@WujekAlien
@Rozpierpapierduchacz robiłem to kilka razy dla rodziców i teściów, żadne inne doświadczenie nie zostawia u mniej takiej traumy i wkurwu, jak próba pomocy boomerom w zakresie technologii.
wyjdź z mojej głowy bandyto! W pewnym momencie doszliśmy do tego, że stacjonarka już była w domu bezsensowna i nieopłacalna, ja już wtedy miałem swoją komórkę, więc tata kupił jedną komórkę sobie i drugą mamie. Kupił, przeczytał instrukcję i zaczął używać, o to na pełnej. Czego nie wiedział, to się dopytał, poklikał i już wiedział. Potem zmieniał telefony, ostatni był smartfon, chwilę mu zajęło "mentalne" przerzucenie się na dotykowy ekran, ale to była raczej kwestia "robienia czegoś po nowemu" bo założenia i to że to taka sama klawiatura tylko dotykowa kumał i to mu nie przeszkadzało.
No a mama... źle się czuję z wyrzucaniem jej tego, ale no muszę to powiedzieć- to od samego początku dosłownie się prosiło o komentarz "o boże o kurwa" i to taki hardcorowy, a nie "jęczenie na hasło do gmaila". Podchodziła do telefonu jak do szatana, a to były jeszcze czasy telefonów z przyciskami i to takie czasy koło Siemensa C75. I już wtedy jej ogar w telefonie był zerowy, tylko i wyłącznie przez jej podejście polegające na "ja nie wiem, ja się nie znam, weź to ode mnie, ja to zepsuję, ja gdzieś kliknę i potem nie będę wiedziała co zrobić, ja ci uszkodzę telefon, nie potrafię, weź to ode mnie, jak się nie znam, ja stara jestem". Nie cisnę cię, minęło od tamtego czasu circa 20 lat, "argument" starości i niemotności jest niezmienny. I od tego czasu jest jedno i to samo. Przejście na smartfony wyglądała jak jakaś scenka gówniarza Chajzera w dzień dobry tvn gdzie udawał atak paniki. Przejście na kolejny nowy telefon to za każdym razem litania załamywania rąk, jęczenia, narzekania, że nowe, że inne, że na pewno złe, że inaczej się trzyma, że inaczej się klika, że inaczej menu wygląda, że inaczej przyciski wyglądają.
I bardzo długo cierpliwie siadałem, pokazywałem, tłumaczyłem, objaśniałem, nawet przez pewien czas jakieś krótkie notatki jej robiłem w tym jej notesiku, w razie jakby jakimś cudem tak się w panice zamotała, że nie wiedziała jak nacisnąć "ten 1 guzik", a była gdzieś, gdzie nie mógłbym jej wtedy zaraz podejść i pomóc. 5 razy, 10, 20. Wszystko było fajnie jak przy niej siedziałem. Jak tylko poszedłem robić swoje rzeczy- formatowanie mózgu, telefon to narzędzie szatana, ona nie wie, ona nie rozumie, ona nie umie, ona stara jest, ona się tych głupot nie będzie uczyć. Cytując klasyka- i cały misterny plan też w pizdu.