Zdjęcie w tle

enron

Gruba ryba
  • 519wpisów
  • 1672komentarzy

15 676,74 + 8,40 = 15 685,14


Zaspane i skrócone - cóż poradzić, ostatnio dzień w dzień coś muszę porobić wieczorem na spokojnie i zarywam nocki


Tak więc późna pobudka i wybiegłem dopiero o 5:47 Wiadomo, czasu już było mało więc bez szans na dyszkę - ale chciałem cokolwiek poczłapać. No i kupić bułki


Wczoraj odrobiłem zadanie domowe - trochę rolowałem i rozciągałem nogę, dzięki czemu dzisiaj zamiast walczyć z kuśtykaniem, czułem już tylko lekki dyskomfort w lewym kolanie. Tempo od razu ruszyło w kierunku akceptowalnego - nadal słabe, ale już przynajmniej czułem że biegnę


A biegło się bardzo fajnie. Lekka mżawka po krótkiej chwili zamieniła się w rzęsistą ulewę, potem wszystko lekko zelżało - przy tym temperatura na przyjemnym poziomie 12°C Cudnie deszczyk chłodził, a jednocześnie bieg był na tyle krótki że nie zaczęło mi chlupać w butach Dawno w sumie nie biegałem w deszczu i była to całkiem przyjemna odmiana od codzienności.


Miłego środeczka!


#sztafeta

86e8526a-6e9b-482b-8391-46248821574d

Zaloguj się aby komentować

15 604,41 + 8,59 + 10,32 = 15 623,32


Dwa słabe dni - ale codziennie zarywam nocki, późno się budzę, do tego lewa noga mnie pobolewa i wszystko w ogóle jest na opak. Tempo umierającego emeryta (5:40 do 5:50), krótkie dystanse... Nic to, muszę się wziąć w garść bo aż żal patrzeć na te słabiutkie przebiegi


Dobra, dość narzekania. Ważne, że cokolwiek pobiegane. Muszę popracować nad nogą bo za bardzo pobolewa!


Miłego!


#sztafeta

6b5e1114-166e-48f8-9ecf-3d282970fd26

@grubynaszosie optymalne Każdy wie kiedy mu się dobrze biegnie, a kiedy kiepsko Dlatego nie znaczy to, że każdy biegający 5:40/km to umierający emeryt - tylko ja będąc umierającym emerytem pewnie będę biegł jakieś 5:40 (w sumie jak pomyślę to chyba jednak wolniej xD). Słabo mi się wolno biega, strasznie to irytujące. Co nie zmienia faktu, że lepiej pobiegać słabo niż nie po biegać

Zaloguj się aby komentować

15 434,33 + 23,17 = 15 457,50


Dziś prawdziwy niedzielny czilałcik


Chciałem dociągnąć do 200 km i potrzebowałem do tego półmaratonu. Okazało się, że kolega jest chętny na jakieś spokojne wybieganko o 7 rano, co mi idealnie przypasowało.


Trochę mnie bolało kolano, ale w nocy jeszcze porolowałem, rano porozciągałem i równo o 6:30 wyruszyłem w trasę. Dotarłem na umówione miejsce idealnie o 7, po paru minutach kolega dotarł i ruszyliśmy na inspekcję postępu prac na S52


Tempo bardzo lajtowe - ja odciążałem kolano (i miałem ogólnego lenia), a koledze takie niespieszne 550/km też odpowiadało. Tak sobie dodreptaliśmy do S52, popodziwialiśmy postęp prac i udaliśmy się na Bulwarową. Tam już cała ulica wyłożona płytami pilśniowymi, nie wiedzieć po co - przebiegliśmy się w trybie "jesteś zwycięzcą" i było spoko. Widać ktoś się asfaltu boi.


Za to ta woda, w której za 3 tygodnie mają pływać triathloniści... masakra. Nogi bym nie zanurzył - a oni tylko zbudowali kładkę, żadnego choćby czyszczenia dna (pewnie sporo szkła i innych przyjemności). Współczuję.


Potem już dobieg na Grębałów, po drodze to miejsce gdzie mnie pszczoły pokąsały - widać operacja była doprowadzona do końca, bo pszczół nie było. Uff.


W domu już luz, arbuzik, śniadanko itepe. A teraz w końcu mogę spokojnie dodać wpis po wycieczce z dzieciakami do muzeum lotnictwa


Miłej niedzieli! ( ͜ʖ)


#sztafeta

b0a2f343-5993-4d20-abc5-802ae5849132

Zaloguj się aby komentować

15 203,33 + 28,50 = 15 231,83


Dzisiaj miało być wcześniej i dłużej, ale nieco zaspałem, zamarudziłem i wystartowałem dopiero o 5:50. Było pochmurno, więc powodów do rozpaczania nie było - ani zmarnowanego wschodu Słońca, ani upału.


Nie powiem, jakoś niespecjalnie chciało mi się przyspieszać i na początku wyszedł z tego emerycki trucht rzędu 5:50/km. Po 10 km stwierdziłem, że trochę przeginam skoro planuję okolice 30 km i przyspieszyłem do okolic 530, ale dopiero jak Słońce w okolicach 18. kilometra wyszło zza chmur to poczułem jakiś przypływ energii i konkretniej ruszyłem Tak już było do końca, z poprawką na końcowy podbieg gdzie tradycyjnie lekko zdychałem xD


Wyszło niecałe 30 - w jednym momencie wydłużyłem trasę, w innym skróciłem i pod koniec musiałbym bez sensu kluczyć po górkach żeby zaliczyć planowany dystans. Uznałem, że 28 z hakiem styknie i zostawię sobie coś na jutro


Miłej sobótki!


#sztafeta

af4fef92-3106-441c-ac38-3162a3f14141

@enron o której chodzisz spać? Jakieś rady jak zacząć jak się jest prawie 40 letnim kolesiem z oponką na brzuchy, który biegał ostatnio 10 lat temu?

@JontraVolta spać chodzę najczęściej koło północy. A co do rad: NIE CZEKAĆ! ja wziąłem

się do roboty 9 lat temu, czyli tuż przed 40. Najpierw spacery, potem dłuższe spacery, potem

dynamiczniejsze spacery... i w końcu przeszedłem do truchtu, a potem biegu. I tak mi już zostało, dzień bez biegania to dostaję normalnie syndromu odstawienia xD

Zaloguj się aby komentować

15 153,88 + 8,04 = 15 161,92


BZZZZ.


Tak jak pisałem, po poranku miałem wielki niedosyt. Musiałem zapodać jakąś suplementację. Sam się nie spodziewałem, że dostanę więcej niż planowałem


Zacznijmy od tego, że z pomocą przyszła mi żona – a dokładniej to jej auto, które się wczoraj zjepsuło na tyle poważnie, że nie pozostało nic innego jak zawieźć je do warsztatu. Warsztat ze 3 km od domu - no to przecież nie będę z powrotem jakimiś autobusami się tłukł, nie? W sam raz, żeby "ciutkę dookoła" zrobić 8 km na które miałem ochotę.


No to zawiozłem auto, zostawiłem grata w cholerę i ruszyłem. Luzik, Zalew Nowohucki, Huta, Ujastek...


No właśnie, Ujastek. Biegnąc chodnikiem dostrzegłem, że fragment chodnika jest otoczony taśmą ostrzegawczą - dosłownie kilka drzew. Lekko się zdziwiłem, bo po co tak? Nic tam rozkopane nie było, nie wyglądało też żeby cięli drzewa - nic to, pewnie se na zaś zablokowali a za parę dni łaskawie zaczną roboty.


I chciałem nawet przebiec chodnikiem, schylając się pod taśmą - ale szczęśliwie stwierdziłem, że nie będę się garbił i przelecę trawnikiem wzdłuż taśmy. I gdy tak biegłem, psiocząc na tych co założyli te taśmy, usłyszałem delikatne bzyczenie, które szybko przeszło w bardzo intensywne bzyczenie, które szybko zostało zagłuszone moim własnym okrzykiem OKURWAJAPJERDOLE Puls w górę, tempo max - ale już niewiele się dało zrobić, zarobiłem cztery zastrzyki w lewą nogę. Tzn zobaczyłem że mi cholery siedzą na nodze, strzepnąłem, a po chwili już było jasne że się spóźniłem ze zrzuceniem ich bo zaczęło konkretnie boleć Biegłem dalej, pewnie robiąc PR odcinka xD


Dobrze, że na jad jestem mało wrażliwy - po dwóch kilometrach już nie bolało, a na koniec tylko pozbierałem pamiątki po pszczołach (pic rel.) Cóż, bidne dokonały żywota kąsając mnie cholera wie po co.


Pewnie w tamtym miejscu spadło jakieś gniazdo i otoczyli taśmą do czasu przyjazdu pszczelarza. Może nawet było coś napisane, ale przecież biegłem więc po co patrzeć uważnie xD


Cieszyć się tylko, że nie pobiegłem przez środek roju chodnikiem


Dobra, koniec końców dzień na plus. Tylko pszczół szkoda.


Miłego!


#sztafeta

236fd85b-c717-4b96-8c4f-ac0093f9c69d

Zaloguj się aby komentować

15 107,72 + 8,02 = 15 115,74


Oj, zaspało się jak cholera - a na domiar złego się gramoliłem jak muchy w smole i koniec końców wyruszyłem dopiero o 5:47. Żona trochę później wychodziła, więc mogłem ciutkę przedłużyć, ale i tak wyszło zaledwie 8 km - i to w emeryckim tempie. Niedosyt jak cholera, czuję że będzie jakiś suplement bo nie godzi się tak krótko biegać xD


P.S. Patrzę kto odwalił numer z przeskoczeniem z 15k na 156k... no i tak: Ten dzban to ja xD


Miłego dnia!


#sztafeta

4c35075b-5998-463d-a0e7-7113a763230d

Zaloguj się aby komentować

15 066,65 + 11,05 + 16,01 = 156 093,71


Znowu się zapuszczam... Wczoraj spokojne odrabianie pańszczyzny połączone z kupnem bułeczek - 11 km w spokojnym tempie 5:23/km. Bez rewelacji, ale i bez specjalnego ociągania się. Ot takie poprawne i w sam raz na rozpoczęcie dnia.


Na dzisiaj miałem zdecydowanie ambitniejsze plany. No ale plany planami, a tu wszystko się posypało - późno zasnąłem, rano młody wstał wcześnie i była faza na tatusia, potem trochę leń mnie dołapał... i przez to wszystko wybiegłem tak ekstremalnie późno, że rzadko coś takiego mi się zdarza - po 8 rano!


W planie miałem przynajmniej półmaraton - w sumie gdybym uczciwie wybiegł o 5 to nawet ponad 30 by się udało wcisnąć. Niestety miałem świadomość że muszę wrócić do domu przed 10, więc jedyne co mogłem zrobić to ciutkę podkręcić tempo i skrócić do jakiegoś znośnego minimum - wyszło idealnie 16 km. Tempo nawet miłe, trochę się trzeba było zmęczyć - ale było warto Trochę słabo jak na dzień wolny, ale musi wystarczyć. Jutro niestety żona idzie do pracy więc sobie nie pofolguję, ale na szczęście przede mną weekend więc coś tam się może lekko odkuję.


Miłego Długiego!


#sztafeta

73cb610c-c375-4d52-81ea-0f025c9e6746

Zaloguj się aby komentować

14 806,33 + 5,36 + 15,36 + 11,51 = 14 838,56


Za wczoraj i dziś.


Wczoraj trochę mi się zaspało i poranne bieganie musiałem mocno ograniczyć - ważne że bułeczki kupiłem


Miałem ogromny niedosyt, więc z chęcią wybrałem się na grupowe osiedlowe piłowanie. Grupa nie wypaliła, ale ja się tak napaliłem że już nie było wyjścia i pobiegłem nad Zalew Nowohucki mimo to xD


O, to było już faajne. Najpierw 4 km spokojnego truchciku na miejsce, a potem dałem sobie w kość:


- 4x 300/200


- 6x 200/100


- 8x 100/100


Szybkie odcinki koło 440 (tak, nie umiem kontrolować swojego tempa), wolne bliżej 5:30. Między poszczególnymi segmentami dodatkowo 400m spokojnego truchtu. Razem na bieżni 6200m.


Na koniec rundka wokół Zalewu i spokojny powrót do domu połączony z zakupami niezbędnych drobiazgów w biedrze.


Było fajnie i doskonale się po tym czułem


A dzisiaj... na spokojnie. Grzeczne 11 km z zakupem bułeczek, tempo bardzo spokojne (5:26), ot takie żeby nie zapomnieć jak się biega.


Na razie to się w sumie jaram długim weekendem, liczę na to że sobie coś pobiegam.


No i stuknęło 100 km w czerwcu


Miłego dnia!


#sztafeta

8af7f5d7-2c15-4c77-9644-3886a10a40ff

Zaloguj się aby komentować

14 457,07 + 35,22 = 14 492, 29


Aach, w końcu Maków 


I Grzechynia, i Zawoja, i Stryszawa, i Sucha (bez Kicka)...


Tego było mi trzeba 


Tempo może słabe, ale 630 metrów w górę robi swoje


Udało się w miarę sprawnie zebrać, start o 05:04 – mogło być znacznie wcześniej, ale w łóżku było tak cieplutko xD


Widoki po drodze boskie - nawet mimo ciut spóźnionego startu. Ptaszki świergolą, pszczoły brzęczą, nogi same niosły do tej muzyki 


Mimo niby porządnych przewyższeń biegło się dość równo i przyjemnie. Zwłaszcza jak już było o drugiej górce xD


Cudnego dnia! ( ͜ʖ)


 #sztafeta

e6eaa2ae-c819-43c8-a159-1f410c012f03

Zaloguj się aby komentować

14 361,03 + 25,04 = 14 386,07


No nareszcie jakiś normalny początek weekendu


Co prawda trochę zaspałem i obudziłem się po piątej, do tego młody wstał jak sprężynka - ale mimo lekkiego zamarudzenia pozbierałem się do biegu o 5:42. Słońce było już wysoko, ale nie przypiekało - zresztą było bardzo przyjemnie, na termometrze widniało 8°C i w połączeniu z porannym Słonkiem i lekkim wiatrem było po prostu idealnie


Nie umiałem się zdecydować co do trasy - niby coś tam sobie założyłem, ale co chwila stwierdzałem że jednak polecę inaczej. Na 15. kilometrze stwierdziłem, że papaton poczeka i odbiłem w kierunku wypaśniejszej piekarni kilka osiedli dalej, dotarłem na miejsce tuż po otwarciu, bułki nabyłem, na placu targowym coś zielonego dobrałem - i pomknąłem lekko okrężną trasą do domu, by dociągnąć do 25 km.


Mimo resztek kaszlu biegło mi się nareszcie przyjemnie i z odpowiednim tempem - gdyby nie końcowy podbieg, to pewnie bym obronił 5:00 no ale 5:02 też mnie zadowala. Tak czy siak muszę zacząć nadrabiać stracone kilometry i jakoś mocniej zacząć przebierać nogami - ileż można udawać emeryta?


Udanej soboty!


#sztafeta

67f8a3f0-dadf-44dd-97d0-6f1bf733bfc2

Zaloguj się aby komentować

14292,89 + 10,01 + 10,04 + 4,48 + 10,54 = 14 327,96


Oj, coś słabo mi idzie ostatnio - tak bieganie, jak i dopisywanie. Więc na szybko.


Ostatnie dwa dni maja. Maj kiepściutko, wyszło 381 km - chciałem dociągnąć do 400 km, ale tym razem w sukurs weszła bardzo przedłużająca się wywiadówka i koniec końców spełzło na niczym. Szkoda, ale miesiąc był naprawdę fatalny - 6 dni bez biegania, w tym 5 weekendowych. Spokojnie ze 150 km straconych


Czerwiec, jak widać, też zacząłem słabiutko. Poranek załatwiony przez awarię w pracy, przez co trzeba było bardzo mocno skrócić bieg - w zasadzie tyle co po bułki i tyle, ledwo 4 km się udało urwać. Dzisiaj ciut lepiej, choć nadal to absolutne minimum przyzwoitości. Obym coś w weekend wykręcił!


Miłego piątunia! 


#sztafeta

8679d4e2-0785-4092-8de0-d5578e9cca05

Zaloguj się aby komentować

14 075,53 + 11,13 = 14 086,66


No i się wyjaśniła moja sobotnia niechcica, termometr pokazał 38,5°C xD


W niedzielę obudziłem się w ciut lepszym stanie, ale bardzo późno i nie było jak pobiec - a potem znowu zaczęła się jazda z temperaturą i takim osłabieniem, że jak tylko gdzieś wygodnie siadłem... to zasypiałem (ಠ‸ಠ)


Dopiero pod wieczór mi jakoś wszystko odpuściło, poczułem się normalnie, młodego wziąłem na plac zabaw i było gites. Na noc jeszcze jakiegoś procha i rano wstałem już całkiem spoko. Snu za sobą miałem aż nadto.


Nie chciałem szarżować i ograniczyłem dystans i tempo - więc wyszło takie leniwe, emeryckie szwendanko. Kupione bułki i obwarzanki, ale przede wszystkim ogórki - młody każde podejście do stołu zaczyna pytaniem "gdzie są ogórki?" xD Tak więc misja wypełniona i mogłem już sobie spokojnie rozpocząć dzień.


Dość intensywny, przez co wpis dopiero teraz.


I choć bardzo mi żal, to jednak odpuściłem dzisiejszy trening interwałowy z grupą - po pierwsze zdrowy rozsądek, po drugie nauka z najstarszym synem (ech, na starość hiszpańskiego się uczę xD)


Miłego!


#sztafeta

83d3b389-311e-486f-9b14-d8d907734ea5

Zaloguj się aby komentować

13 848,53 + 21,1 = 13 869,63


Bywa, że się człowiekowi chce bardziej niż zwykle. Bywa też, że trochę mniej niż zwykle. To drugie rzadko mi się trafia, ale to co było dzisiaj to był absolutny pieprzony top niechcicy bieganiowej xD


Wstałem o piątej, wziąłem ciuchy biegowe, byłem gotowy 10 minut później... i se ot tak siadłem w fotelu. Planowane były trzy dyszki, ale coś tego raczej nie widziałem. Wewnętrznie szukałem pretekstu, by nie biec albo przynajmniej skrócić trasę. Poprzytulać najmłodszego synka, wypić kawę z żoną... Ostatkiem sił wybrałem trasę na 32 km, w zasadzie z góry zakładając że pewnie tyle nie przebiegnę xD


No i pobiegłem tak na luzaka o 5:55. Od razu zahaczyłem o piekarnię, żeby mieć z głowy zakup bułek. Tak sobie biegłem spokojnie, trochę z górki trochę pod górkę - i niby było w porządku, trzymałem tempo i jakoś nie czułem przeciążenia, zaczynałem myśleć nad tym by domknąć trasę 25 km. I gdy dochodziła siódma rano, a ja byłem w okolicach piekarni sprzedającej megawypaśny chleb ("Piekarnia Mojego Taty" i chleb z ziemniakiem - polecam, rewelka!) to stwierdziłem że w plecaczku jest jeszcze miejsce i kupiłem. Ale jak już ruszyłem, to nagle tak mi wszystko siadło że matkobosko - nogi zaczęły boleć, a płuca wciąż nie mogły się napełnić po brzegi. Tempo zaczęło opadać jak więdnący k⁎⁎as, aż do okolic 6:30 - do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać nad doczłapaniem do domu najkrótszą trasą 


Dobiegałem do okolic Zalewu Nowohuckiego i niemalże dałem sobie w pysk, by go nie ominąć tylko do niego dobiec i oblecieć xD Udało się, wyglądałem już pewnie jak siedem nieszczęść - przede mną był już tylko końcowy podbieg, ale żeby zaliczyć minimalny przyzwoity dystans musiałem jakoś wyczarować dwa dodatkowe kilometry. Dusza wyła, gdy z niemal fizycznym bólem ominąłem skręt na osiedle i poleciałem dookoła - i w końcu dotarłem do szczytu, z którego już było wyłącznie z górki Doczłapałem ten kilometr, wszedłem do garażu... i siadłem na dobrych kilka minut.


Nie pamiętam, kiedy ostatnio biegło mi się aż tak źle 


Miłego dnia! 


#sztafeta

6eb1dd8c-0d43-4726-94d8-16ee44e71c5e

Zaloguj się aby komentować

13 750,05 + 13,03 = 13 763,08


Aaach piątunio


Dzisiaj miało być wcześniej, ale wyszło tak na pół gwizdka. Wstałem dopiero kwadrans po piątej - ale przynajmniej cosik tam pospałem. Pogoda za oknem zachęcająca, 11 kresek na termometrze i nareszcie widoczne jakieś Słońce


Trochę tak mozolnie się pozbierałem i w końcu o 5:41 wybiegłem w trasę.


Niby było już długo po wschodzie Słońca, ale chmury operowały na tyle ciekawie że trochę skróciłem dobieg do mojego ulubionego miejsca na fotki - i warto było, efekt pic rel. Czułem trochę mocy w nogach i nawet udało się przyspieszyć - nie było o to szczególnie ciężko, biorąc pod uwagę że było nieco z górki. Ruch samochodowy zaskakująco mały, co było dość przyjemne bo nie przepadam mijać się z samochodami na wąskich uliczkach.


Spokojnie sobie leciałem, a dobiegłszy do osiedla stwierdziłem że mogę sobie pozwolić na jeszcze jeden odskok - i tym sposobem doszły jeszcze dwa kilometry. Co prawda kosztem upierdliwego podbiegu i spadku średniej, ale za to miałem wygodniej do piekarni


Podsumowując: bieg miły, wszystkie planowane rzeczy zaliczone, endorfinki działają, arbuz zjedzony. Czegóż więcej do szczęścia?


Miłego dnia!


#sztafeta

1ec51079-8c39-4124-aa55-3f27dd8d0c3e

Zaloguj się aby komentować

13 719,46 + 11,05 = 13 730,51


Dzisiaj kolejny dzień zaspańska - ale tym razem nawet kotu się nie chciało mnie budzić, chrapał sobie smacznie gdy wstałem tuż przed 6. Znowu start o 6:13 - i znowu spokojnie i bez pośpiechu.


Temperatura dość wysoka jak na pochmurny dzień, 12°C. Liczyłem na trochę Słońca, ale nie było dane doświadczyć - na plus, że przynajmniej już nie padało.


Znowu zacząłem od piekarni, ale tym razem nie poleciałem nad Zalew a w okolice budowanego węzła S7/S52 - dawno się tam nie pojawiałem. Oczywiście, zgodnie z przewidywaniami było trochę kurzu, ale i tak było całkiem nieźle jak na to czego się spodziewałem. Trasa w sumie dość przyjemna - trochę z górki, trochę pod górkę, ale jak się już przebiło przez okolice budowanego węzła to ruch niewielki w porywach do zerowego.


Na koniec zajrzałem do biedry, żeby kupić kotom cokolwiek do żarcia - zagapiłem się i karma się skończyła, przez co rano były głośne pretensje. Tak dociążony doleciałem ostatnie 2 km do domu. Z trasy wyszedł jakiś łeb dinozaura xD


Koniec z tym spaniem, od jutra trzeba się zebrać do kupy i zacząć o normalnych porach biegać 


Miłego dnia!


#sztafeta

b0f3f0ca-c2fe-491e-9c9c-2c327746e43b

Zaloguj się aby komentować

13 687,82 + 10,08 = 13 697,90


Późno, bom zapomniał o dopisaniu Ale w sumie i tak późno było, bo dzisiaj sobie po królewsku pospałem - prawie do 6 rano. Widać konkretnie mnie zmorzyło, bo pod nakastlikiem leżały telefon, ładowarka, okulary, a kota zrezygnowana spała u mnie w nogach xD


Nic to, dzieci mają wolne, żona się nie spieszyła do pracy, więc bez zbędnego marudzenia pozbierałem się i niespełna kwadrans po szóstej wyruszyłem w trasę. O tej porze mogłem już sobie pozwolić na lekką optymalizację - pierwsze zaliczyłem obie piekarnie, a potem już sobie spokojnie dreptałem z plecaczkiem przez resztę trasy. Było bardzo przyjemnie ciepło, i - co zaskakujące - sucho, mimo że miało lać od nocy


Spokojnie sobie człapałem tempem spacerowym - nie miałem w planach żadnych rekordów, wiedziałem że i tak dzisiaj trzeba zaliczyć po prostu dyszkę (a przy okazji stuknie 300 w miesiącu) więc kontynuowałem dreptanie. Gdy doleciałem do biedry, oczywiście kupiłem co miałem kupić i poczłapałem nieco okrężną drogą, bo inaczej zabrakłoby kilometra. I tak sobie spokojnie dotarłem na miejsce, by w stanie ogólnego zadowolenia rozpocząć kolejny dzień


Miłego dnia! Czy raczej jego reszty


#sztafeta

9b995788-de4e-4777-b3d5-4ad298789772

Zaloguj się aby komentować

13 464,98 + 10,71 = 13 475,69


Tak patrzę kto to tyle nabił że się zrobiło już 14K... tak, to ja, ten dzban xD


Poprawiłem


Po wczorajszym szaleństwie dzisiaj delikatnie. Po drugie kulaski nie bardzo chciały nieść, a po pierwsze po prostu zaspałem i to mimo kota który próbował wszystkich sztuczek by mnie obudzić. Cóż, tak to jest jak się poprzedniego dnia pośpi niecałe 3h a kolejnego planuje wstać 4,5 godziny po zaśnięciu


Nic to, w każdym razie wybiegłem o 5:13. Biegło się przyjemnie, ale powoli - nawet nie próbowałem przyspieszać, jedyne co miałem zaplanowane to zrobienie ok. dyszki. I kupienie bułek, to dwie rzeczy. Dobra, i kupienie arbuza, czyli trzy rzeczy.


Wszystko zrealizowane, ale tempo bardzo spacerowe. Ale liczy się!


Miłego dnia


#sztafeta

afa69edb-9c7e-4204-accf-b7e848c50430

Zaloguj się aby komentować

13 437,53 + 17,24 = 14 454,77


Poranki są super, ale prawdziwe mięsko to treningi funkcjonalne z dzielnicowymi wymiataczami


Jutro dzieci mają wolne, po raz pierwszy od dawna mogłem wybrać się na trening interwałowy zamiast tracić nerwy przy nauce z dzieckiem


Trening jest nad Zalewem Nowohuckim, więc na początek były spokojne 4 km w okolicsch 5:15 min/km. Po wspólnej fotce poszło jedno relaksacyjne okrążenie Zalewu, a następnie udaliśmy się na bieżnię po drugiej stronie ulicy. Guru nakazał uczciwie poćwiczyć - 8 do 10 cykli 400/200. Byłem w sumie nastawiony na spokojniejsze bieganie, więc czterysetki robiłem w okolicy 440, a dwusetki koło 5:15. Nie powiem, trochę to było męczące - a z drugiej strony nawet takie 400m to jest na tyle krótki odcinek, że zawsze idzie to przeżyć. Po 10 cyklach chwila odpoczynku, potem relaksacyjne pożegnalne truchtanko wokół Zalewu i na koniec znowu ~4 km do domu. W sumie wyszło nieco więcej niż się spodziewałem - ale biegło się bardzo fajnie, nawet powrót na moje wzgórze niespecjalnie się dawał we znaki.


Bardzo lubię ten wspólny wycisk


Dobranoc i do jutra!


#sztafeta

4ddcbcda-be7c-4f9d-a071-02b5908e92ac

Zaloguj się aby komentować

13 343,72 + 15,26 = 13 358,98


Dzisiaj trochę późno, mimo że zacząłem dość wcześnie ( ͡º ͜ʖ͡º) Po pierwsze byłem umówiony ze znajomym na bieganie o piątej, ale i tak podstawową rolę odegrała tu moja kota - była tak zdeterminowana by wyjść na zewnątrz że pozrzucała mi z nakastlika wszystko oprócz lampy xD


Zebrałem się niespiesznie, bo znajomy w środku nocy napisał że jednak nie da rady - nic to, bieganie tak czy siak miało być więc chwilkę pomyślałem nad priorytetami i sobie ułożyłem w głowie trasę. Zszedłem do garażu i o 4:46 wyruszyłem (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)


Niby tylko kwadrans wcześniej niż zwykle, a jednak sporo zmienia. Na ulicach ruch prawie zerowy, spotkałem za to autobus nocny xD Były super warunki, przyjemne 8°C, wiatru brak, Słońce ledwo zaczynało wstawać. Było wręcz przepięknie, a mi się wyjątkowo przyjemnie przebierało nogami. Po pierwszej górce zacząłem przyspieszać i zacząłem dość skutecznie urywać kolejne sekundy - i szło całkiem nieźle to urywanie


W końcu zbliżylem się z powrotem do osiedla - i wtedy zanurkowałem w Biedrze - powód poniżej xD


Potem jeszcze zostały 2 km - 1,5 do piekarni i z powrotem 500m do domu, z obciążeniem zakupami biedronkowymi i pod górę więc już trochę wolniej było. Ale i tak jestem mega zadowolony z dzisiejszego wypadu.


Miłego dnia!


#sztafeta

1bfa0e13-b4f9-4ce2-8608-3bb4234b3edd
35e50c80-6e90-4d70-b048-557980946a47
322ab08e-715e-4dc1-9fb8-e701d8776c04

Zaloguj się aby komentować

13 229,26 + 23,05 = 13 252,31


Uff jak gorąco! I leniwie!


Tak, znowu mnie dorwał leń. Obudziłem się o 4:38, rzuciłem okiem za okno i stwierdziłem że wracam do łóżka. Niby na chwilę, ale chwilka się zamieniła w grubo ponad godzinę, co poskutkowało ekstremalnie późnym startem o 6:50 


Lenistwo zostało przykładnie ukarane. Na starcie było już 15°C, Słońce wysoko na niebie - a z każdą minutą robiło się goręcej. Oczywiście tradycyjnie nic nie wziąłem - i już po 10 km lekko żałowałem, że nie zgarnąłem wychodząc jakiejś butelczyny z wodą. Ale nic to, biegło się fajnie, niespodziewanie silny wiatr bardzo przyjemnie chłodził a po drodze było w sumie całkiem sporo zacienionych miejsc 


I byłoby idealnie, gdyby ten wredny garmin się nie zwiesił - ot tak pokazał trójkącik i tyle. Próbując go zresetować zmarnowałem sporo czasu, w końcu nagle jakby nigdy nic wyświetlił zapauzowaną aktywność - dałem kontynuację i poleciałem dalej. Ale byłem już na tyle wybity z rytmu, że zrezygnowałem z dociągnięcia do planowanych 25 km i pobiegłem najkrótszą trasą do domu. Końcowe podbiegi ukradły trochę ze średniej, ale w miarę rozsądnie wyszło. Nic to - nadrobi się innym razem, może jak będę miał mniej lenia.


Miłej niedzieli! 


#sztafeta

86df51d8-4c9b-482a-bfc3-5a0d272834a8

Dlatego lubię w garminie Garmin pay. Czasami jak zabiorę za mało wody a słońce praży to można szybko zahaczyć o sklep, kupić mała butelkę i biec dalej

Zaloguj się aby komentować