Z miejsca zaznaczam, że rok 2023 to rok wydania remastera - sama gra ukazała się w 2010, początkowo na Nintendo DS.
Przeglądając forumowe thready z polecajkami najlepszych visual novels, a szczególnie takich, które nie koncentrują się wyłącznie na klikaniu dialogów i oferują coś więcej w swojej rozgrywce, widziałem przewijające się często Ghost Trick: Phantom Detective. Głównym twórcą tego jednogrowego klasyka jest Shu Takami, odpowiadający za megapopularne (nawet poza kręgami VN) gry z serii Ace Attorney. Dołóżmy do tego ciekawy styl graficzny (w remasterze napędzany przez RE Engine), nietuzinkowy gameplay i wciągającą fabułę, a wyjdzie nam mieszanka, która trzymała mnie w napięciu do samego końca.
Grę rozpoczynamy z dość nietypowej perspektywy, gdyż główny bohater jest z miejsca… martwy. Przez chwilę możemy jedynie obserwować to, co dzieje się dookoła naszego ciała, ale po paru minutach odkrywamy, że możemy przenosić naszego "ducha" między wybranymi elementami wystroju poziomu i wchodzić z nimi w interakcję, wpływając na świat żywych. Dodatkowo nasz nieszczęsnik odkrywa, że potrafi cofnąć się 4 minuty w czasie przed czyjąś śmiercią i w ten sposób zmienić jej los. Wspominałem może, że cierpimy na amnezję? Klasyczny zabieg służy za główną motywację umarlaka, który chce dowiedzieć się kim był i dlaczego zginął…
Nie chcę za dużo ujawniać, bo odkrywanie układanki jest wyborne - napotykamy się na naszej drodze na coraz ciekawsze postacie, a siatka połączeń między nimi wydaje się gmatwać bardziej niż ujawniać prawdę. Niektóre momenty potrafiły wprowadzić mnie w czyste zaskoczenie i fabuła to chyba najmocniejszy element gry, bo zagadki, chociaż miejscami naprawdę pomysłowe i zabawne, nie sprawiły mi większego kłopotu (a specem jakimś nie jestem). Jeśli coś pójdzie nam nie tak, to zawsze możemy cofnąć się w czasie ponownie - a może czegoś się akurat dowiedzieliśmy dzięki ponownemu ujrzeniu złego zakończenia? Wszystko jest też okraszone bardzo chwytliwą ścieżką dźwiękową, którą możemy odtwarzać do woli z menu głównego. Niektóre kawałki naprawdę potrafią zadomowić się w bani.
Gra starczyła mi na 12 godzin zabawy, doliczmy kilka dodatkowych, jeśli chcemy zaliczyć wszystkie wyzwania. To pierwsza gra, którą ukończyłem na Steam Decku i wydaje mi się, że sprzęt będzie mi głównie służyć jako taka Vita 2, gdzie mogę na luzie i wygodnie oddawać się poznawaniu indyków z mojej biblioteki.
Podsumowując - cieszę się, że mogłem w to zagrać. Bardzo przyjemna i nietypowa gra.
@Zioman Bierz się za Danganrompe jak lubisz Visual Novele - ja nie lubię a łyknąłem wszystkie 3 części bez popity (chociaż z trójką ostrożnie! bo końcówka jest no... kontrowersyjna). No i też nie skupia się tylko na przeklikiwaniu dialogów i ma kilka nawet zręcznościowych mechanik.
Absolutnie wzorcowy przykład tego, jak powinna wyglądać "gra na start" dla nowego użytkownika konsoli. Niby "mały", darmowy tytuł dodawany do PS5, a w praktyce - zaje...ste doświadczenie pokazujące możliwości sprzętu. I co ważne: nie jest to tylko tech demo, ale pełnoprawna, dopracowana platformówka!
Rozgrywka jest prosta, intuicyjna i niesamowicie przyjemna. Sterowanie działa perfekcyjnie - wszystko jest responsywne, płynne i daje ogromną satysfakcję. DualSense robi tu kosmiczną robotę: haptyka, adaptacyjne triggery, a nawet takie smaczki jak dmuchanie do pada - niby gimmick, ale wywołuje szczery uśmiech i pokazuje, jak bardzo Sony chciało się pobawić formą.
Każdy level to inny motyw i masa odniesień do historii PlayStation. Dla kogoś, kto ogarnia temat (ja) - czysta nostalgia, dla nowego gracza (moja Różowa) - świetne wprowadzenie do "świata PlayStation". Do tego dochodzi genialny design poziomów, ukryte znajdźki i tempo, które ani przez chwilę nie nudzi.
Na PS5 Pro wszystko działa idealnie - płynność, ostrość obrazu, zero kompromisów.
Jako pierwsze doświadczenie z konsolą PS5? Perfekcja.
Kolejna gra z serii Devil Came Through Here. Pojawiają się znajome lokacje i postacie (nawet kociara ma zgrabne cameo). Są pasożyty, świeczki, crafting i inne tego typu badziewia.
Audiowizualnie znów jest spory progres. Grafika jest całkiem ładna i muzyka nieco lepiej dopasowana niż w poprzednich grach (bo fajna już była wcześniej tylko czasem od czapy).
Fabuła jest nieco lżejsza niż w poprzednich częściach, ale za to dużo bardziej skoncentrowana. I dobrze, bo zarówno w The Cat Lady jak i Downfall był spory pierdolnik (jedna postać wspomina Hideo Kojimę, więc chyba stamtąd były te złe wpływyw).
Zagadki są raczej zbyt proste, nawet prostsze niż poprzednio. Może to i dobrze, bo twórca raczej średnio sobie radzi z tworzeniem trudniejszych zagadek.
Oglądam ten trailer Crimson Desert i chyba nie bardzo ogarniam o czym ma być ta gra.
Raz na poważnie, potem znowu jakieś lisoludzie i jarmarczne świecidełka. Walki rodem z jrpg, bossowie jak z soulslike'ów, do tego magia z harrego pottera i świat będący połączeniem Asasynów i Zeldy. Do tego jeździ się koniem, pociągiem i lata na smoku albo z jetpackiem. Mózg rozjebany! xD
Szczerze mówiąc trudno mi nawet ocenić czy to gra dla mnie. Przyznaję, że twórcom inspiracji i odwagi nie brakuje i albo to będzie ciężki hicior albo jakieś ch.. wie co ¯\_(ツ)_/¯
Tym razem niewielka, jak się okazało, gra w budowanie miasta.
Niewielka w sensie ilości mechanik, budynków, jednostek itd. Może to nawet zaleta, że nie jesteśmy zalani milionem statystyk, parametrów, zależności.
Ot, można powiedzieć - standard. Trochę budynków mieszkalnych, rolniczych, przemysłowych. Do tego budowa wojska, murów, portów, mostów. Nie ma levelowania budyków i jednostek.
Do każdego budynku mamy przypisanych pracowników, żonglujemy priorytetami, przenosimy materiały z magazynu do magazynu.
Kurcze, wychodzi, że nawet teochę tych mechanik jest
Do tego atakują nas Wikingowie, trolle (ale nie ruskie), smoki(!), więc trzeba stawiać te mury, wieżyczki, koszary.
Można handlować z AI, walczyć z nimi.
Wszystko to już kiedyś było, nie ma tutaj jakiejś nowej mechaniki, ale to, co jest, zostało łądnie połączone.
Grafika typu low-poly, więc nie każdemu podejdzie.
Muzyka gdzieś tam plumka, ale nie jest denerwująca.
Ogólnie, taka gra do chillu, bo tempo nie jest mordercze, a czasami wręcz jest zbyt wolne.
„Battlefield 6” w trybie hardcore to jest zupełnie inna jakość rozgrywki. I żałuję, że tak późno odkryłem ten tryb - pewnie dlatego, że wymaga serwerów społecznościowych, które jak dzisiaj grałem, nie są zbyt popularne. Ale da się grać i rozgrywka jest dzięki temu przecudowna.
Nie ma minimapki, oznaczać wrogów może chyba tylko recon. Apteczka w końcu ma sens - po trafieniu życie nie odnawia się samoistnie, więc support w drużynie jest obowiązkowy.
O wiele łatwiej się ginie, ale to dobrze, ponieważ dzięki temu o wiele łatwiej się zabija przeciwników. : D
No i pojazdy. NARESZCIE CZOŁG MOŻE ZOSTAĆ ZNISZCZONY DWOMA TRAFIENIAMI Z RPGA W TYŁ POJAZDU. A dowolna APC spada na strzała. No coś cudownego. Do tego jest o wiele większa immersja, ponieważ nie ma widoku z „trzeciej osoby”.
Tym razem adaptacja książki Stanisława Lema o tym samym tytule "Niezwyciężony".
Gra jest dosyć luźno oparta na książce, ale jakoś mi to nie przeszkadzało.
Gra, to określenie trochę na wyrost. Bardziej symulator chodzenia.
Liniowy do bólu. Dużo słuchania i dialogów, ale... jest klimat.
Jest klimat książek Lema, sporo dyskusji pomiędzy postaciami, rozważania filozoficzno-technologiczno-socjologiczne. Jak to u Lema.
Lokacje zrobione bardzo ładnie. monumentalne wąwozy, jaskinie, struktury. Trochę mi czasami przypominały stare komiksy publikowane w "Relaxie" #pdk #fantastyka #starzyludzie Czuć tę przestrzeń, tą pustkę. No naprawdę coś pięknego.
A propos komiksów - w trakcie gry tworzy się właśnie komiks (bardzo fajnie narysowany), który przedstawia Twoją historię. Ponoć trochę się zmienia w zależności od Twoich decyzji.
Modele maszyn też są takie archaiczne, "analogowe" można powiedzieć. Tak je opisywał Lem i tak je oddano. Jakieś wskaźniki ze wskazówkami, lampy próżniowe, klisze fotograficzne. Retro s-f, ale fajne.
Sama historia? Tak, jak pisałem, oparta na książce, ale nie stara się oddać fabuły książki w 100%. Może i dobrze. Dla kogoś, kto czytał powieść, będzie parę lekkich zgrzytów, ale całość trzyma poziom.
Muzyka - istnieje. Bardziej taki ambient gdzieś po drodze niż ścieżka dźwiękowa, ale tutaj pasuje. Nic ci bez sensu nie brzdęka. Jesteś sam, nie wiesz czy przeżyjesz, masz kombinezon, zapas tlenu i starasz się dotrzeć do bezpiecznego miejsca. Tu nie ma miejsca na muzykę, chyba, że sam sobie będziesz nucić w czasie wędrówki.
Zakończenie? Kilka do wyboru, ale żadne nie jest zgodne z książką
I znalazłem po drodze dwa smaczki dla miłośników Lema. Obydwa związane z innymi jego powieściami i wplecione bardzo zgrabnie w dialogi. Jak ktoś nie zna jego twórczości, to nawet nie zauważy
Gra do przejścia raz, może dwa jak chcemy zobaczyć inne zakończenie i może parę innych wyborów we wcześniejszej fazie gry (które w sumie nic nie zmieniają, ale są). Dla klimatu - warto.
Nie wiem czy wiecie ale z tydzień temu wyszedł w Early Acces sequel doskonałego deckbuildera Slay The Spire - jednocześnie się jaram i wqrwiam bo nie gram w EA a podobno ma on potrwać z 2 lata xD
Ale jak ktoś ma parcie to częstujcie się, nie słyszałem żeby ta gra komuś nie podeszła i wygląda na to że dwójka powtórzy ten sukces.
Myślę, że warto szanownych Hejtusiów poinformować, że dzisiaj, po 4 latach rozwoju, z wczesnego dostępu wychodzi znakomity, polski city builder pod tytułem "Timberborn".
Na czym polega Timberborn? To strategiczny city builder, w którym zarządzasz kolonią bobrów na postapokaliptycznej Ziemi, budując drewniane miasto, tamy i systemy nawadniania, by zapewnić im przetrwanie podczas susz i toksycznych powodzi. Rozgrywka polega na rozwijaniu infrastruktury, gospodarowaniu wodą i zasobami oraz dbaniu o dobrobyt bobrzego społeczeństwa, aby osada mogła rosnąć i funkcjonować jak najdłużej.
Gra póki co zbiera bardzo dobre recenzje (96% pozytywnych na Steam), osobiście również polecam.
@sawa12721 mi tam siada, szczególnie, że gra jest prowadzona w dość humorystycznej konwencji. Poza tym dziwnie by było widzieć ludzi w grze o ścinaniu drzew zębami i budowaniu tam ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@Ilirian Zgadzam się, jak już wybuduje i uruchomi się cud to poza rozbudową osady nie ma zbytnio nic do roboty, można sobie co najwyżej fajerwerki puścić.
Chociaż samo dłubanie przy osadzie to wciąż niezła zabawa imo.