Miałem ostatnio okazję ponownie przeczytać Alfabet Urbana i autor tam dość krytycznie wyraził się o bohaterce dzisiejszej płyty.
RINN Danuta – reklama nowego reżimu
Była symbolem dostatku epoki Gierka. Wspierała propagandę sukcesu śpiewaniem szlagierów
optymizmu: „Wszystkiego najlepszego”. Pleplała! „Na deptaku w Ciechocinku”. Po upadku Gierka
doznała politycznej iluminacji. Uprawiała już wyłącznie pienia kościelne, przeważnie w Muzeum
Archidiecezji Warszawskiej, gdzie jej jednak nie złożono na zawsze. Śpiewała tam m.in. Brylla, który jest
tym w polskiej poezji, czym kryl w jadłospisie.
W związku z odzyskaniem przez Polskę suwerenności, arystokracji, akcji, orła z koroną,
bezrobocia, Jeziorańskiego, kultu marszałka i ciała Ordonki, Rinn zrzuciła z siebie żałobę narodową i
wróciła do twórczości lekkiej. W telewizji robi widowisko oparte na kokietowaniu nadwagą.
Pokazywanie na ekranie TVP Danuty Rinn, artystki oryginalnej wyłącznie otyłością, wraz z Zającówną –
artystką, której indywidualizm twórczy sprowadza się do chudości – nie daje niestety wymarzonej
średniej jakości występów.
Generalnie ja dopiero odkryłem Danutę Rinn bardzo późno, jazz to raczej nie moja bajeczka ale w tym wykonaniu to jest miodzio. Faktycznie jest w tym jakiś splendor tych festiwali z lat 70, muzyka typowo estradowa, dzisiaj się już takiej nie wykonuje i nie nagrywa, jedyna do dzisiaj aktywna artystka która mi przychodzi do głowy z tego takiego estrardowego gatunku muzyki to Alicja Majewska, ona jako jedyna jeszcze ma jakiekolwiek wokalne pierdolnięcie, reszta równie dobrze mogłaby być wygenerowana przez AI...
#muzyka #winyle

