TL, DR: Minęło mi 5 lat bez alkoholu, pijcie ze mną kompot!
Jest to coś, z czego jestem niezwykle dumna, dlatego pomyślałam sobie, że podzielę się z Wami swoją historią i jakimiśtam przemyśleniami. Postaram się, by nie brzmiało to w żaden sposób moralizatorsko, bo to nie moja rola.
Zaznaczę: nie jestem ekspertką od uzależnień. Nie mam wykształcenia pod tym kątem. Nigdy nie byłam na spotkaniu AA. Mogę opisać tylko swoją perspektywę, posiłkując się wiedzą pozyskaną z materiałów o uzależnianiach oraz rozmów z terapeutą.
Jak to się stało, że przestałam pić
...A może zacznę od tego, jak zaczęłam. Moja "historia" nie jest jakoś szczególnie oryginalna, ale może to właśnie dlatego jakoś się ze mną utożsamicie.
W moim domu alkohol był obecny od zawsze, choć nie pochodzę z domu patologicznego. Wiecie, typowa klasa średnia, rodzice wykształceni. Jedno z rodziców jest wysokofunkcjonującym alkoholikiem - jak większość osób z problemem alkoholowym. Alkohol w moim domu rodzinnym był traktowany jako pocieszacz, medium do celebrowania wydarzeń (świąt, rocznic, urodzin, imienin), wieczorny uspokajacz, rozkręcacz imprezy.
Uzależnienie od alkoholu jest też częściowo warunkowane genetycznie. Szacuje się, że takie rodzinne obciążenie może odpowiadać za około 60% skłonności do uzależnienia się przez potomstwo.
Siłą rzeczy nie rozmawiałam z rodzicami na temat niebezpieczeństw związanych z alkoholem, jego negatywnych stron. Z ich perspektywy problem alkoholowy jest wtedy, kiedy człowiek się upadla, upija do nieprzytomności, zaczyna zaniedbywać swoje obowiązki. Do tego, dlaczego ten wniosek jest szkodliwy jeszcze wrócę.
Pierwsze piwa piłam w latach nastoletnich, ze znajomymi (zarówno jako wyraz buntu, jak i chęć przynależności do grupy). Każde wyjście oznaczało 2-3 piwa, bo bez nich nie ma spotkań towarzyskich. Na tym etapie nie czułam jeszcze chyba takiej organicznej potrzeby sięgnięcia po alko, choć przyszła ona po paru latach.
Tak się złożyło, że na studiach zaczęłam szukać pracy, aby sobie dorobić. Zapytałam o możliwość w pracy w pubie, do którego lubiłam przychodzić ze znajomymi. Generalnie w pubach z kraftami przepracowałam jakieś trzy lata. Naturalnie, pracując w takim miejscu masz na bieżąco kontakt z alkoholem. Pijesz za barem, bo to normalne. Spotykasz się ze znajomymi w miejscu pracy, bo to normalne.
Przyszedł czas pisania magisterki (nomen-omen, o piwie) i przeprowadzki, który był jednym z gorszych okresów w moim życiu. Wraz z kolejnymi latami częstotliwość picia się zwiększała, na tyle, że sama spokojnie wypijałam butelkę wina wieczorem, żeby się znieczulić. Naturalnie byłam wysokofunkcjonującą osobą z depresją i problemem alkoholowym. W pracy nigdy nie zawalałam terminów i obowiązków, robiłam, co do mnie należy.
To... jak to się stało, że przestałam pić?
W pewnym momencie jednak pogłębił się mój kryzys psychiczny (i maskowanie go alkoholem oraz uśmiechem przestało działać), który rzutował na moje życie osobiste. Coraz częściej zamykałam się w sobie, dysocjowałam, pojawiło się rozdrażnienie, problemy ze snem. Poszłam do psychiatry z poczucia bezsensu swojego życia, powoli przestając widzieć nadzieję dla siebie.
Dostałam diagnozę stanów depresyjnych. Psychiatra zapytała mnie, jak wygląda moja relacja z alkoholem. I wiecie, co? Poczułam wtedy pierwszy raz taki... wstyd. Bo uświadomiłam sobie, że faktycznie piję za dużo.
Psychiatra przepisała mi antydepresanty oraz leki nasenne, i powiedziała, że nie wolno ich łączyć z alkoholem.
Jestem z natury osobą dość obowiązkową, więc tamtego dnia przestałam pić alkohol. I mija mi 5 lat.
Czy wystarczyło po prostu przestać pić?
No nie, no. Silna wola to absolutna pułapka dla osób z problemem alkoholowym, bo ona nie jest wcale silna Na tzw. dupościsku nie da się jechać w nieskończoność. Człowiek na dupościsku w końcu powie "już się wystarczająco natrzeźwiłem, to mogę się już spokojnie napić". I cykl się zaczyna od nowa.
I tu moje przemyślenie: picie nie jest problemem samym w sobie, jest objawem większego problemu.
Oprócz farmakologicznego leczenia depresji (na które zareagowałam bardzo dobrze) podjęłam też psychoterapię w nurcie CBT (poznawczo-behawioralnym). Zasadniczo ta forma terapii ma trwać krótko, zaś moja przeciągnęła się na jakieś 3 lata. Okazało się wtedy, że psychicznie funkcjonowałam bardzo źle: spychałam swoje potrzeby na boczny tor, próbowałam uzyskać aprobatę innych, uzależniałam obraz samej siebie od tego, co inni mogą o mnie pomyśleć, nie miałam swoich marzeń czy pragnień, nie umiałam odpoczywać, miałam wiecznie zawaloną głowę strumieniem myśli, nie wyrażałam złości, byłam piekielnie zestresowana. Nie będę was zanudzać, natomiast po paru miesiącach terapii uświadomiłam sobie, dlaczego tak naprawdę potrzebowałam alkoholu. Żeby po prostu nie myśleć.
Osoby z problemem alkoholowym potrzebują go do regulowania emocji, i problemem nazywa się go niezależnie od litrażu. Jeśli potrzebują sięgnąć po alkohol, by się dobrze bawić, by się zrelaksować, by się odstresować, by o czymś zapomnieć, by zasnąć - to mają problem z alkoholem. Jeśli mówią sobie, że nie piją codziennie, ale piją w weekend "bo im się należy", "bo chcą sobie wypić i się niczym nie przejmować, zresetować się" - mają problem z alkoholem. JJeśli potrzebują alkoholu, by zrobić sobie dobrze - mają problem z alkoholem. Jeśli asocjują spotkanie towarzyskie z alkoholem jako coś całkowicie naturalnego - mają problem z alkoholem. Jeśli zastanawiają się, czy nie piją za często/za dużo - mają problem z alkoholem.
Tu zachęcam do odsłuchania tego odcinka podkastu "Co ćpać po odwyku" , w którym chłopaki dobrze przedstawiają te aspekty. W przypadku wątpliwości i chęci rozwinięcia tematu skierujcie się tu. W ogóle gorąco polecam ten podkast.
Co po rzuceniu alko?
Terapia wzmocniła mnie, pomogła poukładać na nowo. Dzięki niej zrozumiałam przyczyny swoich zachowań, ale też przyczyny tego, dlaczego sięgałam po alkohol.
Oczywiście, antydepresanty i terapia nie były jedynymi narzędziami, po które sięgnęłam w trzeźwieniu. Były też duże ilości słodyczy (bo organizm na detoksie domaga się czegoś, co podwyższy serotoninkę, poziom endorfin, doda cukru), kofeina i nikotyna (z której udało mi się z sukcesem zrezygnować ponad 2 lata temu po wielu latach palenia).
