Co Wy na to? 24.02.2026


Badania psychologiczne konsekwentnie pokazują, że ludzie znacznie częściej skupiają się na swoich porażkach niż sukcesach – zjawisko to psycholodzy nazywają negatywnym błędem poznawczym. Według badań przeprowadzonych przez Kristin Neff, pionierkę badań nad samowspółczuciem, aż 78% ludzi stosuje wobec siebie znacznie surowsze standardy oceny niż wobec innych osób w podobnej sytuacji. Dodatkowo kultura pracy i środowiska społeczne nierzadko wzmacniają ten wzorzec – chwalenie własnych osiągnięć bywa postrzegane jako przechwalanie się, co sprawia, że uczymy się je bagatelizować lub przemilczać. Syndrom oszusta, opisany po raz pierwszy w 1978 roku przez psycholożki Pauline Clance i Suzanne Imes, dotyka szacunkowo 70% ludzi przynajmniej raz w życiu, prowadząc do przekonania, że nasze sukcesy są przypadkowe lub niezasłużone.


Pytanie na dziś: Czy potrafię doceniać swoje osiągnięcia?


Zapraszam do oddawania głosów w ankiecie oraz kulturalnej dyskusji w komentarzach. Zastrzegam, że treści niezgodne z polskim prawem i obraźliwe wobec innych użytkowników będę usuwał niezależnie od poglądów.

#cowynato #ankieta #psychologia

#owcacontent

Czy potrafię doceniać swoje osiągnięcia?

349 Głosów

Komentarze (34)

Co prawda jestem w życiu pesymistą, ale doceniam Siebie, Swoją wiedzę, a przed wszystkim, znam Swoją wartość i nie daje się wykorzystywać, tak jak to było za młodości. Ale wymagało to sporo lat pracy nad Sobą.

@zomers no to ja zupełnie odwrotnie. Jestem aż przesadnym optymistą i zaczyna mnie to już czasem wkurzać. Dodatkowo wspomniany syndrom oszusta, to coś, co mi towarzyszy od zawsze, ale jeden z moich przyjaciół pomaga mi się z tym uporać. Pochodzę z biednej rodziny, a osiągnąłem całkiem sporo. Zawsze byłem ogarnięty i wszystko w co się angażowałem, zawsze przynosiło sukcesy, ale przychodziły mi tak łatwo, że jakoś nie potrafiłem ich samemu uznać za coś wielkiego. Na studiach po pierwszym roku, dobrałem sobie drugi fakultet, bo bylo za łatwo, praca na etacie, współpraca w wieloma innymi firmami w stym samym czasie własna firma, ratownictwo medyczne w obronie cywilnej zanim Macierewicz jej nie zaorał, potem budowanie własnej marki w wąskiej branży, a dla mnie to ciągle nic wielkiego. Ludzie dookoła ciągle mi mówią, że robię magię a dla mnie to banały i mega proste rzeczy. Stąd ten syndrom oszusta, wydaje mi się chyba, że skoro dla mnie coś jest osiągnięte niewielkim wysiłkiem, bo mam wieloletnie doświadczenie i praktykę, to tak samo proste musi to być dla innych a skoro tak, to kazdy mógłby tak łatwo robić to co ja, to nie ma czym się chwalić. Przecież to są proste rzeczy. Boję się tylko rzeczy, na które nie mam wpływu.

@Modrak a próbowałeś kogoś uczyć, tego co umiesz? Ja się zawsze wtedy przekonuję o Swojej wartości i intelekcie, że nie miałem super genetyczne szczęście, że ogarniam życiowo, mimo iż tez wywodzę się z biednej rodziny, a prawie do 30 roku życia byłem Swojego rodzaju popychadłem.

