95% Polaków pochodzi od chłopa. Jak wyglądało życie chłopów pańszczyźnianych? - didaskalia 118
#didaskalia #podcast #historia #ciekawostkihistoryczne #wielkahistoria #polska
95% Polaków pochodzi od chłopa. Jak wyglądało życie chłopów pańszczyźnianych? - didaskalia 118
#didaskalia #podcast #historia #ciekawostkihistoryczne #wielkahistoria #polska
@Half_NEET_Half_Amazing U mojej babci na wsi jeszcze niedawno żyła babka ktora pamiętała czasy sprzed 2 wojny światowej.
W miejscu szkoły mieszkał dziedzic i jak zabiły dzwony trzeba bylo rzucic wszystko i leciec robic do niego na pole.
Potem sie dziwic, ze rusy wjechaly tu jak do siebie przywitani z entuzjazmem. Ciekawe ile konfiarzy by ich bronilo w tamtych czasach xD
@Half_NEET_Half_Amazing ten gość napisał całą książkę o niedoli chłopa pańszczyźnianego https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4952045/panszczyzna-prawdziwa-historia-polskiego-niewolnictwa czytałam w zeszłym roku i polecam, przystępnie napisana i dużo informacji
Zaloguj się aby komentować

O historii państwa polskiego opowiada się zwykle tak, jakby jednocześnie była to też historia Polaków, konkretnego narodu, który właściwie od zawsze miał zamieszkiwać nad Wisłą. To jednak nie tylko uproszczenie, ale nawet nadużycie. Nie da się zrozumieć naszej przeszłości, jeśli nie weźmiemy pod...
Front Bałkański w I wojnie światowej część 24, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916
#iwojnaswiatowa #historia #pierwszawojnaswiatowa #1wojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #VoivodePutnik
Poprzednie części pod tagiem #voivodeputnik
Była siódma rano w piątek 26 listopada 1915 roku, kiedy rozpoczęliśmy marsz przez góry do Scutari. Pomimo przygnębiających okoliczności, oddział lotniczy był w dobrych nastrojach z powodu perspektywy powrotu do Francji po roku trudów w serbskiej kampanii. W Lioum-Koula mieliśmy zniszczyć samochody przed wyruszeniem w 120-milową podróż. Musieliśmy jednak rozpocząć ceremonię przedwcześnie, ponieważ sześć mil od startu jeden z silników się zepsuł. Ponieważ nie było ani czasu, ani ochoty na jego naprawę, pojazd, dziesięciotonowa ciężarówka, został ręcznie zepchnięty na pole przy drodze, zalany benzyną i podpalony. Chwilę później płonął wesoło, podczas gdy nieposkromione młode duchy oddziału wykonały wokół niego taniec wojenny, uroczyście intonując „Marsz żałobny” Chopina. Ale to w Lioum-Koula mieliśmy wielkie feu d'artifice[fr. ognie sztuczne]. W pobliżu mostu przez Drin prawy brzeg rzeki opada gwałtownie o prawie 150 stóp. Jeden po drugim ogromne samochody zostały oblane benzyną i podpalone. Szoferzy skierowali się prosto w stronę przepaści, wyskakując, gdy samochody wystrzeliły nad nią. Ogromne ciężarówki stoczyły się na dno, gdzie utworzyły płonący stos.
Dwanaście godzin później zobaczyłem tłum 500 wynędzniałych austriackich więźniów zgromadzonych wokół zgliszczy. Wczołgali się na dół, by się ogrzać i upiec kawałki mięsa wycięte z martwych koni w ogniu, który kosztował Republikę Francuską ćwierć miliona franków. Resztę krajobrazu przesłaniała wirująca zamieć, przez którą przelatywały ogniste języki płomieni. Co jakiś czas eksplozja zbiornika z benzyną rozpraszała Austriaków, ale pokusa ciepła okazała się dla nich zbyt wielka i wkrótce wracali. Pięć minut po tym, jak ostatni wóz znalazł się nad przepaścią, major Vitrat zebrał swoich ludzi, dał znać swojej straży przedniej i tylnej, rzucił słowo „en avant marche”[fr. naprzód marsz] i kolumna ruszyła przez padający śnieg w pierwszy etap swojego długiego marszu. Zamierzaliśmy towarzyszyć jej do Scutari, ale okazało się, że wóz z naszym bagażem i jucznym koniem, który opuścił Prisrend poprzedniego dnia, nie dotarł na miejsce. Pojawił się dopiero o piątej wieczorem, a ponieważ szalała wtedy gwałtowna burza śnieżna, nie chciałem podejmować się wspinaczki w ciemności, aby spróbować znaleźć francuski biwak. Nie pozostało nam zatem nic innego, jak dołączyć do sztabu głównego.
Wydarzeniem dnia było przybycie wojewody Putnika. Weteran, marszałek polny, od lat był udręczonym astmatykiem. Od dwóch lat praktycznie nie opuszczał swojego pokoju. Zawsze utrzymywał w nim temperaturę 86 stopni Fahrenheita[3_0°C]. Siedmiodniowa podróż w góry w lektyce, niesionej przez czterech żołnierzy, musiała być dla niego strasznym przeżyciem. Ale zdobycie ukochanego marszałka przez Niemców Serbowie uznaliby za narodową katastrofę. Następnego dnia nadal padał śnieg, a wyruszenie do Scutari opóźniło się o kolejne dwadzieścia cztery godziny. Ponieważ dwa lata wcześniej, podczas kampanii albańskiej, Serbowie zburzyli wszystkie domy w Lioum-Koula z wyjątkiem czterech, zakwaterowanie było ograniczone. Znalazłem zakwaterowanie w ogromnym namiocie amunicyjnym. Dowodzący nim żandarm sprzeciwił się paleniu przeze mnie papierosów, co według niego było surowo zabronione przez regulamin, ale nie powiedział nic na temat świec płonących na skrzynkach z nabojami, ani lampy spirytusowej na skrzynce z napisem „pociski”, nad którą żona pułkownika przygotowywała herbatę. Kiedy zwróciłem mu na to uwagę, oświadczył, że regulamin milczy na temat świec i lamp spirytusowych, ale wyraźnie wspomina o papierosach. Przez cały dzień i noc oddziały zmierzające do El-Bassan przelewały się przez Lioum-Koula. Ponieważ nie mieliśmy nic do roboty, wyszedłem na spacer około pięciu mil wzdłuż drogi. Co około pięćset metrów natrafiałem na martwe ciała ludzi, którzy padli z zimna lub wyczerpania. Wracając, natknąłem się na kapitana Piagge, angielskiego oficera w serbskiej służbie, którego spotkałem na stacji kolejowej w Prisztinie, gdy wyjeżdżał, by wziąć udział w ostatniej desperackiej próbie ataku na Uskub. Kiedy widziałem go po raz ostatni, jego sekcja karabinów maszynowych liczyła około osiemdziesięciu czterech ludzi. W Lioum-Koula zmniejszyła się do dwudziestu sześciu. Miał jednak wszystkie swoje karabiny nienaruszone i jak się później dowiedziałem, bezpiecznie dostarczył je do El-Bassan. Jak mi powiedział, cierpienia Serbów w górach Katczanik były straszne. Jego sekcja, po całym dniu spędzonym w zamieci na stacji w Prisztinie, o północy, przy temperaturze znacznie poniżej zera, została załadowana na otwarte wagony i wyruszyła w sześciogodzinną podróż na linię walk. Mężczyźni nie mieli nic do jedzenia oprócz chleba kukurydzianego i kilku surowych kapust. Gdy tylko opuścili pociąg, rozpoczęli marsz w góry. Początkowo odnosili sukcesy, wypierając Bułgarów z jednego grzbietu górskiego po drugim. Ale zmęczenie i niedostatek wkrótce dały o sobie znać i w ciągu czterdziestu ośmiu godzin jego ludzie walczyli do upadłego i nie pozostało im nic innego, jak wycofać się na Prisrend. Prawdopodobnie od czasu przekroczenia Alp przez Napoleona nie podjęto takiej ekspedycji wojskowej, jak przemierzenie albańskich gór przez sztab główny i resztki armii serbskiej. Ale Napoleon odbył swój marsz po długich i starannych przygotowaniach, podczas gdy nieszczęśni Serbowie rozpoczęli swój marsz, gdy ich armia była w ostatnim stadium nędzy, bez jedzenia, w mundurach w łachmanach i z całkowicie niewystarczającymi środkami transportu. Widok Lioum-Koula w przeddzień wyruszenia był wyjątkowy. Na zboczach gór w promieniu wielu kilometrów widać było tylko niekończące się ogniska. Powstały one w wyniku spalenia tysięcy zaprzęgów, które nie mogły jechać dalej, ponieważ droga dla pojazdów kończy się w Lioum-Koula. Na szczęście burza śnieżna się skończyła, a po niej nastąpiło wspaniałe słońce._
Następnego ranka o dziewiątej wyruszył Sztab Główny. W jego skład wchodziło 300 osób i 400 jucznych zwierząt. Droga wiła się wzdłuż brzegów rzeki Drin, którą trzeba było dwukrotnie przekroczyć za pomocą malowniczych starych jednoprzęsłowych tureckich mostów, zniszczonych w celu utrudnienia bułgarskiego natarcia. Pierwszym popełnionym błędem było przewożenie na czele orszaku lektyki feldmarszałka Putnika. Za każdym razem, gdy zatrzymywał się, aby zmienić jego nosicieli, co następowało co piętnaście minut, cała dwumilowa procesja, podążająca w jednym szeregu, również musiała się zatrzymać. W rezultacie, zamiast dotrzeć do Spas przed zachodem słońca, dotarliśmy do wioski u podnóża góry dopiero po zapadnięciu zmroku. Tutaj odbyła się długa narada, czy powinniśmy biwakować w wiosce, czy podjąć wspinaczkę górską w ciemności. Po trwającej trzy kwadranse dyskusji, podczas której masa ludzi i zwierząt stała trzęsąc się z zimna, zdecydowano się na to drugie rozwiązanie. Była to jedna z najbardziej niezwykłych przygód, jakie kiedykolwiek miały miejsce. Wąska ścieżka o szerokości około czterech stóp, pokryta lodem i śniegiem, wiła się korkociągiem po ścianie klifu. Z jednej strony znajduje się skalista ściana, a z drugiej stromy spadek do rzeki Drin. Ta droga wije się i skręca pod różnymi kątami, i to właśnie nią ruszyliśmy w czarną ciemność, z lektyką generała Putnika wciąż na czele orszaku. Za każdym razem, gdy dochodziliśmy do zakrętu, manewrowanie nim było nieskończenie trudne.
Pewnego razu staliśmy przez trzydzieści pięć minut w lodowatym wietrze, słuchając ryku rzeki Drin, niewidocznej w czarnej przepaści 500 stóp poniżej. Konie ślizgały się i upadały w każdej chwili, a od czasu do czasu jeden z nich spadał w przepaść. To był cud, że nie zginęli ludzie. Dochodziła dziesiąta, gdy zmęczeni, głodni i na wpół zamarznięci dotarliśmy na biwak w Spas. Tutaj okazało się, że choć obiad był gotowy od czwartej po południu, nie można było go podać, ponieważ wszystkie talerze i łyżki znajdowały się na jucznych zwierzętach, które pozostały w wiosce poniżej. Nie dotarły też namioty, a ponieważ w Spas znajduje się tylko pięć lub sześć chłopskich domów, zakwaterowanie było na wagę złota. Pułkownik Mitrovitch, szef mesy, powiedział nam, że zarezerwował dla nas pokój w gospodarstwie oddalonym o ćwierć mili.
W rzeczywistości dom był oddalony o dwie godziny drogi i zasypany śniegiem. Kiedy dotarliśmy tam o północy, odkryliśmy, że jest tam już prawie dziesięcioro lokatorów; ale przynajmniej mogliśmy spać na słomie przy kominku, zamiast w śniegu na zewnątrz. Następnego ranka wyruszyliśmy o szóstej, aby zdążyć przed głównym korpusem Sztabu Głównego. Dzień był wspaniały i powoli wspinaliśmy się stopa za stopą na pokryte chmurami szczyty gór. Szliśmy w górę i w górę, tysiące metrów. Co kilkaset metrów natrafialiśmy na ciała zamarzniętych lub zagłodzonych na śmierć ludzi. W pewnym momencie było ich czterech. Byli to skazańcy z więzienia Prisrend, którzy zostali wysłani w kajdanach przez góry. Zostali rozstrzelani za niesubordynację lub dlatego, że nie byli w stanie iść dalej.
Dwa inne prawie nagie ciała należały najwyraźniej do serbskich żołnierzy zamordowanych przez Albańczyków. W południe dotarliśmy na szczyt góry, omiatany wiatrem płaskowyż kilka tysięcy stóp nad poziomem morza. Przez pięćdziesiąt mil rozciągało się pasmo pokrytych śniegiem gór, których grzbietów nigdy nie deptała ludzka stopa. Nie było widać nic poza niekończącą się serią szczytów, błyszczących jak diamenty w blasku słońca. Scena była nieopisanie wspaniała i wyludniona. Po przejściu przez płaskowyż rozpoczęliśmy zejście, omijając krawędzie przepaści o ogromnej wysokości i przemierzając wąskie wąwozy biegnące między wysokimi ścianami czarnego bazaltu. Co kilkaset metrów natrafialiśmy na zwłoki serbskich żołnierzy, czasem pojedynczo, czasem w grupach. Jeden z nich najwyraźniej zasnął przy nędznym ognisku, które udało mu się rozpalić. Jego ciepło roztopiło śnieg, a woda spłynęła mu po stopach. W nocy, podczas snu, woda zamarzła i jego stopy zostały uwięzione w bryle lodu. Kiedy do niego dotarłem, wciąż oddychał. Od czasu do czasu poruszał się słabo, jakby próbował uwolnić stopy z lodowej powłoki. Nie byliśmy w stanie mu pomóc, był tak wycieńczony, że nic nie mogło go uratować. Jedyną uprzejmością, jaką można było mu wyświadczyć, byłoby zakończenie jego cierpień kulą z rewolweru. Ale ludzkie życie jest święte, więc nie pozostało nic innego, jak tylko przejść dalej i zostawić go, by oddychał po raz ostatni w tych wiecznych samotnościach. W tej części podróży kwestią życia i śmierci było dotarcie do końca Etapu i znalezienie schronienia. Gdyby zaskoczyła nas ciemność w pustkowiu tych smaganych wiatrem górskich wąwozów, gdzie wąska ścieżka biegła obok niezgłębionej otchłani, nasz los byłby przesądzony. Oprócz sił natury musieliśmy liczyć się także z dziką i bezwzględną albańską ludnością. Odporni górale, którzy żyją w tych górach, mają wiele zalet, ale życie pełne waśni i konfliktów ich dzikich klanów nie sprzyja rozwojowi szacunku dla ludzkiego życia.




Zaloguj się aby komentować
Polybolos, starożytna grecka balista powtarzalna - po grecku polybolos oznacza multimiotacz. Była to powtarzalna wyrzutnia bełtów, zbudowana na bazie balisty i skorpiona, i podobnie jak balista - czerpała swoją moc ze skręconych wiązek ścięgien.
Wynalazcą był prawdopodobnie Dionizy z Aleksandrii (grecki inżynier z III wieku p.n.e.).
Jej dość skomplikowany mechanizm powodował, że za każdym obrotem korby naciągała się cięciwa, bełt opadał na łoże, a na koniec zwalniał się mechanizm i wystrzeliwał pocisk.
To sprawiało, że była to broń, którą cechowała największa szybkostrzelność spośród wszystkich starożytnych machin bojowych.
Proces powtarzał się do czasu, aż brakło strzał w magazynku.
#historia #ciekawostkihistoryczne #bron #inzynieria

Zaloguj się aby komentować
Złota myśl Rzymian na dziś
Wergiliusz (Publius Vergilius Maro, 70 - 19 p.n.e.) - poeta:
"Czas ucieka"
• łacina: [Tempus fugit]
• źródło: Wergiliusz, Georgiki, III, 284
https://www.imperiumromanum.edu.pl/kultura/zlote-mysli-rzymian/
#imperiumromanum #ciekawostki #historia #cytaty #cytatrzymiannadzis #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #sentencjalacinska #rzym #venividivici #ancientrome
-----------------------------------------------------------------------------
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/

Zaloguj się aby komentować
Złota myśl Rzymian na dziś
Horacy (Quintus Horatius Flaccus, 65 - 8 p.n.e.) - poeta liryczny:
"Biada przemocy, gdy w Boga godzi"
https://www.imperiumromanum.edu.pl/kultura/zlote-mysli-rzymian/
#imperiumromanum #ciekawostki #historia #cytaty #cytatrzymiannadzis #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #sentencjalacinska #rzym #venividivici #ancientrome
-----------------------------------------------------------------------------
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/

Zaloguj się aby komentować
Front Bałkański w I wojnie światowej część 23, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916
#iwojnaswiatowa #historia #pierwszawojnaswiatowa #1wojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #VoivodePutnik
Poprzednie części pod tagiem #voivodeputnik
Po przybyciu do kwatery głównej w czwartek, 23 listopada 1915, w dniu mojego przybycia do Prisrend, otrzymałem kilka szczegółów na temat ostatnich ruchów wroga. Serbski Sztab Główny przybył do Prisrend 17 listopada. Dwa dni później otrzymał wiadomość, że austriacko-niemiecka armia pod dowództwem generała von Gallwitza zajęła Raszkę i Nowy Bazar. 22 listopada siły te wkroczyły do Mitrowicy i posuwając się naprzód, 25 listopada dołączyły do armii feldmarszałka von Mackensena w Prisztinie. W ten sposób całe siły austriacko-niemieckie na Bałkanach zostały zmasowane w tym mieście. Tego samego dnia Bułgarzy, zajmujący Lipljan z dwiema dywizjami, połączyli siły ze swoimi austriacko-niemieckimi sojusznikami. Posuwając się w kierunku Prisrend, cała armia austriacko-niemiecko-bułgarska rozłożyła swoje siły w półkolu, otaczając wszystko, co pozostało z armii serbskiej i spychając ją tyłem do granicy Albanii.
W dniu mojego przyjazdu odwiedziłem cytadelę, wznoszącą się na wzgórzu, na którego zboczach zbudowany jest Prisrend. Znajdują się tu ostatnie ślady twierdzy wzniesionej przez cara Stefana Duszana, serbskiego Karola Wielkiego. U moich stóp płynęła Bystryca, rwącym potokiem przepływająca przez miasto. Na wschodzie, na krańcu wąwozu, między wysokimi górami, mogłem dostrzec ośnieżone szczyty pasma gór Szar, które tworzyły wyniosłą barierę między nami a Bułgarami w Tetowie. Po lewej stronie ukazało się miasto Prisrend, rozległa aglomeracja tureckich i albańskich domów, z której wyłaniały się wdzięczne minarety pięćdziesięciu meczetów. Wśród nich można było wyróżnić dzwonnicę pojedynczego greckiego kościoła prawosławnego. W ciemnym zakątku ukryta była mała katolicka kaplica, której kapłan jest dotowany przez rząd austriacki. Po południu nadeszła wiadomość, że droga z Dibry do Monastyru została odcięta, ponieważ Bułgarzy byli w Prilepie i nacierali na Monastyr. To przekreśliło ostatnią nadzieję na to, że część serbskiej armii dotrze do tego miasta, by ruszyć pociągiem przez Grecję do Salonik. To była klęska na całej linii.
Wieczorem, po kolacji, major Sekcji Operacyjnej Sztabu Głównego przedstawił mi techniczne podsumowanie działań na różnych frontach w ciągu ostatniego miesiąca. „28 października”, powiedział, „armia serbska dysponowała niewielkimi siłami na południu, na linii Tetovo-Gostivar-Kičevo oraz oddziałem na Babunie. Był też oddział na linii Ferizović-Giljane. „W Starej Serbii siły były zgrupowane w następujący sposób: Na lewym brzegu zachodniej Morawy znajdował się korpus armijny na froncie Gorny-Milanowac-Kricz. Drugi korpus znajdował się na prawym brzegu Wielkiej Morawy w okolicach Ćupriji i Paraćina. Trzeci korpus zajmował okolice Plotcz w pobliżu Niszu”. Główną ideą Sztabu Głównego w tym czasie było skoncentrowanie wszystkich dostępnych wojsk w kraju między zachodnią Morawą a południową Morawą oraz wzmocnienie wojsk na froncie Giljan-Ferizović i oczekiwanie na przybycie wojsk francuskich”. 2 listopada oddziały na lewym brzegu Morawy Zachodniej musiały ustąpić przed przeważającymi siłami Niemców i wycofać się na prawy brzeg. Oddziały, które znajdowały się w okolicach Ćupriji i Paraćina zostały w konsekwencji zmuszone do wycofania się w kierunku góry Jastrebac, podczas gdy oddziały w okolicach Niszu musiały opuścić swoje pozycje i wycofać się na Leskovac. Pozycja tych sił pod koniec 7 listopada stała się niezwykle krytyczna, ponieważ jedna z ich dywizji doznała poważnych strat w okolicach Leskovaca. Linia odwrotu tego korpusu, Lebane-Medvedje, była zagrożona. Był to główny powód przyspieszenia odwrotu wszystkich korpusów armijnych, podczas gdy oddziały, które utrzymywały się na prawym brzegu Morawy Zachodniej, zostały zmuszone do wycofania się w kierunku Raszki.
„Oddziały, które wycofały się w okolice góry Jastrebac, otrzymały rozkaz wycofania się w kierunku Kuršumliji, Prepolac i Prisztiny. Ich instrukcje brzmiały: wycofywać się powoli, broniąc każdej możliwej pozycji tak długo, jak to możliwe. Inne mniejsze oddziały wycofały się na Jankovą Klissurę. „W międzyczasie korpus armijny, który odpierał ataki w pobliżu Lescovaca, nieco poprawił swoją pozycję. Został wzmocniony i przeprowadził udany atak na Bułgarów, co pozwoliło mu wykorzystać linię odwrotu przez Lebane-Medvedje, która w pewnym momencie była poważnie zagrożona. Była więc w stanie wycofać się w kierunku Prisztiny.
„W rezultacie udało się uratować serbskie armie, i to pomimo faktu, że odwrót musiał być prowadzony przez kraj posiadający niewiele dróg. To, co sprawiło, że sytuacja była niezwykle trudna, to fakt, że presja ze strony niemieckich armii na północy była połączona z bułgarską ofensywą nadchodzącą z południa, która została rozmieszczona na linii biegnącej od Vranje do Lescowaca”. Armia serbska pod Rašką otrzymała następnie rozkaz zajęcia linii Raška-Novi Bazar, by zagrodzić drogę do Mitrowicy. Wszystkie pozostałe serbskie armie zostały przeniesione na Równinę Kossowa, by wzmocnić oddziały w Macedonii i podjąć generalną ofensywę. Wojska w Macedonii otrzymały rozkaz, aby w miarę możliwości odbić Giljane i zapobiec wycofaniu się Bułgarów z Kačanika.
„W bitwie pod Kačanikiem Serbom udało się odzyskać bardzo ważną pozycję Jegovac; ale zadanie, które przed nimi stało, było ponad siły oddziałów wyczerpanych tygodniami zmęczenia i trudów. Sforsowanie silnie okopanych linii bułgarskich przez armię, której tyły były zagrożone przez dwie armie niemieckie i bułgarskie, było ponad jej siły i musiała wycofać się do Prisrend”.
Od 24 do 26 listopada byliśmy zajęci przygotowaniami do wyjazdu. Sztab Kwatery Głównej, dowodzony przez feldmarszałka Putnika, liczył, wraz z eskortą, ponad 300 osób, z ponad 400 końmi wierzchowymi i bagażowymi. Wiekowy wojewoda jest, jak już wspomniałem, astmatykiem i nie jest w stanie wsiąść na konia ani stawić czoła przenikliwemu zimnu albańskich gór. Przemierzanie górskich dróg jakimkolwiek pojazdem kołowym jest jednak całkowicie niemożliwe. W związku z tym postanowiono skonstruować coś w rodzaju lektyki, w której weteran mógł być przenoszony przez góry na ramionach serbskich żołnierzy. Francuzi w Prisrend, składający się z lotnictwa i innych jednostek, liczący w sumie prawie 250 oficerów i żołnierzy, postanowili przekroczyć góry tą samą trasą, co Sztab Główny, wyruszając dzień wcześniej, bezpośrednio za królem i Królewskim Dworem. Oddział ten był dowodzony przez pułkownika Fourniera, francuskiego attache wojskowego, mającego za porucznika majora Vitrata, szefa francuskiej sekcji lotnictwa. Sekcja ta oddała ogromne usługi armii serbskiej podczas całego odwrotu. Major Vitrat jest oficerem, który zasłużyłby się każdej armii. Rzadko spotykałem człowieka o bardziej zdecydowanym charakterze, a już na pewno o większej odwadze. Jego przykład zainspirował Korpus Lotniczy od pilotów po ostatnich szoferów transportowych. Francuski oddział składał się z trzech marynarzy z baterii dział marynarki wojennej w Belgradzie, 94 mechaników samochodowych, 125 oficerów i żołnierzy sekcji lotnictwa oraz 5 operatorów łączności radiowej. Personel został wykorzystany zgodnie ze swoimi predyspozycjami. Komisja ds. zakupu niezbędnych zwierząt jucznych została utworzona z dwóch obserwujących oficerów Sekcji Lotniczej, jednego kapitana huzarów i drugiego kapitana artylerii. Oficerowie zebrali pieniądze, które jeszcze posiadali, na zakup prowiantu niezbędnego do podróży, czyli 18 000 franków.
Okazało się to najtrudniejszą częścią organizacji, ponieważ żywność i pasza stawały się rzadkością. Znaleziono pewną ilość kukurydzy dla 70 koni jucznych ekspedycji w cenie jednego franka za „oka” (tureckie „oka” to około trzech funtów angielskich) oraz dziesięć owiec, które towarzyszyły kolumnie i były zabijane i zjadane w zależności od potrzeb. Kolejną trudnością była kwestia transportu pół tuzina chorych z oddziału. Nie można było znaleźć koni do ich transportu, a noszenie ich na noszach przez towarzyszy nie wchodziło w rachubę. Pułkownik Fournier rozwiązał tę trudność, zarządzając transport samolotem. Sekcja nadal dysponowała sześcioma maszynami zdolnymi do lotu, pomimo faktu, że przez dwa i pół miesiąca byli wystawieni nocą i dniem bez schronienia na wiatr, deszcz i śnieg. W czwartek, 25 listopada, sześć samolotów wyruszyło przez góry do Scutari. Był to pierwszy raz w historii wojskowości, kiedy samolot został wykorzystany w służbie pogotowia ratunkowego. Ale ta innowacja okazała się bardzo udana - samoloty dotarły do Scutari w czasie o połowę krótszym niż reszta oddziału, która potrzebowała dni na marsz przez pokryte śniegiem wzgórza.
Rzeczywiście, z pewną zazdrością obserwowaliśmy start tych samolotów-ambulansów, gdy przypomnieliśmy sobie o trudnym zadaniu, które czekało nas, zanim będziemy mogli dołączyć do nich w Scutari. Du Bochet i ja zorganizowaliśmy podróż z francuską kolumną i przekazaliśmy majorowi Vitratowi listę prowiantu, który mogliśmy wnieść do wspólnych zapasów. Pierwsza trasa, z Prisrend do Lioum-Koula, wiedzie dość dobrą drogą. Postanowiono wysłać zwierzęta juczne dzień wcześniej i pokonać trzydzieści kilometrów do Lioum-Koula, która jest ostatnią wioską na terytorium Serbii, samochodami Korpusu Lotniczego. Ponieważ droga z tego punktu dalej jest zwykłym szlakiem dla owiec przez góry, całkowicie niepraktycznym dla pojazdów kołowych, samochody zostaną tam zniszczone, aby zapobiec ich wpadnięciu w ręce wroga.
Przetłumaczono z DeepL.com (wersja darmowa)
Poniżej cytadela w Prisrend i mapy z kampanii Serbskiej jesienią 1915 roku.





@Opornik
Maurice Farman
Cos takiego znalazłem:
The fourth, equally important French mission that came to Serbia at the same period as the medical-military mission was the mission of the French pilots. The Aeroplane mission was sent to Serbia under the command of Major Roger Vitrat and in France’s military documents was registered by its operative name Escadrille MF. S99 (MF was a type of aeroplane Maurice Farman, S for Serbia, and number 99 was mission’s serial number). Serbian Headquarters welcomed the arrival of Major Vitra in Niš on 23 March. The rest of the mission arrived in April, so in total it was composed of 9 officers and 99 civilians. During the meeting with Serbian officers Major Vitrat accepted that Smederevska Palanka would become a main base for hangars and repairing aeroplanes, and that the mission would operate in Belgrade area using airport Banjica. The aeroplane mission brought eight Maurice Farman aeroplanes, and four more arrived in Serbia during the summer. Planes had been prepared until 23 April and since then French pilots led surveillance and warfare missions over the territory Alibunar–Slankamen–Novi Sad–Bačka Palnaka–Bijeljina and in Serbia on the airline Smederevo–Loznica. The mission acted independently, under the supervision of Serbian Headquarters, until the retreat. During the evacuation French aeroplane mission was put under the command of the Serbian Third Army. In Scutari on 3rd December when mission arrived the equipment consisted of 12 officers, 115 civilians and 6 members of the radio-telegraph service, which were assigned to the Aeroplane mission shortly before the evacuation. Major Vitrat sent a report to the Serbian Headquarters on 9th December saying that despite all difficulties the mission still had five aeroplanes, but they all were in very poor condition, inoperative for the long surveillance missions from the height. The aeroplanes were without the machine guns, and other equipment, which was left in Prizren before the retreat. Vitrat suggested that planes could only be used for the postal transport along the coastline Scutari-Durres-Elbasan or Scutari-Durres-Valona. For this purpose the planes were used until the mid-January 1916 when they have been transported to Corfu, and after that to Thessaloniki where they were integrated in reformed aeroplane brigade of the Serbian Army. As for Major Vitrat and members of his mission, they were transferred to France on 26 December. Before the departure, the Serbian Headquarters decorated all of the mission’s members with the highest honours.
Zaloguj się aby komentować

