Niewytrzymie w tym szpitalu z młodym. Już się z nim dogadałem i za chwilę wychodzę pobiegać na godzinę. Jeden dzień siedzenia na d⁎⁎ie i mam psychicznie dosyć.
Wysiłek to najlepsze lekarstwo na adhd podobno.
Chociaż tyle, że za oknem kwitnie piękny kasztanowiec.
Być może pamiętacie jak w świąteczny poniedziałek pisałem, że młody dostał kulą armatnią... Tfu, kulą do bule w środek baniaka? Byliśmy wtedy w szpitalu i wszystko było ok, ale wczoraj na profilaktycznym badaniu u okulisty lekarz od razu mnie woła i mówi:
-Zobaczy pan, widzi? Różne źrenice.
I faktycznie, jego lewa delikatnie większa niż prawa. No to dzisiaj, jak już krople z badania wzroku rozszerzające źrenice, przestały działać dawaj go znowu na Izbę Przyjęć. W sumie tak jak mówili: "jakby coś niepokojącego się działo to do nas wrócić".
Oczywiście, w dziecięcym nie robią ani tomografu, ani rezonansu z biegu, musi zostać przyjęty na oddział- a z radosnych wieści: obłożenie jest duże jak będziemy mieli szczęście to w poniedziałek. O.o
Z opcji dostępnych było: wyjść na własne życzenie ze skierowaniem "Pilne" ale czy w poniedziałek będzie dla nas miejsce? Nie wiadomo. Bo lekarka na Izbie sama stwierdziła, że złapać miejsce na neurologii to "jak wygrać szóstkę w totka".
No to siedzimy, ja jedyny tata na oddziale, w pokoju z jedną mamą, którą "jest spawaczem i ona się chłopów nie boi" więc luz, kobitka co nas przydzielała kamień z serca bo tata-chłop na dziecięcym to problem się okazuje. XD
Lekarz na oddziale zrobił wywiad, trochę lekceważąco stwierdziła, że "wg niej z tego raczej nic nie będzie" i... Ja też tak uważam, ale sorry, ryzykować nie będę. Mam trzy tygodnie wolnego to się trochę ponudzimy i spędzimy razem czas.
Trzymajta kciuki aby faktycznie z tego nic nie było.
@AdelbertVonBimberstein dobrze, że dmuchasz na zimne. A lekarka, co stwierdziła, że „nic z tego raczej nie będzie”, nie będzie niosła konsekwencji błędnej decyzji do końca życia.
@AdelbertVonBimberstein Jak miałem 6 lat, to się wydupcyłem na lód centralnie na cymbał. Mama zauważyła u mnie anizokorię, myk do szpitala, ja nie wiem o co chodzi, czuję się normalnie. RTG, jakieś tam badania, doktur powiedział, że on tu nic niepokojącego nie widzi, a te źrenice to mogę mieć od urodzenia nierówne, tylko nikt się nie przyglądał. Mam do dziś, a to zaraz 30 lat będzie od "wypadku"
Ja jak bylem maly to sie posliznalem na sliskim ale na szczescie podloga kafelkowa zamortyzowala upadek (przywalilem potylica) i podczas obserwacji tez mi zauwazyli, ze mam roznej wielkosci zrenice i mam tak do teraz
Cholera wie czy mialem tak od zawsze ale nikt nie zauwazyl czy dopiero od tego radosnego zderzenia z podloga
Książka: przeczytana i jutro skończę "Wir" P.Wattsa bo coś ciężko mi idzie a mam 80% za sobą i zacznę 3 część meekhańskiego pogranicza- ale to w nagrodę za skończenie napoczętej książki.
Sukces:
Pobiegłem mimo niesprzyjającej pogody.
Pobiegłem dobrze mimo bólu nóg po wczorajszym treningu i biegu.
Wygrałem 50 nok w loterii czerwonego krzyża za kaucję z butelek xd (to już łącznie 150 nok wygrane, chyba zostanę hazardzistą!)
Porażka:
Po ki czort zjadłem tę gównianą drożdżówkę? Nie wiem. Trudno. Następnym razem nie zjem.
Nudziłem się w pracy jak nie wiem.
Generalnie myślę, że mogę spalać więcej niż mi się wydaje ale to waga zweryfikuje... W czwartek jak będę w domu.
Dalej radę z tym biegiem po treningu pomimo, że spróbowałem dzisiaj hack squat na maszynie i weszło mi na nogi, że hej i dobiłem łydki na drugiej maszynie, że całe nogi mi się trzęsły jak z niej zszedłem.
Pospałem dobrze i uczciwie.
W miarę ogarnąłem się z jedzeniem chociaż z powodu nuudy (mieliśmy czekać na robotę) było ciężko.
Postanowiłem, że zjem nic/zero/null słodkiego i się udało pomimo, że leży tego od groma na zakładzie: cukierków, batoników, przekąsek na lunchu... Żeby jakieś zdrowe przekąski leżały to nie- chyba będzie trzeba napisać raport. xD
Porażka:
Nie zrobiłem prania i muszę wyprać majty na jutro w zlewie.
Miałem się porozciągać w pracy a był czas a jakoś zapomniałem- jutro rano nie zapomnę.
Zrobiłem fest trening dzisiaj i może jedno ćwiczenie mogłoby mi pójść ciut lepiej tylko.
Odezwałem się do Norwega w sklepie, po norwesku czy mu pomóc z zakupami bo był na wózku i zrozumiałem co mi powiedział: Nie, dziękuję mam nadzieję, że sobie poradzę ale dziękuję, że pytasz.
Porażka:
Norweski mógłby pójść lepiej ale i tak było ok.
#chlopskadyscyplina
#dobrenawyki
Dużo i bez ogródek mówię o swojej drodze, przemianie i mindsecie i już kolejna osoba mi powiedziała, że wprowadziła przez to pewne zmiany: co do żywienia, aktywności. I to mój największy sukces! Pokazywanie innym, że nie są w swojej walce odosobnieni a życie jest wspaniałe, gdy to ty je ugniatasz- a nie ono ciebie.
Dzień zaczął się dobrze, a zakończył wspaniałe. Muszę go powtórzyć.
#galaretkanomore
Zjedzone: 3 280 kcal
Spalone: 3 415 kcal
Kroki: 28 250
Bieg: 12.5km
Rozciąganie: 15 minut rano
Książka: trochę
Norweski: ... Chyba nie było, zrobię zaraz chwilę
Sukces:
Ten bieg: https://www.hejto.pl/wpis/13-794-57-12-5-13-807-07-najtrudniejszy-i-najlepszy-nie-pod-wzgledem-cyferek-ale
Wstałem o 5 rano i zrobiłem to rozciąganie, już drugi dzień z rzędu.
Po biegu kupiłem sobie takie ciastka, które mnie kusiły od dłuższego czasu i zjadłem tylko tyle ile miała wejść w limit kaloryczny. Reszta na jutro.
Porażka:
Za dużo przyglądania telefonu, co najmniej pół godziny mógłbym uciąć i poświęcić na naukę języka.
Zjadłem zbyt łapczywie kolację chociaż nie byłem, aż tak głodny i widziałem, że idę biegać. Widmo wysiłku i pominięcia posiłku sprawia, że przesadzam. Zmienię to.
Najtrudniejszy i najlepszy- nie pod względem cyferek ale wyzwania- bieg w moim życiu.
Udowodniłem sobie nim, że się da, że można i pokonałem siebie na każdym polu, bo miałem każdą możliwą wymówkę i wszystkie były dobre: mokro, plucha śniegowa, pada deszcz, wieje, zimno 2°C odczuwalna -1°C, przejadłem się trochę przed samym biegiem(to było wymówką aby się zatrzymać albo zawrócić), w pokoju tak ciepło a materac taki miękki... Ale ja nie chcę być jak ten materac! Miękki i ciepły! Nigdy więcej! #galaretkanomore !
Norweskie zbiegi wcale nie są lepsze, bo robiąc kółko miałem świadomość, że to co idzie w dół to będę musiał się wspiąć. I nie nadrobię tempa. Cel 10km poniżej 50 minut uciekł mi po 4km ale się nie poddałem - cyferki ze mną nie wygrają. Wczorajszą porażkę przekuję w sukces! I zrobiłem to!
I jestem pewien, że dzisiejsze osiągnięcie w przyszłości będzie dla mnie śmieszne, łatwe i osiągalne od tak, ale na nim będę budował i na takich doświadczeniach stawiał się coraz wyżej.
Wczorajsze porażki budują dzisiejszy sukces, a dzisiejszy sukces jest motorem do przekraczania granic- granic swoich możliwości.
Ten bieg dedykuję więc wam: wszystkim walczącym i podejmującym tę nierówną walkę z samym sobą.
"Surrender is an outcome far worse than the defeat."
Jeszcze jest jedno czego się nauczyłem i co jest ważne- rozsądku. Bieg był też po to aby kupić dżem z maliny moroszki i normalnie (a było to trochę po 10km) przerwałbym go i nie kontynuował. Tym razem jednak pobiegłem pomimo, że wszystko mówiło abym tego nie robił- zwłaszcza, że koniec to były takie 2km tylko pod górkę- i dobiegłem!
Dałem dzisiaj z siebie prawie wszystko. Żałuję, że nie wszystko.
#galaretkanomore
Zjedzone: 2 320 kcal (zaraz dobije do zera kalorycznego gorzką 87% czekoladą)
Spalone: 2 700 kcal
Kroki: 16 400
Trening: fbw na siłowni
Spacer: 4 km na siłownię i z powrotem
Bieg: 1.2 km/ ~6 min
Norweski: był, ćwiczenia i słuchanie
Książka: była, sporo
Rozciąganie: 15 minut rano
Sukces:
100 kg x3 w przysiadzie- moja psychologiczna bariera pękła.
Wstałem rano zrobić te rozciąganie i jutro też jest w planie.
Incline dumbell press znowu weszło fajnie.
Fajnie rozplanowane i zjedzone posiłki.
Porażka:
Zaplanowany bieg po treningu nie udał się tak jak chciałem- miało być ile fabryka da w tempie 3:55 ale po niecałych trzeci minutach mnie odcięło i złapał skurcz pod prawą łopatką. Muszę przeanalizować czy to porażka fizyczna czy w głowie. Liczyłem na minimum 8-10 minut.
Byłem zbyt narwany i nie dałem sobie kilku minut między ostatnią serią fbw a bieganiem.
Z tym norweskim mógłbym być bardziej rzetelny. Do poprawy.
#chlopskadyscyplina
#dobrenawyki
Na jutro w planie bieg po mieście bo chodniki zaczynają być ładne.
@wonsz nigdy nie robiłem. Bieganie, rower, może trochę ponaciagam się przed treningiem siłowym minutę przy rozgrzewce. Nigdy nie czułem potrzeby, chociaż jak byłem grubasem mam wrażenie, że byłem bardziej gibki.
Tytuł: NIC MNIE NIE ZŁAMIE: Zapanuj nad swoim umysłem i pokonaj przeciwności losu
Autor: David Goggins
Kategoria: Autobiografia/Poradnik
Wydawnictwo: Galaktyka
Format: e-book
Liczba stron: 368
Ocena: 9/10
Z Gogginsem wcześniej miałem tylko taką styczność, że widziałem jakieś dwa szorty na YouTube z jego udziałem i nie interesowałem się więcej osobą. Za poleceniem @WujekAlien jednak nabyłem drogą kupna wersję papierową oraz drogą wypożyczenia z chomikuj wersję elektroniczną.
Autobiograficzny poradnik jednej z najtwardszych i bezkompromisowych osób współczesnych. Posługując się podobnym językiem kreśli swoją drogę od dzieciństwa w cieniu despoty, przez grubasa bez perspektyw i z depresją po członka elitarnego zespołu seal, ultramaratończyka, triathloniste i kogoś, kto pokonując wszystkie trudności osiąga założone cele.
Jest w swojej opowieści autentyczny i własne obserwacje i metody popiera czasami naukowymi wyjaśnieniami.
W miejscu, w którym jestem i na drodze, którą podążam, nie da się odebrać tego typu opowieści bez osobistego afektu. Więc widzę, wiele porad i gdy Goggins od początku kreślił głównych "przeciwników" z jakimi walczył- czułem smutek- bo nie wymieniał wśród nich siebie, aż do momentu przeżycia katharsis - bo ta konkluzja się pojawiła i mogłem wewnętrznie krzyknąć: Czarny Bracie! Mamy tego samego wroga! Dla każdego z nas jest nim on sam!
Czy chcę być Gogginsem? Nie. Droga na szczyt to droga samotna i pomimo osiągnięcia każdego założonego celu z historii jego życia bije nie do końca wypowiedziana przestroga. Jeżeli chcesz być na szczycie świata to tam jest miejsce tylko dla jednej osoby. Świadczą o tym chociażby rozbite związki autora. Ja chcę być lepszy dla siebie, a przede wszystkim dla mojej rodziny i ludzi, których spotykam- aby jak najlepiej wykorzystać dany mi przez Stwórcę czas i zasoby.
Jednak, co udało mi się osiągnąć przez ten rok mojej pracy, a co mam wspólnego z Gogginsem to pewien mindset: cel jest ostatecznie ważny, ale nie tak istotny jak droga i trzeba pokochać proces, aby z każdym dniem stawać się lepszą wersją siebie.
Nie tylko w sporcie, ale w takim holistycznym ujęciu: ciała i ducha.
@AdelbertVonBimberstein dokladnie, jeśli jest na siłce, na spacerze, biega to już wygrał walkę z leniwym sobą, który teraz siedziałby na kanapie i oglądał coś na tv
Smiac sie z innych ludzi (grubych, chudych) na silowni moga tylko jakies mentalne odpady. No chyba, ze smiejemy sie z cwaniaczkow, madrali, co wszystko wiedza. To mozna ;)