Dziś jako soundtrack do pracy służy mi ta kolekcja numerów jeden The Beatles. Co tu dużo pisać, same przeboje a do tego piękne dwupłytowe wydanie na wypasie - kolorowa wkładka, plakaty z wizerunkami Beatlesów. Przyjemnie to trzymać w ręku po prostu.
Nie będę się rozpisywał. Beatlesów kocham od dziecka. Słucham, czytam o nich, oglądam filmy.
@Klamra Wczesnych uwielbiam ze względów sentymentalnych. Tych po terapii lubię ale już dość wybiórczo. Za albumy poterapeutyczne uznaję wszystko od "Help!" w górę. Generalnie, nie kierując się sentymentami z dzieciństwa, jako ulubiony album wskazałbym "Revolver". Już chłopaki są po kwasie ale jeszcze gdzieś pobrzmiewa, dawna małoletnia energia. Dla mnie tutaj wszystko jest na swoim miejscu a całości dopełnia świetna okładka Klausa Voormanna. Poprzedzający "Rubber Soul", to jest też wspaniała rzecz. Nie przepadam za to za wychwalanym pod niebiosa "Sierżantem" i tzw. białym albumem. Dla mnie to są "przegadane" płyty. Biały album jest zwyczajnie za długi i pełen jakichś bzdurnych odlotów, które chyba tylko sami twórcy rozumieli.
@WatluszPierwszy dzięki. Bo jestem w trakcie odsłuchiwania całej ich twórczości i właśnie teraz będę odsłuchiwał „Help!” (° ͜ʖ °) obrałem sobie chronologiczny odsłuch, żeby śledzić właśnie tą ich zmianę
Dzisiaj sobie kręcę debiutancki album Midge Ure'a wydany gdy Ultravox miała przerwę w drugiej połowie lat 80 tuż przed rozpadem w 1987. Jest na nim m.in "If I was" który załapał się do Top 1 we wrześniu 1985 roku czy "That certain smile" albo ''Antilles'' które chyba wszyscy znają a jak nie to zachęcam do odsłuchania sobie, kawał fajnego synthpopu
Ultravox przed pierwszym rozpadem wydali jeszcze razem album U-Vox który też mam w kolekcji ale nie było na nim żadnych znaczących hiciorów, najwyższa pozycja to "All Fall Down" na miejscu 30 - apropo z ciekawostek to ten album ma fajnie zaprojektowaną okładkę z różowymi paskami na zewnętrznej folii dzięki której wygląda jakby tekst się przesuwał przy wyciąganiu płyty
Dzisiaj mija 45 lat od tragicznej katastrofy lotnicznej na Okęciu w której zginęła m.in. Anna Jantar i tak mnie naszło na posłuchanie sobie wszystkich albumów - zaczynając od ''Tyle słońca w całym mieście''. Ciekawi mnie jakby potoczyła się kariera Anny Jantar gdyby nie ten tragiczny wypadek - miały w sobie to coś jej piosenki
@MarianoaItaliano Wczesna śmierć u szczytu kariery unieśmiertelnia artystów. Kto wie, może później nagrałaby jakąś chałturę i nie byłaby tak pozytywnie odbierana jak teraz. Albo grała do porzygu na sylwestrach jak Rodowicz.
@Eternit_z_azbestu Jest możliwe. Może byśmy teraz śmeichowali z rozmrażania Anny Jantar. Ale IMHO ona szła w bardzo fajnym kierunku, była teoria w necie że miała dosyć wizerunku takiej słodko-pierdzącej wokalistki i szła by w kierunku Bajm czy Trojanowskiej, zresztą nawet te piosenki Trojanowskiej z pierwszego albumu z Budką Suflera to miały być dla Jantar tak gdzieś wyczytałem. Nic nie może wiecznie trwać było dobrą zapowiedzią tej zmiany stylu.
