Para zwycięzców nie jest chętna zabrać się za swoje obowiązki. Potrzeba więc kogoś kto uratuje sytuację...
Temat: bohater
Rymy: humor - powaga - rumor - łamaga
GL&HF
#naczteryrymy #zafirewallem


Społeczność
"Mnie to się marzy, żeby ona była miejscem wszelkich swawoli słownych" @George_Stark #naczteryrymy #nasonety #naopowiesci #klubczytelniczy
Para zwycięzców nie jest chętna zabrać się za swoje obowiązki. Potrzeba więc kogoś kto uratuje sytuację...
Temat: bohater
Rymy: humor - powaga - rumor - łamaga
GL&HF
#naczteryrymy #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować
Wyżalę Wam się, bo nie wiem w sumie komu mógłbym innemu, żeby mnie za wariata nie wziął xD Hejto to jednak publika cierpliwa. Nie wiem gdzie zacząć więc wybiegnę nieco wstecz, ale obiecuję że przejdę zaraz do konkretów!
Jakiś czas temu zaczęła mi doskwierać suchość oczu, taka bardzo uporczywa. Wiem, że przy pracy przed kompem to dosyć znany objaw, więc po prostu zacząłem sie zaopatrzyć w krople do oczu, ale one niestety pomagały na krótko, a ja konsumowałem ich takie ilości, że pani w aptece zaczęła mnie traktować jak ćpuna. Zrobiłem coś, co facet po trzydziestce robi raczej niechętnie - odwiedziłem lekarza xD co się okazało, to że mało mrugam. *Bardzo* mało. Praktycznie wcale, czego nie byłem w sumie świadomy. Lekarz powiedział, że obserwował mnie z ciekawości całą wizytę i mrugnąłem... ZERO razy xd "nic dziwnego że pana oczy świerzbią" stwierdził.
I tak zaczęła się moja udręka, czyli szukanie “dlaczego tak mam”. Jeśli oglądaliście Doktora House'a, który dostaje jakiś nietypowy przypadek i poświęca cały swój czas i energię na wyjaśnienie go, to pewnie rozumiecie irytację związana z każdym kontaktem z NFZ. "Nie mruga pan? To proszę zacząć. 200zł proszę". Zacząłem Googlować czy jest więcej takich osób jak ja, ale oczywiście google jak to google - diagnoza to rak albo autyzm. Albo oba. I pewnie bym tak sobie żył podłączony do kropli do oczu niby do kroplówki gdyby nie jedna poszlaka, mianowicie, rozmawiając przez telefon z moją mamą wyżaliłem się, co mi dolega, na co usłyszałem krótki okrzyk szoku okraszony wspomnieniem "tak jak babka" i nagle zabłysło. No przecież! Za dzieciaka słyszałem jak dziadek po pijaku mówił, że moja prababka nigdy nie mrugała tylko patrzyła rybim ryjem przypominając karpia na wigilię. Zapomniałem o tym całkiem, bo mówił też że była przeklęta, i że czarowała, albo że czciła potwora z morza xD i w ogóle dużo rzeczy mówił. W sumie jak tak pomyślę to cała rodzina z tamtej strony była raczej śmieszna xD mówiąc "z tamtej strony" mam na myśli moje tereny rodzinne, czyli zabitą dechami dziurę Arkamowice na przeklętym Podlasiu. Uciekłem stamtąd jak tylko mogłem, a obecnie przy życiu została już tylko moja mama właśnie, którą to z obowiązku odwiedzam raz na parę lat. Kontakt telefoniczny oczywiście mam z nią ciągle, ale szczerze nie cierpię tego miejsca... Na anno domini 2025 wygląda jak Wilkowyje w pierwszym sezonie Rancza, więc tylko wyobraźcie sobie co tam było na przełomie tysiącleci
Po dotarciu na miejsce, miłym zaskoczeniem było, że Arkamowice wyglądały tak jak je zapamiętałem. Niemiłym - że jak to jest k⁎⁎wa możliwe żeby w 15 lat się nic nie zurbanizować XDDDD
Matka powitała mnie od progu, o ile dobrze liczę to nie widzieliśmy się na żywo 4 lata. Nagotowała zagubów, których nienawidzę, i ze łzami w oczach poczęła rozprawiać o ważkości utrzymania relacji rodzinnych, co oczywiście miało za zadanie wpakować mnie w wyrzuty sumienia i zmotywować do częstszych odwiedzin. Nie chciałem prosto z mostu ładować, że ja tu tylko po stare albumy, pamiętniki, notatki, i inne zapiski. Prababka akurat nie była piśmienna, ale może któreś kolejne pokolenie coś naskrobać. Na notatki lekarza nawet nie liczę bo po pierwsze primo skoro nowożytnia medycyna nie umie poradzić, to i antycznej bym nie posądzał o remedium, a po drugie prababka jako lokalny szaman raczej z takich usług nie korzystała. I tak żeby nie sprawić matce przykrości odstawiłem moje badania na dzień drugi, mimo że wewnętrznie aż mnie szarpało żeby poszperać.
Niestety, mój “risercz” nie przyniósł zbyt dobrych skutków, i mimo przewertowania tony makulatury nie znalazłem nic chociażby szczątkowo przydatnego. Byłem na to po części przygotowany, wszak dom w którym się znajdowaliśmy był postawiony dopiero w latach 80, i to przez mojego ojca. Prababka i jej córka (a moja babka) do końca swych dni mieszkały w starej chacie, która już wtedy znajdowała się na totalnym odludziu, a teraz to chyba będzie gdzieś w środku obrośniętej puszczy. Powiem szczerze: cudem byłoby gdyby coś tam jeszcze nie zgniło, ale no muszę spróbować. Matka odradzała mi ten pomysł z niemal paniczną trwogą. Dla niej jestem już "miastowy" i taka wycieczka w głąb starego lasu to niechybna śmierć poprzez zjedzenie zatrutych jagód, i to jeszcze zanim dom zniknie mi z oczu. Myślałem, że z tego względu pójdzie ze mną, ale dość zdecydowanie odmówiła. Posiłkując się notatkami taty oraz szczątkowymi wspomnieniami moich wizyt tam, rozpocząłem podróż. Powiedzieć że było ciężko to jak nic nie powiedzieć. To była istna dżungla! Przedarcie się na miejsce zajęło mi 4 godziny! Dobrze, że ruszyłem skoro świt, bo wracałbym chyba po zmroku. Ludzki umysł to śmieszna rzecz, bo o ile przed ruszeniem przysiągłbym że drogę co najwyżej ledwie kojarzę, tak w trakcie wędrówki wiedziałem doskonale w każdym momencie którędy mam iść. Gdy trafiłem na dom to zaskoczył mnie jego stan. Owszem, był przerośnięty jakimiś bluszczami, ale generalnie wyglądał całkiem… znośnie. Nie zrozumcie mnie źle, na bookingu nie miałby raczej brania (no chyba że jakichś LARPowców) ale nie był tak CAŁKIEM rozwalony. Napawało mnie to lekkim optymizmem. Gdy popchnąłem ciężkie drzwi wejściowe, ich zawiasy urwały się i wrota runęły na podłogę generując tyle hałasu że aż się wzdrygnąłem. Wnętrze przejmowało wilgotnym chłodem i zmurszałym zapachem stęchlizny. Chyba rezydowali tu wandale bo ściany popisane były bordowymi bzdurami wyglądającymi jak szalony język, pełen apostrofów i sylab nie-do-wymówienia, przynajmniej dla mnie. Do tego jakieś rysunki przedstawiające... Chyba ryby? Jakby piranie. Albo coś podobnego. Niestety próżno było szukać książek, bo nawet jak coś znalazłem to rozlatywało się w rękach. Co totalnie mnie zaskoczyło, to że zasłonki były w dobrym stanie. Nie wiem z czego były szyte ale nie rozpadły mnie mimo wilgoci, stęchlizny, i czasu. Dostrzegłem, że jest na nich wyszyty taki sam wzór groteskowej ryby jak na ścianach, ale nie bardzo miało to sens. Jeśliby za wzór odpowiadała babka, to dlaczego popisała ściany i skąd znała litery? Jeśli za napisy odpowiadali wandale to dzierganie firanek nie brzmi jak hobby dla nich. W końcu brzytwą ockhama dotarło do mnie, że pewnie spostrzegli odrażający wzór na firankach, i że był na tyle niepokojący że wpasował w ich gusta, przerysowali go farbą na ściany. Nieco uspokojony racjonalnym wyjaśnieniem wyszedłem z domu tylnymi drzwiami. Zmroziło mnie od stóp do głowy gdy na zarośniętej polanie zobaczyłem grób. Nie spodziewałem się go tutaj. Co prawda nie wiedziałem gdzie pochowano prababkę, ale zakładałem że pewnie na cmentarzysku przy cerkwi. Czyżby jej działalność okultystyczna stanęła na drodze do takiego pochówku? Ostrożnie podszedłem obejrzeć znalezisko. Pierwszym co mnie zaskoczyło, było że grób jak i jego okolica były bardzo zadbane, a już na pewno całkiem odchwaszczone. Ziemia była tak goła, że mama chyba potraktowała ją roundupem, ale skoro dba o niego to naprawdę nie mogła tu przyjść dzisiaj ze mną? I jak w ogóle się tu dostaje, nie wierzę że 4 godziny spacerem. Co zaniepokoiło mnie nieskończenie bardziej, to gdy spostrzegłem że grób miał na kamieniu wyryte nieprzyjemne dla oka ikony, a mówiąc precyzyjniej, miał to samo ohydne okropieństwo co firanki i ściana. Tutaj jednak wyraźnie widać było ząb czasu, i straszna paszcza ewidentnie widziała wiele dziesięcioleci. Grób pozbawiony był znaku krzyża, ale jeśli ten był z drewna to nie miał prawa zachować się po dziś dzień. Zmęczony wróciłem do domu, chociaż o dziwo w tą stronę szło mi o wiele gorzej, jakbym nagle zatracił cały ten zmysł, który do ruin niemalże mnie prowadzi. Dotarłem na miejsce 7 minut po wpół do dziesiątej, gdy akurat zrobiło się całkiem ciemno. Matce ulżyło na mój widok rozchmurzyła się też znacznie. Nie rozmawialiśmy o mojej przygodzie, dopóki przy kolacji nie poruszyłem wątku który mnie ciekawił:
- Grób babki przyprawia mnie o dreszcze. Jak utrzymujesz go tak zadbanego w środku puszczy?
Mama odwróciła się od zlewu bardzo powoli. Ręce miała mokre, ale nie sięgnęła po ręcznik.
Jej odpowiedź zjeżyła mi włosy na głowie i nadal niechętnie wracam do niej wspomnieniami.
– O czym Ty mówisz? Jaki grób? Babka zaginęła na morzu i nigdy jej nie pochowano.
...a ja przecież dotykałem nagrobka. Kamień był ciepły od słońca.
Chcąc pokazać mamie gdzie dokładnie znalazłem nagrobek (bo ona upierała się że na pewno pobłądziłem) sięgnąłem do albumu który wczorajszego dnia przewertowałem na wylot. Zanim trafiłem na zdjęcie podwórka, o które mi chodziło, znalazłem fotografię której istnienia wcześniej nie byłem świadom. Prababka stała tam, jakby utkwiła w czasie, a jej oczy – zbyt duże, zbyt puste, niemal rybie – zdawały się śledzić mnie zza szklanej tafli. Nie wiem czy bardziej zmierziła mnie jej przerażająca groteskowo rybia aparycja, czy może niepowetowane podobieństwo do mnie samego które momentalnie uchwyciłem, i którego nigdy się nie wyzbędę. A może fakt, że jej twarz jednoznacznie odpowiedziała mi na pytanie co było inspiracją do owego monstrualnego symbolu rybiej paszczy, który śnić mi się będzie po nocach.
