Mój powrót do opowieści o Jakubie Wędrowyczu po kilkunastu latach przerwy. I chociaż nie bawił już tak jak za bardziej szczenięcych lat to mimo wszystko przy czytaniu bawiłem się dobrze. Autor ma umiejętność lekkiego prowadzenia narracji dzięki czemu nie męczymy się przy czytaniu. Humor z gatunku Disco-polo a żartu kręcą się generalnie koło jednego tematu, ale chyba każdy kto kiedykolwiek słyszał o tej serii wie czego się spodziewać.
Pomimo tego, że dosyć przaśny to ja ostatecznie nawet lubię ten swojski klimat, więc nie zamierzam narzekać, że to lektura urągająca mojej inteligencji.
Do poczytania w celach ściśle relaksacyjnych się nadaje.
Sprzedaję rzecz na OLX - nowa, prezent który nie siadł mojej różowej. Przedmiot wzbudził spore zainteresowanie, bo okazuje się, że popularny w pewnych potęgach a wystawiłem za pół ceny sklepowej. Już po 5 minutach dostałem 2 wiadomości które OLX z automatu zablokował że względu na rzekomo podejrzaną aktywność kont. Na następny dzień ktoś wykupił z przesyłką OLX- żadnej wiadomości, nic. Czy na tym etapie jest jeszcze jakieś ryzyko przekrętu? (Zapłacone poprzez OLX, przesyłką z OLX czyli gościu już zapłacił, ja dostałem kod nadania i po odebraniu przesyłki jeżeli odbiorca nie zgłosi żadnych uwag w ciągu 24 h OLX przelewa mi pieniądze). Czy nie robią czasami tak, że zgłaszają OLX, że wysłałem im np. worek siana, OLX zwraca mu hajs a on zostaje z przedmiotem? Jak się przed tym zabezpieczyć? Nagrać filmik z pakowania i wysyłania?
Wlasnie opisales idealna sprzedaz, zero zawracania d⁎⁎y, hajs juz czeka w depo na odblokowanie, poprostu zrob zdjecie czy tam filmik z pakowania dla swietego spokoju, i wysylaj
Kiedy mówisz partnerce, że dzisiaj międzynarodowy dzień seksu i może by poświętować, a ona na to, że jest zmęczona, ma kupę prania po urlopie do ogarnięcia i dzieciaki już ją wyczerpały a w ogóle k⁎⁎wa to z jakiej to racji ty piwo znowu otwierasz, już trzeci tydzień jej obiecujesz, że zajmiesz się tym je⁎⁎⁎ym sznurkiem od rolety w sypialni.
Tytuł: Rozejrzyj się! Fascynujący świat polskiej przyrody
Autor: Dariusz Dziektarz
Kategoria: Popularnonaukowa
Wydawnictwo: Powergraph Sp. z o. o.
Format: książka papierowa
ISBN: 9788367845366
Liczba stron: 530
Ocena: 8/10
Bardzo przyjemna książka z której możemy dowiedzieć się o całej masie ciekawostek dotyczących naszej rodzimej przyrody. Okazuje się, że wcale nie trzeba wyjeżdżać w tropiki, żeby spotkać zwierzęta potrafiące naśladować język ludzi, korzystać z wyrafinowanego podstępu albo zamieniać swoje ofiary w poslusze im zombie. Książka jest bardzo bogato ilustrowana - w zasadzie na każdej stronie znajdziemy przynajmniej jedno zdjęcie, rysunek lub rycinę. Same tematy poruszane w poszczególnych rozdziałach są rozwinięte w sam raz - na tyle zwięźle, żeby nie zamęczyć laika naukowymi szczegółami ale także na tyle dogłębnie, żebyśmy nie mieli wrażenia, że tylko "liznęliśmy" temat do wierzchu.
Jedyny zarzut jaki mam do książki to ten, że koncentruje się ona głównie na bezkręgowcach - 80 % treści dotyczy właśnie ich, ale tutaj mamy pole dla autora do poprawienia tego w kontynuacji na którą bardzo liczę!
