#anonimowehejtowyznania


Ehhh... napiszę to Wam bo z nikim irl nie mogę porozmawiać.


Od prawie roku staramy się z żoną o dziecko. Udało się raz w zeszłe lato ale poroniła we wrześniu. Mimo, że już w 6 tygodniu to długo po tym dochodziła do siebie. W styczniu udało się nam po raz kolejny. Pierwszy trymestr za nami, żona super ucieszona, ja bardziej chyba przerażony wyzwaniem jakie nas czeka ale też podekscytowany. Dzisiaj byliśmy na pierwszym usg i okazało się, że od miesiąca jest martwe.

W życiu nie widzialem jej tak zdruzgotanej. Mi też jest ku⁎⁎⁎⁎ko smutno.

Jesteśmy pod 40', czas nam się kończy. Żona jest po ciężkiej chorobie (stąd tak późno się zabieramy) a ciąża to dla niej spore ryzyko.

Nie wiem czy mamy jeszcze siłę probować.

NOŻ K⁎⁎WA MAĆ!!!



Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo


#anonimowehejtowyznania #hejtoanonim

ID: #HA_3b69a582c2e75c2f

Wpis dodany za pomocą hejtoanonim.pl . Zaakceptowany przez @fonfi

Komentarze (54)

@hejtoanonim o k⁎⁎wa, ziom...

Nie jestem w żaden sposób w pozycji do mądrzenia się, ale uważam że teraz powinniście się z żoną skupic na sobie. Dużo przeżyliście, odbudujcie się po takich ciosach. Zróbcie wakacje, zróbcie reset, zajmijcie się sobą.

Może się okazać, że nie pisane są wam niestety dzieci, a może jak się zregenerujecie to się same pojawią... znałem takie przypadki.

Co by nie gadać, macie siebie i póki co o to zadbajcie. Potrzebujecie się teraz bardziej niż kiedykolwiek wczesniej

Współczuję. U nas chociaż wszystko wskazywało, że będą problemy wszystko poszło dość gładko. Może to słabe pocieszenie ale kolega z żoną miał podobny problem jak Wy. Nie było problemu z zajściem ale był wielki problem z donoszeniem ciąży. Kryzys przychodził zawsze w 1 - 3 miesiącu i z reguły kończyło się to poronieniem. Starali się o dziecko przez prawie 10 lat. Za którymś razem udało im się przetrwać ten okres i urodził się im syn (mieli wtedy po ok 40 lat). Kolejne ciąże już bez problemu - drugi syn i później jeszcze córka. Tak więc nie traćcie nadziei, szukajcie porządnego lekarza, dbajcie o siebie i próbujcie dalej.

@hejtoanonim po pierwsze nie słuchajcie teraz rad w stylu "trzeba próbować, to się zdarza". Zanim zaczniecie znowu próbować, zbadajcie jej hormony, zwłaszcza progesteron, może potem konsultacja z endokrynologiem. Generalnie kompleksowe badanie hormonów must have. Nie pytaj skąd ta wiedza...

@Banan11 Także badanie m. in. pod kątem nadkrzepliwości krwi, jeśli jest to schorzenie w zasadzie niemożliwe staje się donoszenie ciąży, dziecko potrafi się udusić w łonie matki na kilka dni przed terminem porodu. Ale jest to też przyczyną poronień w pierwszych tygodniach. Metoda żeby osiągnąć sukces bardzo prosta: kleksan przez całą ciążę. Ale trzeba to zbadać i wyłapać.

Pierwsze poronienie teraz juz uprawnia do pelnej diagnostyki genetycznej was i plodu co poszlo/jest nie tak, rozowa sie tym zajmuje i niestety jest masa podobnych przypadkow a i podobne jak nie gorsze mam w rodzinie. Jak Plemnik pisal ważny jest odpoczynek i troche redukcja stresu bo od tego tez moze ciaza poleciec, info co poszlo nie tak tez moze pomoc w uspokojeniu emocji a nie dzialacie pozniej na slepo, wiem ze latwo to pisac ale trzymajcie sie i glowa do gory

Przykro mi że was to spotyka. Blisko mojego otoczenia tego typu sytuacje również miały miejsce, i mam kapkę doświadczenia z tego jakie okropne uczucia są z tym związane. A do tego nie brakuje osób z zewnątrz które Ci wytkną że **jeszcze **nie masz potomstwa. Nie wiedząc z czym się mierzycie. Trzymam kciuki za was, dużo siły wam życzę.

@hejtoanonim odpocznijcie. Miesiąc, dwa, ile będzie trzeba. Jeżeli macie ciśnienie że "musi być moja krew" itd to czeka was wiele długich i drogich badań, które niestety kończą się diagnozą "c⁎⁎j wie". Natomiast jeżeli ciśnienia takiego nie macie, sugeruję poważnie zastanowić się nad adopcją. Jest wiele dzieci, które potrzebują domu. To może być win-win.


Ale najważniejsze, odpocznijcie.

Trzymajcie się tam! Nic mądrego powiedzieć nie można poza tym, że super że macie siebie. Wspierajcie się i będzie dobrze nawet jeśli miało by się nie udać.

Nadzieja też taka, że może bez oczekiwań będzie łatwiej o niespodziankę.



Komentarz dodany za pomocą hejtoanonim.pl .

Wyrazy współczucia. Też przez to przechodziliśmy. Po piątym poronieniu powiedziałem "koniec", nie miałem już sił na taki ciężar emocjonalny. Zdecydowaliśmy się na adopcję. Też jest ciężko, jak przy wlasnym 😉

Brzmi jakby jednak za późno było, ale nie poddawać sie znajomi mieli podobnie chyba po 3 poronieniu urodzili zdrowe dziecko

Mój syn umarł w inkubatorze kilka godzin po porodzie. Końcówka 2 trymestru. W zeszłym roku, też się jeszcze do końca nie pozbierałem.

Powiedzieliśmy sobie że spróbujemy jeszcze ostatni raz IVF, ale równolegle zaczęliśmy zbierać papiery do kwalifikacji do adopcji.


Nie jesteś sam w tym.


Może głupio to zabrzmi pisząc z anonimowych, ale uważam że na takie tematy należy rozmawiać głośno. To są tragedie, przez które przechodzi mnóstwo ludzi. Kliniki leczenia niepłodności, w których byłem mają pełne obłożenie, nie tylko w Polsce. Nie ma w tym nic czego należałoby się wstydzić.



Komentarz dodany za pomocą hejtoanonim.pl .

Ogromne wyrazy współczucia, my staraliśmy się prawie 3 lata.


Na pocieszenie powiem Ci że mimo iż mam synka który rozwija się idealnie wręcz książkowo, nie choruje etc

Ale

Może mnie tu wszyscy zjadą lecz napiszę jak jest...


Nie radzimy sobie z moją psychicznie, mieliśmy inne życie teraz jest 180st inaczej - nie twierdzę że gorzej bo nic nam nie brakuje ale jest inaczej - nie tak jak chciałem - nieprzewidywalnie i to dla mnie najgorsze.

Dzień za dniem taki sam choć im starszy to jest lepiej ale szczerze gdybym wiedział chociaż w połowie czego mogę się spodziewać to szczerze nie zdecydowałbym się tak późno na dziecko.


Po prostu robiłem co chciałem, a teraz mam kulę u nogi - mi osobiście ciężko przychodzi ta zmiana ja wiem że inni cieszą się macierzyństwem etc można siedzieć w domu i nic nie robić ale mnie to zabija.

Był taki moment że musiałem się wesprzeć specjalistą bo mógłbym sobie sam z tym nie poradził.


Nadal mimo wszystko jest mi trudno lecz lepiej niż na początku ale od tego co bym chociaż chciał jako minimum to ze 100 kilometrów.

Dodam że jestem typem że dla mnie szklanka do połowy pełna - lecz mimo całego optymizmu nawet znajomym mówię jak jest bo tak lekko licząc dla mnie z 10 lat za późno (optimum wieku na dziecko 24-26 lat).

To rzecz jasna moje zdanie i wcale nie musisz się tym sugerować ale uświadomiłem sobie że posiadanie dziecka to nie jest żadne must be egzystencjonalne, tym bardziej że ja nawet szczerze mówiąc nie lubię dzieci - nigdy nie lubiłem - wiadomo swoje to inaczej ale ogólnie nie mam jakiejś mega sympatii do dzieci czy młodych zwierząt, po prostu cenię sobie jakiś logiczny kontakt czy to z dzieckiem czy ze zwierzęciem- ta taka dziecinna głupotka dla jednych coś mega i słodkie a ja tego zwyczajnie nie czuję i męczę się z tej niemocy.

@Odwrocuawiacz turbo szacunek za podzielenie się, i mówię to jako człowiek dla którego dziecko jest spełnieniem egzystencji. Takie głosy są ważne, bo posiadanie dzieci jest nadal traktowane albo jako obowiązek życiowy, albo jakieś magiczne doświadczenie. A brutalna prawda jest taka, że to codzienne zapierdzielanie, myślenie co robić lepiej, wznoszenie się na wyżyny swojej wytrzymałości psychicznej i cierpliwości. Sport nie dla każdego.


Ale powiem ci, że takie przemyślenia jak twoje, słyszałem dotąd od rodziców którzy robili świetną robotę z dzieciakami

@Odwrocuawiacz na pocieszenie mogę ci tylko powiedzieć, że logiki będzie coraz więcej

Domyślam się, że potrzeba dużo odwagi żeby przyznać się przed samym sobą do tego, że się nie czuje rodzicielstwa.


Chylę czoła!


Do tej pory każdy rodzic z którym rozmawiałem, nawet taki po którym widać, że dla niego to mordęga twardo obstawał - "jest cudownie".

Wydaje mi się, że jest to spowodowane tym, że właśnie ludzie boją się sami przed sobą przyznać jak bardzo im rodzicielstwo nie pasuje.

Dlaczego?

Nie mam pojęcia.

Myślą, że nagle dziecko będą jakoś mniej kochać czy co?

@Maciek wiesz ja trochę inna liga mam znajomych co przez dzieci mieli próby samobójcze i do dziś walą po 7-15 relacji dziennie na fb ze swojego życia.


Ja mam wpisy raz na kilka miesięcy, relacje tylko ewentualnie z hobby i od święta jakieś z dzieckiem (może ze 2 razy w roku), nie mam potrzeby spamowania ludziom jaki to ja szczęśliwy jestem bo moje dziecko zrobiło to czy tamto, moja różowa widzę podobnie.

Oboje przechodzimy to podobnie, tym bardziej że mamy "hajnida" i to ponadprzeciętnie aktywnego pobudka 6:30 - do spania 21-22 (np dziś jest za chwilę 22 a on jeszcze lata po chacie).


Jak zostaje w domu to pomija drzemki wśród dnia - możesz tylko sobie wyobrazić jak wygląda dom po 15 godzinach wchodzenia małego dziecka w każdy kąt...

Co go uspokaja - jazda autem. Wypaliłem już cysternę wahy moimi V8 ale to działa - żyjemy. Wtedy moja może do pracy czy coś zrobić a ja względnie odpoczywam bo lubię jeździć - jest spokój i chata nie demolowana - to mój double win.


Mógłbym książkę napisać.

Najlepsze że szliśmy do kogoś lub ktoś przychodził i syn zamieniał się w aniołka - każdy mówił "co wy chcecie od tego dziecka jak on taki grzeczny".


Apogeum nastało jak raz i siostra i moja mama były u nas a dziecko zajechało nas 4. Wtedy uwierzyli.

Pracujemy nad tym i jest lepiej ale w naszym przypadku by to zobrazować to bym porównał że codziennie masz jakiś tam pułap wytrzymałości w dostawaniu wpierdolu np 4 lewe proste 5 sierpowych 3 kopy w jaja, 5 butów na glebie no i dochodzi ten progres objawiający się np że czerpiesz radosć, że dostałeś tylko 2 kopy w jaja a nie 3 - i taki dzień nazywasz sukcesem... może trochę przejaskrawiam ale mniej więcej taki to poziom.


