Obecnie jesteśmy świadkami dewaluacji rubla przeprowadzanej przez rynek w sposób kontrolowany. Dewaluacja ta powinna zostać przeprowadzona w lipcu. Jednak jak to bywa z reżimem Putina, lubi on podejmować decyzję dopiero przyparty do ściany. Tak jest obecnie.
Obecna dewaluacja jest kontrolowana przez bank centralny i jest kołem ratunkowym rzuconym eksporterom węglowodorów. Niemniej to, że zdecydowano się na ten ruch przed świętami prawosławnymi świadczy, że sytuacja eksporterów jest fatalna.
Czy w 2023 rubel jeszcze się osłabi? Wszystko wskazuje, że tak i to mocno, a związane to będzie z drukiem rubli i zwiększającym się deficytem finansów państwa.
I po raz pierwszy będą winne sankcje. I mówimy tu o sankcjach wprowadzonych 5 grudnia, czyli embargiem na węglowodory. Nie będzie pomagała malejąca konsumpcja i drożejący import. Powstanie zaklęte koło, biedniejący Rosjanie, mniej realnie wpływów z VAT i podatków. A taniejący rubel będzie powodował biednienie Rosjan. Powstanie typowy krąg recesyjny.
Więcej tutaj u Pawła Jeżowskiego. Treść powyżej z postu z końcówki 2022r.
Intryguje mnie Norwegia. Dlaczego kraj który spija całą śmietankę wojenną i zarabia gruby dolary zastępując Rosję na rynkach węglowodorów ma tak słabą walutę praktycznie słabnącą przez ostatni rok wojny? Ktoś się zna na tamtejszej gospodarce i napisze coś na ten temat czy to specjalne zagranie tamtejszego banku centralnego czy kryje się za tym jakiś lokalny kryzys?
No cóż, może to im się opłacać mimo wszystko, tak samo jak Chińczycy od dekad już sztucznie zaniżali kurs juana by być konkurencyjni, tak samo mogła robić Norwegia jak i inne kraje pozycjonujące się na eksport, zwłaszcza surowców. Jeśli Norweska korona zrobiłaby się absurdalnie droga dla ich klientów, to Norwegom przestałoby się opłacać sprzedawać gaz a w dalszej perspektywie powodowałoby to kryzys i u nich i u nas. Ekonomistą nie jestem ale wiele krajów, bogatych krajów obniża wartość swojej waluty by zyskiwać w dłuższej perspektywie.
@mati3654 Celowo trzymają na niższym poziomie, aby utrzymać wyższe przepływy pieniężne z zagranicznymi krajami i nie zawalić wizji rozliczania się koroną jako walutą, przez którą kontraktor może stracić, zamiast wybrania euro lub dolarów. Trzymają się globalnych trendów, firmy mają dzięki temu stabilne umowy, a rząd zyskuje. W krótkiej perspektywie tracą na tym obywatele, ale dzięki utrzymaniu tej stabilności w długim okresie jest to dla przeciętnego obywatela lepsze rozwiązanie. To taka trochę gra na stratę, gdzie mimo bycia na szczycie w perspektywie jest umocnienie gospodarcze za drobne spadki walutowe, a dywersyfikacja funduszy i tak bazuje na innych walutach, więc oszczędności są względnie bezpieczne.
I tak, przeciętni Norwegowie też teraz zmagają się z inflacją, podwyżkami stóp i problemami jak każdy inny, ale wbrew pozorom gospodarce nie zagraża spadnięcie z rowerka, a tylko zachwianie i jako jedni z niewielu mogą spokojnie patrzeć na światową sytuację i czuć się swobodnie.
Te korony to w ogóle dziwne waluty. Po pierwsze koronę się nosi na głowie a nie w kieszeni. Po drugie niektóre mają w sobie dziurki (szwedzkie). Po trzecie zawsze kosztują tyle samo od 10 lat xd
Chorwaci załamują ręce - od kiedy najmłodsze stażem państwo Unii Europejskiej przeszło na unijną walutę, "strach" iść do sklepu, skorzystać z fryzjera czy usiąść w kawiarni lub restauracji. Ceny poleciały na łeb, na szyję.
@inty Prawda jest taka, żeby wzmocnić złotówkę to premier by musiał wyjść powiedzieć redukujemy socjal i niepotrzebne wydatki ( pomniki, promocja, durne kampanie np promocja ustaw z których i tak nie możesz nieskorzystać ) , przedstawić jakiś plan na potencjalny/obecny kryzys. Rozpocząć normalny dialog z UE,
Chociaż może Mateusz se wymyślił , że będzie grał na spadek PLN, żeby więcej z KPO wyciągnąć na kiełbasę wyborczą.
W czwartek po południu kurs EUR/PLN znalazł się na najwyższym poziomie od 12 lat. Złoty razi słabością, a analitycy nie widzą zbyt wielu pozytywów, które mogłyby wesprzeć polską walutę.
Czwartkowe popołudnie przyniosło kolejne osłabienie polskiej waluty. W efekcie po godzinie 16:00 cena euro wzrosła na rynku forex do 4,6448 zł. To poziom wyższy niż październikowe maksima (4,6439 zł), co oznacza, że polska waluta jest najsłabsza względem euro od wiosny 2009 roku, a więc 12 lat