Zdjęcie w tle

enron

Gruba ryba
  • 487wpisy
  • 1580komentarzy

13 848,53 + 21,1 = 13 869,63


Bywa, że się człowiekowi chce bardziej niż zwykle. Bywa też, że trochę mniej niż zwykle. To drugie rzadko mi się trafia, ale to co było dzisiaj to był absolutny pieprzony top niechcicy bieganiowej xD


Wstałem o piątej, wziąłem ciuchy biegowe, byłem gotowy 10 minut później... i se ot tak siadłem w fotelu. Planowane były trzy dyszki, ale coś tego raczej nie widziałem. Wewnętrznie szukałem pretekstu, by nie biec albo przynajmniej skrócić trasę. Poprzytulać najmłodszego synka, wypić kawę z żoną... Ostatkiem sił wybrałem trasę na 32 km, w zasadzie z góry zakładając że pewnie tyle nie przebiegnę xD


No i pobiegłem tak na luzaka o 5:55. Od razu zahaczyłem o piekarnię, żeby mieć z głowy zakup bułek. Tak sobie biegłem spokojnie, trochę z górki trochę pod górkę - i niby było w porządku, trzymałem tempo i jakoś nie czułem przeciążenia, zaczynałem myśleć nad tym by domknąć trasę 25 km. I gdy dochodziła siódma rano, a ja byłem w okolicach piekarni sprzedającej megawypaśny chleb ("Piekarnia Mojego Taty" i chleb z ziemniakiem - polecam, rewelka!) to stwierdziłem że w plecaczku jest jeszcze miejsce i kupiłem. Ale jak już ruszyłem, to nagle tak mi wszystko siadło że matkobosko - nogi zaczęły boleć, a płuca wciąż nie mogły się napełnić po brzegi. Tempo zaczęło opadać jak więdnący k⁎⁎as, aż do okolic 6:30 - do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać nad doczłapaniem do domu najkrótszą trasą 


Dobiegałem do okolic Zalewu Nowohuckiego i niemalże dałem sobie w pysk, by go nie ominąć tylko do niego dobiec i oblecieć xD Udało się, wyglądałem już pewnie jak siedem nieszczęść - przede mną był już tylko końcowy podbieg, ale żeby zaliczyć minimalny przyzwoity dystans musiałem jakoś wyczarować dwa dodatkowe kilometry. Dusza wyła, gdy z niemal fizycznym bólem ominąłem skręt na osiedle i poleciałem dookoła - i w końcu dotarłem do szczytu, z którego już było wyłącznie z górki Doczłapałem ten kilometr, wszedłem do garażu... i siadłem na dobrych kilka minut.


Nie pamiętam, kiedy ostatnio biegło mi się aż tak źle 


Miłego dnia! 


#sztafeta

6eb1dd8c-0d43-4726-94d8-16ee44e71c5e

Zaloguj się aby komentować

13 750,05 + 13,03 = 13 763,08


Aaach piątunio


Dzisiaj miało być wcześniej, ale wyszło tak na pół gwizdka. Wstałem dopiero kwadrans po piątej - ale przynajmniej cosik tam pospałem. Pogoda za oknem zachęcająca, 11 kresek na termometrze i nareszcie widoczne jakieś Słońce


Trochę tak mozolnie się pozbierałem i w końcu o 5:41 wybiegłem w trasę.


Niby było już długo po wschodzie Słońca, ale chmury operowały na tyle ciekawie że trochę skróciłem dobieg do mojego ulubionego miejsca na fotki - i warto było, efekt pic rel. Czułem trochę mocy w nogach i nawet udało się przyspieszyć - nie było o to szczególnie ciężko, biorąc pod uwagę że było nieco z górki. Ruch samochodowy zaskakująco mały, co było dość przyjemne bo nie przepadam mijać się z samochodami na wąskich uliczkach.


Spokojnie sobie leciałem, a dobiegłszy do osiedla stwierdziłem że mogę sobie pozwolić na jeszcze jeden odskok - i tym sposobem doszły jeszcze dwa kilometry. Co prawda kosztem upierdliwego podbiegu i spadku średniej, ale za to miałem wygodniej do piekarni


Podsumowując: bieg miły, wszystkie planowane rzeczy zaliczone, endorfinki działają, arbuz zjedzony. Czegóż więcej do szczęścia?


Miłego dnia!


#sztafeta

1ec51079-8c39-4124-aa55-3f27dd8d0c3e

Zaloguj się aby komentować

13 719,46 + 11,05 = 13 730,51


Dzisiaj kolejny dzień zaspańska - ale tym razem nawet kotu się nie chciało mnie budzić, chrapał sobie smacznie gdy wstałem tuż przed 6. Znowu start o 6:13 - i znowu spokojnie i bez pośpiechu.


Temperatura dość wysoka jak na pochmurny dzień, 12°C. Liczyłem na trochę Słońca, ale nie było dane doświadczyć - na plus, że przynajmniej już nie padało.


Znowu zacząłem od piekarni, ale tym razem nie poleciałem nad Zalew a w okolice budowanego węzła S7/S52 - dawno się tam nie pojawiałem. Oczywiście, zgodnie z przewidywaniami było trochę kurzu, ale i tak było całkiem nieźle jak na to czego się spodziewałem. Trasa w sumie dość przyjemna - trochę z górki, trochę pod górkę, ale jak się już przebiło przez okolice budowanego węzła to ruch niewielki w porywach do zerowego.


Na koniec zajrzałem do biedry, żeby kupić kotom cokolwiek do żarcia - zagapiłem się i karma się skończyła, przez co rano były głośne pretensje. Tak dociążony doleciałem ostatnie 2 km do domu. Z trasy wyszedł jakiś łeb dinozaura xD


Koniec z tym spaniem, od jutra trzeba się zebrać do kupy i zacząć o normalnych porach biegać 


Miłego dnia!


#sztafeta

b0f3f0ca-c2fe-491e-9c9c-2c327746e43b

Zaloguj się aby komentować

13 687,82 + 10,08 = 13 697,90


Późno, bom zapomniał o dopisaniu Ale w sumie i tak późno było, bo dzisiaj sobie po królewsku pospałem - prawie do 6 rano. Widać konkretnie mnie zmorzyło, bo pod nakastlikiem leżały telefon, ładowarka, okulary, a kota zrezygnowana spała u mnie w nogach xD


Nic to, dzieci mają wolne, żona się nie spieszyła do pracy, więc bez zbędnego marudzenia pozbierałem się i niespełna kwadrans po szóstej wyruszyłem w trasę. O tej porze mogłem już sobie pozwolić na lekką optymalizację - pierwsze zaliczyłem obie piekarnie, a potem już sobie spokojnie dreptałem z plecaczkiem przez resztę trasy. Było bardzo przyjemnie ciepło, i - co zaskakujące - sucho, mimo że miało lać od nocy


Spokojnie sobie człapałem tempem spacerowym - nie miałem w planach żadnych rekordów, wiedziałem że i tak dzisiaj trzeba zaliczyć po prostu dyszkę (a przy okazji stuknie 300 w miesiącu) więc kontynuowałem dreptanie. Gdy doleciałem do biedry, oczywiście kupiłem co miałem kupić i poczłapałem nieco okrężną drogą, bo inaczej zabrakłoby kilometra. I tak sobie spokojnie dotarłem na miejsce, by w stanie ogólnego zadowolenia rozpocząć kolejny dzień


Miłego dnia! Czy raczej jego reszty


#sztafeta

9b995788-de4e-4777-b3d5-4ad298789772

Zaloguj się aby komentować

13 464,98 + 10,71 = 13 475,69


Tak patrzę kto to tyle nabił że się zrobiło już 14K... tak, to ja, ten dzban xD


Poprawiłem


Po wczorajszym szaleństwie dzisiaj delikatnie. Po drugie kulaski nie bardzo chciały nieść, a po pierwsze po prostu zaspałem i to mimo kota który próbował wszystkich sztuczek by mnie obudzić. Cóż, tak to jest jak się poprzedniego dnia pośpi niecałe 3h a kolejnego planuje wstać 4,5 godziny po zaśnięciu