Thurgood Marshall przeszedł do historii jako pierwszy czarnoskóry sędzia Sądu Najwyższego USA. Mimo ogromnych sukcesów w sądownictwie, przez całe życie mierzył się z uprzedzeniami – zdarzało się, że nawet w środowisku prawniczym mylono go z pracownikiem technicznym.
Fot. Thurgood Marshall w 1967...
Złota myśl Rzymian na dziś
Sekstus Juliusz Frontyn
"Niepotrzebne jest stawianie mi pomnika. Pamięć o nas trwa, jeśli zasłużyliśmy na to życiem"
• łacina: [Impensa monumenti supervacua est; memoria nostra durabit si vita meruimus]
• źródło: Pliniusz Młodszy, Listy, IX, 19
https://www.imperiumromanum.edu.pl/kultura/zlote-mysli-rzymian/
#imperiumromanum #ciekawostki #historia #cytaty #cytatrzymiannadzis #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #sentencjalacinska #rzym #venividivici #ancientrome
-----------------------------------------------------------------------------
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/

Zaloguj się aby komentować

Polskie Osiedle Penrhos w północnej Walii od 1949 roku było namiastką ojczyzny dla polskich żołnierzy i ich rodzin, którzy przez zmiany ustrojowe nie mogli wrócić do kraju. Historia tego miejsca – zwanego przez wielu „walijskim Soplicowem” – w jego obecnym kształcie dobiega jednak końca. Lokalne...