#creepypasta #tworczoscwlasna #opowiadanie
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
W piątek zamiast w kawiarni to pewnie w klubach albo na domówkach Szanowne Towarzystwo się podziewa i nie ma komu rymów podrzucić. Więc pozwolę sobie znowu wystąpić w zastępstwie za pana @emdet. Proponuję, żebyśmy dzisiaj rozstrzygnęli jak poprawnie mówi się na końcówkę chleba.
Temat: Wizyta w piekarni
Rymy: piętka - dupka - chętka - chrupka
Miłej zabawy i udanego rymowania
#naczteryrymy #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Siema,
#diriposta na utwór di proposta w bitwie #nasonety
----------
#polityka
Znów jeden drugiego od rana szkaluje
i armia zielonek się wkoło pałęta
co spała niedawno, a teraz zawzięta
codziennie polityką portal spamuje.
Tu heheszki wrzuci, tu zmanipuluje,
a tam, biedna, o tagach wciąż nie pamięta.
O, bana dostała, Zielonka Wyklęta!
Gdzie wolność?! Faszysta tu jakiś moduje!
Lecz przekaz ma lecieć do wyborców masy,
więc dzień w dzień tak grzeją także nasze asy
powtarzając ciągle ten bełkot cholerny.
Jak słabe masz nerwy - zrób od tagu wczasy,
bo lepsze to niźli ze świnią zapasy:
to zrozum wszak, że zwierz jest na nie pazerny.
----------
Różna #tworczoscwlasna , choć głównie #poezja , w kawiarence #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Poniższy utwór, który jest wytworem #diriposta w bieżącej edycji zabawy #nasonety w Kawiarni #zafirewallem , a z którym za chwilę będziecie Państwo mieli wątpliwą przyjemność się zapoznać, mogę zapowiedzieć jedynie parafrazując klasyka: "A historii tego sonetu i tak nie zrozumiesz". Miłej lektury.
Oda do płyty chodnikowej
Ty, która nam miejskie przestrzenie dekorujesz,
Betonowa płyto, między inne wciśnięta,
Co symetrię gubisz jeśliś krzywo docięta,
A choć co dzień deptana - pretensji nie czujesz.
Deszczem wciąż smagana powoli erodujesz,
A pod tobą ziemia coraz bardziej zapadnięta,
Odpadła ci krawędź - zmęczona, pęknięta,
Szczeliną zaczepnie z estetyki dworujesz.
I nie straszne ci ludzi wędrujące masy,
Nie straszne ich szpilki, trapery, adidasy,
Z podeszwami szorstkimi niczym papier ścierny.
Lecz nagle ucichły tłumnych kroków hałasy,
Na boki czmychają stukające obcasy,
Bo zostawił na środku, pies stolczyk cholerny!
#nasonety #diriposta #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
O holibka chyba dzisiaj padło na mnie
Temat: finał Ligi Konferencji
Rymy:
zadziorny
tramwaje
rozstaje
wytworny
Jeśli ktoś nie wie o co kaman: https://gazetawroclawska.pl/miasto-podsumowuje-szkody-we-wroclawiu-po-finale-ligi-konferencji-uefa-2025/ar/c1p2-27633255
#naczteryrymy #poezja #tworczoscwlasna
Zaloguj się aby komentować
Kawiarenkowicze wg AI.
https://www.instagram.com/reel/DKOiW3ci29O/?igsh=ZW9vZ2g0cjgzNjg2
#zafirewallem #kawiarenka #nasonety #heheszki
Zaloguj się aby komentować
Paszko, wróć
Żodyn nie wiedział, każdy się przejmuje
Co tonie, co woni w leśnych odmętach
Od niedawna jakaś zgnilizna zaklęta
Powietrze każdemu dokoła tak truje
Coś się popsuło, coś tu nie funguje
Tam ryba bez głowy, a tam ryba śnięta
Tam grafika na murze od niechcenia machnięta
Tam dziwkę swą alfons rozmową zajmuje
Kiedyś na ścianach wisiały arrasy
Kiedyś piękniejsze były górskie trasy
Kiedyś więcej znaczył w indeksie stopień "mierny"
Kiedyś wszędzie pachniały różą różane masy
A teraz przetrząsamy wszystkie szałasy
Bo każdy na hejto na Paszke pazerny
#zafirewallem #diriposta #nasonety
Poeto, litości - pamiętaj o społeczności.
Zaloguj się aby komentować
@UmytaPacha @ErwinoRommelo @vredo @DiscoKhan
Różana zagadka
Gdzie też się Paszka Umyta znajduje?
Czy gdzieś się błąka w piekielnych odmętach?
Czy po niebie lata też w ptaszka zaklęta?
Czy jako rybi stwór gruby nurkuje?
I by być grubom wciąż wpieprza szczeżuje?
Czy myślą o łagrach jest aż tak zajęta?
Nic nam nie powie, jest w tym nieugięta
Erwino za moment całkiem już zwariuje...
Lecz czasem potrzebne są jej takie wczasy
Zniknąć bez słowa, moczyć w Odrze kulasy
To żadna złośliwość, ni plan też misterny
Czekamy aż wrzucać znów będzie golasy
Które na płótnach robią wciąż wygibasy
I czeka załoga też i czołg pancerny
#nasonety #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować
Dziś @molldeczka nasza śpi.
Ubolewając, piszę w zastępstwie
Proszę na przyszłość nie spać
Absencja krzywdzi niewienne istoty
Temat: malkontent
Rymy: trzy - wszy - ból - król
Zasady:
Masz podany temat i rymy
Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z podanymi rymami.
Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejnosci
Szerzysz radość z tworzenia
Et voilà
#naczteryrymy #poezja #tworczoscwlasna
Zaloguj się aby komentować
**Czarny biały, trochę żółty **
Jeden zaklęty w kratce, ciosy białych przyjmuje
Nie potrafi się przebić, choć nie ma mowy o przekrętach
Król i królowa i ich zgraja przeklęta
Cały świat na ich zryw przedśmiertny oczekuje
Mijając pospólstwo biskup pogwizduje
Mijając dzielnych wojów kulą się książęta
Nawet laik szlachetny nie ginie w odmętach
Kiedy mija na ulicy, każdemu odpyskuje
Słabym do jedzenia zostały tylko lembasy
Już się nie wygrzebią zwały azjatyckiej masy
Ponieważ ów zawodnik jest po prostu mierny
I tak sobie grają, pany i parobasy
Białe, czarne, Magnus, Liren, dwa asy
A szachy to sport okrutny i pazerny
#zafirewallem #diriposta #nasonety #notorasizm
Poeto, litości - pamiętaj o społeczności.
Zaloguj się aby komentować
Dzień jak co dzień
Co dziś nowego Dziwen knuje,
Co znajdzie w myśli odmętach,
Czy na czysto czy pali skręta,
Czy jak rysuje to wali dwóje?
Piszę ten sonet, bo mnie szantażuje,
Owca co na Hejto jest chyba święta,
Ta sama, której się otwierają oczęta,
Gdy trzecie oko swych gości przyjmuje.
A Paszka pewnie wcina kiełbasy
Czy kabanosy wysokiej klasy,
A Erwino biedny, czeka wierny
Wystawia plakaty nawet do prasy,
Nastały dla niego ciężkie czasy,
Lecz on jak Panterka jego pancerny.
#nasonety #zafirewallem #diriposta
Wystąpili: @Dziwen, @bojowonastawionaowca, @UmytaPacha, @ErwinoRommelo
Zaloguj się aby komentować
Pieniądze biorą a nie zarybiają
Gdy bez kwitnąć zaczyna serce się raduje.
Gdy na lince przypięta już duża przynęta:
Czy guma czy wobler albo rybka śnięta,
Zew wody i ryby wędkarz wnet poczuje.
Kiedy słońce mocniej świeci i wiaterek się snuje,
Kiedy zaczyna już pachnieć mocniej wodna mięta,
Gdy w wiadrze karpiarza zatęchła zanęta,
Spinningisty głowę szczupak dominuje.
Od grudnia biedak czekał. Zimowymi czasy
Łowić przecież nie mógł rybek dużej masy,
Bo szczupak okres ochronny miał. Cholerny.
Na nic jednak przynęty rozmaitej masy.
Rybek w wodzie nie ma. Mimo wielkiej kasy
PZW nie zarybia i efekt jest mierny.
#diproposta #nasonety #zafirewallem #wedkowanie #ryby
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Dzisiaj wypadło na mnie, a więc zapraszam Państwa do naszej codziennej zabawy #naczteryrymy w Kawiarnii #zafirewallem. W kasecie maszyny losującej znajduje się 200 tysięcy wyrazów. Jak Państwo widzą komora maszyny losującej jest pusta. Następuje zwolnienie blokady i przystępujemy do losowania 4 rymów.
A oto one:
meandry
chandry
plucha
pielucha
Temat: Wizyta u proktologa
Miłej zabawy i udanego rymowania
#zafirewallem #naczteryrymy

Zaloguj się aby komentować
O Panie, to ty na mnie
Spojrzałeś swym trzecim okiem, kiedy sadziłem tuje
Patrzyłeś na mnie, gdy miałem paranoje po skrętach
Kiedy byłem kujonem, a miłość moja tak zziębnięta
Czekałem, aż mnie zmiele, przeżuje i wypluje
Patrzyłeś, a ja się głowiłem, czy się przejmuje
Mną małym jakaś istota wyższa, starsza, święta
I w którym miejscu jest moja achillesowa pięta
Poza tym, że zyćko leci tak i się marnuje
Patrzyłeś, gdy strzelałem i gdy dostałem zawiasy
Patrzyłeś, gdy wciągałem kokainy wciąż mokre masy
Patrzyłeś, gdy w tym wszystkim pozostawałem ci wierny
Teraz ja patrzę i wieszczę, że skończyły się czasy
Gdy patrzysz na nas, jak na swoje parobasy
Bo wykłuję ci gały i wsadzę tam, gdzie trafia @pingWIN dzielny ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)
XD
#nasonety #diriposta #zafirewallem
Poeto, litości - pamiętaj o społeczności.
Zaloguj się aby komentować
Nie da się
Częściej się krzywi niż się prostuje,
Utykasz czasem na dziwnych wykrętach,
A wszyscy wiedzą - nie jesteś święta,
Jak wszystkim wokół, tobie też się psuje.
I choć się starasz, nie wszystko skutkuje,
Świat przypomina niesforne kocięta,
A ty ich gonieniem, wiecznie zajęta,
Nie widzisz ile to sił i czasu ujmuje.
Dawno skończyły się szkoły klasy,
Lecz nie skończyły się ambarasy,
Wysiłek woli zdaje się mizerny...
Przejrzałaś sztuczek całe atlasy,
Od dreptania w miejscu bolą kulasy,
Chaos jest stały i sobie wierny.
#zafirewallem #nasonety #diriposta
Zaloguj się aby komentować
O kurde, jak to się stało. xD
Nie byłem świadomy, dlatego przepraszam, że tak późno.
Temat: Nie chcę jutro iść do pracy
Rymy: praca, Jezu, majonezu, wraca
Pokażcie, co potraficie. xD
#naczteryrymy , czyli #poezja i #tworczoscwlasna w kawiarence #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Z ciepłymi wspomnieniami z wczoraj (i tymi ciepłymi mniej – ile komu mam oddać kasy?
***
Wieczne wczasy Marka Nowaka
Jeden w Busóudvarze co rok dunajuje,
drugiego pociąga Rzeka Wawrzyńcowa Święta,
komuś w rzece Pinios zmoczyła się pięta,
inny jeszcze latem nad Nidą wędkuje.
Tylko Marek Nowak w brodę sobie pluje,
choć powód do plucia nie bardzo pamięta,
pamięć w chwili zgonu jego usunięta,
próżno sobie zgon swój przypomnieć próbuje
gdy nad Wisłą spędza swe pośmiertne wczasy,
w Grudziądzu, gdzie – na urlop jadąc – zboczył kiedyś z trasy,
by się schłodzić w wodzie w ten upał cholerny.
Marku! Drogi Marku! – będziesz wiecznie straszył!
Zawsze blisko wody, tak jak wąż mokasyn,
miastu, tak jak rzeka, zawsze będziesz wierny.
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Uszanowanie Kawiarenkowicze
Skoro ktoś zaczął to nie ma wyjścia, trzeba kontynuować
To Czyściec czy Raj?
Z każdą nieupływającą sekundą czarny punkt był coraz większy. Smoluch był coraz bliżej. Dzieliło ich już tylko kilkaset metrów.
Szeryf nie zważał na pragnienie, na dyszącego konia, odetchnął głęboko i napawał się chwilą. Zwolnił, sprawdził czy colty lekko wychodzą z kabur. To miała być perfekcyjna sztuka, wszystko musiało być idealnie.
Już widział wyraźnie umykającego Smolucha, który raz po raz się odwracał. Przerażenie w jego oczach sprawiało, że Kowalsky czuł się żywy jak nigdy wcześniej.
- Nie uciekniesz - powiedział do siebie, uśmiechając się szeroko
Kowalsky chwycił lasso, zarzucił i szarpnął mocno. Murzyn upadł na plecy. Harcząc głośno próbował zdjąć pętlę z szyi.
Szeryf wolno zsiadł z konia, podszedł do swojej ofiary i czekał aż się wyswobodzi.
W końcu Smoluch uwolnił się ciężko dysząc.
- To Ty... Znowu... - wymamrotał zdumiony
- A i owszem, cieszę się że mnie pamiętasz - przytaknął Kowalsky
- Tu i tam... Dlaczego mnie prześladujesz?
- I tak nie zrozumiesz - Walt wzruszył ramionami
W mgnieniu oka wyciągnął colta i strzelił. Murzyn jęknął, chwycił się za brzuch i upadł. Kowalsky zapalił cygaro i zaciągnął się mocno. Przepełniła go niewymowna radość, czuł ją każdą komórką ciała. Kopnął zamaszyście leżącego, wijącego się z bólu Smolucha.
- Kwiczysz jak zarzynany prosiak - pokręcił głową zdegustowany Szeryf
Podszedł do konia i zaczął grzebać w jukach.
- Oo, to się nada! - ucieszył się Kowalsky wyciągając małą łyżeczkę
Murzyn jęcząc nie spuszczał Szeryfa z oczu. Ten pochylił się nad nim, chwycił go za gardło jedną ręką, kolanem przycisnął brzuch i przybliżył łyżeczkę do wykrzywionej w grymasie bólu czarnej gęby.
- Hmm... I co z tym zrobimy? - zapytał - Mam pewien pomysł...
Bez zbędnych ceregieli zanurzył łyżeczkę w oczodole i dwoma sprawnymi ruchami wyłuskał smoluchowi oko. Ten drąc się w niebogłosy zaczął się rzucać jak opętany.
Kowalsky znów podszedł do juków...
- To już tysiąc sto siedemdziesiąty ósmy raz - pokręcił głową zrezygnowany Metys
- On jest niereformowalny - dodał Święty Piotr
- To się wcześniej nie zdarzyło. Nigdy.
- Za każdym razem to samo ale inaczej. Ma fantazję... - niechętnie dodał z pewnym podziwem w głosie
- Nie ma sensu próbować dalej, on tu się świetnie bawi.
- To co robimy? - spytał Metys
- Odeślijmy go lepiej z powrotem - odpowiedział prędko Święty Piotr - Jak się Ojciec dowie, że Czyściec nie działa... - dodał drżącym głosem
A w międzyczasie Kowalsky wygrzebał z juków zapalniczkę. Wolnym krokiem zbliżał się do Smolucha potrząsając nią radośnie. Już miał go na wyciągnięcie ręki...
I nagle całą bezkresną pustynię rozjaśnił oślepiający błysk i wszystko znikło.
Kowalsky otworzył oczy, rozejrzał się i rozpoznał znajomą sylwetkę klęczącą przy grobie jego ojca. Uśmiechnął się i cichutko zaszedł ją od tyłu.
- Pssst... Caroline - odezwał się przyciszonym głosem
Zaskoczona dziewczyna błyskawicznie się odwróciła. I zemdlała.
#zafirewallem
#naopowiesci
Zaloguj się aby komentować
Ktoś musi zacząć, zatem...
Czyściec Szeryfa
Pamiętał euforię, która towarzyszyła mu, gdy wyskoczył spod plandeki wozu w wiosce smoluchów. Pamiętał przerażenie na twarzach rozpierzchającej się ciżby, poganianej jego przekleństwami. To było spełnieniem, tym, z czym na ustach mógł umierać człowiek jego formatu.
A potem był rozrywający błysk.
Pustka. Dzwoniąca w uszach cisza.
Gdy się ocknął, leżał, lekko zapadając się w pustynnym piasku. Jego ogorzałą twarz, pokrytą szczeciną kilkudniowego zarostu, kłuły nieprzyjemnie kikuty zeschniętej, rachitycznej trawy, która czekała na deszcz z równym utęsknieniem, jak szeryf Kowalsky na sprawienie kolejnemu czarnuchowi krwawej łaźni.
Nieprzyjemny, wiejący nisko nad poziomem gruntu wietrzyk, zaczął zasypywać mu oczy i nozdrza piaskiem. Szeryf zerwał się na równe nogi, z niepokojem odkrył, że jest cały i zaczął rozglądać się dookoła.
Pustynia. Wszędzie cholerna pustynia - wydmy lekko przewiewanego piachu, którego nie zatrzymywała licha roślinność, przegrywająca kolejne starcie z palącym słońcem… Choć nie było tu ani słońca, ani nieba. Bezkres nad linią horyzontu sugerował poblask zmierzchu, zatrzymując poczucie czasu.
Szeryf nie był sam, w odległości kilku stóp stał metys, trzymający za uzdę osiodłanego konia. Zwierzę delikatnie przednim kopytem ryło w piachu, jakby z wolna okazywało zniecierpliwienie przymusowym postojem.
-Witaj, Szeryfie - odezwał się bezbarwnym głosem metys.
-Nie żyję - bardziej stwierdził niż zapytał Walther.
-Istotnie… Twoje życie doczesne dobiegło końca, ale masz przed sobą wieczność.
-Czy to piekło?
-Czyściec, Szeryfie.
-Czyli jest nadzieja… - Kowalsky potarł w zamyśleniu zarośniętą brodę, czekając na wyrok mieszańca.
-Możesz nazywać to nadzieją. - słowom towarzyszyło wzruszenie ramion nieznajomego i parsknięcie konia - Widzisz, tam, na horyzoncie czarny, ruchomy punkt?
Szeryf wytężył wzrok i kiwnął głową, dostrzegając oddalającą się sylwetkę.
-Weź konia. W jukach znajdziesz broń, zapasy i wodę. Wody w bukłaku będzie zawsze odrobinę mniej niż potrzeba, by ugasić pragnienie. Drobna niedogodność…
-Co mam zrobić, gdy już go dorwę?
-Zrób co uważasz za słuszne, od twojej decyzji zależeć będzie twoje odkupienie lub potępienie.
Kowalsky raz jeszcze, z rozmysłem spojrzał na niknącą coraz bardziej sylwetkę smolucha… Decyzja została podjęta, zanim ją sobie uświadomił.
A przed nim stał koń. Metys zniknął.
-Pora ruszać, maleńki. - rzucił Szeryf, siedząc wysoko w siodle.
Ruszył stępa, rozkoszując się przyjemnym kołysaniem w siodle. Planował, w jaki sposób wykończy padalca, gdy już go dopadnie. W końcu posiadał w tym wprawę, nadał swemu rzemiosłu rangę sztuki… Wiedział, że spełnienie to tylko kwestia czasu.
-------
371 słów
-------
POPRZEDNI ODCINEK - GRANDE FINALE
-------
Zakończenie pozostawiam otwarte dla kolejnej osoby, być może ktoś zechce pociągnąć wątek Szeryfa w zaświatach dalej
#naopowiesci #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować