Na tapetę wjechała wersja rozszerzona (ok 3h) wersja Diuny, ale niewiele to pomogło. Wiele lat temu oglądałam podstawową wersję i chyba pamięć mi zblakła mocno skoro postanowiłam się ponownie zmierzyć z tym tytułem.
Problem z linczowską Diuną jest taki, że po zobaczeniu adaptacji by Denis Villeneuve to po prostu wygląda miernie. I nie chodzi nawet o te słabe efekty specjalnie, chociaż w sumie tak, chodzi też o nie.
Brak pogłębienia postaci, matka Paula ma niesamowite zdolności a jak mocniej zawieje to krzyczy ze strachu, sam Paul jest bezosobowy, właściwie mało kto ma tam jakąkolwiek osobowość. Możliwe, że to kwestia tego, że zamknięto całą fabułę w 3 godziny - w wersji podstawowej (2 h 17 m) to w ogóle musi wyglądać na pocięte.
Do tego w tej Diunie samego Lyncha jest tyle co kot napłakał, no ale to był dopiero początek jego kariery. Na pewno gwiazdka wyżej za sam fakt, że mimo porażki owa adaptacja była dla Lyncha trampoliną ku karierze, a tam już robił wszystko po swojemu i nie zawitał już pod progi "superprodukcji".
@Mahjong niewiarygodna nędza tamtych efektów specjalnych jest uderzająca, jakby ten film był zrobiony w latach 20, nie wiem jak do tego w ogóle doszło, bo przecież budżet był ogromny. no i ten kretyński design pojazdów przedmiotów itd, to w 90% było obrzydliwe.
@Opornik na YT widziałem dokument o tym i generalnie Lynch nie chciał tego filmu robić i nie do końca był na niego jakiś pomysł. A co do efektów to nie odstawały jakoś mocno od ówczesnych standardów, robienie rzeczy na makietach i kliszy ma duże ograniczenia. Pod tym względem od lat 20. nie było żadnej wielkiej rewolucji i czasem efekty z lat 50. wyglądają lepiej niż te z lat 80.
Ten film to moje guilty pleasure, efekty nie były takie tragiczne jak na rok 84, czerwie wciąż wyglądają ok, szczególnie sceny gdzie wyłaniają się z piasku
@radidadi Dokładnie. Kiedyś mi się podobało. Teraz trąci myszką baardzo, ale patrzę na to z sentymentem, poprzez wspomnienie wytworzonego wtedy wrażenia.
Ocena 4/10? Słabo się zestarzało? Kretyński design pojazdów przedmiotów itp? No aż się zagotowałem. Ale za chwilę cienka zasłona sentymentu opadła i przyszło otrzeźwienie - tak, wszystko się zgadza Poza niektórymi scenami to całość ogólnie oceniam nisko. Chciałem nawet przy okazji nowej Diuny sobie tę starą wersję odświeżyć i nie dałem rady.
Ciekawy serialik komediowy, choć wiecej tu w tych dosyć absurdalnych sytuacjach dramatu. Pokazuje jak wychodzą z człowieka najgorsze demony, co siedzi w nas w środku głęboko. Idealne moim zdaniem wyważenie dramatu i komedii. Polecam gorąco!
No dla mnie to nie to... W jedynce robotę robił brud i surowość. Tutaj tego zabrakło. Nie powiem żeby film był zły, ale na pewno nie zapadnie mi w pamięć tak jak jedynka. Dałbym 5 ale podnosze o jedno oczko za Panią Veronice (Anjela Nedyalkova)
Druga część kultowego filmu lat dziewięćdziesiątych XX wieku, dzięki której poznamy dalsze losy Marka Rentona (Ewan McGregor). Dowiemy się, czy rzeczywiście udało mu się wyrwać na dobre z brudnego, podziemnego życia Edynburga i heroinowego nałogu, przestępczego półświatka, w którym każdy czyn motywowany jest narkotykowym głodem.
@cebulaZrosolu W pełni się zgadzam. Film niezły i dobrze mi się oglądało, ale do jedynki mu daleko. Tak, jak piszesz, nie ma brudu, syfu i surowości poprzednika.
Derry, stan Maine. W trakcie ulewy znika bez śladu młodszy brat Billa Denbrougha. Poszukiwania nie przynoszą skutku i zostają zakończone, z czym Bill nie może się pogodzić. W trakcie wakacji wraz z grupą znajomych natrafia na ślad cyklicznie powtarzających się tragedii i odkrywa, że za nimi stoi demon żywiący się przerażeniem, ujawniający się pod postacią klauna Pennyvise. Postanawiają więc razem go pokonać.
Ekranizacja jednej z najpopularniejszych książek Stephena Kinga. Z jednej strony muszę oddać że klimatyczna i ciekawa, ale z drugiej muszę zarzucić że zlepiona z typowych klisz i chwytów. Zdecydowany plus to rola Billa Skarskgarda, od paru już filmów wydaje mi się urodzonym odtwórcom roli "nawiedzonych" charakterów.
Oglądałam jak miałam naście lat. Złamało mnie to anime na zbyt długo. Jak ktoś chce poczuć kres beznadziei polecam, a reszta osób niech obejrzy sobie coś co nie zabiera chęci do życia.
Klasyka kina brytyjskiego oraz kina o narkomanach.
Środowisko szkockich ćpunów. Główny bohater Mark Renton po wielu próbach postanawia zrezygnować z nałogu na dobre, przenosi się do innego miasta, zakochuje w dziewczynie. Jednak przeszłość w postaci dawnych kumpli od strzykawki oraz zatwardziały recydywista podąża jego śladem, aby go dopaść....
W filmie wykorzystano muzykę takich brytyjskich grup jak: Pulp, Blur, czy Lou Reed
Reżyseria: Jeremiah Zagar i Salli Richardson-Whitfield
Czas trwania: 7x1h
Ocena: 8/10
Po Mare z Easttown spodziewałem się od jego twórcy kolejnego dobrego serialu i się nie zawiodłem. Wszystko jest tutaj spójne, wciągające, bardzo dobre role i historia dopięta od początku do końca. Finał świetny. Nic tylko oglądać!
Ofcen mi kazał zapalić świeczke i obejrzeć ulubiony film no to obejrzałem. Tzn jestem w trakcie, bo ten film to tak naprawde trylogia wiec musze obejrzeć wszystkie części.
A co do filmu:
Saruman to pała
Arwena kocham cie
Boromir troche ciota bo chciał ukraść pierscień
Peregrin Tuk uspokój sie bo strasznie wszystkich wkurwiasz
Kończy się sezon w nadmorskim miasteczku, kończy się dość dramatycznie bo morderstwem właściciela lodziarni. Lokalny milicjant rozpoczyna śledztwo, niebawem dołączy do niego porucznik Szczęsna z komendy wojewódzkiej.
Ot, kryminał schyłku PRL-u. Całkiem sporo komediowych elementów, ogląda się szybko, z zainteresowaniem, można się pośmiać.
Młoda funkcjonariuszka rzuca wszystko, żeby udawać członkinię ETA i ryzykuje życiem, aby poznać kryjówki terrorystów zlokalizowane na południu Francji.
Film oparty na faktach, jakto rozbijano w Hiszpanii ETA. Są momenty gdzie trzymał w napięciu, dobrze zagrany. Nie podchodziłem do tego jak do filmu opowiadającego historię Hiszpanii, ale podejrzewam, że dla Hiszpanów, czy Basków to będzie jeszcze lepsze widowisko. Mnie to tak nie poruszyło, jak zapewne poruszy ich. Ogólnie warty obejrzenia.
Reżyseria: Michał Waszyński, Jan Nowina-Przybylski
Czas trwania: 1h 18m
Ocena: 7/10
Czasem trzeba łyknąć prostą rozrywkę, ludzie wtedy chwytają zwyczajowo za amerykańskie średniaki, a ja wtedy włączam polskie komedie przedwojenne.
Obawiam się jednak, że wszystkie lepsze polskie komedie z okresy dwudziestolecia międzywojennego już widziałam.
"Panienka z poste restante" nie jest złą komedią, był fun? Był. Ale to jednak o wiele mniej śmieszniejsza i urocza komedia niż np. "ABC miłości" czy "Jadzia".
Cenię bardzo chada Aleksandra Żabczyńskiego (amant polskiego kina, laski waliły drzwiami i oknami na jego filmy), ale dla mnie jest za sztywny nieco w tym obrazie, wiadomo, taka rola znów mu się trafiła, ale jednak najbardziej rolą odstaje Alma Kar w roli prowadzącej kobiecej. Zresztą nigdy Kar zawrotnej kariery nie zrobiła w Polsce ani nigdzie indziej.
Za to profeskę odwalają jak zwykle aktorzy starszej daty jak Ćwieklińska czy Znicz - sceny z nimi to gwarantowana rozrywka.
Sama komedia? Jak to bywa w polskich komediach romantycznych to po prostu czysta komedia omyłek, która produkuje z widza salwy śmiechu. Do tego romans pięknym młodych ludzi i mamy akuratnego hita.
Szkoda, że film nie zachował się w całości. Ewidentnie brakuje tam kilku scen.
Film ten można obejrzeć za darmoszkę na Ninoteka, znajduje się tam całkiem sporo polskich filmów przedwojennych - z takich najlepszych polecam "ABC miłości" bo to 10/10, można się tarzać ze śmiechu, a grają tam Adolf Dymsza i Maria Bogda, czyli praktycznie topka aktorska z tamtych czasów.
Znów mi się trafił ostatni film reżysera. Tym razem mistrza Wajdy. Film opowiada o polskim malarzu Władysławie Strzemińskim, który przed wojną był praktycznie bolszewikiem, ale kilka lat po wojnie został pozbawiony wszelkich praw artysty, gdy sprzeciwił się wdrażaniu idei socjrealizmu - wywalono go z uczelni, wywalono go ze związku, który sam zakładał, bez papierów nie mógł nigdzie znaleźć pracy. W roli głównej Bogusław Linda.
Na filmwebie i w ogóle ludzie krytykują ostatni film Wajdy, ale mi ogólnie się podobał - to smutna opowieść o tym, jak system potrafi zniszczyć sztukę i jego twórcę.
Jak to ludzie pisali po premierze "polski Tarantino". W sumie więc gwarancja dobrej zabawy - i tak było. Ale czy coś więcej? Ot, kolejny polski średniak, dobrze zrealizowany, fajny scenariusz, fajni aktorzy (szczególnie Bielenia, bo sam Braciak jako Kościuszko chodzi wiecznie z jedną miną).
Takie tam historyczne kino akcji. Do obejrzenia, rozkoszowania się, ale tam nic więcej nie ma. A lepszy fun mogą sprawić filmy samego Tarantino.
PS, Najbardziej podobały mi sceny gdy Więckiewicz wjeżdżał gdzieś ze swoją grupką żołnierzy i każdy na ich widok przestraszony krzyczał "Rosjanie!".
Ostatni film mistrza Tarkowskiego. Bardzo osobisty i duchowy. To film o mężczyźnie, który przerażony zbliżającą się zagładą postanawia szukać pomocy u Boga. Jest zdolny poświęcić wszystko by uratować swoich bliskich.
Film napełniony symboliką, pięknymi ujęciami - jedna z ostatnich scen to mistrzowska jednoujęciówka.
Nie jest to kino łatwe, wręcz bym napisała, że uber trudne. W każdym razie ja miałam problem po seansie, musiałam się posiłkować pomocą w necie, a przecież widziałam kilka filmów Tarkowskiego wcześniej - jednak i one sprawiały mi spory problem, ale tak to bywa gdy jest się ateistką a wiara przebija się praktycznie we wszystkich filmach Tarkowskiego.
To nie zmienia tego, że kino Tarkowskiego jest ponadczasowe, piękne i bardzo człowiecze. Kto się nie boi trudnego kina to polecam gorąco. Mi samej zostało jeszcze kilka filmów mistrza.
@Mahjong Dzięki za przypomnienie - muszę w końcu się zebrać do tego, tylko jakoś ostatnio dobrego momentu nie mogę trafić, bo w wypadku Tarkowskiego trzeba być w odpowiednim nastroju aby to zacząć oglądać.
Film który, z jednej strony pokazuje jak to czlowiek potrafi robić okropieństwa ze względu na kolor skóry i budzi nienawiść do rasizmu, a jednocześnie złość do białych o to co robili.
Tytuł: Hudson Hawk
Rok produkcji: 1991
Kategoria: Komedia / Przygodowy
Reżyseria: Michael Lehmann
Czas trwania: 1g 35m
Ocena: 3/10
Włamywacz Hudson Hawk wychodzi z więzienia i od razu wpada w tarapaty.
Opis mógłby być bardziej konkretny, ale szkoda na to czasu, tak jak szkoda go tracić na seans tego dzieła.
Byłem z ojcem na nim w kinie jak miałem 10 lat. Myślę sobie: Może byłem za mały, że by zrozumieć humor w tej przecież niby komedii.
No i okazało się, że nadal jestem za mały, z tym, że o tyle mądrzejszy, iż nie dam mu kolejnej szansy sprawdzić czy rozumiem.
Aż musiałem dowiedzieć się kim jest ten Lehmann i w sumie ma się czym pochwalić. Stare pierdziele metalowe powinny kojarzyć taki film jak Airheads. Facet kręcił też znane seriale obecnej fali jak Dexter. A tutaj coś ewidentnie nie zagrało.
No i dogrzebując się do twórców na filwebie odkrywam, że autorem całej histori jest sam Bruce Willis.
Typ chyba chciał wykreować markę jak Indiana Jones, ale zostanie już na zawsze McClainem.
Pomysły na papierze wydawały się dobre. Ale brakuje temu spójności.
Nic do siebie nie pasuje.
Tak jak ta musicalowa scena z Dannym Aielo. Cholera wie skąd i po co.
Ale najgorsze jest to wylewające z każdej sceny ego Willisa. Typ sie calym sobą prosi, żeby mu przyjebać. To ta jego sensualna rola jako piosenkarza. Ciężko się na to patrzy.
Parę scen fajnych jest, ale ogolnie gniot totalny.
@FodiJoster - kiedyś z jakiegoś magazynu o grach dowiedziałem się, że gra Hudson Hawk na C64 oparta jest na filmie - wypożyczyłem go na VHSie i pamiętam jedynie, że był ok.
Myślałam, że będę oglądać wariacyjne kino moralnego niepokoju XXI wieku i tak było przez pierwszą połowę, potem film robi zwrot i lądujemy w psychologicznym thrillerze. Dla wielu może to być clishe-zabieg, ale mi się podobało, że reżyser chciał się tu pobawić gatunkiem i wrzucić widza w psychologiczną rozgrywkę, szczególnie, że baza tego istnieje od początku filmu.
Oto grupa studentów aktorstwa na miesiąc przed wystawieniem dyplomu dostaje nowego reżysera. Ten ma specyficzne metody pracy, do tego wije się za nim niejasna przeszłość. Szczególnie upodoba sobie Maję, studentkę, która ma dość niepowodzeń w castingach i postanawia po dyplomie zerwać z aktorstwem.
Polecam, polskie kino od dawna już wstało z kolan, ale wciąż zalewa nas masa "średniaków". IMO ten tytuł wybija się poza ową skalę. Dobra rozrywka, dobrzy aktorzy i te napięcie, które towarzyszy nam przez cały film - tworzy obraz, na którym będziemy dobrze się bawić.
Tytuł: Jagten
Rok produkcji: 2012
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Thomas Vinterberg
Czas trwania: 1g 55m
Ocena: 8/10
Polowanie
Opiekun w przedszkolu zostaje oskarżony przez podopieczną o molestowanie.
Trudny temat poruszony surowo i bez sugerowania czegokolwiek. Ewentualnie można snuć domysły kto naprawdę skrzywdził dziecko. A parę tropów reżyser zostawił.
Mads jak zwykle gra koncertowo, choć dość oszczędnie.
Warto zobaczyć by poczuć choć trochę na własnej skórze co za sobą niosą fałszywe oskarżenia w małej społeczności.