W tej nawiedzonej księdze gracze odkryją nowe, nekrotyczne podklasy, niepokojące tła postaci oraz nadprzyrodzone klątwy. Jedno jest pewne — to koszmar, z którego nie da się obudzić… a Ty masz nad nim pełną kontrolę.
Po H1 (ocena 9/10) i H2 (10/10) nastał czas na mocny zjazd w dół.
Niespełniona reporterka trafia na trop Pinheada i kostki. Pan Gwoździe W Głowie jest uwięziony w zastygłej "rzeźbie". Tylko krew może go ożywić i tak się dzieje. Cenobit jest rozbity w tym sensie, że po śmierci w drugiej części jego ludzka część odseparowała się od tej piekielnej, więc zostało w nim samo zło.
Co zresztą widać w filmie - w poprzednich częściach Pinhead wywoływał głęboki niepokój, był spokojny lecz przerażający. Emanował potęgą piekielnego miejsca, nawet gdy krzyczał czy podnosił głos - człowiek przystawał z przerażeniem. Tutaj jednak Cenobit cały czas jest głośny i ekspresyjny, przez co znika cały lęk.
Sama fabuła jest nudna i nie wprowadza żadnego nowego elementu. Aktorstwo jest na poziomie niskośrednim, budżet na efekty jakiś poszatkowany, a zamiast piekła mamy popisy scenarzysty w dialogowym szaleństwie postaci - no proszę was, w poprzednich Hellraiserach leciały one-linery, takie jak "Come to daddy" czy "Go back to hell!", tu brzmią nijako w zalewie słowotoku.
Akcja się dusi, widz nerwowo odlicza minuty do końca.
Przeżywający kryzys wiary młody diakon zostaje wysłany do Rzymu, gdzie ma pomóc radykalnemu duchownemu w przeprowadzaniu egzorcyzmów.
Potrzebowałem odmóżdżacza na wieczór i odmóżdżacz dostałem, choć był ambitniejszy, niż się spodziewałem. Bardzo dużo czasu poświęcono na wprowadzenie głównego bohatera, jego przeszłości i rozterek. Wyglądało to wręcz na jakąś próbę rozkręcenia serii filmów, jakby myślano już o sequelach, miało to też trochę przygodowy vibe. W dalszej części obrazu wydarzenia, w których uczestniczy młody diakon, są przez niego racjonalizowane i poddawane w wątpliwość, co było całkiem fajnym zabiegiem, wprowadzającym brak jednoznaczności. To co mi nie pasowało, to aktor grający główną postać - był zbyt nijaki i bylejaki, a cała struktura historii opierała się na nim, więc szkoda, że nie wybrano kogoś z większą ikrą. Mogło być też straszniej, bo jak na horror, to w żadnym momencie nie czułem napięcia. Było też trochę za długo, półtorej godziny zupełnie by wystarczyło. Polecam tym, którzy lubią się bać, ale tylko troszeczkę.
Kolega chojny z tym 6/10 ja to widzialem dekade temu i dalej sie zastanawiam kto i jak wciagnol anthoniego w tego gniota scenariusz bym napisal lepszy w 30 min na telefonie.
@ErwinoRommelo Nie wiem, wydawało mi się, że miał potencjał na jakiś lekki film przygodowy z egzorcyzmami i innymi diabłami w tle, no ale nie z tym leadem. A Hopkins raczej nie płakał jak dostał wypłatę xD
Mniej więcej tego oczekiwałem po finale i zapowiedziach. To właściwie powinno się wydarzyć. Cała fabuła tego serialu zmierzała do punktu w którym Homelander miał w końcu pęknąć. Budowano systematycznie napięcie tylko po to by na finiszu pokazać widzowi środkowy palce. Dziś zresztą to chyba dość popularny motyw by ciągle działać wbrew oczekiwaniom widzów i uznawać to za rewolucyjne podejście twórcze. Widać to było na przykładzie Gry o Tron, Ricka i Mortiego, albo mangi Chainsaw Man. W efekcie współczesne dzieła popkulturowe są zaskakująco rozczarowujące.
Wydawnictwo IX przedstawia czerwcowe premiery. Ceny promocyjne obowiązują tylko do 29 maja, po tej dacie zostaną podniesione. Wysyłka ruszy na końcu czerwca. Ukażą się:
"Tęcza za horyzontem" Radomira Darmiły. Wydanie w miękkiej i twardej oprawie obejmuje 360 stron, w cenach detalicznych 35 za miękką i 49 zł za twardą.
Kosmiczny rajder "Kobuz" podczas bojowej misji wykonuje awaryjny skok w nadprzestrzeń i trafia... gdzieś. W absurdalne miejsce, które nie powinno istnieć. Ginie większość załogi, w tym kapitan, część personelu wariuje, a zdrowie psychiczne pozostałych dalekie jest od normy. Wszyscy mają problemy z pamięcią, a Trzeci nie wie nawet, kim właściwie jest.
Na ekranach nie widać gwiazd, a jedynie jasne obiekty nad nieskończoną równiną oświetlaną przez nieznane źródło — gasnące i znowu rozbłyskujące w nieregularnym rytmie. Komputer nie przyjmuje rozkazów i odpowiada niezrozumiałym bełkotem. Na dodatek w odległości ledwo kilkuset kilometrów znajduje się okręt nieprzyjaciela — „Rainbow Rider” — należący do Federacji, śmiertelnych wrogów Zjednoczenia. Nieprzyjaciel nie chce jednak walczyć i prosi o rozmowę. Co się za tym kryje?
"Śmierć Ziemi" autorstwa J.-H. Rosny aîné. Wydanie w miękkiej i twardej oprawie zawiera 160 stron, w cenach detalicznych 29 za miękką i 38 zł za twardą.
W połowie czwartego tysiąclecia Ziemia dogasa. Niekontrolowana, lawinowo rozwijająca się technologia spowodowała nieodwracalną katastrofę ekologiczną. Oceany zniknęły, miasta obróciły się w pył, a ostatnie skupiska ludzkości starają się przetrwać na pustynniejącej planecie. Jednak koniec jednej ery nie oznacza końca absolutnego - w cieniu wymierającej cywilizacji rodzi się nowa forma życia, obca, milcząca i niepokojąco doskonała. Ferromagnetale.
„Śmierć Ziemi” to jedno z najwybitniejszych dzieł w historii fantastyki naukowej, które można zakwalifikować do nurtu „Dying Earth”, o którym ostatnio wiele Wam wspominaliśmy i do którego zaliczyć można również „Krainę Nocy” Williama Hope Hodgsona czy „Kroniki Zothique” Clarka Ashtona Smitha. Wizjonerska opowieść J.-H. Rosny'ego, współtwórcy europejskiego science fiction i autora słynnej "Walki o ogień", została opublikowana po raz pierwszy w odcinkach w 1910 roku i do dziś zachwyca rozmachem wyobraźni, melancholijną atmosferą oraz przenikliwą refleksją nad losem człowieka wobec nieubłaganego biegu natury.
"Termopile polskie" Tadeusza Micińskiego. Wydanie w twardej oprawie ma 360 stron, w cenie detalicznej 55 zł.
„Termopile polskie” to symboliczna opowieść o losach Polski ukazanych poprzez postać księcia Józefa Poniatowskiego i wydarzenia epoki napoleońskiej. Utwór nie jest jednak klasycznym dramatem historycznym – Miciński splata fakty z mistyczną wizją oraz ideą lucyferyzmu, tworząc refleksję nad ofiarą, heroizmem i duchowym przeznaczeniem narodu. Termopile stają się w nim metaforą polskiego losu – walki skazanej na klęskę, ale niosącej głęboki sens moralny i metafizyczny.
