Tytuł: Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata
Autor: Tomek Michniewicz
Kategoria: reportaż
Format: ebook
Liczba stron: 450
Ocena: 9/10
Prywatny licznik: 18/10
"Siedem podróży w czasie. A ponieważ czas dany nam jest jako pamięć, będzie to siedem podróży przez siedem pamięci siedmiu zwykłych ludzi. Niby ten sam świat i te same czasy, ale widziane z różnych perspektyw – mieszkańca Ugandy, USA, Kolumbii, Indii, Finlandii, Zimbabwe i Japonii.
Siedem opowieści zwykłych ludzi o problemach, wyzwaniach, szansach i możliwościach. Ich zestawienie uświadamia, jak wiele zależy od tego, czy miało się szczęście urodzić się tu, a nie gdzieś indziej.
Siedem ludzkich historii i jedna próba odpowiedzi na pytanie, po co to wszystko."
Baardzo fajna pozycja. Co chwile przeplatanie historiami siedmiu "szarych" ludzi z różnych miejsc na świecie. Bardzo dobrze się czytało, ciekawie obserwuje się takie zestawienie.
Na mały minus wtrącenia autora odnośnie "złego" działania systemu. Nie pasowało mi to tutaj. W mojej opinii, samo czytanie tych różnych "żyć" skłania wystarczająco do refleksji.
Nie wiem co mogę powiedzieć. Książka mnie turbo wynudziła.
Sięgnęłam po nią, gdyż wpadła na pierwszy wybór w nowo lokalnym klubie czytelniczym. Pierwsza połowa była całkiem okej - autor z perspektywy dzieciństwa opowiada dosyć zabawne historyjki z jego ojcem w roli głównej. Natomiast w drugiej części są głównie jego opowieści na których tak mi myśli uciekały z nudów że co chwilę łapałam się na tym że nie pamiętałam co czytam. Bardzo mało czytam literatury pięknej, więc może dlatego nie potrafiłam zauważyć w tej pozycji tego czegoś.
Osobiście nie polecam. Dawno tak nie męczyło mnie czytanie.
Tytuł: The Norwegian Method Applied: Threshold Training and Intensity Control for Faster, More Durable Running at Every Level
Autor: Marius Bakken
Kategoria: inne
Format: książka papierowa
Liczba stron: 328
Ocena: 10/10
Prywatny licznik: 16/10
Co mogę powiedzieć - istne mięso treningowe pod bieganie. Norweska szkoła, która kładzie mocny nacisk na bieganie podprogowe. Multum konkretów i wiedzy - kupiło mnie to. Będę wracała do niej, nie raz.
"Bogaty ojciec, biedny ojciec – czyli czego bogaci uczą swoje dzieci na temat pieniędzy i o czym nie wiedzą biedni i średnia klasa – od kilku lat utrzymuje się na szczycie światowych bestsellerów biznesu. Autor, Robert Kiyosaki, otwiera nam oczy na świat, jakiego nie poznamy w szkole czy na studiach. Współczesna edukacja przygotowuje dzieci i młodzież do życia w świecie, który tak naprawdę już nie istnieje."
Taka o pozycja dla osób które chcą zacząć bardziej się uświadamiać na temat finansów osobistych. Uważam, że nie wszystkie rady można przełożyć na dzisiejsze istnienie, widać że książka jest nastawiona do czytelnia z USA z lat 90-00. Natomiast do załapania niektórych wartości jak najbardziej spoko. Uważam, że każdy może z niej wyciągnąć coś dla siebie. Przyjemnie mi się czytało.
To jest książka typu chcę się czegoś dowiedzieć o finansach ale z tej się nic nie dowiem poza ogólnymi frazesami jeśli dobrze pamiętam... Do tego sam autor zbankrutował chyba xd (no a mógł pożyczyć kasę od bogatego ojca hehe)
Czytałem ją dawno i nie ironicznie ale z biegiem jak zapoznałem się z tym co było dookola niej i porównałem z innymi entry to trochę stek banałów był, chociaż już tak dobrze nie pamiętam.
@Trypsyna Czy nie czasami sukces finansowany Kiyosakiego polegał na tym, że zaczął pisać książki o odnoszeniu sukcesu i zarobił swój milion właśnie dzięki nim? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Wydawnictwo MAG dodrukowało pierwszy tom Imperium Malazańskiego. "Noc noży" Iana Camerona Esslemonta ponownie w sprzedaży od 24 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 256 stron, w cenie detalicznej 45 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Imperium zawdzięcza mu nazwę, ale obecnie miasto Malaz jest jedynie sennym, prowincjonalnym portem. Nadeszła jednak noc, gdy mieszkańcy zabarykadowali drzwi i zamknęli szczelnie okiennice. Księżyc Cienia, który zdarza się raz na pokolenie, przyniósł ze sobą demoniczne ogary i inne, jeszcze groźniejsze istoty.
Z ową nocą wiąże się również proroctwo zapowiadające powrót zaginionego od kilku lat cesarza Kellanveda. Gdy różne frakcje walczą o tron imperium, Księżyc Cienia sprowadza na wyspę znacznie bardziej obcą i starożytną siłę, pragnącą zdobyć ją szturmem. To starcie rozstrzygnie o losach Malazu i całego świata.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Umysł strażnika zmagał się z problemem. Była czarownicą. Ostatnio sporo się mówiło o tym, że czarownice są szkodliwe dla zdrowia. Dostał rozkaz, żeby nie przepuszczać żadnych czarownic, ale nikt nawet nie wspomniał o handlarkach jabłek. Handlarki jabłek to żaden kłopot. Kłopoty sprawiają czarownice. Powiedziała, że jest handlarką jabłek, a przecież nie będzie podważał słowa czarownicy.
Zadowolony z tego zastosowania logiki, odstąpił na bok i szerokim gestem wskazał jej przejście.
“Nazywam się Nathaniel Garro [...] i jestem jednoosobowym Legionem.”
XLII część cyklu Herezja Horusa
Po wydarzeniach kończących “Ucieczkę Eisensteina” Nathaniel Garro będąc zdrajcą swego legionu, a jednocześnie lojalnym sługą Imperium pozostaje w areszcie w Cytadeli Somnus. Pewnego dnia odwiedza go Malcador Pieczętnik z ofertą nie do odrzucenia.
Z jednej strony miałem frajdę. Nathaniel Garro był kluczową i jedną z lepszych postaci tomów III i IV, wiernym psem, którego nie sposób nie lubić. Podzielam sentyment, naprawdę, w końcu dlatego kupiłem tą książkę. Garro jest bardziej ludzki niż większość Astartes, ma wątpliwości, zadaje pytania. Ponadto w trochę niedorzeczny i przewidywalny, ale też wspaniale melodramatyczny sposób powrócił inny spośród najważniejszych bohaterów cyklu (Cerberus #pdk).
Z drugiej strony, momentami czułem zażenowanie. To jest w znacznej części napisane po prostu źle. Książka jest niespójna, nie tworzy jednej całości, a składa się jakby z kilku oddzielnych opowiadań połączonych jedynie osobą Nathaniela. Niektóre z opowiadań są infantylne, a ton wypowiedzi jakby skierowany do dzieci. Na przykład w pewnym momencie Garro prowadzi coś na kształt śledztwa, a autor zamiast zbudować napięcie i potrzymać czytelnika w niepewności, to z jakiegoś powodu poczuł się zobowiązany wytłumaczyć każdy poczyniony przez bohaterów krok. Do tego dochodzą mikro-streszczenia przeszłych wydarzeń z innych książek oraz poprzednich rozdziałów. Zdarzają się też rażące dziury logiczne (np. nikogo nie dziwi, że zwykli ludzie przeżyli miesiące pod gruzami zbombardowanego miasta). W posłowiu autor wyjaśnia, że część opowieści powstała początkowo jako słuchowisko, co wyjaśnia poniekąd uproszczenia i dziury, ale mimo wszystko nie powinno to trafić do druku w takiej formie.
Finalnie jednak powieść ratuje ostatnia z trzech części na jakie ją podzielono. Ku mojemu zaskoczeniu pozbawiona jest ona większości wymienionych wad i stanowi osobistą podróż Nathaniela Garro w poszukiwaniu głębszego celu swojej dalszej egzystencji.
@Deykun oczywiście zdecydowana większość tych AI-generated książek nie jest opisana jakoby była stworzona dzięki AI, bo po co jakieś regulacje, skoro można wprowadzać konsumenta w błąd
Wydawnictwo MAG prezentuje okładkę piątego tomu Imperium Malazańskiego. "Krew i kość" Iana Camerona Esslemonta ma zaplanowaną premierę na lipiec 2026 roku.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo MAG dodrukowało drugi tom Malazańskiej Księgi Poległych. "Bramy Domu Umarłych" Stevena Eriksona wróciły do księgarń 19 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 810 stron, w cenie detalicznej 79 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Osłabione konfliktem w Darudżystanie Imperium Malazańskie stoi o krok od wojny domowej. Na Świętej Pustyni Raraku jasnowidząca sha`ik zbiera olbrzymią armię, która weźmie udział w Tornadzie Apokalipsy - od dawna przepowiadanym powstaniu przeciwko cesarzowej... Jednak to nie żołnierze Apokalipsy stanowią największe zagrożenie dla śmiertelnych. Ze wszystkich stron Świata do Imperium przybywają jednopochwyceni i d`iversi, poszukujący Legendarnej Ścieżki Dłoni, prowadzącej do ascendencji. Już wkrótce może dojść do konfliktu zmiennokształtnych z bogami...
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Niania Ogg także wyszła wcześnie. I tak nie mogła zasnąć, a poza tym martwiła się o Greeba. Greebo był jednym z jej czułych punktów. Rozumowo zgadzała się wprawdzie, że jest istotnie grubym, chytrym, cuchnącym wielokrotnym gwałcicielem, ale instynktownie wciąż widziała w nim tego małego, puszystego kotka, jakim był dziesięciolecia temu. To, że kiedyś zapędził wilczycę na drzewo i poważnie przestraszył niedźwiedzicę, która niewinnie kopała ziemię w poszukiwaniu korzonków, nie przeszkadzało Niani martwić się, że przytrafiło mu się coś złego. Wszyscy inni mieszkańcy królestwa zgadzali się, że jedyną rzeczą, zdolną powstrzymać Greeba, jest bezpośrednie trafienie meteorytem.
Wydawnictwo Vesper ogłasza kontynuację w Wymiarach. "Dzieci pamięci" Adriana Tchaikovsky'ego ukażą w lipcu 2026 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
Marzyli o nowym domu. Obudzili się w koszmarze.
Na odległym świecie Imir kapitan Holt założył kolonię, która miała stać się nadzieją dla przyszłych pokoleń. Jednak po wielu latach mieszkańcy walczą już tylko o przetrwanie – plony słabną, systemy podtrzymywania życia zawodzą, a w zamkniętej społeczności zaczynają pojawiać się obcy. Narasta lęk, że ktoś ich obserwuje. I mają rację.
Z gwiazd przybywają w tajemnicy wysłannicy, wyposażeni w technologię, która miała przynieść ratunek. Zamierzają badać swoich dawno utraconych krewnych z Ziemi, pewni własnej przewagi. Nie są jednak jedynymi, którzy patrzą. Gdy odkryją skalę swojego błędu, będzie już za późno na ucieczkę.
Dzieci pamięci to kolejny tom – po Dzieciach czasu i Dzieciach ruiny –epickiego science fiction o rozmachu obejmującym pokolenia, gatunki i całe galaktyki – twarda, bezkompromisowa wizja przyszłości, w której kontakt między cywilizacjami może okazać się początkiem zagłady.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Błazen wstrzymał oddech. W długie noce na twardych kamieniach śnił o kobietach takich jak ta. Chociaż, jeśli się lepiej zastanowić, to nie o takich; były lepiej wyposażone w okolicach klatki piersiowej, nie miały takich czerwonych i spiczastych nosów, włosy bardziej im falowały. Jednak libido Błazna miało dość rozumu, by odróżnić niemożliwe od teoretycznie osiągalnego; pospiesznie włączyło kilka obwodów filtrujących.
Wydawnictwo MAG zapowiada bardzo wyczekiwany dodruk ze świata Pierwszego Prawa. "Czerwona kraina" Joe Abercrombie powróci 26 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 640 stron, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Spalili jej dom. Porwali jej brata i siostrę. Ale zbliża się czas zemsty. Płoszka Południe miała nadzieję pogrzebać krwawą przeszłość, ale zamiast tego będzie musiała odkurzyć dawne paskudne zwyczaje, by odzyskać swoją rodzinę.
Pościg powiedzie ją przez jałowe równiny do przygranicznego miasteczka ogarniętego gorączką złota, poprzez konflikty, pojedynki i masakry, wysoko w nieznane góry, gdzie czekają Duchy…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Nie chciał być Błaznem, ale gdyby nawet, i tak nie miałoby to znaczenia. Od ucieczki ojca nie pamiętał, żeby ktoś w rodzinie zwracał uwagę na jego słowa.
Z pewnością nie dziadek. W najdawniejszych wspomnieniach widział dziadka stojącego nad sobą i każącego powtarzać z pamięci dowcipy. Każdą pointę wbijał mu w pamięć pasem z grubej skóry. To, że pas miał przyczepione dzwoneczki, niewiele pomagało.
Autor: Matthew Mercer, Matthew Colville, Olivia Samson, Chris Northrop
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Kboom
Format: książka papierowa
ISBN: 9788396808226
Liczba stron: 168
Ocena: 4/10
Lubię serialową „Vox Machinę”, więc skuszony dobrymi ocenami postanowiłem na próbę kupić pierwszy tom komiksu. I niestety żałuję.
Zacznę od tego, że rysowniczka nie popisała się talentem. Kobiece twarze są tragiczne i przypominają męskie. W szczególności Keyleth została bardzo pokrzywdzona. Nie czepiam się za to, że bohaterowie niezbyt przypominają tych z animacji, ponieważ komiksy powstały przed serialem.
Jednakże nie ma co ukrywać, że na tle produkcji z Amazon Prime'a komiks wypada naprawdę blado. Także fabularnie.
Nie oczekiwałem epickiej przygody, zresztą nie za bardzo za takimi przepadam, tym bardziej, że to początki ekipy. Ale tak jak w sesjach RPG, w których brałem udział, nie lubiłem zbiegów okoliczności, że akurat postacie graczy trafili w to samo miejsce, tak nie spodobało mi się, że akurat większość ekipy znalazła się w tym samym czasie w tym samym mieście. Wiadomo, w komiksie w założeniach stanowiącym zamkniętą historię jest zbyt mało miejsca na taką fabułę, więc można powiedzieć, że czepiam się dla samego czepiania.
Jak zawsze doceniłem puszczanie oczka do czytelnika, że to tak naprawdę sesja RPG, podobnie kilkukrotnie zaśmiałem się z tekstów Scanlana. Problem w tym, że aktorzy głosowi w animacji robią sporo roboty grą głosem (99,9% zabawności Groga). Z wiadomych powodów nie da się oddać tego w komiksie, więc to kolejne pole, na którym zawiodłem się jak fan ekranizacji przygód Vox Machiny.
Może moja ocena byłaby wyższa, gdybym najpierw przeczytał komiks, a potem obejrzał animację, no ale cóż.
No i pozamiatane. Właśnie jestem w trakcie oglądania serialu, i przeszło mi przez myśl, by ogarnąć komiks, ale już sama okłada (różnice postaci w animacji i w komiksie) mnie zniechęca
@cyberpunkowy_neuromantyk ale mam na myśli oryginalny 'serial', kobiece twarze też były
My understanding of D&D is that the GM has the power to make the next quest a heist, but the players control whether the background music for this heist will be the Pink Panther theme, the Mission Impossible theme, or the Benny Hill theme.
Sam (Scanlan) niezawodnie zawsze wybierał Benny Hilla
– Spitfire to jest jednoosobowy myśliwiec – powiedział głucho.
Pierwszą i najwyraźniejszą myślą, jaka przyszła mi do głowy po drugiej lekturze Królestwa pana Twardocha było to, że autor (a bardzo jego twórczość sobie cenię i czytałem sporo) napisał przecież (choć kilka lat po Królestwie) taką książkę, świetną zresztą, pod tytułem Powiedzmy, że Piontek, która była pewnego rodzaju eksperymentem literackim, a wzięła się ponoć (jeśli nie tylko dobrze zapamiętałem, ale i prawidłowo zrozumiałem, co pan Twardoch mówił w wywiadach) z pomysłu, żeby tego samego bohatera umieścić w różnych okolicznościach i zobaczyć co z tego wyjdzie. Tyle że, tak mi się wydaje, pan |Twardoch coś takiego już wcześniej zrobił (choć może z mniejszym rozmachem), a takim bohaterem był właśnie Jakub Szapiro. Przecież Jakub Szapiro, który w Królu razem z Kumem Kaplicą trząsł w roku 1937 częścią Warszawy, to ten sam Jakub Szapiro, który w roku 1939 trafił do 21 Pułku Piechoty „Dzieci Warszawy”. Bohater więc ten sam, ale nie taki sam, bo okoliczności inne. Nie wspominając już o tym, co z Jakubem Szapiro stało się później.
Ale Królestwo to książka mniej o Jakubie Szapirze niż Król. Królestwo to książka właśnie o królestwie, którego królem miał być Jakub Szapiro i nawet był, tyle że niedługo, przez dwadzieścia trzy miesiące zaledwie, bo później przyszedł Führer (choć nieosobiście) i królowanie się skończyło, bo inne rządy się zaczęły.
Niesamowicie podobały mi się w tej książce dwie rzeczy – po pierwsze znów nieoczywisty wybór narratora (narratorów), choć wybór zupełnie inny niż w Królu, tam chyba jednak był lepszy, po drugie te „poboczne” opowieści, szczególnie historie Jorga Konopki i Mirona Maslanczuka, zresztą ja zawsze jestem pod wrażeniem tego, jak szerokie jest spojrzenie na to samo nie tylko w różnych książkach autora, ale nawet w obrębie jednej.
Królestwo jest zupełnie inne niż Król, napisane jest zupełnie inaczej. Nie ma w nim aż tak porywającej fabuły, w zasadzie główna linia fabularna to tylko kilka wydarzeń, a większość tego, co w tej książce ważne, dzieje się jakby obok tej fabuły. Choć niezmiernie urzeka mnie to, jak ta książka napisana jest w kwestiach językowych, choć są w niej elementy, które mnie zachwycają literacko, jak choćby powracające jak refren twierdzenie o nieistnieniu Boga, choć wreszcie immersyjność tej książki jest, mimo tego, że przeczytałem ją przecież osobiście, dla mnie wręcz niewiarygodna, to jednak tym razem to Król podobał mi się dużo bardziej niż Królestwo, a za pierwszym razem było zupełnie odwrotnie. Z czego to wynika – nie mam pojęcia, tak po prostu było. Może nie ma w tym żadnego sensu?
To jedna z tych książek, wobec których miałem ogromne oczekiwania. Przez lata słyszałem, że to jedna z najciekawszych współczesnych serii science fiction, pełna intryg, brutalnej walki o władzę i rozbudowanego świata przyszłości. Tym większe było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że zamiast historii o kolonizacji Układu Słonecznego i zderzeniu klas społecznych, dostałem coś, co przez dużą część książki przypomina połączenie Igrzysk śmierci z młodzieżową powieścią o rywalizacji w mrocznej akademii.
Fabuła przedstawia świat przyszłości podzielony na kolory odpowiadające społecznym kastom. Darrow należy do najniższej z nich - Czerwonych i wierzy, że jego ciężka praca pomaga przygotować Marsa dla przyszłych pokoleń ludzi. Gdy odkrywa prawdę o świecie, w którym żyje, zostaje wciągnięty w plan obalenia istniejącego porządku. Punkt wyjścia jest naprawdę świetny. Konflikt klasowy, manipulacja społeczeństwem, kolonizacja planet i walka z systemem wydają się idealnymi składnikami historii, która powinna trafić w mój gust.
Problem polega na tym, że książka bardzo szybko porzuca najciekawsze elementy własnego świata. Zamiast eksplorować Marsa, strukturę społeczną czy funkcjonowanie międzyplanetarnej cywilizacji, autor zamyka bohaterów w specyficznej grze przypominającej szkolenie przyszłych elit. I właśnie wtedy moje zainteresowanie zaczęło stopniowo spadać.
Największym zawodem było dla mnie samo uniwersum. Nie dlatego, że jest źle wymyślone - wręcz przeciwnie. Jest pełne interesujących pomysłów. Problem w tym, że przez większość książki mam wrażenie, że oglądam je przez dziurkę od klucza. Chciałem dowiedzieć się więcej o tym świecie, jego historii, polityce i funkcjonowaniu społeczeństwa. Zamiast tego dostałem rywalizację grup nastolatków i kolejne konflikty między bohaterami. A trochę na to liczyłem sięgając po 1 tom serii. Może się ten świat przede mną lepiej otworzy w kolejnych tomach, tylko na ten moment nie mam ochoty po nie sięgać.
Nie pomogli mi również sami bohaterowie. Darrow jest skuteczny i zdeterminowany, ale trudno było mi się z nim emocjonalnie związać. Wiele postaci sprawiało wrażenie bardziej archetypów niż pełnoprawnych ludzi. Część relacji rozwija się bardzo szybko, a niektóre zwroty akcji wydają się podporządkowane tempu fabuły bardziej niż logice postaci. Dużo jest też ściemniania i podstępów, za którymi nie przepadam, bo gdy bohaterowie zaczynają grać kogoś innego (na potrzeby sytuacji), to trudno mi złapać, jacy na prawdę są.
Nie oznacza to jednak, że książka jest zła. Brown potrafi pisać dynamicznie. Tempo jest wysokie, rozdziały krótkie, a historia skutecznie zachęca do przeczytania kolejnego fragmentu. Jeśli ktoś szuka szybkiej, brutalnej i pełnej rywalizacji historii, prawdopodobnie będzie zadowolony.
Ale ja liczyłem na coś podobnego do Cosmere Sandersona - powolnej, rozwleczonej historii, która mnie pochłonie na długie wieczory. Chciałem bardziej science fiction niż młodzieżowej rywalizacji. Bardziej eksploracji świata niż walki o pozycję w grupie. Bardziej Marsa niż kolejnej wariacji na temat „grupy młodych ludzi wrzuconych do śmiertelnej gry”.
Miała wjechać piękna pełna seria, ale chyba odpuszczę sobie już po 1 tomie :(
@WujekAlien podobno tom pierwszy pisał właściwie pod dyktando wydawcy, dlatego tyle tam uproszczeń dla fanów pośledniej literatury. Dopiero od drugiego tomu dali mu wolną rękę i wtedy seria rozwija skrzydła. Ludzie twierdzą, że warto podjąć decyzję dopiero po drugim tomie. Ale ja to wszystko tylko słyszałem, seria jeszcze przede mną, więc ten komentarz potraktuj jako drogowskaz.
@WujekAlien ja na jutubie dużo o tej książce słyszałem to mówili dokładnie to samo - że pierwsza to jakieś genryczne ya typu igrzyska śmierci, a kolejne dużo lepsze.
Po kryminałach Jędrzeja Pasierskiego spodziewałem się czegoś więcej. "Wyspa" ma ciekawy punkt wyjścia, zamkniętą przestrzeń, grupę ludzi z własnymi sekretami i atmosferę odcięcia od świata, która aż prosi się o wykorzystanie. Niestety w moim przypadku ten potencjał nie przełożył się na równie angażującą historię.
Największym problemem okazali się bohaterowie. Trudno było mi się z nimi związać, a jeszcze trudniej któregokolwiek polubić. Oczywiście nie każdy protagonista musi być sympatyczny, ale dobrze, gdy jest przynajmniej interesujący. Tutaj przez dużą część książki miałem wrażenie, że obserwuję ludzi, których losy nie budzą we mnie większych emocji. A kiedy w kryminale przestaje obchodzić nas, co stanie się z bohaterami, sama zagadka często nie wystarcza, by utrzymać pełne zaangażowanie.
Sama intryga również nie porwała mnie tak, jak liczyłem. Autor stara się budować napięcie wokół tajemnic, niedopowiedzeń i relacji między postaciami, ale finał nie daje satysfakcji proporcjonalnej do czasu poświęconego na budowanie atmosfery. Kilka razy miałem poczucie, że historia zmierza do czegoś naprawdę dużego, tylko po to, by ostatecznie otrzymać rozwiązanie, które można podsumować wzruszeniem ramion i krótkim „meh”. Akcja dzieje się na wyspie, we Wrocławiu, a autor próbuje budować atmosferę zamknięcia, jakby odcięcia pod całego świata. A mówimy tu o fragmencie ponad 500 000 miasta.
Paradoksalnie najwięcej przyjemności dostarczył mi audiobook. Aktorzy głosowi wykonali bardzo dobrą pracę i to głównie dzięki nim dotrwałem do końca z zainteresowaniem. Mam jednak pewien problem z warstwą muzyczną. Momentami była tak dramatyczna, jakby za chwilę miał nastąpić przełomowy zwrot akcji, wielka konfrontacja dobra ze złem, albo odkrycie zmieniające wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy. Tymczasem po tych muzycznych zapowiedziach często następowały sceny znacznie spokojniejsze, a czasem wręcz rozczarowująco zwyczajne. Efekt był taki, że ścieżka dźwiękowa obiecywała więcej emocji niż sama fabuła była w stanie dowieźć.
Nie jest to książka zła. Warsztatowo wszystko działa poprawnie, a sam pomysł na miejsce akcji i zamkniętą społeczność, ma swoje zalety. Problem polega na tym, że po zakończeniu zostało mi w pamięci głównie wrażenie niewykorzystanego potencjału.
To kryminał, który przez większość czasu zapowiada coś większego, niż ostatecznie dostarcza. Być może gdybym czytał go zamiast słuchać, ocena byłaby jeszcze niższa. Audiobook uratował tę historię przed całkowitą obojętnością, ale nie zdołał sprawić, żebym naprawdę przejął się jej bohaterami czy finałem.