Osoba, która odstawia alkohol, nagle zyskuje dużo wolnego czasu, który w początkowym etapie jest bardzo trudny do przetrwania. Tu potrzeba kontaktu z innymi ludźmi, najlepiej tymi, którzy poważnie podchodzą do Twoich zmagań (u mnie było to wsparcie męża), ale też czegoś, co zajmie Ci czas, a najlepiej, jeśli doda trochę endorfin i serotoninki do obiegu. Malowanie, bieganie, rower, majsterkowanie, chodzenie po górach... w moim przypadku były to książki, zgłębianie tematu uzależnień w podkastach, spacery, wędrówki oraz joga, która towarzyszy mi od 4 lat. Nie w formie uduchowionej, ale w formie odstresowującej aktywności fizycznej, dzięki której dbam o kondycję i spokój psychiczny.
Ciekawe jest to, że przy trzeźwieniu rzadko można wskazać taką bezpośrednią myśl: "chciałabym/chciałbym się teraz napić", "brakuje mi alko". Objawami domagania się organizmu o alkohol w procesie trzeźwienia są rozdrażnienie, smutek, napadowe łaknienie słodyczy, uczucie braku czegoś, problemy ze snem... przyczyn jest wiele. Dla ciekawych, zachęcam do wygooglania "Dzienniczka głodu alkoholowego", który jest używany przez AA oraz terapeutów uzależnień.
Czy zrezygnowałam z życia towarzyskiego?
I tak, i nie. Nigdy nie byłam imprezowiczką, dlatego rezygnacja z wyjść do klubów czy pubów nie była tak dotkliwa.
Picie alkoholu od paru lat przed jego rzuceniem było dla mnie przede wszystkim związane z samotnym jego spożywaniem, dlatego nie odczuwam presji grupowej na picie w pubie, knajpie czy na imprezie, gdzie inni piją. Nie mam problemu z tym, że znajomy w moim towarzystwie napije się alko - nie czuję, że coś tracę. Dobrze bawię się na trzeźwo. Mam w tym też wsparcie męża, które jest chyba najważniejszym elementem tego społecznego aspektu trzeźwienia. Nie lubię tylko zapachu alkoholu - odrzuca mnie tak, jak dym papierosowy.
Od razu też powiem, że wielu alkoholików jest triggerowanych piwami 0% i niealkoholami. Mnie one nie triggerują, chętnie piję piwa bezalko (choć dla swojego komfortu psychicznego unikam takich, które mają 0.5% albo kombuchy czy innych fermentowanych napojów, mogących zawierać alkohol) czy drinki bezalkoholowe. Ostatnio w Gdańsku otworzył się Dromader Dry Bar, serwujący drinki 0%, który jest wspaniałym miejscem, i do którego często przychodzę. Gorąco polecam, jeśli będziecie mieli okazję skoczyć.
Czy traktuję siebie jako osobę uzależnioną?
Tak, bo mam problem z alkoholem. On nie zniknie, będzie mi towarzyszył zawsze.
Wciąż istnieje ryzyko, że coś będzie nie tak, że spotka mnie jakiś kryzys i sięgnę po alkohol. To wpłynie na wytworzony ciężką pracą obraz samej siebie, którego jednym z filarów jest to, że jestem trzeźwa. Dlatego każdy trzeźwiejący, który traktuje sprawę poważnie, w momencie napotkania sytuacji stresowej po prostu czuje lęk: "czy ten stresor sprawi, że sięgnę po alkohol?", "czy dam radę?".
Osoby z problemem alkoholowym nie są w stanie kontrolować swojego picia. Nie da się "pić tylko trochę". To tak nie działa. Co więcej, nie ma bezpiecznej dawki alkoholu - każda, nawet najmniejsza, jest szkodliwa dla organizmu.
Co więcej, osoba czynnie pijąca i mająca problem z alko będzie trwać w mechanizmie iluzji i zaprzeczeń. Że skoro ogarnia życie, to nie ma sobie nic do zarzucenia. Bo dla niego łatka "alkoholika" jest jednoznacznie negatywna i stygmatyzująca - jej przypięcie wywołałoby falę myśli egodystonicznych, rujnujących poczucie własnej wartości, i urzeczywistniło zinternalizowane negatywne odczucia na swój temat.
A mi to nie robi, bo wiem, że uzależnienie od alkoholu jest chorobą (ma swój numer statystyczny w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD – 10 i jest to numer F10. 2.). Są gruźlicy, są cukrzycy, są alkoholicy.
Nazwanie swojego problemu jasno też daje pewne poczucie wolności - uwalnia od wstydu, od potrzeby kłamania na temat swojego niepicia (alkohol jest jedyną substancją uzależniającą, w przypadku której jeśli jej nie przyjmujesz, to ktoś się pyta, czy nie jesteś chory), co pomaga w procesie trzeźwienia.
No i, wiecie, osoba uzależniona nie przestanie pić w inny sposób, niż z własnej, nieprzymuszonej woli. Nie da się "namówić kogoś, żeby przestał pić". Można mu jednak odebrać komfort picia - tak, żeby za każdym razem po sięgnięciu po alkohol wracały do niego myśli, że chyba jednak ma problem. Chyba używa właśnie alko do tego, by regulować swoje emocje. Chyba coś jest nie tak.
Co teraz?
A w sumie git. Jestem szczęśliwa. Mam dobrą relację z samą sobą, ze swoim poczuciem własnej wartości. Schudłam, dbam o siebie, chodzę na jogę. Mam pasje, w których się spełniam. Przede wszystkim robię rzeczy w zgodzie ze sobą. I ani trochę nie żałuję, że przestałam pić.
Każdej osobie, która dotrwała do końca, dziękuję za uwagę. Cieszę się, że możecie świętować razem ze mną. :)
PS. Zadanie dla chętnych: bardzo polecam ten odcinek podkastu "Niemyte dusze" , w którym lekarz psychiatra opisuje problematykę uzależnienia od alkoholu.
Jak tam, wodne świry? #codziennepiciu wypite? A może jeszcze by tak jedną szklaneczkę?
U mnie już od rana wleciał ponad litr płynów - 0,5 l wody, kawka i herbatka. Ale już przygotowuję dolewkę, bo zapowiadane jest na dziś solidne 27°C (ʘ‿ʘ)
Ja tu pierwszy raz z #herbata , jeśli mogę Wydaje mi się na tyle ciekawa, że mogę się nią z Wami podzielić.
Darjeeling First Flush Chamling DJ1/24 - tak zwany Darjeeling lotniczy. Dlaczego lotniczy? Ponoć jest to tradycyjne określenie dla herbaty z pierwszych wiosennych zbiorów, i transportowany jest do nas drogą lotniczą. Ta ciekawostka zachęciła mnie do wypróbowania tej herbaty. Na próbę dorzuciłam ją więc do swojego regularnego zamówienia, składającego się z mojego ulubionego Milky Oolonga.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to barwa listków. Przed zaparzeniem mają one lekko srebrzysto-niebieską tintę. Herbata ta z uwagi na jasny kolor swoich liści jest często mylona z zieloną, jednak w dalszym ciągu jest ona klasyfikowana jako czarna.
Charakter czarnej herbaty wychodzi z niej po zaparzeniu - cechuje ją pewna alkaliczność, której nie byłam w stanie się pozbyć, tweakując czas i temperaturę parzenia (producent zaleca 95 stopni i 3-5 minut; pierwsza próba z 95/4min była tragiczna, druga 90/3min jest względnie okej). Wiecie, chodzi o tę bateryjną kwaśność i posmak, pozostający na zębach. Chyba dlatego nie pijam za często czarnych herbat: nie umiem ich parzyć na tyle dobrze, by uniknąć tego efektu. Co ciekawe, pierwsza czarka po zaparzeniu nie była tak alkaliczna, za to kolejne już miały tę cechę.
Ponoć powinien być tu wyczuwalny muszkatel, kwiaty, zielone migdały, skórka winogron. Ja wyczuwam tę cierpkość skórki winogron oraz coś przypominającego surowy jaśmin.
W świecie herbaty jestem jednak względnie nowa (zaczęłam go odkrywać w końcówce ubiegłego roku), więc wybaczcie mi moją ignorancję - myślę, że osoby bardziej doświadczone docenią tego Darjeelinga, nazywanego ponoć "szampanem wśród herbat" Póki co, była to ciekawa odskocznia od zazwyczaj pitych przeze mnie oolongów.
Wchodzę sobie grzecznie na eMonitoring Poczty Polskiej, żeby sprawdzić status przesyłki. Nie działa, ale zapraszają na stronę Poczteksu. No dobra, no to wejdę i tam sprawdzę.
...nie dość, że nie zmienili stringa dla placeholdera, to jeszcze po wyszukaniu dostajesz w japę błąd, dodatkowo z wykrzaczonym fontem xD
@Wrzoo Ostatnio z jakiegoś powodu gość do mnie wysłał coś pocztexem. Następnie się rozmyślił, więc żeby nie babrać się w wysyłkę, to poleciłem mu, żeby zadzwonił do nich, żeby zawrócili paczkę.
Nie dało się tego zrobić przez infolinię, więc czekał 2h na poczcie, musiał ręcznie napisać pismo i to pismo zostało wysłane poleconym do oddziału obsługującego paczkę.
Szacowne Poetki, szacowni Poeci i wszyscy ci, którzy przypadkiem lub celowo trafili do Kawiarni #zafirewallem ,
Po tygodniu zmagań w XXV edycji konkursu #nasonety nadeszła wreszcie pora na #podsumowanienasonety Jest to moje pierwsze podsumowanie w roli aktywnej, lekki stresik i lęk przed wtopą zatem jest. Ale jak mówią Bene Gesserit, "Nie wolno się bać, strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło".
Nie przedłużając jednak, przechodzimy do właściwego podsumowania.
___
XXV edycję konkursu "Na sonety" współtworzyło 6 osób, i utworzonych zostało 7 sonetów. Moja di riposta była jednak poza konkursem, dlatego liczyć jej nie będę.
Kolejność nadesłania sonetów była następująca:
Poczucie winy autorstwa @George_Stark
Żegnaj, Ewa, czyli o wierności małżeńskiej mimo pokusy autorstwa @George_Stark
Droga do nikąd autorstwa @ErwinoRommelo
Czytanie weekendową porą autorstwa @moll
Dla P. autorstwa @Wrzoo
Niezdecydowanie autorstwa @splash545
[Bez tytułu] autorstwa @entropy_
Zgodnie z przyjętymi przeze mnie zasadami punktacji we wpisie otwierającym, komisja podliczyła wszelkie składowe wyników i przygotowała następującą klasyfikację końcową:
@entropy_ - 31 punktów
@moll - 20 punktów
ex aequo @ErwinoRommelo oraz @splash545 - 18 punktów
@George_Stark - 15 punktów
Gratuluję wygranej, @entropy_ ! Teraz to Tobie przypada przyjemność zorganizowania nowej edycji.
___
Ale by emocje jeszcze tak szybko nie opadły, przygotowałam nagrody dodatkowe.
Platynowy Offtop dla @moll wraz z asystą @UmytaPacha
przyznany zostaje za najdłuższy wątek komentarzy pod sonetem. Szczególne wyróżnienie dla UmytejPachy za komentarz: "obrazki fajne som, i i w książkach też są" - #bojowkaobrazkowwksiazkach
Srebrny fLakonik dla @George_Stark
za najmniejszą liczbę słów, lecz najwięcej treści.
Diamentowy Królik dla @entropy_
za debiut, w który chyba trochę nie wierzył, a który - jak filip z konopi - szturmem podbił serca kawiarenkowiczów i wniósł nam trochę lata.
Order Jedwabnej Chusteczki dla @ErwinoRommelo
za sonet, który tak do mnie przemówił, że zaszkliły mi się oczy.
Złoty Aureliusz dla @splash545
za przemycenie nieco stoickiej filozofii do sonetu i połączenie jej z rastafarianizmem.
___
I jako że rozpoczęliśmy tę edycję niejako Diuną, i Diuną też ją zakończymy (w końcu klamra to mój ulubiony zabieg kompozycyjny).
Wypowiedziana czy nie, myśl istnieje i ma swoją moc.
A tym bardziej myśli ubrane w słowa w naszym konkursie "Na Sonety".
@Wrzoo jezeli woda ktora pijesz, ma kolor jak na drugim zdjeciu, to sprawdz czy górnym odcinku strumienia, z którego byla czerpana, nie ma przypadkiem pastwiska....
Już po dziewiątej - wypiliście choć szklankę wody w ramach #codziennepiciu ? Jak nie, to warto to nadrobić - miejscami w Polsce będzie dziś ponad 25°C.
Btw, zawsze zastanawia mnie, jak ludzie to robią, że w trakcie wysiłku nic nie piją. Ja wysycham już po pierwszych 15 minutach
Ja dzisiaj to duuuużo. 2 albo 3 szklanki w domu, na pochód juwenaliowy zabrałam ze sobą 0,5 wody, i rozdawali darmowe piwa 0% to wypiłam 3x0,33 i jedno 0,5 to razem dziś już wypiłam 2,5l + wodnisty arbuz. A dzień jeszcze długi
Dotarłam do półmetka swojego noworocznego założenia. W planach na ten rok, jak w poprzednich kilku latach, mam przeczytanie 52 książek. Dwudziestą szóstą z nich jest "Pokłosie. Opowieści z Kosodomu". I cieszę się, że udało mi się tę połowę uświetnić dobrą książką.
Książka ta jest zbiorem opowiadań z uniwersum Kosodomu (cykl wydawniczy nazwany został "Żniwa śmierci"). Serię tę pochłonęłam już parę lat temu i bardzo mi się podobała, a niedawno dowiedziałam się, że wyszedł zbiór opowiadań uzupełniający tę serię.
W skrócie, o czym jest seria książek: ludzkość, przy pomocy rządzącej światem sztucznej inteligencji, osiągnęła nieśmiertelność i całkowity ład. Nie ma narodów, wszystkim rządzi Thunderhead, superkomputer. Aby zapobiec przeludnieniu, niektórzy ludzie są uśmiercani przez Kosiarzy - ludzi, którzy nie są pod "władzą" Thunderheada, a którzy mają obowiązek bezstronnie zbierać ludzi. Jednak wśród kosiarzy dochodzi do pewnej schizmy: są tacy, którzy pragną ładu i porządku, ale są też tacy, którzy myślą, że powinni mieć większą swobodę w realizacji swoich zadań...
Zbiór opowiadań mile mnie zaskoczył, ponieważ nie są to po prostu luźne, oderwane od historii z trzech tomów serii historyjki. Każda z nich nawiązuje w jakiś sposób do wydarzeń z poprzednich części. Mamy tu prequele, mamy "midquele" (jak nazwać opowieści toczące się równolegle?) i sequele. Każda na poziomie. Dodatkowo, część z nich powstała we współpracy autora z innymi osobami, dzięki czemu bywają pozytywnie unikalne.
Całą serię naprawdę z czystego serca polecam - jest to odświeżające, wciągające fantasy bez cringe'owych wątków miłosno-seksualnych. A jako uzupełnienie i wisienkę na torcie jak najbardziej polecam ten zbiór opowiadań. Przy okazji, zerknijcie sobie na okładki tej serii - są świetne!
Wraz z @UmytaPacha zapraszamy na kolejne #naczteryrymy 💛
Tym razem faunastycznie:
Rymy: jeże - wierzę - jeszcze - kleszcze
**Temat: natura w mieście **
Zasady:
- Układamy cztery wersy, lub wielokrotność jeśli ktoś ma ochotę.
- Każdy wers musi kończyć słowem zadanym przez OPa dokładnie w tej kolejności, która jest we wpisie.
- Rymowanka powinna, przynajmniej luźno, nawiązywać do tematu zadanego przez OPa.
- Zwycięża osoba, która kolejnego dnia do godziny 20 zdobędzie najwięcej piorunów. W nagrodę wymyśla nowe zadanie czyli temat oraz rymy i publikuje do godz 21 nowy wpis.