Dom Wydawniczy REBIS wznawia książkę historyczną. "Monte Cassino" Matthew Parkera wróci do księgarń 2 kwietnia 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 448 stron, z ceną detaliczną 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Bitwa narodów II wojny światowej.
Klasztor na Monte Cassino stał się wielkim symbolem ludzkiego poświęcenia i niemal niewyobrażalnego cierpienia.
Monte Cassino było zapewne najdoskonalszą pozycją obronną w Europie. Szczególnie umocniony przez Niemców rejon był częścią linii Gustawa blokującej aliantom drogę do Rzymu na początku 1944 roku. Z powodu skalistego, usianego urwiskami terenu działania bojowe prowadziła tam głównie piechota, wspierana ostrzałami artyleryjskimi. Kiedy przywódcy aliantów spierali się o strategię, zwykli żołnierze z blisko dwudziestu krajów walczyli w straszliwych warunkach. Sześciomiesięczne walki przerodziły się w rzeź – przywołującą na myśl najgorsze epizody pierwszej wojny światowej – w której ćwierć miliona ludzi zostało zabitych lub rannych.
Opierając się na bezpośrednich relacjach weteranów z całego świata, Matthew Parker odtworzył tę spektakularną bitwę i doświadczenia niezwykle odważnych ludzi, którzy w niej walczyli.
W Polsce zdobycie Monte Cassino pozostaje symbolem odwagi, poświęcenia i bohaterstwa żołnierzy 2 Korpusu Polskiego gen. Andersa walczących o wyzwolenie Europy i powrót do wolnej ojczyzny.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
znalazłem kolejną fotkę, na której widać różnice w wielkościach czołgów. Tyle, że na zdjęciu nie ma czołgów Zdobyty przez Amerykanów Jagdtiger czyli uznawany za najcięższy pojazd pancerny użyty bojowo podczas drugiej wojny - ponad 70t, a obok dwa Jeepy willysy (lub Fordy GPW) o masie poniżej 1,5t każdy. Proszę zwrócić uwagę na dodane w samochodach opancerzenie.
@starszy_mechanik nawet jeśli była to fajnie oddali to jak kiepskie warunki panowały w shermanach i jak słabe były w starciu z tygrysami. Poza tym sama dynamika starcia śmiesznie żółwiasta a przez to jeszcze straszniejsza. Bardzo przyjemny film
Gerhard Rosa (lub Rossa) - młynarz z młyna Lichotki (nazwa pochodząca od 'liche poletka') na granicy Polsko-Niemieckiej, na rzece Gizeli / Gryźli / Gryźlinie
Zastrzelony przez "wyzwoleńczą" Armię Czerwoną w lutym 1945.
Podczas okupacji niemieckiej pomagał Polakom.
Pochowany w miejscu, w którym zginął - obok swojego młyna, pod młyńskim kołem, w cieniu pomnikowego świerku.
Wydawnictwo Znak wznawia książkę Witolda Urbanowicza. "As. Wspomnienia legendarnego dowódcy Dywizjonu 303" w sprzedaży od 10 kwietnia 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 704 strony, w cenie detalicznej 119,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Druga wojna światowa widziana z kokpitu.
Początek jutra, Świt zwycięstwa i Ogień nad Chinami – porywające wojenne wspomnienia polskiego asa myśliwskiego po raz pierwszy w jednym tomie!
Jak wyglądały pierwsze dni września 1939 roku z perspektywy porucznika lotnictwa?
Co czuje człowiek ostrzeliwany przez messerschmitta?
Jak to jest – w piątek zestrzelić cztery niemieckie samoloty jednego dnia, a w poniedziałek powtórzyć ten wyczyn?
Jak wygląda powietrzny pojedynek z kamikadze?
Co myśli pilot, gdy widzi ciało zestrzelonego wroga spadające do pełnego rekinów oceanu?
O swoich wojennych przygodach, od pierwszych dni kampanii wrześniowej, przez bitwę o Anglię w składzie Dywizjonu 303, aż do walk z Japończykami w słynnej formacji „Latające Tygrysy”, opowiada jeden z najskuteczniejszych pilotów myśliwskich w naszej historii.