To prawdziwe misterium — gorączkowe, olśniewające, niepokorne wobec formy.
"Gęba w niebie" Dawida Kaina. Miękka i twarda oprawa liczą 160 stron, w cenie detalicznej 29 za miękką i 38 zł za twardą.
Filip, samozwańczy król polskich dewocjonaliów, przypadkowo odkrywa proroka nowej religii i postanawia zrobić z niego gwiazdę. Czy jednak w świecie, gdzie wszyscy za wszelką cenę starają się wszystko sprzedać, znajdzie się miejsce dla kogoś, kto zamiast tanich sztuczek proponuje prawdziwe cuda?
Odrzuć współczesność, zapomnij o odgrywanych rolach i pozwól, by prorok narysował węglem kółko na twoim czole. Pora uwierzyć w koniec.
Dwa zbiory opowiadań Krzysztofa Rewiuka - "Jeden kamień" i "Drugie królestwo". Wydania w miękkich i twardych oprawach liczą kolejno 320 i 310 stron, w cenach detalicznych 35 za miękką i 49 zł za twardą.
"Jeden kamień"
13 opowiadań Krzysztofa Rewiuka w stylistyce science-fiction. Klasyczne dla gatunku tematy w nowym ujęciu i charakterystycznej dla autora formie. Miejsce i tożsamość człowieka w świecie przyszłości, tęsknota za nieśmiertelnością, pułapki transhumanizmu i sztucznej inteligencji. Od debiutanckiego „Życia Lothara Greinholtza”, przez nominowanego do Nagrody Zajdla „Ala” po najnowsze teksty publikowane w ostatnich latach na łamach „Nowej Fantastyki”, po raz pierwszy zebrane w jednym tomie.
"Drugie królestwo"
17 opowiadań od Krzysztofa Rewiuka. Tym razem coś dla miłośników „Olvido”: fantastyczne wędrówki od wysp Oceanii po szczyty Himalajów i od wcale nie tak mrocznego Średniowiecza po katastrofę w Czarnobylu. Amalgamat historii alternatywnych, fantasy, grozy, liryki i subtelnego humoru. Teksty publikowane w weirdowych antologiach, w tym nominowana do Nagrody Zajdla „Córka poławiacza żachw”. Malowane słowem obrazy, metaliterackie gry i niezwykli bohaterowie.
Dodruki w twardej oprawie:
Clark Ashton Smith - "Kroniki Zothique"
Clark Ashton Smith - "Kroniki Averoigne"
Tadeusz Miciński - "Nietota. Księga Tajemna Tatr"
Michał Kłodawski - "Bóg Zero Jeden"
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
W bliżej nieokreślonych przyszłości Ziemię spowiły wieczne ciemności, wśród których czają się tajemnicze i krwiożercze bestie, bezwzględnie i okrutnie mordujące każdego, kto się zapuści w niekończącą się noc. Resztki ludzkości schroniły się w gigantycznej piramidzie, która ich chroni i żywi w tym niegościnnym świecie.
Po uzyskaniu informacji, że gdzieś daleko istnieje inna piramida i po nawiązaniu z nią kontaktu, śmiałkowie postanawiają do niej dotrzeć, próbując przebić się przez niezliczone hordy nieznanego zła. Mimo porażek pierwszych grup, główny bohater wyrusza na straceńczą misję, wędrując samotnie przez mroki i miazmaty tytułowej Krainy Nocy.
Książkę przeczytałem zachęcony zapowiedzią opublikowaną przez kolegę @whoresbane. Jeśli miałbym jednym słowem opisać to dzieło, to byłby to przymiotnik "rozwlekła". Mimo całkiem ciekawego i oryginalnego pomysłu - książka powstała w 1912 roku, kiedy tego typu literatura była jeszcze relatywnie nową rzeczą - rozpisanie go na prawie 600 stron sprawiło, że w wielu miejscach po prostu się dłużyła. W mojej opinii spokojnie można by było zmieścić się w 300-400 stronach, bez jakiejkolwiek straty na fabule i jakości. Odbioru nie ułatwiał także archaiczny język, którym została napisana, ale z drugiej strony nadawał jej on pewnego dodatkowego uroku. Ale największą jej słabością w moim odbiorze były jednak dziury w konstrukcji świata przedstawionego - autor w wielu miejscach ostentacyjnie pomijał wyjaśnienia i wytłumaczenia swych zamysłów - czemu zapadła ciemność, skąd wzięły się bestie, czym są siły zła oraz wszelką mechanikę wspominanych technologii. W jednym miejscu, przy opisie tak zwanego "ziemskiego prądu", ustami głównego bohatera wręcz ostentacyjnie mówi, że nie zna i nie rozumie tej technologii.
Pomijając powyższe, książkę da się przeczytać, chociaż mieć do niej trochę cierpliwości. Końcówka i pewna fabularna wolta w niej zawarta pozostawia po sobie lekkie rozczarowanie, za co powieść traci jeden punkt w mej finalnie ocenie.
Istnieje moim zdaniem silne pokrewieństwo między gatunkiem horroru i religią. Zarówno fikcyjne dzieła grozy jak i różnego rodzaju mitologie powstały z potrzeby oswojenia i radzenia sobie z irracjonalnymi lękami których kult racjonalizmu mimo usilnych wysiłków nie był wstanie wyeliminować. Zresztą sam oświeceniowy kult rozumu jest moim zdaniem niczym więcej niż kolejnym mitem jak pisał Max Horkheimer i Theodor Adorno w książce "Dialektyka Oświecenia". Degeneracja tego mitu w świecie zachodnim jednak nie wynikała jedynie degradacji idei rozumu obiektywnego który miał zgłębiać istotę świata do rozumu instrumentalnego który chciał ten świat jedynie sobie podporządkować.
Sama bowiem potrzeba zrozumienia czegokolwiek ma swoje źródło w irracjonalnym lęku przed tym co nieznane. To on popycha ludzi do badania tego co go otacza. Koncept życia w wiecznym mroku niewiedzy przeraża. Tym samym idea rozumu zdolnego rozświetlać ten mrok już służyła konkretnej irracjonalnej potrzebie. Jednak samo poznanie czasami nie wystarcza. Potrzeba panowania, a więc i kontroli wynikła znowu ze strachu przed tym co nieprzewidywalne. Tym samym strach pozostaje głównym motywatorem ludzkiego działania, a dominacja rozumu instrumentalnego była nieunikniona. Człowiek zachodni nie tylko się jednak od różnych lęków nie uwolnił, ale pogrążył bardziej niż inne ludy. Znamienny jest tu opis rozmowy Junga z wodzem plemienia który uważał białych ludzi za szalonych i wiecznie niespokojnych. Strach wyznacza więc zakres natury ludzkiej.
To chyba jeden z najbardziej piekielnych horrorów ever - dosłownie. Bowiem opowiada o ucieczce z piekła i tego, co z tego wynika.
Frank to zły człowiek pod przykrywką hedonisty. Uwielbia korzystać z uciech życia, ale i to dla niego za mało. Zdobywa tajemniczą kostkę, która ma otworzyć przed nim drzwi do nowych, kompletnie niepoznanych doznań. To są drzwi do piekła tak naprawdę, ale strażnicy kostki, czyli Cenobici nawet gdy odrywają kolejne kawałki ciała z ofiary tajemniczej kostki, dalej zachwalają swoją działalność - bo czyż ból nie jest przez niektórych pożądanym doznaniem? A w wymierzaniu bólu kto może być lepszy niż mieszkańcy piekieł?
Tak się składa, że dom, w którym bawił Frank, przejmuje jego brat wraz z żoną i swoją córką, Kirsty (która jednak bywa tam tylko gościem, nie przepadają ze sobą z Julie, i młoda woli mieszkać sama). Larry nie wie, że lata temu, jeszcze przed ich ślubem, Julia wpadła w romans z przystojnym i pewnym siebie Frankiem. Wtedy też przeżyła ruchańsko życia, i stary dom przywołuje te wspomnienia.
Przypadkowo przelana krew Larry'ego na strychu (rani się wystającym gwoździem) przywraca części Franka z piekieł. Ale wciąż jest niepełny i słaby, więc prosi Julie by mu pomogła - w końcu lata temu powiedziała mu, że zrobi dla niego WSZYSTKO. Tak też Julie wyrusza na łowy, przyprowadza randomowych facetów na strych, Frank ich pożera i zbiera więcej ciała i sił.
Jednak ich sekret odrywa pasierbica Julie - młoda Kirsty, która na pewno urody i sprytu nie odziedziczyła po swoim ojcu. Niby młoda dziewczyna, ale udaje jej się uciec z łap Franka. Mając w rękach kostkę, postanawia poszukać w niej tropu, który wyjaśni jej czego doświadczyła w domu ojca. Przywołani Cenobici za nic jednak mają jej tłumaczenia, ale sprytna Kirsty układa się z nimi, że w zamian za siebie wystawi im uciekiniera z piekieł.
Dalej już nie opowiadam, bo to i tak prawie połowa filmu. Filmu mocnego, krwawego, pełnego ludzkich niegodziwości (vide Frank i Julie), piekła od środka, do którego zaglądamy dzięki kostce, wypełnionego zdeformowanymi poczwarami i strażnikami kostki, którzy "świadczą" usługi pleasure+pain.
Na pewno był to i w pewnym sensie wciąż jest nietypowy horror - chyba niewiele rzeczy potrafi tak przerazić jak przekonująco pokazane piekło od wewnątrz, rzadko wygląda krindżowo (poza poczwarką goniącą Kirsty, ale można to zrzucić na bakier efektów z tamtych czasów). Sami Cenobici wyglądają silnie niepokojąco, a flaki i krew to rzeczywistość piekła i ludzi, którzy z nim igrają.
Na mnie ten film wpłynął bardzo mocno - widziałam go za dzieciaka, i potem kilka razy także i za każdym razem zaskakuje mnie, jak świetny to horror, który daje widzowi oberwać obrzydliwościami, gore i narastającą grozą, za którą w sumie stoi nadal ludzka psychika.
PS I: W tłumaczeniu (oglądaliśmy w odnowionej kopii ale z lektorem vhsowskim - czytał Marek Gajewski) ostatnia legendarna już fraza "Jesus wept" została przetłumaczona jako... "Chrystusa nie było".
PS. Za tydzień mamy seans drugiej części Hellraisera, którą już tu opisywałam, więc nie wiem jeszcze czy będzie sens dodawać kolejny opis w ciągu pół roku - ale umówmy się, że jeśli odkryję coś nowego lub współdzielony seans przyniesie nowe doznania - to opiszę to tutaj
Jednostki czasu według Dannego Boyle:
-28 dni później
-28 tygodni później
-28 miesięcy później
-28 lat później
-28 lat później świątynia kości
Lepiej aby już nikt nie dotykał tej serii bo każdy kolejny film jest coraz gorszy. Ale widzę potencjał na 28 godzin później (prequel, szczyt paniki zombie) oraz 28 miesięcy później.
Nie dla mnie chyba hammerowskie produkcyjniaki. Jak już to wolę "russellowskie" interpretacje-parodię takowych.
Bez opisu, ogólnie okultyzm w pomieszczeniach oraz dużo jeżdżenia starymi samochodami, wynudziłam się okrutnie, nie pomógł wiele fakt występu Christophera Lee.
Prosta, mroczna historia, w której bloger wpada na trop tajemniczych wydarzeń w słowackich górach i stopniowo popada w obsesję, a im bliżej sil nieczystych, tym więcej szaleństwa.
Trochę to oklepane, zabrakło realizmu w zachowaniach bohaterów, by dało się to śledzić z dużym zaangażowaniem. Literacko też nie dzieje się tu na tyle dużo, żeby można było dać się pochłonąć klimatowi, brak również jakichkolwiek zaskoczeń.
Daję tylko oryginalny tytuł bo polskie tłumaczenie jest moim zdaniem nieporozumieniem - na siłę można by przyjąć, że polski tytuł " Syn przeznaczenia" ma dużo wspólnego z fabułą, ale oryginalny tytuł w pełni oddaje treść fabuły, gdzie relacja pomiędzy ojcem a synem jest praktycznie podstawą tego obrazu.
To kolejne pasterskie bajania o wszechmogącym, tym razem w wersji na pewno "fiction", ale to i tak nie ma znaczenia, bowiem "Syn cieśli" to po prostu klasyczny horror, gdyby obedrzeć go z biblijnej otoczki.
Film opowiada o nastoletnim synu cieśli, który w sumie cale życie ukrywa się ze swoją rodziną, bo wie, że grozi im niebezpieczeństwo. Józef wie, że jego przybrany syn to tak naprawdę syn Boga. Ale sam nastolatek nie wydaje się tego wiedzieć. W ojcu widzi trochę nawiedzonego nudziciela, ale oczywiście robi wszystko co ten mu każe - może przyczyną posłuszeństwa są straszne koszmary o tym, że umiera na krzyżu?
Dopiero gdy poznaje dzieciaka, który żyje pośród trędowatych do młodego zaczyna docierać jak wielkie ma moce oraz to, że szatan, którym straszy go stary, istnieje naprawdę.
Mam słabość do biblijnych interpretacji oraz horrorów więc w sumie dobrze się bawiłam. Chociaż akurat w tym filmie Nicolas Cage nie zrobił typowej popisówy, ale still solidny jako aktor.
Elizabeth Shelley (ha! nazwisko nieprzypadkowe) zostaje rozjechana na przyjęciu przez kosiarką. Jej narzeczony, domorosły naukowiec Jeffrey Franken (ha! nazwisko nieprzypadkowe) postanawia przywrócić ją do życia. Oczywiście będzie to trudne bo Jeffrey posiada tylko głowę dziewczyny, plus kilka innych części ciała. Aby zrekonstruować jakoś swoją oblubienicę nasz genialny amator postanawia wybrać się do dzielnicy z prostytutkami i tam wybrać z dziewczyn co lepsze kawałki, z których ułoży nowe ciało Elisabeth.
Gdy Jeffreya przytłaczają wątpliwości natury moralnej pomaga sobie w ten sposób, że niszczy poszczególne części mózgu wiertarką. Nie dość, że fajny haj, to jeszcze łatwiej zabrać się do roboty.
Mnóstwo nagich piersi, wybuchające prostytutki i wspaniałe teksty, którymi lepiej nie chwalić się rodzinie.
Ten film to czyste szaleństwo - stworzony specjalnie w taki, a nie inny sposób, kompletnie powalona parodia "Frankensteina".
Doskonale zdaję sobie sprawę jakiej kategorii to film - ale uczciwość twórcy i niebagatelny fun jaki wynika z seansu nie pozwala dać mi niższej oceny!
Ciekawostka: prostytutki zagrały... prawdziwe prostytutki, bo żadne aktorki nie chciały tak się negliżować ani ubrać.
@Furto -am. Mamy taki klubik wewnętrzny gdzie oglądamy takie vhsowe perełki - niestety nie mogę udostępniać, ale widzę, że jest na CDA: https://www.cda.pl/video/2429103778
Czasem (często) tak mam, że odkładam w czasie obejrzenie filmu, na którego zobaczeniu bardzo mi zależy. Tak też było z „Lighthouse”, które chciałem obejrzeć, odkąd tylko zobaczyłem zwiastun.
Prawie wszystko mi się spodobało. I podjęta decyzja o czarno-białym filtrze, który podkreśla surowe i pozbawione wygód życie pracownika latarni morskiej. I sparowanie świetnej gry aktorskiej Pattinsona z jeszcze lepszym Dafoe. I zderzenie młodocianej wyrwy i chęci buntu z zatwardziałymi przesądami i życiowym zgorzknieniem. I pokazanie, że czas spędzony w izolacji niekorzystnie wpływa na ludzką psychikę i że morze alkoholu niekoniecznie pomaga ją przetrwać.
Samo tracenie zmysłów jest niejednoznaczne. Widzimy wydarzenia z perspektywy jednego bohatera, by po chwili dowiedzieć się od drugiego, że to ten pierwszy wariuje. I któremu wierzyć? Młodzikowi, który nie jest przyzwyczajony, czy staremu wydze, który już dawno mógł oszaleć?
@cyberpunkowy_neuromantyk Zabawne, że Pattisona te 20 lat temu uważałem za takiego Justina Bibera kina, a to wszystko przez adaptację Zmierzchu, a on rozwinął się tak, że jego udział w filmie to dla mnie zaleta
Wydawnictwo Vesper prezentuje wznowienie. "Omen" Davida Seltzera zaplanowano na 17 kwietnia 2026 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
Jeremy Thorn jest amerykańskim ambasadorem w Wielkiej Brytanii. Jego cierpiąca na depresję żona, po latach bezowocnych starań o potomstwo i kilku poronieniach, w końcu rodzi dziecko. Gdy jednak ambasador zjawia się w rzymskim szpitalu, słyszy od pracującego tam księdza, że jego nowo narodzony synek nie żyje, lecz może przyjąć dziecko, jako własne, kobiety, która zmarła podczas porodu. Thorn zgadza się na propozycję duchownego, nikomu o tym nie mówiąc, nawet żonie. Chłopcu nadano imię Damien. Kilka lat później, podczas hucznej imprezy urodzinowej czteroletniego już Damiena, jego niania popełnia samobójstwo. To jedynie początek całej serii tajemniczych i złowróżbnych wydarzeń, które Thorn będzie próbował zrozumieć, aby zapobiec kolejnym nieszczęściom...
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo Zysk i S-ka zapowiada zbiór opowiadań grozy. "Dławiący horror" Roberta E. Howarda wyląduje na sklepowych półkach 5 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 600 stron, w cenie detalicznej 69,99 zł . Poniżej okładka i krótko o treści.
Antologia przerażającyh opowieści pióra Roberta E. Howarda
Robert E. Howard znany jest przede wszystkim jako twórca postaci Conana Barbarzyńcy. Jego dorobek literacki obejmuje jednak znacznie więcej — liczne utwory z gatunku fantastyki, horroru i literatury przygodowej. W tej antologii zebrano nowele i opowiadania pochodzące z różnych cykli, zapoczątkowanych przez Howarda, w tym teksty inspirowane twórczością H.P. Lovecrafta i mitologią Ctulhu.
Tom zawiera również uznawane przez wielu za wybitne opowiadania grozy, takie jak Glizdy Ziemi (Worms of the Earth) oraz Gołębie z piekła rodem (Pigeons from the Hell) – to ostatnie Stephen King określił mianem jednego z najlepszych opowiadań grozy XX wieku.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo IX uruchomiło kwietniową przedsprzedaż. Ceny promocyjne obowiązują tylko do 13 kwietnia, po tej dacie zostaną podniesione. Wysyłka ruszy końcem kwietnia. Ukażą się:
"Krew wampira" Florence Marryat. Wydanie w miękkiej i twardej oprawie obejmuje 380 stron, w cenie detalicznej 37 zł za miękką i 52 zł za twardą.
