Nie ma to jak w weekend stwierdzić, że skoro ma się chwile czasu to trzeba sie zabrać sie za coś co sprawia, że zaczynasz kwestionować sens swojego istnienia.
A bylo to sprzątanie domowej kolekcji książek. Zadanie karkołomne, wymagające planowania, strategii i odpowiedniego podejścia.
Czy ułożyć książki według autorów, rozmiaru, od najmniejszej do największej, kolorami? A może kategoriami?
Było ciężko, ale jestem zadowolony z ostatecznego wyniku.
Dlatego aby mój trud jeszcze sie na coś zdał to przy okazji #chwalesie
Wydawnictwo Literackie przygotowuje samodzielne wydanie opowiadania Jacka Dukaja. "Oko potwora", znajdujące się w zbiorze "Król Bólu", ma zaplanowaną premierę na 20 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmie 176 stron, w cenie detalicznej 59,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
"Behemot V”, ciężki frachtowiec kosmiczny, w drodze z Marsa do Jowisza niespodziewanie schodzi z kursu i tak natrafia na ukrytego w pasie asteroidów Astromancera: Latającego Holendra próżni, legendarne źródło niemożliwych wynalazków i obłędnej sztuki. Zejście z kursu nie było jednak przypadkowe: ktoś zsabotował kalkulator pokładowy.
Zagłębiając się w szalone labirynty Astromancera, członkowie załogi „Behemota” pogrążają się w paranoi – każdy każdego podejrzewa. Umysły ludzi zaraża maszynowy chaos. Co czeka na nich w jego epicentrum?
"Maszyna to grzech człowieka”
Czy postęp ma granicę? Czy też dla każdej cywilizacji technologicznej można pomyśleć cywilizację jeszcze wyżej rozwiniętą?
Czy są takie odkrycia, do których nie da się dojść na drodze logicznego rozumowania, a jedynie – wyszarpnąć je z chaosu?
Mózgi Boltzmanna to inteligentne byty, które powstały nie wskutek ewolucji bądź z czyjegoś projektu, lecz spontanicznie z chaosu. To opowieść o jednym z nich.
Chaos przeciwko rozumowi – po której stronie powinien stanąć człowiek?
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@Hilalum sprawdziłem sobie w necie i najdroższe możliwe wydanie zbioru opowiadań, gdzie to się pierwotnie pojawiło, kosztuje 94zł z przesyłką (żeby jeszcze podbić cenę końcową). I ma 4 razy więcej stron. Nieźle.
Zaczęło się trochę nudnawo, jak generyczne fantasy, ale szybko się rozkręciło i im bliżej końca tym było ciekawiej.
Książka dzieje się w dystopijnym świecie, gdzie ludzie żyją w symulacjach, każdy ma swój osobny świat(stan). Taki trochę matrix, ale każdy w swoim świecie jest głównym bohaterem.
Główny bohater Kai jest bogiem-cesarzem, poznajemy go jak już podbił cały swój świat i jest troche znudzony. Zostaje wysłany na spotkanie z kobietą we wspólnym stanie i tu akcja się rozkręca.
Trochę dystopijnych rozkmin o moralności, sensie ich egzystencji, nie zabrakło też trochę akcji.
Książka opowiada o chłopcu imieniem Mort, który zostaje uczniem Śmierci, który w sumie to nie potrzebuje pomocnika, ale ma kryzys egzystencjonalny i planuje rzucić tę robotę.
Moja pierwsza książka tego autora, bardzo podoba mi się sposób pisania tego autora. Narracja dość lekka, z absurdalnym humorkiem. Trochę mi przypomina stylem Monty Pythona i może troche autospotem przez galaktyke, które sobie odświeże niedługo.
Dość unikalny świat fantasy i zasady jego działania. Ciekawe przygody głównego bohatera, ale końcówka taka sobie. Niepodobał mi się taki nagły przeskok z sytuacji napięcia do szczęśliwego zakończenia.
Na pewno poczytam jeszcze Pratcheta.
Zaczynam też #czytelniczebingo ciekawe jak mi pójdzie.
Wydawnictwo Insignis wznawia trzeci tom serii Dragon Age. "Rozłam" Davida Gaidera w księgarniach od 17 czerwca 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ma 450 stron, w cenie detalicznej 49,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Zniszczenie Kręgu Maginów w Kirkwall pogrążyło w chaosie życie magów i templariuszy w całym Thedas. Część magów dzieli już tylko krok od buntu przeciw swoim strażnikom, podczas gdy inni próbują za wszelką cenę utrzymać porządek i stabilność w obliczu nadciągających zmian.
W majestatycznej Białej Iglicy, w samym sercu potęgi templariuszy w Val Royeaux, napięcie sięga zenitu. Działania garstki radykałów przyciągają uwagę potężnej i tajemniczej odnogi zakonu templariuszy – Poszukiwaczy. Przybywają, by objąć dowodzenie i przywrócić porządek bez względu na cenę. Jakby tego było mało, po korytarzach Białej Iglicy grasuje nieuchwytny zabójca, niewidzialny dla wszystkich… oprócz Rhysa.
Rhys jako jedyny potrafi go dostrzec, więc wszystkie podejrzenia w śledztwie padają właśnie na niego. Ponieważ nie jest w stanie udowodnić swojej niewinności, jego przyszłość maluje się w czarnych barwach. Jednak biegłość w magii staje się dla niego ostatnią szansą. Rhys zostaje włączony do ekspedycji wyruszającej w głąb zachodnich pustkowi Orlais. Tam jego los splata się z piękną templariuszką, pewną udręczoną duszą oraz Wynne, bohaterką Plagi. Wspólnie odkryją sekret znacznie większy, niż mogli przypuszczać. Tajemnicę, która na zawsze odmieni los magów w Thedas.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Często rozmyślał, jak się to wszystko zaczęło. Wyobrażał sobie coś w rodzaju eksplozji, tyle że od tyłu: międzygwiezdne gazy zbierają się z rykiem i formują Wielkiego A’Tuina albo przynajmniej grom. Albo cokolwiek.
Tymczasem zabrzmiał cichy, melodyjny gong i tam, gdzie nie było świata Dysku, świat Dysku był, jakby przez cały czas czekał gdzieś schowany.
Rincewind uświadomił sobie także, że uczucie spadania, z którym tak niedawno nauczył się żyć, było również tym uczuciem, z którym wedle wszelkiego prawdopodobieństwa umrze. Kiedy bowiem w dole pojawił się świat, przyniósł ze sobą specjalną ofertę eonu: grawitację, dostępną w szerokim zakresie natężeń z najbliższego masywnego ciała planetarnego.
Najbardziej moją duszę poruszyło opowiadanie „Petrichor” autorstwa Marty Bonaventura. To opowieść z perspektywy córki obserwującej jak jej mama powoli odchodzi z tego świata. Umysłowo, ponieważ to mózg rodzicielki został zaatakowany przez chorobę. Schorzenie można porównać do Alzheimera, tylko że w tej historii kobieta powoli zapomina słów i coraz częściej „zawiesza się” oraz nie kontaktuje. Przykre opowiadanie, tym bardziej, że porusza temat, którego bardzo się obawiam, czyli starzenia się właśnie. Z własnych obserwacji widzę, że jesień życia wcale nie należy do przyjemnych i potrafi być wypełniona bólem ciała coraz częściej odmawiającego posłuszeństwa.
Spodobało mi się także opowiadanie Michała Brzozowskiego, „Pięć posklejanych pająków”, w którym różne choroby psychiczne i tym podobne wywoływane są przez robaczki o ciekawych nazwach. Na przykład krzykacz bezsensownik czy negat samobójczyk - chyba wiadomo, co powoduje. I kto wie, może tak też jest w istocie, że żyje się normalnie, a nagle coś wchodzi do głowy przez ucho i wszystko się zmienia. To historia utrzymana w mniej poważnym tonie.
Z artykułów polecam zapoznać się z „Popromiennym potomstwem Fallouta” Marcelego Szpaka, który, jak można się spodziewać, opowiedział o grach mniej lub bardziej nawiązujących do popularnej serii postapokaliptycznych gier.
„Nową Fantastykę” czytam od deski do deski głównie dlatego, że dzięki autorom i autorkom często poznaję ciekawe utwory, za które normalnie bym się nie zabrał. Tak było z „Orphan Black”, o której kontynuacji szerzej napisała Aleksandra Klęczar. Niewątpliwie obejrzę ten serial jak skończę obecnie oglądane.
Pochwalę się, że pierwszy raz mogłem zrecenzować coś przedpremierowo. : D
Maciej Para powraca z kontynuacją bardzo dobrego zbioru opowiadań o krasnoludach pod tytułem „Cena honoru”. „Ścieżki zwątpienia” to jednak powieść, z którą niestety autor nie do końca sobie poradził.
Moim głównym zarzutem jest brak opanowania tempa historii, które w mojej opinii jest zbyt szybkie. Zbyt dużo się tutaj dzieje, przez co brakuje przestrzeni, żeby odpowiednie wątki mogły odpowiednio wybrzmieć. Na przykład pobyt Hargrima w szpitalu, po odniesieniu bardzo poważnych ran, wydaje się bardzo krótki. Główny bohater nie ma nawet czasu, żeby odpocząć, bo ledwo skończy się jedno wydarzenie, po chwili bierze udział w kolejnym. I wydaje się nawet nie być zmęczony całym panującym chaosem. Maciej zdecydowanie lepiej poradził sobie z opowiadaniami i szkoda, że w przypadku kontynuacji nie zdecydował się na kolejny zbiór opowiadań. Myślę, że lepiej by wyszło, gdyby poszczególne wydarzenia zostały rozłożone trochę w czasie, a nie następowały jedno po drugim. Jakby to była historia życia Hargrima - jedna kampania w drugim stuleciu życia, druga kilkadziesiąt lat później et cetera. Albo jakby rozdzielić je na powiedzmy trzy różne postacie.
A skoro już wspomniałem o postaciach: nie da się odmówić autorowi umiejętności wykreowania bohaterów, którzy łatwo zdobywają sympatię. Mimo że z czasem uporczywe trzymanie się honoru przez Hargrima zaczęło mnie męczyć, to rozumiałem jego przywiązanie do tradycji i wyznawanych wartości. Dobrze kontrastuje to z młodszym i lepiej urodzonym generałem, który prezentuje bardziej elastyczne podejście. Z satysfakcją obserwowałem zderzenie tych dwóch różnych charakterów i próby zdyskredytowania krasnoluda wyższego stopniem.
Trudno powiedzieć, który z nich ma rację. Cóż znaczy zwycięstwo dzięki podstępowi, jeśli w ten sposób zhańbimy cały klan? A może jednak warto zignorować wartości niemające większego znaczenia w „nowoczesnych czasach”, żeby oszczędzić życie wielu krasnoludów?
Na pewno pojawiła się krytyka chrześcijaństwa, jako religii bardzo wpędzającej swoich wyznawców w poczucie winy. W powieści przybrało makabryczniejszą postać. Czy było to potrzebne, żeby uwidocznić jego wady? Nie wiem.
Ciekawym spostrzeżeniem, choć oczywistym, jest to, że znajomość historii autora pomaga w odkryciu autobiograficznych wątków, chociaż nie będę zdradzał, o jakie chodzi. ; )
Żeby jednak nie było zbyt słodko, to ponarzekam jeszcze na nadmierną ekspozycję, która przeszkadzała mi w lekturze. Odniosłem wrażenie, że każde wspomnienia jakiejś postaci, miasta czy wydarzenia wiązało się z wyjaśnieniem, kto to był albo co miało miejsce. Rozumiem ideę, jednakże uważam, że było tego po prostu zbyt dużo. Czytelnikom lubiącym poznawać nowe uniwersa pewnie się go spodoba, mnie odrzucało.
Pomimo tego nie zniechęciłem się i codziennie sięgałem po powieść, dopóki jej nie skończyłem. Czytało się dobrze, jednakże uważam, że byłoby znacznie lepiej, gdyby z autorem dłużej popracował redaktor. Może nawet znacząco przerobił historię. Pozostaje mi jedynie gdybać, czy wyszłoby to na dobre opowieści, a Was zachęcić do samodzielnego zapoznania się z powieścią.
“Moc pozbawiona mądrości zniszczy swego pana.” inskrypcja w Pałacu Mądrości w Tizce, stolicy Prospero
XII część cyklu Herezja Horusa
Jest trzydzieste pierwsze tysiąclecie, trwa Wielka Krucjata mająca na celu zjednoczenie ludzkości rozproszonej po całej galaktyce. Świat za światem jest przyłączany do Imperium Człowieka lub unicestwiany. Na nowo przyłączonej planecie Aghoru prymarcha legionu Tysiąca Synów - Magnus Czerwony odkrywa tajemniczą, emanującą mocą górę.
Za każdym razem, gdy zabieram się za książkę napisaną przez Grahama McNeilla, mam wrażenie, jakby mi mówił: „siadaj gówniarzu, opowiem ci historię”. Mimo pewnych wad jest coś niezwykle gawędziarskiego w sposobie, w jaki opowiada.
Autor powielił sprawdzony schemat konstrukcyjny z „Fulgrima” i oparł „Tysiąca Synów” na trzech częściach: zaczął od powolnego zawiązania akcji i przedstawienia legionu z perspektywy cywilnych upamiętniaczy oraz kapitanów, przeszedł do niezbyt dynamicznych, aczkolwiek istotnych dla dalszego rozwoju wydarzeń w drugiej części, by zakończyć tragicznym zwrotem akcji i zadymą.
W kwestii poznania uniwersum na pewno znalazło się wiele ciekawych informacji. Z uwagi na specyfikę XV Legionu wiele treści miało dość abstrakcyjny charakter, w szczególności te dotyczące różnych kultów, magicznych mocy Osnowy i duchowych podróży. Część z nich jak na mój gust znalazła się jednak ryzykownie blisko nawiedzonych farmazonów spod znaku New Age. Co szczególnie istotne w końcu doczekałem się szczegółowego przedstawienia konklawe w Nikaei - przełomowego wydarzenia w dziejach Imperium, do którego niejednokrotnie nawiązywano w innych powieściach, zawierającego przy okazji całkiem zgrabną przypowieść o jaskiniowcach w wystąpieniu Magnusa.
Nie do końca zaś udały się postaci. Magnus przez cały czas był arogancki i święcie przekonany o swojej zajebistości, zaś Ahriman okazał się żenująco naiwny i pozbawiony charyzmy jak na naczelnego kronikarza rzekomo najmądrzejszego legionu.
Jako ciekawostkę dodam, że ten tom opatrzony został również kilkoma ilustracjami.
Podsumowując: „Tysiąc Synów” to samodzielna opowieść, dziejąca się na uboczu głównego nurtu Herezji, jeszcze przed Isstvanem, która fabularnie mnie nie porwała, ale zaspokoiła moją ciekawość odnośnie kilku wątków.
@WujekAlien Fabryki nie newsuję, z IX nazbierało się więcej książek. Zanim nadrobię inne newsy, to pewnie pójdzie zbiorczy dla nowej promocji na czerwiec. Resztę na dniach