Niemcy mi ubili drugi kupon, ale choć tyle siadło #hazard #typujzhejto #hazardzwujkiem #bukmacherka


Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz
Niemcy mi ubili drugi kupon, ale choć tyle siadło #hazard #typujzhejto #hazardzwujkiem #bukmacherka

Zaloguj się aby komentować
Kolejność przypadkowa, ale 9 zamknąłbym tak:
Satisfactory - chyba w żadną grę nie gram tak długo i do żadnej nie wracałem tak często, może po za #2
Diablo II - pierwsza gra przy której realnie zarywałem nocki, przechodziłem ją dziesiątki razy i świetnie się przy tym bawiłem
Call of Duty MW3 - żaden FPS nie wciągnął mnie jak ten, żaden z innej serii nie przekonał do zakupy abonamentu, żeby zbierać punkty w kolejnych sezonach
The Council - uwielbiam takie gry narracyjne, to może nie jest tylko ukłon w stronę Council, ale całego gatunku gier, w których musimy dokonywać wyborów, których nie da się już cofnąc, do tego wydajemy ograniczone punkty, dzięki którym czasami będzie nam łatwiej, a czasami trudniej
NFS Underground 2 - to dzięki tej grze zacząłem uwielbiać ścigałki, to ona była jedną z pierwszych gier, w których nie wyciszałem muzyki
The Settlers II - tu znowu bardziej jako gatunek City builderów, ale z nastawieniem na brak lub minimum walki, bo mnie to zawsze wkurwiało (wyjątkiem był Starcraft II)
The Binding of Issac - kolejna gra z setkami godzin, która pokazała mi, że powtarzalny schemat z lekką losowością magą być początkiem świetnej zabawy
seria Dishonored - Uwielbiam tę serię, uwielbiam skradanki, szczególnie takie, w których dla podniesienia poziomu trudności można nikogo nie zabijać i nie używać mocy, a do tego zajrzeć w każdy kąt - wszystkie części i DLC mam zrobione na 100% ze wszystkimi osiągnięciami + Thief (ten ostatni), który hołduje podobnej zasadzie i ewentualnie Deathloop
Don't starve - rozwijanie postaci, chodzenie po losowo generowanej mapie, crafting, czego chcieć więcej?
Na liście zabrakło, a jednak zawsze będę o nich pamiętał:
Skyrim - przez niego zawaliłem jedną sesję i powtarzałem dwa kursy mając dziekankę
seria Max Payne - lubię gry, o umęczonych bohaterach, których nie trzyma przy życu nic innego niż chęć zemsty. Zabijasz mu żonę, dzieci i psa, szykuj się na skurwiela, którego nie da się zabić.
Stardew Valley - lubię takie cosy giereczki, przy których można wciągać audiobooka i świetnie się bawić
Battlefield 3 - pierwszy i ostatni BF, dla którego porzuciłem CoDa. Po poprostu lubię strzelanki na małych szybkich mapach, a dodatek do BFa Close Quarters to najlepsze DLC do strzelanki jakie mogłem sobie wymarzyć.
#gry #my9games