Późno wiktoriańska powieść grozy, która ukazuje wampiryzm w zupełnie inny sposób niż „Dracula” czy „Carmilla” i od wielu lat stawiana jest razem z nimi w czołówce klasyki literatury wampirycznej.
Harriet Brandt, młoda kobieta o niejasnym pochodzeniu, przybywa z Jamajki do Europy, pragnąc rozpocząć nowe życie. Wkrótce jednak okazuje się, że wszędzie tam, gdzie się pojawia, ludzie słabną, chorują… i umierają. Czy to klątwa krwi – czy lęk społeczeństwa przed „odmiennością”?
Powieść łączy elementy grozy, gotyckiej melancholii i społecznej krytyki, poruszając tematy rasy, tożsamości, dziedziczności i lęku przed „nieznanym”, tworząc poruszającą, niejednoznaczną historię o kobiecie postrzeganej jako zagrożenie tylko dlatego, że nie spełnia ogólnie przyjętych norm.
Po publikacji w 1897 roku „Krew wampira” została przyjęta z ciekawością, ale przyćmiła ją popularność książki Brama Stokera. Współcześnie powieść przeżywa renesans w badaniach literaturoznawczych: często omawia się ją w kontekście studiów postkolonialnych, feminizmu i historii gotycyzmu. Krytycy podkreślają, że Marryat stworzyła alternatywę wobec klasycznego wizerunku wampira – zamiast nadnaturalnego potwora otrzymujemy figurę „energetycznego pasożyta”, osadzoną w realiach dyskursu naukowego końca XIX wieku.
"Alchemia Światła" Tomasza Kaczmarka w dwóch wersjach - wydanie w miękkiej i twardej oprawie. 356 strony, ceny 35 zł za miękką i 49 zł za twardą.
Rozbita na dwa tomy historia szkatułkowa „Alchemia światła” to nowa powieść Tomasza Kaczmarka. Mocno dystopijna, osadzona w świecie, w którym istoty biblijne zarządzają resztkami ludzkości na ostatnim skrawku Ziemi nadającym się do życia.
Zawierająca elementy horroru, science-fiction i new weird opowieść przykuwa uwagę jak żelazne gwoździe. Przerażająca, wciągająca, zaskakująca.
Poznaj różnych bohaterów i ich historie powiązane niewidzialną nicią losu, ukrytych intencji i boskich zamiarów. Zobacz, jak wygląda miejsce wycięte z rzeczywistości, której już nie ma. Dostrzeż światło w Ciemności. Odkryj tajemnicę istnienia. Poczuj chłód, strach i ciężar życia w Świetlistym Jeruzalem.
"Hosanna" Szymona Majcherowicza. Wydanie w twardej oprawie (miękka już jest na rynku) ma 290 stron, w cenie detalicznej 49 zł.
„Hosanna” to pięć opowieści o ludziach na krawędzi. Ludziach poddanych presji przekraczającej zdolność adaptacji i odsłaniającej ich ukryty – także przed nimi samymi – potencjał przemiany. To spotkanie z tymi, którzy zobaczyli i poczuli więcej, niż przewiduje norma; z ich doświadczeniem samotności, także w relacjach, przemocy wpisanej w rodzinę i system społeczny, cielesności uwikłanej we wstyd i kompulsję oraz – często nieświadomej – tęsknoty za transcendencją i obietnicą zbawienia. Szymon Majcherowicz łączy realizm psychologiczny, weird fiction i body horror, by podważyć automatyzm poznawczy czytelnika i pokazać mu to, na co nie jest on gotowy.
Dodruki w twardej oprawie:
Jerzy Żuławski - "Na srebrnym globie"
Jerzy Żuławski - "Zwycięzca"
Jerzy Żuławski - "Stara Ziemia"
Piotr Gociek - "Czarne bataliony 2.0"
Robert Aickman- "W głębi lasu"
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach