MyHordes - gra pzeglądarkowa (spadkobierca die2nite)
Być może niektórzy internauci kojarzą die2nite - postapokaliptyczną grę przeglądarkową RPG toczącą się w czasie rzeczywistym.
Idea rozgrywki polegała na kooperacji (lub nie ) 40 osób w jednym mieście, co miało na celu jak najbardziej wydłużyć czas trwania pojedynczej gry. Każdej nocy nadchodził atak zombie - należało zbudować odpowiednio dużo konstrukcji umożliwiających odparcie ataku. To, co wyróżniało tytuł to nieuchronność śmierci - zombie zawsze wygrywały, chodziło o to, by jak najbardziej odsunąć w czasie nieuniknione.
Die2nite powstał pod koniec 2010 roku z inicjatywy Motion Twin jako angielskojęzyczny odpowiednik francuskiej gry Hordes . W 2023 serwery zostały ostatecznie wyłączone ze względu na ubicie flasha. Jednak deweloperzy oryginalnej gry udostępnili kod źródłowy fanom i narodził się MyHordes - całkowicie przepisana na html 5 gra, będąca częścią większego ekosystemu EternalTwin - niezależnego, niekomercyjnego projektu społecznościowego, którego głównym celem jest archiwizacja, odtwarzanie i zachowanie gier przeglądarkowych oraz społeczności studia Motion Twin. Ze względu na otwarty charakter gry jest ona całkowicie darmowa, co odróżnia ją od swojego pierwowzoru.
Jeżeli myśleliście, że to koniec zabijania zombie w Świecie Poza, to byliście w błędzie. Zajrzyjcie na:
Tytuł: Dead Island 2 Developer: Deep Silver Dambuster Studios Wydawca: Deep Silver Vienna Rok wydania: 2023 Gatunek: RPG akcji, akcja Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 89% - 35 godzin Ocena: 8.5/10
#cierpliwygaming pełną gębą. Pierwszy trailer „Dead Island 2”, trzeba zaznaczyć, że świetny, został opublikowany w 2014 roku. Premiera gry nastąpiła w 2023 roku, a ja zagrałem w nią dwanaście lat po zapowiedzi. Czy warto było tyle czekać?
Jak najbardziej tak i to z wielu powodów.
Przede wszystkim zombie pokonuje się bardzo przyjemnie. Można im odcinać bądź łamać nogi i ręce, dekapitacja także się zdarzy, podobnie jak wybita szczęka. Mimo że dość szybko przeszedłem nad tym do porządku dziennego, to na początku obserwowanie, jak zombie stają się coraz bardziej pokiereszowani, dawało sporą satysfakcję. Arsenał jest całkiem urozmaicony, bo można zombie bić grabiami czy kijem bilardowym albo dwuręcznymi młotami, maczetami i tym podobnymi. Z czasem bohater lub bohaterka, bo można wybrać jedną z kilku gotowych postaci, otrzymuje broń palną – pistolety, rewolwery, strzelby, karabiny wyborowe czy automatyczne.
Zombie także są urozmaicone, bo oprócz powłóczących nogami szwendaczy za bohaterem gonią biegacze, siłacze i inne dziwy. Bardzo spodobała mi się ta różnorodność wyglądu niemilców. Nie zabrakło chociażby grubasów (w końcu to USA), siłaczy, którym połączenie wirusa i sterydów dało ogromne mięśnie, strażaków, policjantów, żołnierzy, starszych pań w dresach i wielu, wielu innych.
Skoro już o wyglądzie wspominam, to odwiedzane lokacje są kolejnym ogromnym plusem „Dead Island 2”. Osadzenie historii w Los Angeles może nie było oczywistym wyborem po tropikalnej wyspie z jedynki, ale okazało się strzałem w dziesiątkę. Odwiedzamy najbardziej charakterystyczne dzielnice i miejscówki tego miasta. Moją ulubioną lokacją jest Monarch Studios z planami filmowymi różnych gatunków. I plaża z zasiekami, i plan typowego sitcomu, i azteckie klimaty, i miasto wyjęte rodem z jakiegoś filmu noir. Szczególnie tym ostatnim byłem zachwycony. Przez tę różnorodność gra nie nudzi się, ponieważ co jakiś czas trafiamy do zupełnie nowego otoczenia.
Co do fabuły… zdaję sobie sprawę, że mogę wzbudzać wrażenie, jakby fabuła nie interesowała mnie w grach, jednakże to nieprawda. Po prostu są gatunki, w których opowiadana historia ma mniejsze znaczenie niż w innych. I tak też jest w przypadku „Dead Island 2”, w którym opowieść do pewnego momentu jest dosyć sztampowa. Ot, bohater został ugryziony, okazuje się, że jest odporny na wirusa i nie przemienia się w zombie, wierzy, że musi dotrzeć do przedstawicieli rządu, żeby pomóc w wynalezieniu szczepionki. Potem następuje twist fabularny, który akurat nie przypadł mi do gustu, jednakże historia była na tyle znośna, że nie przeszkadzała mi w cieszeniu się z rozwalania głów zombiaków.
To samo tyczy się zadań pobocznych, spośród których trudno wymienić mi jakieś szczególnie zapadające w pamięć. Nasuwają mi się zadania dla streamerki, która chce nabić wyświetlenia na epidemii i pokazać światu, jak zombie giną w efektywny sposób. Na przykład podpalając je i zrzucając z dachu. Oczywiście zrobić to musi gracz, ale nie sprawia to, że ta misja jest niewiadomo jak fajna. Większość zadań pobocznych sprowadza się do znalezienia lub pokonania czegoś.
W trakcie ich wykonywania bohater natrafia na masę specyficznych postaci, często przerysowanych, jak wspomniana streamera czy podstarzała gwiazda rocka, która cały czas czeka na dostawę pizzy. Albo weteran, który ukrywa się w bunkrze zbudowanym w kanałach. Czasem absurd goni absurd i nie będę ukrywał, że nie do końca trafia to w mój gust, ale hej, pasuje to do klimatu. Kto w końcu zachowywałby się normalnie w obliczu apokalipsy zombie? A co dopiero w przypadku mniej lub bardziej odklejonych celebrytów różnego sortu?
Dlaczego więc wykonywałem te zadania, skoro były takie nieciekawe? Oczywiście dla korzyści majątkowych, czyli mniej lub bardziej wypasionych broni, które najczęściej są nagrodami za poświęcenie swojego cennego czasu. Miałem z tym osobisty problem, ponieważ narzędzia destrukcji mają swoje poziomy i zdarzało się tak, że mniej rzadki przedmiot wyższego poziomu był lepszy od bardziej rzadkiego niższego poziomu. A że początkowo z gotówką, wykorzystywaną do podnoszenia poziomów, bywa krucho, to często wymieniałem sprzęt na lepszy. Co śmieszniejsze, mimo że miałem potężniejsze zabawki, to najczęściej i tak biegałem z najgorszą bronią, ponieważ… było mi szkoda tych lepszych. A potem stawały się zbyt słabe. xD
Bronie można ulepszać aspektami i modyfikatorami, przez co przykładowy miecz może razić prądem albo podpalać przeciwników, młot ma większą siłę obalającą et cetera. Warto zadbać o różnorodność, ponieważ niektóre zombie potrafią być odporne na dany aspekt. Na przykład nie da się podpalić zombie w stroju strażaka. Co fajne, płonącego zombie można ugasić, rzucając w niego „wodną bombą” albo po prostu oblewając wodą z kanistra. Podobnie można też rozlać paliwo, a potem je podpalić, albo rzucić elektrycznym shurikenem w wodę, żeby porazić wszystkich zombie. Dużo z tym zabawy.
Ponarzekam też na rozwój postaci. W trakcie rozgrywki zdobywa się karty z umiejętnościami, spośród których można aktywować określoną liczbę. Ciekawy system, którego wadą jest to, że niektóre karty można znaleźć, więc nie obędzie się bez dokładnego przeczesywania lokacji. I mimo że uwielbiam eksplorację w grach, to zawsze zdarzy mi się coś pominąć. xD
Gra nie tylko wynagradza rozglądanie się różnymi fantami, ale także notatkami, smartfonami z smsami i podobnymi. Twórcy potrafią w narrację środowiskową i często uśmiechałem się albo doceniałem pomysłowość. Na przykład jedna notatka została zapisana przez przypadkowo uruchomioną transkrypcję głosową, przez co przypomniał mi się mem o wysłaniu smsa podczas uczenia starszego pana głosowej obsługi smartfona. xD Albo grupka sporządziła listę charakterystycznych zombie, na którą polowała w ramach rozrywki.
Wracając jeszcze do rozwoju postaci: główną fabułę zakończyłem na 29 poziomie z 30 możliwych do wbicia. Po finale na gracza czeka jeszcze trochę zadań pobocznych oraz dwa dodatki i przyznam szczerze, że robiłem je bardzo na odpierdziel. Ani nie czułem potrzeby zdobywania kolejnych legendarnych, unikatowych broni, ani nie chciało mi się już walczyć z zombie, ponieważ po wbiciu maksymalnego poziomu nie otrzymywałem już punktów doświadczenia. Poza tym gra nie jest na tyle trudna, żeby nie wiadomo jak dopracowywać swój build. Bardziej to kwestia czerpania przyjemności z rozgrywki, a dosyć szybko udało mi się odkryć, co lubię i dążyłem do tego.
DLC kontynuują historię z kampanii i na tym momencie była już dla mnie na tyle odjechana, że ukończyłem je z czystego poczucia obowiązku. W ich trakcie również otrzymuje się nowe karty i zabawki, jednakże, jak wspomniałem, na tym etapie już i tak ich nie potrzebowałem. Tym bardziej, że nie planowałem przejścia drugi raz gry w trybie New Game +.
Mimo to ponownie warto pochwalić twórców za świetne lokacje w obu dodatkach. W szczególności spodobał mi się festiwal muzyczny, choć może zbyt duży.
Gra oferuje także dedykowany tryb kooperacyjny oraz możliwość przejścia kampanii z innymi ludźmi, ale nie wypróbowałem tych możliwości z braku kolegów. xD
Podsumowując, bardzo polecam „Dead Island 2”, jeśli macie ochotę na coś w klimacie radosnego rozwalania zombie. Tym bardziej, że na promocji można ją kupić za około trzydzieści złotych. No i gra jest też bardzo dobrze zoptymalizowana.
@cyberpunkowy_neuromantyk kurde, nie wiem jakoś się odbiłam od tego tytułu, a BARDZO lubie gry tego typu - miałam dwa podejścia - pierwsze zaraz po premierze i pograłam niecałe 2h i zwrot, drugie kilka miesięcy temu - siadło około 12h i deinstalacja ¯\_(ツ)_/¯
ciężko mi nawet się jakoś wytłumaczyć - DL The Beast wciągnęłam jedną dziurką w listopadzie 2025, ponad 70h siadło jak złoto, a tutaj nie potrafiłam się przemóc... nie wiem, może ten kolorowy klimat, momentami krindżowy humor, jakaś taka miałka fabuła - choć wiem, że w tej grze właśnie tak to miało wyglądać ale zombiaki ciepa się miodnie - to muszę przyznać ( ͡° ͜ʖ ͡°)
czasem też tak mam, że zainstaluje grę, pogram kilka godzin - nie podejdzie, ale wrócę za kilka, kilkanaście miesięcy i wtedy nagle oczy jak 5 zł i gram do odcięcia i nagle 70-80h na liczniku xD
„Dying Light” ma jednak mroczniejszy klimat i to mi się bardziej podobało. W sumie oprócz systemu walki i lokacji, to wszystko podobało mi się bardziej właśnie tam. Oczywiście porównuję tylko do jedynki, bo w dwójkę czy „The Beast” jeszcze nie grałem.
28 lat później – Część 2: Świątynia kości to jest dla mnie proble, bo ten film to dosłownie dwie zupełnie różne produkcje sklejone w jedną całość.
Pierwsza połowa to czyste 2/10. Słabizna i głupota. Jasne, można zrozumieć, po co twórcy to nakręcili i co chcieli tym fragmentem zbudować, ale wyszło to okropnie. Nie znoszę filmów, które pokazują bezmyślne okrucieństwo tylko po to, żeby zaszokować widza – od razu przypominają się najgorsze momenty z serii Hostel. Co gorsza, tutaj ten cały sadyzm nie był nawet nakręcony w jakiś efektowny czy widowiskowy sposób. Było po prostu szaro, nudno i bez pomysłu.
Za to druga połowa? Wszystko zmienia się o 180 stopni, kiedy na ekranie zaczyna dominować Ralph Fiennes. Gość jest po prostu genialny. Wizualnie wygląda jak totalny wariat i sam szatan, ale jego zachowanie to czysta klasa – działa jak zimny, kalkulujący (i nieco szalony) naukowiec. I to jest dokładnie to, czego najbardziej brakowało w obu filmach z tej serii. Najłatwiej jest przecież pokazać upadek cywilizacji, krew i ludzi skaczących sobie do gardeł. Prawdziwą sztuką w kinie postapokaliptycznym jest pokazanie sensownej próby ratowania tego świata, która ma ręce i nogi. Fiennes wnosi do tej historii upragnioną logikę i totalnie ratuje drugą część seansu.
Ten film to niesamowity rozkrok. Jeśli oceniać go przez pryzmat całości, to równe połówki dają nam coś w okolicach mocnego średniaka. Ale ze względu na drugą część i popis Fiennesa, po prostu trzeba to zobaczyć – nawet jeśli przez pierwsze kilkadziesiąt minut trzeba mocno zgrzytać zębami.
@PrzylecialWiekszySamolot Ralph Fiennes robiący pokaz "satanistyczny" tańcząc do utworu Iron Maiden "The Number of the Beast" jest warty przemęczenia się całą resztą
też mi się wydaje, że trochę się pozmienia w holyłudzie. Już teraz można zrobić dowolną scenę bez ruszania się z przed komputera. Wklejenie do niej dowolnego "zcyfrowanego" aktora jest ograniczone jedynie prawami autorskimi a nie techniką. Do tego okulary 3D i mechanizmy znane z gier RPG i będziesz miał indywidualizowane filmy na żądanie. Już teraz przyznawanie sobie tych pozłacanych statuetek przez branżę filmową wygląda dla mnie jak impreza taneczna na Titanicu.
@pigoku trochę? Pogadałem z czaremgpt na ten temat, Sora niedawno ukrócili pod pretekstem praw do wizerunku, ale Sedance jest chińskie i mają wywalone jajca na to co chce holywood.
To się wręcz może skończyć utratą przewagi w rozwoju, bo jeśli w Chinach te produkty będzie można rozwijać dowolnie a w USA nie, to USA zostanie w tyle.
Do tefo dochodzi nie tylko utrata masy miejsc pracy w branży kreatywnej i kolejny cios w klasę średnią, ale też ryzyko utraty przewagi kulturowej, zachodnia kultura od dekad dominuje min. dzięki Hollywood, a co kiedy to się skończy?
Tytuł: Dawn of the dead
Rok produkcji: 1978
Kategoria: Horror / Sci-Fi
Reżyseria: George A. Romero
Czas trwania: 2h 7m
Ocena: 7/10
Pierwszy film o zombie jaki widziałem w życiu. Miałem może 8 lat i leciał w telewizji. Ojciec zaczął oglądać i zasnął, a ja jak zaczarowany oglądałem do końca. Pamiętam, że kilka nocy pod rząd miałem kłopoty ze spaniem;)
Ten film rozpoczął moją miłość do wątku zombie która trwa do teraz.
Sam film jako film nie jest wybitny, najazd bandytów to debilizm, gra aktorów taka sobie, zombie są... Różne. Od bezmózgich, nieustępliwych maszyn do zabijania aż do nudnych manekinów.
Ale klimat beznadzieji, ciągłego stresu i nieuniknionej konfrontacji z zombie robi robotę.
I najważniejsze - ten film kładł podwaliny pod to jak postrzegamy zombie dzisiaj i tak trzeba go oglądać.
Swoją drogą remake tego filmu z 2004 to mój absolutny top w kwestii filmów o zombie (dodatki z DVD z filmu 8/10 robią 9/10). A uwierzcie, że jestem kurde wybredny i oglądałem/czytałem/słuchałem dużo w tym klimacie.
Mimo że film nie wnosi niczego nowego do gatunku związanego z zombie, to oglądało mi się dobrze.
Pewnie dlatego, że film wygląda jak skrzyżowanie „Day's Gone” (nie grałem, ale kojarzę, że główny bohater jeździ na motocyklu, co tutaj też występuje - zresztą widać to już na plakacie) i „Project Zomboid”, w którym razem z kolegami spędziłem kilkadziesiąt godzin na przemierzaniu świata, zbieraniu zapasów i umieraniu. Głównie umieraniu, bo o to było tam bardzo łatwo. Tu też główny bohater, Manel, uzbraja się w to, co mu się uda znaleźć, a potem wyrusza na plądrowanie opuszczonej najbliższej okolicy w poszukiwaniu zapasów. I razem z nim przeżywałem radość z powodu odkrycia domu wypełnionego jedzeniem : D Powtórzę się, ale bardzo przypomniało mi to „Project Zomboid”.
Końcówka nie przypadła mi do gustu - z takiego na pozór realistycznego przedstawienia życia po wybuchu pandemii zabójczego wirusa zamieniającego ludzi w zombie film przeszedł w optymistyczny i trochę przerysowany obraz. Oczywiście, że głównemu bohaterowi udaje się dostać do oczywiście sprawnego helikoptera i oczywiście udaje mu się uciec. Przepraszam za spoiler, ale byłem zawiedziony tym zakończeniem. xD
Ok, testuję grę o zombie a konkretnie to o zarządzaniu grupą ocalałych w postapokalpitycznym świecie. Gra nazywa się Infection Free Zone a najciekawszą jej mechaniką jest generacja mapy na podstawie topografii prawdziwych miast i miasteczek. Tak więc każdy może bronić swojego osiedla ( ͡° ͜ʖ ͡°)
PS. Gdyby hejto nie miało gównianej kompresji to moglibyście przeczytać, że miasto na mapie to Puławy xD
Zombie wszędzie, zwierzęta jak z koszmaru, rośliny padły. I co zostaje? Banda motocyklistów, która akurat w dzień apokalipsy zrobiła największą libację ever.
Teraz żeby nie zmienić się w jednego z trupów, musisz pić. Dosłownie.
Czy zdołasz przetrwać? Kim się ostatecznie staniesz? Nadchodzi czas próby. Życie toczyło się, jak zwykle, gdy nagle nadeszła fala śmierci i zniszczenia. Na twoich oczach rozpadło się całe społeczeństwo, a armia podjęła daremną próbę obrony poszczególnych miast przed szwendaczami.
Dziś, wraz z garstką innych ocalałych, starasz się za wszelką cenę przetrwać.
Wyobraź sobie, że budzisz się rano, idziesz po kawę, a tam zombiak gryzie twojego sąsiada. I nagle się okazuje, że to już.
Nie grasz żadnym magiem, wojem czy elfem – grasz SOBĄ. Dosłownie. Bierzesz kartkę i wpisujesz siebie. Umiesz strzelać? Nie? No to lipa. Masz zapasy? Umiesz otwierać konserwy nożem? Nie? To też lipa.
Ty, tu i teraz, twoi ziomale, wasz blok, wasz kot, ten gość z warzywniaka – wszyscy mogą wylądować w scenariuszu, gdzie umarlaki właśnie rozwaliły cywilizację.
Ehhh jak mi zawsze smutno ogladajac takie filmiki. Chcialem isc do szkoly pilotow w deblinie to na wku powiedzieli, ze jestem 2cm za wysoki i nie zmieszcze sie do samolotow treningowych i elo :( zniszczyli mi zycie!