, noszenie młodszej do snu itd.
Na sport nie ma czasu, ani sił, bo jednak dzieciaczki potrafią dać w kość.
Dość szybko udało mi się zejść w okolice 95, potem redukcja trochę zwolniła, ale i mi się zdarzyły jakieś imprezki, wyjścia w tygodniu na piwko, gdzie przekraczałem swój dzienny cel kaloryczny 2300.
Niemniej jestem zadowolony z rezultatów jak na razie i sukcesywnie schodzi waga w dół.
#dieta #odchudzanie #chudnijzhejto
Zaloguj się aby komentować
Sainz podpisał kontrakt z Williamsem.
Szkoda mi chłopa w opór
#f1 #motoryzacja #formula1
Zaloguj się aby komentować
Trzeci tydzień na diecie pudełkowej (z wyjątkiem weekendów) dobiega końca. Progres jest, ale niestety nie tak spektakularny, jak myślałem xD z drugiej strony oczekiwać, że bebzon chodowany przez 10 lat zniknie w miesiąc byłoby nierozsądne.
Start z 101.3, obecnie 97.7, co daje jakiś kilogram na tydzień. Not great, not terrible. W weekend postaram się bardziej przyłożyć i próbować policzyć kalorie, celując w 2300/dzień.
Za mną parę spotkań rodzinnych gdzie nie dane mi było cieszyć się pizzą czy kilkoma kawałkami sernika xD
#dieta #odchudzanie #chudnijzhejto
Zaloguj się aby komentować

Tl;dw: Okazuje się, że w jednokomorowych organizmach, jakimi są np. bakterie, znaleźć możemy coś na kształt silnika z "przekładnią biegów", które umożliwiają organizmom poruszanie się w dwóch kierunkach - w zależności od bodźców docierających z zewnątrz.
Dzięki zdjęciom wykonanym...