Wracam do was z komentarzem na temat sprawy która ostatnio poruszyła internet
**Kradzież szpady z pomnika szermierza we Wrocławiu**
W internecie widzę mnóstwo komentarzy na ten temat, mam wrażenie że od ludzi którzy z Wrocławiem mają tyle wspólnego co nic. Ale co się dziwić - regularnie kradziona szpada trafiła w końcu do szerszego mainstreamu, szkoda tylko że relacjonowana jest jako pojedynczy dziwny wybryk.
A dla czego piszę o tym w Student Debil? I dlaczego pod tagiem wolnego studenta, jak ja już z dyplomem? Pozwólcie mi to wszystko wytłumaczyć.
Otóż nie jest to zwykła szpada - ani zwykły pomnik. Pomnik znajduje się pod uniwersytetem wrocławskim (UWr) a kradzież jego szpady jest tak znanym zwyczajem, że opowiada się o niej nawet na dniach otwartych uczelni.
Według podań starosty kierunku, który to dla dodatkowych punktów na stypendium zgodził się oprowadzać grupy licealistów, zniknięcie szpady na symbolizować pomyślne wiatry podczas sesji. Czy szczęście ma sprzyjać wszystkim studentom, tym co ukradli a może ich kierunku - to kwestia sporna, a ile osób zapytasz tyle odpowiedzi dostaniesz. Niektórzy twierdzą że działa tylko na studentów UWr ale nie przeszkadza to studentom politechniki (PWr) również próbować.
**Ginięcie szabli jest rzeczą tak naturalną, że można zasugerować stwierdzenie jakoby częściej we Wrocławiu zdarzały się tylko wykolejenia tramwajów.**
Fontanna szermierza i stan obecności oręża jest rzeczą tak zakorzenioną we wrocławskiej studenckiej kulturze, jak juwenalia lub aparaty ortodontyczne (pdk). Nie jednokrotnie wracając z wyspy zakładałam się ze znajomymi czy szpadla jest czy nie jest. Co uważniejsi wyrobili taktykę: w czasie sesji lepiej obstawiać że jej nie ma. Nie dlatego że tak często jest wtedy kradziona - kradziona jest raz a wraca dopiero po ostatnich poprawkach. Zakład toczy się nie o to czy szabla jest, lecz o to czy **już** ją zdjęli.
Zdjęli a nie ukradli. Pamiętam semestry gdy na krótko przed sesją zarząd uczelni sam zdejmował szablę, żeby uchronić ją przed kradzieżą. Wróć. Żeby uchronić studentów przed połamanymi kończynami. Warto również wspomnieć że zdarzają się studenci uczciwi, którzy po 24h oddają swój łup. Oczywiście nikt nie chce się przyznać ze strachu przed wydaleniem - szpadla zostaje znaleziona przed drzwiami dziekanatu, w okolicach fontanny, lub w jeden z sal wykładowych. Była też raz sytuacja gdy UWr wygrał swoją szablę od konkurencyjnej uczelni w turnieju we flanki. Chodzą również plotki, jakoby UWr miał w swoich archiwach zapas szabl na wypadek, gdyby szabli nikt nie zwrócił.
Po co kraść szpadę w połowie sierpnia?
Na to pytanie odpowiedzieć mogą tylko Ci podejmujący się rabunku. Jak już wspomniałam, ile studentów tyle sposób działania szczęścia szermierza. Dla jednych będzie to pomoc w dostaniu się do akademika, dla innych przypływ weny podczas pisania pracy dyplomowej, jeszcze inni chcą podziękować za pomyślną obronę.
Czy nie jest to głupie?
Głupie zachowanie studenta debila, dla którego piwo to jego paliwo. Głupia tradycja studencka. Nie przemyślane narażanie się na uszczerbek zdrowia. Oczywiście, z tym wszystkim się zgadzam. Ale nie jest to:
Ani tym bardziej sprawa zasługująca na takie komentarze:
"Wydalić z kraju i dać zakaz wjazdu do strefy Schengen! A nie czekaj…" "A jakie zdziwione, szoniska..." "Karą powinno być odłożenie szpady na miejsce czyli do pochwy."
To po prostu studencka tradycja, balansująca na cienkiej linii "to już głupota czy jeszcze odwaga". I jeśli przez lata, wandalizacja tego konkretnego pomnika przez studentów nie ruszała nikogo spoza Wrocławia, to fakt że w akcji biorą udział skąpo ubrane studentki nie powinien tego zmienić.
@camonday tegoroczna zuchwała kradzież bardzo mie się podobała, chociaż cycków mógłby być więcej. A co do szpady to nigdy nie jest oryginalna, tylko mają w opór replik właśnie w związku z ta tradycją studencką.
Po dwudziestu tomach przygód Jacka Reachera trudno oczekiwać rewolucji. I całe szczęście, bo „Zmuś mnie” wcale nie próbuje nią być. Wbrew tytułowi, wcale się nie czuję być zmuszony czytać ją i kolejne tomy. To książka, która bardzo dobrze pokazuje, dlaczego ta seria od tylu lat cieszy się taką popularnością. Dla jednych będzie kolejną powtórką sprawdzonego schematu. Dla mnie jest natomiast esencją tego, czym Reacher zawsze był.
Historia zaczyna się bardzo po reacherowemu. Jack trafia do niewielkiego miasteczka o intrygującej nazwie Matczyny Spoczynek. Nie kieruje nim żaden wielki plan ani misja. Jest po prostu ciekawy. A jak wiadomo, ciekawość Reachera niemal zawsze kończy się odkryciem czegoś, czego lokalni mieszkańcy bardzo nie chcieliby ujawniać. Szybko okazuje się, że pod pozornie spokojną powierzchnią kryje się kolejna mroczna tajemnica.
I właśnie za to lubię tę serię.
Nie potrzebuję, żeby Reacher ratował świat, współpracował z międzynarodowymi agencjami wywiadowczymi czy latał prywatnymi odrzutowcami. To już przerabialiśmy i jak pisałem przy Sprawie osobistej, zupełnie mnie to nie przekonało. Reacher najlepiej działa wtedy, gdy trafia do małego miasteczka, zadaje jedno pytanie za dużo i nagle okazuje się, że ktoś bardzo chciałby, żeby już więcej żadnych pytań nie zadawał, bo nadepnął mu na odcisk. Zmuś mnie wraca właśnie do tego sprawdzonego schematu.
Oczywiście można zarzucić Childowi, że po raz kolejny korzysta z tych samych motywów. Samotny włóczęga. Małe miasteczko. Piękna kobieta (o egzotycznej urodzie) pomagająca w śledztwie. Lokalna tajemnica. Grupa ludzi, którzy myślą, że uda im się zastraszyć Reachera. To wszystko już było. I pewnie jeszcze będzie.
Tylko że… ja właśnie po to sięgam po kolejne tomy.
Mam wrażenie, że Reacher jest dla mnie trochę jak ulubiony serial oglądany po raz kolejny. Nie chodzi o zaskoczenie, tylko o komfort powrotu do czegoś znajomego. Wiem, czego mogę się spodziewać, a Lee Child bardzo rzadko zawodzi w dostarczeniu dokładnie tego, po co sięgnąłem. Do tej pory tylko 1 z 20 tomów mnie serio zawiódł, więc 95% skuteczności i ja to kupuję
Może to moje guilty pleasure. A może po prostu jedna z tych serii, które przez lata wypracowały własną tożsamość i nie próbują na siłę udowadniać, że potrafią być czymś innym. Kiedy dopada mnie zastój czytelniczy, Reacher jest jednym z pierwszych bohaterów, po których sięgam. Wiem, że dostanę dynamiczną historię, kilka świetnych dialogów, bohatera rozwiązującego problemy pięściami i głową oraz satysfakcję z kolejnej dobrze opowiedzianej sensacyjnej historii.
I chyba najbardziej cieszy mnie to, że przede mną wciąż jeszcze sporo tej serii. Choć głównych powieści jest już 31, ja dopiero dotarłem do dwudziestego tomu. Do tego dochodzą jeszcze nowelki i opowiadania, których nawet nie zacząłem. To bardzo przyjemna świadomość - wiedzieć, że z ulubionym bohaterem czeka mnie jeszcze setki godzin wspólnych przygód.
„Zmuś mnie” nie jest najlepszym tomem serii. Nie próbuje też wywracać jej do góry nogami. Jest za to bardzo dobrym przypomnieniem, dlaczego od dwudziestu książek z taką przyjemnością wracam do Jacka Reachera. Gdyby mnie ktoś zapytał, czy jest seria o Reacherze, to „Zmuś mnie”, idealnie odpowiada na te pytanie.
Romek już zaczął 10 dobę na trasie, idzie na pewno wolniej jak się spodziewał. Warunki na pierwszych paruset km dały mu w kość do tego stopnia, że zrobił dzień zero (czyli taki, że został w jednym miejscu na dwa noclegi). Prze do przodu, ale czasowo na pewno nie da rady w pierwotym planie. Ale póki co do przodu.
@Ragnarokk mnie to zastanawiało bo z wodą w Norwegii nie ma problemu- jest wszędzie- ale z zaopatrzeniem to lipa... Zwłaszcza jak na relacjach pokazywał, że sprawdza czy przyczepy kempingowe są otwarte i czy nie ma w nich jakiegoś jedzenia.
No i komary... I kleszcze. W Norwegii teraz kleszczy od groma, może nie na dalekiej północy jeszcze, ale jak uderzy w vestland to go kurde zjedzą. Ja na 3 m wszedłem w trawe i wyszedłem a z 8 gnojków już siedziało na nogach.
No i dalej na południe będzie miał więcej sklepów ale nadal bez rewelacji.
@frondeus Niby rażący błąd, ale widać, że z nieuwagi, bo komuś wyszedł "drugi", po czym złapał się i wstawił spację, nie poprawiając jednak litery. Trochę bardziej przeraża świadomość, że ten błąd mógł powtórzyć się w setkach dokumentów na przestrzeni tygodni, gdzie wyszłoby, ile osób uważnie czyta pisma urzędnicze.
Nie, ta ustawa nie wprowadza żadnej jawności zarobków tylko powiązanie ich zarobków z PESEL tak, że w teorii MZ będzie mogło sprawdzić ile w sumie zarabiają. Oczywiście mogłoby i to robić wcześniej na podstawie istniejących rozwiązań, ale teraz przynajmniej może poznamy prawdziwe dane dotyczące zarobków lekarzy i okaże się czy milionerzy to tylko jednostkowe przypadki*
*Już teraz wiemy, że nie bo jest ponad 600 POJEDYNCZYCH KONTRAKTÓW na kwotę ponad 1 mln rocznie (nie ma limitu liczby kontraktów).
już parę razy pisałem: głupi Tusk, Nawrocki lepiej czuje „lud”. I albo zrobisz porządek ze służbą zdrowia i lekarzami albo wybory wygra ktoś kto zrobi.
@Elvisiako Jak to znikają posty? Bo z zasysaniem ze Stravy jeszcze walczę, jak nie dostanę odpowiedzi od nich "na dniach" to Marvinowi subskrypcję opłacę. Ale normalnie wpisując dystanse powinno działać.
@fonfi dwa razy miałem sytuację, że dodałem aktywność na rowerowym równiku przez hejtostats, odświeżyło stronę hejtostats bez żadnego komunikatu (czyli tak, jak zawsze po udanym dodaniu aktywnosci) a jak wszedłem na hejto to nie widziałem posta.
Tylko nie wiem czy to nie problem w mojej Operze, skoro tylko u mnie się to wydarzyło