Takie intensywne zajęcia człowiek ma że nie ma kiedy nowych nabytków posłuchać A wykombinowałem sobie jeszcze przed urlopem Opole 85 na przykład i same hiciory sprzed 40 lat - Papierowy księżyc, Daj mi tę noc czy Diamentowy Kolczyk. Na słuchawkach coby reszty domowników i sąsiadów nie pobudzić ale na piątek jestem w domu cały dzień to sobie przygotowałem pierwszy album Kombi czy solową płytę Cugowskiego nagraną z Crossem. Będzie basów trochę
@FriendGatherArena No specyficzny ten album jest, chociaż Przytul Mnie czy Hotel twoich snów jest spoko akurat, to jeszcze etap przed szerokim użyciem syntezatorów, jeszcze ręczna perkusja a nie automat dlatego ma takie surowe brzmienie Królowie Życia, a zwłaszcza ''Bez ograniczeń'' to już była topka Kombi IMHO
Jeszcze jak teraz bd w PL muszę koniecznie sobie skombinować singla z ''Taniec w słońcu'' bo nie mam
Dziś Cock Sparrer "Guilty as Charged" na ładnym niebieskim winylu. Wznowione wydanie wypuszczone przez amerykański Pirate Press. Kawał dobrej muzyki tych klasyków z UK.
Ta płyta zawsze wywołuje u mnie sporo nostalgii. Pierwszy raz poznałem ją w wersji kasetowej w latach 90. wydanej u nas w Polsce na licencji przez Carry on Oi! Katowałem to wtedy niemiłosiernie. Jako, że kapela to już dziadki, które zaczynały grać w 1972, to jakiś czas temu zapowiedzieli, że koniec z nagrywaniem nowych płyt. Koncertują jednak co jakiś czas a ja miałem szczęście widzieć ich na żywo w 2013.
@SaucissonBorderline i chcesz to bezpośrednio do gramofonu podłączyć? Jakoś wątpię, że to będzie dobrze grało bez wzmacniacza..
rock bardzo dobrze brzmi, elektroniki nie słuchałem ale cięższe gitarowe brzmienia niestety bardzo płasko. obstawiałbym, ze z elektroniką, która też potrzebuje dużo dołu, będzie podobnie
A tu Peter Gabriel, którego spotkałem na ... berlińskim śmietniku, dosłownie. Jak można Petera na śmietnik wywalić. Biedny pomyślałem. Okładka lekko namokla, była zniszczona, ale w środku... nienaruszony wosk. Sladgehammer czy Red Rain grają czyściutko. Tym bardziej cieszy membrany. Jak mówią za darmo to i Zenek cieszy . (No może z tym Zenkiem troszkę przesadziłem ) #muzyka #petergabriel #winyle #hifi
Niedziela ... pod igłę trafia jeden z moich ulubionych albumów Marillion "Misplaced Childhood". Często spotykam się z opinią, że po odejściu Fisha zespół już nie grał tak dobrze. Co wy na to? Dla mnie albumy takie jak "Brave" czy "Marbles" to kawał fajnej muzyki. Zespół zmienił brzmienie na ... inne ,a nie gorsze. Ale to tylko moja opinia. A jak wy to ocenianie? #muzyka #winyle #rock
Mała, popołudniowa dawka "cocaine" jeszcze nikogo nie zabiła. Pod igłę trafia slowhand od Erica Clapton'a, a w kolejce Santana, Grammatik, Gorillaz. A co tam u was membranami potrząsa? #muzyka #winyle #rock #rap #gramofon
Dziś kręci się coś co takie stare dziady jak ja lubią najbardziej. Absolutna staroć. Hiszpańskie wydawnictwo Liquidator robi kawał dobrej roboty. Wyszukują jamajskie rarytasy ska, rocksteady i reggae i przywracają je do życia w postaci takich oto miłych dla oka krążków. Rzecz z gatunku muzycznych wykopalisk. Nagrania z lat 1961-1970. Przyznam, że szczególnie lata 60. są mi bliskie jeśli chodzi o muzykę jamajską. Fajne, oldschoolowe brzmienie, przykurzone i zdecydowanie nie na dzisiejsze czasy ale dla miłośników gatunku ta płyta to perełka. Roy Panton i Yvonne Harrison byli jednym z pierwszych duetów jamajskiej sceny ska i rocksteady. Może nie byli gwiazdami największej wielkości i zachowały się po nich jedynie single ale nie zmienia to faktu, że słucha się tej płyty niezwykle przyjemnie.
No dobra, skoro zostałem wywołany, a właściwie to sam się wywołałem, to się pochwalę, co kupiłem. Dire Straits: Live at Hammersmith, za⁎⁎⁎⁎sty wykon z Londynu, który moim zdaniem w całości urywa d⁎⁎ę, ale jeśli chcecie coś posłuchać z tego albumu to absolutnie trzeba interpretacji live Sułtanów swingu, bo jest k⁎⁎wa genialna. Fajne wydanie, płytki bez uszkodzeń, używka.