@Kuba0788 Jak przeklejasz post ze stronki bookmetera, to pisząc post tutaj, dodajesz okładkę jako plik (ikonka z aparatem) albo wklejasz obrazek ze schowka.
Masz też około 1h na edycję posta, po tym czasie w edycji może pomóc tylko moderator.
Tytuł: Psychologia wpływu. 10 cech które pomogą ci oddziaływać na ludzi.
Autor: Brian Tracy
Kategoria: Literatura rozwojowa
Wydawnictwo: MT Biznes
Format: książka papierowa
ISBN: 9788363944223
Liczba stron: 152
Ocena: 4/10
Okazuje się, że jak piszesz dużo opinii na Lubimyczytać.pl to po pewnym czasie może odezwać się do ciebie miła pani z propozycją współpracy recenzenckiej polegającej na tym, że wysyłają ci za darmo jakąś książkę, a ty musisz tylko w ciągu miesiąca od odbioru wystawić jej opinię. W myśl zasady, że "za darmo to i sól słodka" połasiłem się na książkę zaproponowaną przez Panią z wydawnictwa i cytując wieszcza Stonogę - "Nie warto było k*rwa, nie warto..."
Tytuł ten w zamierzeniu ma opisywać cechy osób mających duży wpływ na otoczenie. Jednak gdy już dochodzi do wymieniana oraz opisywania ww. cech to autor często zbacza z tematu, raczy historiami które są dosyć naiwne oraz częstuje nas hipotetycznymi dialogami które są delikatnie mówiąc sztywne. Konkretnych i przydatnych w moim mniemaniu wskazówek mamy tutaj tyle co na lekarstwo, za to znajdziemy tutaj takie rady jak "postanów, że od dzisiaj będziesz jadł zdrowo", czy "wybacz wszystkim ludziom do których żywisz urazę" - niby sensowne ale każdy rozsądny człowiek wie ile takie rady są warte. Do tego autor momentami zbacza w kierunku jakichś dziwnych metafizycznych teorii co w takich książkach moim zdaniem nie powinno mieć miejsca.
Z pozytywów to generalnie ogólną hierarchię wartości autor ma moim zdaniem dobrze poukładaną, no i sama książka jest krótka przez co nie męczy jakoś specjalnie.
Generalnie moim zdaniem można znaleźć dużo bardziej wartościowe i pomocne książki w podobnej tematyce a jeżeli do tego dodamy cenę która moim zdaniem jest mocno wygórowana jak na tak krótką książeczkę to radzę poszukać jakichś innych tytułów.
Tytuł: Jak wynaleźć wszystko. Cała wiedza ludzkości w jednej książce.
Autor: Ryan North
Kategoria: Popularnonaukowe
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: e-book
ISBN: 9788381691789
Liczba stron: 520
Ocena: 7/10
Książka nie okazała się tym czego po niej oczekiwałem ale to tylko dlatego, że tytuł powinno się odbierać dosłownie. Myślałem, że będzie to bardziej książka historyczna odpowiadającą o tym w jaki sposób rozwijały się cywilizacje odkrywając kolejne technologie. Tymczasem rzeczywiście jest to żartobliwy poradnik tłumaczący w bardzo uproszczony sposób jak odkrywać kolejne technologie na wypadek jakbyśmy nieoczekiwanie utknęli w przeszłości i musieli odbudowywać wszystko od podstaw.
Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest całkiem ciekawa i czyta się ją przyjemnie - wszelakich ciekawostek można znaleźć w niej sporo dzięki czemu lektura leci szybko. Misz-masz przedstawionych informacji jest trochę dziwny i nietypowy ale nie przeszkadza to mocno. Natomiast rzeczą która momentami mnie irytowała była zbyt duża ilość przypisów które w tym natężeniu wybijają z rytmu czytania.
Każdy kto ma dużą ciekawość świata i lubi książki popularnonaukowe na tematy wszelakie powinien być z tej książki zadowolony.
