#motocykle

112
1330

Ech, chyba tym razem kombinowanie i januszowanie się na mnie zemści. W dłubanym harlejku przy glebie naderwał się ogranicznik skrętu, początkowo myslałem o wymianie półek ale po tym jak okazało się, że lagi i pólki są proste a sam ogranicznik można ogarnąć napawając i potem obrabiając, skusiłem się na zawiezienie tego do zakładu, który zajmuje się właśnie spawaniem i obróbką aluminium.


Cebulacka dusza uradowała się, gdy zapowiedzieli że koszt naprawy tego zamknie się prawdopodobnie w 100-150 pln. No a przyszło co do czego i tak:


  • koszt ponad trzykrotnie przekroczony, bo grzebali się przy tym kilka godzin i policzyli mnie za czas roboty (co przy okazji wzbudza moje obawy, że robili to po prostu pierwszy raz w życiu i uczyli się na moim elemencie)

  • zwymiarować dokładnie tego ogranicznika sami nijak nie potrafili i nie mam nawet pojęcia czy będzie pasowało

  • sztyca ma ślady i rysy po trzymaniu tego w imadle, oczywiście na żywca, kto by tam się przejmował jakimiś nadkładkami na szczęki, niepotrzebne to

  • sztyca przekręciła im się w półce o 90 stopni (jest w niej otwór w który wchodzi pin blokujący kierownicę, wiec musi być w określonym położeniu), mają jeszcze poprawić -_-

  • jeszcze próbowali ową sztycę wyciągnąć z półek, powiedzieli mi, że się,nie da - po czym wyszło że robili to na chama i wyciskali w złą stronę - do tego sądząc po śladach podgrzewając i waląc podczas gdy powinno się to robić na prasie -_- mam nadzieję, że nie zrujnowali do cna geometrii


No i efekt tego taki, że z roboty która miała wyjść stówkę lub ciut więcej będzie prawie 4 stówy i spora szansa, że półka nada się na śmietnik i trzeba będzie szukać nowej/używanej - dodatkowe koszty.


Jezu, mam czasem wrażenie, że jak po prostu nie zrobię czegoś sam albo nawet zapłacę komuś, ale nie poprowadzę za rękę jak dziecka tłumacząc przy każdym kroku co trzeba uważać przy robocie, to rezultat będzie opłakany. A co mnie rozwala jeszcze bardziej, to to że nie mam nic wspólnego na codzień z obróbką metalu, więc na dobrą sprawę dlaczego miałbym to wiedzieć - powinienem po prostu zostawić to i odebrać gotowe. I jeszcze niby zakład co dobre oceny ma, no ja piehdolę.


No nic, będę to jutro zakładał na próbę, może akurat będzie dobrze.


#motocykle #gorzkiezale

Zaloguj się aby komentować

Trójka na plusie, sucho, można jeździć. Pierwsze tankowanie w tym roku. Głód na chwilę został zaspokojony.

Suchar z życia wzięty:

-czego nie ma na stacji benzynowej Shell?

-benzyny 98

Badumtysss...

#motocykle

47a826b2-1930-48cc-a5da-342cb069c631
6d6cf015-3eaf-485a-932a-c588c209aa11
Yes_Man userbar

@Yes_Man w tym roku jeszcze nie jeździłem, a mialem zamiar pojeździć w tym tygodniu. Niestety jakieś mocniejsze przeziębienie weszło i z moich zimowych planów nici

Zaloguj się aby komentować

Motomki, szukam dobrej szkoły nauki jazdy na motorze w Rzeszowie, gdzieś byliście i polecacie? Ewentualnie na co zwracać uwagę przy wyborze?

#motocykle #rzeszow #prawojazdy

@Wido co do lokalizacji to nie pomogę bo inna część Polski, ale jeśli chodzi o szkołę ogólnie to zwróć uwagę czy model motocykla jest taki sam jak w twoim WORDzie i popytaj czy instruktorzy aktywnie udzielają porad podczas manewrów czy tylko dają moto i każą się pokręcić przez godzinę.

@Wido na takich kursach uczą tylko zdawać egzamin.

Jazdy będziesz się uczył praktykując. Sam zobaczysz, że tam się liczy tylko kasa i zdany test.


Do prawdziwej jazdy potrzebny ci kurs na torze. Takie coś prowadzą np. motopomocni.pl (ja się u nich szkoliłem w zeszłym roku i pewnie podskoczę na zaawansowany w tym)

Oni otwierają oczy i pokazują na czym cala zabawa polega.

Zaloguj się aby komentować

W ramach dalszego ciągu uzdatniania harlejka kupionego na aukcji z USA, przeliczę dziś na ile opłaciło mi się bycie cebulakiem i kombinatorem.


Harlejek, przy którym aktualnie sobie hobbystycznie dłubię przyjechał z totalnie zdezintegrowanym w wyniku przewrotki licznikiem. Mało tego, również mocowanie licznika uległo zniszczeniu. Po wygraniu aukcji czułem, że będzie to (i mam nadzieję że tak zostanie xD) najdroższy do naprawienia element motocykla, stąd też od razu zacząłem kombinować. O ile cena nowego licznika w USA nie przeraża i wynosi ok. 300 dolarów - tak w PL i ogólnie w Europie harlejek staje się produktem premium xD i ten sam licznik kosztuje już ~2600 pln, czyli ponad dwa razy tyle xD Do tego standardowy licznik jest dość lichy, więc wychodzi, że o wiele lepiej kupić od razu akcesoryjne kombo licznik+obrotomierz, które kosztuje podobnie, a oferuje więcej. Wciąż jednak jest to ponad 2800 plnów, co bolało moją cebulacką duszę. Zamiast więc jak uczciwy, dobrze zarabiający człowiek - po prostu zamówić od razu dobre i przeboleć wydatek, poświęciłem kilkanaście godzin na kombinowanie i dłubanie żeby coś przyoszczędzić XD


Na początek wyszukałem, że mój motocykl ma już inny rodzaj licznika, który nie przechowuje przebiegu. Działa to w ten sposób, że przebieg trzymany jest w komputerze samego motocykla - przy wymianie licznika na nowy, przebieg zaczytywany jest do nowego licznika, a po przejechaniu pewnego dystansu - licznik parowany jest na stałe z motocyklem na podstawie numeru VIN. Problem pojawia się w przypadku licznika używanego - bo motocykl nie będzie chciał się już z nim sparować.


Udało znaleźć mi się w internecie praktycznie nowy licznik w dobrej cenie. Żeby było trudniej, licznik co prawda był od sportstera, ale innej wersji - która miała obrotomierz - i licznik ten występował tylko tam. Czy podejdzie do mojego? Dzięki uprzejmości kumpla i jego służbowej fury xD zapakowaliśmy motocykl na przyczepę i pojechaliśmy sprawdzić. No i super - okazało się, że licznik pasuje i działa, niestety jest też już sparowany z innym motocyklem. No ale od czego są majstry xD Udało załatwić się przeprogramowanie komputera (które w sumie i tak by mnie czekało z uwagi na montaż europejskich świateł) i 250 złotych później miałem licznik gadający z komputerem oraz tylne światła z normalnymi kierunkowskazami.


Została do rozwiązania kwestia zniszczonego mocowania na licznik. Standardowe do sportstera jeszcze idzie dostać jako używane za ok 600 pln, nie zmienia to faktu, że jest paskudne i moim zdaniem nie pasuje do motocykla. Miałem w piwnicy kupiony tzw. relocation kit od majfrendów, który pozwala przymocować licznik do przedniego zawieszenia, został mi po poprzednim sportsterze i był akurat w kolorze srebrnym, więc postanowiłem go wykorzystać. Brakowało mi jednak kilku elementów montażowych - gumek, śrub i tylnej ścianki. To postanowiłem kupić w ASO - w końcu ile mogą kosztować dwie śrubki, dwie gumowe uszczelki i kawałek plastiku? Wyszło, że ponad 400 pln, trochę sporo xD więc znów włączyłem tryb cebuli. Okazało się, że majfrendy robią gumowe uszczelki i można je kupić za całe 60 złotych za komplet. Niestety, plastikowe "plecy" licznika są tylko sprzedawane przez nich jako część większego zestawu i pisanie wiadomości z prośbą o kupno samego tego elementu zaowocowało tylko "aj sori maj frend, łi dont sel it". Na necie były dostępne jakieś używki, ale znowu - z trochę innego rocznika z dodatkowymi otworami, których moja wersja nie miała. Postanowiłem zatem przypomnieć sobie używanie free cada i dwie godziny mierzenia i tworzenia później xD miałem gotowy projekt. Wydruk z przesyłką wyszedł 30 złotych za sztukę, zrobiłem dwa różne projekty, bo nie wiedziałem, który będzie lepszy.


No i dobra, czas na podliczenie ile oszczędziłem na tej zabawie (straconego czasu nie liczę, bo to hobby xD):


Opcja normalna:


śrubki   11 pln

gumki   151 pln

plecy licznika   254,84 pln

licznik z obrotomierzem   2 850,74 pln lub 2 597,45 pln bez obrotomierza

mocowanie licznika (używka)   600 pln


Razem 3867,58 lub 3614,29 w opcji bez obrotomierza


Opcja ceboola:


śrubki   11 pln

gumki   60 pln

mocowanie licznika (majfrendowe)   120 pln

plecy licznika z drukarki 3D   30   pln

licznik   870 pln

programowanie licznika   250 pln


Razem 1341 PLN, czyli ponad 2k PLN zostało w kieszeni. Nieźle, będzie na prostowanie i malowanie baku i może jeszcze trochę zostanie:)


#motocykle

611241cb-c724-4c76-b66c-5a49b312ea72
b30ab5ef-ae86-4fdb-8b2c-27b0385c4edd
7afd445e-6f93-4557-a05f-e9dea85b022f

Zaloguj się aby komentować

Mapa drogowa do jazdy offroad po pustynii motocyklem. Jest to mix analogowej nawigacji papierowej i danych z gps oraz kompasu.


Rolkę nakręca się na automat sterowany przyciskami, a w trakcie jazdy po dotarciu do punktu szczególnego trasy, synchronizuje się ręcznie kilometraż ODO z danymi na rolce.


Informacje zawarte na rolce mapy drogowej zawierają długość odcinków między miejscami szczególnymi, kierunek jazdy, niebezpieczne punkty, wzniesienia i spadki terenu, oraz personalizowane dane przydatne w czasie jazdy.


#motocykle #ciekawostki

https://streamable.com/y3rquv

spawaczatomowy userbar

Zaloguj się aby komentować

@Yes_Man pierdziele taki interes. Nawet hulajnogą ciężko jechać na mrozie, a raptem 20km/h rozwija. Tylko rower, żeby się rozgrzać od środka ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯

Zaloguj się aby komentować

#motocykle #relacjazwycieczki

Hej, jako że sezon ogórkowy w pełni wrzucam swoją krótką relację z wycieczki Rometem 125 ccm dookoła Polski. Podróż odbyłem w 2022 roku. Oryginalnie relacja była opublikowana na moim blogu, tutaj wrzucam bez zdjęć niestety (bo nie umiem dodać w środku tekstu). Jeżeli to grafomania najwyższych lotów to dajcie znać, nie będę więcej spamował :P


  Po wejściu w nastoletni wiek pojawiły się u mnie ciągotki do podróży autostopem. Sam nie do końca jestem pewien skąd mi się to wzięło, wszak autostop wydaje się być martwy wsród pokolenia milenialsów. Pamiętam, że mając już stały dostęp do internetu sporo czasu przesiadywałem na forach autostopowych, czytałem relacje i przeglądałem zdjęcia, oglądałem filmy z wyjazdów. Wypytywałem co należy spakować do plecaka, czy kuchenka powinna być gazowa czy lepsza na denaturat. Byłem pod wrażeniem odwagi, ktoś był w Syrii, ktoś dojechał do Turcji czy Hiszpanii. Były osoby które się całkowicie nie znały, a ugadywały się na wycieczkę przez internet i spędzenie kilkunastu dni w swoim towarzystwie.

Na długą wyprawę autostopową nigdy nie starczyło odwagi. W moim otoczeniu nikogo nie ciągnęło do jazdy okazją, także moje wojaże ograniczyły się do kilku powrotów stopem z imprez.

Do autostopu miałem okazję powrócić za czasów studenckich, wszak jest organizowana, bardzo popularna wśród studentów, impreza Auto Stop Race, ale przyznam że formuła imprezy mnie odrzucała i nigdy nie wziąłem udziału.

    Tak sobie myślę, że moje mini podróże motocyklowe są kontynuacją tego zainteresowania sprzed kilkunastu lat. Widocznie w przyrodzie nic nie ginie i obecne w człowieku pasje potrafią się rozbudzić przy sprzyjających okolicznościach.

Tak właściwie to nie jestem pewien co mnie skłoniło do zakupu motocykla. Zainteresowanie było od zawsze, wujek miał Ogara na którym nigdy nie jeździłęm, a ojciec skuter który był ratunkiem na dorastanie na wsi. W poprzedniej pracy miałem kolegę który kupił motocykl o pojemności 125 ccm i byłem pod wielkim wrażeniem oglądając go na parkingu. Gdy tylko była okazja wypytywałem jak się jeździ, czy są problemy z eksploatacją, czy nie miał ostatnio jakichś przygód. Od tego momentu minął rok, i coś mnie tknęło, sam nie wiem co. Po prostu siedziałem na kanapie i nagle przyszła myśl "powinienem kupić motocykl". Chyba. Sam nie wiem.


Pomysł na objechanie Polski dookoła i odwiedzenie 4 punktów "naj" tj. punktów najbardziej wysuniętych na północ, południe, wschód oraz zachód przyszedł z youtube. Jak za nastoletnich czasów czytałem relację o podróżach stopem, tak tym razem śledziłem Grzegorza z kanału "Gregor w drodze" i wiedziałem, że to jest to, to jest mój plan na wymarzone wakacje.

Ze znanym sobie zapałem rozpocząłem kompletowanie sprzętu, nie było ani chwili na wahanie bo przecież znam siebie, odpuszczę na chwilę i nie zrobię już tego nigdy, wyjdzie słomiany zapał. Kupiłem najtańszy namiot z decathlonu, samopompującą matę. Posiłki miałem przyrządzać na nowym palniku gazowym, a całość władowałem do nowych 30 litrowych rollbagów.

Rozpoczęło się odliczanie, sprawdzanie czy na pewno wszystko mam, na googlu planowanie trasy, co zobaczyć, gdzie jest fajne pole namiotowe, prawdziwa przedwyprawowa gorączka. Co najzabawniejsze cała wycieczka potoczyła się zupełnie innymi torami, spałem w innym miejscu, zwiedzałem atrakcje których zwiedzania nie planowałem, a te które zaplanowałem bez większego żalu ominąłem. Już po pierwszym dniu rozjazd był tak duży że podążanie za planem było zupełnie bez sensu, mało tego, powodowało by tylko dodatkową spinę, że nie jadę zgodnie z tym co sobie zaplanowałem.

Dzień przed samym wyjazdem postanowiłem sprawdzić jak moja mała 125ka będzie się prowadziła obładowana sakwami, planowałem sakwy mieć po bokach a namiot z matą do spania na górze, niestety przeszkadzały kierunkowskazy więc zmuszony byłem zbudować taką konstrukcję


Dzień 1.

Oława - Strzelin - Dzierżoniów - Walim - Boguszów górce - Kamienna Góra - Kowary - Karpacz - Szklarska Poręba - Świeradów Zdrój - Gryfów śląski - Lubań - Zgorzelec - Ruszów - Łęknica - Tuplice - Lubsko - Bronków (428 km)


Noc bezsenna, milion myśli w głowie "kurde, ja naprawdę to robię, jadę sobie w długą wycieczkę w Polskę na motorku". Planowałem wyjechać około 7, z tego co pamiętam o 5 już się kręciłem po mieszkaniu nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Szybkie zniesienie sakw na dół, przytroczenie ich do motorka i jazda. Pierwsze kilka kilometrów mijało w niepokoju, sam nie wiem dlaczego, ale wszystko w środku aż drżało z ekscytacji i ciekawości co mnie będzie czekało w najbliższych kilku dniach. Zatrzymałem się na swoje pierwsze zdjęcie podczas tej wycieczki.


Dzień bardzo szybko zrobił się upalny, a ja nadłożyłem sporo drogi klucząc wśród uliczek Karpacza i Szklarskiej Poręby, próbowałem nadrobić to później w trasie do Zgorzelca, ale jadąc małą pojemnością nie byłem w stanie. Całe założenie wycieczki opierało się na omijaniu dróg szybkiego ruchu. Po dojechaniu do Zgorzelca i tankowaniu na stacji zeszło ze mnie sporo ciśnienia, chyba uwierzyłem że to się naprawdę dzieje. Wyjechałem na piękną trasę w kierunku północnym przy samej granicy, wokół pięknie pachnące lasy - droga po krótej jechałem to przeplatany na zmianę dziurawy asfalt z kocimi łbami, ale przy moich prędkościach przelotowych jechało się po prostu wspaniale.

Zbliżałem się powoli do pierwszego pola namiotowego, wybrałem lokalizację na googlu. Kilka kilometrów przed daną miejscowością znalazłem fajny most kolejowy, niestety fotograf ze mnie żaden i nie oddaje to w żaden sposób tego jak fajnie się czułem w tym momencie.

Sam dojazd na pole namiotowe był problematyczny, nie potrafiłem znaleźć trasy, na szczęście pomogli lokalsi spod sklepu spożywczego. Dorastałem w podobnej wsi więc doskonale się w niej odnalazłem, było dla mnie oczywiste że sklep to najlepsze miejsce na spotkania i ciekawe rozmowy. Rozbiłem się na polu, przyszedł czas na przetestowanie palnika i zakupionych naczyń.

To był zdecydowanie punkt kulminacyjny pierwszego dnia wycieczki. Przez większość dnia byłem nabuzowany emocjami i nie czułem głodu, jak tylko rozłożyłem namiot i poczułem, że pierwszy dzień mam za sobą głód dał o sobie znać. Zwykły makaron z pesto i oliwki, ale po przejechanych 430 km małym piździkiem smakował po prostu wybornie!


Dzień 2.

Bronkow - Krosno Odrzańskie - Cybinka - Słubice - Kostrzyn nad Odrą - Mieszkowice - Siekierki - Osinów dolny - Cedynia - Chojna - Kłodowo - Perzyce - Stargard - Nowogard - Kamień Pomorski - Dziwnówek (361 km)


Drugiego dnia również wstałem przed budzikiem, nie ma czasu na spanie kiedy można jechać! Celowałem w morze, konkretnie w nocleg w Dziwnowie_/_Dziwnówku, gdzie zostałem zaproszony na krótkie spotkanie przez kolegę Pawła z pracy. Zachodnia ściana Polski bardzo przypadła mi do gustu, przydrożne lasy bardzo fajnie wyglądały zza kierownicy, a zapach olejków z drzew iglastych miło przebijał się przez kanały wentylacyjne kasku.

Zupełnym przypadkiem trafiłem na ciekawe miejsce przy trasie, w miejscowości Siekierki znajduje się cmentarz wojenny 1 Armii Wojska Polskiego. Przypomniały mi się czasy gdy myślałem o sobie jako o patriocie, a określenia takie jak "narodowe", "ojczyzna" nie wywoływały wstędu przez nagonkę z rządowej telewizji. Pamiątkowa fotka przy T34/76 i w drogę

Ostatnia prosta, wg moich dochodzeń miejscowość Osinów Dolny jest najbardziej wysuniętą miejscowością na zachód, co potwierdza też widoczna tablica.

   Pierwszy punkt zdobyty, jedziemy dalej, do przejechania tego dnia pozostało jeszcze około 180 km, a pogoda coraz bardziej się psuje. Szybkie tankowanie w Gryfinie, postanawiam dojechać jak najbliżej granicy z Niemcami, niestety wbiłem się na most z którego nie były odwrotu - tym samym znalazłem się na motorku w Niemczech, gdzie nie można jeździć 125ccm na kat. B. Szybka nawrotka przy obserwujących policmajstrach i kieruję się na północ.

   Przy dojeździe do Dziwnówka miałem bardzo niemiły akcent w tej podróży, odwinął się pas którym skręcałem rollbagi i namiot do bagażnika i powiewał radośnie po asfalcie, akurat od strony łańcucha. O takim problemie dowiedziałem się od trąbiącego dostawczaka który mnie wyprzedził, jestem dozgonnie wdzięczny. Szybki zjazd na pobocze i poprawa pasa, kurde naprawdę źle mogło się to skończyć gdyby pas trafił w łańcuch i zablokował tylne koło...

    Dojeżdzam do Dziwnówka, pod wpływem emocji związanych luźnym pasem i ciągle mając w głowie co się mogło wydarzyć, wybieram pierwszy lepszy camping. Jak się później okaże trafiłem w paskudne miejsce - na polu straszny tłok, camper na kamperze, ceny wywalone w kosmos, a co najgorsze nie mogę się rozliczyć teraz i wyjechać z samego rana jak planowałem tylko muszę czekać do 9 rano... No nic, jestem po raz pierwszy w życiu samotnie nad morzem, idę na plażę.

Wieczorem krótkie spotkanie z kolegą z pracy i powrót do namiotu, niestety pomimo godziny 23 na kampingu nadal gwar i ciężko zasnać, zdecydowanie było to najgorsze pole podczas całej wycieczki.

Dzień 3.

Dziwnówek - Kołobrzeg - Ustronie morskie - Mielno - Łazy - Iwiecino - Dąbki - Darłowo - Postomino - Ustka - Objazda - Łeba (262 km)


Po wyruszeniu z kempingu premium cały czas spoglądałem w ołówkowe niebo**.** Prognozy nie nastrajały pozytywnie, właściwie przez większość dnia ma padać, a czasami dla odmiany lać. Miałem ze sobą ciuchy przeciwdeszczowe, ale jazda będąc przemoczonym przez 8 godzin średnio mi się uśmiechała...

Po godzinie 10 prognozy się sprawdziły i zaczęło padać, zatrzymałem się na ubranie przeciwdeszczówek i jazda dalej, przy okazji na postoju dowiedziałem się, że ładowarka do telefonu podłączona do akumulatora nie działa. Cóż, przynajmniej nie wyładuje akumulatora, a o prąd do telefonu będziemy się starać na polu namiotowym.

W Mielnie złapał mnie prócz deszczu ogromny korek na wjeździe, w tym momencie pożałowałem, że jeżdzę bez nawigacji. Mapa googla na pewno pokazałaby na czerwono co się dzieje, ale było za późno na zmianę planu, trzeba było się przeciskać do przodu. Po dojechaniu do Darłowa na chwilę wyjrzało słońce, byłem przemoknięty na wskroś jeżeli chodzi o rękawice i buty, spodnie i kurtka dawały radę. W Ustce podjąłem decyzję, że jeszcze pocisnę do Łeby i na dzisiaj spasuję. Na dojeździe do Łeby złapała mnie ogromna ulewa, w butach aż chlupotało, ale o dziwo nastój miałem fantastyczny, a spod kasku wydobywały się głosy zadowolenia, prawdziwa karuzela emocji. Wiedziałem że za chwilę będę mógł założyć suche ciuchy i zjeść coś ciepłego co podniosło mnie na duchu.

Wynająłem parcelę na jedną noc i odbyłem bardzo miłą pogawędkę z panią na recepcji, do dzisiaj pamiętam jak fantastyczne i cięte miała poczucie humoru. Podczas rozbijania namiotu zamieniłem kilka zdań z facetem na oko 60 lat, wspominał jakiego to kiedyś miał Junaka i jak fantastyczna to była maszyna, "nie to co te chińskie szroty" :). Spojrzałem w kierunku mojego Rometa, pękło 1000 kilometrów i póki co bez awarii, dobra nasza.

Dzień 4.

Łeba - Jastrzębia Góra - Gdynia - Gdańsk - Wyspa Sobieszewska - Przeprawa promowa - Stegna - Nowy dwór gdański - Elbląg - Frombork - Braniewo - Bartoszyce (347 km)


Czwartego dnia pogoda zapowiada się nieźle, będzie okazja dosuszyć ciuchy po wczorajszej niepogodzie. Plan na dzisiaj to odwiedzić najbardziej wysunięty punkt na północ, znajdujący się w Jastrzębiej Górze oraz drugi niemniej ważny, zjeść zapiekane pierogi na deptaku w Gdyni.

Po zameldowaniu się w Jastrzębiej Górze i zrobieniu pamiątkowej fotki z widokiem na morze postanawiam odwiedzić pobliską Motylarnię. Fajna atrakcja, nie obciąża zbytnio kieszeni, a prezentowane motyle naprawdę budza podziw swoimi kolorami. Widząc w googlu motylarnia miałem przed oczami przeszklone witryny w których prezentowane są okazy, ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że motyle były żywe i swobodnie latały, siadając od czasu do czasu na zwiedzająych.

Niestety z planów pierogowych nici. Jadąc z Jastrzębiej Góry na Gdynię przeciskam się przez wielokilometrowy korek, godzina zrobiła się zaskakująco późna, a przedemną jeszcze sporo trasy zaplanowanej na dzisiaj. Wbijam się na obwodnicę Trójmiasta w południowym szczycie i jest to ogromny błąd. Wcześniej przed samą Gdynią był ogromny korek, teraz wszyscy chcą to nadrobić, czuję się jak malutki żuczek na swoim Romecie. Przy najbliższej okazji czmycham w bok, akurat nadarza się okazja przy zjeździe do McDonalda. W takich chwilach naprawdę czuć jak słabym sprzętem jest 125 ccm, czuję się niebezpiecznie bo pod manetką mam bardzo małą moc, jestem zawalidrogą.

Postanawiam że taką jazdę to ja mam w d⁎⁎ie, dalej jadę przez miasto w kierunku Wyspy Sobieszewskiej. Na przeprawę docieram znacznie później niż planowałem, prom akurat odpłynął więc mam około 30 minut na gimnastykę i czytanie pobliskiej tablicy informacyjnej.


Wysiadam po drugiej stronie i jadę dalej, planowałem się zatrzymać we Fromborku przez ogromny sentyment do przygód Pana Samochodzika (jedna z książek nosiła przygód Pan Samochodzik i tajemnice Fromborka), ale jest tak późno że postanawiam się nie zatrzymywać. Nocleg planuję w Bartoszycach, blisko granicy z Rosją, tak mnie zmęczył ten dzień że decyduję się na nocowanie w hotelu. Jak widać po poniższym zdjęciu po tym jak się już nażarłem i napiłem pojawia się nawet lekki uśmiech na mojej twarzy


Dzień 5.

Bartoszyce - Kętrzyn - Giżycko - Ełk - Grajewo - Mońki - Knyszyn - Białystok - Puchły (286 km)


Rano wita mnie Słońce, nastrój dopisuje. Z rana szybkie pakowanie oraz smarowanie łańcucha i w drogę. Plan na dzisiaj to przestać jechać w prawo i zacząć jechać w dół, jak widać jest bardzo konkretnie. W okolicach Kętrzyna rzuca mi się w oczy znak "Wilczy Szaniec" i strzałka wskazująca kierunek. Nawet się nie zastanawiam, skręcam i jadę w kierunku tej atrakcji. Nie jestem jakoś bardzo zainteresowany historią, ale od czasu do czasu lubię. 

Na parkingu jestem jednym z pierwszych zwiedzających, zostawiam maszynę, a po kilku minutach pojawiają się wokół mnie inni motocykliści. Jeden z nich zadaje pytanie "Z Oleśnicy czy z Kępna?", bo na rejestracji mojego Rometa widnieje skrót DOL. Zastanawiam się przez chwile czy to nie pytanie z gatunku "za kim jesteś, za Legią czy Polonią" i czy zaraz nie zbiorę wpier... Wymieniam kilka zdań z chłopakami, dokąd jadą, co polecają w okolicy. Podróżowanie w takiej grupce wydaje się fajne, może kiedyś poznam ludzi z którymi będę wspólnie podróżował. Przyglądając się ich maszynom czuję lekką zazdrość, ale to musi super jeździć, same 600-tki i wyżej, jest jeden koleś na litrowym sporcie. Żalę się że podczas podróży moim Rometem trzeba często stawać bo bolą plecy. Jeden z motocyklistów odpowiada, że na jego Vstromie też trzeba często stawać - co 200, 250 km. Tak to można...

Po wejściu do środka okazuje się, że zwiedzać najlepiej z przewodnikiem. Czekamy aż zbierze się grupka chętnych, za oprowadzenie płacimy jakieś śmieszne pieniądze typu czterypińdziesiąt.

Dalszej części trasy nie pamiętam. Wiem jedynie, że bardzo podobały mi się widoczki, to bagna z poprzewracanymi drzewami, to ogromne ilości bocianich gniazd na słupach telegraficznych. Nocuję na bardzo uroczym kampingu w miejscowości Puchły, droga dojazdowa była szutrowa więc miałem okazję sprawdzić jak na offroadach radzi sobie mój Romet :).

Po kolacji spacer po okolicy, krótka posiadówa nad rzeką do której prowadziła kładka zbudowana przez właścicieli pola. Obok przepiękna cerkiew.


Dzień 6.

Puchły - Siemiatycze - Wojsławice -Zamość - Hrubieszów (387 km)


Budzę się w piękny słoneczny dzień, wracam znowu szutrową drogą o mało się nie wywracając i kieruję się na południe. Z każdą minutą jest coraz cieplej, na polach pojawiają się pierwsze kombajny zbierające uprawiane zboża. Został już tylko jeden punkt na mojej wycieczce, odfajkować Wołosate w Bieszczadach i można wracać. Nie mam zaplanowane gdzie będę nocował, zobaczymy jak wyjdzie z czasem, po 5 dniach podróży już wiem że planowanie powoduje jedynie niecierpliwość, nie ma sensu się spinać.

Przelatuję przez kolejne miejscowości jak burza, czasami łapią mnie rozmyślania o szczenięcych latach i pobytach na obozach na Ukranie, w końcu granica na wyciągnięcie ręki. Mamy sierpień, ale będąc na wschodzie czuć czasami zimny wiatr na plecach, zawsze mnie ekscytuje to uczucie. Wzdłuż niektórych dróg można spotkać starsze kobiety handlujące jagodami, sprzed komputera żałuję że się wtedy nie zatrzymałem, niestety ilość klamotów targanych małym motorkiem jest mocno ograniczona.

Na jednym z postojów dostrzegam miejscowość Wojsławice, jak nic trzeba będzie zajrzeć do u Pana Jakuba z powieści Pilipiuka. Spontanicznie podejmuję decyzję i kieruję się w tamte strony. Niby jest google maps, ale może najbardziej znany bimbrownik rzuca jakis urok albo może coś chwilowo nie działa i... zgubiłem się. No dobra, nie można się zgubić nie mając wybranego celu na dany dzień, ale kluczę po identycznie wyglądających miejscowościach. W końcu jest, widzę tabliczkę z napisem Wojsławice. Zatrzymuję się przy lokalnym źródełku, to pewnie tutaj Jakub pływał na pontonie


Kieruję się do Zamościa przejeżdzając po drodze przez Stary Majdan, jest popołudniowa godzina i najwyższy czas coś zjeść. Pada na Grotex, knajpa polecana przez znajomego z milionem ostrzeżeń, że mam nie oczekiwać włoskiej pizzy tylko budy z zapiekankami z lat 90. Po takiej zachęcie nie mogę odmówić, placek z serem wjeżdza na pełnej piździe, a ja nie mogę przestać się uśmiechać. Jakieś 6 dni temu siedziałem zdenerwowany i nie wiedziałem czy wystarczy odwagi na taką wycieczkę, a dzisiaj jem obiad w Grotexie. W Zamościu. Jest pięknie.

Nocleg znajduję na bookingu, w miejscowości Hrubieszów dostaję tanią kwaterę. Okazuje się, że to po prostu pokój nad lokalnym barem serwującym kebaby, za 4 dychy nie można narzekać. Wieczorem spacer do lokalnego baru w poszukiwaniu lokalnego specjału, piwa Perła w brązowej butelce.

Dzień 7.

Hrubieszów - Tomaszów Lubelski - Radymno (170 km RIP )


Poranek jest ciężki, budziłem się kilka razy przy odgłosach wymiocin dochodzących z dołu. Za 40 zł nie można wybrzydać, widocznie nocowałem w imprezowej dzielnicy Hrubieszowa. Oddaje klucze do pokoju poprzez wrzucenie ich do skrzynki do listy, żegnam się z kobietą która też nocowała w tym przybytku i akurat wyszła na poranne combo: fajka + kawa. Przypinam bagaże do motorka i jazda. Przejeżdzam przez Tomaszów Lubelski, gdzieś na trasie co chwilę spotykam atrakcje przygotowane przez kibiców kolarstwa. Za kilka dni ma się odbyć tutaj jeden z etapów Tour de Pologne.


Przy samej granicy z Ukrainą łapię poślizg na deszczu. W ciągu ułamku sekundy nagle czuję jak kierownica odbija się to raz od lewego, to od prawego ogranicznika. Motocykl kładzię się na asfalt, ja wraz z nim. Czuję jak cały ciężar spada na lewe kolano, robi się przyjemnie ciepło, gorąco, o KUUUUURWA PARZY AAAA... Cisza. Zatrzymuję się na środku asfaltu. Zauważam że spod gaźnika zaczyna spierdzielać paliwo. Nawet nie wiedząc czy jestem cały i czy wszystko jest ok podrywam się do góry, szarpię motor do pionu. Z przeciwka nadjeżdza stary rumpel na białoruskich blachach, w środku 5 osób. Każda z głów patrzy w moją stronę. Mijamy się. Zaczyna do mnie dochodzić co się stało, pod kaskiem dyszę jak parowóz, ręce drgają jak po odstawieniu najcięższego narkotyku. Siadam na pobliskiej ławeczce na przystanku autobusowym.

Następne 499 kilometrów pokonuję siedząc na fotelu pasażera lawety, motorek jedzie w pozycji poziomej za moimi plecami. O 23 jestem w domu, koniec wycieczki.

@Solar Super wyprawa, szkoda tylko, że ta końcówka nieudana;( duże straty, mocno się potłukłeś, sprzęt bardzo oberwał?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Ech.. zbudziłem się sam z siebie o 4ej nad ranem i nie mogę zasnąć.

Śniło mi się, że jeżdżę po wichurach z ziomeczkami na motoczwartku


Zimo wypierdalaj


#gownowpis #zalesie #motocykle

ebaa4149-9ae9-426e-bf42-52a66da6f4b6
spawaczatomowy userbar

Zaloguj się aby komentować

Naprawdę ceny zwykłych skuterów z marketu tak poszły do góry przez ostatnią dekadę? Pamiętam jak rodzice kupili jakiegoś chińczyka za te 2 k.

#motoryzacja #motocykle

3da570de-7277-40d6-b698-2f132ab4a316

@Abcdef90 jak dekadę temu rozpoczynałem przygodę z jednośladami, nowe japońskie 125ccm (topowe modele) kosztowało ok. 15k, teraz tyle płaci się za chińczyki 125ccm

Zaloguj się aby komentować

Siema,


Wrzucam trzecią i ostatnią część z rumuńskiej wyprawy. Filmik to taki przegląd całego wyjazdu - znajdą się tu również fragmenty z filmików poświęconych trasie Transfagaraskiej i Transalpinie. Nawet udało się nagrać glebę i akcję ratunkową na jednej z nich.


https://youtu.be/uLqp-5LC3aY


#motocykle #podroze #motoryzacja

Zaloguj się aby komentować

180cm wzrostu, długie nogi, Honda Rebel 500/1100. Dobre połączenie? Na pewno ktoś jeździł

Do wiosny i jazd testowych/szukania wypożyczalni jeszcze trochę, a chcę nieco nakierować swoje poszukiwania motocykla na którym nie będę miał podgiętych kolan.

#motocykle

Zaloguj się aby komentować

Uzdatniania harlejka z USA ciąg dalszy. Tylny błotnik oberwał trochę przy przewrotce, nie były to może wielkie straty ale efekt widać na foto - ładnie to nie wyglądało. No, to błotnik do malowania - pomyślałem sobie. Ale minęło trochę czasu i włączył się tryb cebuli. A może jednak zamiast dawać do malowania to lepiej porzeźbić coś na początek na własną rękę? A jak będzie do d⁎⁎y, to i tak oddam do pomalowania? Co mi szkodzi spróbować? Mając w głowie te słynne ostatnie słowa, wziąłem się do roboty. Rozkręciłem tył, błotnik zdjąłem i kilka filmików z youtube później wiedziałem już mniej więcej co będzie mi potrzebne. Papier ścierny 3000 i 5000, lakier zaprawkowy plus bezbarwny, pasta polerska. Najwięcej spędziłem nad wyborem pasty, bo wybór przytłaczał, a co jedna to jakieś negatywne opinie. W końcu trafiłem na 3M, trochę jednak zgłupiałem - kilka rodzajów ich past polerskich, jakieś systemy, kolorowe korki, wtf. Na szczęście na stronie dali filmiki, które z grubsza tłumaczyły co i jak. Pastę kupiłem, odżałowałem nawet na dedykowany pod nią pad polerski xD Wczoraj wszystko przyszło, no to do roboty.


Najpierw dałem tu i tam lakier zaprawkowy, który w ogóle nie pasował do mojego koloru xD Ledwo zacząłem, a już było źle. Lakier w dużej części zmyłem, zostawiłem tylko w najgorszych miejscach, gdzie farba zeszła do metalu - już lepszy trochę niedopasowany kolor niż goły metal. Na to bezbarwny, a potem szlifowanie papierem ściernym - 1200, 3000, 5000. Na koniec było w miarę równo, ale dalej wyglądało tak sobie xD Zostawiłem na noc, dziś przepolerowałem pastą i daaaamn! Może dalej widać, że coś było robione, ale koszt był mały a efekt jest co najmniej jako tako.


Z tego powodu końcowy efekt roboty dostaje u mnie Łęcina motor sticker. #pdk Ciekawe, czy z bakiem też mi się tak uda przyceboolić.


#motocykle

31ba8ac6-4daa-47b9-aabc-3bd89b5d43e5
4008f5df-8811-48d3-8710-c36a1ab118a2
67f6015b-59a0-4830-a4d6-87795f21f5a3
6a06612a-07d8-46b8-9d9c-ae6cb6c651a0
7f3c7a79-be1e-4bdd-830e-a11d19dccb67

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@damw Nowe elementy skrzyni biegów ciekawie się zapowiadają. Chciałbym kiedyś ułożyć ten zestaw. Czy szykujesz się na Kawasaki? Ducati miało świetną wartość do oferowanych możliwości i rozwiązań.

@damw jak widzę licznik to zawsze jesteś kilka do końca, a po jakimś czasie widzę kolejne. Po prostu w międzyczasie doliczasz kupione? Nie że się czepiam,zazdroszczę po cichu xD

Zaloguj się aby komentować

Korzystając z kilku dni wolnego, wziąłem się do ogarniania kupionych motorków. Uznałem, że na pierwszy ogień pójdzie pomarańczowy sportster 1200 - po cichu liczę, że będzie to taki "quick win" który pozytywnie nastawi mnie psychicznie przed Dyną, która wydaje się wymagać sporo więcej uwagi.


Sportster trafił na licytację po tym jak zaliczył szlifa na lewą stronę, efektem czego był pogięty bak, zniszczona kierownica, zdezintegrowany licznik i parę innych elementów, które również dostały przy tym w kość. Do tej pory kiedy trafiałem na uszkodzony element zwykle po prostu kupowałem nowy lub używany, ale w wizualnie dobrym stanie. Powodowało to jednak, że szacowane koszty napraw potrafiły ostatecznie pójść w górę sporo więcej niż szacowałem xD stąd zacząłem zastanawiać się nad tym, czy niektórych elementów nie udałoby się jakoś uzdatnić i tym samym zaoszczędzić trochę kasy. Początkowo gdy zauważyłem, że przełączniki po lewej stronie kierownicy będą wymagać uwagi, nie przeraziłem się. Wydawało mi się, że wymienie przyciski lub cały element i sprawa będzie zamknięta. Niestety, wszystko skomplikowało się, kiedy zauważyłem że sportster z mojego rocznika nie ma już zwyklackich przycisków, tylko moduł przełączników wpięty w magistralę CAN - a ja nawet nie wiem z czym się to je. Na domiar złego przyciski wydawały się zablokowane i nie do użycia, co wróżyło tylko, że cały element będzie do wymiany. No dobra, to ile może kosztować parę przełączników - pomyślałem. Okazało się, że niemało, bo używka to 700 pln, a nówka 2600 pln - i to za sam moduł, bez obudowy. Trochę sporo. Byłem już gotowy westchnąć ciężko i zaakceptować wydatek, ale stwierdziłem że zobaczę jeszcze jak wygląda to w środku.


Po rozkręceniu elementu okazało się, że nie jest tak traficznie - co prawda same przyciski były zjechane od spotkania z asflatem, ale je można łatwo zastąpić - natomiast sam moduł był nieruszony, odłamane był tylko dwa plastikowe elementy do których mocowany jest przycisk. Oszkodzone elementy przymocowałem za pomocą kleju i lutownicy, zgrzewając je ze sobą (jak widać skille w klejeniu czołgów przydają się również poza modelarstwem xD). Może nie wygląda pięknie, ale sprawdziłem i jest wytrzymałe, a przycisk po zamocowaniu działa jak należy. No i udało się oszczędzić prawie 700 złotych. Czuje dobrze człowiek.


#motocykle

180d4a24-5ec3-4dd2-b138-89d8a4852410
8ea96970-cca7-4bc5-b2a3-027a21775965

@knoor jak tak na spokojnie podejdziesz do tematu to zobaczysz, że bardzo dużo da się naprawić i wcale nie trzeba wymieniać:)

Zaloguj się aby komentować

Hej, rok temu kupiłem Hondę CBF600. Ile może kosztować wymiana rozrządu + ustawienie zaworów z myciem gaźników? Nie chodzi mi o konkretną kwotę, tylko rząd wielkości. W 1000 zł się zamknie czy nie bardzo? Ma ktoś jakiegoś dobrego mechanika w okolicach Wrocławia?

I drugie pytanie... Czy ktoś robił te czynności samodzielnie i może podpowiedzieć czy warto? Nie jestem jakoś mechanicznie uzdolniony, ale wydaje mi się, że z pomocą manuala Hondy i youtube dam radę, ale jeżeli cena nie będzie przeraząjąca to może lepiej oddać do fachowca.

#motocykle

@Solar oddaj do warsztatu, zapłać i miej z głowy. nie porywaj się z motyką na Słońce bo zrobisz jeszcze gorzej.

dlaczego w ogóle chcesz to robić? coś się dzieje czy na zapas?

@Erebus motor ma 16 lat, nie mam pojęcia ile on ma przebiegu. Nic się nie dzieje, ale chcę być pewny sprawnej maszyny na zagraniczne wyjazdy

Zaloguj się aby komentować

W Polsce niektórzy kierowcy kupują sobie obrazki/breloczki ze św. Krzysztofem, żeby wspierał ich przy szybkiej, acz bezpiecznej jeździe - jak się okazuje również w USA mają swoje przesądy związane z motoryzacją. Pisałem ostatnio o harlejkach, które kupiłem sobie na licytacji:

https://www.hejto.pl/wpis/przyszly-mi-dzis-dwa-harlejki-ktore-wygralem-sobie-na-aukcji-w-usa-harlejki-kupi

i wczoraj wziąłem się za ich dokładniejsze oględziny, w celu określenia ile elementów będzie wymagało naprawy lub ogarnięcia.


W jednym z motocykli na początku moją uwagę zwrócił mały, metalowy dzwoneczek przyczepiony do ramy, uznałem że widocznie był to jakiś kaprys poprzedniego właściciela lub właścicielki. Przy dokładnych oględzinach znalazłem podobny dzwonek również przy drugim motocyklu, stąd uznałem że coś jest na rzeczy i zaciekawiony poszukałem wiecej informacji o tym w internecie. Okazuje się, że wieszanie dzwonka przy motocyklu to dość powszechny w USA zwyczaj, który swoje korzenie ma jeszcze w czasach II wojnych światowej. Powstał wtedy przesąd, że za rozmaite drobne usterki sprzętów, jak np. samolotów to sprawka gremlinów - aby je odstraszyć, należało właśnie zawiesić taki dzwonek. Gremliny nie lubią jego dźwięku i pojazd zostawiają w spokoju. Po wojnie zwyczaj przeszedł "do cywila" a z uwagi na mniejszą podaż samolotów, gremliny przerzuciły się na motocykle. Podobno przesąd jest szczególnie żywy w środowiskach związanych z HD, a gremliny japońska/europejska konkurencja niespecjalnie interesuje i zostawiają zwykle je w spokoju - no ciekawe xD W przypadku moich sprzętów jednak dzwoneczek musiał być jakiś trefny, bo w oba spotkała najpierw gleba, a potem wysyłka do polaka-biedaka celem uzdatnienia xD


Po dokładniejszych oględzinach zrobiłem sobie szczegółową listę rzeczy, które będę musiał ogarnąć żeby motocykle przywrócić do stanu bliskiego fabrycznemu. Lista nie jest póki jakoś przeraźliwie długa, najgorszą i najdroższą w pozyskaniu rzeczą będą dolne półki, bo moje w obu przypadkach mają uszkodzony ogranicznik skrętu. Spawanie tego raczej odpada, bo to odlewane aluminium - w grę wchodzi albo kupno używek albo nówek od dilera. Tu mam jednak mały rozstrzał, bo znalazłem dwa numery części i jedna jest za 1300 pln a druga za 4000 xD Reszta rzeczy póki co to głównie kosmetyka i rozmaite drobiazgi. Uszkodzony bak planuję dać do wyciągania, a potem pomalować we własnym zakresie. Od pewnego czasu już chciałem się pobawić w lakiernika no i w końcu też będę miał pretekst do kupienia sobie kompresora xD


#motocykle trochę #ciekawostki

415f4078-de82-45ee-a873-fd4a1b43bc78
947ab50c-762a-4067-926e-2addd5ece181

@knoor wrzuć zdjęcie tych półek, to nie tak że się nie da:) Jeśli jesteś zdecydowany że wogole kupujesz inne to co ci szkodzi oddać do jakiegoś speca? Gościu spawający felgi, albo lepiej głowice powinien to zrobić:)

@LaMo.zord W sumie... to jest myśl! W jednym ogranicznik całkiem odfrunął w nieznane, w drugim częściowo się naderwał. Poszukam jakiegoś speca i zobaczę, co powie.

Zaloguj się aby komentować

Czego powinienem szukać w #motocykle żeby pojedzic sobie na kategori B. Ma to wgl sens? Jeszcze nie wiem czy mnie to kręci więc kupiłbym sobie coś na próbę.

@PanBorsuk Forza 125 proszę Pana, o ile tzw. kibel nie odstrasza. Przede wszystkim przekładnia CVT, więc odpada problem mieszania biegami - a w 125 bywa to upierdliwe, już na skrzyżowaniu wbija się trzeci bieg ruszając ze świateł. Po drugie spory schowek pod siedzeniem, można się na weekendowy wyjazd spakować. Po trzecie wygląda to jak duży, dorosły motocykl - więc też kierowcy nie traktują się jak popierdółki. Po czwarte całkiem dobra ochrona przed wiatrem, w chłodne dni cieplej, w deszczu można się nieco schować. A po piąte spokojnie można tym jeździć turystycznie, nawet po drogach szybkiego ruchu - nie brakuje zapasu mocy do wyprzedzenia tira itd.

@PanBorsuk zależnie od funduszu + pamiętaj o CAŁYM stroju. Zaliczyłem dwa szlify na 125 także z doświadczenia piszę. Ja akurat jeździłem romet softchopper 125 bo taki się przez przypadek trafił...no i się spodobało i zajawka wciąż trwa

@PanBorsuk kup jakiegoś używanego starego japończyka, są nie do zajechania. Kumpel chciał się przekonać czy to dla niego i kupił jakąś starą cbf 125 za 4kpln. Tak się spodobało, że zrobił A. 125 sprzedał za 4,5k i przesiadł się na 650.

Zaloguj się aby komentować