Po opuszczeniu aresztu w wigilijny wieczór, prostytutka poszukuje swojego niewiernego partnera.
Kolejny film Bakera, została mi już tylko Anora. Z dotychczasowych ten podobał mi się najmniej, rzuca się w oczy jak zwykle jaskrawa kolorystyka, ale tematyka do mnie nie przemawia. Niemniej ładnie nagrany film i nawet ma momenty, że bawi, choć stawia bardziej na dramat. Ogólnie Baker umie w dramaty prostych ludzi z ameryki, o ludziach, którzy są na dnie życiowym i kolejny raz to pokazał. Jednak w innych filmach jak Red Rocket było pokazane to wszystko lepiej.
Jestem smakoszką gatunku i uważam, że i tak mamy dobry okres horrorowy w ostatnich latach (przypomnijcie sobie ile było gówna gatunkowego w latach 90. poprzedniego wieku, dziś pamięta się tylko jakieś kultowe tytuły, reszta zaginęła sprawiedliwie w oparach niepamięci).
Po prostu jest dużo więcej ciekawych horrorów. Nawet franczyza może wypluć coś za⁎⁎⁎⁎⁎tego, jak np. "Omen: Początek".
Więc tym bardziej cenię "Zniknięcia" bo nie jest to do końca typowy śrredni-ale-dobry horror.
To raczej film-układanka, a potem dostajemy dopiero gatunkowe flaki i krew. Czytałam, że wielu wybawiło się dobrze na samej układance a potem było "bleh", rozczarowanie, no ale halo? To dalej jest po prostu horror i tak występują przeróżne elementy przecież.
Na pewno na spory plus realizacja - same ujęcia oraz montaż są topowe, zaspokoją czujne oko kinomana. Scenariusz, fabuła - jak zwykle, znajdzie się sporo dziur, które każą utykać nieco filmowi - pewnie dlatego tylko 9/10 ode mnie a nie 10/10.
@Mahjong Przecież ten film jest co najwyżej średni. Dopóki nie wiadomo o co chodzi, jeszcze ujdzie ale jak się wyjaśnia to już po emocjach i jest równia pochyła.
@Dybala "przecież" co? Nie generalizuj proszę, nie każdy ocenia tak samo.
Na tym polega urok filmów - każdy obejrzy sobie sam i oceni Ja bawiłam się wyśmienicie, nie było dla mnie równi pochyłej, klimacik ładnie skręcił na tory horroru i zabawa trwała dalej tylko już na nieco innym polu niż w pierwszej połowie.
@Mahjong Po prostu nie rozumiem zachwytów nad nowymi horrorami typu, które rzekomo są powiewem świeżości a dla mnie są co najwyżej zmarnowanym potencjałem. Fajnie się zaczynają a zakończenia jakby ktoś na szybkiego na kolanie robił - patrz "Substance", "Bring Her Back" czy owe "Weapons" (w ogóle ten tytuł oryginalny trafiony jak pięść do oka).
Dobry okres horrorowy? Wg mnie nie straszą w ogóle a gatunek chyba ma straszyć? Oglądałem kilka nowości jak Zniknięcia, Nosferatu, Oddaj ją i nic tam nie straszy. Rozumiem, że jakąś przemianę ten gatunek w dramat i kryminał przeszedł i dla mnie to katastrofa. @Mahjong
@kopytakonia Celem filmowego horroru jest wywołanie u widza klimatu grozy, niepokoju lub obrzydzenia i szoku.
Mnie bardziej straszą amstaffy bez kagańca i ruskie drony niż jakikolwiek horror. Gatunek to nie jest tylko to jedno dla ciebie, w tym przypadku wywołanie strachu.
Wczoraj zapodałem na ruszt. Bardzo dobry film - absolutnie z horrorem nie mający nic wspólnego. Podobała mi się cała oprawa filmu, parę drastycznych mogliby sobie odpuścić, całość spójna - muzyczne tło rewelka. Pozostawienie wielu wątków otwartych również współgra z całokształtem filmu Oczywiście film do jednokrotnego obejrzenia ale przyjemny mix gatunkowy - trochę fantasy, trochę thriller, trochę detektywistyczny, nieoczywisty...
Rzadko oglądam horrory, jak już jakiś wybieram to jest to coś nowego i nie wiem co jest z tymi dzisiejszymi horrorami, ale w ogóle nie straszą. Ten film to nawet nie jest gatunek horroru. Już wolę jump scary, niż coś co nazywają horrorem, a jedyne co mi serwuje to trochę obrzydzenia, bo są tutaj rozrywane ciała itp. Kiedyś filmy potrafiły wystraszyć, a teraz co? Szukałem czegoś, co choć raz mnie przestraszy a tymczasem dostałem niezły dramat. Na filmwebie napisali, że to horror. Jestem zawiedziony.
To jakaś moda dzisiejszych czasów, że horrory to bardziej dramaty, czy thrillery?
Podobnie jest w przypadku "Weapons" z tego roku, w którym praktycznie też zero z horroru.
Powiedzieliby, że nakręcili dramat, to gdybym się nastawił na dramat to bym nie był taki sflustrowany jak po tym seansie. Ehhh.
Jak ktoś szuka horroru to nie polecam, nie wiem skąd taka dobra ocena za ten film na choćby filmwebie
Bardzo możliwe, że ten gatunek ewoluował, na właśnie coś takiego i coś takiego właśnie jest teraz doceniane, a ja jestem w tyle bo rzadko oglądam ten gatunek, niemniej takie "horrory" to nie jest to czego szukam.
Cukierkowa i pokrzepiająca serca historia o dorastaniu w dysfunkcyjnej rodzinie (oksymoron, ale trafny). Myślałam, że film lepiej rozliczy się z mitem amerykańskiego snu, jednak realia ekonomiczno-społeczne rzutujące na sytuację rodziny młodego J.D. pokazano w maksymalnie złagodzonej formie. Mimo to, dobry film, chociaż bardziej niż scenariusz i odtwórca głównej roli ciągną go Glenn Close i Amy Adams.
@Vampiress Podobno film totalnie nie dotknal problemow spolecznych z ksiazki - wszystko zostało ugładzone, coby nie zasiać niepokoju w amerykańskim widzu i nie zburzyć dobrego samopoczucia o własnym narodzie.
No bo jak to tak - bieda w USA? W najwspanialszym miejscu na ziemi? To niemozliwe!
@Vampiress oglądałem ostatnio i dopiero z początkowych napisów zorientowałem się że to o JD Vance - wybierałem kierując się samym opisem fabuły.
Moja główna konkluzja to - jeżeli JD faktycznie ma taką historię, to jakim cudem wyrósł na takiego dupka?
W prowincjonalnym miasteczku dochodzi do kilku morderstw na młodych kobietach. Miejscowi przedstawiciele organów ścigania, wspierani przez detektywa z Seulu, starają się odnaleźć sprawcę, wykorzystując do tego niezgodne z prawem metody.
Specyficzny film, który wymyka się nieco zachodnim konwenansom, do których jesteśmy jednak przyzwyczajeni. Nie powala na kolana (dziwią mnie bardzo wysokie noty), gra jest wielokrotnie przerysowana, co jest już elementem koreańskiego kina, jednak ma w sobie coś ciekawego, właśnie przez tą inność. Bardzo podobało mi się przedstawienie pracy policjantów, którego zwyczajnie się nie spodziewałem - można się zastanowić nad tym, kto jest prawdziwym antagonistą w tej historii. Finał również jest nieoczywisty, pozostawia pole do dyskusji i własnych interpretacji. Ogólnie film na plus, ale w mojej opinii przehypowany. Polecam tym, którzy są ciekawi czegoś innego, momentami chwytającego za przełyk.
Na tapetę wjechała wersja rozszerzona (ok 3h) wersja Diuny, ale niewiele to pomogło. Wiele lat temu oglądałam podstawową wersję i chyba pamięć mi zblakła mocno skoro postanowiłam się ponownie zmierzyć z tym tytułem.
Problem z linczowską Diuną jest taki, że po zobaczeniu adaptacji by Denis Villeneuve to po prostu wygląda miernie. I nie chodzi nawet o te słabe efekty specjalnie, chociaż w sumie tak, chodzi też o nie.
Brak pogłębienia postaci, matka Paula ma niesamowite zdolności a jak mocniej zawieje to krzyczy ze strachu, sam Paul jest bezosobowy, właściwie mało kto ma tam jakąkolwiek osobowość. Możliwe, że to kwestia tego, że zamknięto całą fabułę w 3 godziny - w wersji podstawowej (2 h 17 m) to w ogóle musi wyglądać na pocięte.
Do tego w tej Diunie samego Lyncha jest tyle co kot napłakał, no ale to był dopiero początek jego kariery. Na pewno gwiazdka wyżej za sam fakt, że mimo porażki owa adaptacja była dla Lyncha trampoliną ku karierze, a tam już robił wszystko po swojemu i nie zawitał już pod progi "superprodukcji".
@Mahjong niewiarygodna nędza tamtych efektów specjalnych jest uderzająca, jakby ten film był zrobiony w latach 20, nie wiem jak do tego w ogóle doszło, bo przecież budżet był ogromny. no i ten kretyński design pojazdów przedmiotów itd, to w 90% było obrzydliwe.
@Opornik na YT widziałem dokument o tym i generalnie Lynch nie chciał tego filmu robić i nie do końca był na niego jakiś pomysł. A co do efektów to nie odstawały jakoś mocno od ówczesnych standardów, robienie rzeczy na makietach i kliszy ma duże ograniczenia. Pod tym względem od lat 20. nie było żadnej wielkiej rewolucji i czasem efekty z lat 50. wyglądają lepiej niż te z lat 80.
Ten film to moje guilty pleasure, efekty nie były takie tragiczne jak na rok 84, czerwie wciąż wyglądają ok, szczególnie sceny gdzie wyłaniają się z piasku
@radidadi Dokładnie. Kiedyś mi się podobało. Teraz trąci myszką baardzo, ale patrzę na to z sentymentem, poprzez wspomnienie wytworzonego wtedy wrażenia.
Ocena 4/10? Słabo się zestarzało? Kretyński design pojazdów przedmiotów itp? No aż się zagotowałem. Ale za chwilę cienka zasłona sentymentu opadła i przyszło otrzeźwienie - tak, wszystko się zgadza Poza niektórymi scenami to całość ogólnie oceniam nisko. Chciałem nawet przy okazji nowej Diuny sobie tę starą wersję odświeżyć i nie dałem rady.
Ciekawy serialik komediowy, choć wiecej tu w tych dosyć absurdalnych sytuacjach dramatu. Pokazuje jak wychodzą z człowieka najgorsze demony, co siedzi w nas w środku głęboko. Idealne moim zdaniem wyważenie dramatu i komedii. Polecam gorąco!
No dla mnie to nie to... W jedynce robotę robił brud i surowość. Tutaj tego zabrakło. Nie powiem żeby film był zły, ale na pewno nie zapadnie mi w pamięć tak jak jedynka. Dałbym 5 ale podnosze o jedno oczko za Panią Veronice (Anjela Nedyalkova)
Druga część kultowego filmu lat dziewięćdziesiątych XX wieku, dzięki której poznamy dalsze losy Marka Rentona (Ewan McGregor). Dowiemy się, czy rzeczywiście udało mu się wyrwać na dobre z brudnego, podziemnego życia Edynburga i heroinowego nałogu, przestępczego półświatka, w którym każdy czyn motywowany jest narkotykowym głodem.
@cebulaZrosolu W pełni się zgadzam. Film niezły i dobrze mi się oglądało, ale do jedynki mu daleko. Tak, jak piszesz, nie ma brudu, syfu i surowości poprzednika.
Derry, stan Maine. W trakcie ulewy znika bez śladu młodszy brat Billa Denbrougha. Poszukiwania nie przynoszą skutku i zostają zakończone, z czym Bill nie może się pogodzić. W trakcie wakacji wraz z grupą znajomych natrafia na ślad cyklicznie powtarzających się tragedii i odkrywa, że za nimi stoi demon żywiący się przerażeniem, ujawniający się pod postacią klauna Pennyvise. Postanawiają więc razem go pokonać.
Ekranizacja jednej z najpopularniejszych książek Stephena Kinga. Z jednej strony muszę oddać że klimatyczna i ciekawa, ale z drugiej muszę zarzucić że zlepiona z typowych klisz i chwytów. Zdecydowany plus to rola Billa Skarskgarda, od paru już filmów wydaje mi się urodzonym odtwórcom roli "nawiedzonych" charakterów.
Oglądałam jak miałam naście lat. Złamało mnie to anime na zbyt długo. Jak ktoś chce poczuć kres beznadziei polecam, a reszta osób niech obejrzy sobie coś co nie zabiera chęci do życia.
Klasyka kina brytyjskiego oraz kina o narkomanach.
Środowisko szkockich ćpunów. Główny bohater Mark Renton po wielu próbach postanawia zrezygnować z nałogu na dobre, przenosi się do innego miasta, zakochuje w dziewczynie. Jednak przeszłość w postaci dawnych kumpli od strzykawki oraz zatwardziały recydywista podąża jego śladem, aby go dopaść....
W filmie wykorzystano muzykę takich brytyjskich grup jak: Pulp, Blur, czy Lou Reed
Reżyseria: Jeremiah Zagar i Salli Richardson-Whitfield
Czas trwania: 7x1h
Ocena: 8/10
Po Mare z Easttown spodziewałem się od jego twórcy kolejnego dobrego serialu i się nie zawiodłem. Wszystko jest tutaj spójne, wciągające, bardzo dobre role i historia dopięta od początku do końca. Finał świetny. Nic tylko oglądać!
Ofcen mi kazał zapalić świeczke i obejrzeć ulubiony film no to obejrzałem. Tzn jestem w trakcie, bo ten film to tak naprawde trylogia wiec musze obejrzeć wszystkie części.
A co do filmu:
Saruman to pała
Arwena kocham cie
Boromir troche ciota bo chciał ukraść pierscień
Peregrin Tuk uspokój sie bo strasznie wszystkich wkurwiasz
Kończy się sezon w nadmorskim miasteczku, kończy się dość dramatycznie bo morderstwem właściciela lodziarni. Lokalny milicjant rozpoczyna śledztwo, niebawem dołączy do niego porucznik Szczęsna z komendy wojewódzkiej.
Ot, kryminał schyłku PRL-u. Całkiem sporo komediowych elementów, ogląda się szybko, z zainteresowaniem, można się pośmiać.
Młoda funkcjonariuszka rzuca wszystko, żeby udawać członkinię ETA i ryzykuje życiem, aby poznać kryjówki terrorystów zlokalizowane na południu Francji.
Film oparty na faktach, jakto rozbijano w Hiszpanii ETA. Są momenty gdzie trzymał w napięciu, dobrze zagrany. Nie podchodziłem do tego jak do filmu opowiadającego historię Hiszpanii, ale podejrzewam, że dla Hiszpanów, czy Basków to będzie jeszcze lepsze widowisko. Mnie to tak nie poruszyło, jak zapewne poruszy ich. Ogólnie warty obejrzenia.
Reżyseria: Michał Waszyński, Jan Nowina-Przybylski
Czas trwania: 1h 18m
Ocena: 7/10
Czasem trzeba łyknąć prostą rozrywkę, ludzie wtedy chwytają zwyczajowo za amerykańskie średniaki, a ja wtedy włączam polskie komedie przedwojenne.
Obawiam się jednak, że wszystkie lepsze polskie komedie z okresy dwudziestolecia międzywojennego już widziałam.
"Panienka z poste restante" nie jest złą komedią, był fun? Był. Ale to jednak o wiele mniej śmieszniejsza i urocza komedia niż np. "ABC miłości" czy "Jadzia".
Cenię bardzo chada Aleksandra Żabczyńskiego (amant polskiego kina, laski waliły drzwiami i oknami na jego filmy), ale dla mnie jest za sztywny nieco w tym obrazie, wiadomo, taka rola znów mu się trafiła, ale jednak najbardziej rolą odstaje Alma Kar w roli prowadzącej kobiecej. Zresztą nigdy Kar zawrotnej kariery nie zrobiła w Polsce ani nigdzie indziej.
Za to profeskę odwalają jak zwykle aktorzy starszej daty jak Ćwieklińska czy Znicz - sceny z nimi to gwarantowana rozrywka.
Sama komedia? Jak to bywa w polskich komediach romantycznych to po prostu czysta komedia omyłek, która produkuje z widza salwy śmiechu. Do tego romans pięknym młodych ludzi i mamy akuratnego hita.
Szkoda, że film nie zachował się w całości. Ewidentnie brakuje tam kilku scen.
Film ten można obejrzeć za darmoszkę na Ninoteka, znajduje się tam całkiem sporo polskich filmów przedwojennych - z takich najlepszych polecam "ABC miłości" bo to 10/10, można się tarzać ze śmiechu, a grają tam Adolf Dymsza i Maria Bogda, czyli praktycznie topka aktorska z tamtych czasów.
Znów mi się trafił ostatni film reżysera. Tym razem mistrza Wajdy. Film opowiada o polskim malarzu Władysławie Strzemińskim, który przed wojną był praktycznie bolszewikiem, ale kilka lat po wojnie został pozbawiony wszelkich praw artysty, gdy sprzeciwił się wdrażaniu idei socjrealizmu - wywalono go z uczelni, wywalono go ze związku, który sam zakładał, bez papierów nie mógł nigdzie znaleźć pracy. W roli głównej Bogusław Linda.
Na filmwebie i w ogóle ludzie krytykują ostatni film Wajdy, ale mi ogólnie się podobał - to smutna opowieść o tym, jak system potrafi zniszczyć sztukę i jego twórcę.