311 120,21 - 1,94 - 6,07 - 1,34 - 1,32 - 1,55 = 311 107,99
Dzień pod znakiem drobnicy i garminowej odznaki: Aktywny czerwiec 😎
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin


Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz
311 120,21 - 1,94 - 6,07 - 1,34 - 1,32 - 1,55 = 311 107,99
Dzień pod znakiem drobnicy i garminowej odznaki: Aktywny czerwiec 😎
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
- Jaki jest sekretny składnik nutelli? - Cierpienie (dzieci i orangutanów) #heheszki #nutella
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Khao soi, najlepsza zupka na drobne przeziębienie 😎 #jedzzhejto #zupka #kuchniatajska

Zaloguj się aby komentować
956 + 1 = 957
Tytuł: Wyspa bijących serc
Autor: Laura Imai Messina
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Relacja
Format: ebook
Liczba stron: 320
Ocena: 8/10
Niektóre książki mają tak nietypowy punkt wyjścia, że trudno uwierzyć, iż powstały na bazie prawdziwego miejsca. Wyspa bijących serc jest właśnie taką historią. Inspiracją dla powieści stała się istniejąca w Japonii wyspa Teshima, na której znajduje się archiwum ludzkich głosów - miejsce, gdzie ludzie zostawiają wiadomości dla tych, których już nie ma. Brzmi niezwykle, a jednocześnie trochę nierealnie. I właśnie wokół tego pomysłu Laura Imai Messina buduje swoją opowieść.
Główni bohaterowie to ludzie naznaczeni stratą. Każde z nich próbuje poradzić sobie z pustką pozostawioną przez bliskich, choć robią to na zupełnie różne sposoby. Spotkanie ich losów prowadzi do historii bardziej o żałobie i pamięci niż o samych wydarzeniach. To książka bardzo spokojna, momentami wręcz kontemplacyjna, która nie próbuje szokować czytelnika ani przyspieszać tempa tam, gdzie nie jest to potrzebne.
Najbardziej podobało mi się to, że autorka nie traktuje straty wyłącznie jako źródła cierpienia. Owszem, jest tu dużo smutku, ale równie dużo miejsca poświęcono pamięci, wspomnieniom i temu, jak obecność zmarłych potrafi nadal wpływać na życie tych, którzy zostali. Telefon, do którego nie można się dodzwonić, a mimo to ludzie zostawiają w nim wiadomości, jest jednym z najpiękniejszych literackich symboli, jakie spotkałem w ostatnim czasie.
Książka bardzo mocno korzysta też z japońskiej wrażliwości. Nie ma tu wielkich dramatycznych scen ani emocjonalnych eksplozji. Zamiast tego dostajemy ciszę, niedopowiedzenia i małe gesty, które znaczą więcej niż długie monologi. Dla jednych będzie to ogromna zaleta, dla innych wada, ale mnie ten sposób opowiadania historii bardzo odpowiadał.
Co ciekawe, mimo że centralny motyw jest tak niezwykły, książka ani przez chwilę nie wydaje się sztuczna. Wręcz przeciwnie - im dłużej ją czytałem, tym bardziej myślałem o tym, że każdy człowiek nosi w sobie rozmowy, których nigdy nie odbył albo nie zdążył dokończyć. Autorka wykorzystuje niezwykły pomysł, by opowiedzieć o czymś bardzo uniwersalnym.
To jedna z tych powieści, które nie opierają się na zwrotach akcji ani tajemnicach. Jej siłą są emocje, atmosfera i refleksja nad tym, jak radzimy sobie z nieobecnością tych, których kochaliśmy. Może nie jest to książka dla każdego, ale jeśli ktoś lubi spokojne, melancholijne historie o ludziach i uczuciach, to trudno przejść obok niej obojętnie.
Nietypowy pomysł, piękne wykonanie i dużo więcej ciepła, niż sugerowałby temat żałoby.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Po 2 słabszych tygodniach wracam na pułap 100 tygodniowo 😎 #chudnijzhejto #strava #spacer

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
@TwojStaryJeSuchary na moim osiedlu było ostatnie wolne mieszkanie. 100m2 ale podzielone na 5 pokoi, deweloper dojebał piękną wizualizację na stronie, dorzucił 2 miejsca postojowe gratis, ale czar pryskał, jak się wchodziło do środka a tam ogromny korytarz i małe 10m2 klitki, gdzie bez zburzenia ścian działowych trudno sobie wyobrazić jakikolwiek potencjał aranżacji.
Zaloguj się aby komentować
Kwadraty z ostatniego tygodnia: +14 #squadratinhos +1 #squadrats +8km +3.7p #wandrer
Zaloguj się aby komentować
311 213,44 - 5,72 = 311 207,72
Pałac w Wilanowie na koniec weekendu
#ksiezycowyspacer
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
954 + 1 = 955
Tytuł: Deszcz
Autor: Michael McDowell
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Albatros
Format: audiobook
Liczba stron: 268
Ocena: 7/10
Po pięciu tomach trudno już traktować Blackwater jak zwykłą serię książek. To bardziej wielopokoleniowa kronika rodziny Caskeyów, która przy okazji okazuje się jedną z najbardziej nietypowych mieszanek sagi rodzinnej, southern gothic i horroru, jakie miałem okazję przeczytać. "Deszcz" jest finałem tej historii i w moim odczuciu bardzo dobrze pokazuje, czym tak naprawdę Blackwater było od samego początku.
Przede wszystkim nie jest to horror w klasycznym rozumieniu. Wiele osób sięga po tę serię z takim nastawieniem i może poczuć się rozczarowanych. Sam miałem podobne odczucia przy pierwszych tomach. Najwięcej grozy dostałem w "Domu", gdzie nadprzyrodzona warstwa wreszcie wysunęła się na pierwszy plan. Później seria ponownie skupiła się bardziej na rodzinie niż "potworach". "Deszcz" kontynuuje ten kierunek, ale robi to już ze świadomością, że wszystkie najważniejsze pytania zostały zadane i trzeba zacząć na nie odpowiadać.
Najbardziej podobało mi się to, że McDowell nie próbuje na siłę zaskakiwać czytelnika. Nie dostajemy nagłego zwrotu akcji wywracającego cały świat do góry nogami ani finału, który miałby szokować. Zamiast tego autor konsekwentnie domyka wątki, które budował przez ponad dwa tysiące stron. Wiele tajemnic związanych z Elinor, jej naturą i wpływem na rodzinę znajduje swoje wyjaśnienie. Nie wszystkie odpowiedzi są podane wprost, ale po raz pierwszy od początku serii miałem poczucie, że puzzle zaczynają pokazywać pełny obraz.
Bardzo dobrze wypada też sam motyw przemijania. W poprzednich tomach obserwowaliśmy kolejne pokolenia Caskeyów walczące o władzę, majątek i wpływy. W "Deszczu" coraz mocniej czuć, że czas jest przeciwnikiem, którego nie da się pokonać. Bohaterowie starzeją się, umierają, a rodzinne konflikty, które kiedyś wydawały się najważniejsze na świecie, zaczynają tracić znaczenie. To chyba najbardziej melancholijny tom całej serii. Właśnie dlatego tak dobrze działa finał. Nie dlatego, że jest spektakularny, ale dlatego, że wydaje się nieunikniony. Od pierwszego tomu miałem wrażenie, że rzeka Blackwater i związane z nią tajemnice są czymś większym od wszystkich bohaterów. W ostatnim tomie autor wreszcie pozwala temu motywowi wybrzmieć do końca. Jest w tym coś bardzo eleganckiego i jednocześnie smutnego.
Co ciekawe, po lekturze całego cyklu mam wrażenie, że Blackwater jest odwrotnością wielu współczesnych serii. Zwykle autorzy zaczynają od mocnego pomysłu i stopniowo tracą kontrolę nad historią. McDowell zrobił coś odwrotnego. Pierwsze tomy były dla mnie bardziej obyczajowe niż horrorowe i momentami zastanawiałem się, dokąd to wszystko zmierza. Dopiero końcówka pokazuje, że autor od początku wiedział, jaką historię chce opowiedzieć. To też jest ogromnym plusem serii, czuć, że tu nie ma przypadków i niezrozumiałych decyzji.
Jeśli miałbym wskazać najlepszy tom, nadal byłby to dla mnie "Dom". Jeśli miałbym wskazać najważniejszy, byłby to właśnie "Deszcz". To książka, która sprawia, że cała saga nabiera właściwego sensu. Nie jest najbardziej widowiskowa, nie jest najbardziej przerażająca, ale jest dokładnie takim zakończeniem, jakiego ta historia potrzebowała.
Blackwater zaczęło się od powodzi i kobiety wychodzącej z zalanego hotelu. Kończy się deszczem i poczuciem, że przez sześć tomów obserwowaliśmy nie tylko losy rodziny, ale również nieuchronny cykl życia, śmierci i przemijania. Bardzo satysfakcjonujące zakończenie jednej z najbardziej nietypowych sag rodzinnych, jakie czytałem.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

@WujekAlien
Wiele osób sięga po tę serię z takim nastawieniem i może poczuć się rozczarowanych.
Trochę trudno inaczej patrzeć na tę sagę, skoro Albatros reklamuje ją jako arcydzieło horroru, nawet ostatnio na LC wrzucili artykuł sponsorowany który był jedną wielką masturbacją do tego, jakim ta książka nie jest świetnym horrorem. Gdyby opisywali to uczciwie jak Ty, jako obyczajówkę z nurtu realizmu magicznego, może średnia ocen całej serii byłaby wyższa, bo grupa docelowa czytelników byłaby inna, bo wykruszona o czytelników szukających klasycznych horrorów.
@Telezajaczek ja dostałem bana za pisanie uczciwie na Lubimy czytać i miałem sporą spinę z jedną z autorek na portalu, dlatego nie traktuje już ich poważnie ;) kradnę im tylko okładki xD
Ja sięgałem po serię po recenzji na TikToku, która mówiła, że to świetnie domknięta saga rodzinna, a ja tego właśnie potrzebowałem. Dodatkowym plusem jest długość tomów, bo można je wciągnąć w 1-2 wieczory.
@WujekAlien oo, to co się odjebało? Chyba coś więcej, niż zwykła niepochlebna recenzja (jakby za to banowali, mnie już dawno by wywalili xD). Wiesz, ja mam w znajomych typa, który swoje recenzje lubi zaczynać od "autor, Żyd i komunista", bajki recenzuje w stylu "wolne od LEWACKICH zboczeń" i mu nie zdejmują recek, a konto działa bez zakłóceń, to musiała być naprawdę potężna inba, że bana masz.
No i taki opis tej serii jest zgodny z prawdą, a marketingowcy Albatrosa robią z całej sagi współczesnego Lovecrafta, no to taki typowy bait i w sumie nie wiadomo po co, zastosowany, bo fani horrorów czy to w stylu klasycznym, czy Kinga, odbiją się od Blackwater.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Fotka z jelonkiem była, a jelonek już od rana bawi w Warszawie ;) Czyja to sprawka? ( ͡~ ͜ʖ ͡°) #hejtopiwo #hejtopiwokrakow

Zaloguj się aby komentować
311 425,52 - 21,37 = 311 404,15
Papatonik, połówka słoneczka, połówka deszczu :( 100 w tym tygodniu przekroczona 😎 #ksiezycowyspacer #2137
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
Tymczasem w Warszawie #warszawa #heheszki #szczury


@WujekAlien Ja pi⁎⁎⁎⁎lę, lont mi się odpalił. Słyszałem już o tych bambinistycznych pomysłach ale sądziłem że to takie wybujałe fantazje odklejonych kolorowowłosych aktywistek. Ten mural pokazuje, że to na poważnie. Popatrzyłem sobie na profil fejsbukowy, obejrzałem linka od 209po. Zgrzytałem przy tym zębami, bo o ile ścieżka prowadząca do Senestech to pewna hipoteza, może być interesująca. Bo mianowicie panny z tej pojebanej fundacji twierdzą, że nie biorą żadnych rządowych pieniędzy, to jeszcze (podobno) dają granty innym nawiedzonym. Zatem zajrzałem do KRS. Za tym posranym ruchem stoi rodzina Wypychewiczów. Sobie sprawdźcie kto zacz. Podobno kochają zwierzątka, ale cel biznesowy wydaje mi się całkiem prawdopodobnym.
A co mnie odpaliło? Bo znowu ktoś, kto nie ma pojęcia o zagrożeniu dla zwykłych ludzi usiłuje im urządzić świat. Tylko dlatego, że go stać.Przypadkiem mam zasrane i zaszczane przez szczury podwórko, a w bagażniku te k⁎⁎wy zrobiły sobie świetlicę. Niszczą chałupę, niszczą komórki lokatorskie i ich zawartość. Obróciły w perzynę ogródek założony siłami innych aktywistów (finansowanych przez miasto) i lokatorów. Do śmietnika (utrzymywanego we względnym porządku) nawet za dnia strach wchodzić. Sam zatłukłem własnoręcznie jednego spaślaka, który utknął w dziurze koło kółka pojemnika i ktoś nieuważny mógłby otrzymać dużej urody ranę gryzioną.
Pod filmikami na jutubie komentarze wyłączone. No ciekawe czemu?
A nawiasem mówiąc usługa odstrzelenia szczurów i gołębi (szczurów ze skrzydłami) z gazowej wiatrówki z noktowizją, powszechna w krajach anglosaskich, w Polsce nie istnieje. Podobno jest sprzeczna z przepisami. Mimo że jest najbardziej humanitarną formą wysłania szkodników na tamten świat.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować