Wirus nieznanego pochodzenia szybko rozprzestrzenia się wśród ludzi, zmieniając ich w agresywny i bezrozumny tłum, którego jedynym celem jest zainfekowanie kolejnych nieszczęśników. Były pracownik ONZ zostaje oddelegowany do odnalezienia pacjenta zero i odkrycia sposobu na plagę.
Wyjątkowo nieklimatyczny i nie trzymający w napięciu horror. Bardzo byle jaka rola Pitta, który jest mdły i nieprzekonywujący. Kiepski trzeci akt rozgrywający się chyba w najmniej ciekawym miejscu, jakie można było znaleźć. Nierówne przedstawienie tego, co potrafią zainfekowani (czyli zombie), którzy w niektórych scenach wydają się być masą nie do zatrzymania, by w kolejnych ledwo nadążyć w pogodni za bohaterami. Największym moim zarzutem jest jednak to, że ten film jest po prostu zwyczajnie nudny. Nudny jak flaki z olejem. Nudny do wyrzygania. Nie polecam.
Jako że czasami nie mam kompletnie na nic czasu to odkładam. Odkładam rzeczy mało ważne. No i odłożyłem obejrzenie filmu „co jeśli nic?” Który obiecałem obejrzeć :/ raczej to klapa ale szukam. Czy ktoś z was wie gdzie można obejrzeć lub lepiej pobrać ten film?
Wychodziłem z założenia, że ten motyw pułapki z wielu sześcianów jest za gruby i trzeba obniżyć suspension of disbelief, ale najsłabszą stroną tej serii są postacie. Słowo daję, że co 4temu charakterowi odwala i zaczyna mordować, po jakiś 4h godzinach w tych sześcianach.
Filmy bardzo gore, i w sumie ok, w to chcieli iść i w tych 3 filmach jest to gore, efekty nie zachwycają, ale jak mówiłem wiedziałem na co się pisze, to postacie i dialogi zawodzą niestety.
Z odpałów:
W Cube 2 są w autentycznym tesseraktcie, mamy teleportacje, dylatacje czasu etc. xD
W Cube Zero mamy żołnierza z czipem w mózgu którego po śmierci aktywują i kontrolują (xD) i uwaga pierwsza rzecz którą robi ten żołnierz to skok z jednego Sześcianu do Sześcianu wyżej jakieś 8 metrów w górę XD
Oglądając trylogie można być autentycznie w pewnym momencie pod wrażeniem jak przeskakują sami siebie. xD
Z ciekawostek Cube 2 reżyserował Polak który był kamerzystą Tarantino:
Andrzej Sekuła urodził się w 1954 roku we Wrocławiu, z Polski wyjechał w 1980 roku. Nasz słynny operator sześć razy próbował się dostać do łódzkiej filmówki na wydział operatorski, ale wykształcenie zdobył dopiero w Londynie.
Jego nauczycielami byli m.in.: Billy Williams, John Schlesinger i Oswald Morris. Dziś mieszka w Los Angeles. Najbardziej znane jego filmy to: "Wściekłe psy" i "Pulp Fiction". O jego współpracy z Quentinem Tarantino krążą legendy. Na festiwalu Camerimage zaprezentował swoją pracę "American Psycho", która startowała w konkursie.
Ciekawy życiorys w sumie i ludzie słusznie pytają co z takim początkiem kariery i czemu tak źle i na filmweb ktoś cytuje wywiad.
Nakręciliście jeszcze razem „Człowieka z Hollywood”, jedną z nowel do filmu „Cztery pokoje”. Prasa nazywała Pana nadwornym operatorem Tarantino.
Quentin zatrzymał mnie kiedyś na planie „Człowieka z Hollywood” i powiedział: „Andrzej, przyrzekam, że zawsze, kiedy będę robił film, zaproponuję ci pracę, a ty zdecydujesz i jeśli nie będziesz chciał, to ewentualnie powiesz: Może następny film”. Przy kolejnym filmie złamał tę obietnicę.
Dlaczego?
Następnym filmem był obraz „Jackie Brown”, do którego Quentin wynajął całą moją ekipę filmową, ale innego operatora. Gdy Tarantino przymierzał się do kolejnego filmu „Kill Bill”, dostałem propozycję od producentów i odmówiłem. W tym przypadku zwyciężyło moje ego, a nasze drogi się rozeszły. Potem zadzwonił do mnie mój agent, że producenci chcą podać moje nazwisko do kolejnego filmu Quentina – „Bękarty wojny”. Wtedy ponownie odmówiłem. Ale to był czas, gdy zająłem się reżyserowaniem filmów. Wybrałem, niestety, nieciekawe scenariusze. Ale to już inny temat."
@Xavy Zapewne kolejne odcinanie kuponów z klasyka, ale to jest coś na co po prostu muszę pójść. Wierzę w Neesona i że duch Enrico Palazzo/Franka Drebina będzie czuwał.
Najnowsza odsłona Mission: Impossible - zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Mission: Impossible - The Final Reckoning
Rok produkcji: 2025
Reżyseria: Christopher McQuarrie
Kategoria: #akcja
Czas trwania: 169 min
Moja ocena: 7/10
Ethan Hunt kontynuuje misję mającą na celu pokonaniale sztucznej inteligencji zwanej Bytem, która planuje zgładzić ludzkość. Czasu jak zawsze jest mało, a przeciwnik zdaje się być ciągle o dwa kroki do przodu.
Film oceniam jako fan serii. Bawiłem się na nim świetnie, według mnie trzyma poziom poprzednich części. Cierpi na te same bolączki i jest mocny w tych samych miejscach co reszta. Jakąkolwiek logikę można wyrzucić przez okno, prawdopodobieństwo zdarzeń oscyluje nieustannie przy zerze - no ale w końcu to misje niemożliwe. To co mnie raziło to ponowne, chyba jeszcze większe, robienie z głównego bohatera mesjasza, gdzie każdy wypowiadał się o nim jak o jakiejś niebiańskiej istocie, ale jednocześnie przy spotkaniach bezpośrednich był traktowany z jakimś lekceważeniem i wyższością. Dostawałem przez to dysonansu, uważam, że powinni pójść wyraźnie w jedną albo drugą stronę. Ogólnie ten film to laurka dla serii i łączy w sobie różne elementy z poprzednich części, czasem bardziej zgrabnie, czasem mniej. Początek był dość chaotyczny i szczerze mówiąc bałem się, że taki sam będzie cały film, na szczęście pod względem akcji obraz dowozi, i to dowozi pięknie. Sceny w łodzi podwodnej były w mojej opinii najlepsze, cieszyła ilość praktycznych efektów i to, że nie zostały przymglone zbyt dużym pudrem z CGI. Również finałowy pościg robił robotę. Trudno nie docenić Toma Cruise'a za wykonywanie tych wszystkich popisów kaskaderskich, zwłaszcza, gdy ma się porównanie, jak by to wyglądało, gdyby zdecydowano się w 100% na green screen - widać to np. przy podniebnym pościgu, gdy Esai Morales grający Gabriela zwisa z elementów samolotu. No nie da się tego kupić, nie czuć, żeby cokolwiek mu zagrażało. Przy scenach z Cruisem natomiast czuć napięcie, bo widać, jak jego ciało reaguje na przeciążenia. Czasem wręcz do przesady, w tej części postanowiono się bowiem wybitnie poznęcać nad postacią Hunta. W każdym razie dostałem co chciałem, druga połowa była świetna, z żoną wyszliśmy z seansu zadowoleni. Polecam wszystkim, którym podobały się poprzednie filmy z serii.
Też uważam, że spoko zamknięcie serii. Nigdy te filmy nie były wybitnym dziełem, ale chętnie się po nie sięga żeby się odmóżdżyć.
Ale wydaje mi się, że Cruise ma chyba jakiś poważny kryzys albo mu coś siadło na głowę i potrzebuje ogromnej dawki adrenaliny żeby normalnie funkcjonować. Fajnie, że sam wykonuje popisy kaskaderskie, ale chyba poszło to trochę za daleko.
Tomek w #piechuroglada - odświeżamy sobie z żoną przed kolejną częścią.
----------
Tytuł: Mission: Impossible - Dead Reckoning
Rok produkcji: 2023
Reżyseria: Christopher McQuarrie
Kategoria: #akcja
Czas trwania: 163 min
Moja ocena: 7/10
Sztuczna Inteligencja buntuje się i zamierza przejąć władzę nad światem. W wyścigu mocarstw, które pragną ją kontrolować, tylko Ethan Hunt może zagwarantować pomyślność misji, w trakcie której będzie musiał zmierzyć się z duchami przeszłości, by ocalić przyszłość.
Co ja poradzę, mam słabość do filmów z tej serii. Dostaję zwykle to co chcę dostać - jak w MacDonaldzie, menu i smak jest znany, wiadomo, że szału nie będzie, ale tragedii też, i coś człowieka ciągnie. Ponownie cały film zbudowany pod postać Hunta, granego oczywiście przez Cruise'a, któremu w ostatnich odsłonach brakuje już na prawdę niewiele do Jezusa (patrząc jak inni się o nim wypowiadają). Wydaje mi się, że mimo wszystko próbują go w tym filmie cały czas pokazać jako twardziela, kogoś poważnego, z poważną misją, ale wszystkie te sceny mające dodać głębi jego postaci powodują tylko uczucie zażenowania, bo ogólny ton i nacisk jest na akcję okraszoną drwiącym humorem. Mi się to gryzie, ale w sumie co z tego, chcę film z Tomem - dostaję film z Tomem. Jest akcja, na ekranie dzieje się dużo, jest lekko, przyjemnie odmóżdżająco i o to chodzi. Szkoda trochę, że duża część kaskaderskich popisów jest podretuszowana mocno (dla mnie zbyt mocno) efektami komputerowymi i, niestety, coś co było robione na prawdę nie wygląda prawdziwie. Mimo wszystko polecam, bo to pewnie jeden z ostatnich tego typu filmów akcji.
@Piechur akcja jest, ale fabuła gorsza od dead reckogning.
W sumie ciekawe jak Ty ocenisz ale jak dla mnie ta część bardziej trzymała się kupy. Jako film akcji(ten następny) gdzie ma się dziać to następna część dostarcza bo dzieje się dużo.
Debiut reżyserski Spielberga w którym zajawił ludziom co ich czeka w kolejnych dekadach z jego strony.
David jest w drodze na spotkanie biznesowe. Jedzie sobie spokojnie nikomu nie wadząc, długimi i pustymi amerykańskimi autostradami wijącymi się pośród niczego. Na trasie wyprzedza wlokącą się ciężarówkę, nic nadzwyczajnego. Jednak okaże się, że ten manewr rozpoczyna walkę Davida o życie, a kierowca wyprzedzonej ciężarówki nie ma zamiaru odpuścić.
Nowatorsko, jak na tamte czasy, nagrany film drogi i film jednego aktora. Jest ubogi w dialogi i typową akcję typu ściganie, szybkie ujęcia itp. Wręcz przeciwnie. Spielberg już w wieku 26 lat pokazał że umie budować napięcie w oszczędny sposób, i to jak. Oglądając ten film zauważyłem, że ja sam zaczynam patrzeć w lusterka auta, aby upewnić się że ciężarówka została w tyle, i pociłem się kiedy się zbliżała. Mimo tego nie udało się uniknąć typowego dla amerykańskiego lat 70. przesadyzmy w ilości dziwnych sytuacji które nie wiadomo po co się dzieją, typu wyjeżdżanie z drogi żeby skosić jakiś płot, wpadnięcie w nieoczekiwany poślizg itp. Całe szczęście nie jest tego dużo. Dużo daje grający główną rolę Dennis Weaver, który idealnie oddał dylemat jego bohatera - człowieka który unika konfrontacji za wszelką cenę, ale jest postawiony w sytuacji bez wyjścia.
