Na #supergirl byłem. Ludzie kochani, jaki ten film jest nudny. Fajne postacie, nawet fajny klimat, ale intryga, tempo i w ogóle jakość scenariusza jest taka, że walczyłem by nie zasnąć. A ogólnie lubię popcorniaki.
Doniesienia mówią, że Gunn z wytwórnią mocno wpieprzyli się reżyserowi w jego wizję. Cóż, wygląda na to, że doświadczenie w pisaniu i reżyserowaniu dobrych blockbusterów nie wystarcza do zarządzania całą franczyzą. Miało być inaczej, a wyszło jak zwykle.
Oczywiście i tak lepsze niż wszystko, co dla DC nakręcił Snyder, żeby nie było.
@Shagwest Wg. producenta oczywiście nie - oni przecież nigdy nie zapowiadają, że nakręcili gniota i nie warto na to iść xD
O tym, że ten film to będzie porażka słyszę już od 3 miesięcy. Od tygodnia już można usłyszeć od tych, którzy go widzieli w finalnej wersji ¯\_(ツ)_/¯
Tu masz jeszcze z końca 2025 https://youtu.be/82uw8W_IQMo
@deafone Trudne się wylosowało. Po namyślę dwójka, bo udało się utrzymać świetny poziom, a drugi plan świetnie wypełnia Joe Pesci. Jedynkę i czwórkę również wysoko cenię, trójka jest nieco słabsza (za sprawą Rene Russo, która nie zdążyła odnaleźć się w serii i nieco odbiegała od całej ekipy). Nie mniej całą serię uważam za najlepszą serię filmów sensacyjnych. Akcja 10/10, Gibson i Glover 10/10, te szczypty humoru dopasowane w odpowiednich miejscach również 10/10.
Ależ się pięknie bawiłam. Cudowne teksty, jeszcze w tłumaczeniu mądrym, sprytnym, VHSowym.
Cudowna parodia filmów o Robin Hoodzie. Takich komedii już nie ma, chlip chlip.
PS. Ciężko btw mi idzie z filmami przez to lato bo a to praca, a to rower, a to Mundial, a to Wimbledom, ale pod koniec lipca oczywiście festiwal i wrócę z ponad 40 tytułami!
Laureat Oscara za pierwszoplanową rolę w filmie Prywatne życie Henryka VIII (1933). Znany z potężnej charyzmy i ról w takich klasykach jak Bunt na Bounty oraz Świadek oskarżenia. Wyreżyserował również cenione arcydzieło kina Noc myśliwego (1955).
Lato. Dallas. Lata 90. Kamera śledzi słowotok młodego chłopaka, który opowiada taksówkarzowi o swoim śnie. Z każdą chwilą przeskakuje do kolejnych tematów, podążając za każdą myślą, jaka przychodzi mu do głowy. Po kilku minutach taksówkarz wysadza go na ulicy, a kamera bez wahania znajduje nowego bohatera. Po minucie lub dwóch znów zmienia obiekt zainteresowania. Tak przez resztę filmu.
Dzięki magii montażu i subtelnym przeskokom między postaciami doświadczamy dnia z życia Ameryki lat 90. Spotykamy studentów, anarchistów, fanów teorii spiskowych czy bezrobotnych intelektualistów. Każdy wnosi perspektywę, estetykę, zmienia ton.
Nie ma tu klasycznej fabuły, ale film drapie głęboko, wprawił mnie w nostalgiczny nastrój przez resztę dnia. Jesteśmy obok, czujemy się częścią tego świata, świata który już nie powróci. To jest doświadczenie które mogę każdemu polecić.
@gwf-hegel-fangirl właśnie oglądam. Fajne, lubię takie gadane. Polecam z podobnych strumieni świadomości kind of film "Kolacja z Andrzejem". No i czuć lekki vibe "Dazed and confused", ta podróż przez ludzkie doświadczenia. Zresztą to też Lintakera. Zresztą to chyba jego styl, trylogia północy też taka trochę była.
Pierwszy raz obejrzałem ten film jakoś w dzieciństwie (moja babcia nie przejmowała się kategoriami wiekowymi). Zapamiętałem z niego głównie scenę otwarcia czaszki i skosztowania mózgu. Jako że obejrzane niedawno „Milczenie owiec” bardzo mi się spodobało, miałem nadzieję, że z kontynuacją będzie tak samo.
Nic bardziej mylnego.
Odniosłem wrażenie, że Ridley Scott nie zrozumiał, o czym było „Milczenie owiec” ani co sprawiło, że to były aż tak dobre ruchome obrazki. Widać to już w sekwencji otwierającej film, przepełnionej akcją podczas nieudanego nalotu FBI. Widać to też w różnych scenach grozy. Albo dostajemy jumpscare'a z obowiązkowo nagłą głośną muzyką, żeby podkreślić moment, albo obraz staje się rozmyty czy zbytnio się trzęsie. Zdziwiło mnie też pokazanie ataku Lectera, który przypominał bezrozumne zombie, co ani trochę nie pasowało do wykreowanego obrazu spokojnego człowieka, jakim jest przez 99% czasu ekranowego.
Nie podobała mi się zmiana aktorki odgrywającej główną rolę ani sposób, w jaki odegrała Starling. W ogóle nacisk położono na to, że agentka była traktowana jako obiekt seksualny przez kolegów z pracy, co, oprócz podłożenia jej świni, nie spodobało się Lecterowi, który... nie wiem, w jaki sposób się o tym dowiedział.
W ogóle dowiadywanie się czegokolwiek było potraktowane jakoś po macoszemu. W poprzednim filmie były rozmowy z Lecterem, niejasne wskazówki, burza mózgów z koleżanką, zaglądanie do plików et cetera. A tutaj bohaterka po prostu sobie gdzieś jedzie i o dziwo trafia tam, gdzie powinna.
Gdyby nie Anthony Hopking, nie włączyłbym tego filmu.
@Analnydestruktor z filmowych ekranizacji książek o Lecterze to może jeszcze Czerwony smok z lat 80. był w miarę OK chociaż też ze dwa lvl niżej od Milczenia owiec. Ale największą abominacją jest ten prequel jak Lecter jedzie do ZSRR i rozwala byłych partyzantów.
Nie dziwię się, że Anthony Hopkins otrzymał Oscara za zagranie roli doktora Hannibala Lectera. Już jego pierwszy występ na ekranie wzbudził we mnie niepokój i szczerze, nie chcę sobie wyobrażać, co musiała czuć Jodie Foster, gdy grała z nim sceny twarzą w twarz. Niby wiadomo, że to tylko gra, ale gdy ktoś jest tak przekonujący... to aby na pewno?
Co ciekawe, po ich relacji spodziewałem się, że Starling stanie się ofiarą Lectera, gdy ten tylko ucieknie z więzienia. Bo że prędzej czy później ucieknie, nie miałem żadnych wątpliwości - nie zgodziłby się na współpracę po to, by zamienić jedno więzienie na drugie. Szkoda tylko, że reżyser tak dobitnie pokazał, że doktorowi zależy na długopisie zostawionym przez Chiltona, jakby uważał, że widz nie zrozumie, w jaki sposób Lecter zdobył skuwkę.
Przyznam, że do samego końca siedziałem jak na szpilkach, ponieważ nie byłem pewien co się wydarzy. Niby spodziewałem się, że jak to w thrillerach uda się złapać seryjnego mordercę, w którego zidentyfikowaniu pomagał Lecter, jednakże scena w rozleglej piwnicy była stresująca. Reżyser razem z Jodie świetnie pokazali lęk Starling, która po raz pierwszy znalazła się w tak poważnej sytuacji.
Widziałem jedną czy dwie opinie, że finałowa scena jest bezsensowna, ponieważ morderca miał czas założyć noktowizor, ale nie pomyślał o tym, żeby odciągnąć kurek pistoletu. I gdy to zrobił, to bohaterka nagle wiedziała, że mężczyzna jest za nią. Może i zapomniał o tym, ale może chciał napawać się bezbronnością swojej niespodziewanej ofiary, która miotała się w ciemnościach? W końcu kilkukrotnie próbował dotknąć ją dłonią czy nawet złapać.
Wspaniały film i dziwię się, że obejrzałem go dopiero teraz, gdy kolejną część widziałem przynajmniej kilkukrotnie.
Jest znana anegdota, którą opowiada Foster. Jako że była młodą aktorką, z Hopkinsem widziała się dopiero podczas kręcenia pierwszej sceny, także jej strach był autentyczny. Dodatkowo, gdy Lecter "rozgryza" agentkę, kpi z jej akcentu klasy robotniczej. Hopkins to zaimprowizował, a Foster myślała wtedy, że doświadczony aktor ją przedrzeźnia i nabija się ze słabego warsztatu, co bardzo ją uraziło i świetnie wpisało się w scenę
Kilka miesięcy temu przemyślałam czy warto, czy te subskrypcje streamingowe mi się opłacają. Wychodziło mnie to całkiem drogo, a ja w cale tak dużo nie oglądam. Więc przyszła myśl - co gdyby tak kupować dyski. Potoczyło się dość szybko. Pomijając koszty które są porównywalne jak się kupuje z drugiej ręki; przestałam marnować czas scrollowania katalogu. Jak mam ochotę coś obejrzeć, to kupuję i oglądam. Zmotywowało mnie to do poczytania o historii kina i teraz kocham kino. Morda mi się cieszy jak pomyślę, że mogę sobie coś obejrzeć. Stare filmy są ciężkie, ale nie nudne, tylko wchodzą na głowę jak się im da szansę, myśli się o nich cały dzień. Nie miałam czegoś takiego od dawna, co jest w sumie dość smutne.
Człowiek niby jest racjonalny, niby umie wybrać co dla niego lepsze, ale teraz z perspektywy, to katowałam się rzeczami które mnie nie interesowały. Ja nie wiem czemu. Wiem że to nie tylko ja. Jaki proces za tym stoi?
@Xianth Na Vinted używane gazetkowe(w kartonowych kopertach) wydania kosztują po dosłownie kilka zł. A jak kupisz kilka od jednej osoby to jeszcze masz rabat. Czasem niezłe perełki można znaleźć jak Kurosawa czy "filmy tak złe że aż dobre".
@Xianth Mieszkam w UK, celuję w 30-40 funtów miesięcznie, za co można kupić 5-10 płytową kolekcję filmów jakiegoś reżysera. WPolsce sytuacja jest dość podobna, vinted i wszystkie podobne serwisy sprzedają masę filmów po kilka złotych. W budżecie 100PLN spokojnie mógłbyś zdobyć z 10 filmów, może więcej jak się trafi okazja. Zależy co cię interesuje oczywiście.
@gwf-hegel-fangirl popieram. Mam kilku kumpli średnio 10 lat od mnie młodszych, którzy zawsze się ze mnie śmieją, że mam na półce i w komputerze "śmieci" czyli filmy i muzykę, które zbierałem przez lata (z bardzo różnorodnych źródeł) i odmawiam ich wyrzucenia/usunięcia, żeby sobie zrobić więcej miejsca. Przecież teraz WSZYSTKO jest w streamie.
Owszem, jest, ale mam na przykład oryginalne pierwsze sezony Futuramy i już wiele razy zauważyłem, że mam tam więcej scen niż w odcinkach dostępnych na hulu.
No i stream nie jest wieczny. Awaria sieci albo koniec licencji i c⁎⁎ja sobie pooglądasz/posłuchasz