Pierwsza ekranizacja baśni autorstwa Jeanne-Marie Leprince de Beaumont
Właściciel floty statków ma trzy córki. Kiedy zostaje porwany przez strasznego potwora, tylko najmłodsza z nich oferuje się zastąpić go w niewoli. Monstrum zakochuje się w pięknej i szlachetnej dziewczynie, a ona nie odrzuca jego miłości...
Jedna z moich ulubionych ekranizacji baśni w ogóle, odcisnęła piętno nie tylko na motywie Pięknej i Bestii, ale i ekranizacji baśni w ogóle - przykładowo ruchome świeczniki z rękami pojawiły się potem również m. in. w Faarie Tale Theatre i "Upiorze w operze"
Ciekawy film o przemijaniu, pogoni za marzeniami, tym, że ślepo za nimi goniąc można znaleźć się w ślepej uliczce.. Zaskakująco dobra rola Pameli Anderson, która kojarzyła mi się z prostą seksbombą tutaj zagrała chyba swoją życiówkę.
Podobne zdanie mam o Dave Bautista (nie wiem jak odmienić na polski), którego kojarzyłem z prostych ról mięśniaków, a tutaj zagrał poważniejszą rolę, co też zaskoczyło mnie pozytywnie. Bardzo dobry film. Chyba niedoceniony do końca. Warto zobaczyć!
3 film w karierze Trevora Howarda - 1 w którym grał główną rolę
Laura Jesson jest szczęśliwą mężatką z dwójką dzieci. Przypadkowe spotkanie przystojnego lekarza w dworcowej restauracji zburzy jej dotychczas ustabilizowane życie.
Co prawda nie mój gatunek ale jak gra jakiś ulubiony aktor to i tak oglądam
Jak wyjść z friendzone? Wyjechać na 10 lat do Hollywood, tam zostać człowiekiem sukcesu i schudnąć, wrócić na swoją wioskę i swoją "przyjaciółkę" przygruchać na nowy image.
Beznadzieja, oglądałam bo mama prosiła byśmy coś obejrzały razem w tv. Jedynym jasnym punktem filmu jest Anna Farris, solidnie gra przerysowaną do granic rozpieszczoną i powaloną gwiazdkę pop.
@bojowonastawionaowca zobaczyłam, że gra Anna i pomyślałam, że może będzie dzięki temu trochę śmiesznie, no i było, ale Farris gra tam rolę drugoplanową i też przesadza trochę w stronę "strasznofilmową" i nie zawsze tym pasuje do filmu, albo może film nie pasuje do niej?
typowy amerykański romkom - i chyba tylko miłośnikom gatunku może się podobać
@Mahjong swoją drogą przy okazji świąt coś tam z tych amerykańskich romantycznych komedii przeleciało w telewizji - i one strasznie się starzeją, teraz nie da się tego oglądać xD
Ten film widziałam tak dawno temu... Pamiętałam większość, ale jednak jako całość dopiero robi wrażenie w głowie.
To film o pewnym jezuicie, który wierzy w potęgę miłości i na tym opiera swoją misję. Chce nawrócić pewną grupkę Indian zamieszkujących nad wodospadami w Ameryce Południowej, w hiszpańskiej kolonii. Ciekawe jest, że na początku filmu widzimy jak owi Indianie zrzucają z wodospadu przywiązanego do krzyża poprzednika Ojca Gabriela.
Zawsze mi się to wydawało przykładem, jak trudno dotrzeć do "dzikusów". Ale w trakcie oglądania filmu doszło do mnie, że może to był jakiś wybrakowany jezuita, bo samemu Gabrielowi (w tej roli znakomity Jeremy Irons) udaje się to bez większego wysiłku. To on dopiero pokazuje jakie efekty daje miłość i podążanie taką ścieżką życia. Jego najjaskrawszym efektem działań jest Mendoza (Robert De Niro), niegdyś najemnik, chcący teraz odpokutować zabicie własnego brata. Dzięki Gabrielowi Mendoza zmienia całkowicie swoje życie, zamieszkuje w jego misji z Indianami i sam zostaje jezuitą.
Tymczasem Hiszpania sprzedaje swoją kolonię Portugalii, która chce usunąć z misji jezuitów Indian. Ojciec Gabriel i jego ekipa postanawia zostać w swojej misji, bo ich Indianie orzekli, że nie porzucą swoich ziem. Jedna część jezuitów postanawia chwycić za broń i stanąć w obronie wraz z Indianami.
Chyba nic nie łamie tak serca jak właśnie cały ojciec Gabriel, który patrzy jak przez ludzką chciwość i hipokryzję jego filozofia przestaje mieć sens, a przynajmniej nie pomoże przetrwać.
Film dość antykościelny, bo kościół popiera żądania Portugalczyków, nie biorąc pod uwagę opinii jezuitów.
To film smutny, który daje nadzieję, pokazuje jak mógłby wyglądać raj, a potem to wszystko ginie.
Wspaniałe aktorskie kreacje, cudowne widoki, niesamowita muzyka Ennio Morricone. Kto nie widział - niech nadrabia, bo bardzo warto.
PS. pierwsza scena z jezuitą na krzyżu spadającym z wodospadku to także symbol upadku kościoła/religii? różnie można to interpretować
@Mahjong Wybitny film i wybitne role, takich już nie robią. Swoją drogą ciekawe jak wielu jezuitów było w przeszłości żołnierzami. Przydał by się taki zakon dzisiaj....
Lubię serię Mission: Impossible - filmy te zawsze były dla mnie takie fajne na odstresowanie, nie wymagające zbyt wiele myślenia, a jednocześnie nie szły w aż taką głupotę jak Szybcy i wściekli. Niestety ostatnią częścią jestem mega zawiedziony. Moim zdaniem to najgorsza odsłona, prawie w ogóle nie ma tutaj akcji, aktorsko totalnie nijak, w ogóle nie jest to żadne ciekawe zwieńczenie tej całej serii, ani zakończeniowo, ani jakoś wspominkowo no ten film jest cały taki nijaki. Jeden wielki ZA WÓD!
Oglądałem to w kinie i jak dla mnie to robił robotę, choć wszelką logikę trzeba było już zupełnie wyrzucić przez okno. Na mniejszym ekranie nawet nie próbuję tego oglądać
Bugonia to czarna komedia, która bardzo dobrze punktuje dzisiejsze społeczeństwo. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Szczególnie podobała mi się gra aktorska głownych bohaterów, Jesse Plemons zagrał rewelacyjnie, a pani Emma Stone na swoim bardzo dobrym poziomie, ale potrafi lepiej. Muzyka podkreślała klimat absurdu rozgrywającego się w tym filmie. Fabuła wciągnęła mnie od początku do końca. Zakończenie trochę minus. Niby trochę zaskakujące, ale niepotrzebnie moim zdaniem na siłę wymyślne za bardzo. Jeden z ciekawszych i lepiej zrealizowanych filmów, jakie dane mi było obejrzeć w tym roku.
Plemons to mój jeden z ulubionych aktorów odkąd od widuję u Lantimosa, a Emma w sumie tak samo.
Zgadzam się z opinią, z tym że mi się zakończenie podobało. Nie zmieniało nijak wydźwięku filmu i nie ściągało na siebie całej uwagi, bo wiadomo, że było jakby "dla zabawy", za to mnie właśnie rozbawiło bardzo. Szczególnie fragment, gdzie Emma mówiła, dlaczego nie mogła się połączyć.
@kopytakonia no wiem ,też się nad tym zastanawiałem i wczoraj prawie bym się wybrał na "Jedna bitwa.." ale wolałem iść na Jarmusha, z czego jestem bardzo zadowolony, niemniej wracając do Bugoni to wiem że smakosze plują ze to remake, niemniej obejrzałem tez film na podstawie oryginalnego scenariusza: koreański "Save green planet" z 2003. i Wypada zupełnie blado na tle współczesnej wersji bo doszła MASA odniesień do aktualnych problemów trapiących współczesny świat rozwinięty [płaskoziemcy,szury,incele, korporacyjny wyzysk, seksualni predatorzy i ich ofiary, eko-swiry i rzeczywisty odcisk ludzkiego kopyta na tej nieszczęsnej planecie, zupdejtowana Genesis która godzi wszystkich albo przynajmniej taki sprawa wrażenie, a na koniec jeszcze oberwiemy Bułchakowem] (he, he)
@kopytakonia Gdyby nie żałosna końcówka to może i tak. Kolejny film, w którym nie wiedzieli jak skończyć, więc dali groteskowe, abstrakcyjne, jakby z zupełnie innego filmu. Przez to max 6/10.
@Dybala No mógł się zakończyć na tej scenie w karetce i tyle. Ale aż tak obniżać mu ocenę, za to, że się zakończył nieco szalenie to osobiście się nie zgadzam.
Trzy epizody polowań Predatorów łączące się na koniec w całość. W pierwszej części starsza pani Wiking, w drugiej samuraj-way coś jakby, a w trzeciej mechanik-pilot z II wojny. Ta trójka okazuje się sporym wyzwaniem dla predatorów więc zabierają ich na "stadion" igrzyskowy - który z ludzi wygra z resztą w nagrodę może zmierzyć się z największym predatorem-badassem.
Kino akcji na pełnej, kino animowane, bardzo przewidywalne, ale można się bawić, nie uważam za seans stracony. Jakościowo coś pomiędzy Predators, a Prey, więc większej tragedii nie ma.
Typowy sportowy film - tutaj mamy kozaka-weterana, który od losu dostaje jeszcze jedną szansę. Przy okazji pomoże innym, więc oprócz samej jazdy bolidem dostaniemy też relacje międzyludzkie na spokojnie przyswajalnym poziomie.
W sensie realizacyjnym ten film to bajka, i za to głównie taka wysoka ocena. Dla mnie F1 jest nudne, ale rozumiem przygotowanie filmowe - coś na kształt futbolu amerykańskiego - w filmach i serialach to wygląda na mega sport, a potem idziesz na żywca obejrzeć w tv lub gdzieś na boisku i nie możesz uwierzyć, że to ktoś ogląda z własnej woli
Ale nie o to mi chodzi, o gusta sportowe, ot, takie porównanie - naprawdę bardzo dobrze wchodzi ten film w oczy i robi puk puk dopaminko - baw się dobrze mózgu! Mój się bawił nawet bardzo dobrze!
@Ragnarokk no takie życie fana kinomana w budżetowym filmie amerykańskim - przyzwyczajaj się albo giń - czytaj: albo się baw dobrze albo zostań wiecznym narzekaczem-snobem XD
@Mahjong oglądałem wczoraj, jako fan f1, czasem mnie skręcało z żenady, ale to film dla hamburgerów, więc nie ma co się wkurzać. Za to wizualnie na prawdę spoko
@Mahjong jestem fanem F1, Sport jest mega ciekawy i angażujący, jak się jest zaznajomionym w szczegóły. Ten film to jakby splunąć w twarz myślącym ludziom. Kolejny głupi film po Gran Turismo, a najlepsze jest to, że w temacie ścigania można zrobić wciągający i w miarę sensowny film, na przykład Ford vs Ferrari.
@KierownikW10 gadasz jak mój szwagier marynarz, co każdy film dotyczący pracy na morzu musi skrytykować, że wszystko jest nie tak i głupoty pokazują. Chyba tylko Kapitan Phillips mu się podobał i tam o nic się nie czepiał
@JackDaniels gadasz jak mój szwagier bezrobotny, który cały dzień siedzi na Netflixie i ma mózg wypełniony gównem oglądając miernej jakości produkcję.
A tak bardziej serio jak coś jest bzdurą i krytyka jest rzeczowa, to ja nie widzę problemu. Jakiś laik z USA będzie oglądał i film zarobi a ja nadal mogę mieć własne zdanie i nic w tym złego.
Dziennikarz radiowy jedzie na Wybrzeże. Ma zrobić negatywny materiał o jednym z przywódców strajki w Stoczni Gdańskiej. Tym przywódcą okazuje się być Maciej Tomczyk, syn Birkuta z "Człowieka z marmuru". Tymczasem w mieście na czas strajku panuje prohibicja, co wielce utrudnia życie dziennikarza (w tej roli Marian Opania), który boryka się z alkoholizmem. Z czasem gdy dziennikarz bada i wczuwa się w historię Macieja, i tym samym w jego walkę w Stoczni.
Jednak dla mnie "Człowiek z marmuru" miał więcej sensu, polityka nie trzaskała widza w pysk, była raczej tłem do opowiedzenia historii i warunków pracy filmowca wtedy. "Człowiek z żelaza" ma wymiar ideologiczny czasem, w filmie np. występuje w roli samego siebie Lech Wałęsa. A może po prostu sam Birkut był ciekawszy, bo przechodził kilka zmian, natomiast Maciej cały czas z czymś walczy - może to wydać się męczące, bo staje się postacią ciągle jednoznaczną. Ale warto wziąć pod uwagę, że chciano zrobić ten film na szybko, na świeżo by oddać choć kawałek tej walki o lepszą Polskę widzom.
W każdym razie to dalej znakomity film Wajdy, no i nie wolno zapominać o Złotej Palmie dla tego tytułu. Dwie i pół godziny mijają niepostrzeżenie, więc realizacja jak zwykle na mistrzowskim poziomie.
@bori Ach, końcówka lat 80 - początek 90, kiedy cała Ameryka srała się przed konkurencją z Japonii i to wychodziło w filmach.
A teraz mają zagrożenie 100 razy poważniejsze, czekam na reakcję Hołyłudu. A nie, nie będzie żadnej bo Chińczycy wzruszą brwią i zakażą ich filmów u siebie. ::P
Trzeci film z Danielem Craigiem w roli detektywa Benoita Blanca. Tym razem jego rola została zdecydowanie przesunięta do 2. planu, co podziałało na jego i filmu niekorzyść. Fabuła jednak całkiem interesująca, moim zdaniem ciekawsza od poprzedniej części, ale do jedynki sporo zabrakło. Craig dosyć bezbarwny, ale na szczęście reszta obsady jest o wiele bardziej wyrazista. Zwłaszcza role dwóch księży zostały świetnie zagrane. Nie mniej, pozycja zdecydowanie warta obejrzenia. Dostępny na Netflixie.
Czternastoletniej Walerii w dniu jej urodzin zostają skradzione kolczyki o magicznych właściwościach. Jedyny trop wiedzie ją do młodego chłopca o imieniu Orlik, który przyznaje się do rabunku i wyznaje miłość dziewczynie. Wkrótce okazuje się, że kolczyki mają cudowną moc zapewniającą właścicielowi nieśmiertelność
Dosyć specyficzny - nie każdemu przypadnie do gustu
@Vampiress czeskie filmy zawsze były pojebane. Przypomniało mi się jak za gówniarza leciał jakiś czeski film dla dzieci i główny bohater miał jakąś chorobę siurka. I robili mu operację i normalnie pokazywali jak mu jakieś sondy do siurka pakują
Czemu brak oceny? Bo nie byłaby to obiektywna ocena. Ciężko mi napisać coś o tym filmie tutaj, mimo że pewnie już wiecie iż mam szeroki gust filmowy. Ale czy każdy zrozumie, albo chociaż zaakceptuje moją miłość do powyższego filmu? Wątpliwe. Nawet wśród fanów serii RE ta część jest słaba. Dla mnie ten film to sztos.
To nawet nie guilty pleasure, bo czego mam się wstydzić? Fajnego filmu akcji, z fajnymi pomysłami, cóż że zajebanymi z innych filmów jak Matrix, Obcy 2 czy Terminator? I to czasami dość dosadnie.
A jednak ma ten film coś, co mnie rozbudza i sprawia, że bawię się jak dziecko. Aktorsko jest słabo, ale tragedii nie ma, każdy gra twardziela. Wszystko w tym sensie psuje jedynie drewno aktorskie grające Adę Wong - po czymś takim można docenić nawet sztywniackie granie Keanu w "Draculi" Coppoli. Po prostu katastrofa, no ale już widziałam tyle razy ten obraz, że nauczyłam się przymykać oko.
Największą perłą tego filmu jest to, że dzieje się w centrum symulacji z nieumarłymi w dołach Umbrelli - więc zaraz z Tokio możemy nagle znaleźć się w Moskwie. Symulacja nie jest wirtualna - oddane są normalne budynki i normalni ludzie - to klony z fabryki Czerwonej Królowej - często ci sami, którzy są bohaterami filmu, jak właśnie Alice, która podczas podróżny przez ośrodek symulacyjny "adoptuje" małą dziewczynkę-klona, która myśli, że Alice jej prawdziwą mama (tymczasem Alice-klon-mama umarła zabita przez zombiaki).
Film kończy się zapowiedzią potężnej bitwy o Waszyngton. To jedna z ostatnich ostoi ludzkości, dalej są tylko połacie wszelkiej maści potworów. Wyobraźcie sobie moje rozczarowanie, gdy poszłam do kina obejrzeć kolejną część, która zamiast zacząć się bitwą, zaczyna się... już dawno po bitwie. Ech, no ale może takie sceny batalistyczne mogły przerosnąć budżet i tak upadającej wtedy serii.
Film jest krótki, nie dłuży się, potwory wyskakują co chwilę a Czerwona Królowa powtarza jak mantrę, że wszyscy tu zginą, Wesker jak zwykle udaje agenta Smitha, twardziele są twardzielami, a Alice jest Alice - kolejny raz bronią w ręku kogo, tym razem Weskera, który pomaga jej uciec z uwięzienia. Dużo walk, fajnie się to ogląda, ale chyba dużo daje temu filmowi ten taki wzruszający rodzinny sznyt, jak w Obcym 2, gdzie porzuconym dzieckiem zaopiekuje się ta główna bohaterka.
Sama końcówka, już po wyjściu ośrodka dla mnie traci dynamikę, jednak najlepsze sceny odbywają się w centrum symulacyjnym. No i gdzie indziej zobaczycie ruskich żołnierzy-zombiaków ubranych jak na II wojnę.
Filmu nie polecam, nawet miłośnikom serii. Dla mnie to był jakiś wstrząs, nie wiem, jakby mnie ktoś albo coś zahipnotyzowało.
Gdy oglądałam drugi raz ten film byłam pewna, że zobaczę tym razem wszystkie jego mankamenty. I co? Zobaczyłam. I co z tego? Nic.
Ech, bezwarunkowa miłość.
Teraz więc po prostu oglądam dla zabawy, akceptując ślepe zauroczenie tym filmem.
@bojowonastawionaowca bo dla mnie to jest 10/10 w serduszku mym filmowym, no ale jestem świadoma licznych wad tego filmu więc tutaj darowałam sobie ocenę