Środowy dzień to wody czas! A więc chodźcie na #codziennepiciu
Czy Wasz poranek minął przyjemnie? Zjedliście śniadanko i popiliście czymś miłym? Jeśli jeszcze nie, to zachęcam do uzupełnienia poziomów i jedzonka, i picia! A zwłaszcza picia, wiadomo. Może ktoś jest chętny na wspólną szklaneczkę wody?
PS. Niewiele jest lepszych uczuć, niż zimna woda w środku nocy, gdy całe miasto śpi.
Śniadanko zjedzone? Ząbki umyte? A czy poziom płynów uzupełniony? Jeśli jeszcze nie, to najwyższa pora na wspólną szklaneczkę czegoś nawadniającego. Albo wazon. Do wyboru, do koloru.
PS. Ulubione naczynie na piciu to podstawa. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby się stłukło...
Dzień dobry wszystkim wyspanym Kasiom i Tomkom! Mam nadzieję, że Wasz dzień mija spokojnie. Jeśli udało się Wam już ogarnąć podstawowe poranne zadania i obowiązki, to znajdźcie jeszcze chwilę na odrobinę piciu. Ot tak, dla nawodnienia.
PS. Za memiczka dziękuję @Papa_gregorio — w taki poniedziałek memik od kogoś wjeżdża jak złoto!
Powyżej 10 kilometrów nie wstyd już wrzucić. Pierwsze wyjście na szlak w sezonie i całkiem na luzie poszło, biorąc pod uwagę, że jesienią jeszcze przy krótszym dystansie doskwierało mi biodro. Ale fizjo już ładnie mnie wyprowadził i nic nie czuć.
Moja rekonstrukcja prawidłowa? Żółto-czarnym ze Złotej Karczmy, czarnym do Doliny Radości, błękitnym od Wzgórza Danca do Małej Gwiazdy , czarnym zejście do Sopot PKP?
Zapowiada się kolejny deszczowo-burzowy dzień, a to oznacza, że tym bardziej w tę duchotę należy zadbać o swoje nawodnienie. Udało się Wam już uzupełnić płyny po nocy? Co dobrego wypiliście?
A jeśli jeszcze macie to przed sobą, to zachęcam do wspólnej szklaneczki!
PS. Dziś czeka nas czterogodzinna wędrówka — brać kranowiankę, czy kupić po drodze dużą muszyniankę? Oto jest dylemat.
Niezależnie od tego, czy Wasz poranek był ciężki, czy bezproblemowy, mam nadzieję, że dbacie o siebie i swoje nawodnienie. A jeśli jeszcze nie mieliście okazji, to zachęcam do wspólnej szklaneczki czegoś nawadniającego! Jak zwykle polecam kranowiankę, bo tania i dobra.
PS. Może i nie wstałam na trening, ale przynajmniej się też nie wyspałam ( ಠ ͜ʖಠ)
Najzabawniejsze w tej całej aferze piorunowej jest to, że nie byłoby jej, gdyby możnowładcy Hejto w aktualizacji nie zmienili tego koloru Guru z niebieskiego na paskudny lilaróż
@Wrzoo ale faza, to jest taki kolor xD nigdy nie wiedziałem co tam śpiewa kazik, myślałem że to jakieś miejsce w Paryżu czy coś, a to legitne polskie słowo ze słownika języka polskiego xD
Zapowiada się kolejny ciepły dzień, więc warto od samego rana zadbać o nawodnienie. Komu już udało się uzupełnić płyny po nocy? A może macie jakieś wyjątkowe piciowe plany? Jeśli jeszcze nie, to niech rozpocznie je szklaneczka czegoś nawadniającego. Jak zwykle polecam kranowiankę!
Pewnej nocy, kiedy miałem lat może 26 poszedłem do kuchni po szklanke wody, bo piciu mocno. Od tamtej pory przez noc wypijam lekko 0,5l do rana zanim wyjdę z łóżka. Nie można żyć inaczej
Niewyspanie i pogoda nie pomagają w osiągnięciu optymalnego samopoczucia. Ale pomóc może piciu. Kto już nawodniony? Ja jeszcze tak średnio, ale już pół litra wody przygotowane i czeka na pierwszy łyk.
PS. Mimo mojej miłości do wody mam nadzieję, że Was po wczorajszych i dzisiejszych burzach nie zalało...
Początek XX wieku i śmietanka towarzystwa artystycznego z Krakowa. Bohema, sztuka, poezja. A na drugim planie skandale, satanizm, kochanki, mezalianse, samobójstwa. Zapowiadało się dobrze.
A jednak książka ta nie jest tak dopracowana, jak byśmy tego chcieli. Duża czcionka, dużo obrazów, mało treści. Niektóre "artykuły" (bo w sumie do tego się wszystko sprowadza: to nie są pełnoprawne rozdziały, tylko raczej artykuły, które nie trafiły do czasopisma) zawierają skróty myślowe, jakby były notatkami z wykładów z historii sztuki.
Efekt jest taki, że przeczytanie książki zajmuje maksymalnie kilka godzin, i pamiętamy z niej jedynie to, że Dagny Przybyszewska piękną kobietą była i szkoda, że zakochany w niej gość zastrzelił ją w Gruzji.
Książkę tę odkryłam przez przypadek, przeglądając katalog z nowościami w lokalnej bibliotece. Wiedzę o sztuce mam średnio-laicką, ale ciekawią mnie właśnie takie drobiazgi, jak co się kryje pod warstwami farby, albo kto jest przedstawiony na jakimś obrazie.
Czytanie tej książki sprawiło mi dużą przyjemność. Niektóre ciekawostki są naprawdę intrygujące (jak np. domysły, co symbolizuje gronostaj w "Damie z gronostajem", albo że pierwotnie tego gronostaja nie było, oraz... że gdy już się pojawił, to wyglądał zgoła inaczej); o części dzieł sztuki — zwłaszcza współczesnych — w ogóle nie słyszałam.
Autorka omawia różne płaszczyzny "tajemnic" w dziełach sztuki: od rzeczy kryjących się pod warstwami farby, przez ukryte symbole, znaczenie prezentowanych ubiorów, złudzenia optyczne, po intencje twórców.
To, za co doceniam tę książkę, to to, że omawiane dzieła są faktycznie zaprezentowane. Często jest tak, że w książkach o sztuce wyliczonych jest kilka obrazów i trzeba je googlać, bo nie zostały uwzględnione w publikacji. A tu zaprezentowane jest całe dzieło + zbliżenia na jego znaczące elementy + czasami zbliżone lub inne ważne dzieła, powiązane z omawianym.
To, za co musiałam odjąć punkt, to momentami kiepski kontrast tekstu (brązowe litery na czerwonym tle).
Poza tym, jest to naprawdę fajna książka, napisana przystępnym językiem. Na pewno nadaje się jako prezent dla kogoś, kto hobbystycznie interesuje się sztuką.
@Wrzoo ta pani z okładki to była laska, z którą Leonardo się kiedyś wykłócał na targu warzywnym i mu powiedziała żeby nie mówił ani do niej ani do jej syna to ją dla żartu namalował a zamiast syna dał jakiegoś szczuro-kangura. Ogólnie typ miał spoko poczucie humoru.
@Wrzoo jak lubisz takie smaczki o sztuce to w radiowej dwójce był przez lata program Jest taki obraz z panią Grażyna Bastek jest w archiwum do odgrzebania a pani Grażynka ma na swojej stronie też jakieś treści do posłuchania. Wydała też książkę ale nie sprawdzałem jeszcze co to.
Dzień dobry i miłego dnia! Dziś będzie ciepło, dlatego tym bardziej zadbajcie o utrzymanie zdrowego poziomu nawodnienia. Może jeszcze nie wypiliście dziś szklaneczki piciu? Jeśli rzeczywiście nie, to zachęcam Was do wspólnego nawadniania!
PS. Przy okazji szukania memotemplatek odkryłam zagłębie memów reakcyjnych z Kożuchowską. Coś pięknego.
Dzień jest piękny, warto uczcić go jakimś piciem. Najlepiej nawadniającym. I najlepiej w doborowym towarzystwie. A może już zdążyliście się nawodnić? Jeśli tak, to jestem z Was bardzo dumna!
PS. Ta woda w górskich rejonach zawsze jest śmieszna. Nie da się nią spłukać mydła ani szamponu, taka miękka jest.
@Wrzoo Mmm, woda z górskiego potoku, praktycznie pozbawiona minerałów i skłądników fizykochemicznych, za to często bogata w mikrobiologię xD Na bezrybiu i rak ryba, ale niekoniecznie powinno się pić wodę która zbiera wszystkie kozie gówna z okolicy
@Wrzoo manat to w depresyjnym stanie zapija sie gdzies w gdańskich spelunach @Rozpierpapierduchacz prawda? XD mialem rano pytam czy nadążają tam u ciebie melisy gotować co byś nie eksplodował
Miałam spore nadzieje dotyczące tej książki. Tytuł od razu mnie przyciągnął i polowałam na nią, gdy tylko zobaczyłam, że będzie w mojej bibliotece.
Jest to esejoreportaż pisany w trakcie pandemii. Nie wiem, czy też macie takie odczucia, ale coś z książkami z tego okresu jest nie tak. Rozumiem, że wówczas izolacja i niepokój miały ogromny wpływ na ludzi, ale mam wrażenie, że na mnie wtedy nie wpływało to aż tak dotkliwie i nie odcisnęło aż takiego piętna.
Autorka spotyka się z innymi kobietami w ich ogrodach lub innych wybranych przez nie i ważnych dla nich przestrzeniach zielonych, rozmawia o tym, co przyciągnęło je do ogrodnictwa i dlaczego grzebią w ziemi. Jednocześnie samych rozmów i przytoczonych wypowiedzi współrozmówczyń jest tu dość mało.
Większość miejsca poświęcona jest przemyśleniom samej autorki. Niejednokrotnie powtarza ona swoje myśli w kolejnych rozdziałach, czego bardzo nie lubię, bo zakrawa o wodolejstwo. Wiadomo też, że w książce o uprawie ogrodów możemy spodziewać się sporej ilości opisów roślin w nich się znajdujących, ale tu autorka męczy nas metaforami i porównaniami, jak gdyby chciała imitować opisy z powieści obyczajowych.
I o ile niektóre tematy przez nią poruszane są bardzo ciekawe (o ucieczce od miasta, o bezdzietności, o próbach hodowli roślin z kraju, który się opuściło), to już usilne wciskanie wątków dotyczących społeczności LGBT+ (które czuć, że jest wybitnie powierzchowne) oraz tego, jak to uprawa ogrodów w Wielkiej Brytanii wiąże się z wyzyskiem kolonialnym i rasizmem (autorka w pewnym momencie stwierdza, że rośliny zostały ukradzione z kolonii i zawiezione do UK) skutecznie psują przyjemność z czytania.
Był duży potencjał, a ostatecznie książka mnie zmęczyła.
@KatieWee niestety, nie jest tego za wiele. :( jest rozdział o Vanessie Bell, czyli siostrze Virginii Woolf; o pisarce Ali Smith i jej ogrodzie, i chyba najbliżej - o powieści „Gaining ground” o kobiecie, która odchodzi od rodziny, by zająć się uprawą ziemi w samotności. Ale to dosłownie kilka stron na całą książkę.