Na prawie 2 lata mnie od seksu odrzuciło bo się bałem kolejnego dziecka...

@Odwrocuawiacz z tego co piszesz masz zapewne dziecko w wieku 1-3 i jesteś dojechany psychicznie. Nie martw się. Jak bedzie 5 latek, to juz będziesz mial luuz i dobry kontakt

@hejtoanonim aleś zabłysnął. Nie wiedziałem, że takie śmieci zaległy się w tak kameralnym gronie.


@bojowonastawionaowca może anonimowo powinien móc odpowiadać tylko autor wątku a ewentualnie inni, ale po weryfikacji treści?

@hejtoanonim no mi dzieci dają szczęście.

Nawet kilkoro na świat sprowadziłem.


Twój komentarz ani smaczny, ani wnoszący cokolwiek.

Co do słabej genetyki to akurat u ciebie widzimy, ale co OP ma do tego? Nie wiem.

@Furto zerknąlem na stronę anonimowych i zdaje się, że każdy komentarz/ wpis musi być zatwierdzony uprzednio przez moderatora. Ten wpis (nie wiem jak komentarz wyżej) zatwierdził @fonfi. Zakładam więc, że takie treści im pasują?


@hejtoanonim skurwysyństwo najwyższych lotów, aż czuć żółć i gorycz życiowych porażek, naprawdę winszuję ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@Stashqo zatwierdzenia wymagają tylko wpisy, komentarze już nie. Ustaliliśmy, że w razie potrzeby (naruszenia zasad, zgłoszeń użytkowników, etc) komentarze będzie normalnie moderował @bojowonastawionaowca. Jeśli ktoś czuje się jakimś tekstem urażony, to trzeba pilnie koledze zgłaszać.


A co do powyższego komentarza to faktycznie komuś peron odjechał...

Co do adopcji to bym uważał. Niestety, ale bardzo często oszukują z historią i stanem zdrowotnym dziecka. Chore dzieci pisząc brzydko poprostu wypychają. Zdrowych i bezproblemowych nie wypuszczają bo mają na nie niemałą kasę. U nas zatrybiło dopiero jak daliśmy na pełny luz. Proponuje odpoczynek, komplet badań i na spokojnie. Powodzenia!

Marne to pocieszenie ale rozumiem co czujesz, aż za dobrze. Badanie prenatalnez serce nie bije l, szpital, wywołanie porodu, czas covidu i sprawy Izabeli do zmarła w szpitalu.

Też byliśmy już po 30 przed 40. Pocieszać żonę, zawieść ja do lekarza i potem na parkingu krzyk i płacz 2 nocne niebo.

Do tej pory mam w głowie jak pakowałem dla kuriera próbki do badań genetycznych żeby określić płeć, żeby był akt urodzenia martwego dziecka i żeby żona mogła skorzystać z skróconego macierzyńskiego (pół roku) zamiast tydzień L4 i do pracy. Wizyta w urzędzie żeby nadać imię martwemu dziecku... Telefony rodziny z gratulacjami bo już poszła informacja o ciąży...

Skorzystaliśmy z pomocy psychologa, 1 wizyta ale dużo dała. Ktoś z zewnątrz, na chłodno, specjalista. Robiliście wszystko co się dało, nie mieliście wpływu...

Ale potem dobry inny ginekolog, skierowanie na badania genetyczne, prywatne drogie, ale odnalazł się wadliwy gen u żony odpowiadający za krzepnięcie krwi. Lękiz kolejna ciąża trudna, na zastrzykach. I syn, potem kolejna już trochę lżejsza i kolejny syn.



Komentarz dodany za pomocą hejtoanonim.pl .

@hejtoanonim Może tak było lepiej. Natura sama często kończy ciążę poronieniem, jeżeli coś jest nie tak. Może zarodki miały jakieś wady genetyczne. Z dwojga złego lepiej tak, niż później, być zmuszonym podejmować dramatyczną decyzję o aborcji, przechodzić przez to wszystko co dzieje się dookoła takiej sytuacji w Polsce.

Samoistne poronienie dotyczy około 10–20% rozpoznanych ciąż. W rzeczywistości, uwzględniając ciąże biochemiczne (bardzo wczesne, przed terminem miesiączki), odsetek ten może być wyższy i wynosić nawet 30–50%.

Nie zrozum mnie źle, nie chcę umniejszać waszemu bólowi, ale strata ciąży bywa po prostu fizjologiczna, tutaj działa bezduszna selekcja naturalna - a dramatyczne przeżywanie tego za każdym razem tylko wpędza was w stres, traumę, utrudnia wam kolejne próby. Uważam, że dużo złego zrobiły tu środowiska antyaborcyjne, w świadomości ludzi fizjologiczna, samoistna i stosunkowo częsta strata zarodka urasta do rangi traumy po dziecku, utrudniając zajście w kolejne ciąże czy zniechęcając do kolejnych prób.

Piszesz, że żona jest po ciężkiej chorobie - być może jej organizm jest po prostu wyczerpany, zestresowany, nie jest gotowy na olbrzymi fizyczny wysiłek jakim jest dziecko. W warunkach stresu priorytetem jest przetrwanie a nie rozmnażanie. Organizm sam często decyduje, że ciąża i wykarmienie dziecka w tym stanie jest tylko zbędnym obciążeniem, stąd zmniejszona płodność czy poronienia.

Na pocieszenie dodam, że moja kuzynka też kilka razy najpierw poroniła, a potem urodziła jeszcze piątkę dzieci. Tak więc pierwsze próby nie zawsze o wszystkim przesądzają. Odpocznijcie, wyluzujcie, dobrze się odżywiajcie, bez presji. Odwiedźcie lekarza, poróbcie badania (np. mutacji MTHFR), oraz inne badania które zaleci specjalista.

https://invimed.pl/blog/mutacja-genu-mthfr-a-zajscie-w-ciaze

Moja żona poroniła pierwszy raz w wieku ok

25 lat. Niecałe 10 lat później urodziła syna, który zaraz kończy 5 lat. Zdrowy jak ryba. Prawie dwa lata temu poroniła ponownie. 3 m-ce temu badałem zawartość plemników jakim starterem z apteki. Wyszło mi że jestem bezpłodny, ale nadal się staraliśmy przynajmniej raz w tygodniu. W zeszłym miesiącu żona oznajmiła że jest w 4 tygodniu ciąży. Dzisiaj wróciła od ginekologa i wszystko rozwija się jak należy. Ja mam 41 skończone, ona zaraz 40.

Nie ma co się łamać tylko trzeba próbować. Poronienia się zdarzały zawsze i zdarzać się będą. Od cholery moich znajomych miało poronienia, nawet po kilka, a dzisiaj biegają z gromadką.

Najważniejsze w tym wszystkim jest wspieranie się nawzajem. Ja po pierwszym poronieniu też nigdy nie widziałem mojej żony tak załamanej, ale byłem przy niej cały czas i razem to przeszliśmy. Życzę wam żeby sie udało, bo potomstwo to całkiem inna bajka niż dotychczasowe życie.

@hejtoanonim trochę Cię rozumiem. Czwarte invitro Nam się nie udało w marcu. W rodzinie mnóstwo dzieci a żona już psychicznie siada. Drugi raz był 8 tydzień i krwotok, odrazu skrobanka bo zagrażało jej życiu.

@hejtoanonim czas Wam się jeszcze nie kończy, zwłaszcza przy obecnej wiedzy medycznej i standardzie jaki oferuje polski system opieki zdrowotnej.

Niemniej to trudny temat i życzę Wam wytrwałości.

Ja z moją partnerką przegraliśmy temat poronienia, było podobnie. Niestety trzeba przez to przejść, ale razem. Jestem zdania że warto próbować, ale nie na siłę.

Trzymam za Was kciuki

Wybaczcie ale powiem to wprost - za starzy jesteście. Zastanówcie się nad adopcją i jak inni mówili, zajmijcie się najpierw sobą.

Przyjedźcie do Polski i zgłoście się do Pana profesora Krzysztofa Czajkowskiego w Warszawie. Kiedyś przyjmował na ul. Mariana Langiewicza 29 na samym rogu vis a vis żydowskiej ambasady.

Gość wyciąga tak beznadziejne przypadki i trudne sprawy, że pała mięknie. Jeśli da się coś zrobić to ogarnie. Jeśli nie da to przynajmniej będziecie wiedzieć na czym stoicie.

Tematy są trudne i tak czasochłonne, fhuj różnych badań a czas leci a jak piszesz macie 4 z przodu, to niczego nie przekreśla, ale każdy dzień jest na wagę złota.



Komentarz dodany za pomocą hejtoanonim.pl .

@hejtoanonim powiem tak. My się staraliśmy 1,5 roku. Nie bede wchodzić w szczegóły, ale żona rodziła w podobnym wieku.


Tak czy inaczej - zaczęlismy panikować, szukać, ale ginekolog powiedział. Spokojnie. Wystarczy 1 plemnik.


No i tu dochodzimy do sedna. Skoro Twoja kobieta zachodzi w ciąże - plemniki są. Jajeczka są.


Nikt nie wie czemu są poronienia i obumarcia, ale racjonalnie popatrz. To jest natura, która premiuje najsilniejsze jednostki.


Jeżeli organizm Twojej kobiety jest silny, to traktuje ciążę jak zagrożenie, które zwalcza. U nas pykło jak małżonka nabrała masy tak z 15 kg.


Po drugie - mieszacie DNA, więc natura musi zakodować w organizmie kobiety Twoje DNA jako nie wrogie.


Wniosek? Dokarmiaj mocno kobietę i próbuj ile się da. A będzie dobrze.

@hejtoanonim popisuje sie obiema rekami pod tym co napisała @GazelkaFarelka.


Gin zony nawet twierdził ze z jego obserwacji te statystyki ( dla pierwszego trymestru) sa duzo wyższe. To wlasnie z tego powodu od zawsze byla zasada aby nie chcwalic sie tak wczesna ciąża. Nawet kiedyś mielismy mocno wieczorną rozmowe ze znajomymi na rodzinnym wyjezdzie pod namioty, gdzie okazalo sie ze na 8 rodz)in (wszyscy z 2-ka dzieci) tylko jednej nie spotkała taka sytuacja.

Większość przy pierwszym, brat przy drugim, kuzyni "byli" juz w trzeciej ciazy. Nam gin tes powiedzial ze z dwojga zlego dobrze ze wada byla na tyle duza ze sam zarodek obumarł. Najgorzej maja teraz ci ktorym kaze sie trzyma ciaze z wadami smiertelnymi. W kazdym razie z tego co pamietam to naciskajcie na badania zarodka - to wasza druga wiec chyba lekarz powinien to zaproponowac z automatu (ale pewnie roznie z tym bywa).

A przy kolejnej probie wyeliminujcie jak najwiecej czynnikow stresujqcych. Jak zona ma wkurzajaca prace to niech sprobuje janl zmienic, jezeli nie moze i stac was na utrate 20% jej wynagrodzenia to warto sie zastanowic nad L4 od psychiatry.



Komentarz dodany za pomocą hejtoanonim.pl .

Bardzo współczuję.
Zdecydowanie za mało mówi się o tym jak częsty to jest problem. Pomijam kwestie starania się, ale ilość samoistnych poronień jest olbrzymia, dotyka bardzo wielu kobiet. Doskonale wiem, że najbardziej frustrujący jest uciekający czas, bo po poronieniu organizm musi dojść do siebie i nie należy od razu starać się dalej. Pamiętajcie, że nie mieliście żadnego wpływu na to co się stało. I nie musi to przekreślać kolejnych ciąż.
Pewnie już to wiecie, ale koniecznie zróbcie testy genetyczne na trombofilie.

Zaloguj się aby komentować