Dwójka mało popularnych kumpli stara się zorganizować alkohol na ostatnią wielką imprezę po ukończeniu liceum.
Jakoś nie jestem fanem komedii Setha i ferajny, nigdy do mnie ten humor specjalnie nie trafiał. Ten film ogląda się akurat ok, można się kilka razy uśmiechnąć, ale do wybuchu śmiechu się nigdy nie zbliżyłem. Początek jest nawet spoko, ale gdzieś po pół godzinie straciłem zainteresowanie tym, co się dzieje na ekranie. Rozumiem czemu ten film zdobył status kultowej komedii w USA - bo większość uczniaków musiała się zmagać z misją zdobywania alkoholu na imprezy, niektórzy mogli czuć się wyrzutkami, duża część pewnie miała jakieś przygody związane z pierwszymi miłościami i nieudanymi podbojami seksualnymi. Dla mnie jednak ten klimat amerykańskiego liceum jest dość odległy, więc trochę mi latało co się tam dzieje. Polecam raczej młodszym widzom (sorry staruszki).
Roboty napierdzielają się z potworami. Zapraszam na #piechuroglada
---------
Tytuł: Pacific Rim
Rok produkcji: 2013
Reżyseria: Guillermo del Toro
Kategoria: #scifi #akcja
Czas trwania: 131 min
Moja ocena: 7/10
Ludzkość musi bronić się przed potworami wyłaniającymi się z głębin oceanu. Do tego celu używa ogromnych, sterowanych przez ludzi robotów.
Oglądam ten film już któryś raz i chyba za każdym razem podoba mi się trochę bardziej. Dalej uważam, że aktorstwo leży i kwiczy, główny bohater i styl w jakim prowadzi narrację jest boleśnie bezpłciowy, fabuła jest durna, a wszystkie sekwencje wypełniające czas pomiędzy kolejnymi starciami mechów i kaiju wywołują uczucie zażenowania. Ale, na rany koguta, te potyczki! Moim skromnym zdaniem do tej pory jeszcze żaden film nie był w stanie oddać w podobny sposób skali takiego pojedynku oraz sprawić by widz poczuł, jak ogromne muszą być mechy i potwory, jaka niesamowitą moc kryje się za każdym ciosem. Walka w Hongkongu to uczta dla zmysłów, mój wewnętrzny chłopczyk tupał nogami z podekscytowania. Zmarnowany potencjał widzę właściwie w tym, że del Toro mógł jeszcze bardziej pójść w klimat anime, zarówno przy prowadzeniu aktorów jak i kamery, no ale nie można mieć wszystkiego. Polecam na seans dla dużych dzieci.
@Piechur czyli to takie coś jak Maszyna do zabijania. Lubię sobie czasem włączyć taki film na odmóżdżenie. A zawsze przechodziłem obok niego obojętnie. Może w weekend sobie włączę
Trójka braci wybiera się w podróż po Indiach, by odnaleźć zarówno się, jak i samych siebie.
Nie jest to według mnie najlepszy film Wesa, ale jak to bywa z jego dziełami i tak jest dobry. Dostajemy wyraźne postaci, absurdalne sytuacje, szczyptę humoru, a wszystko to pływające w Andersonowskim wywarze symetrycznych kadrów, przemyślanej kolorystyki, oraz precyzyjnych i mechanicznych ruchów kamerą - wywar ten będzie coraz bardziej intensywny wraz z upływem lat. Wydaje mi się, że akcja jest tu trochę nierówna i pewne momenty mi się dłużyły, ale widok tych potłuczonych osobowości próbujących mimo wszystko w jakiś sposób posklejać się na nowo wywołał we mnie uczucie melancholii, smutku, ale też nadziei (). Polecam fanom twórczości Wesa, ale też tym, którzy sami są trochę rozbici.
Od centrum do lasu - Pierwsze półtora kilometra chodnikiem, później trochę piaszczystą drogą prowadzącą równolegle do tortów kolejowych (zdjęcie pierwsze).
Leśny fragment - Jakieś 4 km leśnej drogi (zdjęcie drugie i trzecie), spoko do pobiegania albo na rower. Jest krótki odcinek wzniosu, na którym można się zasapać.
Powrót do Zwierzyńca - Powrót na chodnik z odbiciem na Tartaczną Górę, gdzie znajduje się wieża widokowa (zdjęcie czwarte), z której gówno widać (zdjęcie piąte). I to w sumie tyle.
Moim skromnym zdaniem trasa dobra tylko do biegania i ewentualnie na rower, choć moja Mysz miała problem na piaszczystej drodze przy torach kolejowych. Na pieszo szkoda by mi było czasu, żeby to przechodzić.
Spróbowałem swoich sił w Przejściu Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej i poległem. No trudna to trasa, nie zawsze ciekawa. Cieszę się, że spróbowałem, nigdy tego nie powtórzę.
Ciśniemy dalej w #gdziewtatry - to powinno być w miarę łatwe Poza nazwą miejsca, które widać, proszę o podanie nazwy popularnego szczytu, na który można się stamtąd dostać. GL&HF
Proponowana trasa nadaje się zarówno do chodzenia jak i biegania. Jej fragmenty przebyłem zarówno sam jak i ze swoimi dziewczynkami, więc zdjęcia będą pomieszane. Jest jedną z popularniejszych opcji spacerowych ze Zwierzyńca.
Informacje praktyczne:
Na terenie Roztoczańskiego Parku Narodowego obowiązują bilety wstępu, które można wygodnie kupić przez stronę internetową .
W tym miejscu znajduje się duży, bezpłatny parking.
Odcinki trasy:
Zielony/czerwony szlak - Krótki odcinek przy asfalcie. Mija się ładny kościół na stawie, Browar Zwierzyniec, wypożyczalnię rowerów (polecam na wycieczkę do Florianki) i dochodzi się do Dyrekcji RPN oraz muzeum.
Zielona ścieżka dydaktyczna - Trasa prowadząca na Bukową Górę, kończąca się przy kościele we wsi Sochy. Ogólnie całkiem spoko opcja na spacer - las jest ładny i klimatyczny, mija się Pomnik Pamięci Poległych Leśników (zdjęcie drugie), by w końcu po kawałku bardziej stromego podejścia prowadzącego po schodkach dotrzeć na Bukową Górę, na której nie ma niczego ciekawego (zdjęcie trzecie). Kawałek dalej jest punkt widokowy na wieś Sochy (zdjęcie czwarte, znowu nic szczególnego), po którym schodzi się już do kościoła znajdującego się przy drodze.
Czerwony szlak - Kilkaset początkowych metrów prowadzi niestety poboczem asfaltowej drogi, ale później wchodzi się w las. Następnie wychodzi się przy Stawach Echo, gdzie znajduje się mała wieża widokowa , z której, przy odrobinie szczęścia, można wypatrzeć pasące się koniki polskie. Po minięciu płatnego parkingu dochodzi się do wejścia na plażę strzeżoną (zdjęcie piąte), a następnie szeroką leśną ścieżką, którą można zarówno spacerować jak i jeździć na rowerze, wraca się do centrum Zwierzyńca.
Ponownie całkiem przyjemna trasa na spokojny spacer dla kogoś, kto spędza urlop w Zwierzyńcu, jednak nie ma na niej nic, co mogłoby zrobić efekt "wow" - ot, ścieżka w lesie.
Dobra, dzisiaj w #gdziewtatry zdjęcie nie moje, a mojego taty. Na zdjęciu widać jego oldschoolowy plecak z aluminiowym stelażem, z którym chodzi na większość tras, a także autorski system do zaparzania kawy - jest to jego rytuał na każdym zdobytym szczycie.
A pytanie klasyczne: gdzie zostało zrobione zdjęcie i jaki szczyt widać w tle? Powodzenia
Dzisiaj w #gdziewtatry poproszę o powiedzenie jak najwięcej o charakterystycznych punktach z załączonego zdjęcia. Nagrodą jest kontynuacja zabawy - powodzenia
W #piechurwedruje rozpoczynam wrzucanie kilku tras z urlopu w Roztoczu - może komuś, kto planuje pobyt w tych rejonach, się przydadzą. Przy okazji pokombinuję trochę z innym formatem wpisów.
---------
Miejsce: Zwierzyniec - Roztoczański Park Narodowy (Roztocze Środkowe)
Trasa do pobiegania lub pochodzenia - ja wybrałem bieg. O tym, gdzie warto, będzie niżej.
Informacje praktyczne:
Na terenie Roztoczańskiego Parku Narodowego obowiązują bilety wstępu, które można wygodnie kupić przez stronę internetową . O dziwo, dość często przeprowadzane są kontrole przez pracowników Parku (np. przy Floriance, czy w drodze na Bukową Górę).
W tym miejscu znajduje się duży, bezpłatny parking.
Przy Stawach Echo znajduje się plaża z wyznaczonym (małym) miejscem do pływania. Kąpielisko jest strzeżone. W sezonie, zwłaszcza w weekendy, może być tłoczno.
Odcinki trasy:
Zielona ścieżka dydaktyczna - Łączy parking z czerwonym szlakiem. Prowadzi przez Układ Wodno-Pałacowy, który jest miłym miejscem do spacerowania (zdjęcie pierwsze).
Czerwony szlak - Główna arteria prowadząca nad Stawy Echo (zdjęcie drugie, trochę bajoro). Od muzeum jest to szeroka ścieżka prowadząca lasem, można nią zarówno iść jak i jechać na rowerze. Może być na niej największy ruch.
Czerwona ścieżka dydaktyczna - Od pomnika do cmentarza wojennego . Niezbyt ciekawa, w dodatku dziwny dysonans daje widok dość dużego cmentarza i nagrobków schowanych w lesie tuż obok siatki jakiegoś ośrodka kempingowego z przystrzyżoną trawą i rozpalonymi grillami.
Żółta ścieżka dydaktyczna - Zaczyna się przy muzeum, prowadzi obok Stawu Kościelnego (zdjęcie piąte, bardzo ładny kościół). Później idąc nieco piaszczystą ścieżką z kilkoma małymi podejściami trafia się na rozległą polanę, którą można wejść na Piaseczną Górę (zdjęcie trzecie). Z punktu widokowego widać tylko wspomnianą polanę i las. Dalej ścieżka prowadzi między drzewami, mija się Pomnik Pamięci Poległych Leśników (zdjęcie czwarte) i dalej, schodząc po schodkach, dochodzi się do drogi, z której już tylko kawałek do Stawów Echo. W sumie spoko trasa na poobiedni spacer, wydaje mi się, że chodzi tam mniej ludzi.
Niebieska ścieżka dydaktyczna - Początek prowadzi kładką wzdłuż Stawów Echo. W sezonie można tam zobaczyć dużo bocianów, czapli szarych i białych oraz innego ptactwa, a także konika polskiego. Później ścieżka prowadzi lasem, jest parę tablic informacyjnych z ciekawostkami, a kończy się przy muzeum, gdzie znajduje się kilka atrakcji dla dzieci.
W większości fajne ścieżki do spokojnego spacerowania lub biegania, poza tą czerwoną ścieżką dydaktyczną. Jest ładnie, ale w sezonie może być tłoczno (ja byłem już pod koniec, ale nadal było sporo osób).
W Karkonoszach nie byłeś? Wybieram się w przyszłym tygodniu w okolice Szpindlerowego Młyna w Czechach i szukam propozycji. Z rodziną więc bardzo delikatne trasy.
Drugie podejście do Baníkova przez Rohacze po nieudanej zeszłorocznej próbie - tym razem zakończone sukcesem.
Informacje praktyczne:
Auto można zostawić na parkingu przy Chacie Zverovka.
Przed takimi wyprawami dobrze odpowiednio napakować się węglowodanami i pamiętać o częstym spożywaniu małych posiłków w trakcie, zanim poczuje się głód, żeby się nie spompować. 3l wody wystarczyło mi na styk przy słonecznej pogodzie.
Krem z filtrem to nieoceniony przyjaciel pozwalający uniknąć bolesnych poparzeń. Twarz, uszy, kark, ramiona i nogi - nie oszczędzać niczego.
Począwszy od Ostrego Rohacza do Banówki trasa bywa mocno eksponowana, szlak prowadzi krawędzią skał, łańcuchy są długie i nie zawsze pomocne. Przez dużą część drogi obok oryginalnie poprowadzonego szlaku idzie alternatywna ścieżka dla osób nie lubiących mocnych wrażeń, jednak nie uchroni ona przed wszystkimi przeszkodami - warto mieć to na uwadze przy wyborze tej trasy.
Mi przydały się rękawice do wspinaczki, bo często chwytałem się skał, a są dość szorstkie i ostre.
Co było fajne:
Praktycznie do Jamnickiej Przełęczy szlak był pusty i poza kilkoma kozicami nie spotkaliśmy nikogo. Wraz z upływem czasu ludzi trochę przybywało, ale i tak było ich nieporównywalnie mniej niż po polskiej stronie i szło się sprawnie.
Bardzo podobała mi się droga na Grzesia (poza asfaltowym odcinkiem), a także późniejsza trasa przez Rohacze aż do przełęczy Banikovskiej. Byłem już bardziej przyzwyczajony do ekspozycji, więc szedłem bez spiny. Wrażenie zrobił na mnie jednak ponownie ten fragment przed Baníkovem, który jest według mnie bardziej ekscytujący niż łańcuchy na Ostrym Rohaczu - szlak prowadzi praktycznie przy samej krawędzi, bez łańcuchów, po prawej stronie otwiera się przepaść, robi to wrażenie.
Pogoda nie mogłaby być lepsza.
Co było mniej fajne:
Schodzenie z przełęczy Banikovskiej: najpierw po sypkich, drobnych kamykach, potem po dużych i nierównych kamieniach, w końcu asfaltem. Dłużyło się to niemiłosiernie i było nieprzyjemne dla kolan.
Asfaltowe odcinki: najpierw tutaj w drodze na Grzesia, potem tutaj przy powrocie do Chaty Zverovki. Łącznie ok. 8 km, czyli jakieś 33% całej trasy.
Świetna, widowiskowa, ale też wymagająca i pobudzająca wyobraźnię trasa. Koleżanka powiedziała mi, że zmęczyła ją dużo bardziej niż nasza poprzednia wyprawa na Świnicę przez Murowaniec i Zawrat - zarówno fizycznie i psychicznie. Myślę, że warto się przejść, ale zdecydowanie jest to dla osób kondycyjnie dobrze przygotowanych i mających już jakieś obycie z ekspozycją i łańcuchami.
Też chyba najbardziej pamiętam zejście z Banówki i ten grzebień potem (szedłem w drugą stronę.). Zwłaszcza jak kotwa z łańcuchem zaczęła wyłazić ze ściany. Niedużo ale śniadanie w gardle poczułem.