Nic to, w każdym razie wybiegłem o 5:13. Biegło się przyjemnie, ale powoli - nawet nie próbowałem przyspieszać, jedyne co miałem zaplanowane to zrobienie ok. dyszki. I kupienie bułek, to dwie rzeczy. Dobra, i kupienie arbuza, czyli trzy rzeczy.


Wszystko zrealizowane, ale tempo bardzo spacerowe. Ale liczy się!


Miłego dnia


#sztafeta

afa69edb-9c7e-4204-accf-b7e848c50430

Zaloguj się aby komentować

13 437,53 + 17,24 = 14 454,77


Poranki są super, ale prawdziwe mięsko to treningi funkcjonalne z dzielnicowymi wymiataczami


Jutro dzieci mają wolne, po raz pierwszy od dawna mogłem wybrać się na trening interwałowy zamiast tracić nerwy przy nauce z dzieckiem


Trening jest nad Zalewem Nowohuckim, więc na początek były spokojne 4 km w okolicsch 5:15 min/km. Po wspólnej fotce poszło jedno relaksacyjne okrążenie Zalewu, a następnie udaliśmy się na bieżnię po drugiej stronie ulicy. Guru nakazał uczciwie poćwiczyć - 8 do 10 cykli 400/200. Byłem w sumie nastawiony na spokojniejsze bieganie, więc czterysetki robiłem w okolicy 440, a dwusetki koło 5:15. Nie powiem, trochę to było męczące - a z drugiej strony nawet takie 400m to jest na tyle krótki odcinek, że zawsze idzie to przeżyć. Po 10 cyklach chwila odpoczynku, potem relaksacyjne pożegnalne truchtanko wokół Zalewu i na koniec znowu ~4 km do domu. W sumie wyszło nieco więcej niż się spodziewałem - ale biegło się bardzo fajnie, nawet powrót na moje wzgórze niespecjalnie się dawał we znaki.


Bardzo lubię ten wspólny wycisk


Dobranoc i do jutra!


#sztafeta

4ddcbcda-be7c-4f9d-a071-02b5908e92ac

Zaloguj się aby komentować

13 343,72 + 15,26 = 13 358,98


Dzisiaj trochę późno, mimo że zacząłem dość wcześnie ( ͡º ͜ʖ͡º) Po pierwsze byłem umówiony ze znajomym na bieganie o piątej, ale i tak podstawową rolę odegrała tu moja kota - była tak zdeterminowana by wyjść na zewnątrz że pozrzucała mi z nakastlika wszystko oprócz lampy xD


Zebrałem się niespiesznie, bo znajomy w środku nocy napisał że jednak nie da rady - nic to, bieganie tak czy siak miało być więc chwilkę pomyślałem nad priorytetami i sobie ułożyłem w głowie trasę. Zszedłem do garażu i o 4:46 wyruszyłem (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)


Niby tylko kwadrans wcześniej niż zwykle, a jednak sporo zmienia. Na ulicach ruch prawie zerowy, spotkałem za to autobus nocny xD Były super warunki, przyjemne 8°C, wiatru brak, Słońce ledwo zaczynało wstawać. Było wręcz przepięknie, a mi się wyjątkowo przyjemnie przebierało nogami. Po pierwszej górce zacząłem przyspieszać i zacząłem dość skutecznie urywać kolejne sekundy - i szło całkiem nieźle to urywanie


W końcu zbliżylem się z powrotem do osiedla - i wtedy zanurkowałem w Biedrze - powód poniżej xD


Potem jeszcze zostały 2 km - 1,5 do piekarni i z powrotem 500m do domu, z obciążeniem zakupami biedronkowymi i pod górę więc już trochę wolniej było. Ale i tak jestem mega zadowolony z dzisiejszego wypadu.


Miłego dnia!


#sztafeta

1bfa0e13-b4f9-4ce2-8608-3bb4234b3edd
35e50c80-6e90-4d70-b048-557980946a47
322ab08e-715e-4dc1-9fb8-e701d8776c04

Zaloguj się aby komentować

13 229,26 + 23,05 = 13 252,31


Uff jak gorąco! I leniwie!


Tak, znowu mnie dorwał leń. Obudziłem się o 4:38, rzuciłem okiem za okno i stwierdziłem że wracam do łóżka. Niby na chwilę, ale chwilka się zamieniła w grubo ponad godzinę, co poskutkowało ekstremalnie późnym startem o 6:50 


Lenistwo zostało przykładnie ukarane. Na starcie było już 15°C, Słońce wysoko na niebie - a z każdą minutą robiło się goręcej. Oczywiście tradycyjnie nic nie wziąłem - i już po 10 km lekko żałowałem, że nie zgarnąłem wychodząc jakiejś butelczyny z wodą. Ale nic to, biegło się fajnie, niespodziewanie silny wiatr bardzo przyjemnie chłodził a po drodze było w sumie całkiem sporo zacienionych miejsc 


I byłoby idealnie, gdyby ten wredny garmin się nie zwiesił - ot tak pokazał trójkącik i tyle. Próbując go zresetować zmarnowałem sporo czasu, w końcu nagle jakby nigdy nic wyświetlił zapauzowaną aktywność - dałem kontynuację i poleciałem dalej. Ale byłem już na tyle wybity z rytmu, że zrezygnowałem z dociągnięcia do planowanych 25 km i pobiegłem najkrótszą trasą do domu. Końcowe podbiegi ukradły trochę ze średniej, ale w miarę rozsądnie wyszło. Nic to - nadrobi się innym razem, może jak będę miał mniej lenia.


Miłej niedzieli! 


#sztafeta

86df51d8-4c9b-482a-bfc3-5a0d272834a8

Dlatego lubię w garminie Garmin pay. Czasami jak zabiorę za mało wody a słońce praży to można szybko zahaczyć o sklep, kupić mała butelkę i biec dalej

Zaloguj się aby komentować

13 146,4 + 23,22 = 13 169,64


Dziś Dzień Lenia.


Nic mi się nie chciało, masakra jakaś. Budzik i milion drzemek - z łóżka wytaczałem się dobrych 20 minut. Potem nie było lepiej - wszystko jak mucha w smole, nawet ubranie wybierałem jak jakaś primadonna... Nadludzkim wysiłkiem wywlokłem swoje cielsko przed dom, ale dopiero podjęcie decyzji "walić trzydziechę, strzele se połówkę" dało mi jakąś motywację - i tym samym o 5:50 wyruszyłem w trasę.


Przyjemne 11°C, ledwo zauważalna mżawka, ulice i chodniki mokre ale już bez kałuż - mówiąc krótko całkiem przyjemne warunki do biegania (ʘ‿ʘ) Z każdym kilometrem ustępowała niechęć, wypierana systematycznie przez radość z przebierania nogami. Tempo zaczęło być nawet przyzwoite i już tak od 10. kilometra leciałem zadowolony jak zawsze


Trasa przyjemna - Zalew Nowohucki, Łąki Nowohuckie, wały wzdłuż Wisły. pustki totalne - spotkałem jednego biegacza i kilku rowerzystów, dopiero w bardziej miejskich okolicach pojawiło się więcej ludzi. Parę przystanków na czerwonym, ale poza tym było lux. miało być więcej, ale tyle też jest spoko. 


Miłej soboty!


#sztafeta

69711398-082a-4a25-a218-2a1bdfb997dc

Zaloguj się aby komentować

13 001,43 + 12,01 = 13 013,43


No to dotarliśmy spokojnie do piątunia, a przy okazji do 200 km w maju (późno dość, pięciodniowa przerwa w długi weekend dała mi się ostro we znaki jeśli chodzi o kilometraż)


Wstałem nawet dość wcześnie, tuż po 4:30 - ale trochę się ociągałem z wstawaniem a i potem trzeba było parę rzeczy załatwić zanim wziąłem się za ubieranie ciuchów biegowych. Koniec końców wyruszyłem i tak w miarę znośnie, o 5:07.


Pogoda dla mnie ostatnio jest łaskawa. Przedwczoraj ulewa skończyła się parę minut przed biegiem, wczoraj prawie już nie padało, dzisiaj deszczu już w ogóle nie było i tylko pozostały mokre ulice i chodniki. Temperatura - przyjemne 8°C, lekki wiatr który w zasadzie w ogóle nie przeszkadzał - idealna pogoda na poranne wybieganie


Biegło mi się wyjątkowo dobrze, nogi same niosły i spróbowałem odrobinę przyspieszyć - z powodzeniem. Mimo to cały czas było komfortowo i przyjemnie, kolejne kilometry łykałem z łatwością i nawet na końcowych podbiegach nie przekroczyłem 5:00/km  choć zauważalnie odbiła się ta końcówka na tętnie.


Oczywiście na koniec bułeczki zanabyte, dzięki czemu poranek stał się kompletny


Miłego piątunia!


#sztafeta

4152d09e-6974-4e02-b6b6-ed8ed55036c6

Zaloguj się aby komentować

12945,25 + 12,31 + 10,06 = 12 967,62


Takie tam dreptanko z dwóch dni. Wczoraj w miarę, dzisiaj bardzo krótko - zaspałem strasznie i cud, że udało się zaliczyć minimum przyzwoitości.


Dwa dni w deszczu - nie jakimś rzęsistym, w sumie miałem fuksa bo w oba dni naprawdę solidnie lało tuż przed tym jak wyszedłem biegać Nie żebym miał coś przeciwko deszczowi, ale nie lubię gdy następnego dnia w butach jest mokro jeszcze przed startem.


Wczoraj ciut szybsze truchtanie, dzisiaj już bardziej luzackie - ale ważne że potruchtane i bułeczki kupione


Miłego!


#sztafeta

9dcb4ddc-7305-4cda-8f5c-ac7dd2faf043

Zaloguj się aby komentować

12 739,56 + 11,07 = 12 750,63


Ciutkę mi się zaspało - grzebałem w ustawieniach i wyłączyłem budzik, przez co obudziłem się sam ale dopiero 5 minut przed piątą. Jakiś leń mnie dopadł i strasznie się ślamazarzyłem, przez co wystartowałem dopiero o 5:20


Pogoda idealna. Na termometrze 8 stopni, Słońce już pięknie grzało i powiewała lekka bryza. Nogi same niosły, tym bardziej że żona przypomniała rano że chce wcześniej wyjść. Odruchowo trochę przyspieszyłem - i jak jeszcze trafił się odcinek z górki to już mi tak zostało i sobie śmigałem w prędkościach okołoprzyzwoitych


Biegło się naprawdę przyjemnie, nawet na końcowym podbiegu udało się utrzymać tempo poniżej 5:00/km 


Bułki kupione, obwarzanki kupione, kaczuszki pozdrowione. Może bieg krótkawy, ale było super


Miłego wtorunia!


#sztafeta

eb63ee24-f65f-4495-8107-8c47528344f2

Zaloguj się aby komentować

12 681,56 + 14,13 = 12 695,69


Ostatnio pogoda rozpieszczała… i nadal to robi Wstałem kwadrans przed piątą, ale jakoś strasznie się ślamazarzyłem i wyruszyłem dopiero pół godziny później.


Pogoda super. Cieplutko, 11°C i rzęsisty deszcz Pomyśleć, że były czasy kiedy słysząc deszcz obrócił się na drugi bok i zasnął xD


Nie szalałem, czasu było dość i zdecydowałem się na spokojną przebieżkę - o ile woda mi nie przeszkadza, to nie przepadam za jeziorem w butach i czasem trzeba zwolnić, lawirując między kałużami.


Biegło się bardzo przyjemnie, udało mi się nie utonąć a w międzyczasie deszcz niemalże ustał. Bułeczki kupione, a jakże


Aha, no i stuknęło 2000 km


P.S. Kurczę, widzę że krwawe suty zaliczyłem xD A coś czułem lekki dyskomfort...


Udanego poniedziałku! (ʘ‿ʘ)


#sztafeta

e3504af5-31e7-46fe-9be1-93537b7a29a4

Zaloguj się aby komentować

12 416,26 + 30,10 = 12 446,36


Uff, w końcu jakiś normalne weekendowe bieganie


Obudził mnie kot o 4:30, zrzucając z nakastlika niemal wszystko co się dało. Nawet spoko, bo budzik nastawiłem na 4:37 - pozbierałem się w miarę sprawnie i tylko ciutkę zamarudziwszy wyruszyłem o 4:52.


Cudowna pogoda Budzący się piękny dzień, na termometrze przyjemne 6°C, delikatny wietrzyk, zbliżający się wschód Słońca - nic tylko śmigać przed siebie! Nie szalałem z tempem, planowałem wrócić przed ósmą i już zaplanowałem w głowie trasę papatonu.


Biegło się fajnie, niespiesznie przemierzałem mniej i bardziej dzikie tereny, w końcu gdzieś na 16. kilometrze dotarłem w okolice Kombinatu i... wtedy się zorientowałem, że przecież jak mam być prsed 8 rano, to nie mam 30 minut czasu tylko grubo ponad półtorej godziny! Wstąpiła we mnie nowa energia i po dotarciu do Zalewu Nowohuckiego zamiast skręcić w kierunku domu, poleciałem w stronę wałów nad Wisłą


Na Wałach przed 7 pustawo, spotkałem trzech rowerzystów i tyluż spacerowiczów (w sumie więcej niż się spodziewałem). Tak mnie tknęło i zbiegłem w kierunku rzeki, by trochę polecieć gruntową trasą wśród pól rzepaku. Warto było, cudne uczucie!


W końcu dotarłem do Elektrociepłowni, a stamtąd już przez miasto dreptałem sobie spokojnie w kierunku domu. Ciut skróciłem trasę - na tyle, że pod koniec musiałem polecieć boczną pętelkę żeby dobić do trzech dyszek xD


Doleciałem do domu idealnie o czasie. Jedyne co pozostało to wypić z żoną kawkę i zjeść z najmłodszym dzieckiem przepysznego arbuza


Lubię taki początek dnia


Cudnej niedzieli! ( ͜ʖ)


#sztafeta

f9ed727c-05ec-4fcb-9cad-505036ff5955

Zaloguj się aby komentować

12 343,42 + 10,33 + 5,19 = 12 358,94


Plany planami, a tymczasem mały terroristen wstał o 5 rano - a ja ulitowałem się nad półprzytomną żoną i przejąłem zbója Start w związku z tym był bardzo późno (6:49) i musiałem skrócić do zaledwie dyszki. Biegło się nawet miło, bez większej spiny, tempo bliższe przyzwoitemu (5:08/km) ale wciąż spokojne. Bułki kupione.


Parę godzin później tak mi się zdarzyło być koło Błoń. Już kiedyś pisałem, że doceniam wagę suplementacji przy bieganiu więc i dzisiaj zapodałem suplement w postaci 5 km bardzo spokojnego relaksiku, przy okazji kupując najwspanialsze kremówki w Krakowie


Mało trochę, ale musi wystarczyć na dzisiaj. Może w niedzielę coś w końcu pobiegnę?


Miłej soboty!


#sztafeta

6a23400c-3fb1-4318-b575-c34a5ab7cd41

Zaloguj się aby komentować

12 233,97 + 17,31 = 12 251,28


Dzisiaj spokojny relaksik. Start o 5:10, bo nie mogłem znaleźć świętej saszetki na telefon i kasę i jakiś generalnie niepociumany byłem. Pogoda oczywiście fenomenalna, ale tym razem miałem ochotę na wyciszający, lekko przydługawy spacerek 


Spokojnie sobie potruchtałem po osiedlu, a że było fajnie to potruchtałem nieco za miasto. Dość szybko jednak wróciłem, bo w sumie dziecku trzeba było jakieś bułki na śniadanie dostarczyć 


Miał być relaks i był relaks. A na koniec pyszna arbuzowa nagroda 


Miłego dnia! 


#sztafeta

a9a41cbf-6912-43ea-8b35-16d0c4a43451

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

12 171,39 + 13,45 = 12 184,84


Ach, jak cudnie się zebrać rano i śmignąć po bułki w tak cudnych okolicznościach przyrody


Pobudka 4:40, start 5:03 - znowu ciut za późno na wschód Słońca... ale co z tego, skoro było tak cudnie! Biegło się doskonale - start bardzo ociężały (pierwszy kilometr 6:00 ), ale pote


nabrałem wiatru w żagle i się zacząłem rozpędzać. Było bosko, endorfinki mi wypierdzieliło w kosmos - nawet teraz mną telepie z radochy jakbym w totka wygrał xD


Do 10. kilometra leciałem jak burza, aż doleciałem do lidla. A tam... rzut ciuchów dziecięcych, misja od żony i ostatnie 3 kilometry z hakiem już było z ok. 7 kg obciążenia i średnia z 5:08 spadła do 5:15/km. Też dobrze, ważne że czuję się fenomenalnie


Było cudownie, endorfinki działają i mamy cudny dzień. Czegóż chcieć więcej!


Wspaniałego dnia!


#sztafeta


#sztafeta

387fc878-cdcd-46d1-9ce0-9872b2974c70

Zaloguj się aby komentować

12 143,97 + 14,14 + 13,28 = 12 171,39


Dobra, dość opierdalania się. Trzeba zacząć biegać


Dzisiaj poranna spokojna przebieżka po bułki - w miarę dobra pora, start o 5:13 więc zdecydowanie za późno na wschód Słońca... ale co tam, fajno było. Temperatura git, nieco ponad 3°C, pogoda rewelacyjna, piękne Słońce... Tempo wyszło luźne 5:16/km. Bułki i obwarzanki kupione


Wieczorem zaś podbiegi z ziomkami z osiedla Wycisk na jaki nie zasługiwałem, choć go potrzebowałem Piękny wieczór, zachodzące Słońce... Cudnie było i fajnie się biegło.


Nareszcie zaczynam czuć się normalnie


#sztafeta

48208bfb-d41a-47d5-a722-ef43cf4dc617

Zaloguj się aby komentować

11 922,53 + 10,35 = 11 932,88


Czas wrócić do normalności, ileż można tak zdychać? Kaszel trochę daje popalić, ale jest zdecydowanie w odwrocie


Pobudka przed 5, ale trochę się ślamazarzyłem i wybiegłem dopiero o 5:12. Wstawał już przepiękny dzień - chmur brak, Na termometrze zaledwie 1°C, wiatru nie stwierdzono. Niby rześko, ale w ostatniej chwili zostawiłem rękawiczki i czapkę - i słusznie, nie czułem by mi ich brakowało


Biegło się nawet fajnie - nie miałem zadyszek ani nie kaszlałem zbytnio podczas biegu, przeszkadzał standardowo katar ale to u mnie akurat norma. Umiarkowanie spokojne tempo, a tuż przed domem kupione bułki i już tylko niecały kilometr do domu.


Oby tak dalej


Miłego dnia!


#sztafeta

7b6fb465-7745-479b-8e99-62c4a5d7aa13

@enron skąd pan bierze kalorie na tak częste wyczerpujące biegi?


@SpoconaPacha częste? Ostatnio biegłem 6 dni temu! Pomijając wczoraj ale to była popierdółka.

A kalorię biorę z bezlitosnego obżerania się xD

Zaloguj się aby komentować