Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna

Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Zaloguj się aby komentować
1975 Norylsk, ZSRR
https://twitter.com/PicturesUssr/status/1760971762974818443?s=19
#historia #smiesznypiesek

Zaloguj się aby komentować
Jak w tym kraju ma być dobrze, jak wyborcy robią aferę, bo rywale polityczni robią sobie wspólne zdjęcie? Może jeszcze mają czelność ze sobą rozmawiać?
#polityka

Zaloguj się aby komentować
Chińczycy budują wpływy na Kiribati
Chińskie służby w Kiribati biorą udział w działaniach policji na szczeblu lokalnym, zostały zaangażowane w prace nad programem baz danych o przestępstwach i wspomagają dozór nad porządkiem - podali urzędnicy Kiribati. Jak komentuje "The Japan Times", jest to zaskakująca wiadomość, ponieważ państwo nie ogłosiło publicznie porozumienia z Chinami.
Kraj liczy zaledie 115 tysięcy mieszkańców, jednak uważany jest za strategiczny, ponieważ znajduje się blisko Hawajów i kontroluje jedną z największych stref ekonomicznych na świecie
#wiadomosciswiat #chiny #kiribati

Zaloguj się aby komentować
- Słyszałeś, że chcą usunąć ze szkół Pileckiego, Kolbe, Kordeckiego, Czarnieckiego, Siedzikównę, Leszczyńskiego, Konarskiego, Kościuszko, Pułaskiego?!
- Skandal! Dzieci nie będą nic widziały!
- No!
...
- A kim oni są?
- Nie wiem.
#polityka
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Zaloguj się aby komentować
Głośny filmik z karetką co miała jechać naokoło przez rolników to prawdopodobnie manipulacja:
#polityka #strajkrolników

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
O tym jak zaczęła się wojna PiS - PO i dlaczego Tusk ją rozkręcił
PiS w 2005 wygrał wszystko, prezydentem został Lech Kaczyński, kandydatem na premiera Kazimierz Marcinkiewicz, jednak PiS musiał szukać koalicjanta, bo nie miał większości, niemal pewnym rozwiązaniem wydawała się współpraca PO-PiS.
Od czasu przejęcia władzy przez SLD w latach 1993–1995 w polskiej polityce nie było tak zdumiewającego wydarzenia. PiS był klasycznym średniakiem, partią silną w swej niszy, ale tylko w niej. Przez cały 2005 rok wszyscy żyli przekonaniem – włącznie z liderami PiS-u – że PO jest partnerem znacznie silniejszym, że PiS bije się o to, aby u boku Platformy nie zostać statystą. I nagle okazało się, że potencjał tej partii jest radykalnie większy, że może wziąć nie tylko kilka ważnych urzędów, lecz wszystkie urzędy. Na gruzach imperium SLD rodziło się nowe imperium.
Sypał się stary świat, więc sypały się stare plany. W ścisłym kierownictwie Platformy natychmiast zapadła decyzja o wycofaniu się z koalicji z PiS-em. „PiS jest za silny, połknie nas. Za radykalny, zniszczy nam partię”. Już dwa dni po wyborach Tusk oświadczył swojej drużynie:
Przystępujemy do rozmów o koalicji z PiS, ale prowadzimy je tak, aby nic nie wyszło. Wepchniemy Kaczyńskich w ramiona Samoobrony”.
Jednak zbyt długo opowiadano o koalicji PO-PiS, zbyt wiele społecznych nadziei wokół niej wzbudzono, aby Platforma mogła się łatwo wycofać. Musiała szukać pretekstu. Co nie było łatwe, bo PiS mocno parł do koalicji.
Premier Marcinkiewicz oferował Platformie połowę rządowych foteli, a Rokicie fotel wicepremiera. Przy tak dobrej ofercie trudno było podważyć szczerość intencji partnera. Platforma skrytykowała więc logikę podziału ministerialnych tek, wedle której resorty administracyjne trafiały do PiS, zaś gospodarcze do PO. Tusk zagrał w stylu Kaczyńskiego, wytropił w tym spisek. Ogłosił, że celem PiS jest przejęcie wszystkich resortów śledczych . Uznał, że jest to groźne dla państwa i jako warunku zawiązania koalicji zażądał resortu MSWiA dla Jana Rokity.
Strategia Tuska była zręczna. Nie tylko chciał zablokować koalicję z PiS-em, chciał również, aby operacja została przeprowadzona rękami Rokity, symbolu tej koalicji. Zadanie nie było łatwe, relacje między nimi od dawna były napięte. O tym, że Rokita zostanie zmarginalizowany, Tusk zdecydował wiele miesięcy przed wyborami.
Sytuacja się zmieniła, gdy Tusk przegrał wybory prezydenckie. Przychodził czas na pogodzenie się z dawnymi porażkami i na rozmowę o przyszłych interesach. A te były oczywiste – Rokicie bardzo zależało na fotelu wicepremiera, zaś PiS-owi bardzo zależało na Rokicie. Tusk szybko więc ocieplił relacje z Rokitą i zaczął grę, której celem było powstrzymanie go od wejścia do rządu. Żądanie, aby Rokita dostał MSWiA, służyło temu, aby PiS poróżnić z Rokitą. Aby niedoszły wicepremier uznał, że to nie Tusk stoi na drodze jego ambicjom, lecz sami Kaczyńscy. W tamtych miesiącach Tusk poświęcał Rokicie bardzo dużo czasu, odbudował dawną przyjaźń, przekonał Rokitę, że bardzo się troszczy o jego karierę. Nadal odgrywał przed nim rolę patrioty „popisu”, doradzał jedynie ostrożność w rozmowach z PiS-em. Mówił, że trzeba braci trochę docisnąć, że po podwójnym zwycięstwie zbyt pewnie się czują, że nie ma gwarancji, czy za kilka miesięcy nie wyrzucą z rządu Rokity. I tak krok po kroku Tusk prowadził Rokitę, a ten nawet nie dostrzegł, kiedy własnymi rękami projekt „popisu” złożył do grobu.
Drugą przeszkodą dla planów Tuska była jego własna partia. Wielu polityków nie rozumiało, czemu mają nie wchodzić do rządu. Tych straszył Tusk zemstą Kaczyńskich. Twierdził, że zbierane są materiały na liderów Platformy. Mówił:
Kaczyńscy wejdą z nami w koalicję, zakorzenią się w miejscach związanych ze służbami, w prokuraturze i zaczną nas w tej koalicji zjadać.
Oficjalnie Tusk nadal chciał koalicji. Domagał się jej głośno nawet wtedy, gdy ją ostatecznie dobijał. Pierwszy jego grę zrozumiał Jarosław Kaczyński i choć zależało mu na koalicji, przestał się o nią bić. Kiedy Tusk i Kaczyński spotkali się w hotelu sejmowym dwa dni po wyborach prezydenckich, obaj już wszystko o sobie wiedzieli.
Ruszyła kolejna runda negocjacji między Marcinkiewiczem i Rokitą. Tydzień później odbyło się drugie spotkanie na szczycie jako rozpaczliwa próba sklejenia „popisu”. Znowu nie padły żadne konkrety. Tusk i Kaczyński nawet przez chwilę nie prowadzili negocjacji. Spotkali się jedynie po to, aby nikt im nie zarzucił, że nie chcą „popisu”. Ciekawe były relacje, jakie Tusk zdał partii ze spotkań z Kaczyńskim. Po pierwszym oświadczył: „To wariat. Wszędzie węszy spiski, układy i robotę służb”. Po drugim: „To jest potwór”.
Wierny „popisowi” został tylko Marcinkiewicz. Łagodził emocje, zgłaszał nowe propozycje, udawał, że nie słyszy ataków pod swoim adresem. To już nie była determinacja, raczej desperacki upór. Janusza Palikota, wówczas szeregowego posła, zaczepił w Sejmie: „Co się dzieje? Dlaczego się nie dogadujecie? Powiedz Tuskowi, że dam Rokicie to MSWiA”. Marcinkiewicz nie kłamał, starał się usunąć ostatnią przeszkodę, nadal nie wierząc, że jest tylko pretekstem. Zadzwonił do Kaczyńskiego, wymógł na nim zgodę na podział MSWiA, aby połowa przypadła Rokicie. Platforma znowu jednak odmówiła. Momentem ostatecznego zerwania były wybory marszałka Sejmu. Widząc, że koalicji nie będzie, PiS przeforsował Marka Jurka, sięgając po głosy Samoobrony i LPR. Tusk, który kilka dni wcześniej odmówił przyjęcia funkcji marszałka, natychmiast zaatakował. Oznajmił, że Kaczyński ujawnił swoje prawdziwe intencje, że od początku nie chciał koalicji z PO, lecz z radykałami. Marcinkiewicz, który tego dnia przyszedł do Sejmu, był zupełnie zdezorientowany. Gdy na korytarzu sejmowym podszedł do niego dziennikarz, zaczął się skarżyć: „Platforma naprawdę nie chce wchodzić do rządu. Ja nie wiem dlaczego. Przecież tyle mogą dostać”
Kilka dni potem Platforma podjęła decyzję, że będzie w opozycji do rządu Marcinkiewicza. Tusk wygrał swoją rozgrywkę. Popchnął partię do walki z koalicją – jak to określał – PiS-LPR-Samoobrona. Do walki z koalicją, której jeszcze nie było. Do walki z koalicją, którą sam na PiS-ie wymuszał. Aby zneutralizować Rokitę, obiecał mu najważniejsze funkcje w partii i klubie. Obietnicy nie spełnił, bo potem Rokita już mu nie był potrzebny. Tymczasem Tusk pchnął partię na nowe tory, na spotkaniu klubu narzucił nową wizję sceny politycznej, podzielonej między „wielki PiS” i „wielkie PO”.
Narzucił też nową strategię wobec PiS – zamiast koalicji „twarda opozycja”. Tusk tak szybko wykopywał rów, że w głosowaniu nad wotum zaufania dla rządu Marcinkiewicza cały klub PO był przeciw. Nikt się nawet nie wstrzymał, między partiami panowała już wrogość.
___
Na podstawie książki Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt
#polityka #historia #historiapolski

@smierdakow pamiętam jak miałem wtedy przekonanie, że to tusk torpeduje PO-PIS. Ogólnie tuskowi wierzyć w cokolwiek się nie da... obrzydliwy typek. 3 x 15, kwota wolna, naprawdę nie trawię tego człowieka... a tu po 8 latach, gdy uciekał do Unii... nawet przez chwilę zrobiło mi się przykro, gdy wybuchła afera podsłuchowa i wszyscy go atakowali... ale szybko stał się tuskiem.
Kaczyński i Tusk mogliby się już skończyć...
@tyle_slow
Skuteczny polityk nie musi byc dobrym znajomym i odwrotnie.
W polityce nie patrzy sie tylko na dzis- dlatego tez Tusk jak sie z czasem okazalo slusznie torpedowal ten pomysl.
Polityka to bagno i trzeba grac roznymi kartami.
@smierdakow
klub jagiellonski to przybudowka pisowska, wiec obi sa srednio wiarygodni.
@GrindFaterAnona
Inna tez jest sprawa, ze tymi resortami to nie do konca prawda- pis nie propowal platformie 50% ministerstw, tylko mniej i to te ch⁎⁎⁎we typu minister kultury
Zaloguj się aby komentować
Rząd PiS wykorzystał państwowy System Przeciwdziałania Dezinformacji do zbudowania systemu kontroli przekazu opozycji. Zespół w NASK, zamiast chronić Polaków przed dezinformacją, śledził wpisy opozycji i dziennikarzy i informował o tym Kancelarię Premiera Morawieckiego
https://oko.press/system-sledzenia-opozycji-w-sieci
#polityka

Zaloguj się aby komentować
Polecam poczytać komentarze, bo są piękne
Stanisław Żerko się oburzył, że student zaczął maila "Szanowny Panie Żerko" xD
https://twitter.com/StZerko/status/1759257210549416245?s=19
#studia #heheszki


Zaloguj się aby komentować
Bon turystyczny nie podoba się elitom, bo wcześniej jeździli nad Bałtyk i jeziora i nie było ludzi, a teraz są
Co to w ogóle za chłop xD
Panie Braun mów mądrze, bo jak nie to wejdę ja i będę mówił mądrzej xD
#sejm #polityka
Zaloguj się aby komentować
Ale okropna kobieta, zmęczyłem się od słuchania.
#sejmowyspam #polityka
@smierdakow typowo pisowskie pierdolety w stylu "ugabuga nie macie prawa mówić, że prawo jest nielegalne, że sędzia jest nielegalny i w ogóle" i próba sprowadzenia wszelkich argumentów drugiej strony do tego typu absurdów... Napiję się szampana jak ją wy⁎⁎⁎⁎dolą ze stołka, a wódeczki jak ją posadzą w pierdlu.
Swoją drogą jej sposób i styl mówienia jest wyjątkowo agresywny i nieprzyjemny.
O, koleżanka zera z szkoły xD
Księgowa Pcimia we władzach Lotosu to też totalny przypadek, kompetencje ją tam zaprowadziły ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Zaloguj się aby komentować
xDD
Wojna Biedronka vs Lidl doprowadziła do tego, że obie sieci zrobiły promocje na najtańszą wódę za 10 zł.
Wylało się sporo krytyki i w reakcji na to biedronka obniżyła cenę do 9 zł xD
#biedronka #lidl #alkohol

@smierdakow Z tymi promkami to jest niezła lipa. Niby takie niskie ceny, ale tych produktów nie można kupić! Spróbujcie kupić kawę Nescafe 200 gramów za 7 złotych. Niby jest w ofercie, ale jej nie ma na półkach.
Przypominają mi się czasy PRL. Niby były niskie ceny, ale też puste półki i brak tych towarów.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Jaki był Donald Tusk 20 lat temu - na chwilę przed niespodziewanym sukcesem małej Platformy.
Jarosław Kaczyński i Donald Tusk mieli do polityki stosunek szczególny – nie pragnęli władzy. Bycie szefami partii zaspokajało ich polityczne ambicje, a w jeszcze większym stopniu ich życiowe potrzeby. Władzę ma się przez chwilę, partie ma się dłużej. Polityka była nie tylko ich pasją, lecz również pomysłem na życie. Poza polityką nigdy niczego nie robili i robić nie potrafili. Nie mieli wielkich oczekiwań bytowych, ale cenili bezpieczeństwo i niezależność, jakie daje posiadanie partii.
Dla obu przełomowym doświadczeniem była utrata partii w połowie lat 90. Musieli wejść do większych formacji, posmakowali zależności od innych, poznali lęk przed wypadnięciem za burtę. Dotarło do nich, że ich upadek będzie bardziej bolesny niż większości kolegów. Tamci przeszli przez instytucje państwa, co otworzyło im drogę do karier w biznesie, bankowości czy w unijnych instytucjach. Tusk i Kaczyński tej perspektywy nie mieli. Dlatego gdy założyli kolejne partie, skupili się na nich bez reszty. Nie myśleli o władzy państwowej, myśleli tylko o partyjnym przywództwie.
Bycie liderem wystarczało Tuskowi, bo w polityce lubił tylko jej taktyczne aspekty – grę, manewry, dominacyjne rozgrywki. Władzy nie pragnął, bo była męcząca. Nie znosił długiego dnia pracy, nudy państwowych spraw, odpowiedzialności. Był typem wiecznego studenta, z głęboką niechęcią do poważnego wysiłku, rutyny. Będąc wicemarszałkiem Senatu, potrafił zasnąć, prowadząc obrady. Gdy nie spał, oglądał mecze na specjalnym ekranie. Kilka razy spotkał go wówczas Kaczyński. „Co robisz?” – pytał Jarosław. „Nic nie robię – odpowiadał Tusk – przecież jestem marszałkiem Senatu”.
W świecie ambitnych mężczyzn marzących o władzy Tusk był wyjątkowy. Kilka razy mógł zawalczyć o wejście do rządu, nigdy nie spróbował. Tłumaczył koledze:
Czy ty sobie wyobrażasz, żebym codziennie rano wstawał, chodził do jakiegoś ministerstwa, spotykał się z jakimiś ludźmi? Ja bym pierdolca dostał.
Ożywiał się wtedy, gdy musiał bronić partyjnej pozycji, przez resztę czasu zadowalał się zabijaniem czasu w barze sejmowym. Gdy został wicemarszałkiem, przestał chodzić do baru, odtąd przesiadywał w swoim gabinecie. Na spotkania przy winie trawił cały czas, z przerwą na drzemkę i piłkę nożną. Ostentacyjne lenistwo sprawiło, że świat widział w nim chłopca, tyleż uroczego, co niedojrzałego. Ale nie było to prawdą. Na politykę spoglądał zimno i trzeźwo. Widział w niej bezwzględną walkę o prymat, w której wszyscy wszystkich próbują wykończyć. Niby każdy polityk to wie, on jednak tę prawdę rozumiał wyraźniej. Nie widział w niej jednej z politycznych zasad, lecz zasadę jedyną. Zawsze go fascynowała brutalność politycznego rzemiosła. Lech Kaczyński, który Tuska lubił i znał, już w latach 90. powtarzał mu, że jest jak „cukierek w truciźnie maczany”. Wiedział, że swoją wizją polityki odbiega od inteligenckich wyobrażeń. Ukształtowały go inne przeżycia, wychował się na gdańskim podwórku, formacyjnym doświadczeniem były dla niego uliczne awantury oraz ojciec, dla którego jedynym narzędziem wychowawczym był pasek od spodni. Tusk w polskiej polityce cenił jedynie Wałęsę, a potem Millera. Choć zdobył staranne wykształcenie, nie lubił inteligenckich natur, ich miękkości, ich niezdarności w działaniu, ich naiwności w myśleniu. W szczególności nie znosił warszawskiej elity, jej napuszonych polityków, jej przemądrzałych publicystów. Uważał, że z polityki nie rozumieją nic. Gardził nimi głęboko, nawet gdy go popierali.
Co nie znaczy, że sam był twardzielem. To było jego marzenie, w rzeczywistości był miękki, niepewny, nieśmiały. Rzadko kiedy trafia do polityki tak delikatna natura. Płochliwa, niepewna. Od otoczenia wiecznie domagał się wsparcia – oklasków, uznania, a w przypadku klęski słów pocieszenia. W latach 90. nawet żona się skarżyła na jego rozlazłość: „Mąż nie jest opiekuńczy. Raczej sam wymaga opieki”. Bał się ciemności, popadał w depresję, uciekał od świata. Karmił się wtedy komunikatami, jakich domagają się chorzy i dzieci – będzie dobrze, poradzisz sobie, jesteś wielki. Gdy odzyskiwał formę, był błyskotliwy, myślący. Czarował bezpośredniością, inteligencją, dowcipem. Przez długie lata był – obok Kwaśniewskiego – najbardziej sympatyczną twarzą polskiej polityki.
Znając swoje defekty, budował siebie od nowa, z miękkiego tworzywa rzeźbił brutala. Jedne słabości eliminował, inne omijał. Na przykład nie potrafił być brutalny w kontakcie ze światem zewnętrznym, więc budował sobie gwardię, która będzie brutalna za niego. W ogóle drużyna była mu niezbędna, tylko wobec ludzi, których znał i uzależnił od siebie, potrafił być odpowiednio brutalny. Panował w niej język twardy, wulgarny. Rozmowy z tematów politycznych często zbaczały na plotki, kobiety i sport. Tusk dobierał proste natury, więc gdy panowie sobie popili, atmosfera przypominała koszary. Schetyna podchodził z tyłu do kolegów i uderzał ich w głowę. Również Tusk lubił obrażać podwładnych na oczach wszystkich, aby pokazać, kto rządzi podwórkiem. Obrywał nawet Schetyna. Te obyczaje nie były wyrazem prostackich potrzeb Tuska, to były rytuały integracyjne. W ten sposób budował twardą, lojalną elitę. Tusk zarządzał swoją gwardią tak, jak chciał, aby ona zarządzała partią. I tak potem było, gdy jakiś regionalny szef zgłaszał wątpliwość, Schetyna podchodził i mówił: „Nie podoba ci się? To wypierdalaj”. Komunikat był dosadny, ale wprowadzał jasne reguły.
Tusk uważał, że polityka zasadza się na brutalności. Ale równie głęboko wierzył, że dziś należy ją skrywać, bo demokratyczna wrażliwość się jej wystraszy. Był zatem wrogiem miecza, zaś wielbicielem trucizny, od pojedynku zawsze wolał intrygę. Gdy założył Platformę, poszedł tym kursem od razu. Uparcie i bezwzględnie zmierzał do pełni władzy nad wielonurtową partią. Nie było w nim śladu nonszalancji, uważnie obserwował każdego, nie chcąc przeoczyć rywala. O władzy nad państwem nadal nie myślał, ulepienie z Platformy partii prywatnej pochłaniało całą jego energię. Nadal nie lubił się przemęczać, większość dnia wypełniały mu wielogodzinne spotkania przy winie, jednak w to, co robił, angażował się mocno. Jak wielu polityków znał się świetnie na ludziach, rozgryzał charaktery, wychwytywał słabości, przewidywał reakcje. Potrafił zjednać sobie każdego. To była dla niego istota polityki, nigdy go nie interesowała władza nad rzeczywistością, lecz panowanie nad ludźmi.
W uporządkowany świat rozgrywek, którymi Tusk umacniał swoją pozycję, nagle wtargnęła afera Rywina. Medialna popularność Jana Rokity mocno pociągnęła partię do góry, Platforma zaczęła zbierać w sondażach nie dziesięć procent, lecz dwadzieścia. Dla Tuska był to cios, sukces przyszedł zdecydowanie za szybko, sukces zmienił oczekiwania wobec lidera. Nowa skala partii zrodziła nowe konieczności, już nie partyjne, ale państwowe. Aby utrzymać szefostwo Platformy, Tusk musiał wyjść z partyjnej skorupy, pozycję lidera potwierdzić państwową ambicją. Tusk miał świadomość, że jako szef partii stanie kiedyś do walki o władzę, ale widział to jako problem odległej przyszłości. I nagle przyszłość nadeszła
Decyzję o starcie w wyborach prezydenckich podejmował długo, był przerażony, nie chciał prezydentury, nie wierzył w swój sukces, dostrzegał deficyt własnej powagi. Powtarzał kolegom:
Kto zagłosuje na faceta o głupim nazwisku i głupszym imieniu?
Ale nie miał wyboru, rozumiał, że pozostając w drugim szeregu, straci pozycję lidera. Widział już pierwszego rywala – Rokitę, który go sławą przysłonił. Gdy media zaczęły pisać o „Platformie Rokity”, Tusk wpadał raz w gniew, raz w depresję. Przestawał się do Rokity odzywać, nie podawał mu ręki, udawał, że go nie widzi, ale to nie usuwało problemu. Aby stawić mu czoła, Tusk nie mógł się chować za kulisami, musiał zostać uczestnikiem gry o władzę. Aby ocalić swój mały biznes, musiał stanąć do walki o władzę nad państwem. Na wielką polityczną orbitę wypchnęły Tuska małe w istocie potrzeby.
Platforma wyścig do Sejmu przegrała, PiS dostał 34 procent głosów, PO 29.
W pierwszej turze wyborów prezydenckich Tusk dostał 36 procent, Lech Kaczyński 33.
W drugiej Kaczyński zebrał poparcie trzech wielkich grup – wyborców Leppera, słuchaczy Radia Maryja oraz sympatyków PZPR (dzięki poparciu syna Edwarda Gierka). Dzięki temu wygrał, zbierając 54 procent głosów.
___
Na podstawie książki Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt
#polityka #historia #historiapolski

Czuję wewnętrzny opór do używania stwierdzenia że "Tusk założył Platformę". Olechowski miał kapitał po wyborach prezydenckich, bez Olechowskiego i jego popularności nic by nie wyszło według mnie. Ale Tusk i Płażyński mieli struktury i ludzi, dodatkowo potrzebowali miejsca dla siebie. Więc według mnie, bardziej pasowałoby słowo "tworzył" a nie "założył". A to jak później Olechowskiego zmarginalizował (bo Płażyński to nigdy nie był rywal do prymatu w partii imo), to już właśnie jego kunszt w wychodzeniu na front.
Zaloguj się aby komentować