Amerykanie zdecydowali się wykorzystać wiedzę Reinharda Gehlena i innych oficerów SS, SD, Gestapo i Werhmachtu. Wszystko w celu rozpoznania sowieckich zamiarów w rozpoczynającej się właśnie zimnej wojnie. Nie wszyscy byli z tego powodu zachwyceni…
Fot. Reinhard Gehlen w niewoli amerykańskiej, 1945...

Decyzja Donalda Trumpa o nałożeniu nowych ceł na produkty chińskie oraz groźba objęcia nimi importu z Meksyku i Kanady wywołały gwałtowną reakcję na świecie. Krytycznie zareagowała na nią też Amerykańska Izba Handlowa, a redakcja „The Wall Street Journal” nazwała ją „najgłupszą wojną handlową w...
#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne
ai przywróciło do życia kilka postaci historycznych
Zaloguj się aby komentować
Złota myśl Rzymian na dziś
Korneliusz Nepos (Cornelius Nepos, 100 - 24 p.n.e.) - rzymski historyk i biograf:
"Pokój jest uzyskiwany przez wojnę"
• łacina: [Nam paritur pax bello]
• źródło: Korneliusz Nepos, Epaminondas, 5
https://www.imperiumromanum.edu.pl/kultura/zlote-mysli-rzymian/
#imperiumromanum #ciekawostki #historia #cytaty #cytatrzymiannadzis #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #sentencjalacinska #rzym #venividivici #ancientrome
-----------------------------------------------------------------------------
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/

Zaloguj się aby komentować

Karol Godula to postać, która wywarła olbrzymi wpływ na dzieje górnośląskiego przemysłu. Był nie tylko pionierem rozwoju przemysłu cynkowego na Górnym Śląsku, ale też deputowanym i wicestarostą. Towarzyszyła mu jednak aura tajemniczości. Kim był „śląski Rockefeller”?
Fot. Ławeczka Karola Goduli na...

Polska husaria odniosła wiele spektakularnych zwycięstw w XVI i XVII wieku. Jednak kolejne stulecie to już zmierzch husarzy. Dlaczego tak się stało?
Historia Polski obejmuje szczegół, że gdy pewien król pragnął się cofnąć przed nieprzyjacielem następującym nań z przemagającą...
Złota myśl Rzymian na dziś
Publiliusz Syrus (Publilius Syrus, I wiek p.n.e.) - mim i pisarz rzymski:
"Kto wyświadcza dobrodziejstwo zacnemu człowiekowi, po części sam je otrzymuje"
• łacina: [Probo beneficium qui dat, ex parte accipit]
• źródło: Publiliusz Syrus, Sententiae
https://www.imperiumromanum.edu.pl/kultura/zlote-mysli-rzymian/
#imperiumromanum #ciekawostki #historia #cytaty #cytatrzymiannadzis #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #sentencjalacinska #rzym #venividivici #ancientrome
-----------------------------------------------------------------------------
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/

Zaloguj się aby komentować

W 1000 roku transport zmienił świat. Od jeźdźców, którzy pokonywali setki kilometrów dziennie, po drogi, które rozdzielały imperia i decydowały o ich losie. Jak te zmiany ukształtowały bieg historii?
Fot. Europa w roku 1000 (domena publiczna)
#hejto #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne...
Złota myśl Rzymian na dziś
Marek Aureliusz (Marcus Aurelius Antoninus, 121 - 180 n.e.) - cesarz w latach 161 - 180 n.e.:
"Śmieszne to, że nie usuwamy się przed grzechem własnym, co jest możliwe, a usuwamy się przed obcym, co jest niemożliwe"
• źródło: Marek Aureliusz, Rozmyślania
https://www.imperiumromanum.edu.pl/kultura/zlote-mysli-rzymian/
#imperiumromanum #ciekawostki #historia #cytaty #cytatrzymiannadzis #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #sentencjalacinska #rzym #venividivici #ancientrome
-----------------------------------------------------------------------------
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/

Zaloguj się aby komentować