Witold Urbanowicz wspaniale walczył i jeszcze lepiej pisał. Lektura obowiązkowa dla każdego fana lotnictwa.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Turbopatriotyczny sanacyjny rząd Prawdziwych, powtarzam – PRAWDZIWYCH Polaków szlachciców katolików szybciutko sp1erdolił za granicę i przyznał sobie wszelkie możliwe plenipotentia rządu na uchodźstwie xDDD
Wydawnictwo Znak zapowiada nową książkę Rogera Moorhouse'a. "Paszporty życia. Polscy dyplomaci, fałszywe dokumenty i tajna misja, która ocaliła tysiące Żydów" w sprzedaży od 27 marca 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 576 stron, w cenie detalicznej 89,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Historia jednej z największych – i najmniej znanych – akcji ratowania Żydów w czasie II wojny światowej
W latach 1940–1943 polscy dyplomaci w Szwajcarii we współpracy ze środowiskami żydowskimi opracowali system fałszowania dokumentów krajów latynoamerykańskich. Wystawione na żydowskie nazwiska, były następnie przemycane do okupowanych przez Niemców krajów. Ich posiadanie wzbudzało strach i jednocześnie dawało nadzieję na uniknięcie transportu do obozów śmierci.
Aleksander Ładoś, Stefan Ryniewicz, Konstanty Rokicki, Abraham Silberschein, Chaim Eiss oraz Juliusz Kühl – znani także jako Grupa Ładosia – uratowali życia tysięcy Żydów z całej Europy.
Historyk Roger Moorhouse rzuca światło na niezwykłą i zuchwałą akcję ratunkową prowadzoną przez Polaków, którzy zdecydowali się działać, gdy świat odwracał oczy.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Czołgi M4A2(76)W Sherman z 1 batalionu 46 Gwardyjskiej Brygady Czołgów, 9 Gwardyjskiego Korpusu Zmechanizowanego 6 Armii Czołgów na ulicach Wiednia.
Ten batalion czołgów pod dowództwem kapitana gwardii D.F. Łozy, po pokonaniu 100 kilometrów, szeregu barykad i węzłów oporu, przedarł się do centrum Wiednia 9 kwietnia 1945 roku i utrzymał je aż do nadejścia głównych sił brygady. Jednostka składała się z 18 Shermanów, 3 ISU-152 i kompanii 80 spadochroniarzy. D.F. Loza otrzymał za tę bitwę tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.
Kapelan błogosławi załogę amerykańskiego bombowca B-17G o nazwie Fifinella z 91. grupy bombowej przed wylotem na misję bojową z lotniska w Wielkiej Brytanii. 1944 r.
@SuperSzturmowiec e mi tam nie przeszkadza niech sobie robaczki zjedza, robaczki potem zjedzone przez pajaczki a pajaki przez ptaki, i w koncu bede latal ! Ale tak razem z normictwem na cmentarzu? Beee, jak juz bedzie koniec to pojde do lasu i gdzies legne poprostu, moze do wiosny nie znajda.
Serial Stevena Spielberga i Toma Hanksa obejrzałem kilkukrotnie, więc postanowiłem przeczytać książkę, na której został oparty. To pozwoliło mi jeszcze bardziej docenić ekranizację, która zawarła w sobie wiele smaczków wymienionych w reportażu, a które w serialu często trwały przez krótką chwilę - na przykład ścinanie włosów na irokeza tuż przed zapakowaniem się do samolotu, który miał zrzucić żołnierzy w Normandii.
Autor przez wiele lat miał do czynienia z weteranami drugiej wojny światowej. Swoją książkę oparł na doświadczeniach i wspomnieniach żołnierzy kompanii E 506 Pułku Piechoty Spadochronowej należącego do 101 Dywizji Powietrznodesantowej Armii Stanów Zjednoczonych. Wymieniał z nimi list, spotykał się, nagrywał rozmowy, prosił o spisanie pamiętników - wszystko to po to, żeby jak najwierniej oddać przeżycia spadochroniarzy. Dodatkowo po zakończeniu prac nad pierwszym draftem, rozesłał go do wszystkich zainteresowanych, by mogli nanieść poprawki, sprostować czy dopowiedzieć niektóre rzeczy.
Poznajemy losy żołnierzy od początkowego, trudnego szkolenia przez lądowanie w Normandii i walkę w Holandii po okupację w zwyciężonych Niemczech w oczekiwaniu na powrót do domu. Poznajemy też samych żołnierzy, co podobało mi się najbardziej, ponieważ nadaje to osobisty ton całemu reportażowi - zresztą, taki był jego cel. Niestety, Ambrose trochę romantyzuje wojsko - wojna może i jest okropna, ludzie giną na każdym kroku i przeżyło niewielu żołnierzy z pierwotnego stanu kompanii, ale spadochroniarzom udało się nawiązać ze sobą wyjątkową więź, której cywile nigdy nie będą w stanie. No bo co może bardziej zbliżyć niż siedzenie we dwóch w wykopanym własnoręcznie okopie, w przeraźliwym zimnie, gdy nad głową przelatują i wybuchają pociski artyleryjskie oraz moździerzowe?
To też pokazuje, jak ludzie z chyba wszystkich stanów i z różnych środowisk (jeden z żołnierzy był absolwentem Harvardu) potrafią żyć ze sobą i nawet się zżyć. Ufają sobie nawzajem, wiedzą, że ich nie zawiodą, a jak będzie taka potrzeba, oddadzą za siebie życie.
Wszystko to łączy jedna postać - major Richard Winters, którego wszyscy zgodnie nazywają najlepszym żołnierzem, jakiego poznali w życiu. Surowy, ale sprawiedliwy. Odważny, godny zaufania. Typ dowódcy, który prowadząc do natarcia krzyczał „za mną!", a nie „naprzód!". W całej książce nie znajdzie się ani jedno słowo krytyki Wintersa, co wiele mówi o nim jako człowieku. A mimo to cały czas był skromny.
Moje zachwyty są lekko zaburzone przez to, że uwielbiam klimaty wojskowe, choć jedynie w teorii - nie wyobrażam siebie samego w mundurze ani tym bardziej na wojnie. To jak z horrorami - „fajnie" czytać/oglądać z pozycji całkowicie bezpiecznego obserwatora.
Ambrose sporo czerpał z jego książki, która jest skupiona na indywidualnych, osobistych przeżyciach autora. Bardziej poznaje się samych jego kumpli z drużyny i plutonu, niż całą kompanię.
Tytuł: Judgment at Tokyo: World War II on Trial and the Making of Modern Asia
Autor: Gary J. Bass
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Knopf
ISBN: 9781101947104
Liczba stron: 912
Ocena: 9/10
Wiceliderowi ubiegłorocznej edycji nie przystoi tak mało czytać, pora brać się do roboty.
Wszyscy w Europie słyszeli o trybunale w Norymberdze, ale o analogicznym trybunale w Tokio wiedza jest niewielka, więc gdy pod koniec ubiegłego roku pojawił się ten tytuł, to nie można było czekać i trzeba było nadrobić wiedzę.
Autor temat potraktował bardzo szeroko, więc mamy tu zarówno opis funkcjonowania i pracy samego trybunału, jak i przedstawione najważniejsze wydarzenia z okresu II Wojny Światowej, które w późniejszych latach staną się obiektem oceny trybunału, jak i biografię najciekawszych postaci będących częścią trybunału. Bo otóż, o ile w Norymberdze sędziami byli przedstawiciele zwycięskiej czwórki, tak tutaj sędziowie reprezentowali w sumie 11 państw, którzy w baaaardzo wielu sprawach mieli zupełnie różne spojrzenie - a cała książka świetnie to opisuje. Szczególnie bacznie autor przygląda się najciekawszym postaciom trybunału, a więc sędziom pochodzącym z Indii, Chin oraz Filipin, mającym zupełnie inne spojrzenie na japońskie działania niż szeroko pojęte kraje zachodu.
Zresztą generalnie to co mi się podobało, to to, że nie czuć było jakiegoś amerykocentryzmu - w zasadzie wszystkim po trochu się obrywa, najważniejsze że w sposób bardzo mocno oźródłowany. Czasem wręcz ma się wrażenie, że szczegółów jest aż za dużo - ale to nie jest wada, czyta się tę książkę naprawdę dobrze. Co tu przedłużać, świetna książka. Jak ktoś czyta po angielsku to polecam już teraz, jak nie, to polecam później, bo przekład na bank się pojawi na rynku