Donoszę, że w Dino są za⁎⁎⁎⁎ste bazie. Duże, puchate, jeszcze świeże więc na pewno się ukorzenią - można sobie posadzić w ogródku lub na działeczce.
Dla początkujących - wystarczy wstawić do wody i zaczną puszczać korzenie.
Link do wpisu o posadzonych baziach z zeszłego roku:
https://www.hejto.pl/wpis/bazie-kotki-na-razie-malo-bo-posadzone-rok-temu-na-wiosne-jedna-odmiana-rozowa-m
Jak lubię Dino, tak przykro mi to mówić - sadzonki drzewek owocowych są fatalne. Dziś wykopałam dwa drzewka posadzone w zeszłym roku. Wykopałam to brzmi dumnie, pewnie bym je wyciągnęła gołymi rękami. Praktycznie nie ma w nich korzenia, tak jak kupiłam w zeszłym roku - taki spróchniały korzeń wyciągnęłam, smutne kawałki długości palców u rąk. O dziwo jeszcze były żywe, jakoś cały rok przepękały ale już dychawiczne, widać było, ze nie mają juz siły ruszyć. Szkoda kasy i roboty, szkoda roku przez który inne drzewko mogłoby w tym miejscu ukorzenić się i rosnąć.
Posadziłam na ich miejscu zamówione od jednego typa z allegro, te to przyszły z solidnym korzeniem z mnóstwem małych. Kupowałam u niego w zeszłym roku i sadzonki od niego rosną.
@GazelkaFarelka jakiej armii, jakiej armii, magicznym ołówkiem @Dziwen tworzy, ale na sedesie, w tym czasie to on sobie narysuje ochronę osobistą a nie calą armię.
Ech, kocham vinted. Lniane bluzki za mniej niż cena sensownego t-shirta z bawełny (pod warunkiem, że go ci się uda znaleźć). I za dużo mniej niż poliestrowe szmaty z sieciówek - ostatnio mam wrażenie ze przechodzą sami siebie. Bluzka z najtańszego sztucznego materiału kosztującego w detalu ze 20 zł, szyta w Bangladeszu, w sklepie 150-200 zł, która nierzadko jeszcze w sklepie przewalając się po wieszakach wyglada jak znoszona szmata. A len to len. Nawet używka trzyma fason.
Bazie kotki. Na razie mało, bo posadzone rok temu na wiosnę. Jedna odmiana różowa Mount Aso (kupiona), a drugie ukorzenione z ciętych, kupionych w Dino. Po kwitnienie przytnę, żeby puściło nowe pędy na przyszły rok. Jakoś u mnie w okolicy brak ładnych bazi dziko rosnących.
Wybrałam kilka różnych odmian na spróbowanie - trochę do zjedzenia od razu, żeby popróbować które są dobre (do gotowania, do pieczenia, do placków) a resztę będę sadzić, żeby mieć do zjedzenia i posadzenia na przyszły rok.
Przyszło jeszcze kilka krzaków ognika szkarłatnego (czewonego) - wygląda ładnie a w zimie jest pokarmem dla ptaków. Oraz różową kalinę wonną, która śmierdzi jak tanie kwiatowe perfumy (sadzonka już kwitnie), zastanawiam się teraz gdzie to posadzić żeby mi nie śmierdziało potem w miejscach, w których często przechodzę. Może przy drodze
Kolejny drop książkowy z vinted, pięknie ilustrowany album w języku litewskim. Fun fact - takie kobaltowe (dla mężczyzn: te niebieskie) koraliki nadal są produkowane w Afryce i można je kupić na Etsy albo eBayu.
Zmiany uderzą przede wszystkim w prywatny import na własny użytek - ponieważ duży importerzy, którzy importują większe ilości towarów na raz (powyżej 150 EUR) płacą od zawsze normalne cło. Teraz cło, niezależnie od kwoty, będą płacić wszyscy. W sumie niby fair, bo czemu jedni mają płacić, a inni nie... ale:
Od 1 lipca 2026 wszystkie małe przesyłki spoza UE będą objęte zryczałtowanym cłem 3 EUR, które będzie dotyczyło "każdego elementu paczki".
Weźmy teraz sytuację, gdzie zamawiasz paletę danej pierdoły za 30 000 EUR, stawka celna na ten towar to powiedzmy 10%, uiszczasz i finalnie ten towar masz 10% drożej.
Weźmy teraz sytuację, gdy zamawiasz tylko 1 szt. tej pierdoły za 3 EUR. Stawka celna wynosi zryczałtowane 3 EUR - brawo, w tym momencie zapłaciłeś 100% cła. Taka konstrukcja w zasadzie wymusza kupowanie towarów przez dużych lokalnych pośredników (oczywiście z odpowiednią marżą). Dodatkowo dla mnie niejasne jest, co oznacza "każdy element paczki". Jak kupuję zestaw 10 sztuk zapięć do naszyjników, to do każdej sztuki naliczą mi 3 EUR cła?
Dodatkowo rozwala mnie tłumaczenie, że takie prawo zapobiegnie sprowadzaniu do Europy śmieciowych, niskiej jakości szmat - jakby od dawna już sieciówki nie sprowadzały gówna z poliestru i akrylu szytego w Bangladeszu i nie miały w d⁎⁎ie kwestii recyklingu. Jedyna różnica będzie taka, że ludzie będą bulić dużo więcej za to samo. Sprowdzając samodzielnie z Chin nie robisz konkurencji europejskim producentom - robisz konkurencję dużym sprowadzaczom z Chin.
O ile idea płacenia cła przez wszystkich wydaje mi się słuszna, to pomysł zryczałtowanej kwoty wygląda wyłącznie jak chęć wycięcia prywatnego importu i możliwości kupienia taniej, pomijając pośredników - nie oszukujmy się, wielu gówien w UE po prostu już nikt nie produkuje i produkować nie będzie. A co wy o tym sądzicie?
@GazelkaFarelka jeśli w końcu zrobią porządek w Wólce Kosowskiej, to mogę się przychylić do tego pomysłu.
takie pudrowanie i wyciąganie kasy to pudrowanie problemu, a najbardziej to znowu kolejny haracz dla ludzi, którzy szukają czegoś tańszego. na własny użytek.
Niby to rozumiem, bo Chiny dotują mocno swój eksport, ale... Rzeczy, które ja kupuję, to w Europie trudno jest kupić, a już cenowo, to w ogóle kosmos, jeżeli się trafi.
Trochę się czuję ru⁎⁎⁎ny na kasę, ale to przecież już norma.
Spylam swoje biżu na Vinted, a w zamian kupuję na Vinted książki. Fair deal. Pierwsza wpadła mi w oko i właśnie przyszła jedna, którą kupiłam ze względu na tematykę wikingów oraz autora, którego już jedną książkę mam - "Ruś Wikingów".
Zaczęłam czytać od razu po wyciągnięciu z paczki i powiem wam, ze przeszły mnie ciary po plecach. Książka jest o biżuterii i ozdobach, chociaż ani tytuł, ani okładka tego nie sugerują. Jedni powiedzą, że to zaawansowane podpowiedzi kontekstowe sztucznej inteligencji, inni nazwą to przeznaczeniem.
Mam to specyficzne uczucie, które odczuwa się, oglądając ozdoby w muzealnych gablotach. Poczucie ponadwiekowego piękna i estetyki, więź z ludźmi, którzy je tworzyli i nosili.
Patrzę na swoje gliniane koraliki, które już chyba wystarczajaco wyschły i jutro będę próbować wypalać w prymitywnym palenisku na dworze, wpatrując się w zamyśleniu w płomienie.
Nie lubię tych wszystkich immersyjnych, multisensorycznych, multimedialnych muzeów. Dla mnie to są disneylandy, a nie muzea. Ale kiedy widzę jakiś artefakt, nawet pospolity, który ma ileśset tam lat, to mam to dziwne uczucie "łączności" czy "bliskości". A jeśli jeszcze widać na nim jakieś drobne niedoskonałości, to już wogle.
Najgorsze w wizji nieodległej przyszłości, gdzie wszędzie zostanie wsadzone już AI, jest to, że to będzie jakbyś całe życie żył ze starymi, którzy we wszystko się wtrącają, zawsze mają rację i wszystko wiedzą lepiej.
Dobra, zamówiłam tą glinę rzeźbiarską. Człowiek bez sensu się czasami zastanawia całymi dniami nad wydaniem 20 zł żeby spróbować czegoś, na co ma ochotę. Skoro nasi przodkowie przez tysiące lat wypalali ceramikę, obywając się bez piecy elektrycznych, robiąc to po prostu w ogniskach, to ja nie dam rady? Z braku pogody eksperyment zostanie przeprowadzony w domowym kominku.
Może jakieś dwa a może trzy tygodnie temu udało mi się wyjść ze świątecznego cugu jedzeniowo-słodyczowego. Najtrudniej jest zacząć, powstrzymywać się od grzebania po szafkach, parę dni trzeba przepękać, ale potem - jak to mawiają starzy ludzie na wsi "żołądek się kurczy" - apetyt się redukuje mocno - w zasadzie ostatnio jadam z obowiązku, a kolejne setki gramów lecą. Nie bez znaczenia jest tutaj powrót do starej pasji, która zajmuje mi każdą wolną chwilę w moim umyśle. 56,2 kg z powrotem na wadze, Planuję dobić w tym roku do 54 kg.
Myślę, że ten czas w roku to dobra pora na odchudzanie, rytm natury wydaje się sprzyjać. Nawet koty chudną na wiosnę i nie można tego wytłumaczyć większą ilością ruchu - ponieważ dużo mniej jedzenia jest zjadane z misek, widać że mają dużo mniejszy apetyt.