Tytuł: Uzbrojony tylko w kamerę: Życie i śmierć Brenta Renauda
Rok produkcji: 2025
Kategoria: Dokumentalny
Reżyseria: Brent Renaud, Craig Renaud
Czas trwania: 39m
Ocena: 5/10
Ten short dokument, w przeciwieństwie do "Diabeł ma zajęcie", przynajmniej chwyta za serce i wyciska łzy.
To taka pośmiertna laurka dla Brenta Renauda, reportażysty dziennikarza, który stracił życie w trakcie relacjonowania wojny w Ukrainie. Tak więc poznajemy na szybko trochę Brenta, jego marzenia, jego pragnienie relacjonowania z różnych zakątków świata.
Nie wiem co więcej napisać, jakoś nie przypadły mi te short doci. Może po prostu lepiej się czuję w pełnometrażowym dokumencie, a takie ścinki nie potrafią mnie wciągnąć.
Seans z racji tego, że dwa z nominowanych krótkich filmów dokumentalnych do Oscara są na HBO.
To dzień z życia szefowej ochrony w klinice aborcyjnej w USA. Czyli przygotowanie z rana do otwarcia kliniki, przedstawienie codziennych "obserwatorów", czyli antyaborcjoniaków, którzy stoją pół dnia pod kliniką i z głośnika dolatują przemowy o ochronie życia poczętego, oraz wystawa obrazków o rzezi płodów.
Potem przyjęcia pacjentek, krótkie rozmowy, i koniec.
Nie wiem czego się spodziewałam, ale moim zdaniem nie ma wiele w tym filmie. Rozumiem ideę - prawo aborcyjne w USA kurczy się z każdym rokiem, ale ten film nie miał mnie przekonać do czegoś, tylko wrzucić w jakąś opowieść. Tymczasem ta opowieść nie zachwyca, nie czuję żadnego vibe, nie potrafię się utożsamić ani z Tracy. Rozumiem jej rozterki, które właściwie dotyczą tylko jednego - przetrwać kolejny dzień w tym pierdolniku.
Nie podchodziłem do filmu Christy jak do typowego filmu biograficznego, bo nie znam się na boksie ani na samej bokserce, o której opowiada ta historia. Mimo to główna rola aktorska wypadła całkiem dobrze, a ogólnie poziom aktorstwa był okej. Fabuła jest raczej schematyczna, podobna do klasycznych filmów o bokserach w stylu Rocky, więc nie ma tu niczego wyjątkowo odkrywczego. Mimo to to przyjemny film na jeden wieczór i ogólnie mi się podobał.
Spektakularna, ale tragicznie krótka kariera magika i iluzjonisty o imieniu Harry Houdini, którego sztuczki nie mające wyjaśnienia przeciwstawiły się bezpieczeństwu
już nie czytacie tego co wrzucacie? tłumaczenie maszynowe też może człowieka wpędzić w kłopoty, np w pracy zarobkowej
Spektakularna, ale tragicznie krótka kariera magika i iluzjonisty o imieniu Harry Houdini, którego sztuczki nie mające wyjaśnienia przeciwstawiły się bezpieczeństwu
@Cybulion Leslie to była klasa sama w sobie, ale moim zdaniem bardzo udany film. Niczego nie udawał, zgrabnie nawoływał do oryginału i nie bał się pogrążyć w absurdzie oryginału
Brazylia, rok 1977. Po konflikcie z biznesmenen uniwersytecki profesor musi uciekać pod przykrywką do rodzinnego miasta
Pomimo intryg, ukrytych agentów, zleceń zabójstw, konspiracji i innych rzeczy które można potraktować jako żywcem wziętych z brazylijskiego bonda - to nie jest film akcji. Nie tworzy się tutaj szpiegowski thriller, film idzie w bardziej spokojniejszą (a przynajmniej spokojniejszą niż się spodziewałem) drogę studium bohatera walczącego ze skorumpowanym systemem. Skupia się na pojedyńczym przypadku, ale spośród jego relacji z rodziną, innymi prześladowanymi jednostkami, a także przez multum pobocznych wątków, dostajemy bardzo szczegółowy obraz całego społeczeństwa brazylijskiej dyktatury.
Na minus na pewno pierwszy akt - widz jest wrzucony w sam środek chaosu wszystkich wątków fabularnych, długo zajmuje połapanie się w historii. Wydaje mi się że sporo by zyskał przy drugim oglądaniu, kiedy dokładnie wie się jakiego filmu się spodziewać
Film o trasie koncertowej czarnoskórego geniusza muzyki klasycznej i włoskiego cwaniaka z północy na południe, w czasach silnego rasizmu (akcja odbywa się w 1962) w Stanach Zjednoczonych, w szczególności w południowych stanach.