@zomers no ja z wyksztalcenia po jednym z tych fakultetów jestem właśnie nauczycielem historii 😉 i jakoś tak mi się przez życie to układa, że w szkole to tylko praktyki, ale przez kilka lat prowadziłem szkolenia z pierwszej pomocy przedmedycznej, w mojej branży też kilkoro młodszych mam nadzieję sporo nauczyłem. Czasem ludzie którzy ze mną pracowali i są już w innych miejscach, wspominają moje nauki, bo u mnie przy okazji jest sporo beki i mówią, że to też pomaga 😁

@bojowonastawionaowca Nie potrafię i nigdy nie potrafiłem. Teraz sobie po prostu obniżyłem poprzeczkę, mniej od siebie wymagam i pozwalam sobie na niedoskonałości, które zaakceptowałem. Jednak wymagało to ode mnie sporo pracy.

Z tym jest trochę tak jak z badaniami nt. odbioru swojej fizyczności. Gdzieś czytałem, że większość ludzi uważa się za brzydszych i mniej atrakcyjnych niż odbierają ich inni. Całe to zjawisko, zarówno niedocenianie swoich osiągnięć, jak i odbieranie siebie jako gorszego, brzydszego, mniej uzdolnionego niż reszta, to po części moim zdaniem efekt polskiej mentalności. U nas dzieci a zresztą dorosłych też mało się chwali za osiągnięcia natomiast doskonale gani się za błędy. Sam pamiętam sytuacje kiedy moja mama potrafiła na moją informację o sukcesie w szkole odpowiedzieć "no, to ładnie, super" a jakieś potknięcie czy gorsza ocena gwarantowały godzinną rozmowę. I to przenosimy na wszystko - na związki, relacje z przyjaciółmi, z własnymi dziećmi, ze współpracownikami. Na czymś takim trudno jest zbudować poczucie własnej wartości, sprawczości i zadowolenia z siebie.

@bojowonastawionaowca zdecydowanie potrafię. I potrafię się chwalić.

Mam wysoką samoocenę, co jest mocno skorelowane z tym, że właściwie w nosie mam opinie innych. Moja samoocena wypływa ze mnie i moich zasad, a nie tego co sobie ktoś pomyśli.

Potrafię, ale zadowolenie trwa krótko, szybko przechodzi do codzienności Za to porażki potrafię rozpamiętywać z przekroju całego życia 😆

@Shivaa To samo u mnie. Radość z sukcesów trwa kilka chwil. Nie doceniam swoich osiągnięć i sobie umniejszam, to na pewno. Jednocześnie wiecznie jestem nastawiony na nowe osiągnięcia, ale czy to można nazwać motywacją? Czy raczej wieczną presją?

Patrzę na siebie i próbuję oceniać w kategoriach obiektywności swoje dokonania i nie jest źle a może nawet jest i dobrze ale, gdy myślę o tym co sam czuję wobec tych osiągnięć, no to jakoś zachwytu nie ma. Obcej osobie powiedziałbym, że super ale sam siebie mam problem aby docenić.

@bojowonastawionaowca Niby umiem, ale jakoś nie czuję potrzeby egzaltacji i wspominek. Sukcesy są raczej tylko spełnieniem jakichś moich oczekiwań. Nie mam też takich, których osiągnięcie wymagałoby jakiejś nadludzkiej siły i katorżniczej dyscypliny. Ot, były konsekwencją systematycznego działania i tego, że akurat ich udało mi się nie spierdolić po drodze. Więc trudno mi się jakoś wielce nimi podniecać, bo znam drogę do nich prowadzącą i wystarczyło działać. Za to na pewno porażki drażnią. Wszystkie w których zawiniłem sam i miałem normalny wpływ. Stąd myślę o nich, aby więcej tego nie robić, ale na pewno nie rozdrapuję i nie łamię.


Zatem jestem gdzieś tam pośrodku. Nie rozpamiętuję zbytnio ani tego, ani tamtego. Było minęło, wnioski można wyciągać i trzeba iść sobie dalej. Bo nie chcę zostać tym starym chłopem, który zrobił w życiu 3 ciekawe rzeczy i ostatnie 20 lat życia będzie nimi torpedował wszystkich naokoło powtarzając je tysięczny raz.

@bojowonastawionaowca uważam, że potrafię doceniać swoje osiągnięcia. Nie porównuje się z innymi a jedynie ze sobą i zawsze cieszy mnie progres (czy to mały czy duży) 😃 a jeśli mam styczność z kimś lepszym w danej dziedzienie ode mnie, działa to na mnie motywująco na zasadzie „też tak chcę, będę dążyć do tego”. Po czasie jak osiągam ten pułap, lubię wrócić myślami do tego miejsca w którym byłam kiedyś. Niesamowicie to buduje i napędza do dalszego działania. :)

@bojowonastawionaowca nie, nie potrafię.

Specyficzna sytuacja rodzinna oraz moje raczej bardzo luźne podejście do szkoły i wymuszonej nauki sprawiły, że finalnie wszystko co obecnie mam i obecnie potrafię osiągnąłem własną drogą, własną nauką i własną pracą. Ale daleko mi do samozachwytu. Niech od oceny będą inni. Ja jestem daleko za tymi, którzy mieli wsparcie na każdym kroku.¯\_( ͠° ͟ʖ ͠°)_/¯

@mles gratuluję samozaparcia, podziwiam :) Spójrz czasami na siebie przychylnym okiem i doceń jak dobrze sobie radzisz, mimo trudnego początku. Jak daleko zaszedłeś.

Uczę się tego, chodzę do psychologa i rozkładam swoje przekonania na czynniki pierwsze. Zrobiłem duży postęp i co raz częściej doceniam swoje osiągnięcia. I jest wręcz przeciwnie niż podejrzewałem - bo myślałem że samochwalenie mnie rozleniwi i osiądę na laurach, a mam więcej motywacji do działania.

@bojowonastawionaowca osiągnięcia z reguły są okupione zapietdalaniem i to dlugim. Jak już się temat kończy to bardziej czuję ulgę, że już koniec, a potem wsiadam do kołowrotka znowu

Mam to szczęście, że nie muszę się chwalić, bo ludzie mnie chwalą. Moim zdaniem wszystko zależy od tego, w jaki sposób opowiadamy i o czym dokładnie. Gdy mowię, że włożyłem w coś dużo pracy, długo nad tym myślałem i fajnie działa, to widzę, że inni cieszą się moim szczęściem. Za to "se nowe BMW kupiłem za gotówkę, heheh" jest na drugim końcu spektrum, bo ten styl mówienia o sobie wszystkich wkurwia. Nie ma co udawać, sam nie jestem wolny od zazdrości i zawiści, zwłaszcza, że żyjemy w świecie, w którym pojęcia takie, jak "sprawiedliwość" są często równie realne, co spiderman.

O lol, mi trochę zajęło dojście do punktu, gdzie potrafię się pochwalić, że coś mi się udało. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten "negatywny bias" wcale nie przeszkadza w posiadaniu też "pozytywnego", i byciu czasami strasznym bucem, do czego się trudniej przyznać :P

Zawsze można zrobić coś lepiej i zawsze można coś zrobić gorzej. Wszystko jest względne.


Jeśli nikt nie umarł czy nie stały się jakieś większe szkody to znaczy, że to nie był prawdziwy błąd/porażka.


Generalnie warto przybrać właściwą perspektywę: w skali tylko naszej galaktyki żyjemy na planecie będącej właściwie pyłkiem, a czas naszego życia można porównać do mrugnięcia. Po uświadomieniu sobie tego większość problemów traci istotność.

@bojowonastawionaowca to jest bardzo dobry i ciekawy kierunek z serią "Co Wy na to?". Proszę o więcej w kierunku: psychologii, autorefleksji, zmianach w postrzeganiu, emocjach, celach, identyfikacji, motywacjach, wpływie wychowania, psychoterapii, relaksie itd.

ja zyje w stanie uniwersalnego i permanentnego nondżadżmentalizmu - wszystkie oceny sa subiektywne, wiec tak na prawde nie maja znaczenia - licza sie wyniki

Zaloguj się aby komentować