Zaloguj się aby komentować
118 725 411 - 250 - 350 - 350 = 118 724 461
Chudy z owocami + picioskyry
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
298 382,77 - 20,26 = 298 362,51
Poranne 2 dyszki
#ksiezycowyspacer
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
298 418,52 - 3,96 - 5,02 - 1,29 - 0,83 - 1,50 = 298 405,92
Plankton z wczoraj
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
@Half_NEET_Half_Amazing
Ja jak nie wypiję kawy przed 16, to boli mnie głowa.
Jak nie zjem niczego do 16 to boli mnie głowa.
Jak zjem jakieś gówno, to boli mnie głowa.
Rzadko kiedy mam rewolucje żołądkowe, ale z byle pierdoły boli mnie głowa + nadwrażliwość na światło.
Jeden listek ibuprofenu mam w plecaku, drugi w domu, trzeci u rodziców w domu. Ale zażywam średnio ~jedną tabletkę na trzy miesiące, albo rzadziej.
Zaloguj się aby komentować
1267 + 1 = 1268
Tytuł: Nocna runda
Autor: Lee Child
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Albatros
Format: audiobook
Liczba stron: 432
Ocena: 7/10
22 Tom serii z Jackiem Reacherem. Trudno napisać o tej książce coś, czego już o poprzednich tomach nie napisałem.
Fabularnie - w dużym skrócie:
Reacher wysiada z autobusu pośrodku niczego, idzie się odlać i mija lombard, jego wzrok zatrzymuje się na witrynie, gdzie widzi sygnet amerykańskiej armii. Potrzeba fizjologiczna schodzi na dalszy plan, podróż autobusem zostaje odwleczona o dni, bo zagadka pierścienia staje się w tym momencie najważniejsza.
Okazuje się, że byłej właścicielki pierścienia szuka nie tylko Reacher, ale też jej siostra, łączą siły, bo odnaleźć „zgubę”.
Co tu dużo mówić, jest to najbardziej typowy Reacher z typowych Reacherów. Bohater wysiada pośrodku niczego i wplątuje się w sam środem akcji, której jest więcej niż ludzi w tym, zapomnianym przez boga i świat, miasteczku. Nie ma tu pościgów, wybuchów (no dobra jest jeden, ale on się wydarzył zanim Reacher przyjechał), międzynarodowych spisków, ani niczego, do czego przyzwyczaiły nas tomy z gatunku tych, w których mają rozmach sk⁎⁎⁎⁎syny. Tu jest powolnie, jeszcze wolniej, przegadanie i może momentami nudno. Ale gdybym miał podać jeden przykładowy tom, który zobrazowałby to, czym ta seria dla mnie jest i w jakich realiach Reacher wypada najlepiej, to byłby to właśnie ten.
To też jeden z tych tomów, który nie nawiązuje do poprzednich, więc można go czytać bez ich znajomości.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz[[USER_SLASH ]]
Osobisty licznik: 183/128
#bookmeter #Ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

@saradonin_redux albo odpowiem tak - są tomy, w których Reacher:
Sam przyjeżdza do pipidówy i wpada na kogoś, komu trzeba pomóc + nikt nie ginie
Sam przyjeżdza do pipidówy i wpada na kogoś, komu trzeba pomóc + niezłe bagno, w którym ginie kilka osób
Sam przyjeżdza do pipidówy i wpada na spisek o ogólnokrajowym znaczeniu, który za wszelką cenę musi rozwiązać
Sam przyjeżdza do pipidówy i od wjazdu do niej jest wrogiem numer jeden + naciska na odcisk lokalnym gangusom
Sam przyjeżdza do pipidówy, żeby kogoś odnaleźć + przenika pod przykrywką do lokalnych gangusów
Przyjeżdza do pipidówy z kimś i od wjazdu do niej są wrogami numer jeden + naciskają na odcisk 3 literowym służbom (FBI, CIA, …)
Coś się dzieje w dużym mieście, a Reacher pomaga 3 literowym służbom (FBI, CIA, …) + globalne światowe akcje, latanie prywatnymi odrzutowcami po całym świecie + zagrożenie światowe (np. kilkanaście bomb atomowych)
Coś się dzieje w dużym mieście, a Reachera ścigają 3 literowe służby (FBI, CIA, …) myśląc, że jest sprawcą lub chociaż zamieszanym w akcję + zagrożenie minimum na poziomie stanu (np. broń biologiczna)
Akcja w przeszłości, w czasach gdy był w jednostce 110 + głównie przemyty, gruba kasa, polityczne-korupcyjne wałki
Akcja w teraźniejszości z ludźmi z jednostki 110 + głównie przemyty, gruba kasa, polityczne-korupcyjne wałki
Ktoś z przeszłości (głównie wojskowej) ściąga/prosi Reachera, żeby mu pomógł wyjśc z bagna, z którego nikt inny go nie wydostanie
Zaloguj się aby komentować
1266 + 1 = 1267
Tytuł: Buckeye. Tajemnica małego miasteczka
Autor: Patrick Ryan
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Filia
Format: ebook
Liczba stron: 480
Ocena: 9/10
Są książki, w których właściwie niewiele potrzeba, żeby opowiedzieć świetną historię. Nie potrzeba wielkich tajemnic, morderstw, końca świata czy zwrotów akcji co kilkadziesiąt stron. Wystarczą ludzie, ich wybory, konsekwencje tych wyborów i czas, który nieubłaganie płynie do przodu. „Buckeye” Patricka Ryana jest właśnie taką książką. I niemal idealnie trafiła w mój gust.
Historia rozpoczyna się w niewielkim amerykańskim miasteczku w Ohio, w trakcie II wojny światowej. Wojna jest tutaj jednak bardziej tłem niż głównym tematem. Najważniejsze są dwie rodziny, których losy splatają się ze sobą za sprawą jednego wydarzenia. Czegoś, co początkowo może wydawać się tylko chwilą słabości, przypadkiem czy niewłaściwą decyzją, ale z czasem zaczyna wpływać na życie kolejnych pokoleń.
I właśnie to podobało mi się najbardziej.
Ryan nie spieszy się z opowiadaniem swojej historii. Pozwala bohaterom żyć. Zakładać rodziny, wychowywać dzieci, popełniać błędy, ukrywać sekrety, kochać niewłaściwe osoby i zastanawiać się nad tym, jak wyglądałoby ich życie, gdyby kiedyś podjęli inną decyzję. Kolejne lata mijają, świat się zmienia, wojna się kończy, dzieci dorastają, a wydarzenia z przeszłości nadal gdzieś tam są - czasami głęboko schowane, ale nie w pełni zapomniane.
To przede wszystkim saga o zwyczajnych ludziach. Nie ma tutaj bohaterów jednoznacznie dobrych, ani złych. Są ludzie, którzy nawet gdy przez większość czasu zachowują się dobrze, czasami popełnią fatalny błąd, a później przez lata muszą żyć z jego konsekwencjami. I właśnie dlatego tak łatwo było mi w tę historię uwierzyć.
Bardzo podobało mi się również obserwowanie zmian zachodzących na przestrzeni kolejnych dekad. Buckeye opowiada nie tylko o swoich bohaterach, ale gdzieś w tle również o zmieniającej się Ameryce. Wielkie wydarzenia historyczne docierają do małego miasteczka, wpływają na życie mieszkańców, ale nigdy nie odbierają im pierwszego planu. Historia świata dzieje się gdzieś obok, podczas gdy dla bohaterów najważniejsze pozostają ich własne małe tragedie, miłości i rodzinne problemy.
To dokładnie ten rodzaj literatury obyczajowej, który lubię najbardziej. Powolny, ale nie nudny. Wielowątkowy, ale nieprzekombinowany. Emocjonalny, ale bez ciągłego wymuszania emocji na czytelniku. Zamiast wielkich dramatycznych deklaracji często rozmowa, gest albo przemilczenie.
Jedyny większy zgrzyt pojawił się u mnie pod koniec. Ryan postanawia wtedy trochę za mocno namieszać i dorzuca zawirowania, których ta historia moim zdaniem zwyczajnie nie potrzebowała. Przez większość książki jej siłą była naturalność – poczucie, że po prostu obserwuję kawałek czyjegoś życia. Gdyby autor zaufał temu do samego końca, być może byłaby to dla mnie książka 10/10.
Nie zmienia to faktu, że „Buckeye” jest jedną z tych powieści, przy których po kilkuset stronach orientuję się, że właściwie nie potrzebowałem żadnej wielkiej fabularnej nagrody. Chciałem po prostu jeszcze trochę pobyć z tymi ludźmi. Zobaczyć, co wydarzy się za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Kto zostanie, kto odejdzie i jakie konsekwencje będą miały decyzje podjęte dawno temu.
To saga wielopokoleniowa, spokojna, skupiona na bohaterach i pokazująca, jak jedno wydarzenie może rzucać cień na całe życie. „Buckeye” idealnie trafiło w mój obecny gust czytelniczy.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik: 182/128
#bookmeter #Ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Mamy sztuczną inteligencję na Hejto 🥳 Tymczasem sztuczna inteligencja na Hejto: #ai #hejtobot #heheszki #sztucznainteligencja

Zaloguj się aby komentować
Po dodaniu nowego wpisu przez Apkę, klawiatura zostaje i się nie chowa. Pacjent iPhone 17 PM z iOS 27 #hejtobugi #hejtoapka #bughunter



Zaloguj się aby komentować
298 709,17 - 5,88 - 1,19 = 298 702,10
Wieczorny spacerek
#ksiezycowyspacer
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować