Młoda dostała wysokiej gorączki, aktualnie mamy 39,4-39,7. W żłobku potwierdzona ospa. Młody powoli wychodzi z ospy więc ciekawe co się wylęgnie z tej gorączki u młodej. Na dodatek mleko matki jest wyłączone do jutra do godziny 20 że względu na dzisiejsze badania i podany kontrast. Zapowiada się długa noc ( ͠° ͟ʖ ͡°)
@Yes_Man niestety, nienawidzę aflofarmu za ich podłe reklamy, ale kidofen dawał radę. ibuprofen z paracetamolem w dość bezpiecznej dawce. od razu mówię, że w ostateczności, jak już jest powyżej 38,5 przez kilka godzin.
jak ktoś zna coś takiego nie od tego dziadostwa, to poproszę o nazwę produktu.
@Yes_Man Młodemu mojemu robilismy okłady na czoło przy takiej temperaturze. Trochę był opór, ale koniec końców chyba mu się spodobało bo noc przespał a temperatura spadła.
W grudniu zaplanowaliśmy razem z Różową warsztaty z majsterkowania w naszym Centrum Edukacyjnym. Warsztaty są przeznaczone dla rodziców z dziećmi w wieku od 6 lat. Na warsztatach zrobimy choinki z patyków, listewek, generalnie odpadów w stylu #upcycling .
Celujemy w termin 12 grudnia (piątek) godzina gdzieś 17:30-18 lub 13 grudnia sobota godziny przedpołudniowe - przedobiednie. Miejscowość to oczywiście Pruszków.
I teraz moje pytanie do Was, który termin zaproponować?
Każdy ma swoje zalety, ale który Wam by lepiej pasował by dojechać z dziećmi?
Chodzi mi o sytuację w której byś się znalazła/znalazł i chciał wziąć udział.
Mam (w sumie to chyba miałem) znajomych. Nasze chłopaki często bujali się razem po przedszkolu, jakieś wspólne urodziny, spacery ale ogólnie znajomość która nigdy by się nie wydarzyła gdyby nie dzieciaki, bo i jakoś nie specjalnie kleiły nam się niepowiązane z dziećmi tematy, ale w porządku ludzie. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Ich chłopak, nazwijmy go Grześ, to człowiek-żywioł. Chłop ma baterie nie do wyczerpania. Czasem się zastanawiałem, czy muszą mu coś dawać żeby w ogóle usnął. Kilka razy widziałem na placu zabaw, jak przez to że bardzo ekspresyjnie wyładowuje swoją energię rzucił w kogoś czymś, czy obsypał piaskiem, albo na kogoś wpadł. Kilka razy oberwało się mojemu, ale uznawałem to za typowo placo-zabawową sytuację, mój bombel nie robił afery, bawili się później dalej, więc dawałem mu tylko rady jak takich sytuacji unikać, żeby mówił głośno że mu się to nie podoba, a w naprawdę kryzysowej sytuacji przybiegał.
Aż w zeszłym tygodniu wieczorem kąpię bombla i widzę że chłopak ma jakiegoś dziwnego krwiaka na udzie. Nie chciał powiedzieć o co chodzi, mówił że nie pamięta co się stało, ale widzę że coś kręci i nie ma ochoty opowiadać. Już kiedyś wykminiłem że on mi opowie wszystko ze szczegółami o ile odegramy to jako scenkę z ludkami lego, więc podpytałem go o okoliczności - czy się wtedy bawił, z kim, co robiły opiekunki, czy to było w sali czy na zewnątrz, przed obiadem itp.. Zrobiłem setup z lego i zawołałem go do zabawy. Po nitce do kłębka wyszło, że w przedszkolu mieli jakieś drożdżówki na podwieczorek, Grześ chciał się zamienić a mój młody nie, więc ten drugi wpadł w szał i użarł mojego w udo. Następnego dnia pytam w przedszkolu o tę sytuację i słyszę że no, coś tam było, ale to oni się chyba bawili, pokłócili o zabawkę, potem mój podszedł z płaczem i w sumie tyle. Nie zgadzało mi się to z tym co wyklarowałem z młodym, więc uderzyłem do ojca Grzesia i mówię mu: słuchaj, chłopaki chyba się trochę popsztykali, zależy mi na tym żeby poznać kontekst - wypytasz swojego co i jak? Powiedział że pewnie, jeszcze po południu gadaliśmy razem na placu zabaw, wszystko git.
Następnego dnia podbijam do niego i pytam czy udało mu się coś dowiedzieć, a on że zapomniał pogadać, ale uciekał od tematu. Kolejnego dnia jak tylko wszedłem z moim do szatni to on błyskawicznie pożegnał się ze swoim bomblem i uciekł jakby coś się paliło. Zaczęło mi się to nie podobać. Poprosiłem dyrektorkę o wgląd w monitoring, bo mam rozbieg z tym co mówi mój młody, a tym co słyszałem od opiekunki i pokazałem krwiaka na nodze, który już na tym etapie jest żółto-zielonym półokrągłym siniakiem jako umotywowanie wniosku. Na monitoringu pokazała się praktycznie ta sama scenka którą młody odegrał ze mną z lego. Tu dyrektorka westchnęła i powiedziała "no tak, cały Grześ". I okazało się że to nie pierwszy raz kiedy on odwala takie rzeczy innym dzieciakom, i stwierdziła że granica jest przekroczona i będzie musiała porozmawiać z rodzicami i dzieckiem, choć do tej pory były z tym duże problemy.
Następnego dnia uderzyłem znów, tym razem do matki Grzesia, że była taka sytuacja, że chciałbym o niej porozmawiać i... nawet nie dała mi skończyć, tylko wypaliła "a może weź ty się od nas odpierdol co? bo twój to święty tak?".
No nie powiem żeby był święty, ale jest różnica między użarciem kogoś w udo ze złości o rogalika z innym nadzieniem, a pokazaniem języka i rage quitem ze swoimi zabawkami z placu zabaw jak coś nie idzie po myśli, jak to czasem się mojemu zdarza.
I nagle skończyła się znajomość Już nawet na "cześć" nie odpowiadają.
Czyli jak zwykle zły nie ten co odwala manianę, tylko ten co głośno o tym powie. Najlepsze jest to że ja nawet nie chciałem tu afery robić, tylko zwyczajnie poprosić ich żeby popracowali z dzieckiem nad takimi zachowaniami. Gdybym usłyszał "no głupio wyszło, mam nadzieję że z twoim młodym ok, pogadaliśmy z naszym, będziemy go uczulać i ogarniać to z nim" to miałbym wszystko czego mogłem chcieć.
A najlepsze że oni nadal są dobrymi kumplami Od razu przypomina mi się film "Rzeź" Polańskiego.
Kiedyś mi starszy brachol powiedział że zobaczę jak mi się grupa znajomych skurczy jak kilka razy będzie jakaś afera na podwórku, to mu powiedziałem że przecież wystarczy odrobina dobrej woli, opanowanie emocji i rozmowa dorosłych ludzi żeby tego uniknąć. Będę musiał do niego zadzwonić i przeprosić że byłem głupi.
Czy fantastyczna podróż do wspomnień rodem z Assasin Creed jest możliwa ? Pewnie nie, a jednak, traumy matek można wyssać z mlekiem i wpływają na charakter dzieci !
Naukowcy z wrocławskiego instytutu badawczego Łukasiewicz – PORT odkryli biologiczne powiązania między negatywnymi doświadczeniami z dzieciństwa kobiet a molekularnym składem ich mleka po porodzie.
"Ponad tysiąc wypadków i dziesięcioro zabitych, to tegoroczny bilans przejazdów na elektrycznych hulajnogach – wynika z danych policji, do których dotarła „Rzeczpospolita”. Plagą są prywatne urządzenia, z których zdejmuje się blokady prędkości.
Statystyki są alarmujące: w tym roku, tylko do połowy października, wydarzyło się już 1056 wypadków, w których poszkodowane zostały osoby poruszające się na elektrycznych hulajnogach – to o niemal 70 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. W ciągu dwóch lat wzrost jest dwukrotny."
"Szokujące są zwłaszcza dane dotyczące dzieci w wieku 7-14 lat. W ciągu dwóch lat nastąpił czterokrotny wzrost wypadków z ich udziałem. Jeszcze dwa lata temu doszło do 66 wypadków z ich udziałem, rok później do 123, a w roku obecnym – było ich już 359."
No dokładnie urządzenia są niebezpieczne. Juz samo zostawianie ich w na ścieżkach rowerowych jest niebezpieczne. Ja wywróciłem się o to jadąc rowerem bo akurat tak się zlała z zielonym trawnikiem i asfaltem że nie było jej widać. Walnąlem w nią bo na chwilę spuściłem głowę i zaliczyłem glebę. Normalnie policja powinna przyjmować zgłoszenia o pozostawionych chulanigach na ścieżkach i chodnikach i rekwirować sprzęt jako porzucony. A jak bolt chce odzyskać to opłata za przechowywanie i transport dla policji.
Dzieciaki mają ospę wietrzną Się napracowałem - jeden dzień, a jutro znowu do lekarza. Tym razem z dwójką na raz. Już widzę miny Pań w rejestracji. Echhh
@Yes_Man u mnie kiedyś trójka miała, ale w sumie dość ciekawe było obserwować jak każde inaczej to znosi. Ja miałem ospę jako dorosły, co ponoć nie jest takie bezpieczne
@nikt_pan @Ragnarokk No i warto przypomnieć, że za wirus ospy wietrznej odpowiada ten sam wirus co za półpaśca. W sensie nie można dostać półpaśca, nie mając ospy. Miałem go 2 lata temu, jednak na szczęście przebieg był całkiem lajtowy. Z kolei moją znajomą rozłożyło zupelnie.
@Yes_Man Przerabiałem to gówno rok temu u młodych. Zlapali oboje równoczesnie córa bez strat na skórze a syn zdrapał jeden strupek nad okiem no i ślad zostal :/.
Wiecie co mnie wkurza najbardziej w ludziach? Widzenie wszędzie biznesu.
Mam dwójkę dzieciaków, lv wczesna szkoła i przedszkole. Dotąd wszystko było ok. Dzień dobry, urodziny, spotkania itp itd. Wystarczyło abym zamknął januszerke. Nagle podejście rodziców się zmieniło. Dzień dobry takie wymuszone, dziecko moje chce ich dzieciaka zaprosić na urodziny, ale nagle coś tam (dziecko chore niby, ale w dzień urodzin sobie szaleje na stadionie z mama, która tez akurat miała wyjechać tego dnia). Tak wiem, że tak się robi powiatowe, gminne biznesy, korupcja na tych szczeblach jest przeogromna, jednak nigdy nie sądziłem, że ludzie są w stanie tak bardzo odbijać to na swoich #dzieci
Po co? Gwiżdżę na was (specjalnie z małej) majątek/możliwości, chciałem aby moje dzieci się dobrze pobawiły.
Wiecie co mnie wkurza najbardziej w ludziach? Widzenie wszędzie biznesu.
Wstęp mam ten sam, ale treść inną.
Wiecie co mnie wkurza najbardziej w ludziach? Widzenie wszędzie biznesu.
Buty, zegarki, karty do gry, wszystko musi być inwestycją. Już nie można nic kupić i tego używać, bo to inwestycja. W butach się nie chodzi, bo się gniotą, kartami się nie gra, bo tracą wartość, figurki tylko w oryginalnych pudełkach i szczelnie zamknięte, bo inwestycja.
Już z niczego nie można się po prostu k⁎⁎wa cieszyć i używać, bo wszystko jest pierdoloną inwestycją. Niektórych rzeczy nie można sobie nawet k⁎⁎wa kupić normalnie, bo j⁎⁎⁎ni "inwestorzy" robią napad na sklep i wykupują wszystko, co się k⁎⁎wa da. "Inwestują". We wszystko, czego się nie da przykręcić do podłogi.