@Piechur oglądałem go dawno temu i nie czułem żeby historia była na siłę byle "postępowo". Powiem nawet że zaciekawiła mnie na tyle żeby zainteresować się tematem postrzegania osób czarnoskorych w tamtym okresie.
Rodzice izraelskiego żołnierza dowiadują się że ich syn poległ na służbie. Lawina niekontrolowanych wydarzeń rozpoczyna się, gdy okazuje się to jednak pomyłką
Gorzej działa mi jako satyra na izraelskie wojsko, trochę pachnie memem poniżej (chociaż na pewno jest anty-IDF, nie dawałbym pozytywnej opinii gdyby nie było). Bardziej mi podchodzi jako film o absurdzie: decyzjach niby racjonalnych, które wymykają się spod tej racjonalności i jakiejkolwiek kontroli.. Sytuacjach z których nie można wyciągnąć żadnych lekcji, można tylko przeżyć i iść dalej.
Film mocno zmienia tony w ciągu filmu, z dramatu w absurdalną komedię i z powrotem, w kółko. Zdecydowanie highlightem jest środkowa sekcja na posterunku, kiedy film najbardziej staje się absurdalną komedią. Uwielbiam humor tego filmu, nie odbiera nic dramatowi całej sytuacji a kontrastuje. Sprawia że kulminacja całego filmu mocno wchodzi
Ten dokument jest nominowany do Oscara w tym roku, więc pomyślałam, że warto zerknąć, szczególnie, że jest dostępny na HBO.
Wstrząsające jest to, że takie rzeczy dzieją się w niby cywilizowanym świecie. To obraz czystej samowolki władz, w tle wałek na miliard dolarów, a na planie ogólnym wielka tragedia i wielka niesprawiedliwość. Nie ma tam równowagi sił, wygrywa silniejszy, słabszy po porażce jeszcze zapłaci więcej.
To antylaurka systemu więziennictwa w USA. Niby wiadomo, że przyjęło się życzyć przestępcom jak najgorszej kary - niech się męczą i pracują, ale to już ma znamiona zwykłego niewolnictwa, obozu pracy, którego nie powstydziliby się faszole z trzeciej rzeszy.
W stanie Alabamy nadanie więźniów wynosi 200 procent! Ale spoko, w zamian służba więzienna jest ograniczona mocno. By tuszować owe niedogodności (spokojnie, to nie jedyne, w filmie jest tego cała lista jak upodlić człowieka, albo go skasować gdy okazuje się niewygodny), w stanie Alabamy istnieje prawo, które zakazuje mediom dostępu do więzień. Twórcy dokumentu korzystają więc z nielegalnego przepływu telefonów wśród więźniów i zyskują kontakt z dwoma aktywistami oraz niektórymi innymi więźniami, którzy nagrywają warunki, w których żyją i jak są traktowani przez strażników.
Ludzi jest tak dużo, że niektórzy po prostu śpią na podłodze, a nie na pryczach. W izolatkach w ciągu jednego dnia można wyłapać kilkanaście szczurów, zalew narkotyków (zgadnijcie kto je przemyca), notoryczne bicie więźniów przez strażników (tak, sami strażnicy przemycają narkotyki i nielegalne telefony).
W takim więzieniu strażnicy mają wolną rękę, a jak ta ręka za bardzo im się omsknie to łatwo to zatuszować. Świadkom zabicia więźnia zagrozić wystarczy brakiem zwolnienia warunkowego.
Gdy matka jednego zabitych więźniów chce odkryć prawdę dowiadujemy się jak zwykły człowiek odbija się od tego systemu. Strażnik, który miał ponad 50 zgłoszeń od samych więźniów w związku ze swoją przemocą, nie dość, że nie odpowie za śmierć jej syna, to jeszcze dostanie awans.
Jaka jest odpowiedź władz Alabamy na problem z przepełnionymi więzieniami? Zbudowanie następnych. Co z tego, że tam będzie to samo, co z tego, że znów słabo wyszkolona kadra (w filmie są także wypowiedzi byłych strażników) będzie wynosić 1/3 absolutnie potrzebnej liczby obsługi? Za to można robić wałeczki i na odpowiednie konta wpłynie masa kasy - fundusz na zbudowanie nowych więzień w Alabamie wynosi jeden miliard dolarów, a jak zabraknie to się uszczknie z funduszu edukacyjnego, a co tam! A pani gubernator potem może się cieszyć drugą kadencją.
Tymczasem w więzieniu martwy człowiek może leżeć godzinami na pryczy, bo nie ma kto go "sprzątnąć". A świadek zabicia swojego współlokatora z celi, który nie chciał puścić pary (ale obiecał powiedzieć wszystko matce zabitego gdy wyjdzie), zostaje znaleziony martwy miesiąc przed wyjściem.
Wszystkie takie sprawy w sądzie są umarzane, a więźniowie, którzy "podskakują" trafiają do izolatek na lata, w bonusie wpierdol pałkami po głowie.
Ale największym rozpierdolem w tym filmie jest to, że więźniowie z całego stanu postanowili zrobić strajk - przestali nagle pracować. Co zrobił stan Alabama? Przydusił dawki żywnościowe, ostatnie więzienie padło po 16 dniach - wszyscy wrócili po tym do pracy. Czy coś się zmieniło? Nie. Ten strajk nie dał nic.
U nas pewnie byłaby to mega afera i natychmiast władze i rząd zaczęłyby się tym zajmować, no ale nasze więzienia to lux apartamenty przy tym gównie, w którym żyją więźniowie nie tylko w Alabamie, ale jak się okazuje w całych Stanach.
To film o raku, który zainfekował departament więziennictwa USA. O raku, którego już nie wytniesz. To zło w najczystszej postaci, ale łatwo je zignorować, bo przecież cierpią tylko ci, którzy na to zasłużyli, prawda?
Nieludzki system, który zalatuje czystym faszyzmem. Nie dla wrażliwych widzów ten film.
Dobrze, że ten film był krótki. Może i fajnie powspominać Matrixa i jego powiązania lub wpływy, ale ogólnie nie dowiedziałam się tam absolutnie NIC NOWEGO.
Ten film to chyba najmniej mi przypadł z twórczości Kurosway, ale jak to bywa, nawet słabszy (w moim mniemaniu, żeby nie było) film jego - dalej jest świetnym tytułem ogólnie.
To historia walki w o władzę w pewnej osadzie, w którą wkracza doświadczony samuraj Sanjuro. Natychmiast jest rozchwytywany przez obu przywódców, ponieważ widzą w nim ostateczną broń w wygraniu sporu. Sanjuro postanawia przede wszystkim "grać" na siebie by jak najlepiej wypaść na interesie z klanami, ale z czasem ukaże się ludzka twarz Sanjuro, który uratuje niewinnych ludzi, daruje życie młodziakowi, który myślał, że zostanie wielkim wojownikiem ("lepiej być biednym niż martwym") i największym wygranym będzie właśnie sam Sanjuro, który pokona swoją duszę najemnika i wybierze dobro.
Sporo intryg, bardzo fajne walki (to zawsze u Kurosawy stoi na najwyższym poziomie), i tyle. Dla mnie wystarczy, choć nie ma to poziomu "Tronu we krwi" czy "Ran", ale wciąż jest to dobry, solidny Kurosowa, więc warto znać ten film.
@Heheszki Mam z żoną i znajoma kiepskie wrażenia z tego filmu - czuliśmy się jakbyśmy przez 2 godziny oglądali tiktoki - non stop światła, kolory, wybuchy, akcja, nic odpoczynku. Musiałem potem długo odpoczywać, bo mi się mózg usmażył:)
@Orzech Ten opis pasuje w sumie do każdego filmu ze stajnii Disney/Pixar obejrzanego na smutno, na zmęczeniu lub z przymusu.
Film trwa 95 minut, nikt nie śpiewa, a wybuchów właściwie brak - może nie masz porównania, może oglądałeś inny film.
Jest wręcz odwrotnie - dominują mocno przegadane sceny, obraz jest płynny, bez stroboskopów i pozwala skupić się na rysunkach. Sceny przegadane w zabawny sposób, bez wysiłku - stara szkoła dialogów z podwójnym dnem - jak w Potworach i Spółce. Tyle samo jest tu z resztą tych wybuchów.
Jezeli ten film Cię tak zlasował to współczuję seansu "W głowie się nie mieści" albo "Ralpha demolki", jak nie widziałeś to unikaj - mógłbyś już nigdy się nie pozbierać
Tak, Zwierzogród to nie jest kino intelektualne, wciąż jest dla dzieci, ale ukierunkowali to oldschoolowo i to jest dla mnie fajne.
@Heheszki Mam tylko ból d⁎⁎y o przedstawianie szurów w pozytywnym świetle, na zasadzie "szury jednak mają racje" (nie mają, jesli mają to na zasadzie stojącego zegara co 2 razy dziennie dobrą godzine pokazuje). No ale to nie pierwsze dzieło amerykańskie gdzie leci taka narracja. Emmerich też uwielbia ten wątek, tam jest podkręcone to do maxa.
@Jarasznikos no dla mnie wylinka była momentem przełomowym, na samym początku. Czujny byłem-trop był świeży, a wściekły szef to zawsze poryczy jak ta krowa bez mleka -bydło ( ͡~ ͜ʖ ͡°) Również koń mnie w ogóle nie przekonał w roli prezydenta, a jednak nieszury - bo normalni obywatele sobie tę gwiazdę większością wybrali (nie szury, ale szczury pewnie już tak- bo szczury na pewno poważnie traktują swoją rolę w demokracji, za to ogier ma parcie na szkło).
A co do bobra - ma w opozycji mocno szurniętrgo Rysia. I raczej lubią ją poza miastem. Może coś przeoczyłem, ale słowo SPISEK (itp) z jej strony chyba nie pada...
Przy okazji wzywam do zaopiniowania filmu @Megawonsz_9 @megawonsz9
Jeśli to jest film postapo ze znaną koncepcją, tylko w oryginalnym wykonaniu, to wtedy 7/10.
Ale objerzałem go pod wpływem teorii... że jest to sequel filmu "Willy Wonka i fabryka czekolady". Gdy trafiłem na dość popularny na YT film o tej teorii, to najpierw odpaliłem seans "Snowpiercera", a później wróciłem do YT. I muszę przyznać, że ta teoria jest całkiem przekonująca xD
Wiedeń, przełom XIX i XX wieku. Wyjątkowy narrator zaprzyjaźniony z karuzelą prowadzi przez serię miłosnych historii, które targają stolicą cesarstwa Habsburgów.
Początek świetny - w szczególności monolog później już były sztampowo
Henry Jekyll eksperymentuje z kokainą; nagle wszystko wymyka mu się spod kontroli i zmienia się w odrażającego Jacka Hyde`a. Jako Hyde spędza noce wędrując po ulicach...
patrz pan, całkowicie mi wypadło z głowy, myślałem wtedy ze to plotki, a tu prosżę, Henry Cavill jako Connor McLeod w Nieśmiertelnym w reż. Chad Stachelski (John WIck). Niezła obsada, tylko niebardzo widzę Bautistę jako Kurgana
Szkoda, że taki krótki owy dokument o 33 zdjęciach zrobionych przez polskiego strażaka w getcie żydowskim, które zostały znalezione dopiero wiele lat po jego śmierci, przez jego syna i córkę. To jedyne zdjęcia z getta zrobione przez kogoś innego niż niemieckich żołnierzy, więc dość unikalna sprawa.
Leszek Grzywaczewski jest młodym mężczyzną, gdy zaczyna się wojna. Zostaje strażakiem i gdy w 1943 roku wybucha powstanie w getcie żydowskim w Warszawie jest dysponowany do gaszenia pożarów zgłoszonych budynków przez Niemców. W tym czasie Grzywaczewski robi potajemnie zdjęcia getta, czasem w bliskiej obecności niemieckich żołnierzy, ryzykując życiem.
Ale nie tylko tam ryzykuje życiem, poza gettem również - jego rodzina pomaga Żydom w czasie wojny i w filmie dowiadujemy się, że dzięki temu przeżyła cała rodzina i jeszcze jedna kobieta.
To film o cichym bohaterze, realnym świadku tragedii, która na zawsze go zmieniła a sceny z getta utkwiły już i wyobcowały go lekko jako człowieka - tego dowiadujemy się z zapisków z dziennika młodego Leszka, które także znajduje syn.
Bardzo fajnie zrealizowany dokument - mamy perspektywę ocalonej dziewczynki (w filmie już starszej kobiety), oraz dzieci innej ocalonej kobiety. Do tego dochodzą takie ciekawostki jak dokładna analiza miejsc, w których Grzywaczewski robił zdjęcia w getcie - robi to ekspert od Warszawy, który z precyzyjną dokładnością potrafi określić, która to ulica, który to dom, ba! nawet które to okno.
Sam negatyw jest uszkodzony lekko i inny specjalista dzięki temu potrafi znaleźć model aparatu, którym robił wtedy zdjęcia strażak, a nawet w jaki sposób je robił i dlaczego zdjęcia się ucinają lub nakładają na siebie.
Ktoś miał pomysł i to widać, oglądając ten dokument. Polecam gorąco - jest dostępny na HBO.
*zamiast plakatu wrzucam jedno ze zdjęć z getta - można zobaczyć jak blisko akcji był polski strażak, i jak blisko niebezpieczeństwa, robił zdjęcia praktycznie w obecności Niemców.