Po raz pierwszy miałem możliwość poznania Lema z tej strony - to jest w powieści z założenia przede wszystkim humorystycznej. Historia opowiada o kongresie futurologicznym obserwowanym z perspektywy jednego z jego uczestników - Ijona Tichy'ego . Wydarzenia jednak szybko wymykają się spod kontroli w wyniku czego mamy do czynienia z serią nieprzewidywalnych i absurdalnych wydarzeń.
Książkę opisałbym jako miks klasycznego Lema z Monty Pythonem. Kolejne sytuacje z którymi mamy do czynienia są m są coraz bardziej absurdalne i zaskakujące a jednocześnie nie brakuje przy tym charakterystycznych dla Lema rozważań. Dowiedziałem się nawet, że pewne tematy Stanisław Lem poruszał na kilkadziesiąt lat przed braćmi (siostrami?) Wachowskimi. Jednym z głównych smaczków książki jest wręcz od nowa wymyślona na potrzeby tej powieści przez Lema polszczyzna - by się przekonać o co konkretnie chodzi najlepiej samemu się zapoznać z tym tytułem bo zdecydowanie warto!
Historia przedstawiona w książce opowiada o próbie rozszyfrowania sygnału z kosmosu wskazującego na pochodzącego od innej cywilizacji przypadkowo odebranego przez naukowców. Okazuje się to zadaniem dużo trudniejszym niż mogłoby się wydawać. W tym celu tworzy się zespół naukowców godnych "Projektu Manhattan" ale pomimo tego wydarcie z sygnału chociaż strzępka informacji kosztuje mnóstwo czasu i energii. Jednak nawet te drobiny uzyskanych informacji skutkują następstwami o potencjalnie ogromnych rozmiarach.
Historię poznajemy z wspomnień pisanych przez genialnego matematyka będącego jedną z wiodących postaci biorących udział w projekcie "Master Voice" - w związku z czym mamy tutaj do czynienia z bardzo dużą ilością przemyśleń i rozważań, dialogów natomiast tutaj jak na lekarstwo. Główny bohater opisuje także całą paletę innych naukowców biorących udział w projekcie z których każdy jest zupełnie inną a jednocześnie ciekawą osobistością.
Nie jest to lektura lekka - wymaga dużej uwagi przy czytaniu ale jest jednocześnie na tyle ciekawa i wciągająca, że wejście w stan odpowiedniego skupienia nie jest aż tak trudne. Mamy tutaj do czynienia z najlepszym kunsztem Lema i każdy kto zna i lubi jego twórczość na pewno się nie zawiedzie.
Stoję w kolejce do rentgenu. Atmosfera gęsta bo zawiesił się system i od pół godziny nikt nie wszedł. W pewnym momencie ruszyło. Jakaś chytra baba wykorzystała zamieszanie i wjebała się przed kolejką. Temperatura zbliża się do punktu wrzenia. Ludzie zaczynają się przekrzykiwać po czym w pewnym momencie.....
.... wszyscy gremialnie dochodzą do wniosku, że trzeba postawić lekarzy do pionu, żeby wyczytywali wg kolejki z rejestracji bo porządek musi być. Tak zrobiono i wszystko poszło jak z płatka.
Potem jeszcze jak wróciłem z prześwietlenia z powrotem do ortopedy i spytałem się kto ostatni w kolejce to znowu wszyscy powiedzieli, że jak wracam że zdjęciem to wchodzę przed nimi bo ja już się naczekałem.
"Dodatkowa", czwarta część kultowej już "Sagi o przyszłości Ziemi" napisana przez Baoshu początkowo jako fanfic ale ostatecznie pobłogosławiona przez samego Cixin Liu i włączona do kanonu.
Objętościowo znacznie mniejsza niż poprzednie części. Książkę można podzielić na dwa fragmenty - pierwszy opowiada o wydarzeniach z końcówki trzeciej części ale z perspektywy innych postaci, drugi to jest dalszy ciąg historii gdzie wydarzenia mają już doprawdy kosmiczną skalę.
Ogólnie to czuć, że autor nie ma tego samego kunsztu co Cixin Liu, mało tu też jest charakterystycznych dla poprzednich części rozkmin z pogranicza kosmologii, fizyki i filozofii. Ale ostatecznie były fragmenty, gdzie bawiłem się naprawdę nieźle, np. gdy trochę bliżej poznajemy inne kosmiczną cywilizacje które w poprzednich częściach już się epizodycznie przewinęły.
Jeżeli ktoś jest fanem serii i będzie miał odpowiednie nastawienie, tj. takie które uwzględnia, że nie jest to książka napisana przez autora"podstawowej" trylogii to można przeczytać - zwłaszcza, że jest to książka dosyć krótka i czyta się szybko.
Długo zabierałem się do tej książki. Generalnie byłem w stosunku do niej mocno sceptyczny, ale kumpel polecał i zaoferował pożyczenie więc ostatecznie zdecydowałem się na spróbowanie tej pozycji mającej chyba status kultowej w środowisku coachingowym i samorozwojowym.
Książka jest długa - prawie 700 stron napisanych drobnych druczkiem. Mam taki swój prywatny wskaźnik wartości książek z tego gatunku - jest nim objętość fragmentów jakie sobie zaznaczam zakreślaczami w razie czego jakbym chciał do książki wrócić po co bardziej wartościowe treści. No i w tej książce pomimo objętości, gdyby była moim egzemplarzem to i tak zaznaczył bym w niej stosunkowo niewiele ( ale uczciwie trzeba przyznać, że coś by się znalazło).
Objętość książki wynika z tego, że autor zawarł w niej sporo technik ( z których kilka jest nawet oznaczonych symbolem "TM"!) do których często doczepia historie albo spotykanych przez siebie ludzi, albo ogólnie znanych osobistości (ciekawostka - w książce często wspominany jest Lech Wałęsa). Niestety techniki często są mało konkretne, niepraktyczne do wprowadzenia oraz zazwyczaj poparte tylko obserwacjami autora a nie badaniami. Same historie natomiast które im towarzyszą często sprawiają wrażenie naciągniętych czy też nawet wymyślonych. Do tego wszystkiego irytujący jest często widoczny narcyzm autora.
Niemniej jednak nie można odmówić mu, że ma jakąś wrodzoną intuicję bo parę fragmentów trafiło do mnie na tyle, że gdyby to był mój egzemplarz to bym je zaznaczył. Zdarzały się także momenty w których autor miał spostrzeżenia podobne do takich, które czytałem w później wydanych książkach zdecydowanie bardziej opartych na badaniach - więc jakieś tam naturalne wyczucie tematu posiada, ale problem tkwi w tym, że polega głównie na tym.
Generalnie jeżeli ktoś by się mnie pytał, czy polecam tę książkę to próbowałbym przekonać do kilku nowszych pozycji które nie są takie duże objętościowo a przy tym niosą zdecydowanie więcej przydatnej treści. Można przeczytać ewentualnie jak ktoś jest ciekawy co można znaleźć w klasycznej pozycji literatury rozwojowej sprzed 30 lat, ale trzeba przygotować się na długą lekturę.
@Kuba0788 znając życie, mama Sławosza pewnie mówi swojej koleżance "A mój Sławek to by sobie wreszcie normalną pracę znalazł, a nie tylko by po jakichś kosmosach latał!"
Zakończenie trylogii utrzymujące zarówno poziom jak i charakter oraz formę poprzednich części. Mamy tu więc te same mocne jak i słabe strony jakie miały "Do światła" oraz "W mrok".
Tak więc w mojej opinii książka jest świetnym materiałem na dobry film akcji - taki fajny, ze Shwarzenegerem albo Stathamem ze swoich najbardziej ikonicznych ról. Autor ma umiejętność opisywania dynamicznych scen w taki sposób, że "widzimy je w naszej głowie" dokładnie w taki sposób w jaki powinniśmy je widzieć. Jest to mocna strona tej serii i rzadko kiedy miałem do czynienia z książkami w których sceny akcji są opisane jednocześnie tak przejrzyście i barwnie.
Po drugie wspomnianej wyżej akcji jest bardzo dużo więc książkę czyta się bardzo gładko i strony znikają szybko - dłużyzny i nudy jest tutaj mało
Po trzecie - bohaterów da się lubić i z nimi związać - podczas lektury kibicujemy im, żeby udało im się osiągnąć swój cel, martwimy się ich problemami.
A teraz słabsze strony:
Po czwarte - pomimo tego, że bohaterów da się lubić to są to postacie mocno sztampowe i czarno-białe, brakuje tu finezji w tworzeniu jakichś głębszych profili charakterologicznych.
Po piąte - fabuła jest mało złożona - w zasadzie polega ona na przechodzeniu od jednej sceny akcji do drugiej które są poprzeplatane z reguły mało znaczącymi dialogami pomiędzy głównymi bohaterami. Zdarzają się też mało przekonujące zbiegi okoliczności mające za zadanie popchnąć fabułę ku zaplanowanemu finałowi.
Po szóste - brakuje tutaj szarości i niejednoznaczności moralnej charakterystycznej dla serii Metro 2033 - dylematów moralnych jest tu niewiele.
Reasumując - jeżeli ktoś szuka fajnego akcyjniaka w klimacie post-apo to na pewno będzie zadowolony. Jeżeli ktoś szuka czegoś bardziej w stylu trylogii Głukhowskiego to może jednak czuć się zawiedziony.
Ja ostatecznie całej serii wystawiam lekko naciągana "siódemkę" bo pomimo tego, że liczyłem na więcej wyżej wspomnianej szarości to mimo wszystko przy lekturze bawiłem się dobrze.
Fajny pomysł i całkiem estetyczna realizacja. Niestety trochę niewykorzystany potencjał. Zagadki są robione na jedno kopyto i poza zwiększanym poziomem trudności oraz wprowadzaniem nowych dowodów rzeczowych które ostatecznie i tak są wykorzystywane sporadycznie nie ma tu zbyt wiele urozmaiceń.
Wprawdzie jest tu jakaś fabuła ale jest ona bardziej pretekstem dla kolejnych zagadek nic jakąś sensowną historią. W książce jest też sporo humoru, specyficznego, czasem nawet śmiesznego. Jak człowiek podchodzi do tej książki jak do sudoku albo krzyżówek to w sumie bawi się całkiem fajnie.
Reasumując - pomysł fajny ale potencjał nie rozwinięty. Jakby podejść do tego bardziej kreatywnie i wprowadzić więcej urozmaiceń to mogłaby być z tego naprawdę świetna pozycja z łamigłówkami.
@Kuba0788 rozwiazaniem problemu "wszystko na jedno kopyto" byloby kilku autorów, najlepiej ze 20, wtedy ma to sens, to tak jak z poczuciem humoru, u kazdego jest inaczej.
Tytuł: Kiedy ciało mówi nie. Koszty ukrytego stresu.
Autor: Gabor Mate
Kategoria: Poradnik
Format: e-book
Liczba stron: 352
Ocena: 5/10
Na początek wspomnę o tym jak do tego doszło, że sięgnąłem po tę książkę. Otóż na wskutek przeładowania zobowiązaniami wynikającego ze złapania przypadłości nazywanej "dorosłością" nadmiar stresu spowodował u mnie najprawdopodobniej jakąś nerwicę. A że mam tak, że jak dopadnie mnie tego typu problem to w pierwszej kolejności próbuje go rozwiązać samodzielnie to bez większego zastanowienia sięgnąłem po ten tytuł. I nie wiem czy to przypadkiem nie był błąd....
Otóż po pierwsze przez pierwsze 90% książki dowiedziałem się, że przewlekły stres którego przypuszczalnie jestem ofiarą może skutkować stwardnieniem rozsianym, depresja, astma, reumatoidalnym zapaleniem stawów, dosyć pokaźną grupą nowotworów oraz jeszcze kilkoma innymi "atrakcjami". Chyba nie muszę wspominać, że taka perspektywa niekoniecznie kojąco wpłynęła ma moja nerwicę. Przy czym mam wrażenie, że sporo teorii zawartych w książce zostało naciągniętych przez autora tak, żeby pasowało do ogólnej tezy książki. Wprawdzie lista przypisów na końcu jest dosyć bogata ale jednak mimo wszystko autor swoje twierdzenia często opera głównie na jakichś swoich doświadczeniach z pojedynczym pacjentem. Oczywiście w tym momencie muszę uczciwie przyznać, że to tylko moje subiektywne odczucie oraz w tym temacie jestem totalnym laikiem. Nie mam też wątpliwości co do tego, że chroniczny stres jest wyniszczający dla organizmu, wątpię jednak by jego wpływ był aż tak głęboki jak sugeruje to autor bo wtedy chyba każdy kto żyje w ciągłym napięciu bądź ma nieprzepracowany traumy z dzieciństwa pewniej z trudnością dociągnąć do 50-ki.
Drugi problem jaki mam z tą książką to ostatnie 10 % książki z zasadami jakich należy się trzymać, żeby sobie z tym problemem poradzić - jest to część bardzo krótka, ogólnikowa i brakuje w niej chociażby jakichś konkretnych przykładów/ćwiczeń/metod ułatwiających wprowadzanie tych metod w życie.
Reasumując - jeżeli jesteś w ciągłym stresie i chcesz sięgnąć po tę książkę, żeby sobie pomóc to dowiesz się, że przez ten stres dostaniesz raka, wrzodów, RZS i parchy na stopach więc lepiej przestań się stresować.
Nie zgodzę się. Np. takie "Atomowe nawyki" które mają wysoką ocenę na Lubimy czytać uważam za świetną książkę która każdemu może wnieść do życia coś pozytywnego. Przychodzi mi do głowy jeszcze " Wy wszyscy moi ja" która też jest moim zdaniem pożyteczna pozycja. Ale książka powyżej to jednak porażka - głównie dlatego, że brakuje w niej jakichś praktycznych porad których w tych dwóch wspomnianych książkach było dużo, w szczególności w Atomowych Nawykach.
Mam taką swoją teorię, że język fiński nie istnieje i Finowie po prostu jak widzą, że słucha ich jakiś obcokrajowiec to dla beki wymyślają jakieś losowe słowa tak jak to robią czasami małe dzieci kiedy nagle zaczynają mówić w "tajnym języku" który właśnie sobie wymyśliły. A gdy nikt nie patrzy to normalnie gadają ze sobą w jakimś ludzkim języku, prawdopodobnie angielskim (to by też tłumaczyło dlaczego u nich jest taka dobra znajomość tego języka).
@Kuba0788 Piłem z Finami. Mieli uwielbienie dla tanich win. Jak mówili niezrozumiale, to trudno było wyczuć, czy z powodu powrotu do tajnego narzecza czy z powodu działania siarki.
Dzieciaki na Mikołajki dostały po robocie sterowanym na pilot, każdy taki sam, żeby nie było awantury. Najpierw uruchomiliśmy jednego i działa, problem pojawił się gdy uruchamiałem drugiego. Otóż w tej chwili pierwszym robotem bawił się akurat jeden z dzieciaków i ten drugi robot chwilę po włączeniu zareagował na pilot tego pierwszego - tak że jednym pilotem można sterować dwa roboty naraz. Doszło chyba do jakiegoś automatycznego sparowania robotów z pilotem bo drugi robot na drugi pilot już nie reaguje (pomimo, że przy używaniu przycisków dioda miga tak jak na pierwszym pilocie, więc zakładam, że działa). Próbowałem uruchomić wszystko raz jeszcze, próbowałem wyciągania baterii, szukałem jakiegoś przycisku reset ale nie znalazłem. Generalnie lipa bo jeden pilot steruje oboma robotami więc oczywiście kroi się awantura.
Macie jakieś pomysły czy można coś jeszcze z tym zrobić?
Szukam pomysłu na weekendowy samotny wypad trekkingowy.
Sytuacja wygląda tak, że dzieciaki podrosły już na tyle, że w końcu udało mi się wynegocjować wypad na weekend w celu poszwędania się gdzieś z plecakiem. Założenie jest takie, że w któryś piątek w październiku prosto z pracy jadę do docelowego bazy wypadowej. Cała sobota na jakimś szlaku, oraz niedziela tak, żebym zdołał wrócić do domu do Warszawy powiedzmy około 22-23. No i szukam gdzie tu najlepiej się wybrać w październiku - myślałem o jakichś gor górach z którymi doświadczenie narazie mam symboliczne ale raczej nie ma opcji, żeby gdzieś z Warszawy dojechać w te maks 4 h. Pomysły mam narazie takie:
- Ojcowski PN
- Świętokrzyski PN
- Poleski PN
- Roztocze
- Białowieski PN
- Narwiański PN
Przy czym ze względu na atrakcyjność dla dzieci i stosunkowo nieduże odległości zastanawiam się czy Ojcowski i Góry Świętokrzyskie nie zostawić sobie "do odkrycia" razem z dzieciakami.
Co byście polecili z miejsc do 4 h drogi od Warszawy? Jak widzicie szukam po parkach narodowych bo nie jestem za bardzo zorientowany w tego typu miejscach - może ktoś poleci jakąś perełkę która nie jest PN.
Generalne założenia:
- do 4 h samochodem od Warszawy,
- interesuje mnie ładna przyroda, spokój, szum drzew itd.
- możliwość znalezienia jakiegokolwiek noclegu z którego od razu można wyjść w trasę,
- wypad planuje spędzić cały na nogach - do bazy zamierzam wrócić tylko na noc,
@Kuba0788 ja od siebie polecam cokolwiek w Beskidzie Sądeckim, ze szczególnym wskazaniem na Piwniczną, Muszynę i Krynicę bądź w Pieninach, ze szczególnym wskazaniem na Szczawnicę, ale w żadne z tych miejsc nie dojedziesz poniżej 4h
@Kuba0788 Uważaj abyś na starcie nie wyszedł w ich oczach za tyrana poganiacza : )
Najpierw spróbuj jakieś małe krótkie przygotowawcze odcinki.
W weekendy spróbuj wyrwać urwisów do Puszczy Kampinowskiej i do Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Też ładnie, a i na miejscu!
Jestem pewien że w pobliżu wawy znajdzie się masa pięknych pagórkowatych lasów, nie ma co się pchać na siłę w "super turystyczne" regiony z folderów turystycznych. Czasem niepozorny las da więcej radości niż nie jeden górski szlak
Padłem ofiarą jakiegoś włamu/wyłudzenia danych czy jak to nazwać. Otóż nagle na prywatny numer telefonu (w telefonie mam dwie karty SIM - prywatną i służbową) zaczęły mi wpływać dziesiątki smsów i połączeń z obcych dla mnie numerów wskazujących na to, że ktoś do nich dzwonił z mojego numeru prywatnego. Jak wyłączyłem prywatną kartę SIM i włączona zostaje tylko służbowa to telefon się uspokaja i wszystko jest ok. Wygląda to jak spoofing, tj. jakby ktoś podszywał się pod mój numer dzwoniąc do setek ludzi i część z nich do mnie teraz oddzwania. Pierwsze co zrobiłem to poblokowałem wszystkie transakcje elektroniczne w bankach w których miałem weryfikację logowania pod ten numer. Potem zadzwoniłem na infolinię operatora - powiedzieli, że jedyne co mogę zrobić to wysłać maila z prośbą o biling, żeby stwierdzić, czy to rzeczywiście wychodzi z mojego numeru czy jednak tak jak podejrzewam ktoś się jednak tylko podszywa, więcej nie mogą zrobić za bardzo. W związku z tym, że mam numer na kartę (z akurat pustym kontem dostatnio) to nikt mi i tak rachunków nie narobi.
Jak włączam teraz tą kartę SIM to znowu dostaje dziesiątki połączeń i smsów.
Co jeszcze powinienem zrobić w takiej sytuacji? Zgłosić na policję, że ktoś się podszywa pod moj numer, żeby w razie czego mieć podkładkę jakby ktoś coś wyłudził podszywając się pod mój numer telefonu?