Dziś taki placuszek z UK chociaż tym razem to niemieckie wznowienie. Hotknives to, jak ktoś kiedyś gdzieś napisał, zespół który spóźnił się na erę 2-Tone a powstał za wcześnie na trzecią falę ska. Nie zyskali nigdy szerszej popularności w swoim kraju i dziś grają głównie na festiwalach ska i imprezach skuterowych, gdzie udaje im się zgromadzić grupę wiernej publiczności. Niemniej nie jest to kapela zapychająca sale koncertowe. W Polsce stali się popularni wśród fanów ska w latach 90, kiedy to wydawnictwo Rock and Roller wypuściło na kasetach bodaj dwa ich albumy.
Dziś na talerzu Red Alert - "We've Got the Power".
Lata 80. w Wielkiej Brytanii, to był burzliwy czas. Przemysł targany problemami, wojna na Falklandach, rozrost korporacji kosztem życia tzw. szarych mas. Na czele rządu stoi Margaret Thatcher, zwana Żelazną Damą. To wszystko jest pożywką dla frustracji młodego pokolenia a jednocześnie dużym kopniakiem dla ich twórczych zapędów. Pod koniec lat 70. rodzi się muzyka oi! Na przekór coraz większym artystyczno-odlotowym zapędom zespołów post-punkowych oferuje młodym ludziom proste brzmienie i równie proste teksty odnoszące się do otaczającej ich rzeczywistości.
W 1983 roku zespół Red Alert z robotniczego Sunderland wydaje swój debiutancki album "We've Got the Power". Dla mnie to najlepsza płyta z tego gatunku. Proste acz nie prostackie teksty, muzycy, którzy grają prosto ale niesamowicie sprawnie. W zasadzie ten krążek to hit za hitem. Świetnie oddaje klimat Wielkiej Brytanii w tamtym okresie, jest swego rodzaju dokumentem muzycznym ery Thatcheryzmu.
Fanem #deathmetal to ja nie jestem. A zwłaszcza takiego klasycznego. Uważam go za muzykę pozbawioną duszy i na dłuższą metę, tak po prostu nudną.
Za to lubię te defy, w których słychać choć odrobinę szaleństwa. Gigan, Altarage, Impetuous Ritual czy król ich wszystkich - australijski Portal.
To zdecydowanie taka myzyka, że jak ją odpalisz przy kimś, kto słucha "normalnego rocka i metalu", to on zacznie się zastanawiać, czy ty sobie jaja robisz, czy serio jesteś tak po⁎⁎⁎⁎ny, by słuchać tego z przyjemnością. A ty jeszcze masz całą dyskografię na plackach...
Portal rzadko koncertuje, a już tym bardziej poza Australią. W 2013 byłem jeszcze na tyle młody, że jak widziałem gdzieś w Europie koncert zespołu, na którym jeszcze nie byłem, to kupowałem bilet i później zastanawiałem się, co dalej. Tym sposobem załapałem się na Portal w Sztokholmie, gdzie piwo w barze kosztowało więcej niż CD na merchu, a kanapka na lotnisku chyba nadal jest w top 10 najdroższych posiłków, jakie jadłem. Ale było warto, absolutnie niezapomniany koncert spędzony przy samej scenie
No i jak już pisałem, Portal będzie w tym roku na defowym festiwalu w Kopenhadze. Nie jadę, bo poza Portalem to bym się tam wynudził, ale liczę na jakieś inne koncerty, skoro już przylatują.
A tu próbka z ich najlżejszej płyty, najniższy próg wejścia. Nawet teledysk nakręcili.
Dziś The Stone Roses. Dla mnie kapela wręcz pomnikowa. Niestety odkryłem ich dość późno i nie dzięki samej muzyce a poprzez zainteresowanie się brytyjską kulturą kibicowską i całą jej otoczką. Mam wrażenie, że w Polsce jest to zespół mocno niedoceniany ale w Wielkiej Brytanii ma status kultowego. Obok Buzzcocks i Joy Division to chyba moja ulubiona kapela z Manchesteru.
Dziś kręci się Sick Of It All. Kapela pomnikowa dla nowojorskiego HC i moi ulubieni klasycy tego gatunku. Ta płyta to chyba jeden z jaśniejszych punktów w ich dyskografii. Limitowane wydanie włoskiego Radiation Records. Tutaj fajne jest wszystko muzyka, okładka, proste ale trafiające do serca teksty. Sick Of It All w najlepszej odsłonie dorównującej czasom gdy nagrywali takie przebojowe płyty jak "Call to Arms" czy "Life on the Ropes".