Oczywiście, są luki w fabule. Będą się pojawiały myśli że przecież główny bohater mógł zrobić tak czy siak i byłoby po problemie. Tak, ale wtedy film skończyłby się po 10 minutach i był po prostu o gościu który wyprzedził ciężarówkę.
Polecam ludziom którym podobał się np. Konwój, albo fanom autostradowej estetyki Stanów Zjednoczonych lat 70-80.
Kolejny po "Substancji" film poruszający problem przemijania i zmian.
Shelley to tancerka, która całe swoje życie poświęciła dla kariery tanecznej. Odkąd w latach 80. dołączyła do sławnego wtedy na cały świat burleskowego show Razzle Dazzle, tańczy w nim nieprzerwanie. Jednak w związku z wciąż spadającym zainteresowaniem tego typu występami producent postanawia rozwiązać zespół, przez co Shelley musi się zmierzyć z rzeczywistością której nie śledziła od wielu lat.
Ten film to trochę historia z tego mema o silnym pokoleniu, które wszystko umie i na wszystkim zna się najlepiej, ale nie wie co robić jak zamykają jedyny zakład w okolicy. Postać Shelley w jednej scenie potrafi budzić współczucie w związku z sytuacją w której się znalazła, aby zaraz w innej scenie zrobić się potwornie irytująca kiedy zachowuje się tak że widać dokładnie dlaczego tak naprawdę jest w miejscu w którym jest.
Wiele osób już chwaliło Pamelę Anderson w tym filmie. W końcu nawet kapituła Złotych Malin postanowiła wręczyć jej nagrodę odkupienia za tę rolę. I faktycznie ona bardzo mocno uwiarygadnia postać i jest według mnie dużo bardziej wiarygodna jako odchodząca w zapomnienie gwiazda, niż Demi Moore w "Substancji".
@koszotorobur Jeśli jest rzeczywiście dobry to dla mnie pewnie wcale - masę topowych filmów widziałem po wielu latach i żaden mnie z tego powodu nie odrzucił. Ja nawet wolę ttamten styl i klimat bo jest dla mnie taki bardziej właśnie...filmowy.
Trwa MDAG, więc postanowiłam zobaczyć chociaż jeden film festiwalu. Bardzo przypadkowo padło na 2073 - wybrałam go tylko dlatego, że wydawał się najlepszy z filmów w środę o 18 xD okazało się, że dobrze zrobiłam, kierując się wyłącznie opisem festiwalowym i bez sprawdzania ocen na portalach z filmowymi recenzjami... Chociaż przyznaję, że załapałam się na seans, ok którym reżyser odpowiadał na pytania publiczności i to trochę podbiło ocenę.
Do sedna - film naprawdę fajny, ciekawie zrobione połączenie archiwalnych ujęć, ujęć obecnych i części sci-fi. Muzyka spoko, główna aktorka spoko, wywiady z dziennikarkami ok. Ostatnio siedzę w klimacie "wszyscy zginiemy" i to mi się ładnie wpisuje w nastrój xd bo ogólnie przesłanie filmu jest dołujące i nie zostawia wiele nadziei - elity złe, bogole źli, wykorzystują technologię przeciwko ludzkości i planecie. Jak pisałam, ostatnio się wykręciłam w temat śledzenia ludzi przez ai (niezmiennie polecam książkę "doskonałe państwo policyjne") i tutaj ten wątek też jest mocno podkreślony.
Czy ten film jest odkrywczy? Nie. Czy nastraja pozytywnie? Nie. Czy warto zobaczyć? Moim zdaniem tak