Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna

Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Chodzi o profil Pablo Morales, bardzo popularny i bardzo toksyczny profil na Twitterze. Kłamstwa, manipulacje, szczucie. Wyzwiska nie tylko pisowców, ale swego czasu Hołowni czy dziennikarzy, którzy śmieli krytykować Tuska
#polityka #bekazpo

@smierdakow
"Debil", "kretyn", "idiota" - to jedne z najpopularniejszych określeń, którymi użytkownik serwisu X [dawniej Twitter - red.] o pseudonimie "PabloMoralesPL", określał przeciwników politycznych.
Ojoj. Chyba się popłaczę. Przypomniał mi się wyrok sądu, który uznał nazwanie Prezydenta debilem, za dopuszczalną formę krytyki.
Tu nie nazwano debilami przeciwników politycznych, tylko polityków utrzymywanych z podatków m.in tego gościa PabloMoralesPL.
Jego słowa nie były odpowiedzią na odmienne poglądy polityczne, tylko na realne działania polityków.
Ci politycy, swoimi działaniami wywierają wpływ, również na jego życie.
Zestawmy słowa anona z internetu ze słowami znanych polityków, którzy w publicznych mediach krzyczą o zdradzieckich mordach i kanaliach. O niemieckich i rosyjskich agentach. Nawołują do zrobienia porządku ze zdrajcami.
Ludzie. Ogarnijcie się. Gdzie tu porównanie?
WP.PL przyłączyło się do stalkingu człowieka, który jest niewygodny dla PiS.
Przypomniało mi się święte oburzenie, kiedy za rządów PO, w podobny sposób wystalkowano niejaką Katarynę.
A tu co?
Zamiast oburzenia, to się jedzie po czlowieku, że pisowskich polityków i ich popleczników brzydko nazywa. LOL
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Książki po dyszce w Świat książki
https://www.swiatksiazki.pl/search/Angus%20Watson?customFilters=category_id:4
#ksiazki #fantastyka #promocje

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
177 + 1 = 178
Tytuł: Czas gniewu. Rozkwit i upadek imperium SLD
Autor: Robert Krasowski
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Czerwone i czarne
Ocena: 9/10
Druga część trylogii o historii politycznej Polski po 1989. Równie dobra jak część pierwsza, choć autor zaznacza, że politycy związani z SLD mniej chętnie dzielili się dziennikami, wspomnieniami, więc mniej jest szczegółowych źródeł. Autor opowiada o przygodach Krzaklewskiego, Balcerowicza, Leppera, no i głównych postaci Millera i Kwaśniewskiego. Nazwiska wielkie, ale cała ich aktywność to tylko polityka, nie pozostawili po sobie nic wielkiego.
Autor trochę pominął sprawy wejścia do NATO i UE (ws. UE pojawia się historia wojny Kwaśniewskiego i Millera o to kto ma być na zdjęciu xd), no ale w sumie pisał w pierwszej części, że to nie jest zasługa polityków, więc może dlatego.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#ksiazki #bookmeter #historia #historiapolski

Zaloguj się aby komentować
Nie słuchałem uważnie, Wipler zgłosił do komisji jakąś ruską sędzię? xD
#sejmowyspam #polityka
Zaloguj się aby komentować
Masakra w wojnie plemion w Papui-Nowej Gwinei
Lokalna policja podaje, że w ostatnich dniach na górskich obszarach Papui-Nowej Gwinei zginęły 64 osoby.
To zdecydowanie największy akt agresji, jaki widziałem w Enga, a może także w całym regionie Highlands, w Papui-Nowej Gwinei. Wszyscy jesteśmy przerażeni. Naprawdę trudno to zrozumieć.
Jedno z plemion wraz ze swoimi sojusznikami i najemnikami było w drodze, aby zaatakować sąsiednie plemię, gdy wpadło w zasadzkę. "Członkowie zaatakowanego plemienia rozpierzchli się po całej okolicy. Chcieli schronić się przed napastnikami w buszu, ci ruszyli za nimi"
W walce bierze udział aż 17 plemion. Przemoc szerzy się od ostatnich wyborów w 2022 roku. Kolejny punkt zapalny miał miejsce we wrześniu ubiegłego roku. Podczas pogrzebu ofiary agresji doszło do ataku. Zwaśnione strony rozpoczęły walkę na noże i topory.
https://wiadomosci.wp.pl/masakra-64-osob-wybuchla-plemienna-bitwa-w-buszu-6997284181572352a?
#wiadomosciswiat #papuanowagwinea
Zaloguj się aby komentować
O aferze orlenowskiej, gdy dla prezydenta i premiera ważniejszy był Jan Kulczyk niż interes państwa.
Wbrew nazwie w tej aferze chodziło głównie o Rafinerię Gdańską, zwaną dzisiaj Lotosem. Wielkie przedsiębiorstwo, drugą firmę paliwową w Polsce.
Od kilku lat Skarb Państwa chciał Rafinerię sprzedać, ale chętni byli tylko Rosjanie. Dla rządu Buzka było to nie do przyjęcia, uzależnienie Polski od rosyjskiej energii i tak już było stanowczo za duże. I wtedy do gry wkroczył Jan Kulczyk, najbogatszy polski biznesmen. Jeszcze przed wyborami zaproponował lewicy sprzedaż Rafinerii rosyjskiemu Łukoilowi.
Aby uniknąć politycznej awantury, operację miał przeprowadzić Orlen, największa polska firma, w której państwo miało 30 procent udziałów, zaś Kulczyk miał kilka. Orlen miał kupić Rafinerię, a potem ją sprzedać Rosjanom. Przy takim scenariuszu rząd mógł udawać, że nie jest stroną transakcji.
Lewica plan Kulczyka poparła i natychmiast po zdobyciu władzy zaczęła go wdrażać. Aby przeprowadzić transakcję, Kulczyk domagał się pomocy w przejęciu kontroli nad Orlenem. Skarb Państwa miał zbyt mało udziałów, by móc odwołać prezesa, więc Kulczyk o pomoc poprosił premiera, a Miller problem rozwiązał siłowo. Wezwał ministrów sprawiedliwości oraz służb specjalnych i wspólnie ustalili, że prezes Orlenu zostanie aresztowany pod innym pretekstem.
Po kilku godzinach spędzonych w prokuraturze prezes spokojnie wrócił do domu, ale media pokazały sceny z aresztowania. Zrobił się wielki skandal, więc następnego dnia rada nadzorcza Orlenu mianowała nowego prezesa. Osobę wskazaną przez Kulczyka.
Niedługo potem Kulczyk postanowił przejąć kontrolę nad radą nadzorczą Orlenu. Miał już prezesa, teraz chciał mieć wszystko. Niczego nie negocjował, ustalił listę nazwisk, siebie wpisał jako szefa rady, a dokument wysłał do prezydenta oraz premiera. I być może sam by wybrał radę nadzorczą, gdyby nie wybuch wojny z ministrem skarbu.
Wiesław Kaczmarek nie wytrzymał, postawił stanowcze weto. Oświadczył, że tak drobny udziałowiec nie może wybrać całej rady nadzorczej. Sprzeciw Kaczmarka wywołał kryzys o zdumiewającej skali. W środku nocy w gabinecie premiera spotkali się Kulczyk, prezydent i premier, aby ustalić skład rady nadzorczej. Jeden raz prezydent pojawił się w Kancelarii Premiera. Po to, aby bronić interesów Kulczyka.
Konflikt Kaczmarka i Kulczyka miał swoje korzenie w latach 90., kiedy się starli w sprawie prywatyzacji browarów.
Jednak tym razem Kaczmarek przegrywał. Ruszyły ostatnie przygotowania do sprzedaży Rafinerii. Orlen przestawał być głównym pośrednikiem w transakcji, ważniejszy stawał się Kulczyk oraz brytyjska firma, którą sobie wybrał za partnera. Dla władzy był to wariant bezpieczniejszy, minimalizował jej winę za sprzedaż Rosjanom, odium w całości spadało na Kulczyka. Również dla Kulczyka to było korzystne, bo wraz ze wzrostem jego pozycji rosły jego zyski. Ale z punktu widzenia interesów państwa rachunek wyglądał odwrotnie. Udział Kulczyka w transakcji był dla państwa podwójnie szkodliwy. Kulczyk miał zyskać około miliarda dolarów, które w sprzedaży bezpośredniej należałoby się państwu oraz państwo traciło kontrolę nad tym kto będzie właścicielem rynku paliw w Polsce.
Te przestrogi zostały zlekceważone. Kulczyk był o krok o sukcesu, gdy znowu zaatakował Kaczmarek. W ostatniej chwili minister zablokował sprzedaż Rafinerii. Zaproponował bezpośrednią sprzedaż Rosjanom, z pominięciem zarówno Orlenu, jak też Kulczyka oraz jego prowizji. Kwaśniewski i Miller natychmiast stanęli po stronie Kulczyka, Kaczmarek został zdymisjonowany, a szef Nafty Polskiej, czyli właściciel Rafinerii, dostał polecenie jej szybkiej sprzedaży. Jednak powiązany z Kaczmarkiem prezes Nafty odmówił wykonania decyzji. Zaczęła się wielka wojna lobbystycznych koterii.
Trzy dni po zablokowaniu transakcji Kulczyk spotkał się w Wiedniu z przedstawicielem Łukoilu. Był nim Władimir Ałganow, sławny pułkownik KGB, z którym się kiedyś przyjaźnił Oleksy. Ałganow od roku był obserwowany przez polski wywiad, więc służbom udało się odtworzyć przebieg rozmowy. Ałganow skarżył się, że nie może się dogadać z polską stroną. Kulczyk jako gwaranta dokończenia transakcji wymienił prezydenta Kwaśniewskiego. Dowodził, że ma pełne poparcie prezydenta, którego w rozmowie określał mianem „pierwszego”. Ałganow nie potraktował oferty poważnie. Odpowiedział, że w tej sprawie decyzje nie zależą od prezydenta. Rozmowy skończyły się fiaskiem.
Po powrocie z Austrii Kulczyk postanowił zniszczyć rywali blokujących jego transakcję. Pojawił się w gabinecie premiera. Zdał mu relację ze spotkania z Ałganowem, do której dodał zmyśloną historię o tym, że Kaczmarek wraz z szefem Nafty wzięli od Rosjan 5 milionów dolarów łapówki za sprzedaż Rafinerii.
Mimo brutalnych ciosów zadanych rywalom Kulczyk nadal przegrywał, nowy minister skarbu wystraszył się ryzykownej transakcji, odmówił zdymisjonowania szefa Nafty. Więc znowu się włączyli Kwaśniewski z Millerem. Kolejny minister stracił posadę, a jego następca – wspólnie wybrany – swoje rządy rozpoczął od usuwania przeszkód na drodze Kulczyka. Blokujący operację prezes Nafty został zwolniony, zaś minister ogłosił, że do końca roku Rafineria zostanie sprzedana. Wydawało się, że po dwóch latach Kulczyk wreszcie wygrał swoją prowizję. Gdy nagle do gry włączył się Kaczmarek, wściekły za oskarżenie o wzięcie łapówki. Postanowił zablokować transakcję, skierował na Orlen uwagę mediów. Udzielił wywiadu, w którym ujawnił kulisy odwołania prezesa z udziałem służb specjalnych.
Wybuchła wielka afera, jednak pierwsza fala oburzenia skupiła się na Millerze. Szykujący się do objęcia urzędu Belka zaapelował, aby do czasu wyjaśnienia sprawy nie przeprowadzać w Orlenie personalnych zmian. Kulczyk apel zlekceważył. Wymienił szefa rady nadzorczej i mianował nim... prezesa Kulczyk Holding. Rozmiar ostentacji był niezwykły, politycy z powodu afery już byli w panice, tymczasem Kulczyk bez najmniejszych oporów wyszarpywał państwu ostatnie kęsy. Miał swojego prezesa oraz szefa rady nadzorczej, mógł zatem przeprowadzić transakcję. Widząc, że Kulczyk wygrywa, Kaczmarek zadał ostateczny cios. Ujawnił, że dwa lata wcześniej Kwaśniewski, Kulczyk i Miller w czasie nocnego spotkania wspólnie ustalili skład rady Orlenu. Plan Kulczyka legł w gruzach.
Sejm powołał śledczą komisję. Opinię publiczną zelektryzowało zarówno to, że Kulczyk załatwiał interesy z pułkownikiem rosyjskiego wywiadu, jak również, że w rozmowie z nim powołał się na pełnomocnictwo ze strony „pierwszego”. Wystraszony Kwaśniewski natychmiast pojechał do Sejmu, aby w gabinecie marszałka przeczytać posiadaną przez komisję notatkę. Wyszedł z gabinetu silnie zdenerwowany, całą winę próbował przerzucić na Millera. „Nie jestem pierwszy” – oświadczył. „W Polsce rządzi premier, a nie prezydent”. „Jak po łacinie jest pierwszy?” – pytał Kwaśniewski. I odpowiadał: „Primus”, czyli premier.
Sprawa była jasna, kontekst notatki wyraźnie pokazywał, że Kulczyk mówił o prezydencie. Komisja zaczęła polowanie na Kwaśniewskiego, Im bliżej ciosy padały, tym bardziej Kwaśniewski się bał. Przywykł do tego, że na linii strzału znajdują się inni. On zawsze bezpiecznie stał z tyłu, skąd wygłaszał ładne zdania, jak choćby to, które powtarzał po wybuchu afery Rywina – że polityka i biznes powinny być wyraźnie oddzielone. Komisja krążyła wokół Pałacu, sprawdzała, z kim prezydent się kontaktował, sprawdzała nawet jego żonę, jej charytatywną fundację. Kwaśniewski źle znosił kryzysowe sytuacje, nie miał w sobie twardości Millera. Wzywany na przesłuchanie przed komisję śledczą nie wytrzymał presji, na kilkanaście godzin przed przesłuchaniem ogłosił, że się nie stawi przed sejmową komisją. Co wywołało fatalne wrażenie. Bo to nie była odmowa, to była rejterada.
Po kilku miesiącach przesłuchań przebieg wydarzeń ułożył się w mocne oskarżenie lewicy.
W całej sprawie rola Millera była mocno niejasna. Był tyleż brutalny, co tajemniczy. Czasem wydawał się pionkiem w rękach Kulczyka, a czasem jego wrogiem, bijącym go z lubością po chciwych palcach. Natomiast Kwaśniewski wypadł fatalnie. Po kilku miesiącach trudno było rozstrzygnąć, co jest większe – nagonka na niego czy powody do tej nagonki. Kwaśniewski tak konsekwentnie wspierał interesy Kulczyka, że trudno było znaleźć argumenty na jego obronę. Prezydent mocno Polaków rozczarował.
Jednak społeczna uwaga bardziej skupiła się na otoczeniu władzy, na postaciach, takich jak Kulczyk. Po raz pierwszy Polacy zobaczyli, jak się nad Wisłą buduje fortuny. Kulczyk zdobył majątek nie dzięki biznesowym talentom, lecz politycznej protekcji. Dzięki niej przejmował kolejne porcje państwowego majątku.
Jednak bez takich pośredników zagraniczni inwestorzy nie mogli od państwa kupić niczego. Za rządów Buzka France Telecom chciał przejąć Telekomunikację Polską. Spróbował oficjalnej ścieżki, przegrał z kretesem, więc poprosił o pomoc Kulczyka. A ten wszystko sprawnie załatwił. Pomógł kupić nie tylko sieć telefoniczną, ale cały ówczesny rynek telekomunikacyjny. Prezes France Telecom był zaskoczony skalą jego wpływów.
I tu włączyła się społeczna wyobraźnia. Od refleksji, że Rywinów jest wielu, był tylko jeden krok do oskarżycielskiej konkluzji. Że wiele polskich fortun powstało nie dzięki pracy, nie dzięki talentom, lecz dzięki Rywinom. Do konkluzji mówiącej, że polskie miliardy nie zostały zarobione, lecz ukradzione. To społeczne dopisanie puenty sprawiło, że prowadzona w komisji orlenowskiej akcja dobijania lewicy zamieniła się w coś znacznie szerszego. W krytykę III RP. O ile afera Rywina wyniosła do góry Platformę, to afera Orlenu wyniosła PiS. Afera Rywina skompromitowała lewicę, afera Orlenu skompromitowała rzeczywistość.
W tamtej epoce polska polityka biła się o to, kto stanie na czele społecznego gniewu. Ofert było wiele. Swoją szansę wykorzystał Kaczyński, który od lat kreślił obraz Polski rządzonej przez układ. Wcześniej taka wizja była zbyt paranoiczna i zbyt skomplikowana jak na społeczną wyobraźnię. Afera Orlenu wszystko zmieniła. Nadała lotność temu, co lotności nie miało. Wiarygodność temu, co zrodziła przesadna podejrzliwość.
Na podstawie książki Czas gniewu. Rozkwit i upadek imperium SLD
#historia #historiapolski #polityka

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dopiero teraz obejrzałem Kuchenne rewolucje odcinek "Czarny motyl", ciekawe doświadczenie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#kuchennerewolucje #gownowpis
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
O próbie reform Jerzego Hausnera, o których marzymy do dzisiaj
W Polsce reformatorami byli zazwyczaj entuzjaści. Miller był inny, był reformatorem ostatniej godziny, wcześniej nie chciał reform, przez półtora roku gorączkowo szukał półśrodków. Zmienił strategię dopiero wtedy, gdy nie miał już nic do stracenia. Poraniony, słaby, atakowany ze wszystkich stron, postanowił się odbudować rolą męża stanu, pokazać się jako jedyny poważny polityk w swojej szalonej epoce.
Miller, odwrócił uwagę od starych problemów, owinął się reformatorskim patosem, wrzucił do dyskusji nowy, gorący temat. Za sprawą reform chciał naprawić swój wizerunek oraz rozbić skierowaną przeciw sobie prawicową koalicję. Reforma finansów publicznych była przynętą dla Platformy, była próbą wciągnięcia jej do współpracy.
W perspektywie dwóch lat budżetowi groził kataklizm, przekroczenie zapisanego w konstytucji 60-procentowego progu. Nadchodzący kryzys finansowy Miller chciał zamienić w swój atut. Zagranie było inteligentne, śmiałe i – co najciekawsze – było również poważne. Bo twarz zmianom nadał Jerzy Hausner, największy reformator, jakiego miała polska lewica.
Hausner chciał budować nowe państwo opiekuńcze, bo istniejące chroniło nie tych, co trzeba. Było rozrzutne i tępe. Podobnie jak lekarz wojskowy z Haška, który na wszystkie dolegliwości przepisywał lewatywę, tak polskie państwo każdemu dawało zasiłek. Kto trwale zachorował, dostawał dożywotnią rentę. Kto stracił pracę, dostawał zapomogę. Komu zamknięto fabrykę, szedł na przedwczesną emeryturę. Rozdawanie pieniędzy na tak masową skalę realną pomoc zamieniło w iluzję, państwo trwoniło miliardy, natomiast ludzie dostawali ochłapy. Najgorsze było to, że poziom wypłat ich demoralizował. Dostawali za mało, by godziwie żyć, ale wystarczająco, by do nędznej sytuacji przywyknąć, by woleć zasiłek niż życie z własnej pracy. Za tym wszystkim szło olbrzymie marnotrawstwo. Państwo dawało się oszukiwać na wielką skalę, renty wyłudzano tak masowo, że Polska stała się krajem najmłodszych i najzdrowszych rencistów w Europie. To nie była pomoc społeczna, to były opłaty za polityczny spokój lub za polityczne poparcie.
Hausner postanowił z tym skończyć, zmienić logikę państwowej opieki. Zamiast dawać zasiłek, pomagać ludziom odzyskać materialną samodzielność. Zamiast dawać dożywotnią rentę, rehabilitować, uczyć zawodowych umiejętności, na jakie pozwala choroba, a potem pomóc w znalezieniu pracy. Zamiast bezrobotnym dawać równe zasiłki, dużo większe dawać tym, którzy pracy realnie szukają. Nowe państwo opiekuńcze miało zatem nowy cel, nie rozdawanie zasiłków, ale pomoc w uwolnieniu się od zasiłków.
Przy całkowicie odmiennej wrażliwości ideowej Hausnera i Balcerowicza łączyło przekonanie, że nie ma większej wartości niż praca. Kto ma pracę, ten twardo stąpa po ziemi. Celem państwa, celem gospodarki jest sprawienie, by maksymalnie duża liczba ludzi mogła utrzymać się sama. Dotychczasowe państwo opiekuńcze uzależniało ludzi od siebie, nowe miało ich wyzwolić.
Hausner był pierwszym politykiem lewicy, który zrozumiał, że istniejąca w Polsce formuła państwa opiekuńczego bardziej niszczy społeczeństwo, niż je naprawia. Czyni je klientelą polityki społecznej, deprawuje, oducza samodzielności, tworzy sytuację, w której wysokie bezrobocie jest stanem społecznie pożądanym. Od 1989 roku wszyscy na lewicy mówili, że im większe jest bezrobocie, tym bardziej są potrzebne większe osłony socjalne. Hausner tymczasem ogłosił, że prawdą jest zależność odwrotna. Im większe osłony, tym większe bezrobocie. Bo osłony tworzą kulturę bezrobocia.
Hausner podważał największy dogmat nie tylko polskiej lewicy, lecz całej polskiej polityki. Że wzrost gospodarczy rozwiąże większość społecznych problemów. Otóż tak jak nie rozwiązał ich w przeszłości, tak samo nie rozwiąże ich w przyszłości. Wbrew naiwnym opowieściom przypływ morza nie podnosi wszystkich łódeczek, potrzebny jest nie tylko wzrost, lecz również inteligentne państwo opiekuńcze.
Swoje myśli formułował Hausner okrągłymi, profesorskimi zdaniami, łagodzącymi ostrość jego diagnozy. Ale ich treść była rewolucyjna. Czas zdemontować wszystko, co istnieje, a w to miejsce zbudować nowy system opieki społecznej, odbierający pieniądze tym, którzy je niepotrzebnie dostają, a kierujący je tam, gdzie są realnie potrzebne. Do społecznych podziemi, tam gdzie jest krzycząca bieda, gdzie nie ma żadnej nadziei.
Hausner był typowym profesorem, raczej bezbarwnym, niepotrafiącym ciekawie mówić, łatwo wpadającym w techniczny żargon. W porównaniu z Kołodką wydać się musiał uosobieniem nudy. Ale jego rozumowanie było rześkie, błyskotliwe, odkrywcze. Do polskiej polityki wtargnął człowiek, który samodzielnie myślał. Był elastyczny, pragmatyczny, otwarty. Od dekady działał na zapleczu władzy, doradzał Kołodce, potem Kwaśniewskiemu, sam wreszcie został ministrem.
Zmieniał, co mógł, pogodnie akceptował, czego zmienić nie mógł. Nie był maksymalistą, doceniał małe kroki, drobne zmiany. Zwłaszcza że nie wierzył w głębokie operacje chirurgiczne, które jednym cięciem rozwiązują wszystkie problemy. Wiedział, że w polityce wszystko wymaga długich, przewlekłych terapii. Był zatem Hausner reformatorem niemal doskonałym.
Brakowało mu tylko dwóch rzeczy. Po pierwsze, nie miał tej potężnej energii, jaką miał w sobie Balcerowicz, którą zdobywał wyznawców i miażdżył opór wrogów. Po drugie, nie miał szczęścia, był wielkim reformatorem w czasie dla reform najgorszym. W epoce Leppera.
Większość punktów swojego planu ogłosił Hausner w lecie 2003 roku. Układały się one wzdłuż kilku wyraźnych linii. Po pierwsze, głębokie oszczędności w administracji publicznej. Po drugie, jeszcze głębsze cięcia w systemie opieki społecznej – wielka weryfikacja rent, zmuszenie części rolników do płacenia na swojej emerytury, ukrócenie zasiłków przedemerytalnych, wydłużenie wieku emerytalnego kobiet, zerwanie z automatyczną waloryzacją rent i emerytur. Po trzecie, zdjęcie ciężaru podatkowego z przedsiębiorców, wielka obniżka CIT z 27 proc. do 19 proc. Po czwarte, obniżenie kosztów pracy, czyli rozmaitych składek, jakie za pracownika musi płacić pracodawca.
Ekonomistom plan się bardzo spodobał, dostrzegli jego rozmach. To, że ambicja uniknięcia kryzysu finansów publicznych jest tylko doraźnym celem, głównym zaś jest uwolnienie gospodarki i nowy model państwowej opieki. To wszystko, co po 1989 roku robiono chaotycznie, pod presją czasu, Hausner chciał zamienić w spójny mechanizm.
Prace nad detalami planu Hausnera szły bardzo powoli. Rząd się nie spieszył, ale nie tyle grał na czas, co raczej oswajał ze zmianami. Pierwsze reakcje były bardzo wrogie, Samoobrona krzyczała, że Hausner jest gorszy od Balcerowicza, PiS dowodził, że plan uderza w najbiedniejszych, Platforma, że cięcia są zbyt płytkie. Jednak jeszcze głębsza wrogość wobec zmian ujawniła się w samym Sojuszu. Plan Hausnera uznano za polityczne samobójstwo. Miller i Hausner cierpliwie przeczekali pierwszy szturm, dopiero gdy emocje opadły, zaczęli mozolnie szukać poparcia. Ekonomiści krytykowali rząd, że się nie spieszy, ale Miller nie miał wyboru. Był zbyt słaby, potrzebował wielu miesięcy, aby przekonać Sojusz, a potem kolejnych miesięcy, aby namówić Platformę. Zbieranie poparcia szło wyjątkowo opornie, na własnej skórze poznawał Miller ból tępej, mechanicznej opozycyjności, jaką sam przez lata uprawiał.
Reformy nie doszły do skutku, był to początek końca Millera, najpierw wybuchła afera starachowicka, później seria afer korupcyjnych, a potem jeszcze premiera dobił wypadek helikoptera, w wyniku którego miał uszkodzone kręgi piersiowe.
___
Na podstawie książki Czas gniewu. Rozkwit i upadek imperium SLD
#historia #historiapolski #polityka

z wojną na wschodzie, przy ryzyku Trumpa u władzy, z konfliktem w Zatoce i zagrożeniem dla Tajwanu, przy gospodarce Europy ryczącej na biegu jałowym. przy realnym syfie do ogarnięcia po 8 latach nepotów i własnymi pijawkami, które teraz chcą się nakraść. jakoś musimy przetrwać, nie warto kłamać o jasnej przyszłości.
Zaloguj się aby komentować
Przypadkowo, ale mocne zdjęcie wyszło
Roberta Metsola Przewodnicząca Parlamentu Europejskiego w czasie wizyty w Muzeum Powstania Warszawskiego
https://twitter.com/AndrzejHalicki/status/1758945295969227104?s=19
#polityka #fotografia

Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Zaloguj się aby komentować
Sąd nakazał Donaldowi Trumpowi i jego firmom zapłacić prawie 355 milionów dolarów w związku z oszustwami cywilnymi. Były prezydent USA ma także zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w Nowym Jorku przez trzy lata
Wyrok jest nieprawomocny. Prawnicy Donalda Trumpa już zapowiedzieli odwołanie.
https://wiadomosci.wp.pl/donald-trump-uslyszal-wyrok-gigantyczna-kwota-6996437289863936a
#wiadomosciswiat #usa #trump
Zaloguj się aby komentować
xdd kolejnemu z KO władza do głowy uderza
Ten apel polega na tym, że osoby ze zdjęcia wzywają do dogadania się ponadpartyjnego, żeby ten kraj normalnie funkcjonował
#polityka

@smierdakow tak jak pan Bosacki jest chyba popierdolony xD tak jak zgadzam się z pomysłem unormalnienia polityki, tak nie możemy zapominać, że przestępców trzeba rozliczyć. Jeśli zaś "unormalnienie polityki" ma polegać na tym, że rząd będzie tańczył jak im zagra pis i mastalerek to nie tylko Bosackiego popierdoliło.
Zaloguj się aby komentować
Wyjaśniło się czemu KO się nie spieszy z konkretami na 100 dni. Ich senator wyjaśnił, że nie chodziło o 100 dni z rzędu, i co teraz hejterzy?
Chce pan, żebym powiedział, że to 100 konkretów na 100 następujących dni? No chyba nie. No przecież nie na 3 miesiące. Na kadencję. Ja byłem także współtwórcą jednego z poprzednich naszych programów rządowych. Nigdy by nam nie przyszło do głowy, że tworzymy program na 100 dni. Na całą kadencję
https://twitter.com/PatrykSlowik/status/1758551249157341209?s=19
#polityka
Zaloguj się aby komentować