Nie jestem islamofobem. Mam duży szacunek do Sufizmu czyli nurtów mistycznych w Islamie i ogólnie dla dziedzictwa islamskiej filozofii. To Wahhabizm i inne fundamentalistyczne odmiany islamu są problemem. To te nurty zainspirowały takie ISIS. Spotkałem się z komentarzem pewnego muzułmanina na platformie X (dawniej Twitter), że świat islamski podzielił się na frakcje świecką i radykalną i jest to główne źródło ich konfliktów dla dzisiejszego. Problem w tym, że Arabia Saudyjska eksportuje ideologię wahhabizmu na skalę światową i ich przesłanie dociera nawet do Polski.
Jedynymi krajami muzułmańskimi, w których wahhabizm jest oficjalnie uznany za religię państwową są Katar i Arabia Saudyjska. 22,9% Saudyjczyków to wahhabici (skoncentrowani w Nadżdu), 46,87% Katarczyków i 44,8% mieszkańców Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ponadto wahhabitami jest 5,7% mieszkańców Bahrajnu i 2,17% mieszkańców Kuwejtu. Przedstawicielem ruchu wahabickiego w Polsce jest m.in. Liga Muzułmańska w RP. Jej siedzibą jest Ośrodek Kultury Muzułmańskiej w Warszawie.
To kraje które rzekomo są naszymi sojusznikami. Tymczasem za głównego wroga uznajemy Iran dla którego głównym wrogiem jest Izrael i który z krajami z półwyspu arabskiego jest akurat w konflikcie. Pisałem jakiś czas temu, że cywilizacja islamska obecnie jako jedyna może pretendować do ideologicznego rywala zachodu ze względu na właśnie uniwersalizm ich religii. Problem w tym, że jest podzielona na różne frakcje. Jeśli miałaby się w przyszłości zjednoczyć pod sztandarem Wahhabizmu to byłby to poważny problem.
W temacie islamu polecam świetny film biograficzny Droga do Mekki, opowiada o austriackim Żydzie który pojechał na Bliski Wschód jako dziennikarz i tam przeszedł na islam. Później działal m.in na rzecz niepodległości Pakistanu, czym zdobył sobie wielkie uznanie, i chciał tłumaczyć Koran, co sprawiło że był nielubiany wśród muzułmanów xd
Jeśli dobrze pamiętam to pod koniec życia miał powiedzieć coś w stylu "Koran to dar na który muzułmanie nie zasługują" xd
@AdelbertVonBimberstein Można, ale chrześcijanie próbujący siłą ustawiać życie wszystkim pod swoją książkę o niewidzialnym przyjacielu są całkiem słusznie spuszczani na drzewo. Muzułmanów robiących to samo głaszcze się po główkach i traktuje w sposób niezrozumiale uprzywilejowany. Gnuśna Europa sama sobie kręci sznur na szyję.
Grupa fanów mangi Made in Abyss postanowiła stworzyć jej nową wersję cenzurując lub przerabiając wszystkie kontrowersyjne treści zawarte w oryginale co wywołało słuszne oburzenie we fandomie. To tylko kolejny przejaw tego, że społeczeństwo zachodnie z obsesją na punkcie komfortu i bezpieczeństwa nie jest wstanie strawić jakichkolwiek niepokojących tematów i wszystko musi mieć podane w formie przyjemnej do prostej konsumpcji. Jakiekolwiek trudne tematy muszą być coraz bardziej filtrowane.
Oczywiście kwestie tabu istniały od początku ludzkiej historii, ale niekoniecznie było to motywowane potrzebą zapewnienia członkom wspólnoty poczucia maksymalnego komfortu. W końcu wiele praktyk rytualnych było stosunkowo brutalnych i przerażających. Wynikało to raczej z kwestii religijnych i powstawania pierwszych norm. Mamy więc obecnie do czynienia z całkowicie nowym zjawiskiem. Dla mnie właśnie jest to przejaw cywilizacji ostatniego człowieka Nietzschego która jest niezdolna do mierzenia się z jakimikolwiek problematycznymi aspektami ludzkiej egzystencji nawet gdy chodzi o zwykłą fikcje.
Nie jest to nic dobrego bo cywilizacja zachodnia wzniosła się dzięki jednostkom które ceniły w sobie odwagę i gotowość do podejmowania ryzyka. Jest to też moim zdaniem związane z silną infantylizacją zachodniego społeczeństwa o której pisał Christopher Lasch. Ogólnie polecam jego książkę o kulturze narcyzmu. Niezwykle aktualna choć powstała w latach 70 poprzedniego wieku. W każdym razie istnieje według mnie wyraźne zagrożenie niezdolności do rywalizacji i obrony przed bardziej agresywnymi cywilizacjami w przyszłości których komfort jednostki nie jest priorytetem tylko wzrost własnej potęgi i ekspansja.
Niektórzy mogą mnie uważać za konserwatystę, ale nim nie jestem. Nie jestem tym bardziej reakcjonistą. Jak słusznie zauważył polski publicysta Tomasz Gabiś w swoim eseju o post-konserwatyźmie, konserwatyzm w dzisiejszym świecie nie ma już kompletnie żadnego sensu. Baza społeczna konserwatyzmu czyli arystokracja, stare mieszczaństwo i tradycyjny lud przeminęły. W świecie zdominowanym przez wszechobecne symulakry ludzie czerpią wiedzę o tradycyjnym społeczeństwie z amerykańskich reklam z lat 50 co pokazuje jakim żartem stali się współcześni konserwatyści. Jedyne co pozostało po przeszłości do dzieła sztuki, zabytki i stare teksty które i tak nasiąknęły kontekstem czasów współczesnych i ludzie odczytują je inaczej niż kiedyś. To co z kolei określane bywa mianem populistycznej prawicy ja nazywam mianem neobolszewizmu. Nie reprezentują oni żadnej alternatywy dla obecnie dominującego demoliberalizmu. Ich przekaz jest czysto negatywny i opiera się na wściekłym reagowaniu zmiany typu napływ imigrantów czy czarna murzynka grająca Helenę Trojańską oraz wieszczenie upadku zachodu. Nie wiedzą głupcy, że zachód już upadł, a teraz jedynie dogorywa w błocie. Taki przekaz mobilizuje masy, ale konserwatyzm był oryginalnie ideologią elitarną więc mamy tu kompletne wypaczenie tej idei. Stąd porównania z bolszewizmem w nowym wydaniu.
Nie uważam się też za marksistę. Marks miał kilka ponadczasowych uwag, ale też wiele jego przewidywań jak te dotyczące nieuniknioności rewolucji okazały się nietrafione. Sprowadzanie historii do procesów ekonomicznych i rozwoju środków wytwórczych to jego kolejny błąd. Czynniki ekonomiczne mają znaczenie, ale tak jak pisał polski filozof i nacjonalista Jan Mosdorf czynniki ideowe również i to nie w mniejszym stopniu. Nie da się jednoznacznie wskazać co było faktyczną bazą, a nadbudową i późniejsi myśliciele marksistowscy jak Gramsci zdawali się tej tezie częściowo przyznawać racje. Do tego Mosdorf wskazywał na silny wpływ woli ludzkiej i czystego przypadku. Takie jednostki jak Jezus Chrystus, Mahomed, Budda czy Hitler zdecydowanie swoimi działaniami popchnęli historie w określonym kierunku. Bez nich pewnie potoczyłaby się inaczej. Nie mogę ich uważać jedynie za produkty określonego środowiska. Również amerykański socjolog Daniel Bell słusznie Marksowi zarzucił, że pewne aspekty ludzkiej kultury i pytania są ponadczasowe i nieustannie do nas powracają od czasów starożytnych choć odpowiedzi na nie zmieniają nieco formę. Dialektyka historyczna nie jest wstanie tego przezwyciężyć.
Progresywiści są zbyt nastawieni na walkę z opresyjnym systemem nie dostrzegając, że opresyjne mechanizmy i normy bywają często użyteczne. Widzą w słabych jedynie niewinne ofiary, a ja za to widzę często ludzi przesiąkniętych resentymentem. Do tego ten alfabet 2SLGBTQIA+ ciągle się poszerza i poszerza. Taka trochę walka bez końca się z tego zrobiła bo zawsze będą jakieś uciskane grupy do wyzwolenia, pozostałości po patriarchacie do obalenia i mikroagresje do zwalczenia. Mnie tymczasem bardziej interesuje twórcze budowanie jakiegoś nowego porządku niż wieczne pastwienie się nad starym. To co wielkie i wspaniałe bardziej mnie pasjonuje niż dekadenckie rozczulanie się nad losem osób którym przypisano niewłaściwe zaimki.
Czy jednak jest co budować epoce płynnej nowoczesności? Polski filozof Bauman widział współczesność jako czasy gdzie nie ma już żadnych trwałych wartości. Istnieją tylko zmienne trendy i moda. Nie ma więc też i fundamentów pod budowę jakiegoś kolejnego wielkiego projektu cywilizacyjnego. Czy nie kłuci się to jednak z tym co pisałem w kontekście Daniella Bella o wiecznie powracających pytaniach? Pytania jednak nie biorą się znikąd. Inny nasz rodzimy filozof Leszek Kołakowski pisał w swoim dziele "Horror metaphysicus" o naturalnym, ludzkim pragnieniu by istniała jakaś podstawa istnienia rzeczy w świecie rzeczy przygodnych by świat wydawał się czymś więcej niż ciągle samounicestwiającą się otchłanią. Chodzi oczywiście o absolut. Nietzsche mógł stwierdzić, że Bóg umarł, ale bogowie w mitach lubią zmartwychwstawać albo rodzić się na nowo. Gdy więc nastanie kompletna pustynia to być może na horyzoncie ujrzana zostanie piękna oaza, a ta stanie się symbolem odrodzenia Europy.
Ogólnie to jestem Panateistą co uważam za dobry kompromis między konceptem Boga transcendentnego i immanentnego. Bóg według mnie istnieje zarówno poza rzeczywistością, ale też manifestuje się poprzez nią i ją w sobie zawiera. Podoba mi się orficki mit o Zeusie według którego ten połknął wszechświat i stał się z nim jednością.
Ludzie rodzą się i umierają, a pokolenia przemijają. Dzieła sztuki jednak są w pewnym sensie ponadczasowe. Są nośnikami przeszłości, a tym samym stanowią horyzont dla hermeneutycznego poznania dawnych narracji i sensów. Tym samym stają się historycznymi mostami między tym co było i jest. W tym leży ich niezwykła wartość którą należy bronić. Myśl, że to dzieło miałoby zostać zniszczone, albo stać się jedynie pamiątką po dawnej świetności przemijającej cywilizacji jak ruiny Koloseum stały się pamiątką po Imperium Rzymskim napawa mnie niesłychanym żalem. Zdecydowanie dużo bardziej przejmuje się losem Mona Lisy niż losem ludności krajów trzeciego świata.
Jeśli jakieś dzieło zostało szczegółowo zbadane i zdigitalizowane (czy też zrobione jego wierne kopie w inny sposób) to w takiej formie nadal jest mostem pomiędzy tym co było a jest i umożliwia "poznanie dawnych narracji i sensów". Jaki sens ma wtedy przywiązanie do jego fizycznej formy? Poza garstką osób i tak nie weźmiesz takiego obrazu (książki, rękopisu itp) do ręki ani nie dotkniesz, co najwyżej obejrzysz w muzeum ufając, że to na co patrzysz nie jest właśnie kopią, bo oryginał leży np. bezpiecznie w magazynie. Dla mnie w przypadku sztuki liczy się wyłącznie treść a nie nośnik... No chyba że nośnik sam w sobie jest sztuką
Fakt, że pod obrazem Malewicza znajduje się inna kompozycja pozostawał do tej pory niezbadany, choć specjaliści z moskiewskiej galerii od dawna sygnalizowali, że obraz może kryć w sobie jeszcze jedną pracę rosyjskiego artysty. Krakelury pokrywające obraz odsłaniały bowiem tajemnicze przedstawienie znajdujące się pod spodem dzieła.
Zaskoczeniem było jednak odkrycie, że spód obrazu, wykonanego dokładnie sto lat temu, kryje nie jedną, a dwie kompozycje.
Wiele obrazów potrafi zaskakiwać nawet kilka wieków później. Nigdy nie można być pewnym czy jakieś dzieło poznało się w 100%.
Poza garstką osób i tak nie weźmiesz takiego obrazu (książki, rękopisu itp) do ręki
To wystarczy. Dzieła sztuki nie muszą istnieć dla pospólstwa. Zawsze jest jednak opcja by się dorobić i kupić oryginalne teksty.
Dla mnie w przypadku sztuki liczy się wyłącznie treść a nie nośnik...
Bardzo prymitywne i płytkie podejście. Zdecydowanie inne miałem wrażenie oglądając obrazy w formie ich zdjęć w telefonie i inne gdy widziałem je na własne oczy. Zupełnie inne doświadczenie. Natomiast robienie masowo kopi danego dzieła pozbawia ich aury jak pisał Walter Benjamin. Dzieło dlatego ma wartość, że jest wyjątkowe. To co masowe i powtarzalne nie ma dla nas większego znaczenia. Nie przywiązujemy jako cywilizacja większej wagi do masowo produkowanych krzeseł czy długopisów. Jednak Krzesło Świętego Edwarda to już cenny zabytek.
Pytanie jednak jest filozoficzne. Czy można oderwać treść od ich fizycznego nośnika. Odpowiedź moim zdaniem jest oczywiście w tym przypadku negatywna. Przesłanie które niesie ze sobą obraz często jest unikalne dla danego dzieła i nie da się go przełożyć na słowo pisane. Inaczej malarstwo nie miałoby sensu.
sygnalizowali, że obraz może kryć w sobie jeszcze jedną pracę rosyjskiego artysty
to kluczowe zdanie... Pisałem o dziełach, które są gruntownie zbadane, choć oczywiście może się zawsze zdarzyć sytuacja, że coś zostało przeoczone. Nie to że jestem za tym, żeby jakieś dzieła sztuki niszczyć, odnoszę się bardziej do przedstawionego przez ciebie systemu wartości. Jeśliby gdzieś dajmy na to zjarała się jakaś galeria i stracilibyśmy bezpowrotnie sławne obrazy to jest duża szansa, że są one już powielone, obfotografowane, zeskanowane i opisane w wielu pracach naukowych. Los ludzi z trzeciego świata (gdzie sami byliśmy w zasadzie trzecim światem jeszcze całkiem niedawno) jakoś w głębi duszy bardziej mnie obchodzi, co oczywiście nie znaczy że zaraz rzucę wszystko i pojadę do nich wspierać ich swoją wiedzą czy kasą bo w systemie wartości rodzina, przyjaciele, czy nawet własny komfort życia nadal stoją i tak wyżej. Zamalowane kawałki materiału zwyczajnie są po prostu niżej, bez znaczenia co przedstawiają. Inny przykład - mamy do wydania 100 baniek na renowację jakiegoś dzieła sztuki lub na pomoc dla głodujących w jakimś kraju - mojej odpowiedzi po tym co napisałem powyżej możesz się już chyba domyślić
Polaka od Niemca to różni, że Polak biurokracji z natury nienawidzi, a Niemiec kocha. Takie słowa powiedział mi kiedyś mój ojciec i miał moim zdaniem pełną racje. Wynika to z tego, że Niemcy ucieleśniają pierwiastek Apolliński jak żaden inny naród w Europie, a Polacy reprezentują ducha Dionizyjskiego. Polak rodzi się nietzscheanistą i pozostaje nim chyba, że przechodzi na protestantyzm albo dołącza do grona wielkomiejskiej lewicowo-liberalnej bohemy i zaczyna się wstydzić własnego pochodzenia, a więc i samego siebie. Wtedy zaprzecza narodowym instynktom, ale też nie może się w pełni od nich uwolnić. Staje się tym samym człowiekiem ułomnym i okaleczonym na duszy.
Nietzsche dostrzegł dionizyjską naturę w naszym narodzie i dlatego określał się mianem polskiego szlachcica. Polakiem kieruje namiętność, a nie racjonalizm. Jeśli ktoś powołuje się na Nietzschego i gardzi Polską to oczywistym jest, że Nietzschego i jego filozofii kompletnie nie zrozumiał. Zresztą jeśli gdzieś jego myśl była w jakiś sposób kontynuowana to właśnie w Polsce w postaci filozofii czynu którą reprezentowały takie postacie jak Brzozowski czy Stachniuk. Hitler z kolei chciał zreformować kulturę Niemiecką by była bardziej Dionizyjska. Widać to w jego uznaniu dla woli przywódcy i narodu jako głównego siły napędowej dla rozwoju. Nie wyszło mu to jednak i dlatego przegrał wojnę.
Ponawiam moje stwierdzenie, że MAGA to ruch neobolszewicki, a Trump to praktyczny Maoista widząc to zdjęcie. Idea MAGA-Comunismu ma więcej sensu niż się wydaje. Steve Bannon czyli naczelny prorok MAGA sam określił się mianem Leninisty. Pewnie dlatego tak dobrze dogadywał się z anarchistycznym filozofem Chomsky'im. Wszystko układa się w logiczną całość. Trump chce zniszczyć amerykę od środka. Gdy spojrzy się na jego decyzje z tej perspektywy to nagle nabierają one całkowitego sensu.
Trump nie ma pogladow- jemu zalezy,zeby absurdalnie zwiekszyc majatek swoj,swojej rodziny i powiazanej z nim grupy interesow z biznesu i polityki.
A bedac prezydentem USA wplywa na gieldzie idealnie
W poprzednim artykule zrobiłem jedynie wzmiankę na ten temat tego, że postać Mao i jego rewolucja kulturalna miała pewien wpływ na tworzącą się nową lewicę w latach 60. Było to jednak pewne niedopowiedzenie. Mao był w praktyce obdarzony kultem przez ówczesnych młodych lewicowców. Niezwykle popularne było hasło "3M" czyli "Marx, Marcuse, Mao."
When Italian students closed the University of Rome in March 1968, the highlight was a banner with three M’s: Marx, Mao and Marcuse.
The three M’s were the political Dylan, Beatles and Rolling Stones for worldwide student movements in 1968.
It took a while for French intelligentsia to realize that then-idealized Mao Zedong was a de facto rash Chinese emperor, issuing absurd edicts that destroyed the lives of millions.
Rozszerzeniem tego sloganu było "Marks Bogiem, Marcuse Prorokiem, Mao ich mieczem". Sam Marcuse miał zasłynąć ze stwierdzenia, że „kwiaty nie mają mocy”. Było to w czasach gdy dominowała jeszcze subkultura hipisowska i nadzieja na pokojowe zmiany była wciąż obecna. Zdecydowanie Nowa Lewica miała bardziej agresywne nastawienie. W latach 70 rozpoczął się okres tak zwanego lewicowego terroryzmu gdy powstawały takie organizacje jak RAF czy Czerwone Brygady. Były one inspirowane ideologią Maoistyczną.
RAF frequently cited Mao Zedong in its public statements, especially in its early years. One of the Maoist doctrines emphasized by the group was the importance of organizing political resistance to bourgeois society, and that armed struggle from the fringes of society will bring the revolution into mainstream society as well, with the bourgeois state revealing its oppressive apparatus by overreacting to fringe groups and their activities.
Powstała też słynna skrajnie lewicowa organizacja zwana czarnymi panterami. Dokładna data powstania tej organizacji to rok 1966 i działali jeszcze do lat 80. Ówczesny Szef FBI John Edgar Hoover miał nawet stwierdzić, że stanowią oni największe zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Ich ideologia była oczywiście inspirowana Maoizmem.
Ideologia partii stała się mieszanką elementów marksistowskich, socjalistycznych, nowolewicowych, maoistowskich i czarnego separatyzmu
Mao więc wyraźnie wpłynął na skrajnie lewicowy, rewolucyjny i często terrorystyczny charakter lewicy z lat 60 i 70. To, że później lewica od niego odcięła nie umniejsza jego wpływowi na tamte wydarzenia. Śmiem też stwierdzić, że lewicy nie oburzyło to, że Mao niszczył zabytki, unikalne dzieła kultury, walczył z Konfucjanizmem i dokonywał zbrodni tylko po prostu okazał się końcowo równie skorumpowany co politycy w ZSRR i żadnej faktycznej komunistycznej utopii nie wprowadził.
Nie cała jednak lewica się od Mao odcięła. Bob Avakian i jego rewolucyjna partia USA wciąż działa.
Robert Bruce Avakian (born March 7, 1943) is an American political activist and Maoist philosopher who is the founder and chairman of the Revolutionary Communist Party, USA (RCP).
Alain Badiou nie jest bynajmniej marginalnym myślicielem, a wręcz przeciwnie. To jeden z najbardziej wpływowych i znanych myślicieli lewicowych współcześnie obok Slavoja Žižeka. Prowadzili nawet razem wykłady, a krytyka polityczna wydawała dzieła Badiou. Jego podziw do Mao jest jak najbardziej szczery co pokazuje ten wywiad z nim.
In the 1960s and 70s, saying you were a Maoist—as thousands and thousands of militants from all over did between 1966 and 1976, during what I call the “red years”—meant precisely this: we think that the fundamental experience for pursuing communist politics is the Cultural Revolution and not the Soviet state. Today, Russia and China are both capitalist states, which as such are of no interest at all to me as regards political thought. Mao is, for the time being, the proper name associated with the last great historical experiment, the one that attempted to gear the situation in a revolutionary way toward communism, by means of mass action within the socialist state. He is the first to have thought that the state is not the communist solution, but only a new context for that revolution.
Sam stwierdza, że Mao był znaczący dla lewicy przynajmniej do roku 1976, a nie że był od razu zweryfikowany na zachodzie jak twierdzi szanowana towarzyszka @gwf-hegel-fangirl.
Obecnie jednak raczej większość lewicowców na zachodzie nie przyzna się, że ceni Mao. Duch jednak rewolucji kulturalnej którą wywołał jest wśród nich dalej obecny co było widać w roku 2020 roku gdy podczas protestów ruchu BLM niszczono pomniki postaci historycznych. Dziś z kolei największym praktycznym Maoistą jest nie kto inny jak Donald Trump. Każdy widzi jaki chaos on przynosi. Lewica zwyczajnie nienawidzi historii i kultury.
Ogólnie spotkałem się często z opiniami, że o takie kwestie jak uprzejmość i grzeczność która jest zgodna z konfucjańskimi wzorcami choć powszechna w Japonii, Korei czy w Tajwanie nie jest specjalnie zakorzeniona w Chinach które są przecież kolebką konfucjanizmu. Chińscy turyści często byli postrzegani negatywnie w Japonii, Europie czy Korei za przesadną głośność, ignorowanie kolejek czy bałaganiarstwo. Koreańscy i japońscy turyści mieli dużo lepszą reputacje. Sytuacja była tak zła, że aż rząd musiał interweniować.
Dopiero jakiś czas temu dowiedziałem, że winna temu była rewolucja kulturalna zainicjowana w 1966 roku przez Mao która zresztą doprowadziła do zniszczenia niezwykle wielu zabytków, świątyń, dzieł sztuki czy książek. Wiele z tych rzeczy to były unikaty których odzyskanie nie było już możliwe. Atakowano też właśnie Konfucjanizm jako filozofie i jej wpływ na kulturę, a więc i zasady grzecznościowe uznając je za oznakę burżuazyjnego zachowania. Jak widać osiągnięto na tym polu niezwykły sukces.
Jako ciekawostkę chciałbym dodać, że rewolucja kulturalna została dość dobrze oceniona na zachodzie przez lewicowych intelektualistów. Miała wyraźny wpływ na tworzącą się ówcześnie w latach 60 nową lewicę, a później na ruch czarnych panter. Francuski filozof Alain Badiou określa się mianem Maoisty do dnia dzisiejszego.
Politycznie Badiou wiąże się z lewicą i jej maoistowską spuścizną.
Obecne pewne praktyki zachodniej lewicy jak niszczenie pomników, oblewanie znanych dzieł sztuki, walka o "dekolonizacje" zachodniej kultury osobiście uważam za pokłosie tych inspiracji Maoizmem oraz tamtymi wydarzeniami.
rewolucja kulturalna została dość dobrze oceniona na zachodzie przez lewicowych intelektualistów
To czytelny znak, że dane zjawisko czy sprawa jest obiektywnie zła, szkodliwa, zbrodnicza lub wszystko naraz. Trudno o większych ślepych ignorantów i jednocześnie piewców ludobójczych praktyk niż zachodni lewicowi intelektualiści.
Brian L. Roberts to amerykański biznesmen pochodzenia żydowskiego który jest prezesem Comcast Corporation czyli największej korporacji mediowej na świecie. Firma ta jest właścicielem NBCUniversal czyli studia które we współpracy z reżyserem Christopherem Nolanem tworzyło obecnie film "Odyseja". Z ciekawostek na jego temat można się dowiedzieć, że regularnie uczestniczył w zawodach na Olimpiadzie Machabejskiej czyli Izraelskim odpowiedniku Olimpiady.
An All-Lithuanian squash player, Roberts competed in the Maccabiah Games in Israel, earning a gold medal with the U.S. squash team in the 2005 Maccabiah Games, and silver medals in the 1981 Maccabiah Games, the 1985 Maccabiah Games, the 1997 Maccabiah Games, and the 2009 Maccabiah Games. On October 21, 2012, Roberts was honored by Maccabi USA as a 'Legend of the Maccabiah.
Olimpiada w samej swojej nazwie nawiązuje do ważnego wydarzenia historycznego, a mianowicie Powstania Machabeuszów które było odbyło się pod przywództwem Judy Machabeusza i było wymierzone przeciwko w hellenistycznej dynastii Seleucydów
Powstanie Machabeuszów, również powstanie hasmonejskie– żydowskie powstanie narodowowyzwoleńcze w latach 167–160 p.n.e., skierowane przeciwko rządzącej z Syrii hellenistycznej dynastii Seleucydów. Powstanie wybuchło wskutek wydanego przez Antiocha IV rozkazu wybudowania w Świątyni Jerozolimskiej ołtarza Zeusa i stworzenia przez niego aparatu urzędniczego, który miałby pilnować składania mu ofiar.
Korea Północna - ostatnia komunistyczna dyktatura czy jednak coś innego?
Współczesna Korea Północna to państwo w którym cała populacja żyje i pracuje oraz cierpi by zapewnić dostatnie życie swojemu liderowi i jego otoczeniu. Nawet putinowska Rosja czy współczesne Chiny zapewniają swoim obywatelom większy dobrobyt, autonomie i poczucie własnej godności. Bliska nam Białoruś czy Turkmenistan pomimo swojej absurdalności nie są również aż tak despotyczne. Historyczne przykłady jak Hitler czy Stalin także nie oddają tego co się dzieje w Korei Północnej. To byli liderzy którzy mimo wszystko mieli jakąś wizje nawet jeśli wprowadzali ją po trupach. Kim Dzong Un podobnie jak jego ojciec poza utrzymaniem władzy i kultu swojej jednostki wydaje się być zainteresowany głównie własną wygodą. Ma kilka rezydencji, najlepszych kucharzy którzy gotują mu jedzenie używając najlepszych składników importowanych z całego świata, dostęp do najlepszych alkoholi i brygadę przyjemności (Kippumjo), czyli tajną grupę złożoną z tysięcy młodych, atrakcyjnych kobiet, które są werbowane w całej Korei Północnej na użytek jego i reszty elit partyjnych. Tańczą, śpiewają, robią masaże i świadczą usługi o charakterze seksualnym.
Ma też oczywiście dostęp do internetu i prywatną wyspę gdzie imprezuje i gdzie zaprosił znanego koszykarza, Dennisa Rodmana. Do tego ma sporą ochronę. Wszystko to oczywiście kosztuje olbrzymie ilości pieniędzy podczas gdy wiele osób jest skazanych na prace w obozach do końca życia. Podobny model władzy można porównać chyba jedynie do najbardziej zdegenerowanych form rządów niektórych Rzymskich lub Chińskich cesarzy jak Kommodus czy Król Jie z dynastii Xia. Byli despotami myślącymi tylko o swoich uciechach, a nie o kraju i społeczeństwie. Jeśli dodać fakt, że rządy w KRLD są przekazywane dynastycznie oczywistym staje się, że nie mamy do czynienia z dyktaturą komunistyczną. To monarchia despotyczna w nowoczesnym wydaniu. Dla człowieka zachodniego taka forma rządów w dzisiejszych czasach wydaje się najbardziej prymitywną z możliwych. Cały system jest dostosowany do woli jednego człowieka który ma za nic swoich obywateli. Dla Koreańczyków z północy to jednak po prostu rzeczywistość w której się znaleźli. Ja jednak osobiście lubię też używać terminu własnego "polityczny solipsyzm".
Solipsyzm to filozofia która głosi, że poza naszą świadomością wszystko inne jest jedynie iluzją. Istnieje wyłącznie nasze własne, duże "Ja". W praktyce mało który filozof głosił coś takiego. Większość filozofów starała się mimo wszystko dowodzić, że świat obiektywny istnieje. Jak to ujął Leszek Kołakowski ludzie odczuwają naturalną potrzebę posiadania jakiegoś zapewnienia o realności świata w którym żyją i bliskich którzy ich otaczają. Są jednak faktycznie osoby które są kompletnie skupione na własnym świecie i zachowują się jakby inni dla nich nie istnieli. Takie jednostki nazywamy skrajnymi narcyzami. Stawiają swoje potrzeby ponad potrzebami innych i funkcjonują niczym społeczne pijawki. Na pewnym poziomie mają mentalność małych dzieci które zwykle są skupione na swoich potrzebach i płaczą gdy czegoś nie mogą dostać. Zadaniem poprawnego wychowania jest wpojenie dziecku, że nie jest pępkiem świata. Ktoś taki jak Kim Dzong Un jednak według różnych relacji od dzieciństwa miał mieć spełniane wszystkie swoje zachcianki. Nie miał wiec nigdy szansy dorosnąć. Żyje wiecznym dzieciństwem. Zakładając, że córka jest wychowywana w podobny sposób i przejmie po nim władze zapewne nie będzie dużo lepsza od niego.
Z tego też względu określenie polityczny solipsyzm pasuje idealnie. Rodzina KImów nie postrzega ludzi jako niezależnie podmioty. Została wychowana by widzieć w innych zasoby istniejące po to by zaspokajać ich egoistyczne pragnienia, a system z jakiegoś powodu się do tego dostosowuje. Dlatego te wszystkie okrucieństwa połączone z kompletną obojętnością na cierpienia mas mają miejsce. Jeśli miałbym wyciągnąć z tego jakieś wnioski to chyba takie, że egoizm to główne źródło zła na tym świecie i człowiek powinien dążyć do ogólności.
Myślę, że nie będzie kłamstwem jeśli stwierdzę, że popkultura od lat 90 do roku 2010 była stosunkowo mało poprawna politycznie. To wtedy powstał South Park, uznanie zdobywały takie postacie jak Howard Stern. Na scenie stand-upu gwiazdami byli George Carlin, Chris Rock czy co najważniejsze Bill Hicks którzy reprezentowali ostry i bezkompromisowy humor. Ważne było by uderzać żartami we wszystkich, a aktor i komik Don Rickles najprawdopodobniej najlepiej ucieleśniał tą zasadę. W Polsce z kolei mieliśmy takie seriale komediowe jak kultowy do dziś 13 posterunek który także poprawność polityczną miał za nic.
Humor wczesnego internetu również był bardziej mocny, dosadny i niegrzeczny. Filmy które wtedy tworzono na Youtubie gdyby powstały dziś byłyby z pewnością demotyzowane, albo nawet usuwane, a ich twórcy banowani. To nie tylko jednak problem cenzury ze strony mediów społecznościowych. Społeczeństwo zachodnie od roku 2010 stawało się coraz bardziej nadwrażliwe w tej kwestii. Narodziły się takie pojęcia jak Social justice warrior, czy cancel culture mające odnosić się do społecznych ruchów walki (głównie w internecie) z rasizmem, homofobią, seksizmem i podobnymi zjawiskami. Kulminacją tych wydarzeń było gamergate, a potem coś co dziś bywa określane jako wojna kulturowa.
W gwoli ścisłości nie twierdze, że tego typu zachowania można przypisać jedynie lewicy. Na naszym podwórku z pewnością wszyscy znamy ból d⁎⁎y wolnościowych konserw o urazę uczuć religijnych. To co jednak istotne to fakt, że korporacje medialne dostosowały się do tej sytuacji i ugrzeczniły swoje produkcje i zwiększyły różnorodność oraz dodały tęczowe flagi gdzie się da. Mniej więcej też od tego czasu w świecie zachodnim nastąpił wzrost radykalizmu i polaryzacji społecznej i nie uważam tego za przypadek.
Powiem może coś z czymś wiele osób się nie zgodzi, ale wszyscy ludzie niezależnie od poglądów są bardziej lub mniej jawnie pełni uprzedzeń i negatywnych emocji. Ostry humor ujawnia tą ukrytą gorszą część naszej natury, ale pozwala też nabrać do niej dystansu. Szczególnie to widać na przykładzie męskiej przyjaźni gdzie wzajemne żartowanie z siebie na granicy obrazy nie powoduje popsucia relacji, a wręcz przeciwnie. Wzmacnia ją. Obraźliwy humor jest wiec moim zdaniem społecznie potrzebny. Gdy go brakuje to negatywne uprzedzenia nie znikają, ale nie znajdując linii ujścia manifestują się w sposób bardziej dosłowny poprzez różne ideologie.
Być może więc ostry i czarny humor jest kluczem jak ocalić zachód przed dalszą polaryzacją. To tyle ode mnie. Jeśli ktoś się nie zgadza (lub zgadza) z przedstawioną tutaj tezą to zapraszam do dyskusji.
Istnieje moim zdaniem silne pokrewieństwo między gatunkiem horroru i religią. Zarówno fikcyjne dzieła grozy jak i różnego rodzaju mitologie powstały z potrzeby oswojenia i radzenia sobie z irracjonalnymi lękami których kult racjonalizmu mimo usilnych wysiłków nie był wstanie wyeliminować. Zresztą sam oświeceniowy kult rozumu jest moim zdaniem niczym więcej niż kolejnym mitem jak pisał Max Horkheimer i Theodor Adorno w książce "Dialektyka Oświecenia". Degeneracja tego mitu w świecie zachodnim jednak nie wynikała jedynie degradacji idei rozumu obiektywnego który miał zgłębiać istotę świata do rozumu instrumentalnego który chciał ten świat jedynie sobie podporządkować.
Sama bowiem potrzeba zrozumienia czegokolwiek ma swoje źródło w irracjonalnym lęku przed tym co nieznane. To on popycha ludzi do badania tego co go otacza. Koncept życia w wiecznym mroku niewiedzy przeraża. Tym samym idea rozumu zdolnego rozświetlać ten mrok już służyła konkretnej irracjonalnej potrzebie. Jednak samo poznanie czasami nie wystarcza. Potrzeba panowania, a więc i kontroli wynikła znowu ze strachu przed tym co nieprzewidywalne. Tym samym strach pozostaje głównym motywatorem ludzkiego działania, a dominacja rozumu instrumentalnego była nieunikniona. Człowiek zachodni nie tylko się jednak od różnych lęków nie uwolnił, ale pogrążył bardziej niż inne ludy. Znamienny jest tu opis rozmowy Junga z wodzem plemienia który uważał białych ludzi za szalonych i wiecznie niespokojnych. Strach wyznacza więc zakres natury ludzkiej.
Niedawno wyszło polskie wydanie książki Nick Landa Drapieżne noumeny. Osobiście już tą książkę zamówiłem, ale uznałem, że niektórzy z was też mogą być zainteresowani tą informacją. To w końcu jeden z bardziej kontrowersyjnych, ale i ciekawych myślicieli współcześnie.
@Nemrod Właściwie to po 2023 chciała odejść, ale ostatecznie została więc obecnie po prostu robi tyle by Rosja przetrwała najbliższe lata i to się jej udaje. Działa wedle własnych możliwości. Nie jest cudotwórcą.
@Al-3_x Nie. Ona się stara, żeby biedni jako-tako przetrwali, dlatego utrzymuje wysokie stopy dławiąc inflację jak może. Ale zabija biznes - cały. Od wojskowego do cywilnego. Tu nie ma dobrych rozwiązań, ale z hiperinflacją da się żyć - spytaj Turcji. Natomiast gdy cała gospodarka padnie na ryj, to i tak wszyscy dostaną ostro - od pracowników, po emerytów. Nawet gdyby wojna się dzisiaj skończyła, to te problemy nie znikną.
Błędem jest myśleć, że człowiek inteligenty jest z natury racjonalny. Podlega on popędom i emocjom w taki sam sposób jak każda inna jednostka, a czasami nawet bardziej. Ludzie o wysokim ilorazie inteligencji mogą popaść w depresje, cierpieć na choroby psychiczne, być zboczeńcami, mieć problemy z panowaniem nad agresją, a nawet zostawać seryjnymi mordercami. Rodney Alcala, Charlene Gallego, Jeffrey Dahmer, Edmund Kemper czy Gary M. Heidnik mieli posiadać niezwykle wysoki iloraz inteligencji, a dopuszczali się gwałtów i zabójstw.
Nie trzeba jednak posuwać się do takich ekstremalnych przykładów by to stwierdzić. Sam osobiście poznałem kilka osób niezwykle inteligentnych i oczytanych, ale też jednocześnie strasznie impulsywnych oraz dogmatycznych. Ciężko by myśleć, że tacy ludzie kierują się rozumem w swoim życiu. Prędzej używają go by usprawiedliwiać własne słabostki. Ten problem da się dostrzec na głębszym poziomie gdy prześledzi się życie niektórych filozofów. Łatwo można wtedy zauważyć brak jakiejkolwiek kompatybilności między tym co głosili, a tym co praktykowali
Ten rozdźwięk między intelektem, a wolą był częstym przedmiotem zainteresowania różnych myślicieli. Ujawnia on słabość Sokratejskiej doktryny według której człowiek czyni zło z niewiedzy. Często jest odwrotnie i jak zauważył Św. Augustyn lub Schopenhauer, nawet jak człowiek wie, że nie powinien to i tak to robi. Czy więc jesteśmy skazani na bycie niewolnikami własnych namiętności? Zarówno stoicy, jak i jogini, buddyści czy mistycy pokroju Gurdżijewa twierdzili, że nie. Poprzez różne praktyki człowiek ma posiadać możliwość zapanowania lub też wyciszenia nagłych porywów duszy.
Gdy człowiek to osiąga to wtedy jest nazywany prawdziwie oświeconym. Tą mądrość ujawnia Pepe Budda.
Wysokie IQ nie musi oznaczać samoświadomości ani panowania nad sobą.
Być może najwyższą formą inteligencji nie jest zdolność do analizowania, lecz umiejętność obserwowania bez natychmiastowego oceniania i usprawiedliwiania własnych reakcji.
„Umiejętność obserwowania bez oceniania jest najwyższą formą inteligencji.” — Jiddu Krishnamurti